Teoretycznie rozpoczęłam dzisiaj 8 tydzień ciąży (plus minus 2 dni).
Mam wrażenie, że odkąd się dowiedziałam minęły lata świetlne, a to dopiero 2 tygodnie...
Mdłości dopadają mnie jedynie podczas jazdy samochodem. Zupełnie jakbym miała chorobę lokomocyjną. Zero wymiotów. Poza ogromną sennością i straszliwym zmęczeniem - czuję się bardzo dobrze 
Zrobiłam dzisiaj betę-HCG: 22713,00.
Czemu? - Żeby się trochę uspokoić, no i żeby mieć "świeży" wynik, bo jutro idę do mojego lekarza rodzinnego po L-4. Po pracy, ale idę. Nie potrafię pracować, jestem tak zmęczona, że ledwie ogarniam to, co mam zrobić. Moja praca to non stop przy komputerze.. nie ma zmiłuj się.. Dziesiątki maili, telefony, załatwiania, pisma.. Nie wyrabiam się. Postanowiłam odpocząć.
7dc
Wizyta już za dwa dni, a czas mi się wlecze jakby miała być za dwa miesiące przynajmniej.. Nie mogę się doczekać co też profesorek wymyśli..
I coś jest ze mną nie tak, ale nie potrafię sprecyzował co.. Od @ boli mnie odcinek lędźwiowy kręgosłupa, nie wiem dlaczego, mam tak pierwszy raz.. Może to przez to, że ostatnio miałam więcej siedzącej pracy, ale zaczyna mnie to już drażnić.. Ćwiczyłam, ale nie przeszło.. Czuję mega spięte mięśnie.. Zastanawiałam się nawet nad masażem, ale to niestety kosztuje, a przez remont i nieplanowaną naprawę samochodu kolejny ciężki miesiąc.. I ta senność, kanapa i kocyk, które cały czas za mną chodzą tez mnie zastanawia.. Postanowiłam, że przy następnych badaniach krwi zrobię morfologię i żelazo, może znów anemia się pogłębia, a jak to nie to zgonie na jesienna aurę
W pracy trochę się wkurzyłam bo zlecili mi opiekę nad kolejnym projektem.. Projektem którym nie powinnam zajmować się sama, ale cóż już tak bywa, że wiedzą, że zrobię to porządnie dlatego wciskają mi, bo wiedzą, że maja z głowy a ja z chęcią zostanę po godzinach bo już taka głupia jestem.. Ale postanowiłam, że przydzielę obowiązki innym współpracownikom.. Nie będę głupia zamęczać sama siebie.. Okaże się czy mi to wyjdzie:)
13 dtp, beta spada 24,30, leki odstawiam, czekam na krwawicę.

Dziewczyny jeszcze raz dziękuję 
Khalan co do mrożenia to dobry pomysł, dzięki
w przyszłości chcielibyśmy więcej niż jedno dziecko więc dobrze będzie w coś takiego zainwestować. Pewnie nie będziemy tego robić już teraz ale w niedługim czasie na pewno to przedyskutujemy. Co do suplementów to wiem, że cudów nie uczynią, ale na pewno nie zaszkodzą. Wątpię, żeby lekarz miał przepisać coś mężowi innego bo raczej się nie nastawiamy na poprawę. Jądra są uszkodzone od zawsze i wątpię, że jakieś leczenie im pomoże 
Niestety w naszym Macierzyństwie już nie ma miejsc. Ale nie marnowałam czasu i już mam zaklepaną wizytę w Artvimedzie, bo tam miejsca jeszcze są. Co prawda dopiero na 21.10 i ta pierwsza wizyta nie będzie jeszcze kwalifikacyjną, ale pani mnie uspokoiła, że wtedy wystarczy
od razu po wyjściu z gabinetu zrobię tam komplet badań jakie zleci mi lekarz i umówimy się na następną wizytę, już tą kwalifikacyjną
wcześniej tylko chcę zrobić amh bo pewnie będzie potrzebne i nie chcę czekać na wynik. Liczę, że tydzień, góra dwa od tej pierwszej wizyty pojedziemy na następną.
Małż też chodzi napalony
powiedział, że zrobi wszystko żeby mieć wolne i jechac ze mną jakby on też miał jeszcze robić jakieś badania, to żeby je zrobił od razu i żeby nie przedłużac
Wizja że będziemy mieli szansę na fasolkę w ciągu może już najbliższych miesięcy daje nam mega kopa
Mam nadzieję, że kariotypy będziemy robić już po klasyfikacji bo na to czeka się długo
Ważne jest dla nas żeby załapac się jeszcze do programu, a jak potem trzeba będzie czekac to już trudno
będziemy już spać spokojnie 
Teściów reakcji jakoś bardzo się nie boję. Wiem, że nas nie wyklną ani w żaden sposób nie potępią. Bardziej chyba chodzi o to, że z nimi mamy kontakt poprawny i miły ale niezbyt intymny. Ale kiedyś ten temat pewnie prędzej czy później wyjdzie i przed nimi nie będziemy robić tajemnicy.
Dzisiaj 29dc, brzuch już boli małpowo, więc pewnie przez noc przyjdzie. Ale w tym miesiącu nie miałam żadnych plamień więc kto wie, może była owulacja i organizm zachowuje się hmmm...normalnie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2015, 21:33
W środę będzie tydzień po terminie porodu a tu nic! Trochę mnie to już stresuje ...
https://www.google.pl/url?sa=t&source=web&rct=j&url=http://www.mz.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0003/5619/12program_leczenienieplodnosci_20032013.pdf&ved=0CDsQFjABahUKEwiNp5WQwJTIAhWBqnIKHRjvCok&usg=AFQjCNECmLicUKTNv0NOJafVs1hvFMCzbQ
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2015, 16:51
Na noc lutka może za wcześnie?
39 dc
Progesteron 32,61
Faza lutealna.
I teraz bądź człowieku mądry... za ile ma przyjść @, jakie mam szanse na ciążę?
Podbrzusze boli, jajniki bolą jak cholera, śluz kremowy... nic nie wiem znaczy wiem już troszeczkę więcej niż ostatnio
pozostaje mi czekać
8 tydz., 5 dz.
No i sie porobiło
Dzwonili z kliniki,ze mam jakaś poważna infekcje pęcherza i zalecili przyjmowanie antybiotyku przez kolejne 10 dni! A obiecywałam sobie,ze przez cała ciaze nie wezmę nawet jednej tabletki, chodźby nawet nie wiem jak bolało... Ale w tym przypadku chodzi nie o mnie a o malucha. Lekarstwo to poprostu lepsze zło.
Postanowiłam sporządzić listę żywności absolutnie nie nadającej sie do jedzenia (przynajmniej w ostatnich tygodniach):
- chińszczyzna!
- sos pomidorowy w kazdej postaci! Nawet ten na pizzy!
- sos bbq oraz wszelkie mięsa bbq!
- pene ze szpinakiem!
- sosy sałatkowe typu vinegret!
- ogórki kiszone i kapusta kiszona!
- zupki "chińskie"!
Pewnie pozniej jeszcze dopisze pare rzeczy, chociaż bardzo bym nie chciała...
Test zrobiony-tak jak się spodziewałam negatywny. Wychodzi na to, że lekarz się jednak pomylił mówiąc mi, że w 10dc byłam już po owulacji. Niepokoi mnie to trochę w perspektywie prowadzenia mnie dalej przez niego, ale nic spokojnie czekam jak @ pojawi się we właściwym terminie i pojadę na monitoring. Wynikiem testu nie jestem zaskoczona więc uczucie rozczarowania też nie jest duże i nie będę tu się rozczulać. Siedzę i piję poranną wodę z cytryną, obok kot, który dał nam w nocy popalić, bo wolał miałczeć i się bawić myszką niż spać.. nerwa miałam strasznego na "nią", ale w sumie jak będziemy mieli dziecko to też raczej nie pośpimy
I tą pozytywną wizją zaczynam dzień 
Witam się w 25 dc. 
Czekam na @, nie ma juz nadziei w tym cyklu. Noo, może co chwilę pojawia się myśl, że to jeszcze nie koniec, że przecież tempka nie spadła do linii niższych temperatur, ale od 3 dni sukcesywnie, regularnie do niej się zbliża, więc próbuję się przed tą złudną nadzieją bronić. Test zrobiony dziś - miał być w sobotę, nie wytrzymałam. Wiem, wiem, mogło być za wcześnie, ale niestety moje ciało wysyła mi regularnie sygnały, że jednak to nie mój czas. Trudno.
Powiem Wam, że nawet nie liczyłam, że cokolwiek na teście zobaczę. Obudziłam się o 6, jak zmierzyłam temperaturę to wiedziałam, że nic ztego. Poszłam, nasikałam na test i czekam. JEDNA kreska - ok, nic się nie zmieniło. Trudno. Było trochę żal, ale spodziewałam się tego.
Jednak naprawdę przykro zrobiło mi się wtedy, kiedy zobaczyłam, jak mężowi jest smutno. Wróciłam z lazienki, a on zapytał, czy robilam test. Potwierdziłam. A on tylko mnie przytulił i nie odezwał się już więcej, ale te jego oczy, takie smutne.. Wiedział, jaki jest wynik, bo przecież gdyby się udało, to nie leżałabym tak spokojnie, tylko skakała po całym mieszkaniu i sąsiadow pobudziła.
Wtedy coś we mnie pękło. Rozpłakałam się jak mażłe dziecko, że znowu go zawiodłam. Powiedziałam mu, że jeśli chce mnie zostawić, to zrozumiem, bo każdy ma prawo do szczęścia i założenia rodziny, a jak widać, ze mną nie będzie to takie łatwe, o ile wogóle możliwe. A on odpowiedział, że już jesteśmy rodziną, a małżeństwo jest od tego, żeby się wspierać, a nie uciekać przy pierwszych problemach.
Niby to wszystko wiedziałam, ale jak to usłyszałam z jego ust, to kamień spadł mi z serca. Bo naprawdę bałam się, że ma tego już dosyć, że nie mogę dać mu dziecka i że znajdzie sobie prawdziwą kobietę, która z tym problemu mieć nie będzie.
Pisząc to, znowu łzy cisną mi się do oczu, ale bardziej ze szczęścia.
MAM NAJLEPSZEGO MĘŻA NA ŚWIECIE !

5 tydzień 6 dzień, wstałam dzisiaj lewą nogą i wszystko mnie wkurza.. objawów brak!
Ciąża rozpoczęta 8 września 2015
Powtórzyłam dzisiaj betę według instrukcji no i jest 286,02
Progesteron powyżej 40
Chyba jest dobrze?
Powiedziałam też mamie, a w weekend powiemy teściom, bo się do nich wybieramy. Rodzeństwo też zostanie wtajemniczone, bo wiem, że nam kibicują. Reszta rodziny dowie się później, znacznie później, jak już będziemy pewniejsi. Wizyta w klinice i pewnie pierwsze usg - 16.10. Nie dociera to jeszcze do mnie... Serio się udało? Jestem w ciąży?
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2015, 21:25
8 tydzień
7t+4d
Dzisiaj pojechałam zrobić badania. Mam nadzieję że wszystkie wyjdą dobrze. O dziwo w nocy nie budziłam się na siusu więc powinno być ok. Tyle krwi mi wyciągnęła że masakra ale dałam radę.
Ach te mdłości czasem wcale ich nie mam, czasem leciutkie a czasem tak mnie przetarga że sił nie mam. Ale wszystko zniosę dla maluszka.
Wczoraj wygoniłam do piwnicy mojego mężusia po słój ogórów kwaszonych. zjadłam chyba ze 3 - ale mi było dobrze... mmmmm...
Kurcze ale kicham, mam nadzieję że to nie żadne przeziębienie
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2015, 08:20
Wczoraj sie mocno rozkleilam.
Bolal mnie brzuch jak na @ i chyba odreagowalam wizyte w domu. Przyjechala kuzykna z malutkim synkiem.
Dobrze sie czulam z rodzina psychicznie, potrzymalam mlodego miesieczniaka na rekach i nie czulam zadnych wewnetrznych smutkow... chyba ukrylam swoje emocje gleboko i wyszly wczoraj w calej okazalosci.
Jak wszystkie wiemy najgorszy czas oczekiwania leku i nadziei jest na kilka dni przed @
Ja wariuje wewnetrznie, uspokajam sie ale i tak nie mysle o niczym innym.
Tysiac mysli. Przyjdzie czy nie przyjdzie. Ja nie robie testow, robilam moze 2 x w zyciu. Negativ
Mysle o moim wykresie, mam przeblyski nadziei ale zastanawiam sie dlaczego nie mam sluzu w drugiej fazie, niby taka madra jestem a nie wiem.
Czy brak sluzu w 2 fazie jest powodem do niepokoju? Widze ze dziewczyny maja kremowy, szczegolnie te z zielona kropka na koncu. Hmm
Dzisiaj wizyta u lekarza, nasza pierwsza. 6 tydzień 2 dzień, mam nadzieje, że maluszek będzie ładnie siedział w brzuszku i ładnie będzie pikać serduszko. Trochę zaczynam się stresować, niecierpliwić...
8 dpt
Zaczynają mnie dopadać negatywne myśli... Staram się je odgonić, ale one ciągle wracają. Słyszę taki głosik w mojej głowie, który ciągle powtarza - że to za proste by tak od razu się udało.
No i nie wiem co zrobić z betą i lekami. Teoretycznie powinnam betę zrobić w poniedziałek (14 dpt), ale... leki mi się kończą w sobotę. Więc betę musiałabym najpóźniej zrobić w czwartek - 10 dpt (na piątek będzie wynik),ale boję się, że to za wcześnie.
Zresztą same te leki też mnie wkurzają. Ja wiem, że dopochwowo najlepiej się wchłania, ale kurczę żeby się wchłaniać muszą w środku zostać. A nie że biorę rano i w ciągu dnia biorę tabletki a potem ich część razem z podpaską wywalam... Boje się, że to może zaszkodzić...
Ale przede wszystkim boje się, że się jednak nie udało... Nie wiem co zrobię, gdy zobaczę ujemny wynik... Po prostu nie wiem...
6 DPO... Ale teraz już negatywne- nawet ten cień cienia się nie pokazuje. I nie mogę przestać o tym myśleć, bo to byłaby piękna wpadka. Wpadka która o dziwo wywołała moją radość...

Jeśli mój cykl działa jak przed ciążą, a chyba ta bo ma tą samą długość, to to byłby około 6dpo. Dziś jest 10 dpo i nawet cienia nie ma. A dlaczego zatestowałam? Bo nam się zapomniało troszkę. Był wyjazd, ognisko, wino i tak wyszło. A to był sam środek cyklu, dokładnie ten dzień cyklu w którym udało się z Juniorem...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2015, 11:55
I mamy październik. Na forum wydłuża się lista dzieciaczków, które już wyszły z brzuszka. Ciekawe kiedy na mnie przyjdzie czas?
Póki co nic na to nie wskazuje.
Moja noc dziś beznadziejna. Nie dość, że późno poszłam spać, to od 4 nie śpię
Trochę poleżałam w łóżku, trochę pochodziłam po domu, a w ostateczności włączyłam tv i udało się na chwilę zasnąć. Jakieś 15 minut, bo później mąż wstawał do pracy, a zapomniał sobie budzik przestawić i rano musiał zwiększyć obroty, a co za tym idzie - hałasował tak, że martwy by się obudził. Mam nadzieję, że przy dziecku nauczy się troszkę ciszej poruszać po domu.
Wczoraj w końcu odebrałam swoją paczkę z Polski. Miała dojść w piątek, kurier do mnie dzwonił i wszystko mu wytłumaczyłam (a dojazd do mnie jest banalnie prosty) i nie dojechał. Zadzwoniłam do oddziału i pani powiedziała, że kurier przywiezie (chciałam jechać odebrać w punkcie albo coś, ale było to niemożliwe). W poniedziałek poczekałam do 11, po czym zadzwoniłam do tego kuriera i ze swoim przygotowanym monologiem mu wyjechałam. Niestety nie było szansy dokończyć, bo się dziad rozłączył! A jak próbowałam jeszcze raz, to nie odbierał.
Poprosiłam brata, żeby mi zadzwonił i się zapytał co z tą moją paczką czy jedzie do mnie czy nie i okazało się, że mam sobie ją odebrać w sortowni (30km ode mnie). Mąż musiał wcześniej wrócić z pracy, żeby zdążyć. Pytam na tej sortowni dlaczego nie było kuriera w piątek, to mi powiedziała, że jest wpisane, że mnie nie zastał. A ja mu specjalnie mówiłam, że cały dzień jestem w domu i będę czekać! A jak zapytałam dlaczego w poniedziałek nie była podjęta kolejna próba doręczenia, to mi powiedziała, że musiałabym sobie zamówić dostawę. No już nie miałam sił się wygadywać... Pani przywiozła paczkę, ja pokazałam swój dowód i tu kolejny problem. Nazwisko się nie zgadza!!! Mój wielce uzdolniony brat zapomniał, że od ponad dwóch lat nie mam takiego nazwiska jak on. Pani zdezorientowana, a ja bliska zwałowi. Mówię jej, że przecież adres i numer telefonu się zgadza. Coś posprawdzała i ostatecznie dała mi tę paczkę.
Mam już wszystko z wyprawki - pewnie się okaże, że tak mi się tylko wydaje, ale luz. Nie żyję gdzieś w dzikim kraju, żebym nie mogła w razie W dokupić.
Czekam jeszcze na wózek, który ma być w tym tygodniu.
Mężu powiedział szefowi, że jedzie po rzeczy dla dziecka, na co jego szef wypalił, że czemu nie mówił, że on ma po swoich pełno rzeczy i że jak chce, to może przyjść i sobie wybrać. No ciekawe czy to tylko takie gadanie, czy faktycznie chce coś dać...bo z niego to też niezły zbieracz ;] Muszę wysłać męża na przeszpiegi i może coś fajnego znajdzie
6+2
Z wrażenia zapomniałam napisać, że wizyta przebiegła bez żadnych problemów. Lekarz, którego wybrałam okazał się bardzo miły i rzeczowy. Wszystko bardzo dokładnie mi tłumaczył i pokazywał na ekranie. Dokładnie tak, na ekranie, bo z kijanką wszystko jest w porządku. W macicy jest pęcherzyk ciążowy 1,20cm, a sam zarodek 0,33cm miał już pikające serduszko. Lekarz pokazał mi kursorem myszki miejsce, w którym ten mały cud migał. Kamień spadł mi z serca. Plamieniami mam się w ogóle nie przejmować, lekarz potwierdził to, co czytałam wcześniej. Mianowicie są częste na tym etapie ciąży, a ich sprawcą najprawdopodobniej jest rozrastająca się macica.
Mam już założoną kartę ciąży. Co mnie zdziwiło, bo słyszałam, że wielu lekarzy zakłada dopiero w późniejszych tygodniach. Dostałam też całą serię skierowań na badania, które powinnam zrobić do 10 tygodnia. Za dwa dni, w piątek jedziemy na tygodniowy urlop do lasu, więc zajmę się tym po powrocie.
Jestem ogromnie szczęśliwa 
Mam zdjęcia z usg, na których jest zaznaczony ten maleńki cud natury 
W ogóle mam bardzo dobre samopoczucie. Ciągle czuję jak mnie coś kłuje i ciągnie w podbrzuszu. Oczywiście co chwilę jestem śpiąca, ale mdłości odczuwam bardzo lekkie. Czasem zanim zjem, a częściej zaraz po jedzeniu. Na szczęście nie chce mi się wymiotować. Kto wie, może mnie ominie 
Mówiłam już, że jestem szczęśliwa? 
Teraz tylko zastanawiam się jak ugryźć terminarz wizyt wliczając w to umówienie się w październiku na badanie NIFTY pro.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.