09 wrzesień 20dc
czwartek 03 wrzesień monitoring pokazał 2 pęcherzyki 1 - 20mm endo 8,5 i drugi 16mm
w poniedziałek 07 września endometrium 9mm ciałko żółte i zrobiła się torbiel z tego drugiego pęcherzyka
teraz zagwozdka kiedy pękł jeśli w czwartek wieczorem lub w piątek rano to nie mamy szans ale jeśli pękł w piątek wieczorem to już szansa jest
teraz małż 18 robi badania
ja 25 Hycosy
i 29 idziemy do kliniki in victa do dr Kunickiego
Mija właśnie kolejny cykl, dziś 24 dzień. Właśnie zaczęły się ciemnobrązowe plamienia. Pewnie jutro zawita @. Jestem spokojna, wiedziałam, że tak będzie. Ostatnio na nic się nie nastawiam i chyba tak jest lepiej, mniej boli. Muszę powiedzieć, że jestem z siebie zadowolona, udało mi się całkiem spokojnie przejść przez PMS, nie pokłóciłam się z mężem, co niestety często nam się zdarzało w tych dniach. Wczoraj spędziliśmy bardzo miły wieczór. Staram się też mniej z nim rozmawiać o staraniach, mniej zadręczać niepowodzeniami, bo to w niczym nie pomaga. Wiem, że on chce naszego dzieciątka i też na nie czeka i to mi wystarczy
.
Niech ten cykl już się kończy, to będę mogła zacząć leczenie od 5 dnia nowego cyklu. Cieszy mnie to bo to są wreszcie jakieś konkretne działania. Mam nadzieję, że te dwa miesiące miną szybko i przyniosą oczekiwane rezultaty.
Widocznie już taki mój los, że na wszystko muszę długo czekać. Nigdy niczego nie miałam na zawołanie, nigdy nic nie udało mi się ot tak, na wszystko, co osiągnęłam musiałam ciężko pracować. Ale to czekanie sprawiało, że bardziej doceniałam to, co mam. Mam nadzieję, że dzieciątka też się w końcu doczekam. Wiem, że macierzyństwo to nie sam cud, miód i orzeszki, wiem, że to ogromny trud i wysiłek, ale przecież też ogromna radość i szczęście. Tak sobie myślę, że wcale nie chcę dziecka, żeby to ono mi coś dało, to ja chcę mu dać miłość, ciepło, troskę i wszystko co będę w stanie.
Tak się czasem zastanawiam jak spotykam gdzieś kobietę w ciąży czy z małym dzieckiem, ile ona czekała na swoje szczęście, jaką drogę musiała przejść. Znam mnóstwo kobiet którym szybko udało się zajść w ciążę, wszyscy moi znajomi, kuzyni maja dzieci i łatwo im to poszło. Ale przecież tyle nas tutaj znaczy o tym, że wiele par boryka się z trudami niepłodności. Może ta pani, która była u mnie w pracy też wiele musiała przejść po drodze do swojego szczęścia.
Czytając pamiętniki innych zawsze znajduję w nich część siebie, każdą z opisywanych emocji przeżyłam lub przeżyję. To jest fascynujące, że się nie znamy, jesteśmy pewnie zupełnie inne, ale wszystkie tak samo przezywamy ból niepłodności, mamy takie same, czasem skrajne emocje.
Życzę z całego serca wszystkim długo starającym się o dzidziusia dużo siły i żeby nam wszystkim udało się spełnić nasze marzenie 
Dzisiaj przeszłam całe miasto i stwierdzam, że w moim mieście nie można nic kupić dla kobiet w ciąży! Jedyny sklep ciążowy zamknęli, a nigdzie indziej nic podobnego nie ma! Szlak! Nie chce wydawać 200 zł na spodnie tylko dla marki, które mi się przydadzą tylko na chwilę, zresztą ja zawsze się staram kupować jak najtaniej! Masakra 
Ogólnie wczoraj i dzisiaj czuję się dobrze, mdłości ustały przynajmniej na te 2 dni, ale zmęczenie, leń i senność są dalej. Urosły mi też piersi, robi mi się ciasno w kurtkach...
Najgorsze jest to, że mój M. się rozchorował, gardło go boli! Mam nadzieję, że mnie nie zarazi...
Bądź silne Nasze Maleństwo! 
Ciąża rozpoczęta 23 września 2020
No i po wizycie.
Zakwalifikowani jesteśmy, leki stymulujące od przyszłego cyklu mam zacząć brać (nie wiem jak to przeżyję - 2 zastrzyki dziennie w brzuch, podczas gdy ja mdleje na widok igieł...).
Z jednej strony jestem szczęśliwa - wreszcie mamy realną szansę na ciążę.
Z drugiej przerażona tą nadzieją co we mnie rośnie... Nie chcę się znowu rozczarować...
Za kilka dni moje 26 urodziny. Kiedyś myślałam, ze w tym wieku będę już miała co najmniej jedno dziecko. Potem marzyłam, by chociaż w ciąży na te urodziny być. A teraz? Teraz marzę o tym by w ogóle kiedyś zajść w ciążę, donosić ją i urodzić zdrowe dziecko. A potem kolejne i kolejne.
Zawsze chciałam mieć trójkę dzieci. I chodź z jednym są takie problemy, to z tego marzenia nie zrezygnuję. Będziemy mieć trójkę dzieci. Jak nie "własnych", to adoptowanych. Chcemy być dużą, szczęśliwą rodziną. Czy ja faktycznie aż tak wiele od życia wymagam?
6dpo
jednak na monitoring idę 7dpo
wczoraj pobolewało w okolicach lewego jajnika, no i czułam chyba ruch szyjki, bolala prawa pierś
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września 2015, 20:27
Moje Słońce kończy dziś 7 miesięcy!!! 

Kurcze.. Przecież "wczoraj" rodziłam
nie mogę w to uwierzyć że mój bobas tak szybko rośnie. Czas tak leci, że niedługo to będzie czas o rodzeństwo dla Tomcia
ah nie mogę się doczekać! Bardzo dobrze wspominam czas ciąży
pomijając początki hihi (mdłości, wymioty)
Tomcio żadnych ząbków jeszcze nie ma
mąż miał około 7 miesięcy pierwszego zębolka a ja pół roku. Czekamy cierpliwie
dla mnie lepiej by bynajmniej nie będzie mnie gryźć 
Co do siedzenia to posiedzi chwilkę ale leci do przodu jeszcze. Obraca się na boki jak szalony i na brzuch też prawie mu się udaje. Mam małego leniuszka w domu

Ciekawe jestem ile Tomcio waży. Teraz dopiero dowiem się na szczepieniu na roczek, chyba że sama z nim się zważę 
Uwielbiam jego poranne pogaduchy
coraz więcej sylab powstaję " baaa.. maaa.. buaaaa.." kocham jego uśmiech po przebudzeniu gdy mnie zobaczy
odrazu rączkami dotyka mnie po twarzy 
Oj tak bardzo Go kocham!
nie ma słów by opisać miłość do niego.. 
Co do jedzenia to Tomuś niejadkiem nie jest
na szczęście
już od jakiegoś czasu nie mogę jeść przy nim bo wtedy też chce a np. chipsów to mu nie dam. Rano Tomcio wypije mleczko potem idziemy na śniadanko. Jadł już różnego rodzaju kaszki, na wodzie, na mleku (robię mu na 0,5% i wszystko jest dobrze
) owsiankę. Potem zajada jakiś jogurcik Nestle albo deserek (ostatnio robię mu sama jabłuszko, banan, biszkopty zblenderowane). Około 14-15 zajada obiadek. Wydaję mi się że przez to że jadł już obiad z nami to trochę poczuł inny smak niż ten w słoiku bo potem nie chciał mi jeść
ale już jest dobrze. Po obiedzie to zagryza flipsy, biszkopty. Jak nie dostanie deserku przed obiadem to daję mu po obiedzie. Pory budzenia w nocy są nadal różne, czekam kiedy się ustatkują 
Czy Wasze maluchy też bały się na tym etapie miksera, pralki, suszarki, odkurzacza? Chyba że po prostu chodzi o to że to urządzenia nagle zaczynają działać nie wiem. Kiedyś Tomcio zasypiał przy suszarce czy odkurzaczu a teraz niestety nie przepada za nimi. Najlepiej jest z pralką, boi się jej i marudzi ale i tak dalej patrzy 
Pogoda u mnie do d...
nawet na spacer nie możemy wyjść cały czas leje! Wczoraj jedynie chwilę nie padało to wyszliśmy do sklepu
Martwiłam się tym trochę bo Tomcio zawsze w wózku zasypiał, jakoś w domu nie za bardzo mu to odpowiadało. Jednak dziś już mija 3 dzień kiedy zasypia SAM!
jak zje kaszkę to się wygłupiamy po czym Tomcio zaczyna marudzić oczka ma malutkie i to znak że czas na drzemkę 
mój NAJCUDOWNIEJSZY SYN









Odebrałam dziś wyniki, na mój gust chyba nie jest źle, wirusem HIV zarażona nie jestem 
To co mnie bardziej zaniepokoiło cytomegalia :
przeciwciała IgG - dodatni 3,44 (myślałam, że tu ma wyjść wynik ujemny)
przeciwciała IgM - ujemny 0,67
Gdzieś mi się rzuciło w oczy, taki wynik + z - oznacza, że wirus uśpiony.
Jednak luknęłam na kilka kalendarzy dziewczyn zaciążonych one mają same minusy.
Zawsze muszę być jakaś odmienna. 
Oby to nie było nic poważnego, do cholery chyba nie jest. Aż mnie brzuch rozbolał, do kibelka trzeba biec.
oj trochę mnie tu nie było.
Traktuję tą stronę trochę jak pamiętnik. ..
Jeśli chodzi o malutką, to rośnie jak na drożdzach waży 9,9kg mierzy 70,5cm.
Sama siada, raczkuje ( już od ponad miesiąca) staje przy meblach i próbuje chodzić 
Tyle radości ile mi przysparza, to jest nie do opisania!!! to mój wulkan energii, moja jedyna największa miłość ( no właśnie jedyna). Starając się o dziecko myślałam że jak już się pojawi to będziemy mieli szczęśliwe małżeńśtwo bo będziemy mieli już wszystko, i rzeczywiście mamy Ją, nasz największy skarb
ale nasze małżeństwo to totalne dno ( dla mnie nie ma już nic, kompletnie ) szukam tylko idealnego rozwiązania żeby jak najmniej zagmatwać to wszystko. Mieszkamy razem jednak żyjemy osobno. Nie chce mi się wierzyć że jeszcze jest co zbierać. O dziwo kompletnie mnie to nie rusza. Ja swój sens życia odnalazłam, swoją największą miłość moją najukochańszą , najpiękniejszą córcie!! A małżeństwo może się rozpaść, trudno, przykro mi to mówić ale mam dość samotnej walki o to co jest.
Ważne, że jest Ona cała i zdrowa 
Wierzę, że wszystko będzie dobrze i nasza malutka będzie zdrową i szczęśliwą dziewusią, Rośnij w zdrowiu 🤞🤞✊✊
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 września 2020, 22:56
Jutro po raz piąty odbieramy nasze kropki, mam nadzieję, że udało się osiągnąć dwie blastocysty. Rano mam sobie wstrzyknąć "Granozyte" które mają za zadanie zredukować komórki nk, to już drugi zastrzyk w tym cyklu, a to cholerstwo jest dość drogie ponad 100 euro za sztukę. Jeśli tym razem się nie uda to ja już nie wiem co moglibyśmy jeszcze zrobić, zrobiliśmy już chyba wszytko co klinika w tym zakresie ma do zaoferowania.
Dzisiaj 27 dc i już wiem, że @ idzie. Brzuch niemiłosiernie boli i ogarnął mnie wielki smutek. Czyli jak co miesiąc standardowe objawy które wskazują na @, a nie na ciąże. Zapewne napiszecie a skąd ja to wiem. Po prostu to się czuje, przynajmniej ja tak mam; wiem i już.
Jedno co mnie pociesza to to, że jutro i piątek mam wolne i tą @ przesiedzę w domku z chorym synusiem. Ma biedny zawalony nos i gardło oraz krtań. Dostaje antybiotyki. Czyli to już standard jak idzie do przedszkola to zaraz coś łapie. No cóż takie jest życie.Najlepiej bym już poszła do domku, mnie też coś bierze. Ogólnie jestem zmęczona i wnerwia mnie wszystko, staram się jakoś nad tym zapanować. Dobrze, że weekend zapowiada się słoneczny to może i humorek będzie inny.
Nie będę smęcić, nie będę smęcić........nie i już.Ogarnij się kobieto, życie jest piękne 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2015, 13:39

Ja pierdzielę!
Po 12 miesiącach mierzenia temperatury, sprawdzania śluzu, chuchania i dmuchania zachodzę w ciążę w 13 miesiącu, w którym - kuźwa - chlam na umór, nie mierzę temperatury i walę wszytko! 2x tylko bzyknęłam się z mężem, w złych warunkach i to tak, że wszystko ze mnie wypływało, bo od razu prysznic. Nawet luteiny nie brałam! No ja pierdzielę! Nie wierzę!!!
Beta 7,1!
Dziękuję Wam wszytkim, które trzymałyście kciuki! Nie przestawajcie ich ściskać, ja też nie przestaję ściskać swoich za Wasze szczęścia!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2015, 15:08
19cs
13dc - pierwszy dzień z pozytywnym testem owulacyjnym
środa
Gdyby nie pozytywny test owulacyjny myślałabym, że już dawno po owulacji. No po prostu dałabym głowę sobie uciąć, że już druga faza cyklu. No i chodziłabym bez głowy, hm. My już z mężem odpuściliśmy starania myśląc, że już i tak nic to nie da w tym cyklu, a tu taka niespodzianka. Szczerze powiem, że nie dla nas jest codzienny seks. Po prostu nam się nie chce. Nie wiem jak ludzie mogą się seksić codziennie przez 2 tygodnie, albo (o zgrozo) w ogóle codziennie, cały czas. Dla nas codziennie to katorga, a okres okołoowulacyjny to ciężka robota. Na szczęście mój mąż ma taki sam temperament jak ja i mnie nie męczy na okrągło. Spontany piękne i zaskakujące zdarzają nam się średnio co 5-7 dni, a ta codzienna okołoowulacyjna comiesięczna harówka to masakra.
No więc dzisiaj harówki ciąg dalszy.
Co zrobić? Trzeba działać.
Ale ja nie o tym. Ja dziś chciałam napisać, że trafiła mi się wspaniała klasa. Tak to możliwe. A jednak. 25 dzieciaczków 6-letnich. Większość jest bardzo grzeczna. Kilkoro wymaga więcej mojej uwagi niż "ustawa przewiduje", ale i tak są do ogarnięcia. No po prostu super klasa. Każdy kto przypadkiem wchodzi do mnie na lekcje, pieje z zachwytu, jaka to grzeczna klasa.
W końcu łapię oddech po tych 3 latach udręki z poprzednią klasą.
A i rodzice mojej obecnej klasy są w porządku. Kontaktowi, życzliwi, mega.
Oby tak dalej.
Dzięki Ci Boże. Przeżyłam tamte 3 lata, choć wiele razy miałam ochotę rzucić to w cholerę. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Wiedziałam, że w nowym roku szkolnym musi być lepiej, bo już gorzej być nie mogło.
Ciąża rozpoczęta 15 sierpnia 2015
Czasem się zastanawiam, ile stron pamiętnika wyprodukuję zanim w końcu przejdę na fiolet 
@ się kończy i dobrze bo mam straszną ochotę na przytulanie. Mam dużo pracy ale dzięki temu że pracuję tylko w jednej szkole i w domu nie jestem taka zmęczona jaka byłam w zeszłym roku. Widzę, że mam dużo więcej czasu dla siebie. Docelowo na pisanie magisterki...
Jest we mnie taka dziwna ambiwalencja. Z jednej strony jest we mnie ogromny spokój że się uda, do tego stopnia że nawet po te wyniki seminogramu mi się nie spieszy. Czekają już na nas w klinice i poczekają jeszcze dwa tygodnie. Z drugiej strony zaczęłam się zastanawiać, że przecież na cud nie mam co liczyć. Jestem osobą głęboko wierzącą ale trochę "na swój sposób". Może bardziej chodzi o to, że wiem, że Bóg jest i nade mną czuwa ale nigdy nie odmawiałam litanii pompejańskiej ani różańca regularnie, dlaczego więc miałabym liczyć na to, że stanie się coś niesamowitego, skoro nie jestem przekonana o gorliwości swojej wiary? To by było piękne, w którymś miesiącu po prostu nie dostać okresu ale nie wierzę, że przydarzy nam się taka historia. Wierzę natomiast, że po walce i leczeniu będzie nas w domu troje 
Czasami się obawiam, że za słabo wierzę, żeby zostać wysłuchaną. Jestem dobrym człowiekiem, pomagam innym, nikomu nie robię krzywdy, ale może za słabo wierzę, za mało pragnę?
Wlasnie wrocilam z mojego pobliskiego,,miasteczka,,( 2 km od miejsca zamieszkania) zrobilam male zakupki spozywcze, polazilam troche po sklepach i sie zalamalam;/ tam nic nie ma 1 malutenki sklepik z ubrankami dla dzieci a ceny kosmiczne cieniutkie bodyz dlugim rekawkiem35zl kocyk taki srednio gruby 70 oczy mi prawie wylazly...a zeby kupic cos dla siebie to juz wogole kosmos ;/ zawsze jezdzilam na zakupy odziezowe do miasta gdzie kiedys mieszkalam i teraz tez tak zostanie. Ale to nic wracam do domu tam na glownej drodze jest wahadlo z sygnalizacja swietlna jade sobie pali sie zielone wiezdzam a tu z naprzeciwka prosto na mnie jedzie samochod...ja po hamulcach a on jedzie dalej prosto na mnie zaczelam trabic to stary dziadek z geba do mnie wyskoczyl...krzyczal ze mam sie cofnac bo on nie badzie taki kawal na wstecznym jechal a mi sie tak rece trzesly ze szok;/ strasznie sie wystraszylam a po tym hamowaniu boli mnie teraz brzuch:( chyba faktycznie lepiej jak siedze w domu... grrr jeszcze mi sie w srodku trzesie:(
Przed ta cala akcja bylam w aptece poprosilam pania o cos dobrego na roztepy i dala mi Pharmaceris M Macierzynstwo preparat zmniejszajacy istniejace roztepy ciekawa jestem czy pomoze oby
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2015, 15:34
bHCG - 7,1
Nowa Nadzieja.
No dziś ostatni dzień @ więc zaczynamy kolejny pracowity cykl. Tak tak pracowity, nie ma co ukrywać, to nie tylko przyjemność, ale i ciężka praca czasem (chociaż czasem ten psychiczny nacisk, że nadal się nie udaje powoduje, że starania, przestają być przyjemnością, wręcz stają się udręką...).
Dobrze, bo dni płodne, prawdopodobnie te najbliżej ovulacji wystąpią w okolicach przyszłego weekendu, więc spokojnie będzie można od rana poszaleć 
Ja już dziś o 15:20 w domu, no ale niestety w domu, chwilę będę musiała jeszcze popracować... Dziewczyn z forum wrześnióweczek, nawet nie mam za bardzo kiedy nadrobić, a już widziałam, że natrzaskały wpisów od groma
No ale może w końcu mi się uda nadrobić zaległości. Tymczasem, zabieram się za pracę...
26 dc
9 dpo
Dawno mnie nie było, ale nie potrafilam siąść i co kolwiek tu napisac, probowałam olać sytuacje - a zagladajac do pamietnika ciągle sobie o niej przypominałam.
O sytuacji beznadziejnej.
O tym, że czuje się pusta w środku, nie wypełniona ani emocjami, ani dzieckiem na które czekam..
O tym, że w najbliższym czasie go mieć nie będę a może i w ogole?
W skrócie - wizyta u urologa beznadzieja, wiem wiecej niz on, zasugerowal leczenie hormonami ktore moj ma w normie. Strata czasu dobrze, że chociaz nie pieniedzy.
Zrobiliśmy powtórkę badań nasienia - kolejna beznadzieja teraz juz <1 mln a leukocyty skoczyły z 1,2 na 3,8 do tego komorki okragle mocno poza norma. Reszta wyników nie została zrobiona ze względu na niskie parametry..Mąż oczywiscie- optymista myslal ze za drugim razem nagle wyjdzie mu 100 mln.. wiec musialam znowu znosić jego humorki, po czym stwierdzil, ze nie wie jak on to wytrzyma te wszystkie badania itd. Wkurzylam sie, bo w lipcu moj gin zapisał mu biseptol, który brał 10 dni a potem mnie dziewczyny tu uswiadomily, ze on pogarsza jeszcze nasienie, androlog nie zlecil posiewu bo 1,2 a norma 1 to jeszcze ok a teraz prosze.. wiec teraz na wlasna reke robimy posiew i dopiero do niego pojdziemy bo on mysli ze jeleni znalazl i na kazdej wizycie bedzie zlecac jedno badanie i tak kasowac po 150 zł za kazdym razem a my tam bedziemy jezdzic jak na sraczke bo za duzo mamy czasu i pieniedzy
Teraz trzeba skupic sie na wyleczeniu tej infekcji, reszcie badan moich i jego a potem moze jakies podejscia do in vitro.. insemka juz wiem ze odpada i tez sie nie dam nabrac ze z tym wynikiem da sie zrobic. Nawet nie wiem czy in vitro sie da..
Wiem, tylko, że nie wyobrazam sobie zycia bez dziecka. I tak jak dziś kiedy mi hormony wariują, mam mega PMS i płacze co chwile o głupoty wiem, że pragnę go bardziej niż kiedy kolwiek. Znowu przyjdzie @ z nią ból i zawsze jakies rozczarowanie - tym razem, że cudów nie ma, przynajmniej nie dla mnie.. nie w tym zyciu i nie na tym swiecie.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.