Wczoraj jak w zegarku przyszła @, a w raz z nią ogromny strach. Boję się, tak bardzo się boję, że nie uda mi się ponownie zajść w ciążę. Wiem, że trzeba myśleć optymistycznie, ale ten strach momentami jest silniejszy. Jest 3 rano, a ja nie mogę spać, boli mnie brzuch i jest mi niedobrze. Coś mi się porobiło w organizmie po ciąży, bo nigdy wcześniej nie było mi niedobrze podczas okresu. To mój drugi cykl od poronienia i drugi cykl, gdy podczas @ jest mi niedobrze, mam nadzieję, że to minie, bo ciężko będzie normalnie funkcjonować w pierwszych dniach cyklu. Wracam do łóżka, może w końcu uda się zasnąć...
Mam cudownych rodzicow
mama tylko mnie utwierdzila w tym co Wy pisalyscie a o czym ja niesmialo myslalam
ze to moja decyzja ale odpowiedniego czasu nie bedzie, ze nie bedzie na mnie wywierac wplywu bo to ja musze zdecydowac ale choc raz musze pomyslec nie o wszystkich innych, tylko o sobie bo tak pozniej wychodzimy, ze nikt tego nie docenia a my nic nie mamy
ta rozmowa byla mi potrzebna, ciesze sie ze mama ja zainicjowala
Zawsze jak bylo pytanie kto jest Twoim autorytetem, kogo podziwiasz ludzie wymieniaja nie spokrewnione z nimi osoby, czasem jakichs znanych ludzi a dla mnie.... zawsze byli i beda nimi moi rodzice 
Mam wrazenie ze zaczynam popadac w obsesje.
Na poczatku ovuf traktowalam jako swietne wspomaganie fizyczne i psychiczne ale teraz wpatruje sie w te moje jeszcze niedoszle dwa wykresy, czytam pamietniki, analizuje wpisy i okazuje sie ze calymi dniami mysle wylacznie o tym.
Boje sie ze zamiast pomagac to zacznie mi szkodzic, szczegolnie na glowe.
W Polsce jest pieknie, spotkanie z przyjaciolka nalezy do super udanych. Plotki, powazne rozmowy, wsparcie, pyszny obiad na miescie, zakupy oooch wszystko co kobiety lubia najbardziej
No i przepyszne winko wlasnej roboty z czarnej porzeczki... Mmm z umiarem.
Nakupilam nowych suplementow witamin i pierdół i mysle tak:
1. Ok wydalam troche kasy ala jak ma mi pomoc to jakze to maly koszt.
2. Ok znow niepotrzebnie wydalam kase i tak z tego nic nie bedzie.
Ta ambiwalencja uczuc towarzyszy tu co drugiej dziewczynie. Mnie dopada co jakis czas i wiem ze to dzialanie mechanizmow obronnych w naszych glowach ale ciezko to przezywam. Obawa przed porazka, niespelniona nadzieja, czasem czuje ze sie przed soba osmieszam z tym optymizmem.
Troche jak by we mnie byly dwie kobiety. Jedna mowi uda sie zobaczysz, starasz sie, zaslugujesz na to szczescie! A druga doluje, paesymistycznie patrzy na swiat i mowi wez glupia nie widzisz ze to nic nie daje, odpusc sobie za stara jestes... itp
Ja tam nie mam na to specjalnie rady. Raczej wybieram myslenie nr 1. 
Malo tu w pamietnikach mowy o terapiach ubpsychologa. Powiem Wam, ze terapia u psychologa dala mi bardzo duzo wiedzy o mnie samej, czego nie bylam w stanie sama odkryc. Terapia dala mi tez takie wewnetrzne "rusztowanie" ktore nie pozwala mi sie tak latwo zalamywac.
Pewnie, ze czuje wszystkie emocje jak zawsze, tylko teraz umiem je nazwac i ogarnac.
Najwiekszym wsparcie jednak jest moj maz. Oj nie do opisania relacja nas laczy.
Jak by ktorejs z Was sie spodobalo to polecam metode faster EFT do redukcji stresu i zlych wspomnien. To wyglada troche dziwnie ale dzialaaa!
Dzisiaj dzien z moja mamusia i rodzinka. Apropos. Czy matka jest w stanie zrozumiec nasz wew. BÓL zwiazany z nieplodnoscia?
Przeciez matka jest matka, ma dzieci....
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2015, 07:59
Dziękuję dziewczyny za dobre słowa
to naprawdę bardzo bardzo pomaga 
nie mogę się już doczekać tej październikowej wizyty
wiem, że wszystko jeszcze trochę potrwa zanim zrobimy potrzebne badania i być może na nfz będzie kolejka i trzeba będzie trochę poczekać ale trudno. Jak już się dostaniemy do programu i to będzie tylko kwestia aż przyjdzie nasza kolej to nam kilka miesięcy nie robi w obecnej sytuacji różnicy. I tak nie ma innego wyjścia dla nas.
Ale na tą chwilę wszystko inne przestało być ważne. Wyjazdy, plany z pracą. Nie mamy zamiaru świadomie odkładać tej decyzji na później bo np. tak byłoby wygodniej w pracy. To już teraz nie jest ważne. Nawet jakbym od początku miała być na l4, czego wcześniej bardzo chciałam uniknąć. Najważniejsze iść do celu i w końcu zobaczyć upragnione dwie krechy

Staram się nie myśleć o tym że nie możemy mieć dzieci naturalnie i nie przeżywać tego, że nasze małe szczęście nie zostanie poczęte naturalnie. Ani nie obarczać nikogo winą za tą sytuację. Na razie powiedzieliśmy o naszej decyzji 3 osobom (mama, bliska ciocia i przyjaciółka) i też otrzymaliśmy wiele dobrych słów i wsparcia
do teściów trzeba podejść ostrożnie bo po pierwsze są dużo bardziej konserwatywni i nawet nie wiem w sumie jakie mają zdanie na temat in vitro a po drugie nie chcę żeby mieli do siebie żal czy poczucie winy za to wnętrostwo. Tak się stało i trudno.
Ale tak się czasem zastanawiam, wiele naszych znajomych par miało dzieci dopiero jakiś czas po ślubie i nie wiemy u ilu to była świadoma decyzja a u ilu problemy i może kto wie, może na moim osiedlu czy wśród moich znajomych też jest ktoś kto ma dziecko z in vitro? Każda wizyta w klinice i ogromny ruch jaki tam panuje pokazuje mi, że to nie są jednostkowe problemy.
W domu atmosfera jest bardzo ok, poza tym że mąż rzuca palenie (znowu) i czasem zachowuje się gorzej niż ja kiedy mam pmsa, a teraz mam pmsa
to naprawdę złoty człowiek ale jak chce mu się palić to wychodzi z niego jego wredna strona. Ale co zrobię, ślubowałam na dobre i złe
ale zaraz idę na shopping ciuchowy, na wieczór mam plan wykorzystać to że jeszcze nie mam @ więc może będzie dobrze 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2015, 08:28
a tak wyglądaliśmy w 7 tyg (wg OM)
Będę dodawać zdjęcia co kilka tygodni żeby widzieć jak rośniemy 
Fajne wspomnienie w przyszłości
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2016, 17:07
5dc
Ta moja @ po raz kolejny jest tak intensywna, że nie ogarniam.. Nie umiem funkcjonować, najgorzej jest w pracy, po raz kolejny pożalę się profesorowi, ale wiem, że ten temat spychany jest na dalszy tor, ważniejszy jest temat starań.. jeszcze tylko 4 dni do wizyty, codziennie o niej myślę i codziennie wizualizuje sobie inny schemat działań.. Nie wiem co powie profesor, ale wolę mieć w głowie ułożony plan na każdą ewentualność.. Nie mówię G., że nie mogę uwolnić się od tematu wizyty, wolę żeby odpoczął sobie trochę psychicznie od tematu starań.. Też chciałabym mieć chociaż jeden dzień bez tej mojej analizy wewnętrznej, ale nie potrafię.. Boję się, że profesor znów mnie zaskoczy.. Nawet się już nastawiłam na długie L4 w pracy, w razie gdyby chciał zrobić laparoskopię, chociaż wiem, że to przekreśli mój awans.. Trudno, mam inne priorytety!
A w tematach innych to wpadła na mnie chyba jesienna aura, nic mi się nie chce, jest mi wiecznie zimno, uwielbiam wieczorem kocyk i kanapę.. Dzisiaj chciałam umyć kolejne okno, myję na raty co tydzień inne bo nienawidzę tego robić.. Mogę robić wszystko codziennie, ale nie zmywać naczynia i myć okna.. Poza tym wkurza mnie już nasz remont, wszystko rozwalone i się wlecze.. Końca nie widać, a bałagan mnie drażni.. Jutro pojedziemy odwiedzić moich rodziców bo rozmawiałam z mamą i jest jakaś przybita i chciałabym sprawdzić czy wszystko w porządku.. Poza tym wiem, że nasze wizyty zawsze poprawiają im humor:)
8dc 3cs
Mężuś w domu a żona cały weekend w pracy,
Ale jest dobra wiadomość!
Mąż zmienia znowu tryb pracy i będzie codziennie w domu! 
Cieszę się niezmiernie.
Dzisiaj mam dobry humor. Oglądałam wykresy na OVF i zaznaczyłam wiek 21 lat. Dostałam tak pozytywnego kopa, bo tyle ciążówek!
Kurcze, przecież jestem jeszcze taka młoda. Mam 21 lat. Nie ciąży nade mną jakaś presja wieku. Mam ustabilizowaną sytuację w domu i pracy. W przyszłym roku zaczynamy budować dom. Same pozytywy! Wszystko się ułoży!
Muszę myśleć pozytywnie! 
Mam strasznego PMS nie podchodźcie do mnie nie mówcie do mnie grrrry a do tego coś się popsuło z centralnym zimnica taka w chałupie że szok. Hydraulik nie odbiera dobrze że idę na nockę do pracy tam przynajmniej ciepło
W poniedziałek dzwoniłam do laboratorium dowiedzieć się co z resztą i jeden maluch nam odpadł
Przestał się rozwijać. Czyli zostały nam 3 balstusie na zimowisku. Trochę mnie podłamała ta wiadomość.
Zaraz po transferze byłam przekonana, że musi się udać, no bo dlaczego by nie? Ale z każdym kolejnym dniem coraz głośniejszy głos w mojej głowie się pojawiał, który mówiła, że nic z tego, nie uda się. Przecież cały czas mamy pod górkę. Najpierw diagnoza: wrogi śluz, potem zero poprawy po kuracji kondomowej, 3 nieudane IUI, więc dlaczego teraz miałoby się udać??
Dzisiaj jest 8dpt a ja mam ZERO objawów wskazujących na ciąże. NIC. Płakać mi się chce
Z tego stresu jedyny pożytek jest taki, że zaczęłam chudnąć
Lutinus działa na mnie jak środek nasenny od popołudnia jestem nie do życia i najchętniej cały czas bym spała.
Tak bardzo obawiałam się czekania na dzień testu, a teraz chciałabym to odwlec jak najbardziej w czasie, tak bardzo boje się tego bólu i rozczarowania...
No wreszcie mamy śluz kremowy no nareszcie totalnie kremowy. !
Zaczęłam brac luteinę. Nie mam zielonego pojęcia kiedy była owu także żyję w niepewności. Oczywiście i tak pewnie się nie udało więc ja sobie spokojnie czekam na @. Daje jej 2 tygodnie. Jak nie przyjdzie idę do gin. No ileż można czekać!
Naszło mnie dzisiaj na creme brulee
Na pewno zrobię! mam ochotę na to 
Wczoraj kupiłam sobie nestea tropikalną i coś mi nie smakowała... Hmmm... Dziwne... no ale ok.
Wczoraj już nie miałam czasu aby coś napisać. Nadrobię dziś 
Po wizycie u neurologa - jest OK. I chyba nie będę na siłę szukała nowego lekarza i rehabilitacji bo skoro USG główki wyszło w porządku, konsultacja z rehabilitantką też OK i wczorajsza wizyta u neurologa też dobrze to czas najwyższy uwierzyć, że jest DOBRZE a nie szukać dziury w całym.
Ogólnie pani dr wg. mnie dość "dziwna" - wczoraj miałam z nią styczność po raz pierwszy bo na pierwszej wizycie z Dominikiem był tata. Mimo wszystko praktycznie niczego się nie czepiała tylko w żartach się śmiała do Młodego, że mógł dłużej posiedzieć w brzuchu - marzenie. Co mi się spodobało to to, że sama od razu powiedziała, że Dominika oceniamy przez wiek korygowany - zdarza się, że nie każdy lekarz na to patrzy. No i tak : Domiś na pewno nie jest na etapie pół rocznego dziecka no ale nic dziwnego skoro urodził się prawie 2 i pół miesiąca przed terminem ale też nie jest aż tak w tyle. Wg. neurolog Dominik rozwija się jakby urodził się półtorej miesiąca wcześniej czyli na chwilę obecną jakby nadrobił już jeden miesiąc - cieszy mnie to ale wiadomo nie ma co szaleć bo z wcześniakami bywa różnie. Albo szybko goni i nadrabia, albo może przystopować albo nie daj Boże się cofać. Jednak póki co o tym nie myślimy i cieszymy się z tego co mamy i z Jego postępów 
Teraz kontrola 06.11.2015 - musi być dobrze 
Na chwilę obecną pozostają nam ćwiczenia w domku żeby młody zainteresował się nóżkami
chociaż z dnia na dzień widzę, że ta pupa idzie coraz wyżej
DAMY RADĘ 
A wczoraj stuknęło Nam już 5 lat od sakramentalnego TAK
- jak ten czas szybko mija

"Małżeństwo i rodzina są tylko i wyłącznie tym, co sami z nich czynimy."
Tacy byliśmy pięknie i młodzi - tego wyjątkowego dnia 

25t6d
Wieści z frontu są następujące:
- jestem po wizycie, na której została uspokojona, że ta moja krzywa cukrowa wcale nie jest taka tragiczna, ale ... na wszelki wypadek mam się przejść do internisty-diabetologa - niech on oceni fachowym okiem i mnie ostatecznie uspokoi
wizyta 13.10. W związku z tym, że jest to internista, ma jeszcze raz zerknąć na moje CRP, które nieustająco utrzymuje się na poziomie ok. 12-14 - i czy szukamy czegoś dalej czy przyjmujemy za normę;
- d-dimery mimo iż podwyższone mieszczą się w normie dla ciężarnych, więc stresu też się w tym temacie nie przewiduje 
- leżeć? owszem, sporo leżeć, żeby żylaki nie bolały, ale też trochę chodzić, żeby się nie zrobiła zakrzepica;
- możliwe, że w związku z tym, że Cyclo3Fort guzik daje i żylaki się w mega-tempie pogłębiają - głównie te na sromie (a na dodatek lek rozpierdziela mi żołądek) będzie chyba konieczność włączenia Clexane - no tak ... jeszcze zastrzyków w brzuch mi brakowało, nie?
no ale nic to ... powiedzmy, że liczyłam się z takim obrotem spraw;
- 13.10 - USG - niby to będzie już początek III trymestru, ale USG zwykłe, nie to takie trzeciotrymestralne - tamto zrobimy za kolejne kilka tygodni;
- mam skierowanie do szpitala celem konsultacji z patologiem ciąży; co prawda nadal nie padło magiczne słowo "cesarka", ale jakoś tak chyba wszystko jednak zmierza w jej kierunku; też powoli chyba zaczynam się z tym godzić.
Następna wizyta 16.10. Mam nadzieję, że tym razem nie będę musieć podnosić ciśnienia Pani Doktor
Bo dziś mnie słuchała niestety z niejakim przerażeniem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2015, 13:16
Tydzień 14(15) (13+4/14+0)
Skończyły się żarty
muszę ostro zabrać się za pakowanie, sprzątanie i ogólnie ogarnięcie przeprowadzki, więc nie martwcie się jeśli jakiś czas się będę się odzywała, oczywiście jak tylko będę mogła to napiszę chociaż jedno zdanie, że jest okej
Myślę, że do czwartku powinnam już siedzieć w domu i pachnieć 
Trochę ponarzekałam na swój brzuch i od wczoraj zauważyłam jak się powiększa, głównie jeszcze to widzę dopiero jak się położę, ale jednak! 
Moja teściowa na prawdę ma coś nie halo w głowie.
Wczoraj po podpisaniu umowy poprosiłam męża, żeby do Niej zadzwonił. Głównie po to, żeby spytać, kiedy Jego młodszy brat robi urodziny. Bo A. ma urodziny w czwartek a ja w sobotę.
No i dzwoni.
Mąż: Kiedy A. robi urodziny i czy w ogóle je robi?
T: W niedzielę jedenastego.
M: No to jak będziecie się wybierać w sobotę na kawę to nie na X tylko do Y na ulicę Z.
T: My sobie musimy i tak porozmawiać ale teraz nie mam czasu!!!
I rzuciła słuchawką ;]
Oczywiście woli wyjaśnienia X to ulica gdzie teraz jeszcze mieszkamy, Y to wioska do której się wyprowadzamy no i Z ulica tego domu.
Zadzwoniła potem jak mąż był w pracy. Te 'musimy sobie porozmawiać' odnosiło się do tego, że teściowa ma focha, że nie zadzwoniliśmy do siostry męża z życzeniami urodzinowymi.
Ja z nią nie gadam, bo i tak jak już pisałam do niej to nie raczyła odpisywać, nawet na sms z gratulacjami po urodzeniu Małej a mąż nikomu (no chyba, że na mój dosadny rozkaz) oprócz mi nie składa życzeń (taki typ ;p). W ogóle co ją obchodzi komu składamy albo komu nie?! I się znowu zastanawiam czy to ona zrobiła śledztwo kto złożył M. życzenia, czy sama M. się poskarżyła
Najlepsze i tak było potem.
Teściowa : A nowego adresu nie będę notować. Dopiero jak przyjedziecie osobiście to sobie go zapamiętam albo zanotuje.
Zostałam bez słowa jak mąż opowiadał mi to po przyjściu z pracy. I w dalszym ciągu nie wiem co to miało znaczyć. Niech się cieszy, że się dowiedziała w ogóle, bo miałam plan, żeby nic jej nie mówić i żeby dowiedziała się dopiero jak by w sobote przyjechała na stary adres i pocałowała by klamkę
taka fajna ze mnie synowa 
Dzisiaj dzień zaczął się od awantury z mężem. Skończyło się nad tym, że prawie cisnęłam miseczką, którą myłam o podłogę, taka byłam wściekła. Ledwo się powstrzymałam w ostatniej chwili i dobrze, bo bardzo tą miseczkę lubię. Ale chyba źle mi z oczu patrzyło, bo jak podniosłam tą miseczkę, to mąż aż odskoczył, chyba myślał, że to w niego ją zamierzam wycelować
Tak mnie to rozśmieszyło, że zaczęłam chichotać i się pogodziliśmy 
Zaraz zabieramy się za tapety w sypialni, niech nas wszyscy święci mają w opiece.
11dc
Ehh... tak jakoś chciałabym czuć się dobrze ale jakoś wola walki we mnie opadła. Jakieś takie zwątpienie mnie dopadło. I smutno mi 
Miałam dziś ochotę na małe sercowanko ale mój ślubny zmęczony poszedł spać. Nic mi się nie chce...
W czwartek monitoring. I boję się że się załamę jak usłyszę że cykl bezowulacyjny. Ja nie wiem. Jakaś załamka mnie dopadła 
Dziękuję kochane ciocie! Cała trójka mamy się dobrze. Pomagała dzisiaj w zmianie malusienkiej pieluszki synusia. Jest maleńki ale tak wierzgal nóżkami podczas zmiany ze aż niesamowite ze ma tyle siły. I stopki...ma identyczne jak mój mąż. Okrągłe nabite z bardzo wysokim podbiciem. Normalne miniaturki stoopek meża. Niesamowite.
A curusi jeszcze nie widziałam w całej okazałości bo jak przywieźli mnie do nich to była tuż po zmianie i nie chciałam jej budzić. Posiedzislam ok 1.5 g i widać ze malutka juz od teraz ma intensywne życie senne bo cały czas popiskiwala i ruszała brewkami oraz oczkami pod zamkniętymi powiekami.
Wszystko z nimi w porządku. Dostają tylko 21% procent tlenu bo więcej nie potrzebują. W inkubatorach mają cieplutko jak w terrarium.
Później napisze a także za jakiś czas będą foteczki. Hmm tylko jak je wstawić z kom. Hmm
A ja..boli boli boli. Ale pielęgniarki mówią ze jestem dzielna i jak terminator. Zwykle bardziej panika po cesarce. .no chyba ze wszystkim tak mówią 
Buziaki
No i kamienie z serca mi spadły... Słyszałam jak bije serdusio mojej fasolki.
Jestem mega szczęśliwa dzidziuś ma 0,98cm serduszko bije 149/min i ginek powiedział że wszystko jest w porządku. Kolejna wizyta za 2 tygodnie. 17 pazdziernika. Mam stos badan do zrobienia. I wtedy pan doktor zalozy mi karte ciazy
)))))
A tak wygląda moje szczęście

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2015, 19:33
Dziś miałam inseminację, poprzedzoną stresem o to, czy owulacja nie wystąpiła za szybko. Nastraszyłam lekarza, ale okazało się, że pęcherzyki jeszcze nie pękły, ale miało to nastąpić lada chwila. W lewym jajniku pęcherzyk miał 22 mm a w prawym 17. Nie wiem czemu lekarz powiedział, że prawy nie będzie brał udziału w inseminacji, chociaż mój prowadzący lekarz uważał, że oba się załapią. Trochę szkoda, bo dwie komórki to zawsze większe szanse, ale cichaczem liczę, że parę łobuzujących plemniczków zboczy z drogi i zacznie się zalecać do drugiej komóreczki;-) minus jest taki, że strasznie boli mnie brzuch i to od wczorajszego poranka, bez przerwy. Nie wiem, czy to przez owulkę, czy może zastrzyk. Teraz kolejne 14 dni oczekiwania przede mną, ale już się nie nakręcamy, żeby się nie rozczarować.
18 tydzień 4 dzień
Wyniki wymazów nadal mam nieprawidłowe. Aktualnie biorę antybiotyk wg antybiogramów i może w końcu pozbęde się bakterii.
Plamienia, skurcze na razie ustąpiły. Biorę przeciw skurczom masę leków, ale najważniejsze, że działają.
Na wizyty do szpitala ostatnio nie jeździłam. Lekarz zadecydował, że lepiej i bezpieczniej dla mnie będzie, jeśli póki wymazu prawidłowego mieć nie będę, będę leżała w domu. Że taka podróż 100km w jedną stronę i kolejne 100km z powrotem jest zbyt ryzykowna.
W tym tygodniu mój gin miał wolne i nie miałam kontrolowanej szyjki. Idę do niego we wtorek i bardzo obawiam się co mogę ujrzeć na usg.
19t6d
Po wizycie: w badaniu ginekologicznym szyjka wyglądała na skróconą, ale twardą i zamkniętą (na szczęście). USG wykazało 33 mm, więc nie jest źle - UF! Do tego lekarz stwierdził, że bardzo napina mi się brzuch (nie musiałam mu nawet tłumaczyć co się dzieje, bo na wizycie się napiął)
więc włączamy NO-SPĘ i magnez. Mam nadzieję, że będzie lepiej. Do tego dostałam żelazo na anemię.
Za to Nasz Synek...CUDO!!
jestem w nim zakochana po uszy!
A najważniejsze, że wszystko z nim w porządku
z mniejszym stresem pójdę w poniedziałek na prenatalne. Ruszał się słodko - nawet drapał się po uszku!
No i waży już 382 g!
Z pomiarów jak zwykle brzuszek największy
Kochane Moje Maleństwo
Już bym chciała go przytulić...ale niech siedzi grzecznie do lutego i aż tak się nie spieszy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2015, 15:35
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.