Witam wszystkich ponownie 
Wakacje udane. Nawet nie spodziewałam się, że będzie tak super i że ten wyjazd tak niesamowicie mnie zmieni i to na lepsze 
Podczas urlopu nie dostałam @ to też miałam cichą nadzieję, że dzisiaj rano zakończy się to pozytywnym testem
Modliłam się z mężem gorąco o to. O Was wszystkie również
Kiedyś nastanie taki dzień, że się nam uda. Mówię Wam 
Dzisiaj rano wstałam zrobić test, ale nawet go nie wyjęłam z szafki bo ujrzałam plamę zwiastującą @, która już zdążyła się rozkręci. Serduszko trochę mnie ukłuło, ale nie rozpaczałam. Podczas wycieczki zwiedziłam wiele bazylik we Włoszech i dowiedziałam się nieco więcej o niektórych świętych męczennikach. Wiem już, że każde cierpienie i ból mają jakiś cel. Moje cierpienie pomaga komuś innemu, a czasem i mnie samej. W cierpieniu można również znaleźć optymistyczne strony. Dzięki temu, czego się nauczyłam, rozpacz nie przyszła. Podziękowałam dzisiaj Bogu za to, że jest tak miłosierny i pozwolił mojej @ przyjść w punkt, regularnie, dzięki czemu nie musiałam znosić jej podczas mojej podróży bo to dodatkowo by mnie umęczyło, a droga była bardzo długa. Poczekał aż wrócę do domu.
Teraz zaczynam od nowa kolejny cykl. Będzie co ma być. Pozostawiam to Jemu i Jemu się zawierzam. On wie, co dla mnie i mojego dziecka najlepsze. Jestem pewna, że kiedyś obdarzy mnie tym darem
Od dzisiaj zamierzam odmawiać różaniec. Jeżeli czas kiedyś nie pozwoli, to będę nadrabiać modlitwę w innym czasie.
Zajmę się teraz ogrodem i wykończeniem domu. Mamy zamiar wylać również taras, więc będę mieć zajęcie i nie będę za wiele myśleć. Będzie co ma być i co jest zapisane 
Plan na ten miesiąc:
*udać się do laryngologa i wyleczyć problemy z gardłem i uszami, które dokuczają mi prawie co miesiąc i czasem kończy się to anginą...
Mój mąż również musi się udać bo ma odwieczny problem z katarem bo ma jakąś bakterię, którą do tej pory nikt mu nie wyleczył...
*zrobić konkretną morfologię sobie i mężowi bo dawno tego nie robiliśmy i wypada sprawdzić czy wszystko w porządku. Jeżeli coś będzie nie tak, to z wynikami udam się do gina. To póki co tyle 
Może w przyszłym miesiącu lub we wrześniu pomyślę o badaniu nasienia męża, ale gdzie tam do września 
31 dc
W sobotę rano oczywiście negatyw.
Okresu brak.
Cycki mnie tak nigdy w życiu nie bolały!! Wściekły się obydwa!!
To wszysko przez tą cholerną luteinę, która najwyraźniej nie działa na mnie tak jak powinna.
Dostałam ją po to, żeby skrócić cykle z 38-39 dniowych do 28 -29. Ale moje cykle są uparte tak jak i cała ja i nie będą się słuchać jakiegoś lekarzyny prawda?
Ale już trochę nawet brzuch mnie boli.. więc niedługo już pewnie dostanę @ i mogę spokojnie dalej zaprzątać sobie głowę jedynie poszukiwaniem pracy i przeprowadzką.
A, bo przeprowadzam się od 1 sieprnia.
Do męża 
Mam dość tych niedzielnych pożegnań. Mimo, że czas od niedzieli do piątku mija strasznie szybko, to w niedzielę po południu zawsze jest smuteczek.
Nic. Jak jutro jescze nie przyjdzie, to trzasnę jescze jeden teścik, bo kupiłam w dwupaku. A prędko mi się ten drugi nie przyda.. oj nie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2015, 21:02
Tempka jak na razie sie wydaje byc ok. Ale przeciez implantacja jest pozniej. Takze na dniach sie okaze co tempka pokaze.
Mam już umówiony termin cc-21 lipiec. Trzymajcie kciuki dziewczyny żeby wszystko poszło dobrze gładko.
Pozdrawiam i życzę wszystkim lipcowka szybkiego i jak najlżejszego porodu.
Koniec leniwca na kanapie!!
to byl pracowity weekend! Upieklam wreszcie ciasta do pracy z okazji naszego slubu. Sztuk trzy. Kruche z kremem budyniowym, truskaweczkami i kruszonka, makowiec i brownie
Podzielilismy sie z S po polowie i jutro zanosimy bagaze do naszych miejsc pracy
moze uda mi sie nawet wkleic zdjecie, to sie odrobinke pochwale tutaj przed Wami 
Do tego zrobilam troche konfitur truskawkowych, czeresniowych i czeresnie w wodce do deserow... Zeby mnie korcilo przed porodem
przynajmniej raz sie utrzymaja przez kilka miesiecy, jak zalecane... 
Musze przyznac, ze czas spedzony w kuchni jest dla mnie wielka przyjemnoscia. Odkrywanie nowych smakow, doskonalenie sie, a przy tym zabawa... Nie czuje zmeczenia, czuje jedynie radosc ze wszystko wychodzi tak, jak powinno. Albo dreszczyk emocji, jesli robie cos po raz pierwszy.
Chyba minelam sie z powolaniem - powinnam byla zostac taka polska Martha Stuart, a ja wybralam ksiegowosc 
A moj S kompletnie nie rozumie tego mojego hobby. Co chwila mowi, ze to tyle pracy, ze mozemy przeciez pojsc do restauracji zamiast mojego czatowania w weekend przy garach... Mowi tak do momentu, w ktorym jedzonko jest gotowe - wtedy przestaje narzekac, ze zonka zajeta, a zaczyna palaszowac, az mu sie uszy trzesa... 
Ile ta małpa będzie trwała... już dosyć. Generalnie już jakieś 10 dni,
ja wiem, że 2 miesiące nie miałam to ma prawo trwać dłużej, ale bez przesady.
Jestem mega nastawiona na ten cykl, wiem wiem powtarzam to w każdym wpisie,
ale już po prostu szaleje.
Co noc planuje, jak przemeblować pokoje na 3 dzieci, co więcej dziś latałam z metrówką
i mierzyłam gdzie przenieść sypialnie... Głupia, no głupia dziewucha, nie przeżyję
rozczarowania...
Poza tym nie wiem, czy umawiać się na wizytę, czy jeszcze poczekać.
Achh no i wybrałam wózki.
Jako 3w1 to wiem od dawna, że będzie to navington, najlepiej caravel, ze względu na zwrotne kółka,
ale jak nie zmieści się do bagażnika, to z ramą corvet.
A dziś znalazłam przepiękną spacerówkę, po prostu cuuuudo:
http://www.adaboo.pl/elodie-details-wozek-spacerowy-stockholm-stroller-apple-of-my-eye.html
bez względu na płeć- będą ją miała 
22.22
Leze w wannie . Placze z bolu . Juz nie wiem czy to endo czy jajeczkowanie .. Pulsujący bol jajnikow przerodził sie w tępy bol calego podbrzusza ..
Dalej boli . Spac nie moge . Musze jakos wyładować moje dzisiejsze zlosci ..
Oto lista rzeczy, nawyków, śmiesznych a czasem wkurzajacych,ktore robi moj maz :
- jak nalewa wody do wanny , nalewa najpierw gorąca a pozniej dolewa zimna ..hihi
- wiesza ręczniki na drzwiach?! Dziwak !
- gdy myje naczynia, w zlewie zostawia sztućce bo nie lubi ich myć
- jak robi kanapkę to nie używa talerza
- nie lubi wyprasowanych ubrań (chodzi w pogniecionych)
- jak zaparkuje auto , zanim wyjdzie nasłuchuje dźwięków silnika
- jestesmy z innych części Polski i czasem używa slow,ktorych nie znam
- codziennie nastawia budzik , chociaz jest automatyczny i dzwoni codziennie sam
- na kanapkę potrafi polozyc wazystko, co jest w lodowce , miesza smaki jak baba w ciazy
- jego rodzice kupili nie dawno psa, wszystkim znajomym opowiada ze to jego pies ?! Nie mieszkamy z nimi, dziela nas setki km
- czasem koloryzujw fakty ..
Yyy nadchodzi . Spadam . Dopisze jutro
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2015, 00:29
Zdawać by się mogło, że pomylenie dawki leku to poważny błąd, ale tamto po mnie spłynęło, a z tym upadkiem Marysi z łóżka nie mogę sobie poradzić psychicznie 🙄 Jak tylko jestem w sypialni z nią to słyszę w głowie ten głuchy stuk o podłogę i nie wierzę jak mogłam do tego dopuścić. Jak mogłam ją położyć na skraju łóżka z tylko połowiczną ochroną poduszki i zasnąć. No nie mogę tego przeżyć.
Co prawda nie ma śladu po tym, ani żadnych objawów wstrząśnienia mózgu i płakała na prawdę króciutko, ale noż ku#_&-_&#@ jak mogłam być tak nierozstrzygnięta, nierozstropna, głupia...🤦🤦🤦🤦🤦
Pierwsze mikołajki. Daliśmy ciała, bo zamówienia że Smyka idzie już ponad tydzień i nie udało nam się kupić tunelu z Ikei (jakiś towar deficytowy pojawia się i znika zanim dojedziemy do Ikei🙈🤷♀️). Na szczęście Marynia jeszcze nie ogarnia Mikołaja i była przeszczęśliwa bawiąc się ozdobnym butem z czekoladowym Mikołajem w środku i bombką czekoladową w sreberku - bombkę po chwil rozgrzała w rączce i zgniotła, więc trzeba było jej ja zabrać, ale zabawa była przednia🤣 A no i mąż dostał ode mnie t-shirty, które od razu służyły do zabawy - "nie ma Marysi, gdzie jest Marysia?"🤣🤣🤷♀️ Dziecku tak niewiele trzeba do szczęścia 😊
Wybraliśmy dla Marysi żłobek - Klub Malucha. W naszej okolicy żłobków jak grzybów po deszczu, ale trochę poszliśmy po małej linii oporu, bo ten "nasz" jest w naszym bloku na parterze. Nawet wychodzić na dwór nie trzeba 😏 Oczywiście ma super opinie, a panie zrobiły na nas bardzo sympatyczne wrażenie. No i jest kameralny, mały, co w dobie pandemii też jest ważne. Planujemy Marysię posłać od marca. Ale zobaczymy jak wyjdzie w praktyce. Boże, moje dzieci już zaraz zacznie pierwszy stopień edukacji 🙈
Jeheria, nawet nie miałam świadomości że skrzydłokwiat jest trujący. Mam w domu 3 doniczki ... muszę je bardziej zabezpieczyć w twoim razie 🤦
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2020, 11:28
https://secure.avaaz.org/pl/petition/Prezydent_RP_Bronislaw_Komorowski_Wzywamy_Prezydenta_RP_do_podpisania_ustawy_o_leczeniu_nieplodnosci/?nTfXAjb
Dziewczyny umieszczam tutaj link, jak chcecie i możecie podpiszcie się pod petycją do Bronka w sprawie podpisania ustawy o in vitro. To dla mnie bardzo ważne ale wiem że nie jestem sama i że na pewno znajdzie się ogromna liczba chętnych
Ale uważajcie i nie bądźcie "leniwe", środowiska anty-invitrowe nie śpią!
Przez to całe niepowodzenie z zajściem w ciążę czuję się taka niespełniona. Niespełniona jako matka i kobieta. Aż wydaje mi się moje życie bez sensu...
Ciche dni z R trwają 
Dziś obudził mnie ból miesiączkowy, bardzo paskudny, ale to stanowczo za wcześnie, 25 dni?? Przy średniej długości 34? O Boże, żeby to nie @, żeby to nie @, żeby to nie @...
No i przesunelo mi owulke na dzien pozniej. Po wpisaniu dzisiejszej tempki. Ale ten program jest zakrecony.
A wiec, w weekend byly
ale watpie zeby w tym cyklu sie udalo bo owu wypada mi w srode (statystycznie i przegladajac poprzednie cykle). No ale jak to mowia: nadzieja matka glupich wiec jakas tam szansa jest. Jestem neutralnie nastawiona na to i tyle. Co ma byc to bedzie bo i tak nie mam wplywu na to co dzieje sie w moim organizmie a poza tym to jak wygrana w totka: nigdy nie wiadomo co sie trafi
okolo soboty zaczne tez beac luteine aby troszke wspomoc no i czekac, czekac i czekac 
Nasza mala kijanka
czekamy na Ciebie z utesknieniem :-*
Drugi dzien po transferze
Druga rocznica slubu 
Ok.44 zastrzyki za mna, jeszcze 7 przede mna
Byly to bardzo dlugie dwa tygodnie, ale chyba teraz jeszcze dluzsze dwa przede mna.
Mimo niesprzyjajacych okolicznosci pojechalismy, madrzejszy musial ustapic (czyli ja).
Myslalam ze pojdzie szybko, ze moje jajka beda duze i dorodne, ale niestety tak nie bylo. Pierwsza weryfikacja i estradiol tylko 300, podczas usg uslyszalam ze slaba odpowiedz na stymulacje... Wracajac do naszego lokum musialam sie poryczec, ze jak zwykle wszytsko idzie jak po gruzie. Kolejna recepta, kolejne zastrzykim-i tak przelecial pierwszy tydzien, az w koncu uslyszalalm ze koniec stymualcji i w poniedzialek punkcja! Denerwowalam sie okropnie ale nie bylo tak zle, udalo sie pobrac 10 komorek z czego zaplodnilo sie 8. I potem kolejne dlugie dni, czekalismy az nasze dzieci osiagna stadium blastocysty. No i tu tez schody, okazuje sie ze dotrwal tylko jeden...
wiec z blizniat nici... Na transfer mialam sie zglosic z pelnym pecherzem. Ok,popilam, juz podszpitalem najchetniej podtrzymywalabym sobie reke w kroku, takie mialam parcie. Weszlismy i kazali czekac. Mijaja chwile a do mnie nikt nie przychodzi, natomiast mocz wychodzi mi juz oczami. Jesli juz ktos wszedl to tylko z pytaniem czy pecherz jest pelen i zamykal drzwi. Brzuch mialam jak balon, bylo mi ciezko i czulam okropny dyskomfort z takim ciezarem. I wtedy przyszla refleksja ze nie wytrzymam,ze co ja tu robie... W koncu poszlam sie wysikac a meza wyslalam po wode zeby znow sie napelnic. No i mi przeszly czarne mysli i wszytsko stalo sie piekne
potem nas zawolali, maz byl ze mna trzymal mnie za reke. Wybali najladniejsza blastke, okazuje sie ze dwie bedziemy miec przechowane. Chwila moment i juz mamy kropka w brzuszku. Krotka chwile zobaczylismy na ekranie usg swiecacy punkcik,potem wszytsto wylaczyli i wszyscy z presonelu poszli, ja mialam jeszcze zostac na fotelu. W koncu doczekalismy tej chwili! Schodzac z foleta patrze na zegar i widze 11:10 i od razu skojarzenie- ja sie urodzilam o tej godzinie
dzien transferu spedzilam w lozku, a na drugi powrot do domu. Idealnie styknęly nam dwa tygodnie, wrecz na styk. Dzis juz do pracy... Oj oby nasze dziecie zechcialo zostac z nami na dluzej...
P.S- mialam nie wierzyc w bociany ale w Bialymstoku widzieliśmy ich tysiące. Przelatujące nad głowami,cale rodziny siedzace w gniazdach,cale stada chodzące po łąkach... To musi byc dobry znak 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2015, 09:26
35+0
-> czyli rozpoczynamy 36 tydzień
-> czyli 35 dni do terminu porodu
-> czyli 9 miesiąc ciąży 
No i sierpnióweczki zaczęły się rozpakowywać...U mnie jeszcze 2 tygodnie do ciąży donoszonej 
W piątek wizyta u gina - malutka (już nie taka malutka) waży 2.5 kg i miewa się dobrze. Oczywiście głowę wpycha w tą moją szyjkę, widać tak jej wygodnie
Poskarżyłam się lekarzowi na kłucia w szyjce (jak więcej chodzę) to chłop się ucieszył, że szykujemy się do porodu. Na szczęście jest wciąż zamknięta i trzyma, niestety nie wiem ile cm ma ale czy to by coś zmieniło? Żyć mam normalnie, na tyle na ile ze 103 cm brzuchem i głową o średnicy ok 10 cm niemalże między nogami można żyć i funkcjonować normalnie
W tym tygodniu pobieram GBS a kolejna wizyta 24 lipca. Czuję się dobrze, humor lepszy. No i dzisiaj piękna pogoda....chmury, przelotne opady, +16 st C ...
33cs
2dc
Wczoraj po cichu liczyłam, że może to tylko plamienie.. Zawsze się tak łudzę, ale dziś chlusnęło i zabrało wszystkie złudzenia.. G. nie ma w domu, zawsze mnie jakoś pocieszy.. A teraz mam kryzys, mam kupę papierkowej roboty, sprzątanie bo facet był sam w domu przez kilkanaście dni także trzeba by ogarnąć tu troszkę, a ja siedzę i patrzę na nowy wykres i jakoś tak już w to wszystko nie wierzę.. A najbardziej się martwię tym, że w dniach jak mam iść na monitoring nie ma profesora.. I znów mam iść do swojego lekarza czy na zastępstwo do babki, która współpracuje z profesorem.. A tej się boję, raz mnie badała w szpitalu i była tak niedelikatna, że do dziś jak sobie pomyślę to mnie wszystko boli.. Chyba zadzwonię do profesora w piątek i się zapytam.. Może w sumie ta niedelikatna baba powtórzyłaby badanie z plemnikami..
Mega kryzys.. 
i jeszcze piata strona pamiętnika.. Czuję się jakbym utknęła w miejscu..
znowu poniedzialek,
jak ten czas szybko leci, do wizyty u gina zostalo 3dni...
dzis w nocy mimo ze deszcz padal jakos malo spalam, bo pozno zasnelam na pewno bylo po polnocy, a zbudzilam sie przed 6rano, dzis mnie jeszcze wyjazd czeka jakies 100km w dwie strony,
dziewczynki moje sprzataja w pokoju bo niezly sajgon tam sie zrobil, mam nadzieje ze porzadek sie u nich troche utrzyma bo nie cierpie balaganu
Co dzieje się z 5-dniowym zarodkiem po transferze:
1dpt.. blastocysta wychodzi z otoczki
2dpt.. blastocysta zaczyna wczepiać się w ściany endometrium
3dpt.. Proces implantacji się rozpoczyna, blastocysta zaczyna "zakopywać" się w endometrium
4dpt.. Proces implantacji jest kontynuowany gdy zarodek wnika głębiej w endometrium
5dpt.. Zarodek jest już zaimplantowany
6dpt.. Zaczyna być produkowane HCG
Co dzieje się z 3-dniowym zarodkiem po transferze:
1dpt.. Embrion się dzieli
2dpt.. Embrion staje się blastocystą
3dpt.. blastocysta wychodzi z otoczki
4dpt.. blastocysta zaczyna wczepiać się w ściany endometrium
5dpt.. Proces implantacji się rozpoczyna, blastocysta zaczyna "zakopywać" się w endometrium
6dpt.. Proces implantacji jest kontynuowany gdy zarodek wnika głębiej w endometrium
7dpt.. Zarodek jest już zaimplantowany
8dpt.. Zaczyna być produkowane HCG
14tydzien i 1 dzien:)
Tak wygladamy waga jak sprzed ciazy ale w oczach moich siostr jestem gruba i moj brzuch nie wyglada na ciazowy tylko to SADLO...eh brak mi slow i przez takie gadanie nie muniem sie cieszyc swoim szczesciem
Bardzo sie ciesze ze siostra urodzila coreczke ze jest zdrowa i wogole ale zycie toczy sie dalej a moja rodzina zatrzymala sie w dniu jej narodzin...caly czas gadka tylko o niej jak spi jak sie smieje jak je irobi kupke...fajnie, bardzo mnie to cieszy ze wszystko jest w porzatku...szkoda tylko ze wszyscy zapomnieli ze w styczniu przyjdzie na swiat moje, nasze dziecko...milo by bylo jak by raz na jakis czas mama zapytala sie jak sie czuje, jak po wizycie czy wszystko w porzadku, ale zycie jest jakie jest bedziemy sie cieszyc sami:)
A tak zmieniajac temat to juz sie nie moge doczekac wizyty za dwa tygodnie
taka jestem ciekawa jak zmoienila sie nasza Kruszynka
i czyfaktycznie okaze sie Szymkiem...jakos musimy uzbroic sie w cierpliwosc 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2016, 10:58
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.