28t1d - bo już po północy 
Opanowało mnie właśnie jakieś szaleństwo zakupowe - tzn. na razie sprawdzania, na której stronie które produkty są najtańsze:
- przewijak
- rożek
- materac do łóżeczka
- podkłady poporodowe
- podkłady higieniczne
- majtki poporodowe
- Sudocrem
- chusteczki nawilżane
- pieluchy
- wkładki laktacyjne
- proszki do prania
i inne tego typu popierdółki.
Siedzę i notuję jak głupia, żeby czasem parę groszy nie przepłacić (ach, ta sknerska natura
) A wszystko przez to, że dziś pojawiły mi się pierwsze kropelki siary (w ciąży z S. mleko miałam dopiero po porodzie), więc doznałam naprawdę ogromnego szoku.
No to chyba zakupy jednak będę robić wcześniej niż planowałam, a przynajmniej nabyć pilnie powinnam laktacyjne wkładki i miękki biustonosz do spania, aaaaaaa!!! 
11 tydzień 2 dzień ciąży 
28% ciąży 
Do trzeciej wizyty i USG genetycznego zostało: 10 dni 
Witamy się w 12 tygodniu 
Kochani ale ten czas leci, dawno nie pisałam bo nic nowego ostatnio u mnie się nie dzieję, dużo nauki z córką mam także popołudnia spędzamy nad książkami, tu jeszcze sprzątanie, gotowanie i brakuje czasu na pisanie 
U nas wszystko ok, brzuszek rośnie, mam nadzieję, że i moje maleństwo też. Do wizyty zostało nam już tylko 10dni.
W tym tygodniu powinni montować Wikuni nagrobek, jest to dla mnie mocne przeżycie. Cieszę się bo wkońcu będzie miała swój zasłużony domek, ale zarazem jest mi przykro, że jej tutaj nie ma ze mną
Często zdarzają mi się takie chwile zadumy kiedy czuje że bardzo mi jej brak. Teraz pojawiały by się u niej pierwsze ząbki, zaczynała by siedzieć. Najpiękniejsze chwile ale cóż Bóg zdecydował inaczej. Teraz mam nadzieję, że uzna że zasłużyłam na moje maleństwo, które noszę pod serduszkiem i będzie nas prowadził w radości aż do Maja albo Kwietnia 2016 
Życzę wszystkim miłego dnia 
Zaczynam pracę więc biorę się do roboty bo planuje wziąć L4 i chce mieć całą robotę skończoną. W pracy jeszcze nie powiedziałam o ciąży, choć coraz częściej o tym myśle, bo jakoś to L4 muszę dać, nie dam go tak poprostu bo to będzie chamskie. Choć i tak nikt nie myśli o moich uczuciach w tej firmie, to ja też powinnam się tak samo zachować, jednak jestem bardzo uczuciową osobą i nie potrafie tak poprostu odejść a i tak wiem że tu nie wrócę bo u Nas powrotów z macierzyńskiego nie ma, chyba że ktoś zaciąży a to raczej nie możliwe 
To maluszek w 12 tygodniu ciąży :

Dziecko to jakcudowniejszy dar jaki moglismy dostac od życia. Boże dziękuję za ten malenki ale jakze ogromny cud który nosze pod sercem. 
Wczorajszy dzień, 12 dc, był dziwny.
Od rana lekko bolało mnie podbrzusze, trochę jak na okres, pod wieczór ból nasilił się i pojawiło się brązowe plamienie. 4 dni po inseminacji, no trochę za wcześnie na zagnieżdżenie się zarodka, nie mam zielonego pojęcia co to mogło być. Trochę przeraziłam się, ale dzisiejszy dzień na razie zaczął się dobrze. Zobaczę jak sytuacja rozwinie się w ciągu dnia i najwyżej pójdę do lekarza.
dzis chcialam zrobić rano test, ale nie zdazylam bo juz dostalam @.
Podsumowujac to cykl trwał 31 dni co by oznaczało ze faza lutealna miała okolo 9-11 dni (nie wiem kiedy miałam owulke)ten cykl był dziwny, temp skakala jak głupia aż wykres nie potrafił dobrze wyznaczyć owulki.
Nowy cykl, jedziemy dalej. Teraz czekamy na koniec @, umawiam się do gin i zobaczymy czy polip się wchłonął przy @. Dalej juz gin wie co robic 
No i miały być takie starania,a tu wczoraj jak mi łupło coś w odcinku szyjnym tak wyłam z bólu. Serio. Łzy mi leciały same:/ Akurat skończyłam sprzątać ,wyprostowałam się, a właściwie chciałam... i jakby tego było mało ,męża nie było i nie odbierał przez prawie godzinę! Jak zobaczył 7 nieodebranych połączeń to zaraz był w domu. Zastanawiałam się czy jechać na pogotowie,ale zaraz sobie wyobraziłam jak to będzie wyglądać i że pewnie rtg będą chcieli zrobić,zastrzyk przeciwbólowy albo coś,a mi się przecież jakimś cudem może syn zagnieżdżać!Choć w sumie nie wiem czy ta owulka była bo już mi drugi raz zmienia kreskę,a wg mnie jeśli już to sobota była dniem owulacji...
Co do pleców dziś jest albo ciut lepiej albo przyzwyczaiłam się do bólu. Co ja wczoraj nie cudowałam,żeby przeszło. Najpierw mąż masował,później był gorący prysznic,dalej plaster rozgrzewający,potem prądy i lampa,a na koniec lód
W sumie "masaż" męża chyba najbardziej pomagał. Dzisiaj muszę poszukać kogoś kto mnie porządnie wymasuje,tylko nie wiem gdzie i kto tak z marszu mnie przyjmie:/ Miałam nie iść do pracy,ale spróbuje najwyżej wrócę do domu.
W zeszła niedzielę miałam mega ból brzucha i biegunkę po jabłku,w tą paraliż,aż strach pomyśleć co będzie w kolejną...
Mój chytry plan ziściłam wczoraj.
Pojechałam sobie późnym popołudniem do szpitala na oddział położniczo-ginekologiczny i nakłamałam " troszkę", że mnie boli tu i ówdzie.
I tym sposobem mam zrobioną świeżą morfologię, CRP, badanie moczu, zaliczony fotelik i usg a nawet BETA+HCG (hi,hi,hi). Oczywiście co? - sznur pereł znowu. Żeby to szlag jasny trafił. Do tego jeszcze zapalenie pęcherza. Czy ja już tam nigdy nic nie wyhoduje?
Pan doktor spytał mnie czy biorę metforminę i czy miałam robioną krzywą cukrzycową? Zdziwił się bardzo, że nie i powiedział, że on by szedł w tym kierunku. Jak napomknęłam, że mój lekarz prowadzący kazał mi namyślać się nad laparo to nic mi nie odpowiedział.
Tak sobie od wczoraj myślę czy by tej krzywej jeszcze nie zrobić do piątku, co by pokazać mojemu doktorkowi na wizycie. Chyba mnie nie pokrzyczy, że sama wymyślam badania, co?
Żeby do tego doszło, że człowiek musi nazmyślać, żeby mu badania poroblil.
Kiedyś jak się wybrałam do gin na NFZ to tylko usłyszałam, że mam poszukać kliniki leczenia niepłodności. Masakra nawet lekarz nie spróbował zajrzeć na podstawowe badania. To jest już chore, przecież płace składki i co nie należy mi się raz w roku komplet podstawowych badań. A najlepiej im później zjechać pacjenta: Co Pan/Pani tyle czasu robił/a?. Dlaczego się Pan/pani wcześniej nie zgłosił/a do lekarza?
Krew mnie zalewa!
Wracając jeszcze do wczoraj.
Jak sobie tak siedziałam na korytarzu i czekałam na wyniki to czułam się jakaś nadzwyczaj spokojna, zrelaksowana. Patrzyłam na wielkie brzuszyska chodzące koło mnie ale bez jakiejkolwiek iskierki zazdrości (co mnie bardzo zdziwiło). Bardziej to myślałam o tych dziewczynach, że już im pewnie bardzo ciężko i że już na pewno chciałyby być ze swoimi maluszkami w domu.
Może mi tego spokoju było trzeba?
Mój chytry plan ziściłam wczoraj.
Pojechałam sobie późnym popołudniem do szpitala na oddział położniczo-ginekologiczny i nakłamałam " troszkę", że mnie boli tu i ówdzie.
I tym sposobem mam zrobioną świeżą morfologię, CRP, badanie moczu, zaliczony fotelik i usg a nawet BETA+HCG (hi,hi,hi). Oczywiście co? - sznur pereł znowu. Żeby to szlag jasny trafił. Do tego jeszcze zapalenie pęcherza. Czy ja już tam nigdy nic nie wyhoduje?
Pan doktor spytał mnie czy biorę metforminę i czy miałam robioną krzywą cukrzycową? Zdziwił się bardzo, że nie i powiedział, że on by szedł w tym kierunku. Jak napomknęłam, że mój lekarz prowadzący kazał mi namyślać się nad laparo to nic mi nie odpowiedział.
Tak sobie od wczoraj myślę czy by tej krzywej jeszcze nie zrobić do piątku, co by pokazać mojemu doktorkowi na wizycie. Chyba mnie nie pokrzyczy, że sama wymyślam badania, co?
Żeby do tego doszło, że człowiek musi nazmyślać, żeby mu badania poroblil.
Kiedyś jak się wybrałam do gin na NFZ to tylko usłyszałam, że mam poszukać kliniki leczenia niepłodności. Masakra nawet lekarz nie spróbował zajrzeć na podstawowe badania. To jest już chore, przecież płace składki i co nie należy mi się raz w roku komplet podstawowych badań. A najlepiej im później zjechać pacjenta: Co Pan/Pani tyle czasu robił/a?. Dlaczego się Pan/pani wcześniej nie zgłosił/a do lekarza?
Krew mnie zalewa!
Wracając jeszcze do wczoraj.
Jak sobie tak siedziałam na korytarzu i czekałam na wyniki to czułam się jakaś nadzwyczaj spokojna, zrelaksowana. Patrzyłam na wielkie brzuszyska chodzące koło mnie ale bez jakiejkolwiek iskierki zazdrości (co mnie bardzo zdziwiło). Bardziej to myślałam o tych dziewczynach, że już im pewnie bardzo ciężko i że już na pewno chciałyby być ze swoimi maluszkami w domu.
Może mi tego spokoju było trzeba?
Dziś dalszy ciąg plamień, bardzo delikatnych, jeszcze nie boli brzuch, a bolał zawsze. Ale nie robię sobie nadziei, @ się rozkręca po prostu i jak nie dziś, to jutro (czyli terminowo) będzie.
Snowhite - jeszcze nie robiliśmy badań, idę do gina 2 listopada i się okaże, co mi powie - miałam taką nadzieję, że już w ciąży będę idąc na wizytę, no ale nic z tego 
Adin - ja się na pewno nie poddam, chociaż jest to na prawdę dołujące doświadczenie.
26dc. W ostatnie dwa cykle właśnie 26 dnia cyklu dostałam okres. I też już 3 dni wcześniej miałam bóle miesiączkowe. Teraz nic. I wiadomo już jest iskierka nadziei. Dodatkowo od kilku dni nie mam ochoty na kawę... a ja tak ją uwielbiam. Czekam do jutra.
Obroniona na 4
achhh jak dobrze! Mgr
a oto wyniki badań
estradiol 183,80 pg/ml normy
faza foli 12,4-233
faza owu 41,0-398
faza lutealne 22,3-341
po meno <5-138
I trym 1454-3242
progesteron 17,46 ng/ml
f. pecherzykowa 0,2-1,5
f. owulacyjna 0.8-3.0
f lut 1,7-27
po przekwitania 0,1-0,8
chyba dobrze?
Dziekuje wszystkim dziewczynom, które za mnie kciuki trzymały:)
Mężczyzna po 2,5 pobycie na statku powrócił.Teraz czekam na miesiączkę,w międzyczasie T wykona ponowne badania nasienia.Bardzo jestem ciekawa czy po prawie 3 miesięcznym okresie suplementacji coś się poprawiło.Może w najbliższy piątek będziemy coś wiedzieli.To będą ostatnie cykle przed moimi 40 urodzinami:).T pozostaje w domu do stycznia.Mamy 3 cykle starań.Zobaczymy co z tego w ogóle wyjdzie.Jednego dnia jestem pełna entuzjazmu i chęci,nastepnego obaw i tak w kółko.u mnie wszystko jak w kalejdoskopie:)
Z nowym 23 tygodniem się ogarniam 
Tak sobie postanowiłam :
- nie siać paniki i przyjmować wszystko ze spokojem, tylko jak ten spokój u siebie wypracować?
- nie zagłębiać się we wszystkie bolączki swojego organizmu, tu mnie kuje, tam mnie strzyka, w końcu to normalne, dwie istoty noszę w sobie
- ograniczyć się ciut z jedzeniem i słodyczami, mama wczoraj powiedziała, że od tyłu się roztyłam, dostałam pleców i tyłka 
- w końcu odważyć się kupić coś maluchom, także dziś mam zamiar poczynić pierwsze zakupy internetowe
A niech się dzieje wola Nieba... co ma być to będzie.
Aha i jakby ktoś chciał małego pieska, oddajemy za darmo
Nasz rudzielec wstrętny poszedł w długą i przyniósł nam dobytek w postaci 5 kulek. Coś czuję, że tego rudziaszka mąż zostawi już tak przepowiada. Cała ferajna przebywa w garażu i piszczy jak szalona. Oj mamy się z nimi, mamy... ale jest fajnie
Przynajmniej coś się dzieje. A tu na pamiątkę wklejam sobie fotkę :

Wczoraj imieniny u babci... jak to u babci, jedzenie jak z bajki 
Plany na dzisiejszy dzień... planów brak, pogoda pochmurna, czyli zaleganie z mężem na kanapie, czytanie i nic nierobienie.
Co robi mój mąż... dostał wytyczne... kupić to, załatwić tamto, przywieźć nową dostawę książek
Kochany jest!
juz 3 tygodnie minelo od urodzenia aniołka Ksawierka,
jak ten czas leci, ale cierpienie nie maleje,
wczoraj znowu mialam dosc swojego zycia, znowu przestalam wierzyc w cokolwiek,
zreszta bardzo czesto nie mam juz marzen, bo po co marzyc? zeby znowu cierpiec?
lepiej nie miec wogole marzen,
kiedys mialam duzo marzen planow, ostatnio o nich sobie przypomnialam przez miejsca w ktorych bylam,
pamietam jak planowalam gdzie pojedziemy na wakacje z synkiem itp
pamietam jak jeszcze niedawno bylam taka szczesliwa jak nigdy w calym moim zyciu,
a szczescie zamienilo sie w bol, smutek i cierpienie
Z monitoringu w tym cyklu dupa blada... Gin wyjeżdza, i mówi, że w terminie w którym będzie dostępny nie ma sensu monitorować, bo będzie za wcześnie lub za późno.. Rozważam wypad do innego gina, od tak żeby chociaż zobaczyć co tam się dzieje...
EDIT#1 - Wizyta w piątek na 16:00.udalo się załatwić w sąsiednim mieście
Viva Medicover!
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2015, 15:44
39+3
Jest przełom.
Wczoraj na papierze znalazłam kawałek czopa zabarwionego na brunatny kolor. A tak ok 23 pojawiły się pierwsze skurcze. Przyznam szczerze, że czekałam na jakiekolwiek objawy zbliżającego się porodu, ale te skurcze jednak nie należą do zbyt przyjemnych. Da się wytrzymać, ale boję się co będzie później. Są w różnych odstępach czasu - 10-45 minut. Noc kiepsko przespana chociaż między 1:30 a 5:30 spałam nieprzerwanie. Mąż też już w pełnej gotowości. Śpi czujnie, sprawdza czy mu się telefon nie wyciszył, czy jest naładowany, jak tylko słyszy, że mnie coś boli to mówi, że może już trzeba dzwonić i jechać do szpitala. Uspakajam go, choć sama się trochę boję, że będę zbyt długo czekać (do szpitala mam zadzwonić i przyjechać jak skurcze będą co 3-4 minuty przez minimum godzinę). Do tego obchodzi się ze mną jak z jajkiem, wczoraj przed północą jeszcze wysprzątał całkowicie kuchnię, bo jakbyśmy przypadkiem jechali do szpitala, to żeby było czyściutko...
Ja siebie samą wczoraj mniej więcej przygotowałam pod względem technicznym - kąpiel, depilacja i te sprawy
Jeszcze muszę zrobić przegląd swojej torby, bo pakowałam ją dość dawno - upewnić się, że mam wszystko i ogólnie poukładać tak, żebym wiedziała co gdzie jest.
Ach w weekend odwiedziliśmy nasze rodzinne, kochane Świętokrzyskie. Jak ja uwielbiam tam wracać i żałuję, że tak rzadko teraz przyjeżdżamy. Niestety nie bardzo mamy kiedy. Praca, praca, praca...
Ale wracając do weekendu. Mimo fatalnej pogody było świetnie
Spotkaliśmy się ze znajomymi, z którymi nie widzieliśmy się kilka miesięcy. Ich mała rośnie jak na drożdżach
Niestety trochę się pochorowała, ale przy takiej pogodzie i ilości latających w powietrzu wirusów, kto by nie chorował. Ja też w tym sezonie już leżałam w łóżku i łykałam aspirynkę.
Poza tym odwiedziliśmy też cmentarze, bo na pewno nie wracamy na Wszystkich Świętych. Te tłumy przewalające się przez Polskę, masakra przy parkowaniu przy cmentarzach - nie ;p Ale bardzo możliwe, że pojedziemy też za tydzień, bo większość naszych znajomych w tym czasie się zjeżdża, więc może szykuje się jakieś większe wyjście do knajpki 
Wreszcie udało mi się też zmienić okulary. Najwyższa pora, bo ostatni raz u okulisty byłam 4 lata temu.
Dzięki aktywnemu weekendowi udało mi się zbytnio nie myśleć o tym całym staraniu się. Zaczęłam już brać Duphaston, więc za ok 8 dni powinna przyjść @ i zacznie się kolejny cykl. Już nie mogę się doczekać, żeby zacząć brać Clostilbegyt
Mam taką ogromną nadzieję, że któryś z moich jajników zareaguje na stymulację... No dobra, ale nie będę się nakręcać, bo obiecałam sobie, że do następnego cyklu podejdę na luzie 
31 tc (30t3d)
Tesc po raz drugi wyladowal w szpitalu ze stanem przedzawalowym. Kurcze, to wszystko jest tak bardzo skomplikowane. Facet ma 62 lata, chodzi na silownie, jezdzi na rowerze, uprawia sport. Je zdrowo, nie pali, nie naduzywa alkoholu. Skad ten wczesniejszy zawal i teraz znow problemy? Jedyne wyjasnienie jest takie, ze to problemy genetyczne - dziadek S zmarl na zawal, ale on nie przyjmowal nawet lekow na zdiagnozowane nadcisnienie... Wlasciwie stad ten zdrowy styl zycia jego ojca - zawsze sie bal, ze czeka go to samo... I co? I mimo stylu zycia lepszego od mojego S - przeszedl juz zawal i teraz stan przedzawalowy pare dni pozniej... Na dodatek widzimy z S, ze psychika mu siadla, facet sie po prostu boi o swoje zycie, co jeszcze pogarsza ten jego stan. I oczywiscie stan mojego S, widze jak sie martwi, choc nic nie mowi by mnie nie stresowac... Kuzwa. Jakbysmy mieli za malo problemow na juz do rozwiazania...
Niecierpie pazdziernika. Dokladnie 5 lat temu w pazdzierniku zmarl moj kochany dziadek, nieoczekiwanie. Teraz te problemy z domem i z ojcem S. Bo o prozaicznych rzeczach typu cukrzyca ciazowa i krotka szyjka juz nawet nie wspominam... Buuuu...
Och mialam zrobione chyba wszystko ale..... 4 lata temu.
Postanowilam przejrzec moja dokumentacje medyczna.
HSG niedrozny lewy jajowod.
Laparoskopia koagulacja malych ognisk endometriozy, podobno podczas lapa jajowod byl drozny (?!)
4 inseminacje stymulowane bez skutku tzn stymulacja i ovu jest. Ciazy brak.
Zawsze plyn w zatoce douglasa
Niedoczynnosc tarczycy, TSH ok 1,2
USG z marca bardzo dobre.
Monitoring ok, rosnie peka
Dwa razy w zyciu wykonalam test ciazowy. Ujemny.
Z ta wiedza lekarz w klinice bocian zalecil ivf
Tu w obcym kraju nie bardzo wiem jak wyglada proces leczenia i co nam tu zaproponuja.
Tak czy inaczej poklady nadziei zostawiam do czasu invitro i tyle.
Po tym cyklu nie obiecuje sobie zbyt wiele bo jak jajowod jest niedrozny to wiadomo.
Moje samopoczucie dobilo do normy wzglednego wewnetrznego smutku.
Ja siebie teraz na nowo odkrywam piszac pamietnik. Nie pomyslalabym wczesniej ze az taka duza czesc mnie i mojego czasu poswiecona jest na rozmyslania i emocje zwiazane z nieplodnoscia.
Ostatnio nie mam ochoty nic tu pisac, bo i co.
Mam dwa zycia. Jedno wspaniale z cudownym partnerem u boku i drugie wewnetrzne raczej zrezygnowane i smutne zabarwione tesknota za macierzynstwem. Tak mam ten smutek oswojony, ze nawet nie umiem okreslic jego skali.
Te dwa moje zycia sie przeplataja, ale nie chce za bardzo zameczac meza zebysmy oboje nie popadli w dol, lub co gorsze zeby "starania" nie kladly sie ciemnym cieniem na nasz seks.
Do tego doszlo w poprzednim moim zwiazku i to bylo straszne.
Wydawalo mi sie ze jestem bardziej pozytywnie nastawiona do swiata, chyba udaje w codziennym zyciu czy jak. Sama juz nie rozumiem.
Normalnie jestem wesola zywotna aktywna, a tu jak by mnie ktos odmienil.
Same smutne depresyjne mysli, nie poznaje siebie ale pozwalam temu plynac. Moze musze ten smutek w taki sposob z siebie wyrzucac?
Jak sie probuje rozmawiac z ludzmi to kazdy - spoko glowa dogory, nie martw sie, bedzie dobrze i takie tam frazesy.
Moze i one dzialaja ale nie na mnie. Maratonczyk w nieplodnosci. Zbyt wiele razy doznalam zawodu zeby tak latwo sie nabrac na to pozytywne myslenie.
A z drugiej strony doskonale wiem ze pozytywne myslenie i wizualizacja daja dobre efekty nie tylko psychologiczne.
Wkurwia mnie ta moja sprzecznosc. I bardzo chce i bardzo w to malo wierze i mam nadzieje zawsze i nie pozwalam sobie jej miec.
Psycholog potrzebny, wiem. Jednak tu sie z zadnym nie dogadam.
Operacyjnie jestem przygotowana jak tylko moge, mentalnie kompletna rozsypka. Hilfe!
To co zdiagnozowalam sie i teraz przechodze do leczenia 
Faster EFT
Oj nazbieralismy duuuzo aroni. Bedie winko jak ta lala.
Oj pomaga pamietnik pomaga. I Wy dziewczyny pomagacie 
Jakby to kto poczytal to wyglada na dwubiegunowke.... Hahahhaa nie nie psychiatra powiedziala ze ze mna ok. Hahahha
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2015, 12:02
Nie wiem czy była owulacja czy nie, zazwyczaj w dniu owulacji mocno boli mnie ktoryś jajnik. Zaraz zrobię test owu, w czwartek kreska była ciemniejsza niż w piątek 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.