NovaM Małe Lwiątko 21 września 2015, 17:34

Jak zwykle się doszukuję objawów które niestety później się nie potwierdzają... ale mam bóle w podbrzuszu i temperatura się utrzymuje, to dopiero kilka dni po ovu wiec nie wiem czy zmyślam czy może rzeczywiście w końcu coś się zadzieje...??

Jeśli znów nic nie wyjdzie od następnego cyklu w 11 dc mam skierowanie na monitoring owulacji. Zobaczymy co pokaże USG...

Tak bym chciała uniknąć tych badań, tłumaczenia się w pracy z ewentualnych spóźnień itp.

Gdyby okazało się że jednak tym razem się udało <rozmarzona> ....

A jednak.. Złamałam się i zrobiłam test... Negatywny. Tak właśnie myślałam. Rozczarowana poszłam do pracy, ale jednak nie dałam się całkowicie przytłoczyć smutnymi myślami. Wracając ze szkoły otworzyłam na chwilę fb.. Brzuchy, radosne powiadomienia, że komuś się udało i kolejne urodziny pociech w rodzinie i znajomych.. Super.. bardzo się cieszę, chcę się cieszyć, ale tylko głową, bo w sercu czuję się po prostu zazdrosna.
Jest jeszcze nadzieja, że może test nie wykrył, że może gdzieś tam w środku, wszczepione w moją macicę żyje nasze małe szczęście..

Dziś odbyła się kolejna wizyta przygotowująca do transferu. 9 dc i trochę cienkie endometrium...ok 5mm. Doktor kazał zwiększyć estrofem na 3x1 i dodał jeszcze jeden lek który jest trochę zaskakujący :D boo jest to viagra która ma poprawić ukrwienie miednicy mniejszej i spowodować lepszy wzrost endometrium. Co o tym sądzicie? Czy któraś z Was stosowała taką kurację? :D

Ciężko mi było przez ostatnie tygodnie, tyle złych rzeczy naraz...
Nie chcę się powtarzać, może kiedyś przekleję tu kilka wpisów z mojego ulubionego wątku w ramach uzupełniania historii...

Dziś jest już lepiej...
Humor mi się troszkę polepszył, mam nowy PLAN.
1. Dalej ciągać mężula po lekarzach.
2. Zapisać się na wizytę do swojego gina.
3. Zrobić zapas profertilu.
4. Zacząć szukać nowej pracy.
5. Do końca września znaleźć jakiś przybytek biurokracji w celu odbycia tam praktyk a wcześniej poprosić piękne panie z sekretariatu coby za wrześniowe nieobecności nie wywaliły mnie ze szkoły.
6. To najgorsze- dogadać się z biblioteką w sprawie siedmiu zaginionych ksiąg. Co jakiś czas wysyłają mi listy z pogróżkami. Jak im wytłumaczyć że mój eks-znajomy po prostu mi je ukradł? Uwierzą?
7. Mobilizacja 1. stopnia w sprawie niedokończonej magisterki.
8. Nie tęsknić tak za dzieckiem którego nawet nie widziałam.
9. I za tym którego jeszcze nie ma też.
10. Postarać nie być się ostatnim żyjącym przedstawicielem "głupkus naiwniakus" i może przy okazji zacząć uczyć się tej trudnej sztuki mówienia "nie"...

Dam radę? Mam nadzieję, trzeba w końcu poskładać się do KUPY ;)

A i babcia znów się do mnie odzywa. A myślałam że obraziła się na zawsze, w końcu takie nieobyczajne rzeczy wygaduję...
Za to pozbyłam się (przynajmniej chwilowo) teściowej i jej pierdzielenia.
Scenka z ostatniego pobytu u nich:
- A jaka tam pogoda na dworze (ok, nie była cały dzień- może nie wiedzieć)
- Nieco chłodno mamo... (wyrywa się do odpowiedzi Arturowa)
- Oj to trzeba było się ubrać, spodnie włożyć, skarpety...<mina_wyrażająca_litość_nad_niewydarzoną_synową)
(No tak. A ja głupia gęś całe życie chodziłam po mieście w samych majtkach i nie wiedziałam czemu we wrześniu tak zaczynam marznąć. Na szczęście później na majtki nakładałam kurtkę i było znośnie)
I tu zazwyczaj zbywałam milczeniem "złotą radę" i znosiłam cały wachlarz rad i pouczeń, mający na celu pokazać mi jaką jestem niewydarzoną, nieprzystosowaną do samodzielnej (czyli bez niej) egzystencji istotą. Jako i mój mąż także.
A tu kuku! Arturowa poinformowała uprzejmie ukochaną mamusię że ma już tyle-to-a-tyle lat i od jakichś dwudziestu sama się ubiera. I że jej własna matka przykazała jej jak ma się na jaką porę ubierać i trzyma się tego jak wesz psa. Teściowa obrażona, nie załapała dowcipa.
Ciąg dalszy przygód litościwie pominę...
Proszę tylko o cierpliwość. Nie proszę o siłę bo bym ją ... ugryzła.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 września 2015, 21:40

kassik Wlazł kotek na płotek 21 września 2015, 21:24

Nooooo i zabrałam bliźniaki ze sobą. Ostatnie 2 bąbelki, także teraz czekać i nie zwariować.

jesienny-szlaczek.png

edf0ba10b9b3466cgen.jpg

Moje dzisiejsze dzieło. Bo jesień jest kolorowa i piękna :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2015, 20:07

Nasza pierwsza kąpiel bez łez <3 a teraz Maks sobie słodko śpi i zbiera siły na budzenie rodziców w nocy :) o dziwo bo już miałam wrażenie że mleczka mu nie wystarczy i trzeba będzie dokarmić. Mam w razie czego SNS więc młody nawet się nie kapnie że to nie z cyca leci, ale jakoś przeraża mnie na razie przygotowywanie tego mleka. Dziewczyny jak wy sobie radzicie z tym przygotowaniem mieszanki w odpowiedniej temp? 37 stopni jest napisane na opakowaniu, podgrzewacza nie mam i nie bardzo wiem jak mam ogarnąć jak coś taką temp żeby dodać proszek i mieć papu.

Betę robiłam bo mi lekarz kazał ale to była ostatnia:)
Serduszka nie słyszałam ale za to widziałam jak szybko bije :) Piękna jest ta nasza kropeczka :)
Co by nie było za idealnie, ciąża wygląda na młodszą o tydzień i termin porodu wychodzi na 19 maja a z miesiączki wynika 13 maja. Mam nadzieje, że to się wszystko wyrówna bo przy pierwszej ciąży też coś podobnego słyszałam a do tego jest widoczny jakiś mały krwiak. Mam jeszcze brać zastrzyki przez tydzień i w poniedziałek zobaczymy co i jak. Staram się nie martwić, cieszę się tym co mamy :)

dzabuch moja terapia 21 września 2015, 21:39

34+4 40 dni do tp wg Belly
Wczoraj się pokłóciliśmy! Chociaż nie my się nie kłócimy, w pewnym momencie on rzuca chamskim tekstem, który kończy wymianę zdań. Oznacza koniec jego cierpliwości, jeśli mi kończy się cierpliwość wstaję i wychodzę. Potem każde ma czas na przemyślenia i powoli zaczynamy rozmawiać. No i tu boli najbardziej, bo wyszło z pierdoły jak zwykle a boli jak cholera. Mimo to, że doszliśmy do porozumienia, ale te hormony. Nawet przepraszam nie działa.
Przejdzie mi! Jestem sama na siebie wściekła, bo nic się nie stało a ja szukam cholera wie czego.
No, ale to w ramach wyrzucenia z sobie żalu.
Ciążowo to chyba dziś zrobiłam jedno z ostatnich prasowań. O taka sytuacja :

Na koniec półka z ciuszkami Bartka wygląda o tak:

No i tak to wygląda wyprawkowo, no a teraz samopoczucie. Podobno w okolicach 36 tygodnia macica jest najwyżej i uciska na żebra. No czuję się jakby Bartek opierał nogę o moje żebra. Brzuch jest wielki, cholera nie mogę zawiązać bez problemów butów. No a mam buty co rozwiązują się co chwilę i trafia mnie szlag.
Na szkole rodzenia pani położna nas tak wymęczyła, że jutro będę takie zakwasy, że ledwo z łóżka wstanę. Może nie będzie źle. Zobaczymy jutro!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 13:16

Pierwsza klasa i brak czasu na cokolwiek daje mi wytchnienie w sferze emocjonalnej, bynajmniej jeśli o starania chodzi :) Nie mam czasu na szukanie "pierdół" płodnościowych, nie mam czasu na analizowanie, nie mam czasu na myślenie, ogólnie nie mam czasu na NIC , nawet dla siebie, ale może to i lepiej. Mimo wieczornego zmęczenia uwielbiam zajęte do maximum dni. Jutro jak córcię zaprowadzę do szkoły czeka mnie jazda na badania, oby ino kolejki nie było - nienawidzę czekać.

Mimik runda druga 21 września 2015, 22:01

Do zapamiętania.
"Postaraj się unikać cukrów prostych. Szkodzą one zdrowiu i negatywnie wpływają na płodność. Cukry proste mogą zaburzać równowagę hormonalną poprzez nadmiar produkcji kortyzolu, tym samym osłabiać gruczoły nadnerczy, które produkują hormony płciowe. Zbyt wysokie spożycie cukru może powodować również niedobory witaminy B, magnezu, osłabiać reakcję immunologiczną oraz powodować zbyt wysoki poziom insuliny we krwi (insulinoporność także wiąże się z niepłodnością). "

Jestem niecierpliwa, gniewna… Mowię sobie - to nie ja, to tarczyca, rozchwiana, niepracująca tarczyca. Niestety tarczyca to też ja. Zreztą może to zla diagnoza i winić trzeba PESEL, bo ostatnio nie chce mi się milczeć i ustępować z grzeczności, naginać się ciągle.

Jery naczytalam się na forum o tych ziołach i teraz nie mogę się doczekać jak przyjdą

Sanna Ja i On rowna sie moze jeszcze KTOS :) 22 września 2015, 10:41

Podsumowanie, niestety mam duży problem z załadowaniem zdjęć i muszę przepisać wyniki:
Wyniki z maja:
czas abstynencji : 4 dni
czas upłynnienia : 25 min
barwa : szarobiała
objętość : 4ml
odczyn 8.2 >7.2
l.plemnikow w 1ml 1.10mln/ml >15
l.plemników w ejak 4.40mln/ml >39
l.komórek okrągłych 1mln/ml <5
Plemniki żywe 68% >58
Plemniki martwe 32%
Test Hypoosmotyczny 65% >58

Ruch plemników po 1 h : A 2% B3% C 10%

Wyniki z września :

czas abstynencji : 5 dni
czas upłynnienia : 45 min
barwa : PRZEJRZYSTA
objętość : 4ml
odczyn 7.8 >7.2
l.plemnikow w 1ml 1.10mln/ml >15
l.plemników w ejak 4.40mln/ml >39
l.komórek okrągłych 0.80mln/ml <5
Plemniki żywe 80% >58
Plemniki martwe 20%
Test Hypoosmotyczny 77% >58

Ruch plemników po 1 h : A 11% B15% C 7%


Wynik posiewu ujemny :)

Jeszcze morfologia

Czemu mamy tak mało tych plemniczków :(

No cóż, nie było mi dane zajść w tym cyklu i spokojnie pójść na L4 w starej pracy. niby jeszcze jakaś szansa jest, że jeżeli zaszłabym w październiku, to może udałoby mi się załatwić wszystko przed wypowiedzeniem, ale raczej się na to nie nastawiam :(

Do tego wszystkiego złapałam jakąś wyjątkowo wredną infekcję. Miałam szczęście, trafiłam na super lekarke, a zapisałam się na zasadzie u kogo zostało w luxmedzie wolne miejsce na poniedziałek i do kogo sie jeszcze nie zraziłam podczas mojego maratonu po lekarzach po poronieniu :D chyba przyjmuje w luxmedzoe od niedawna albo zawsze jest dobrze obłożona pacjentami, bo nie widziałam jej wcześniej wsród dostępnych lekarzy, teraz ktoś w ostatniej chwili odwołał wizytę i udało mi się wskoczyć na to miejsce.

Dostałam leki na ten wredny stan zapalny i przy okazji podpytalam o moje starania. Lekarka przejęła sie moimi poronieniami, powiedziała, ze faktycznie mam dość krótką fazę lutealna i od nowego cyklu mam brać luteinę po owulacji. Zapisała mi też kwas foliowy w zwiększonej dawce.

No nic, pozostaje opłakać nadchodzący @ i wracać z nowymi siłami do gry w nowym cyklu :) Ale dzisiaj mam jednak lekkiego doła. To już prawie rok jak się staramy o maleństwo, a na razie jedyny rezultat to dwie straty ciąży i strata pracy do tego... Trochę za dużo jak na jedną mnie.

Angelike Mam to gdzieś... ;) 21 września 2015, 23:24

WARNING! - wracam do gry ;)
Przepraszam za moje zboczone notatki :P i szczątkowe info. I za zaniedbania jakiś się przez ten czas dopuściłam.

Po urlopowym odwyku od ovuf nie widziałam powodu dla którego miałabym tu wracać i przesiadywać tak często jak wcześniej. Po prostu nie było sensu. Choć nadal zaglądałam do przyjaciółek żeby sprawdzić co tam u nich. Wszystkich pamiętników już nie jestem w stanie śledzić, zbyt dużo zaległości.
Zbierałam się już z 5 razy żeby w końcu coś tu naskrobać. Albo ktoś mi akurat przeszkodził albo czułam jakąś dziwną blokadę. Nie wiem czemu. Wcześniej czułam potrzebę wylania z siebie wszystkiego. A teraz? Hmmm. Nie wiem, może za dużo się dzieje (głupio zwalać winę na przepracowanie), a może to chaos w mojej głowie. Nie umiem nazwać emocji jakie mi ostatnio towarzyszą.
Jestem jednocześnie podekscytowana nową próbą, przestraszona, spanikowana, zajęta "karierą" (tfuu) u nowego pracodawcy, egoistyczna, zobojętniała, smutna, zgorzkniała, bierna, szukająca natchnienia, ufna, zła, krytyczna, niepewna siebie, niepewna jutra, zagubiona, skupiona na wszystkim tylko nie na "dziecku". Myślę, że mogłabym tak jeszcze trochę powymieniać.
Nie ogarniam. Myślę że jestem na jakimś rozdrożu, zagubiłam swój cel życiowy.
To wszystko bełkot.
Do rzeczy.
Co powiedział pan doktor po ostatniej wizycie podsumowującej pierwszą nieudaną próbę? Wszystko pięknie, idealnie reaguję na leki, miałam bardzo dużo pęcherzyków, bardzo dużo komórek jajowych, w tym bardzo dużo dojrzałych. Nasienie - bardzo dobre parametry.
Problem pojawia się dopiero na etapie zapłodnienia i zarodka. Coś jest nie tak. Trudno określić co. Lekarz mówi, że trzeba zakładać, że to był jednorazowy incydent. Zarodek nawet nie doszedł do etapu /edit/ blastocysty. I tu jest problem.
Mogę zacząć od razu, tym razem będzie krótki protokół, długiego nie ma sensu bo komórek jest aż nadto. Żadnych dodatkowych badań. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Nie wiem czy lekarz w klinice robił posiew nasienia przy badaniu nasienia. A może mój facet ma jakąś bakterię? Hmm mówiłam mu o tym, że może warto zrobić. No ale co? To poważny problem bo praktycznie musiałby wziąć urlop albo co najmniej zwolnić się na pół dnia. Droga w jedną stronę do najbliższej kliniki to dwie godziny jazdy. I to dwa razy. Raz żeby złożyć próbkę, dwa żeby odebrać wynik. Mój ukochany chyba nie jest tym zainteresowany bo nie wykazał żadnego zainteresowania moją propozycją. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć "zmuś go", "zrób coś".
Ale... :/ Dlaczego to ja mam być mózgiem, myśleć, zapobiegać i się martwić?
No nie wiem, jeszcze się zastanowię czy stać mnie na taki wysiłek.
Pojawiają mi się myśli "nie chce mi się", "dobrze mi ze sobą tak jak jest".
Pojawiają się inne myśli "a może spróbować z komórkami jajowymi dawczyni, albo z dawcą nasienia?" Może cos jest w tych naszych komórkach że nie mogą współistnieć razem. Coś na pewno stoi im na przeszkodzie. A co jeśli zarodek nie chce powstać przez wady genetyczne które mu zaoferowaliśmy we własnych gametach?
Ja nie jestem zbyt skłonna żeby wydawać dziesiątki tysięcy na badania, które być może nic nie pokażą. Łatwiej byłoby sprawdzić co się stanie z komórką moją i nasieniem dawcy, albo z komórką dawczyni i plemnikiem mojego Lubego. Tak naprawdę to ja już nie wiem czy chodzi mi o to żeby spłodzić "swoje" dziecko. Jeśli to będzie dziecko mojego M i dawczyni to przecież i tak będę je nosić w brzuchu o ile się da. To by mi wystarczyło - dać jemu dziecko, z jego blond włoskami, równymi ząbkami i dobrymi oczami. Dziecko mi wystarczy, ktos kim będę mogła się opiekować i nazywać swoim synkiem albo córeczką. Obojętnie z czyich komórek.
Trochę gorzej by penwie było z dzieckiem z komórki mojej i dawcy. Mój M mógłby się czuć wykluczony.
Tyle że te moje dumania i tak na dzień dzisiejszy są po próżnicy bo mój M nawet nie chce słyszeń o dawcy. Mam nadzieję, że narazie. Tak samo nie chce słyszeć o adopcji.
Chce próbować nadal z tym co sami mamy. Skupia się zadaniowo nad tym co nas póki co czeka, nie zastanawia się co będzie później.
A ja? Mi zaczyna być wszystko jedno. Chcę wysłać dziecko do przedszkola, chcę mu robić urodzinki, chodzić z nim do przychodni kiedy będzie chore, zabierać na wycieczki, pokazywać świat.
Nudne będzie moje życie bez tego wszystkiego przez kolejnych 30 lat. Kupię sobie psa ale czy to zaspokoi mój instynkt?

Fuck, no i jak zwykle, jak to ja, musiałam się rozpisać na dwie strony. A miałby być 3 zdania.
Taaaa....
Spadam póki co. Narazie tyle wystarczy ;)



Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2015, 17:33

Ostatnie dni bardzo stresujace. TAk to jest po powrocie z urlopu.. Przez to ze jestem szefowa musialam pracownicy zwrocic uwage co mi sie nie podobalo po moim powrocie. Ogolnie zadko mi sie zdarza by byc nie uprzejma czy chamska w stosunku do wspolpracownikow. Czasami za duzo zostawiam dla siebie. I moja kolezanka,ktora mnie zastepowala otrzymala ode mnie wskazowki co mi sie nie podoba. Po czym sms-ami mi tak dowalila-jakbym nie wiadomo co jej powiedziala,ze wpadlam w histerie. Inna kolezanka z kolega mnie uspokajali. Pierwszy raz widzieli jak mi sie moga rece trzas nie wspomne ze ryczalam jak dziecko. Bardzo mnie zabolaly jej slowa smsowe. Chyba musze to zmienic! Najgorsze jest to ze wiem ze mialam racje a szkoda mi temtej dziewczyny. Nie potrafie dlugo sie gniewac i czeto to ja pierwsza wyciagam reke choc nie powinnam.. Nie wiem jak to sie skonczy bo ona nie odpisuje na sms-y. Jakbym urazila jej dume. Co za czasy,z jakimi ludzmi trzeba pracowac!!!!!!!!!!!!!!

Lila2703 Czekamy... 22 września 2015, 07:06

Powrót z urlopu bywa bolesny... Wczoraj przez pierwszą godzinę w pracy nie mogłam się totalnie ogarnąć :D A potem wpadłam w wir papierów i nawet nie wiem kiedy 8 godzin minęło. Po ciężkim dniu postanowiłam pójść na fitness, w ramach odstresowania, a tak generalnie to brakowało mi już zdrowego wysiłku, bo przez urlop odpuściłam totalnie jakiekolwiek ćwiczenia. Potem gorąca kąpiel, poprzedzona cudownym kawowym pilingiem...uwielbiam zapach kawy i cynamonu..mniam :D
W między czasie natrafiłam we telewizji na jakiś serial dokumentalny o wcześniaczkach i prawie się poryczałam, jak widziałam te małe kruszynki w inkubatorach walczące o każdy dzień i rodziców czekających na szczęśliwe zakończenie.
Mam nadzieję ze jeśli uda mi się zostać mamą, to nie będę musiała przez to przechodzić bo serce się kraje.

Jutro wizyta u ginekologa...jestem więc w stanie "chciałabym i się boję ". Zobaczymy co powie, mam nadzieję ze będzie wszystko ok.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 07:08

gogo19 Wiem, że wreszcie się uda!!!!!!! 22 września 2015, 07:59

Co tam na froncie khalan?
Otóż: po moim ostatnim cykluuuuuuu 52 dniowym, który i tak sama skróciłam wywołując w końcu @ Luteiną rozpoczęłam przygodę z clo. Odczucia koszmarne jak dla mnie. Wahania nastroju, senność a zarazem wielka nadzieja we mnie rozkwita a może, może, może wreszcie się uda!!!
Monitoring cyklu mam na 28.09. Zobaczymy czy coś tam urosło. Od dziś zaczynam robić testy ovu. Łykam i piję wszystko co tylko mogę. Nawet co dzień lampkę czerwonego wina do kolacji, którego nie cierpię. Powiedziałam wczoraj S, że jak urodzę to moje maleństwo to pierwsze co to ugryzę (leciutko)je w pięte. Myślałam, że się osmarka ze śmiechu.
A poza tym rok szkolny się rozpoczął i mam ogrom pracy. Nasze kochane ministerstwa uwielbiają nas księgowe zarzucać tonami sprawozdań:)) W piątek byłam z teściem na badaniach kontrolnych u kardiologa i wszystko jest ok, co mnie bardzo cieszy. Właśnie przyleciał mój synek i dostałam soczystego całusa. Mniam!

100krotka:) Czekając na druga kruszynkę... 22 września 2015, 12:07

Justa podejrzewam ze tez bede miala ogromny brzuch wiec dzialam teraz puki jestem w stanie :)
Moj moze nie zaglada bo nie widzialam zeby to robil ale wiem ze cieszy sie tak samo jak ja :) mowil mi ostatnio ze jest to dla niego jeszcze szok ale powoli oswaja sie z mysla ze juz niedlugo bedzie tata:) sam juz chetnie dotyka brzuszka i nawet uszy przystawia i nasluchuje :)

Margaret tez tak mialam ze rano byl malutki a wieczorem wiekszy :) teraz tez tak w sumie jest :) tylko ze jest jyz wiekszy i jeszcze wiekszy :)

U nas wszystko dobrze:) moje <3 nadrobilo wczoraj wieczorem leniwy diej i cieszylo mnie kopniaczkami :) dzis rano po sjadaniu bylo to samo :) az buka mi sie sama usmiechala :) to taki piekne uczucie az brak slow zeby je opisac:) jeszcze troszke i bedziemy sie podgladac na wizycie :)

Ale nie o tym chcialam dzis napisac...

Boze tak bardzo dziekuje Ci za moje szczescie, ze moge cieszyc sie ciaza i czekac na swoje wymarzone wypragnione dziecko. Prosze Cie tez o to abys obdarzyl Swa laska moje dziewczynki ktore czekaja na swoje szczescia:) Kazda z nich przezywa swoje wieksze lub mniejsze problemy ale kazda jest wspaniala dobra kobieta ktora zasluguje za to by czuc sie spelniona jako kobieta, zona, matka.

Samopoczucie fizyczne nadal kiepskie, przeziębienie rozkręciło się na dobre. Ale na szczęście dziś wolne, więc wygrzewam się w łóżku, żeby szybciej dojść do siebie. Psychicznie odrobinkę lepiej. Mąż dziś mi zrobił śniadanie, zakupy i dba o mnie w tej mojej chorobie. Cieszy mnie to i doceniam bardzo, że go mam :)

Może ta owulacja jednak będzie, temperatura podskoczyła, mam nadzieję, że to nie z powodu choroby, bo w sumie gorączki nie mam, bardziej osłabienie. Na wszelki wypadek wczoraj zadziałaliśmy ;D. Pewnie i tak nic z tego nie będzie, ale chcę mieć czyste sumienie, że robimy wszystko, co w naszej mocy.

Co do mojej pracy to szefowa powiedziała, że nie stać ją na umowę, a ja zgodziłam się na takie warunki, bo w tamtym okresie miałam wielkie trudności ze znalezieniem jakiejkolwiek pracy. Dogadałyśmy się, że w razie ciąży da mi umowę. Tylko to wcale nie miało tak wyglądać, że będę tam pracować na umowę zlecenie nie wiadomo ile. Plan był inny, miałam szybko zajść w ciążę, dostać umowę, iść na macierzyński itp. No ale wiecie dziewczyny jak to jest z tymi naszymi planami. Możemy sobie je mieć, a życie i tak weryfikuje je po swojemu. Oczywiście szukam cały czas innej pracy, ale mieszkam w małej miejscowości i łatwo nie jest. Jak już coś się trafia, to również proponują umowę zlecenie, albo najniższą krajową. Normalnie masakra i wyzysk. Tą swoją obecną pracę lubię. Jest całkiem przyjemna i bezstresowa co pewnie jest powodem, że dalej tam jestem. No i godziny pracy nawet mi pasują, bo pracuje po 12 godzin, ale potem mam dni wolne, co przydaje mi się bardzo na to jeżdżenie po lekarzach, robienie badań itp. Nie muszę kombinować jak chcę jechać do lekarza do innego miasta i jest to wyprawa całodniowa. Pewnie to wszystko mnie tam trzyma. Ale macie rację bardzo brakuje mi takiej pewności i stabilizacji.
Może od nowego roku coś się zmieni. Rozmawiałam niedawno, ze znajomą i ona będzie otwierać nową działalność i tak wstępnie zaproponowała mi pracę na umowę. No ale zobaczymy jak to wszystko wyjdzie i jak jej się to wszystko rozwinie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 13:19

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)