Ciąża zakończona 23 listopada 2020
WYPRAWKA 
To już mam:
chusteczki do pupy
termometr kąpielowy
pieluchy tetrowe 20szt
nozyczki do paznokci
proszek do prania
termometr strzelajacy
szczotka do włosów
pieluchy flanelowe 10szt
cerata
kocyk 1x
Butelki (mala i duża)
wycior do butelek
pudełeczko na smoczek
Łańcuszek na smoczek
smoczek (4szt)
pokrowiec na butelki
gruszka do nosa
smoczek zamykacz uspokajacz
oktanisept do pępka
talk kosmetyczny
myjka
szafka na ciuszki
wkładki laktacyjne
Podkłady poporodowe
laktator





To musze kupic:
WÓZEK 3w1
Parasolka do wózka
Moskitiera
WANIENKA
oliwka dla niemowląt
Pieluchy jednorazowe
plyn do płukania
ŁÓŻECZKO
pościel 2x
prześcieradlo z gumka (2zt)
kołderka/kocyk
Materac
kocyk 4szt
podgrzewacz
krem do buzi na zime
linomag do pupy (maść)
mydlo bądź cos do mycia
skrzynia na zabawki
fotel
lezaczek/bujaczek
4 reczniki
sól fizjologiczna
stanik do karminia 4szt
koszula nocna do karmienia 4szt
herbarka koprowa
płatki kosmetyczne
rumianek
sol morska/maść majerankowa
Torba do szpitala:
Koszula lupoline- 89,00 zł
Biustonosz do karmienia lupoline- 60,00 zł x 2szt
Pas ściągający- 50 zł
Podpaski-
Podkłady-
Herbatka latacyjna-
Chusteczki nawilżone-
Krem na rozstępy-
Mini szampony i żel-
Szczotka-
Woda-
Na soczewki coś-
Ładowarka do telefonu-
Laktator- 150 zł
Skarpetki
Szlafrok- 70 zł
Dziwią pracowity dzień, ale w lekkim dołku, bo wczoraj w domu problemy z teściami... Ale damy chyba jakoś radę. Od kilku dni czuję takie ciągnięcia w dole brzucha, bardzo dziwne uczucie, nigdy do tej pory takich nie miałam. Pierwszy raz tez temperatura skoczyła mi aż do 37, nawet w drugiej fazie cyklu. Ale nie chcę sie niepotrzebnie nakręcać, jeszcze pare w dni cierpliwości i wszystko sie okaże.
dzis mijaja 4tygodnie kiedy uslyszalam wyrok, kiedy dowiedzialam sie o chorobach mojego synka,
wydaje mi sie jakby to bylo dawno temu,
ale nadal bardzo cierpie, nie rozumiem dlaczego tak musze cierpiec?
przeciez tak o siebie dbalam
30 tc (29t6d)
Jestesmy w Szwecji.
Ojciec S po zawale, matka sie "zle czuje", a siostra "zajmuje dzieckiem"... Wiec cala robota z wyprowadzka na glowie mojej i S. Co to kuzwa za rodzina, w ktorej nikt nikomu bezinteresownie nie pomoze, a jak rodzice zaprosili nas raz na kolacje do siebie, to S sie czul zobowiazany zamowic stolik do restauracji na drugi dzien, bo jeszcze pomysla ze ich objadamy... Paranoja! U nas w domu tak nie bedzie... Ale... No wlasnie. Usilowalam delikatnie wyjasnic S, ze jego rodzinka to troche takie pasozyty - jak sa u nas - ja dwoje sie i troje zeby spedzili super czas, gotuje, organizuje im czas... Wiem, ze jest mu przykro, ze nie lubie jego rodziny, ale trudno - musi sie obudzic. Dzis mi juz empatii braklo, po tym jak mama S zadzwonila, ze znow nie przyjedzie pomoc w przenoszeniu rzeczy do piwnicy babci, bo boli ja glowa!! I jak chcemy auto - zebysmy podjechali metrem to nam je pozyczy na pol dnia (potem jest umowiona ze znajoma). S to przyjal na klate i stwierdzil, ze biedna mama i tata, zle sie czuja... A ja sie wscieklam - i zaprotestowalam. Dodam tylko, ze jego mama w ogole nie pracuje, nie gotuje, nie sprzata - ta kobieta chyba nic nie robi poza czytaniem ksiazek (ma doktorat z literatury) i spotykaniem podobnych kolezanek... Powiedzialam S, ze skoro dla niego wszystko jest ok z jego rodzicami, to niech sobie tym razem sam radzi, sam prowadzi auto, sam pakuje wszystkie rzeczy do srodka, sam sie przenosi. Ja mam juz dosc zmartwien w Luksemburgu i tez zle sie czuje. Tak wiec zostalam sama w mieszkaniu, a S pojechal (po raz pierwszy samodzielnie) samochodem... Nie denerwuje sie - to nie nasz samochod. Zaraz zrobie sobie kawke i bede sie relaksowac na balkonie 
Nie ma to jak matka-Polka. Doceniam moja kochana mamusie, ktora sie o nas martwi, pomaga finansowo jak tylko moze, wspiera duchowo i juz zapowiedziala, ze jak przyjedzie do nas w styczniu - wlacza sie w akcje remont (jesli oczywiscie rozwiazemy problem z domem...)
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2015, 14:55
Poszłam dziś odebrać resztę leków. I bardzo się zdziwiłam, bo za Clostilbegyt i Ovitrelle zapłaciłam tylko 135 zł. A jak moja gin sprawdzała cenę w necie to za sam Ovi powinnam dać ok 190 zł. Ale faktycznie jak sprawdziłam dziś w necie to ceny wahają się od 70 - 190 zł za jedną ampułko-strzykawkę. Miałam szczęście 
Drugi dzień z rzędu wolne. Jutro idę do pracy a potem 3 dni wolnego. Jak ja kocham moja pracę
Mój J. tylko się wścieka na mnie, że mam tyle wolnego. Hehe
Ale za to zrobię mu dziś pyszniutką kolację jak wróci do domu z pracy. Jeszcze nic konkretnego nie wymyśliłam, ale mówił coś ostatnio o zapiekance ziemniaczanej, więc może to 
A to mój zapasik na najbliższy czas... Poopisywane żebym nic nie pomyliła póki nie wejdzie mi to w nawyk 

---
Ok lecę po zakupy
a potem do kuchni. Kupię też czerwone winko do kolacji
Szkoda tylko, że nie poprzytulamy się dzisiaj, a taka by była idealna okazja
No nic jeszcze do jutra musimy wytrzymać. Jutro J. zrobi te badania i wreszcie sobie odbijemy tą abstynencję. Jakoś mi znowu libido skoczyło, bo przytulałabym się non stop :p nie wiem o co chodzi normalnie 
W sobotę zaczynam brać Dupka i odliczanie do kolejnego cyklu. Oby był lepszy niż ten i wszystkie poprzednie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2015, 16:45
No i niestety znowu sie nie udało...
Co robimy żle... Już nie wiem jak opisać to jak bardzo chcemy zostać rodzicami, tak bardzo pragne dzieciątka. Oczywiście nie podamy się będziemy dalej sie starac. A już myślałąm ze sie udało i znowu wielkie rozczarowanie,smutek,żal...
A może wyczaruję sobie dziecko? Ciągle ludzie mi mówią, że jestem czarownicą bo mam przeczucia, czasami sny które się sprawdzają. A październik to chyba dobry czas na takie czary. Co prawda nie mam wielkiego gara ani czarnego kota ale coś się zmajstruje.
Potrzebne składniki:
1. drożne jajowody - u mnie są i to świeżo przetkane
2. owulacja - zbliża się wielkimi krokami, dzisiaj zaopatrzyłam się w testy
3. chęci - są!
4. wspomagacze - u mnie ziołowy wspomagacz ojca klimuszki, który wymaga wiary
, olej z nasion wiesiołka
5. dobry czas - no kurcze lepszy być nie mógł, w tym cyklu i do końca roku jestem idealnie zgrana z fazami księżyca
6. wiara - jest ale bez straszliwego napalania się (taaaa...za każdym razem tak mówię)
7. relax - dopiero co wróciłam z wakacji i jeszcze do końca przyszłego tygodnia mam l4, lepiej być nie mogło.
Coś jeszcze?
Czary mary, hokus pokus niech się dzieje!
BYĆ MATKĄ ANIOŁA...
Dziś jest 15 października.. Dzień Dziecka Utraconego.. Idziemy dziś z Panem S na cmentarz.. Niestety Marysia nie ma grobu, nie wiedziałam że można się starać o pochówek dla tak małego dziecka. Ale jest grób siostry Pana S także Marysi i Mojej mamy.. O 19 zapalimy znicze, dzięki temu na całym świecie przez całą dobę będzie świeciło się światełko dla Wszystkich Aniołków.. Proszę pomódlcie się dziś za Aniołki i ich rodziny.. I także za Marysie..
Nie jest łatwo być Mamą Anioła.. Nie tylko psychicznie, bo to jest oczywiste jak strata dziecka boli, ale także fizycznie. Dziś dowiedziałam się o kolejnej torbieli, robią się one coraz częściej, jest ich coraz więcej. Mój ginekolog uważa że jestem cierpliwa i że muszę to przeczekać bo to przez to że się wszystko goi po poronieniu i łyżeczkowaniu... Ale on nie ma racji, nie jestem cierpliwa. Przy nim tak, no przecież nie rozpłaczę się w gabinecie. Ale gdy wracam do domu nie mam siły i kilka kolejnych godzin spędzam zwinięta w kłębek w łóżku wylewając morze łez..
Dzięki dziewczyny za wsparcie jeszcze raz 
Dzisiaj faktycznie jest już lepiej
staram się nie dopuszczać do siebie złych myśli. Teraz mamy już wszystkie badania, które mielismy zrobić przed tą wizytą. Niemało się ich nazbierało! Jesteśmy przebadani na kiłę, chlamydię, hiv, hcv, hbs i sama nie wiem co jeszcze. Grupa krwi też zrobiona, chociaż oboje oddawaliśmy krew
ale musi być wynik z laboratorium. Ja dodatkowo w 3dc zrobiłam estradiol, fsh i lh. Niestety estradiol trochę za niski a stosunek lh/fsh dość wysoki, bo prawie 3
Ale nie martwię się tym jakoś szczególnie bo dla mnie to po prostu potwierdzenie pcos, co na dzień dzisiejszy i tak nie ma szczególnego znaczenia. Na szczęście AMH bardzo ładne, bo 9
i tu nie ma żadnych przeciwwskazań do in vitro
Dzisiaj rano byłam tez u swojego gina, wypisał mi taką jakby historię leczenia i powiedział, że trzyma za nas kciuki gorąco, a na końcu pożegnałam go słowami, że mam nadzieję, że się szybko zobaczymy 
Ogólnie nastawienie mam bardzo pozytywne, ale liczę się z tym, że w najbliższą środę nie zostaniemy zakwalifikowani, bo będzie nam jednak jakiegoś badania brakowało albo po prostu skończą się miejsca. W takiej sytuacji zapiszemy się na jakąś listę rezerwowych i cała sprawa się odwlecze zanim rozpoczną jakiś nowy program albo my odłożymy pieniądze. Ale staram się nie podchodzić do tego jak do sprawy życia i śmierci i czekać cierpliwie na rozwój wydarzeń.
Ciesze się, że wśród czytanych przeze mnie pamiętników kolejna zielona kropka
Jenny gratuluję jeszcze raz!! 
Mam nadzieję, że prędko złożę też gratulacje innym dziewczynom 
Śniło mi się, że wykryto u mnie jakieś markery nowotworowe czy coś i musiałam zacząć brać lek i brać go przez 3 miesiące, a że wpływać miał na organizm, to przez te 3 miesiące i 1 miesiąc po skończeniu nie mogłam pozwolić sobie zajść w ciążę... 
Aha no i wychodziło na to, że będę mogła starać się w grudniu dopiero...
Bać się czy olać? 
33 tc (32+4)
Mój mały uparciuch przekręcił się głowa do góry. Do tego jest z niego niezła kluseczka. I jest wysoko. Pani doktor straszy cc 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2017, 14:05
Dziś Dzień Dziecka Utraconego 
Pamiętam o Was moje Aniołki ❤
17dc 6dpo
Od kilku dni mnie mdli, ale to nie jest to:) powodem jest to, że chyba mój organizm postanowił pozbierać tłuszczyk na zimę, nie potrafię powstrzymać się od jedzenia.. Dzisiaj nawet upiekłam ptysie.. Generalnie nie umiem piec i zawsze coś zepsuje, tym razem też tak było.. Nie wiem co zrobiłam źle, ale wszystkie spaliły się od spodu.. I żeby nie wyrzucać wszystkich przekroiłam je na pół i składałam ptysia z dwóch gór:) he he, G. nic nie powiem, może nie pozna.. Ale żeby nie było, że to koniec, chciałam zrobić wypełnienie ptysiów śmietanka + mascarpone, koleżanka takie robi, pyyyyycha.. I co wyszło u mnie.. masło, jakieś takie rzadkie, ale masło.. Chyba za długo ubijałam:( wyrzuciłam i ubiłam jeszcze raz, tym razem dobrze..
objawów brak.. Tylko przez chwilę ból miesiączkowy.. hmm trochę szybko:(
I jeszcze sprawa do Was.. Odebrałam dzisiaj wyniki przeciwciał anty HBs.. Mam 555 czyli reaktywne.. Dobrze rozumiem, że szczepionka na żółtaczkę nadal działa?
Znalezione gdzies na forum:
"na płodność mężczyzny najlepiej jeść: orzechy brazylijskie, fasolę, pestki dyni, owoce morza, chude mięso, ryby, wątróbka, jajka, czarne porzeczki, cytrusy, maliny, truskawki, chrzan, brukselka, brokuł, jarmuż, papryka, agrest, dziką różę."
dla mojego kochanego Ksawierka w dniu jego święta [*]
kocham Cię bardzo mocno i tak mi przykro ze Ciebie nie ma z nami, ze nie moglam ci dac zdrowego i szczesliwego zycia
dla wszystkich aniołków [*]
Zebrałam się 
WITAM WSZYSTKIE MOJE MYSZKI!! 
Napiszę w skrócie o tym co przeszliśmy przez te 3 miesiące nieobecności.
Oczywiście wizyty. Ja u ginekolożki - już chyba 3 razy miałam ją zmienić bo wróżka powiedziała że widzi lekarza i blondyna przy mnie
Na początku tamtego miesiąca, zaraz po miesiączce poszłam u siebie na USG jamy brzusznej bo miałam z tamtego roku skierowanie od nefrologa. Mamy takiego młodego cudownego przystojnego lekarza. Dokładnie zrobił mi to usg, wraz z jajnikami ( bo wspomniałam o tym że się staramy) Powiedział że widzi już duży pęcherzyk ale ultrosonografiści określają to jako torbiel - tak mi później tłumaczyła ginka. Na przedostatniej wizycie u niej wyszło że jednak to torbiel! Nie było owulacji, nie pęknął! A mi żal było chodzić do niej po to żeby sprawdzić czy pęknął. Wyszłam wtedy z płaczem od niej. Powiedziała że w kolejnym cyklu musimy sprawdzać czy pęknie. No trudno... Po jakimś czasie się uspokoiłam.
Mąż chodził do androloga. Dostał od niego suplement za 180 zł! No ale kupił, miesiąc pił i wykonał badania hormonów, które zlecił. No i do powtórki badanie nasienia. Prolaktyna wyszła podwyższona! Kolejna kłoda pod nogi. Ale może dlatego się nie udaje? Był już u endokrynologa, dostał bromergon i ma wykonać badania.
Na mojej wizycie okazało się że pęcherzyk pęknął i zapewne pekają ale raz w roku zdarza się że nie pęka. Standardowo kazała przyjść między 10-12 dc żeby sprawdzic jak rośnie. Dała receptę no CLO i duphaston. Ale zobaczyłam dopiero po wyjściu. Wspomniałam jej o wymazach które obiecała na początku jak planowałyśmy co będziemy po kolei robić. Po 6 cyklach miała być przerwa i wymazy. A ona zdziwiona że 6 cykl będzie? Nie! właśnie się kończy. A no to na następnej wizycie mam jej przypomnieć na początku zanim zrobi usg. No ale clo mam dalej brać.
W duszy pomyślałam że nie będę brać i nie wiem czy dalej będę do niej chodzić. Może na te wymazy pójdę. Już znalazłam nowego ginekologa. A tu okazało się że się udało!! Napisałam maila do niej. Odczułam w tym co pisała że też się cieszy. Wizytę mam 23.10 na 17:10.
Modlę się aby wszystko było ok - MUSI BYĆ!
Do tej pory robiłam 2 bety
pierwsza 12.10 -137,70
druga 14.10 -370.
W końcu zaczyna się do nas uśmiechać szczęście 
dziękuję Tato i św. Dominiku! 
P.S Dalej nie wierzę, chyba dopiero po pierwszej wizycie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2015, 19:04
29. doba życia Maliny.
Awans z noworodka na niemowlaka!!!
Blondyneczka między 3 a 17 listopada przytyła 550 g, co jest nawet większą masą niż normy, ale w tą stronę lepiej niż gdyby miała przybrać za mało. We wtorek, czyli w 24. dobie życia ważyła 3920 g. Mleko idzie też we włosy, urosły znacznie!!!
Momentami jest ciężko. Zaliczamy mniejsze/większe wpadki. Np. zapomnieliśmy podnieść pałąk w foteliku. Dwukrotnie. Zdarzyła się noc, że nie słyszałam Maliny. Mężuś mnie budził na karmienie, to on ją słyszał. Wtedy przystawiała się do piersi co godzinę. Co godzinę. Zmęczenie zwyciężyło. Przesikała pieluchę. Dwukrotnie. Nie wiem, ile płakała, aż ją usłyszeliśmy. Zdarza się, że myślę sobie, że ją zawodzę.
Jednego dnia Mężuś nastawił wyparzanie butelki (dostała kilka razy moje odciągnięte mleko z butelki) i przyszedł do nas się położyć. My zaliczałyśmy popołudniową drzemkę. Obudził nas swąd plastiku. Oboje byliśmy tak zmęczeni, że zapomnieliśmy o wyparzaniu, woda odparowała i plastik zaczął się przypalać.
Zdarza się czasem, że prześpi nocą prawie 5 godzin!!! A zdarza się, że ma tak silną potrzebę ssania, że po 1,5 godzinie ssania ma 30 minut przerwy i kolejną godzinę ssania. Rzadko ma problemy z brzuszkiem. Jeśli tak się zdarza pomaga masaż, ciepło na brzuszek (termofor, woda, ciepła koszulka, nasze ręce). Uwielbia się kąpać, osiąga wtedy taki błogostan!!! Śpi z nami. Kilka nocy przespała w swoim łóżeczku. Ale raz chyba po prostu ją przeniosłam, bo się stęskniłam. Kolejnej nocy budzę się, a dziecko w łóżku, na co Mężuś oświadczył, że zatęsknił za córką i ją do nas przeniósł. A potem pobudki na karmienie sprawiły, że wolę ją mieć u nas niż w jej łóżeczku (łóżeczko jest oddalone od naszego o pół metra). Ona też lepiej śpi u nas – mniej się wierci, mniej mruczy. Drzemki dzienne zalicza w swoim łóżeczku. Albo na nas. Nosimy się w chuście, gdyż momentami ręce mi odpadały. Rozumiem brak możliwości odłożenia do łóżeczka, ale Malina nie dawała się nawet przejąć w ręce Mężusia. Dlatego się chustujemy. Repertuar min ma szeroki. Wielopieluchowanie nie wychodzi – niestety na wkładach naturalnych ma odczucie mokra i jej to bardzo przeszkadza. Natomiast wkłady sztuczne powodują gigantyczne odparzenia. Nie pomagały maści, mąka ziemniaczana ani wietrzenie. Pomogło odstawienie sztucznych wkładów. Poza tym nie sprawdziły nam się pajacyki. Jej jest ciągle gorąco. W mieszkaniu obniżyliśmy temperaturę z 22 stopni na 20 stopni. I zazwyczaj śmiga w body z długim rękawem i skarpetkach. Skarpetki często są ściągnięte magicznie po drzemce. Tak też śpi. Jedynie po kąpieli zakładamy jej czapeczkę i jakieś spodenki/półśpiochy. Miała spać w śpiworku. Kilka nocy tak przespała, aż się zorientowaliśmy, że mimo posiadania przestrzeni na nogi w tym śpiworku, mam jej ewidentnie za mało. Potem więc testowaliśmy spanie w body i pajacyku. 3 noce. Też coś było nie w porządku. Ostatecznie stanęło na body i skarpetkach.
Nauczyłyśmy się też karmić na leżąco, przez pewien okres czasu bulwersowała się przy tym. Położna środowiskowa nam pomogła i naprawdę karmienie na leżąco zmienia nocne spojrzenie na rodzicielstwo. Warto próbować i ćwiczyć i nie poddawać się.
Urosła mocno odkąd się urodziła. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Potrafi skupić wzrok, wodzić oczkami. Rośnie. Jest przekochana, przecudna, najlepsza, najważniejsza. Jest nie tylko Złotowłosą, ale także Złotym dzieckiem. Momentami płaczę, bo za szybko rośnie, bo zaraz będzie pisać maturę, bo nigdy nie wiadomo, która noc w łóżku z nami będzie tą ostatnią, bo nie wiadomo, który przytulas będzie ostatnim, bo zacznie sprowadzać chłopaków do domu i przestaniemy być dla niej ważni. Bo jest symbolem tego, że umieramy. Ona rośnie, a my zmierzamy w jedną stronę. Hormony, hormony, hormony. Ehhh.
Mam potrzebę czasem pobyć samej, w związku z tym Mężuś wysyła mnie na spacery. Praktycznie codziennie po 15-30 minut samej. Pierwszy taki spacer po 2 tygodniach był cudowny. Usłyszałam syreny wozów strażackich. I to było takie piękne. Nie, że się coś pali. Absolutnie nie. Ale dźwięk inny niż dźwięki wydawane przez własne dziecko. Cały czas sobie myślę, że to nie jest normalne, że raczej powinnam czuć potrzebę bycia z Nią cały czas i lęk w przypadku rozstania na chwilę. Lęku nie czuję, bo zostaje ze swoim Tatulkiem. Czuję radość, że mogę wyjść. Coś jest nie tak dostrojone w mojej głowie. Zwalam to w znacznej części na karmienie piersią. Wychodzi już lepiej, ale dalej uważam, że jest to podstawowa przeszkoda (i w sumie jedyna) do zbudowania prawidłowej relacji z dzieckiem. Na początku przeogromny ból i poranione brodawki, konieczność ich leczenia. Potem ciągłe wiszenie na piersi. Teorię znam. Wiem, że noworodki tak muszą, że małe żołądki, że potrzeba bliskości, że trzeba sobie piersi wysterować na większą produkcję mleka w kolejnym dniu, że to okres rozkręcania się laktacji, więc tak ma prawo być. Tyle, że w praktyce przy kolosalnym zmęczeniu, zapomina się o tym, a pierwsze, co się przypomina, jak ona się przystawiała „zaraz zacznie boleć”, „ałaaaaa”, „dlaczego nie śpisz?”, „proszę śpij, daj i mi pospać”, „przecież dopiero skończyłaś 1,5 godzinną sesję spożywczą?! Jeszcze chcesz?”, „dlaczego się bulwersujesz, dlaczego nie chcesz jeść, dlaczego się przystawiasz i odstawiasz?”. W ciągu dnia, po w miarę w porządku nocy (około 3 godzin nieprzerwanego snu razy dwa), jestem w stanie do niej pięknie mówić w trakcie karmienia piersią. Ale noce są kosmicznie trudne. Gdyby nie Mężuś, nie dałabym rady. On za to, ma w sobie tyle spokoju, tyle dobra wobec Maliny, tyle miłości i zwykłej sympatii („Wiesz, poza tym, że ją strasznie kocham, to najzwyczajniej w świecie – lubię ją”). A ja przez to diabelnie trudne karmienie piersią, bolące brodawki, wiszenie na piersi – jak tylko się odstawi – to potrzebuję chwili dla siebie. Zmiany pozycji, pospacerowania po mieszkaniu, prysznica (nie takiego 3 minutowego, ale takiego 10 minutowego), wymiany wkładki, położenia kompresów na piersi, zjedzenia czegoś przy stole (a nie w łóżku), umycia zębów lub uczesania włosów. I korzystam z tego czasu. A Mężuś wtedy się tuli z córką. Myślę, naprawdę myślę, że pod sufitem jest niedobrze. Poza tym nie lubię być uklejona od mleka, nie lubię, gdy ze mnie kapie mleko (a jak wietrzyć biust, jak ciągle kapie? nie mam ochoty ciągle chodzić w muszlach laktacyjnych lub wkładkach). W tym tygodniu czeka nas wizyta u fizjoterapeuty (taka profilaktyczna jedynie) oraz pierwsza samodzielna noc. Mężuś wyjeżdża do pracy na dwa dni z noclegiem w pracy właśnie. Do tej pory jeździł na jeden dzień i wracał na noc. Boję się tej nocy, jak dam radę.
No i może pytanie do bardziej doświadczonych – jak i kiedy wypracować rutynę dnia? Tyle się oczytałam, że dzieci lubią rutynę, że powinien być określony rytm dnia. Ale jak go wypracować, jak ona ma nieregularne drzemki, karmienia wychodzą różnie i dość trudno ustalić sztywną godzinę spaceru czy kąpieli. Kilkukrotnie kąpaliśmy ją przed południem, bo miała akurat długie momenty aktywności, a kilkukrotnie wieczorami. Spacery zaliczaliśmy również wieczorne, jak się okazywało, że przed południem wcale nie spała. Łatwiej mi ją zapakować do wózka, jak śpi niż jak jest aktywna. Wyjdzie samo w praniu?
![]()
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.