Ojojoj,jak ten czas leci
Jutro zaczynamy 35 tydzień,więc robi się zupełnie poważnie
Obawy nie znikają, a na kosz dalej czekam
Ale jakoś mnie to ani nie martwi ani nic. Ciążowo spoko,choć mam nieodparte wrażenie,że mój brzuch rośnie z dnia na dzień albo nawet z godziny na godzinę
Ale że to ostatni tydzień 8. miesiąca ciąży i za tydzień zaczynamy miesiąc nr 9,to też przestało mnie to dziwić. No,bo jak bez ciąży jestem osobą "przy kości",to ciężko się spodziewać,żebym w ciąży schudła 15 kg i miała figurę modelki
Więc jakoś tak mam to w pompie
Ale ostatnio wiele rzeczy mam w pompie, humor zdecydowanie mi się poprawił i nawet energii mam troszkę więcej
Ostatnio jak przechodziłam na przejściu dla pieszych,jak się zapaliło zielone, każdy patrzył na mnie z politowaniem,myśląc sobie "o,jaka ona biedna,jak jej ciężko",ale jak wydarłam do przodu,jak się światło zmieniło,to od razu widziałam te zdziwione twarze ludzi
Więc końcówka ciąży jest nawet wesoła
Wczoraj w końcu wyszorowałam kuchnię,bo już się od dawna na nią szykowałam. Na dziś zostało mi tylko szorowanie kuchenki i lodówki. Ale to już spoko,tragedii nie ma 
Ciążowo w dalszym ciągu ok, skurcze mam nadal,ale nie są bolesne. Spina mi się po prostu brzuch i wtedy jest mało komfortowo,ale nie mam myśli "rany! zaczęło się!"
Po prostu wiem,że moja macica,która przyjęła małego gościa, musi trochę potrenować
Wczoraj po sprzątaniu miałam też lekkie bóle miesiączkowe i od 2 dni lekko pobolewa mnie spojenie łonowe (chyba spojenie łonowe...),jak się ruszam. Więc staram się jakoś za dużo nie łazić
Ale to wszystko biorę po prostu jako oznaki zbliżającego się porodu i tyle. 35 tydzień to nie przelewki i moje ciało na pewno o tym wie
Wczoraj wieczorem i dzisiaj rano Mały był bardzo aktywny. Tak mnie skopał,że aż mnie trochę brzuch pobolewał,jak się obudziłam.. mały piłkarz
Ale też domyślam się,że jest mu już trochę niewygodnie.. Jeszcze tylko troszkę 
Mogłabym powiedzieć,że nic ostatnio nie kupiłam,ale nie byłaby to prawda
Powinno mi się odciąć dostęp do allegro... I pieniędzy... Kupiłam kolejny ręcznik i zestaw kolorowych pieluszek 


Już nawet nie obiecuję,że to koniec..bo jaki byłby w tym sens? 
Dzisiaj mały chichot losu. Mam bardzo dużo śluzu więc pomyślałam a co mi tam, zrobię ten test owu. No i wyszedł taki 

Może coś tam jednak u mnie czasem zaskakuje i co któryś miesiąc pojawia się owulka. Cudownie by było jakby dzisiaj wieczorem znalazł się u mojego męża jakiś silny maratończyk który dobiegnie do celu, ale to chyba byłby cud.
w czwartek bylam u swojego lekarza (19tc)
niestety powiedzial ze przypuszcza wady u synka, i pow zebym pojechala do wawy do dr roszkowksiego,
nastepnego dnia czyli w piatek 18.09 bylam u dr
niestety dr potwierdzil wszytskie wady tj
otwarty roszczep kregoslupa w odc ledzwiowo-krzyzowym obejmujaca 6sementow,
wodoglowie
objaw banana i cytryny
swiat mi sie zawali...
tak krotko mi dane bylo byc szczesliwa
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2015, 11:22
6 dzien zycia naszej coreczki,
Wszytsko jest dobrze, mala jest sliczna i robi takie smieszne grymasy, nockami troche nam dokucza, dzisiaj naprzyklada chciala cala noc przy piersi byc, ja z bolu juz niedalam rady i musialam wspomoc sie gotowym jedzonkiem. Niewiem czemu tak ma, heran noc fajna je dobrze a druga noc taka zla. Najwazniejsze jednak je jest zdrowiutka i ze i ja czuje sie dobrze.
Piersi mi tak strasznie urosly ze hoho juz niewiem jaki biustoszon kupic, wczoraj kupilam biustonosz D dzisiaj juz jest ha maly
Niemniej jednak mala jest wspaniala
Moje poprzednie cykle kończyły się niepowodzeniem. Mimo tego, że trafialiśmy w dobre dni (tak mi się wydaje). Nie mam pojęcia dlaczego, może jest coś o czym nie wiem? Po mojej lub męża stronie? Ale póki co jeszcze się nie poddajemy.
Od maja biorę kwas foliowy, zmieniłam ostatnio swoją dietę na bardziej zdrową, zaczełam biegać, ruszać się kiedy to tylko możliwe. Robię wszystko, by nie zarzucić sobie kiedyś, że się nie starałam 
Mój mąż powiedział mi, że nie chce żebym mu mówiła kiedy są te dni. Czuje się zestresowany, więc tak też zrobiłam. Ten cykl właśnie przez to spisałam na straty. W czasie moich dni płodnych mój mąż postanowił zabalować, czym mnie strasznie wkurzył ;( Byłam na niego obrażona przez tydzień, bo zmiast siedzieć ze mną w domu i się starać, on wybrał kolegów i imprezę. Na szczęście już o tym porozmawialiśmy, zrozumiał czemu tak naprawdę się zdenerwowałam. Powiedział że następnym razem mam mu mówić, żeby to się nie powtórzyło.
Obecnie czekam na okres, który spóźnia się już dobre 2 dni. Jestem bardzo zaskoczona, bo temperatura nie spada, okres się spóźnia... Jutro zrobię test i pierwszy raz naprawdę się boję. Nie robiłam jeszcze nigdy, bo zawsze wyczekałam tego okropnego okresu. Tym razem już jest po terminie, wszystko wskazuje, że zobaczę dwie kreski. Ale boję się, że nie zobaczę... Że jestem tak blisko i znowu się nie uda.
Jeżeli się nie uda, to będziemy się dalej starać. Może jesień będzie dla nas szczęśliwa? Czekamy na Ciebie Fasolko 
Od 14.09.2015 Maluszek jest ze mną
jestem taka szczęśliwa a on taki kochany 
Dziękuję za miłe słowa wsparcia i otuchy.
Życzę wszystkim pomyślnego rozwiązania!
Hello... 
1
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 23:16
Dzisiaj zaczynamy 10 tydzień
Za parę dni zobaczymy Cię znowu Kochanie :* Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, musi! Nadal biorę te wszystkie leki, dla Ciebie wszystko zniosę
Moje serduszko
Twój tatuś rozchorował się znowu, tym razem na półpaśca, ale spokojnie, rozmawiałam z lekarzem, mam się nie denerwować 
Tak bardzo Cię kochamy! Nie zostawiaj nas i żyj 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2015, 20:25
Jakoś tak straciłam zapał do wszystkiego nawet do modlitwy. Ostatnio chodzą mi pogłowie takie myśli, że może Bóg ma dla mnie inny plan niż ja sama. Może On nie chce żebym miała dzieci, może moje życie ma być nieustannym cierpieniem. Tak wielu ludzi na tym świecie jest ciężko doświadczana chorobą, kalectwem, nałogami. Może moim doświadczeniem, moim krzyżem ma być bezdzietność. Jeśli Bóg tak chce to ja nie mam na nic wpływu, nic nie mogę zrobić. Te wszystkie badania, leczenia nie przyniosą żadnego efektu. Podobno Bóg nie daje nam więcej niż możemy udźwignąć, ale czasem to wszystko mnie przerasta.
Sporo już w życiu przeszłam, ale zdecydowanie to z czym muszę się mierzyć teraz jest najgorszym doświadczeniem. Wychowywałam się w rodzinie alkoholowej, mój tata był alkoholikiem. Bardzo go kochałam i wiem, że on też mnie kochał. Jak nie pił to był naprawdę dobrym tatą. Ale był chory i nie chciał się leczyć. Na porządku dziennym były awantury, ciągły stres, trudna sytuacja finansowa. Najchętniej wtedy przesiadywałam u koleżanek i nie chciało mi się wracać do domu.To był naprawdę ciężki okres w moim życiu, który odbija się na mnie do teraz. Często brakuje mi wiary w siebie i czuję się gorsza od innych, jestem nerwowa i bardzo mocno wszystko przeżywam, wszystkim się martwię często na wyrost. Dodam, że jestem jedynaczką, nie mam rodzeństwa,a zawsze bardzo chciałam, ale tak się ułożyło. Zawsze czułam się z tego powodu bardzo samotna i zazdrościłam mojej koleżance z sąsiedztwa czwórki rodzeństwa. U nich zawsze było tak wesoło rodzinne, a u nas smutno. Ale wielkim plusem w moim życiu za co jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu jest moja najukochańsza na świecie mama. Na nią zawsze mogłam i mogę liczyć. Ona mimo wszystko starała się,żeby nic mi nie brakowało, odmawiała sobie wielu rzeczy, żebym ja miała. Dzięki niej skończyłam liceum, potem studia. W trakcie moich studiów tata ciężko zachorował na nowotwór. Po pół roku zmarł. Opiekowałyśmy się nim z mamą najlepiej jak wtedy umiałyśmy. Było ciężko patrzeć jak bliska osoba bardzo cierpi i nie można jej pomóc. Wybaczyłam tacie wtedy wszystko i mogę dziś powiedzieć z czystym sumieniem, że nie czuję do niego żalu. Dziś jak o nim myślę staram się przywoływać miłe wspomnienia, bo takie też były. Mam nadzieję, że tam gdzie jest jest szczęśliwy.
Mając ciężką sytuację rodzinną zawsze marzyłam o ciepłej i kochającej się rodzinie, byłam pewna, że jak dorosnę tak właśnie będzie. Instynkt macierzyński miałam chyba od zawsze. Ale długo musiałam czekać zanim spotkałam mężczyznę z którym mogłam myśleć realnie o macierzyństwie. Moje wszystkie koleżanki znajdowały chłopaków, wychodziły za maż, zaczęły rodzic dzieci, a ja byłam samotna. Jak zakochałam się na początku liceum i nic nie wyszło z tej miłości to musiało minąć parę lat zanim o nim zapomniałam. Kandydaci oczywiście byli, ale jakoś tak nie potrafiłam z nikim być jak nie czułam tego czegoś. Dziś z perspektywy czasu to może wydawać się śmieszne, ale wtedy to była miłość nie do pokonania, wiele łez wylałam. Dopiero mój mąż zdobył moją miłość, długo się starał i nie poddawał
. On tez wiele przeszedł, tez nie miał łatwego dzieciństwa, ciepłego domu i został skrzywdzony przez swoją poprzednią dziewczynę. Z mężem tak ogólnie tworzymy całkiem udany związek. Oczywiście są trudniejsze chwile, problemy, czasem kłótnie, ale to chyba normalne w każdym małżeństwie. Nikt nie jest idealny, ale mąż potrafi być czuły, ciepły i kochany. Za to, że on pojawił się w moim życiu tez jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu. Ale do szczęścia i spełnienia marzeń z dzieciństwa o ciepłym domu tak bardzo brakuję nam dzieciątka. Moje serce tak bardzo na nie czeka i już bardzo je kocha.
Zawsze starałam się być dobrym człowiekiem, uprzejmym, miłym ,pomocnym. Starałam się dobrze wykonywać swoje obowiązki czy to kiedyś w szkole czy teraz w pracy. Od dziecka byłam też religijną osobą, chodziłam na msze w każdą niedzielę, modliłam się, starałam się ufać Bogu. Ale tak się zastanawiam czy warto być dobrym człowiekiem w tych czasach, łatwiej mają takie cwaniaczki, im wszystko się jakoś udaje. Tylko problem jest taki, ze ja wcale nie umiem i nie chce taka być, ale ostatnio jakoś tak coraz trudniej jest mi godzić się z niesprawiedliwością tego świata. mimo wszystko bardzo chcę ufać Bogu i wierzyć, że w jego boskim planie przewidziane jest dzieciątko dla mnie, ale też bardzo się boję, że będzie inaczej. Nie wiem jak to zrobić, żeby wyrzucić z serca ten lęk, zwątpienie, niepewność...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2015, 18:09
24t3d
S. jest Z-D-R-O-W-A !!! Jutro w końcu wraca do szkoły.
To ja z tej okazji pomykam na krzywą cukrową - już się cieszę 
6 tydzień(5tydz i 3 dni)
Dwa dni temu wizyta u gin byla wspaniala;)
Widziałam pęcherzyk a w nim ciałko żółte 
Wszystko jest w normie<3
Kolejna wizyta za trzy tygodnie<3
Czuję się świetnie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2015, 10:18
Zastanawiam się jaki jest sens prowadzenia dalszej obserwacji, skoro ovu nie pokazuje mi owulacji, która zgodnie z obserwacją usg już była??? A jednocześnie brak skoku temperatury ? Czy można samemu "sztucznie" ustawić owulację??
Kiedy mieszkasz za granica i masz 30 lat i nie masz dzieci, to jest OK. Tak jest OK, ze czasami zapominasz, ze jednak ten biologiczny zegar tyka.
Z roku na rok przybywalo nam znajomych, ktorzy zostawali rodzicami. Fajnie bylo ich odwiedzac, bawic sie z maluchami, byc dobrymi ciociami i wujkami. Az do ostatniej wiadomosci! Bardzo ucieszylam sie, ze kolezanka zostanie mama, ale po powrocie do domu zalalam sie lzami. Wtedy zrozumialam, ze chyba i pora na nas.
Nigdy nie staralismy sie jakos bardzo aktywnie, po prostu od pewnego momentu przestalismy stosowac zabezpieczenie. Tak minely 4 lata! Teraz okazuje sie, ze niedosc, ze moj maz ma problem to jeszcze ja - tajemnica rozwiazana, dlaczego w ciagu tylu lat ani razu nie zaskoczylismy.
W koncu zdecydowalismy sie na wizyte w klinice w Bialymstoku. Bylo troche rozczarowania, bo nie mialam pojecia o torbielu i ze prawy jajnik jest policystyczny. Ale zaufalam Profesorowi, przeszlam na 14 dniowa glodowke lecznicza (niech zyja owoce i warzywa, blah!) i wczoraj przyjelam Decapeptyl Depot 3.75mg.
Teraz czekam 13 pazdziernika, gdzie mam nadzieje, Profesor oznajmi nam, ze torbiel zniknal a ja moge sie poddac stymulacji.
Placze nocami, jak maz nie widzi. Tesknie za mama, ze jej przy mnie nie bedzie. Ze bede w Bialymstoku sama, ze tak niewiele osob wie o naszej podrozy po dziecko. Jedna rzecz to oragnizowac wszystko a inna przezywac te wszystkie, tak skrajne emocje! Ech.....
27 tc (26t5d)
Przyszly wyniki krzywej cukrowej z laboratorium. Na czczo 91 mg/dl, po 60 minutach od przyjecia 75 ml plynu: 211 mg/dl, po 120 minutach: 188 mg/dl. Z tego co widzialam - normy niestety sporo przekroczone... Nie za bardzo ogarniam czemu i jestem w szoku - pewnie dlatego, ze nie lubie i nie jem slodyczy zbyt czesto. W zyciu bym sie nie spodziewala problemu z tej strony... Mial ktos cukrzyce ciazowa? Przy jakich wartosciach podaje sie insuline, a kiedy wystarczy dieta? Czy to jest powazne zagrozenie dla dziecka? Czy juz mu zaszkodzilam w ciagu tych 27 tygodni?
S nadal pracuje z domu, wlasnie go wyslalam po wysokobialkowe, niskoglikemiczne jedzenie do sklepu...
... A ja czekam na przyjscie kolezanki
przez to L4 stalam sie odrobine asocjalna...
dzis bedziemy nadrabiac zaleglosci 
2 dpt, plamień nie ma, brzuch raczej nie boli. Straszne zawroty głowy i odpycham czarne myśli.
34 + 6
Pół nocy człapałam jak opętana. Ból zęba! Cholera skubana ósemka, która postanowiła wyrosnąć właśnie wtedy gdy dowiedziałam się o ciąży! Urosła franca od razu zepsuta do usunięcia. Tylko, że "jest pani w ciąży, nie zrobimy rtg, ząb za bardzo wrósł w dziąsło, potrzebny chirurg, ale po urodzeniu. Proszę się modlić by nie bolało do końca ciąży." No i co? Koniec 8 miesiąca a ja łażę w nocy jak walnięta i myję zęby co 5 minut. Mycie, chwilowa ulga, 5 minut snu i znowu ból i znów się budzę. Potem płukanie zimną wodą i o pierwszej w nocy miałam dość. Nie był to straszny ból o nie, nawet pikuś czułam gorsze, ale upierdliwy jak cholera. Koniec mam dość. Pierwsza w nocy-apap. Zasnęłam, spałam do rana. Rano telefon do lekarza, jadę spróbuję pomoc. Panu doktor zagląda i cała śpiewka od nowa. Nic się nie da zrobić! No, ale spróbuję go zatruć, może coś to da, ale nie robiła bym sobie nadzieji. No to świetnie. Zrobiła co powiedziała i mówi że jak przyjdzie znieczulenie i będzie bolało to klops. Przyjść i wyjąć truciznę.
To było rano i już nie czuję znieczulenia. I jak na razie nie czuję bólu. Taka czuję się zmaltretowana, ale to i tak o niebo lepsze niż to co czułam wcześniej. Jadę teraz na sr obejrzeć porodówkę
a potem odsypiam!
Wiele kobiet narzeka na miasto/ludzi w miescie itp. w trakcie ciazy a ja trafiam jakos na samych milych i uprzejmych
mimo wczesnej ciazy cos tam widac i ludzie ustepuja miejsca w tramwajach, przepuszczaja w kolejce, usmiechaja sie milo jaszcze mnie nic przykrego nie spotkalo i oby tak dalej
lece dzisiaj na warsztaty dla mam tak zeby czegos wiecej sie dowiedziec 
16t3d ---> 17tc 
W końcu mam chwilę by coś naskrobać 
Może zacznę od najważniejszego.. Przedstawiam Milenę 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/d4d41e6322da.jpg
Byliśmy wczoraj na wizycie, z bobasem wszystko niby ok
Troszkę się przestraszyłam jak doktorek próbował sprawdzić jakie jest bicie serduszka, jakoś tak nie równo biło.. Ale powiedział że malutka się rusza i dlatego tak słychać a bicie serduszka miarowe i jakieś tam.. W każdym razie jest ok 
No i 100% dziewczynka
Tak trochę czułam że tak będzie, choć płeć była mi obojętna. Chciałam po prostu ją znać. Choć troszkę bałam się ewentualnego chłopca, że za bardzo próbowałabym go utożsamiać z Arkiem.
Dzidzia waży coś koło 150-160 granów. Ile dokładnie? Nie pamiętam bo taka byłam zachwycona patrzeniem na stópki i buźkę Milenki 
No i jako że płeć znana, to mamuśka dziś poszalała...
Kupiłam śliczny śpiworek w Smyku 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/91572b44d5ed.jpg
A że akurat był w przecenie to radocha podwójna 
Do tego jeszcze szał w ciuszkach...
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/665d8e4305c9.jpg
Coś czuje że to moje dziecię będzie mieć tyle ciuchów że nie nadąży ich nosić 
W rodzinie mam teraz 4 maluchów, między 2 lata a 2 msc. Pewnie coś ciuszków skapnie ale ile? Taka niewiadoma wielka, może ktoś coś da a może nie. Wolałaby wiedzieć i ewentualnie nie szaleć z ciuszkami... Pożyjemy zobaczymy 
Mówiłam już że czuje ruchy malutkiej? Na początku nie wiedziałam czy to "to", teraz już jestem na 99% pewna że wiem kiedy do mnie stuka 
Z innej beczki, i nie w temacie Mileny 
Nikki skończyła w sobotę roczek 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/263c57f3bbe4.jpg
Aj jak ten czas leci
Dobrze że kupiliśmy tą suczkę i że akurat tą. Teraz 19 września nie kojarzy mi się jedynie z dniem w którym to Arek miałby urodziny.
To chyba na razie tyle 
5dc
zero objawów od letrozolu (wzięłam dziś 0,4 tabletki)a biorę już 3 dzień
po HSG w poprzednim cyklu ciągle kuły mnie te jajniki albo coś innego, chyba ginka też się zastanawiała czy to nie zapalenie po HSG:/
ale potem już nic nei bolało
bolą mnie tylko mięśnie od pracy a tak to jest OK
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.