Siedzę i czytam niektóre historie... Wiem, że można tu zawsze na kimś polegać ...

Przed wczoraj odstawiłam visanne, wczoraj byłam u lekarki i była w szoku bo z lewego jajnika torbiel znikł a na prawym tym gorszym bardzo się zmniejszył, mam w czwartek zgłosić się do szpitala (@ już dziś dostałam), ale powiedziała że chyba mnie zakwalifikują bo torbiel jest za mały. Zrosty nie są wskazaniem do zabiegu laparo.

Jest jedna bardzo zła wiadomość - mam podobno jelito przyrośnięte do macicy zrostami, zaciągnięte. Lekarka powiedziała że tylko 3 prof. na swiecie to bezpiecznie operuje, że to musi być mistrz chirurgi.
Niby jajnik prawy był przyrośnięty do tylnej ściany macicy, 3 mce temu nie było go na usg widać a teraz nagle jest widoczny... nie wiem co robić. Tak bym chciała zajść w ciążę... Nie wiem co robić... Czuje że lekarze nie mówią całej prawdy, że jestem ciężkim przypadkiem i nikt nie chce podjąć się leczenia mnie..Nie wiem do kogo iść po pomoc, czuję że lekarze wobec mnie są bezradni.

Przed wczoraj odstawiłam visanne, wczoraj byłam u lekarki i była w szoku bo z lewego jajnika torbiel znikł a na prawym tym gorszym bardzo się zmniejszył, mam w czwartek zgłosić się do szpitala (@ już dziś dostałam), ale powiedziała że chyba mnie zakwalifikują bo torbiel jest za mały. Zrosty nie są wskazaniem do zabiegu laparo.

Jest jedna bardzo zła wiadomość - mam podobno jelito przyrośnięte do macicy zrostami, zaciągnięte. Lekarka powiedziała że tylko 3 prof. na swiecie to bezpiecznie operuje, że to musi być mistrz chirurgi.
Niby jajnik prawy był przyrośnięty do tylnej ściany macicy, 3 mce temu nie było go na usg widać a teraz nagle jest widoczny... nie wiem co robić. Tak bym chciała zajść w ciążę... Nie wiem co robić... Czuje że lekarze nie mówią całej prawdy, że jestem ciężkim przypadkiem i nikt nie chce podjąć się leczenia mnie..Nie wiem do kogo iść po pomoc, czuję że lekarze wobec mnie są bezradni.

Ostatnio jest tak intensywnie,że nawet nie wiem,od czego zacząć :) Może od najważniejszego,bo od dzisiejszej wizyty. Generalnie,wszystko jest BARDZO DOBRZE i to mnie niesamowicie cieszy.:) Lekarz sprawdził Miśkowi dosłownie wszystko i dziecko jest zdrowe i szczęśliwe :) Michał jest duży,waży prawie kilogram (912 g),a prawie wszystkie parametry wskazują dokładnie na taki czas,jak wiek ciąży wg OM (+-2 dni). Prawie wszystkie..oprócz brzuszka,który jest 2 tygodnie do przodu...Diagnoza? Utuczyłam dzieciaka...:/ Zresztą nie tylko dzieciaka...Dziś jak stanęłam na wadze,to różnica od ostatniego pomiaru była stosunkowo znaczna :( Razem, od początku ciąży przybyło mi 5,5 kg i,niestety,największy wzrost wagi nastąpił właśnie w ostatnim czasie.. Dostałam od Pana doktora zalecenia dietetyczne, w skrócie - mam nie żreć słodyczy!!! To będzie wyzwanie... Dobre wieści są takie,że moje wyniki badań są lepsze niż myślałam :) Moczem kazał mi się pan doktor nie przejmować, powiedział,że jeśli w moczu są tylko bakterie,a nie ma nabłonków,białka,erytrocytów,leukocytów i czegoś jeszcze,to nie jest to sygnał dotyczący infekcji. Najprawdopodobniej mocz po prostu musiał długo czekać w kolejce do badania i bakterie się namnożyły. Kryształy w moczu okazały się bez żadnego znaczenia. TSH jest bardzo ładne i cukier też "jest śliczny" wg mojego lekarza :) Więc z głowy :) Przez 10 dni mam brać urosept dla oczyszczenia moczu,a za 10 dni mam powtórzyć badania i tyle :) W czasie badania USG widziałam dziś też przez chwilę buźkę Michałka :) Nie jakoś wyraźnie,ale trochę tak :) Pan doktor chciał Michalinkowi sprawdzić twarzoczaszkę, czy nie ma rozszczepu,ale się Michaś zakrył rączką i tyla z tego wyszło :D Ale przez tą chwilę było naprawdę słodko :D

Wyprawkowo siedzę teraz w pościelach,śpiworkach i kombinezonach. Pościel do łóżeczka dostaliśmy od koleżanki wraz z 2 zmianami poszewek,ale teraz jestem na etapie szukania pościeli do wózka :) A że ja bardzo lubię pościele i poszewki, to może nawet trochę zaszaleję ;) W każdym razie na razie zakupiłam taką oto pościel do wózka:

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/1331722f4fdd.jpg

Zwykła, najzwyczajniejsza,ale kosztowała 8 zł :) Może jakieś poszewki z czasem wyprodukuję :) U tego samego sprzedawcy zakupiłam kombinezon dla Micha:

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/923101f27fad.jpg

A że temat kombinezonów mnie urzekł,to kupiłam też drugi,a dwa inne licytuję ;)

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/41d60919dfa7.jpg

Kontynuując fotorelkę, znalazłam ludzia na allegro,który sprzedawał nowe smoczki do butelek (butelki dostaliśmy od koleżanki plus jako gadżet na szkole rodzenia). Zakupiłam 3 komplety,bo dwa z nich były po 2 zł,a jeden po 5 zł. Mamy dwa rodzaje butelek,stąd smoczki są 2 różnych firm - Aventa i Tommee Tippee.

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/3301c5e28f0b.jpg

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/ee42509f2e78.jpg

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/cce4c4d381cd.jpg

U tego samego sprzedawcy licytuję też kolejną pościel do wózia,bo jak już mówiłam,pościele bardzo lubię ;) A jak już przy temacie pościeli jestem,to muszę,po prostu muszę, się pochwalić!! Otóż, pokonałam swój strach przed maszyną do szycia, poprosiłam koleżankę o lekcję i postanowiłam dla mojego kochanego synka uszyć poszewki na pościel :D Oto moje pierwsze dzieło:

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/4ba19ae82cfd.jpg

Wiem,że krzywo,a do tego trochę zepsułam zamek,ale wszystko jest nieważne,ponieważ ja to uszyłam :D Ja sama,samiuśka,samiusieńka :D Z pomocą Pana Boga,oczywiście - i co do tego,to nie mam żadnych wątpliwości :) Duma mnie rozpiera :) Następna będzie poszewka na kołderkę,ale kręgosłup już mi dzisiaj na to nie pozwolił.. wrócę do maszyny jutro lub w poniedziałek :) Ale cieszę się,jak dziecko :D

Ostatni czas to też załatwianie różnych rzeczy,jak obiegówka na studia,więc nie nudzi mi się. Ale też cieszę się,że choć dom jest trochę zaniedbany,to nie z winy mojego lenistwa,ale wielości zajęć i wyzwań,które stoją przede mną :) Na razie koniec update'u,jak coś mi się jeszcze przypomni,to dopiszę :)

Dr. Szaflik nie dal zadnej nadziei. Jutro jedziemy na Warszawe. Bedziemy walczyli do konca.

6dc

Dobra wiadomość, profesorek będzie w poniedziałek i przyjmie mnie na monitoring, zapytam czy zrobi to badanie na ruchliwość czy coś tam plemników.. I dopytam o laparoskopię, co on uważa czy oni mają ruszać tego mięśniaka bo ostatnio nie był rozmowny, może tym razem się uda z nim pogadać.. A lepszy on niż ta babka na zastępstwo..

Dzisiaj miałam mega zły dzień, głowę mi rozwalał ból.. Nie lubię brać tabletek, ale musiałam się złamać bo nie dałabym rady.. Na szczęście pomogło.. I poszalałam sobie kolejny dzień w ogrodzie.. Aż mam zakwasy:)

largos gdzie jest moja kropeczka? 17 lipca 2015, 23:31

Chcialabym juz wiedzieć, czy się udali, ale muszę czekam do29 lipca, wtedy ma być okres. Ale dziś bylomi niedobrze, jestem trochę oslabiona, może sobie wmawiam...

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 18 lipca 2015, 06:52

Dzisiaj wyjeżdżamy!!! Piękna pogoda ma nam sprzyjać, a ja się nie mogę doczekać kiedy dojedziemy na miejsce!! Odpoczynek w górach, spacerki po szlakach, moczenie nóg w górskich potokach <3 no czego chcieć więcej!!
Co prawda spakowanie się było koszmarem i nadal nie wiem czy wszystko zmieścimy do naszego autka, ale tygodniowy pobyt z dala od domu z małym dzieckiem wymaga zabrania ogromnych ilości rzeczy. Wózek, nosidło, waliza ciuchów oraz torba zabawek i drobnostek...
Muszę wam przyznać, że to mój pierwszy urlop od 8 lat... Tak jakoś wyszło że nie było wiecznie czasu, no albo kasy. Więc stres mam podwójny, albo nawet i potrójny <3
Wszystkim życzę spokojnego najbliższego tygodnia!!

21dc 4dpo

Masakra jakas ze mna. Zaczynam chyba swirowac. Musze rano zjesc sniadanie bo tak mi burczy w brzuchu, piersi delikatnie pobolewaja, brzuch juz nie, ale za to dzisiaj to jestem mega zmeczona i spiaca...
Pewnie zaczynaja mi sie objawy urojonej ciazy i tyle :-( a jeszcze tyle musze czekac zeby wiedziec na czym stoje.

Detektor oznak ciazy tez cos swiruje bo ponoc wlacza sie od 4dpo a u mnie nic. Pokazuje tylko czas wspolzycia jako dobry.

Ide lezec bo padnieta jestem...


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2015, 11:51

Haluszka Kiedy nadejdzie moja kolej? 18 lipca 2015, 07:15

Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje a ja dzisiaj spodziewam się dostać @. Kręci mnie w brzuchu już od wczoraj, Czuje, że będzie miała spektakularne wejście. Chyba dlatego też wczoraj miałam takie chwilowe załamanie, bo dzisiaj jest już dużo lepiej :)
Faktycznie dziecko można wychować wszędzie i taką też podjęliśmy decyzję, jeśli chodzi o nasze starania i wyjazd za granicę. Do końca roku staramy się bardzo, potem w zależności od stopnia zaawansowania procesu wyjazdowego też ale bez większej napinki. Jak wyjedziemy bez dziecka, to zaczniemy o nim znowu myśleć na miejscu:) To jest rozsądne i taki plan mnie satysfakcjonuje. Oczywiście lepiej było by gdybym urodziła w Polsce, ale jesteśmy silni i wierzę, że razem damy radę.
Poza moim chwilowym załamaniem spowodowanym problemami z zajściem, przeżywam też ogromny stres związany z pracą i moim nowym chwilowym obowiązkiem. Jestem przez 3 tyg zastępcą kierownika. Właściwie to zastępcą zastępcy, bo nie ma ani kierowniczki ani jej oficjalnej zastępczyni no i ..padło na mnie :) Ogromna odpowiedzialność, ponieważ pracuje w laboratorium mikrobiologicznym i moim największym wyzwaniem są codzienne konsultacje z lekarzami. A od decyzji, które podejmujemy zależy życie ludzkie. Więc właściwie, trzymam w rękach nie tylko życie mojego niepoczętego dziecka ale również i innych osób. Problem mojej bezsenności pogłębił się bo tylko myślę, analizuję i kombinuje co by jeszcze można było zrobić dla chorych. Moja praca poza tymi dniami kiedy nie jestem zastępcą zastępcy :) też jest ogromnie odpowiedzialna i stresującą. Myślę, że to też się przyczynia do tego, że nie mamy dzidziusia. Na logikę, taki zestresowany organizm chyba nie chce sobie pozwolić na kolejne obciążenie. I to jest niestety natura. Koleżanka z pracy zaszła w ciąże kiedy była na l4 i ja w to wierzę, że potrzebny jest porządny odpoczynek, relaks i reset. póki co uważam, że jestem zablokowana. Może taki wyjazd coś zmieni? A. wierzy, że tak. Że zmienimy środowisko, klimat i się uda. Jeśli mój facet w to wierzy niech tak będzie. Niech będzie co ma być.

Jolcia1985 .... bo ja chcę być mamą 18 lipca 2015, 07:48

23 dc, sobota. Mam wrażenie, że ten cykl strasznie się dłuży (o co mi chodzi, przecież zazwyczaj mam 26, 27 dniowe cykle), może też z tego powodu, że dosyć szybko pojawiły się plamienia. Wczoraj byłam na badaniach krwi, a dokładnie prolaktyna po obciążeniu, progesteron oraz estradiol. W lab. Diagnostyka jest możliwość "odebrania" wyników online jeszcze tego samego dnia, ale niestety jak wpisuje nr zlecenia i datę urodzenia wyskakuje mi komunikat, że numer lub data są nieprawidłowe (hmmm znam swoją datę urodzenia a numer pani sprawdzała 2 razy, no chyba, że po prostu jeszcze nie ma wyników). Ewentualnie we wtorek mogę odebrać je osobiście w lab.
Dzisiaj nasz młodszy synek (kociak oczywiście) ma drugie urodzinki :). Kocham nasze dwa kociaki jak dzieci i nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich nie być w naszym życiu. Przy okazji ich wychowania mogę po części zobaczyć jaką bym była matką. Z tego co widzę byłby u nas "tradycyjny" model rodziny tzn. córcia tatusia i synek mamusi, mamusia na wszystko pozwala, broni dzieci a tatuś jest tym surowym w wychowaniu i stawia dzieci do pionu, co nie oznacza, że również nie okazuje im miłości:)
ps. czy do pamiętnika można jakoś wrzucić zdjęcie?


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2015, 07:49

Wczorajszy dzień nie należał do najlepszych pod względem samopoczucia... do godziny 12 nie byłam w stanie się zwlec z łóżka, trzy wymiotne zrzuty plus ból głowy zrobiły swoje.
Ale za to wieści z wizyty pomyślne, a to najważniejsze.
Mąż mnie musiał zawieźć, sama niestety nie dałabym rady prowadzić auta.

O dziwo weszłam o umówionej godzinie... Mówię, że tak się czuje... chciała ciąży to ma... ale pocieszenie... ale ogólnie te wszelkie wymioty, jak to powiedziała położna i lekarka są bardzo dobrym objawem. Dzieciaczki żyją, mają się dobrze, program komputerowy określił je na 9t3d, a one mają dopiero 8t4d. Pani doktor określiła, że są wypasione... stwierdziłam, że się tak wypasły na sucharkach i kisielku. Serducha biją, u jednego 181, u drugiego 175. No i nic nie przytyłam, waga taka sama. Następna wizyta dopiero 12 VIII, USG I trymestru, jak dla mnie za długo czekania... Ogólnie przyjemnie było na tej wizycie, jak zawsze. Sympatyczna ta moja lekarka... lubię ją.
Dawka luteiny zmniejszona, jak dobrze ale za to mam kupić jeden lek i go łykać dwa razy dziennie. To bardziej jakiś suplement, długa nazwa więc nie napiszę.

Wstawiam 2 zdjęcia ale słabo widać, nie chce mi się bardziej kombinować ;) I tak to się prezentują Szkrabki kochane...

b794f832a8f1da00med.jpg

59543e7311423067med.jpg

Pokahontaz Starania iskierki 18 lipca 2015, 08:35

Jedziemy na urlop - pierwszy urlop z Polunią :) Moje najlepsze wakacje - z brzuszkiem!

Adin Czekając na Twój uśmiech.. 18 lipca 2015, 10:24

"Jesli spodziewasz sie zbyt wiele, to nic nie jest w stanie cie zadowolic. Kiedy niczego nie oczekujesz - wszystko moze cie uszczesliwic".

Test owulacyjny wczoraj zdecydowanie bardziej wyraźny niż poprzednie a do tego jakieś bóle w podbrzuszu, chociaż to chyba za Wcześnie na owulację. Powinna być jutro lub w poniedziałek. Oczywiście będę nadal testować, ale czasu nie tracimy przez co Em zerwał się dziś na chwilę z pracy i już jesteśmy po serduszku, bo wczoraj przez mojego foch nic nie wyszło. Poszłam do niego taka rozochocona a on z pretensjami, że ile razy ma mi mówić żebym nie trzaskala klapa od kibelka na co ja ok i napięcie zeszłam na dół. Cała ja :D

idka Być szczęśliwą 18 lipca 2015, 10:45

15 dc
Nie wiem czemu, ale jakoś nie czuję żeby w tym miesiącu się nam miało udać. Niby dziś mam ładny śluz, takie mokre uczucie na dole, ale nie czuję absolutnie nic, a w obu przypadkach zaciążenia czułam ewidentnie ból owulacyjny. No dobra, trochę mnie kłuje jajnik po lewej stronie, ale nie na tyle żebym mogla owulkę stwierdzić. Plus mam nieodparte wrażenie, że po tej stronie mogę mieć jakąś niedrożność, bo poprzednie ciąże były sprawką prawego jajnika. Jak za jakiś czas nie uda mi się przejść na fiolet tak sama z siebie, to poproszę o skierowanie na badanie drożności. I tyle.

Dzisiaj byłam u internisty, potwierdzić czy faktycznie moje wyniki morfologii są w normie (taki komentarz do badań, mimo drobnych odchyleń pozostawiła mi ginekolog). I faktycznie jest ok, ale jak opowiedziałam o moich różnych dolegliwościach, to pani dr stwierdziła, że musi mnie jeszcze przebadać i dostałam kolejne skierowanie:

2ugiiaw.jpg

Jedyne co skomentowała internistka to poziom prolaktyny: 24,77 - niestety trochę wysoki :/ że mamy wyluzować to łatwiej zajdziemy w ciążę ;) tyle to i ja wiem :D co prawda.... do tego badania byłam na czczo, bo mnie przestrzegała gin o tym, ale o tym już, że dzień wcześniej zero <3 to już cholera zapomniałam. Dlatego obawiam się, że to też zaważyć o wyniku tego badania. A pozostałe wyglądają tak:

leukocyty- 6,8 tys/µl (Norma:3,8 - 10)
erytrocyty -4,96 mln/µl (3,7 - 5,1)
hemoglobina 13,4 g/dl (12 - 16)
hematokryt 43% (37 - 47)
MCV 86 fl (80 - 99)
MCH 27 pg (27 - 35)
MCHC 31,5 g/dl (32 - 37)
płytki krwi 222,0 tys/µl (140 - 440)
RDW-CV 13,5% (11,6 - 14,8)
PDW 12,3 fl (9 - 17)
MPV 10,5 fl 9 - 13
P-LCR 29,2% 13 - 43
neutrofile % 38,7% 40 - 70
limfocyty % 47,1% 20 - 45
monocyty % 11,1% 4 - 12
gran. kwasochłonne % 2,5% 1 - 5
bazofile % 0,6% 0 - 2
neutrofile 2,61tys/µl 2,5 - 7
limfocyty 3,18tys/µl 1 - 3,5
monocyty 0,75tys/µl 0,2 - 1
gran. kwasochłonne 0,17tys/µl 0,1 - 0,5
bazofile 0,0tys/µl 0 - 0,1

Z reszty "ciekawostek":
cmv - przebyte zakażenie (tylko kuźwa kiedy i jak? :/)
różyczka- skuteczne szczepienie, obecność przeciwciał
toksoplazmoza- brak przeciwciał, nie przebyłam choroby
chlamydia- nie przebyłam choroby

Czekam jeszcze na resztę wyników, m.in. przeciwciała antykardiolipinowe. Ale gin z Luxmedu od razu mi powiedziała, że niezależnie od wyniku powinnam brać Acard, bo taka jest profilaktyka przy wczesnych poronieniach. No i muszę się umówić na ekg spoczynkowe i usg piersi- dzisiejsze zalecenie dr. Czuję, że będę przebadana wzdłuż i wszerz na wszystkie możliwe sposoby :D ale to dobrze, przynajmniej nie będę się schizowała, że jest ze mną coś nie tak i będę miała pewność, ze jestem w 100% przygotowana na bycie mamą <3

Z codziennych doniesień- dziś sobota, czas sprzątania chaty, jak zapewne u wielu :D muszę wyjść z tego syfu i zacząć się rozglądać za jakąś duuuużżąąąą szafą do nas do sypialni i jakąś używaną (?, a może nową?) małą sofą z funkcją spania do przejściowego pokoiku. Podobno od września ma zamieszkać z nami pod jednym dachem szpieg teściów- czytaj: moja szwagierka, a siostra Małża, więc trzeba się trochę od niej odgrodzić i zrobić jej miejsce w chacie. Zapewne będzie ona wykonywała wszystkie polecenia swoich rodziców, i już czuję że będą z tego wojny, ale pożyjemy zobaczymy. Ja chcę mieć czyste sumienie i dotrzymać ustaleń, że nasza dwójka zajmuje jedynie naszą sypialnię i mały przejściowy pokoik pomiędzy sypialnią a kuchnią. Stąd muszę ogarnąć cały nasz dobytek i zakupić nowe meble, poupychać się z tym wszystkim i powiedzieć im że jakby co to mogą mi..no :P ołkej. Późno się zrobiło, a oprócz sprzątania jest jeszcze pranie i prasowania, posprzątanie mojego autka w środku, dokończenie wiśniówki i wiele, wiele innych na liście "to do" :D komu let's, temu go!

Miłego weekendu Wszystkim, pełnego owocnych <3 mua! :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2015, 10:49

nienawidzę tej choroby... nie wiem czy to przetrwamy :-(

viowieczka Tak bardzo bym chciała.... 18 lipca 2015, 11:01

To będzie wpis typu: czuję potrzebuję poużalania się nad sobą. M poszedł do pracy, a ja nie za bardzo wiem co ze sobą zrobić, zresztą nie za bardzo mam na cokolwiek ochotę. Myślałam, że może gdzieś dzisiaj pojedziemy, żeby się trochę oderwać od rzeczywistości, ale niestety u M w pracy czasami są takie momenty, że terminy ich gonią i muszą pracować w weekendy.
Przedstawię Wam w skrócie historię mojego trzydziestoletniego życia. W zasadzie do 15 roku życia nic szczególnego się nie działo. Żyliśmy przeciętnie, nigdy nam się nie przelewało, nie zawsze miałam to czego chciałam, ale byłam szczęśliwym dzieckiem i za nic nie zamieniłabym swojego dzieciństwa. A potem przyszedł rok 2000. W styczniu po kilku miesiącach walki moja siostra cioteczna zmarła na raka, była ode mnie tylko rok starsza. Był szok i niedowierzanie, ale trzeba było żyć dalej. Miesiące leciały, nadszedł lipiec, nagle i niespodziewanie okazuje się, że mój wujek - brat mojego taty, jest chory, po kilku dniach w szpitalu umiera. Pojawiają się myśli, że to jakiś koszmar, ale prawdziwy koszmar był dopiero przed nami. 6 października otrzymaliśmy wiadomość, że mój tata zginął w wypadku. Miałam wtedy 15 lat, od miesiąca byłam w nowej szkole. Łatwo nie było. Cała moja rodzina modliła się, żeby rok 2000 już się skończył i nic więcej się w nim nie wydarzyło. Liceum jakoś przeleciało, były wzloty i upadki, najgorzej z tamtego okresu pamiętam maturę. Nigdy nie byłam jakimś orłem, ale matura to była jakaś porażka, ledwo bo ledwo, ale zdałam i udało mi się dostać na studia. Przed samym rozpoczęciem studiów poznałam chłopaka i się zakochałam z wzajemnością :). Problemem było to, że Piotrek był ode mnie starszy o 7 lat. Przez rok ukrywałam ten związek przed mamą. Tak mniej więcej po roku mama się o nas dowiedziała, łatwo nie było, ale jakoś poszło i w końcu zaakceptowała nasz związek. Tą miłością cieszyłam się do stycznia 2008. W styczniu 2008 roku Piotrek wylądował w szpitalu, a po czterech dniach usłyszałam, że nie żyje. Nie za bardzo pamiętam tamten okres mojego życia. Mam pół roku wyjęte z życiorysu. Pół roku, gdy dzień w dzień płakałam. Pół roku myśli samobójczych, nie zrobiłam tego tylko ze względu na mamę i mojego chrześniaka. Po sześciu miesiącach wzięłam się w garść, zaczęłam myśleć co dalej. Ból był, jest do tej pory i pewnie będzie zawsze, bo nigdy nie przestanę kochać Piotrka, po mimo tego, że mam męża, którego też kocham. Postanowiłam pójść na drugie studia. Poznałam nowych ludzi, a dzięki koleżance poznałam mojego obecnego męża. I tak w sierpniu 2013 roku wzięliśmy ślub i praktycznie od razu zaczęliśmy starać się o dziecko. Chociaż tak właściwie to zaczęliśmy od grudnia, bo na własnym weselu wyskakałam sobie kamienie nerkowe, z którymi męczyłam się jakoś do października, ale chyba mogę być z siebie dumna bo urodziłam je własnymi siłami :P, bez żadnej pomocy medycznej. I tak po 18 miesiącach starań zobaczyłam dwie kreseczki na teście ciążowym. Resztę już znacie. Po tym wszystkim co przeszłam w swoim życiu już chyba nie wierzę w szczęśliwe zakończenie obecnej sytuacji. Dobija mnie ten stan zawieszenia w którym się teraz znajduję. Mam nadzieję, że w środę jak pójdę do pani doktor to zapadną decyzje co dalej. Chyba zaczyna brakować mi już sił, na pokonywanie tych wszystkich trudności jakie życie przede mną stawia...

Test czulosc 10, nadal cien widoczny. 11dni po pregnylu.

Nie mam sił mierzyć tempki, wypełniac wykresu i wchodzić na Ovu. Zaglądam do Was czy któraś przypadkiem nie zafasolkowała i jak się czują te, które już mają maleństwo pod sercem. Cykl nadal ten sam. Od dzisiaj Dupek. Mam już dość. Daniel od Jacka z pracy i jego dziewczyna będą mieli- nieplanowane- dziecko. Mam dość. Serdecznie dość. W dupie mam starania, temperatury, owulacje i wszystko inne. W cholerę z tym. Co bym nie robiłą, to i tak nie daje efektu. Staramy się pół roku, a wiecie ile mieliśmy w tym czasie owulacji? ZERO! A kobiety tutaj panikują nad jednym bezowulacyjnym cyklem, lub cyklem który trwa 40 dni. Mój ma ponad STO i jeśli potrwa jeszcze tydzień dłużej to strzelę sobie w łeb!

Jak znam moje popaprane szczęście to nic z tego nie będzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2015, 12:29

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)