Wczoraj klotnia z mama. Maja wielkie pretensje, ze bratu nie ppgratulowalam, ze urodzila mu sie corka. Wgl mnie nie rozumieja. Wkurza mnie to, ze za bratem to by w ogien wskoczyli a gdy ja potrzebowalam wsparcia po utracie dziecka nie dostalam od nich...
wkurza mnie rowniez to, ze ja pragne dziecka i nie moge go miec a taka ooo moja bratowa zeby tylko nie pracowac zaszla w ciaze i udalo jej sie bez problemu. Co za swiat niesprawiedliwy. Mam czasem ochote wyjsc z domu i juz nie wrocic. Wczoraj emocje wziely gore i musialam sie w ciszy wyplakac.
I znowu tutaj
wczoraj się zaczęło krwawienie niby już po wszystkim, niby powinno być coraz lepiej a chyba jest coraz gorzej... prze ryczałam pół niedzieli, w nocy koszmary. Czuje jakby ktoś wyrwał mi serce...
5 tydzień 0 dzień ciąży 
Julitka przeczytałam twój komentarz i się poryczałam. Ja wierzę że to jest znak od Wikunii, że postanowiła wrócić do Nas 
Kochani dzisiaj odebrałam wyniki drugiej bety i jest śliczna - 928
mój robaczek ślicznie rośnie, nawet bardzo ślicznie bym powiedziała, Boże żeby to trwało nadal
Dzisiaj planuje powiedzieć mężowi o ciąży kupiłam nawet skarpetki i teściorka zrobiłam. Dzisiaj już śliczny wyszedł
Boje się jego reakcji ale wierzę że się ucieszy, bo bardzo Nas kocha 

Mam nadzieję, że ten dzień będzie dla mnie szczęśliwy, że mąż nie zareaguje nie tak jakbym chciała 
Trzymajcie kciuki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2015, 06:57
Ostatnio z M poszalelismy troche i mimo, ze mielismy poczekac jescze przynajmniej miesiac nie zaczekalismy... tak spontanicznie
Martwi mnie tylko to ze prawdopodobnie dostane umowe na 1 rok i tu pojawia sie pytanie co dalej... jesli nasz "wyskok" nie zakonczy sie zielona kropeczka to czy... czekac ten rok na umowe na nieokreslony... hmm... z drugiej strony rok to duzo czasu, a czlowiek coraz mlodszy sie nie robi i nie jest gwarantowane, ze pozniej natychmiast nam sie uda... nie wiem co robic 
Staraliśmy się z mężem w sierpniu, razem z testami owulacyjnymi, miesiączka spóżniała mi się już 5 dni, zrobiłam dwa razy test i negatywny, objawy miałam podobne jak przedtem gdy byłam w ciąży, pełna nadziei...niestety dostałam okres i nadzieja znikła
wiem, że nie możemy się poddawać ale ciężko co miesiąc z nadzieją czekać na wymarzone dwie kreski a tu zawsze zawód
Nie wiem czy długo tu zostanę bo dzisiaj zauważyłam delikatne plamienia a dzisiaj jest termin miesiączki. Ehhh... Boję się 
Mam tego serdecznie dosyć!!
Dzień imprezy a oczywiście mąż dał się wmanewrować w zabezpieczenie! Szef firmy (de facto podobno 'przyjaciel') wie, że dziś moja mama ma urodziny na sali i co?! Wydzwaniał do R. aż ten w końcu uległ. Kurwa, tylko on pracuje w tej firmie?! Szlag mnie zaraz trafi! Jest 15.20, impreza miała się skończyć o 14 (!) a skończy się dopiero za pół godziny. Impreza jest na 17, świetnie, nie?
Już na prawdę nie pamiętam, kiedy byliśmy na jakiejś imprezie, na której siedzieliśmy od A do Z. Zawsze albo się spóźniamy bo K. błagał R. żeby gdzieś tam jechał, albo chodziłam sama bo R. oczywiście na zabezpieczeniu, albo szybciej musieliśmy jechać bo następnego dnia wcześnie rano trzeba było gdzieś jechać.
Zadzwoniłam do R., po raz setny mu powiedziałam co o tym sądzę i się rozbeczałam, bo już na prawdę nie mam sił.
A jak sobie tylko wyobrażę, że będę musiała cały wieczór oglądać teściów to ciśnienie mi skacze.
i jak tu się nie wkurwiać?!
Plamienie dzisiaj lub najpóźniej jutro przerodzi się w @. Nawet mnie te plamienia nie martwią skoro i tak miesiączkę mam pewnie tylko dzięki lekom i mój naturalny poziom hormonów bez tabletek skacze sobie jak chce.
Dzisiaj zadzwonię do kliniki zapytać się czy już są wyniki męża, ale dalej ich nie poznamy. Myśl, że w ciążę nie zajdę przez przynajmniej najbliższe kilka miesięcy trochę mnie stopuje i w sumie sprawiam, że wrzucam na luz.
We wrześniu szykują się nam dwa rodzinne spędy, najpierw ze strony męża, potem z mojej. Na ten drugi nie wiem czy w ogóle będzie mi się chciało jechać bo to będzie już po wizycie u androloga. Mąż stwierdził, że jeśli ktoś będzie dopytywał o to kiedy bejbi to trzeba powiedzieć prawdę, nie możemy robić z tego tabu ani czuć z tego powodu wstydu. Muszę mu przyznać rację, bo sama już od jakiegoś czasu uważam, że to nie wstyd. Gdybym miała cukrzycę, nadciśnienie czy cokolwiek nie miałabym problemu żeby o tym powiedzieć, czemu mam się wstydzić swojej niepłodności? To nie jest nasza wina, tak się stało i już. Sami jednak nie będziemy poruszać tego tematu. Nie mam zamiaru go także poruszać w pracy bo nie jestem tam z nikim wystarczająco blisko. Koleżanki czasem pytają co z macierzyńskim i takie pytanie to dla mnie znak, że one nigdy nie były w takiej sytuacji jak ja.
Od jakiś dwóch tygodni waga nie chce drgać. Może dlatego, że ostatnio sobie trochę folguję
muszę znowu zacisnąć pasa i pewnie więcej się ruszać żeby dalej chciała iść w dół. Co ważne, trzyma się nie stałym poziomie, nie rośnie
zdecydowaliśmy z mężem że na poczet nowego samochodu jednak sprzedamy moje jeździdło więc wróci ponad 4km spaceru dziennie. A w sumie i tak nasze opbecne auto i tak częściej bierze mąż więc co mi tam. A nie wiemy czy podołamy utrzymaniu dwóch aut, szczególnie teraz kiedy nie wiadomo co jeszcze trzeba będzie zrobić w kierunku posiadania potomka.
Swoją drogą cudownie dziewczyny że tu jesteście
Wasze słowa otuchy naprawdę pomagają 
Oj parę dni mnie tutaj nie było. Praca pochłonęła mnie totalnie a w domku to są inne sprawy i wolę czas spędzać z moimi bliskimi.
Dzisiaj 23 dc, jestem ciągle zmęczona i taka jakaś smutna. Leżałam dzisiaj w łóżku do 10 i wcale mi się nie chciało wstawać. No ale robota sama się nie zrobi.
@ przyjdzie zapewne w piątek tak jak zawsze, więc jeszcze tydzień laby i się zacznie.
Sama nie wwiem co mam pisać, weny brak.......
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września 2015, 15:48
Jesteśmy po pierwszej wizycie w klinice leczenia niepłodności
wiem, że jesteśmy dopiero po badaniu nasienia ale już samo pójście w takie miejsce daje do myślenia. Przede wszystkim miejsce na ogromny plus. Już w holu jest bardzo ładnie
pokój do oddania nasienia podobno bardzo fajny
przede wszystkim 100% dyskrecji. Drzwi do pokoju otwiera się na kartę magnetyczną, materiał do badania zostawia się w środku w specjalnej skrytce, która ma drugie drzwiczki prowadzące pewnie do jakiegoś laboratorium, więc nie paraduje się po korytarzu ze słoiczkiem. W pokoju tv i płyty dvd, nie jakies okropne gazetki które trzymało już w rękach niewiadomo ile mężczyzn. Co zwróciło moją uwagę w tym miejscu to ruch, naprawdę spory ruch. Pokazało mi to namacalnie, jak wiele ludzi ma taki problem, bo wszyscy byli tam w tym samym celu co my zapewne - aby w końcu zobaczyć dwie kreski. Telefon też dzwonił cały czas, niektóre pacjentki pani recepcjonistka witała już po imieniu, więc również taki miły personalny akcent
jedyny minus to taki, że po wyniki trzeba przyjechać, nie możemy ich usłyszeć przez telefon ani dostać na maila nawet na nasze wyraźne życzenie. Ale takie są podobno jakies przepisy, trudno. Jesli któreś z nas będzie w okolicy to po te wyniki podskoczy, jesli nie to odbierzemy je dopiero w dzień wizyty u androloga i też będzie. Stwierdziliśmy, że w obu przypadkach wynik będzie taki sam to i w sumie teraz już dla nas bez znaczenia kiedy go poznamy. Mam nadzieję, że po wizycie u lekarza wrażenia będą równie dobre.
Czekając tam na męża zaczęłam się poważnie zastanawiać nad in vitro. Do tej pory byłam raczej na nie a teraz już nie jestem tego taka pewna. Tzn nigdy bym nie potępiła nikogo kto wybrał tę metodę, po prostu do tej pory byłam raczej pewna, że ja jej nie wybiorę. Teraz sama nie wiem co bym zrobiła gdyby się okazało, że to jedyna droga.
Mąż generalnie bardzo pozytywnie nastawiony, stwierdził że zrobi wszystko co zaleci lekarz, od przyjmowania leków po jakieś biopsje jąder czy inne operacje, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Ja żyję nadzieją, że zleci COKOLWIEK, że nie powie nam że jesteśmy beznadziejnym przypadkiem. Czytałam u nich w takim informatorze, że 80% kończy leczenie ciążą. To bardzo dużo, ale z drugiej strony 20% to nie jest mało.
Przyjaciółka urodziła córeczkę
jestem szczęśliwa widząc jej szczęście i chętnie czytam jej wiadomości, ale przed Wami nie muszę ukrywać, że towarzyszy temu lekkie ukłucie. Ale ja kiedyś też przezyję takie chwile, prawda?
31 sierpnia byl moj 8dc niby mialam juz pecherzyk okoloowulacyjny. Co mnie zdziwilo bo do owu jeszcze troche i sluz tez niby plodny mialam czego tez nie zauwazylam. Nie zmierzyla mi pecherzyka i kazala 3 wrzesnia wstrxyknac pregnyl. Czyli 11dc. Co mnie bawi bo nawet nie bylam stymulowana i nie ma opcji ze miala bym tak szybko owulacje. Jak widac skoku nie mialam i dobrze ze wtedy nie wzielam pregnylu. A wezme go dzis. Owu powinnam miec pojutrze a po pregnylu wlasnie mam owu po dwoch dniach. Sama dla siebie musze byc lekarzem. Tam juz nie wroce. Oj nie. Chyba za bardzo zaufalam mojej gin. Moze dlatego ze prowadzila moja ciaze. I doprowadzila do konca. I po prostu sie do niej przyzwyczailam i zaufalam. Ale czas na klinike. Tylko gdzie? I jaki lekarz. Najlepiej kobieta. Caly czas szukam czegos na slasku.
tak, mam wrażenie że to bromek miesza
mój wykres wygląda jak żmija zygzakowata, a testy owu w tym cyklu raz nabierały koloru a raz bladły (przeważnie ciemniejsze wychodziło koło południa a wieczorem bladły) i w końcu mi się skończyły. Zakładam że miałam owu w 13dc
muszę pamiętać żeby we wtorek umówic się z ginką na środę
nigdy nie miałam monitu po owulacji
nie dostałam pregnylu w tym cyklu, żeby dać szansę drugiemu jajowodowi z mniejszym jajkiem
no zobaczymy
36t0d
37 tydzień rozpoczęty!!! 
P. pojechał do znajomych na imprezkę, ale ja wolałam zostać w domu. Ciągle mam obrzęknięte nogi i wszelkie podróże pogarszają sprawę. Wczoraj spędziliśmy u znajomych tylko godzinę, a moje nogi zaczęły wyglądać jak u hobbita
Muszę dużo się pilnować, by utrzymywać te spuchnięte nogi na racjonalnym poziomie. Trochę chodzić, trochę stać, często chociaż chwilę poleżeć - co w towarzystwie nie zawsze jest możliwe
Ale zadbam o siebie, zaraz tu jakoś fajnie zorganizuję sobie czas.
Wg belly za tydzień ciąża donoszona, wg mego doktorka za 2 tygodnie, bo on liczy skończony 38 tydzień, a nie zaczęty. I dobrze, Arturek musi jeszcze trochę przytyć i urosnąć 
Chociaż na początku ciąży byłam zrażona do tego swojego doktorka, bo dla niego ciąża liczy się dopiero od chwili, gdy usłyszy bicie serca maluszka, to jednak teraz już lubię tego mojego doktorka Zygmunta
Spoko da się o wszystkim pogadać, chociaż nie powiem... nie jest to jedno fajne, iż jak jest betaHCG, pęcherzyk, zarodek, ale nie ma serduszka - to nie jest dla niego jeszcze ciąża. No, cóż, Zygmunt jedną wadę ma, przez którą wiele pacjentek zrazić może do siebie na starcie.
5t+6d
Tyle miesięcy oczekiwania na dwie kreski, tyle przepłakanych nocy, tyle nadziei, wzlotów i upadków. Wierzyłam mocno, że Pan Bóg obdarzy mnie łaską macierzyństwa. Myślałam jednak, że wystarczy doczekać pozytywnego testu, a potem będzie już tylko niekończącą się radość. Że będzie już z górki. Tymczasem jest strach, nieopisany lęk o tę malutką istotkę, którą noszę pod sercem. Tak bym chciała przyspieszyć czas, do momentu kiedy największe zagrożenie minie. Tak bym chciała się cieszyć, bez stresu.
Św. Dominiku miej nas w swojej opiece.
Jeśli marzysz o chłopcu planuj współżycie jak najbliżej owulacji, tak aby lekkie, szybkie plemniki z chromosomem Y („chłopcy”) dotarły do komórki jajowej jako pierwsze. Jeśli natomiast myślisz o dziewczynce, kochaj się jak najdalej owulacji, tak aby zapłodnienie wciąż było możliwe, ale aby oczekując na komórkę jajową przetrwały tylko plemniki silniejsze i bardziej żywotne, czyli „dziewczynki”.
Ha, oto dylemat
Jak z jednej strony wstrzymać się przed samą owulacją, bo marzy mi się dziewczynka, a z drugiej strony jak najbardziej wstrzelić się w owulację, bo najważniejsze, by w ogóle się udało?
Witam sie ze szpitala. Nie, nie rodze jeszcze i musicie mi wybaczyc brak polskich znakow i inne bledy - tablet nie ogarnia. Wiec maly cos sie dzis malo ruszal to pojechalismy z mezem na ip i mimo ze wszystko jest ok to sugerowali zebym zostala. No nie skacze z radosci, ale ok, przynajmniej bedzie gamon pod kontrola. Szyjka dalej zamknieta wiec to jeszcze potrwa a wywolywac mi na razie nie beda wiec czekamy. To tyle u mnie, poza tym ze kolejne pytania czy to juz doprowadzaja mnie do szalu i od 2 dni przestalam na nie odpowiadac
bo ile razy dziennie mozna odpowiac na jedno pytanie... cierpliwosc u mnie ma poziom -10 ale za to Maks ma czas...
Uwielbiam obserwować swój brzuszek
coś wspaniałego widzieć jak faluje, unosi się do góry
czasem coś dzieje sprawej strony trochę z lewej ale najczęściej tam gdzie pepuszek
bywa tak ze rzucam wszystko i siadam popatrzeć jak Córcia zwiedza zakątki w brzuszku
uwielbiam zabawę w odkopywanie
no i w końcu córcia powoli schodzi mi z żeberek ale za to Uwielbia koczować i przytulać mój pęcherz
czasem mam wrażenie że zaraz mi wyskoczy
zauważyłam że ledwo już się tocze i nawet sąsiadka stwierdziala że nie dotrwam do terminu
ciekawi mnie ile już waży ta mała Iskierka
no nic na usg muszę jeszcze trochę poczekać bo dopiero aż na początku października, to będzie te takie ostatnie usg najważniejsze na nfz, no a później zrobimy 4d i razem z płytka, już się dowiadywalam i takie usg u nas u jednego doktorka kosztuje 200 zł więc nie majątek a pomiatka na całe życie
o jak ja kocham jak nasz mały szkrabik się tak wiertasi
poluje już od dawna żeby nagrać tą wiercipiętkę ale niestety cwaniura niechce dać się nagrać

Kocham Cie Zosieńko
a i kocyk jest juz na wykończeniu, nawet jak na perwszą pracę na szydełku jestem zadowolona, mimo że delikatnie nie trzyma formy( delikatnie krzywy kwadrat) ale przy następnym kocyku juz będzie idealnie:)
dawno mnie nie bylo... hmmm czytam ostatni wpis o planie endokrynologa aby zbic moje tsh do ponizej 2...
wiec udalo mu sie . moje tsh jest teraz ponizej 1. biore tabletki zeby utrzymac ten wynik.
Wiecej dobrych wiadomosci narazie nie mam. Nadal nie jestem w ciazy. Ale jest teraz plan: Pojscie do prywatnego ginekologa, monitoring i zobaczymy co jeszcze.
Jestem juz mężatka moze teraz sie uda
jak Bóg przykazal 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2015, 11:50
Normy w moim laboratorium.
Beta HCG:
Kobiety w ciąży:
3 tydz: 5,8 – 71,2 mIU/ml
4 tydz: 9,5 – 750
5 tydz: 217 – 7138
6 tydz: 158 – 31795
7 tydz: 3697 – 163563
8 tydz: 32065 – 149571
9 tydz: 63803 – 151410
10 tydz: 46509 – 186977
12 tydz: 27832 – 210612
14 tydz: 13950 – 62530
15 tydz: 12039 – 70971
16 tydz: 9040 – 56451
17 tydz: 8175 – 55868
18 tydz: 8099 - 5817
Progesteron:
f.pęcherzykowa 0,2-1,5
f.owulacyjna 0,8-3,0
f.lutealna 1,7-27
Normy progesteronu w ciąży:
1-28 ng/ml tuż po owulacji,
9-47 ng/ml do 12. tygodnia ciąży,
17-146 ng/ml między 12. a 28. tygodniem ciąży
55-200 ng/ml od 28. tygodnia aż do rozwiązania.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2015, 17:26
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.