32 TC ( 31t2d)

Dzięki Kochane za miłe słowa i komplemenciochy :)

Wtorkowe zajęcia w szkole rodzenia były fajowe :) Położna przyniosła takie fajne bobasy, wielkości mniej więcej 3-mc dziecka i " uczyłyśmy się " przystawiać je do piersi. Pokazywała nam różne sposoby - klasyczny, krzyżowy ( przydaje się kiedy maluch opycha się od piersi i robi tzw. dzięciołka) spod pachy, a także na leżąco. Mówiła o diecie mamy karmiącej, aby nie przesadzać z ograniczaniem jedzenia, bo przecież dzieci wszystkie smaki znają już z czasu ciąży, aby powstrzymać się tylko od smażonego i potraw wzdymających, oraz czekolady a nie jeść kilogramami nabiału czy orzechów (to pierwsze z uwagi na możliwą nietolerancję laktozy a to drugie ze względu na ewentualne uczulenie) Przy czym stwierdziła, że prawie 90 % noworodków rodzi się z taką nietolerancją, tylko uaktywnia się ona u niektórych. Do końca nigdy nie wiadomo... Co tam jeszcze byłoooo... o minimalnym czasie karmienia 15 min po to by dziecko skosztowało każdego rodzaju naszego mleczka ( przez pierwsze 5 minut jest bardzo wodniste, potem leci takie z ogromną ilością przeciwciał a na końcu tłuste i sycące) hehe jak to p. Jola mówi te 15 min pozwala aby maluch się napił soczku, zjadł zupkę i drugie danie" A maksymalnie karmić do 40 min w systemie co 2,5-3h czyli tak samo jak proponuje moja ulubiona ostatnio autorka książek dziecięcych Tracy Hogg. Mówiła tez co robić kiedy maluch przysypia albo nie chce otworzyć paszczki do cycucha. To tyle w teorii. Strasznie się napaliłam na to cycusiowanie z Maksem i mam nadzieje, że nam się uda chociaż przez pierwsze 3 miesiące jego życia :)

W środę odpoczywałam na kanapie, zgodnie z zaleceniami szanownych koleżanek :-) Zrobiłam tylko mały półgodzinny spacerek po osiedlu no i oczywiście obiadek. Dzisiaj zaprosiłam też na dreptanie po okolicy nowo poznaną koleżankę - ze szkoły rodzenia ;-) Fajnie tak pobiadolić o tym samym, z osobą, która mnie rozumie. Sama długo starała się o dziecko i też od razu na zwolnienie w pracy poszła. Problemów ze zdrówkiem też jej nie brakowało...Większość moich koleżanek temat dziecka ma jeszcze daleko przed sobą i na co dzień pracuje jedna tylko się długo stara a dwie mają synków rocznych i też nie zawsze jest czas pogadać :) Ale nie narzekam, dobrych ludzi mam w około. Dziś jeszcze pokonwersowałam sobie z dziewczynami z pracy, tez zresztą obie zaszły. Jedna 7 mc a druga jakoś początek , 2 mc chyba. Jak zaszłam w ciążę, zniknęłam z pracy tak nagle, nie każdy wiedział why, nie spowiadałam się nikomu nie chcąc zapeszać bo bałam się o dzieci. Teraz zobaczyłam jak ludzie są życzliwi, jak się pytają co u mnie itp, więc odkryłam w sobie jakąś taką potrzebę wyjaśnienia wszystkiego pewnym osobom. Od razu lepiej się na serduszku zrobiło <3 W końcu życzliwość rodzi życzliwość ;-)

Ze spraw wyprawkowo -zadaniowych idziemy do przodu. Powstała nawet magiczna lista co trzeba jeszcze zrobić w domku przed pojawieniem się Maksa, mężuś zaakceptował, zawisła na lodowce i zakreślamy po troszku. Dostałam też od drugiej siostry podgrzewacz do butelek, co prawda taki starszy, ale działa i przyda się za jakiś czas. Wczoraj pół dnia grzaliśmy w nim wodę, potem wodę w butelce i mleko żeby zobaczyć jak chodzi i ile czasu mu to zajmuje. Okazał się sprawny a my zajarani na próbowaliśmy się mleka ze smoczka i na przedramieniu... He he świry normalnie. Człowiek cieszy się z każdej drobnostki.. Przyszły też zamówione dekoracje nad łóżeczko Malucha i może uda mi się męża zwerbować do działań w weekend. A teraz oczekuje paczki od mamy z piłką do ćwiczeń i pościelą dla wnusia ;-)

Buziaczki ;-*


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 17:42

Dzisiaj dzień spędzony na leniuchowaniu. Spałam do 9:00, wysłałam synka do szkoły wypiłam kawusię zjadłam sękacza i paczkę chrupek i ponownie się położyłam.
Udało mi się na chwilę kimnąć i obudziło mnie szczekanie psiaków, wstaję patrze a to mama z niezapowiedzianą wizytą.
Wypiliśmy kawkę i chwilkę posiedziałyśmy, kiedy mama pojechała wsunęłam kanapkę i znowu wylądowałam pod kołderką.
Tak przysnęłam, że synek dwa razy dobijał się na tel zanim się ocknęłam, bo zawsze dzwoni jak skończy lekcje że wraca :)
Nie mam nawet obiadu dla dzieci, co za matka ze mnie...
Lecę zaraz do sklepu i kupię na szybko coś do zjedzenia, Filuś chce skrzydełka pieczone, a ja tak nie lubię myć mięsa blleee.
Ale cóż trzeba dzieciom w nagrodę, że dali mamie poleniuchować chociaż kolacje na ciepło zrobić :)
Dobra lecę bo nie dojdę do tego sklepu... a tak mi się nie chce, no mam normalnie dzisiaj strasznego lenia.
Idę już, czym szybciej wrócę, zrobię kolację tym szybciej wskoczę znowu pod kołderkę :)


C.d.
Więc tak do sklepu dotarłam i zakupy zrobiłam.
Dzieci na życzenie dostały na kolację pieczone skrzydełka a sobie kupiłam na szybko flaczki.
Zjeść zjadłam ale jakoś specjalnie bez szału.
Oczywiście nie wytrzymałam i kupiłam 7UP-a, no tak mi smakują te wszystkie niezdrowe gazowane napoje, że jak jestem w sklepie to nie mogę się powstrzymać. Wypiłam oczywiście już 2 kubki i zjadłam kolejne 3 sękacze, niestety ostatnie albo stety bo nie mogę się oderwać od słodkości :)
I mówi się że słodkie je się na dziewczynkę...
więc albo miedzy nogami była pępowina, albo właśnie obaliłam stary jak świat mit o apetytach ciężarnych :P
A tak swoją drogą to nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego że będzie właśnie synek jakoś mi moje przeczucia nie dają spokoju. Dalej mówię do mieszkańca mojego brzuszka dzidziuś :) Może jak na kolejnej wizycie się potwierdzi to wreszcie uwierzę :)
Jutro wraca mąż znowu tylko na weekend, ale jest szansa że z końcem października skończą się wreszcie delegacje.
Chciałabym już zacząć malowanie mieszkania, żeby wyrobić się z tym bałaganem przed świętami. Myślę już nad zakupami dla maluszka, ale przed remontem niema co zagracać do reszty pokoi. Przeglądam póki co internet w poszukiwaniu łóżeczka, wózka, pościeli i innych gadżetów ale na tym koniec. Pewnie żebym umiała, to już bym dawno odmalowała ściany chociaż w pokoju dla maleństwa i powoli wszystko kupowała. Ostatnio jak właśnie tak myślałam nad tym co jeszcze trzeba zrobić, kupić itd. to wzięłam się za przestawianie. Cały salon przewróciłam do góry nogami, później trochę żałowałam że oczywiście zabrałam się za to sama bo brzuch zaczął pobolewać więc kolejny dzień leniłam się aby odpocząć. Mąż też mi nagadał że mogłam zaczekać na niego, ale ja już tak mam. Jak się na coś nakręcę to muszę mieć teraz, zaraz, natychmiast i już :)
Dlatego może i dobrze że malować nie potrafię bo kto wie czy mąż by dom poznał po powrocie :P
A tak wg to miałam iść spać i co... dzieci śpią a mi przeszło i teraz będę buszowała do 2-3 w nocy a jutro znowu w dzień będę odsypiać.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 22:39

15 cykl ( na ovu )
Dzisiaj 22 październik.
Dokładnie rok temu zalogowałam się na ovu myśląc, że za rok to ja już na bank będę w ciąży. Starania zrobiły się całkowicie realne, mąż dostał parę dni wcześniej pracę... Poczułam , że teraz to ja już mogę spokojnie zachodzić w ciążę ( no prawie , bo jeszcze firma no ale jakoś to będzie).
Cykle regularne, owulacja jest, serca też....
Jakoś po prostu wiedziałam, czułam , że coś jest nie tak jak być powinno....
Czytając pamiętniki miałam nadzieję, że pewne rzeczy nas nie będą dotyczyć...
Jak wyszło? Każda z Was czytająca ten pamiętnik doskonale wie.
To był ciężki rok. Najgorszy chyba ze wszystkich. Mam nadzieję, że kolejny będzie lepszy.
Dzisiaj mąż ma nową pracę a ja dostałam pracę w banku ( w celu zamknięcia firmy za jakiś czas). Wszelkie plany ciążowe odłożone są na "kiedyś". Oczywiście, wolałabym inaczej. Bardzo bym chciała już w tej ciąży być. No ale... Nie ma łatwo, oj nie ma.
Czasem zastanawiam się, czy ta cała moja walka o przyszłość ma jakikolwiek sens. Czy na końcu czeka na nas nagroda????? Dlaczego to wszystko się " dzieje" tu i teraz???
Czasem zastanawiam się czy urodzenie dziecka wywoła we mnie poczucie bezgranicznego szczęścia, spełnienia, poczucia :" jestem na właściwym miejscu".
...............................................................................................

Co robiłam w przeciągu tych miesięcy?
Szukałam informacji, konsultowałam, wykonywaliśmy badania. Nie jesteśmy nawet na środku tej drogi. Androlog zleca kolejne badania, substytucja testosteronem do końca życia, co 3 miesiące badania, wiele rzeczy do sprawdzania itd itd. To się nie skończy-nigdy. Zawsze kolega Klienefelter będzie już z nami a ja będę zastanawiała się, jakie szkody poczyni w organiźmie mojego męża... Nie jest mi łatwo , jemu pewnie też nie jest. Nie gadamy już o tym bo ile można??? Każda wizyta u lekarza to był dla nas cios. Niezależnie od specjalizacji. Raczej nie mieli dla nas dobrych wiadomości. Ile można tego słuchać? Mieliśmy dość.

....................................................................................................
Co dalej?
W listopadzie mrozimy nasienie. Jesli jest co mrozić jeszcze. Mąż zrobi kolejne badania. Testosteron. Ja mam umowe na zastępstwo. Co dalej? Nie wiem.
Zdecydowaliśmy się na in vitro z nasieniem męża. Jesli po tym wszystkim mamy być rodzicami to spróbujemy posiadać własne biologiczne dziecko. Oby zdrowe. Wiem: ryzyko, kolejne stracone lata. Wiem. Moze sie uda komercyjnie, może nie.
Ale taka jest ostateczna nasza decyzja i wszystko co robimy teraz ma nam ułatwić życie w przyszłości. Musimy być gotowi na wszystko. Silni.
Cholernie to wszystko boli, poważnie. Nie ma czegoś takiego jak pogodzenie sie z sytuacją. Nigdy się z tym nie pogodzę.
.....................................................................................................

Wiadomo, obecność na ovu ograniczona na maksa. Nawet nie mam ochoty wchodzić, czytać bo nie ma to ze mną nic wspólnego niestety. Z resztą, ile można? Czasami zaglądam tu i tam. Ale bez szcególnego zainteresowania. Przyznaję.

Jak by tu ładnie zakończyć mój rocznicowy wpis??? WIEM!!!!

NA MNIE JUŻ CZAS!!!!

wiktorka89 Czekając na dwie kreseczki... 22 października 2015, 17:59

Właśnie wróciłam z usg. Lekarz jak na razie wykluczył ciążę pozamaciczna i biochemiczna. Jest też coś co przypomina pecherzyk ciazowy ale mam przyjść jeszcze w poniedziałek. A jutro ta nieszczęsna beta... i bądź tu człowieku mądry. ..

Martynka92 Czekając na wymarzoną Fasolkę... 22 października 2015, 18:00

Jakoś nie umiem napisać tu nic mądrego...

Obecny cykl bezowulacyjny, więc na 5 cykli, w których się staramy to aż 3 bez owu;acji... i niech mi tu ktoś powie jak z takimi cyklami zajść w ciążę? Jeszcze z tym cholernym PCO, wysokim testosteronem... a miało być tak pięknie...
Wpis z 4 października - taki optymistyczny, jednak nie dam rady go zrealizować...
Smutno, że aż gardło ściska, ale no niestety... coraz częściej ostatnio mam gorsze dni...
Wiem, że sama nie jestem.. wiem... jest wiele osób w gorszej sytuacji i jakoś dają sobie radę z tym wszystkim...

***
Dziś na kolację zrobię placki ziemniaczane... Mam nadzieję, że będą pyszne, bo mam takiego smaka na nie, że... :D

***

Martynka92 Czekając na wymarzoną Fasolkę... 22 października 2015, 19:46

Porada dnia


Boli Cię brzuch i musisz sięgnąć po lek przeciwbólowy? Unikaj niesterydowych leków przeciwzapalnych, tych które zawierają IBUPROFEN. Mogą one hamować owulację oraz utrudniać zagnieżdżenie się zarodka w macicy, ponieważ niekorzystnie wpływają na wzrost endometrium. Dlatego w czasie starania o dziecko zażywaj tylko te środki przeciwbólowe i przeciwzapalne, które nie posiadają w swoim składzie ibuprofenu.

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 22 października 2015, 19:56

2dc
Umówiłam się do profesora na wtorek, zatem tylko 4 dni czekania, ale nie spodziewam się za wiele, zapytam znów o laparo, ale on jest jakiś oporny, pewnie znów będzie chciał podać ovitrelle i ma zadziałać naturalnie, a mnie nadal trzyma zwątpienie w naturę.. Dzisiaj mam całe popołudnie wolne i robię nic, gram w grę na kompie, beznadziejne nic nie robienie, humor nijaki, czuję się zawieszona.. Nawet moje działania z zębami w zawieszeniu, poszłam dzisiaj, ale oczywiście jakieś problemy i muszę iść jeszcze raz..:(

Lila2703 Czekamy... 22 października 2015, 20:16

Od wtorku jestem jednym wielkim stresem.
Rano poszłam do toalety na tzw "2" i przeżyłam szok bo zobaczyłam krew na papierze i na bank była to krew z narządów rodnych. Totalna panika, po 4 godzinach udało mi się dodzwonić do mojego gina, kazał zostać w domu i obserwować i umówił mnie na wizytę w czwartek. Krew się już we wtorek nie pojawiła ale plamienie i owszem, w środę nadal plamiłam, oczywiście nie poszłam do pracy i czekałam na ten czwartek i wizytę jak na skaranie. Wczoraj wieczorem zaczął mnie boleć brzuch jak na okres i znowu krew, spanikowałam totalnie i pojechaliśmy z mężem na SOR. Lekarka mnie zbadała, powiedziała,że to nie jest krwawienie , tylko plamienie, mam spokojnie poczekać na wizytę u swojego gina. Przypisała mi Dupka i wróciłam do domu. Niby uspokoiła mnie troszkę ale jednak z niecierpliwością czekałam na dzisiejszy dzień. Mój lekarz mnie zbadał, jest pęcherzyk ciążowy, ale nic więcej nie widać, bo na tym etapie więcej widać być nie może, Oczywiście plamię nadal. Dostałam luteinę dopochwowo i mam ją brać póki co razem z Dupkiem. Dostałam zwolnienie na te kilka dni wstecz i na jutro, a w poniedziałek mam wracać do pracy i pojawić się u niego 29.10. czyli dokładnie za tydzień, powinno być widać już więcej na usg. Powiedział mi że nic złego się nie dzieje , mam pozwolić spokojnie ciąży rosnąć. Wyszłam z gabinetu uspokojona, ale teraz siedzę w domu, ciemno za oknem, a jak wiadomo, wieczorem strach ma większe oczy. W sumie to jestem przerażona, że na następnej wizycie okaże się że coś jest nie tak....
W pracy powiedziałam tylko trzem osobom, jaka jest sytuacja i tylko dlatego, że musiałam je wtajemniczyć. Ale jak wiadomo plotki są szybsze od światła. Boję się że jak coś pójdzie nie tak to będę na dodatek będę musiała znosić wzrok tych zawistnych ludzi z którymi pracuję, a oni (z małymi wyjątkami -jest kilka osób z którymi się lubimy i trzymamy razem) lubią takie historie i mam czasami wrażenie że napawają się ludzkim nieszczęściem. Wiem może bredzę, wyolbrzymiam wszystko, ale tak bardzo się boję, że stracę swoją iskierkę szczęścia.
No i się poryczałam nad klawiaturą. Jestem sama w domu, męża wypuściłam na piwko z przyjacielem niech chociaż on się odstresuje- chociaż Bóg jeden wie, jak chętnie sama bym się tego piwka na rozluźnienie napiła... Leżę,z wszystkich sił staram się wchłonąć luteinę i staram się nie zwariować. Nie mam odwagi przejść na fioletową stronę.....


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 20:19

Foto_Anna Przybądź, czekamy na Ciebie 22 października 2015, 20:22

Nie przyjęli mnie przerażonej do szpitala.
Skierowali na badania krwi, m.in. czy beta hcg maleje muszą sprawdzić.
Pojadę rano, na g.8.
Chyba, że coś wydarzy się w nocy..............

Foto_Anna Przybądź, czekamy na Ciebie 22 października 2015, 20:22

Denerwuje mnie ten pamiętnik. Zginęły inne moje wcześniejsze wpisy.

Zrobiłam test owulacyjny. Nie wiem w sumie po co, ale mam domu chyba z trzy paczki testów to zrobiłam i teraz proszę o pomoc w interpretacji wyniku, bo ja niestety jestem całkowicie nieobeznana w temacie :) Siuśki trochę rozwodnione kawą, ale nie za bardzo ;) :P

3d92031e916744e0med.jpg

6eb1d13b98dcc14emed.jpg

annielica My chcemy mieć dziubulka ! 22 października 2015, 20:44

34t0dz

Co mi się ostatnio pomerdało i do gina mam jednak we wtorek :P

Kompletowania wyprawki ciąg dalszy. Dziś doszła pościel minky do wózka. Staniki do karmienia też są. Zamówiłam dużo za duże, jak przyszły myślę matko jakie ogromne:P a założyłam i na styk, a nawet bym powiedziała, że po jakimś czasie trochę cisną pod biustem. Szok !

Zamówiłam dziś
-prześcieradełka do wózka i kołyski + jedno na zmianę
-kilka pieluszek tetrowych bo mam za mało
-majtki poporodowe i wkładki laktacyjne
-szczotkę do mycia butelek
-woreczki pachnące na pieluszki (chciałam kosz ale darowałam sobie)
-pojemniki na pokarm
-woreczki do mrożenia pokarmu
-etui na smoczek

Zostało do kupienia:
-materiał na poduszki
-lampki do cotton balls
-wanienka
-termometr bezdotykowy
-laktator medela i butelka ze smoczkiem calma,
-elektroniczna niania
-chusta
-folia przeciwdeszczowa do wózka
Bujaczek, matę zostawiam do kupna np. przez gości lub chrzestnych. Podobają mi się też takie albumy o pierwszym roczku maluszka do uzupełniania i ramki do odciśnięcia stópki lub rączki. Ale to temat na później.

Ostatnio coraz częściej boli mnie podbrzusze. Szczególnie jak dłuższy czas siedzę lub leżę. Do tego zdarzają mi się skurcze ehh... Modlę się by dotrwać do połowy listopada by móc rodzić w klinice. Ostatnio praktycznie nic nie robię. Męczy mnie takie nieróbstwo ale Kornelka jest najważniejsza.

iwi87 Wyczekuje i mam nadzieje, ze wyczekam. 22 października 2015, 21:33

Boze jak ja sie stresuje jutrem:( boje sie, ze przyrostu nie bedzie albo bedzie zbyt maly:( albo progesteron niski. Zawsze cos se znajde do zmartwien;/ jak bylo 32,34 mlU to ile powinno byc po 48h?

Haluszka Kiedy nadejdzie moja kolej? 22 października 2015, 22:00

No to jestem po wizycie u gina. Kontrola po laparo ok, wyciągnął szwy które się nie rozpuściły. Blizny na wysokości jajników są niewielkie i generalnie ok ale muszę zadbać o pępek by się nie rozjechał. No i najlepsze. Prawie się z nim pokłóciłam bo wg mnie owulacja była prawdopodobnie wczoraj. Przecież w poniedziałek miałam dodatni test owulacyjny, wczoraj śluzik jak jajo i straszne szarpanie lewego jajnika! Niespodzianka, na prawym jajniku pęcherzyk 19 mm, na lewym nic. Czyli okazuje się, że nie potrafię zinterpretować sygnałów wysyłanych przez mój organizm? Testy owu do dupy?Z drugiej strony to by tłumaczyło dlaczego temperatura mi nie skoczyła. A może to zielsko tak wszystko opóźnia, bo generalnie max do 19 dnia miałam owulację. Albo po prostu zabieg wydłużył ten cykl..No nic, dobrze że była kontrola i wiem na czym stoję. Dostaliśmy zadanie domowe: jutro, w sobotę i niedzielę mamy "odbyć stosunek":)No to odbędziemy:) Martwi mnie tylko to, że zazwyczaj na prawym jajniku pęcherzyki nie pękają i robią się torbielki...
Wstępna propozycja była taka, że następny cykl ma być z inseminacją. Już o tym rozmawialiśmy z A., więc z naszej strony temat otwarty. Do końca roku jedziemy naturalnie, a od stycznia się wspomagamy.
Z ciekawości zrobiłam test ouwlacyjny i wyszedł wątpliwy, chociaż we wtorek był ewidentnie ujemny. Ciekawe czy mogło dojść do takiej sytuacji, że faktycznie była owulacja z lewego jajnika - tak jak czułam a prawy jeszcze dojrzewa?
Niby to takie proste a cholera tak prosto skomplikowane.
Kolorowych snów
H.


319e761c0ffaabbbmed.jpg

728ef4bb9e3d39e0med.jpg

Dzisiejszy test owulacjny. Jestem laikiem ale dla mnie pozytywny, bo kreska moja jest nawet ciemniejsza od testowej. Może faktycznie jakieś jajo się obudzi? Szczerze wątpię, ale seksu nigdy dość, wiec bierzemy się do pracy. Dziś już mu trochę lepiej. Pogodzilam się z sytuacją i nabrałam sił do walki.

Uhhh, strzyżenie dwóch łbów zakończone :) Szkoda tylko że siebie sensownie ostrzyc nie umniem...

Zosia zrobiła dzisiaj pierwszą kupkę do nocnika :) I bijemy jej z mężem brawo a ona się cieszy, a po chwili mąż szybka refleksja "ty wiesz, że właśnie biliśmy brawo kupie...?". No cóż...

A jutro idziemy na basen :) skończyłyśmy rehabilitację to trzeba się inaczej poruszać. Tym razem ze mną będzie pływać. Ostatnio mnie lubi bardziej :P Lęk separacyjny jak nic. Tyle mojego co się z rana sama pobawi 40 minut. Potem jak tylko znikam krzyczy mamam i koniec. Mąż nie wystarcza, muszę być ja. Eh, dobrze, że nie chodzi bo nie mogłabym nic zrobić. A tak, zanim się doczołga... :P


Dziś w cudownym nastroju jestem taka pełna pozytywnej energii :) właśnie wróciłam z koncertu jubileuszowego 25 lacia Edyty Górniak. Było poprostu boooosko :)
No cóż czekamy teraz na @ już niedługo przyjdzie. A potem ruszamy na kolejny monitoring oby był pęcherzyk ;)

Ciche dni i awantura. A po tym <3 na zgodę. Efekt ? Mąż zrobił drugie badania nasienia, dwa dni później poszedł do urologa :) Myślałam że oszaleję jak on w końcu nie ruszy tyłka do lekarza... Nie wierzę że cokolwiek może "samo przejść" i w końcu dotarło to do męża.

Wkleję wyniki (w nawiasach poprzednie z sierpnia)

lepkość <1
pH 7,4 (7,3)
liczba plemników 1,56 mln (0,2)
ruch postępowy 22 % (2%)
- szybki postępowy 10 (0)
ruch oscylujący 8 (10)
ilosc plemników prawidłowych 1 % (0%)
plemniki patologiczne 99 % (100%)
-patologia główki 99 (100)
-patologia wstawki 87 (98)
-patologia witki 69 (89)
-plemniki niedojrzałe 4
aglutynacja 10 %
agregacja 20 % (10%)
komórki okragłe <5 mln/ml
liczba leukocytów <0,1 mln/ml
liczba komórek spermatogenezy <0,1 mln/ml
VIABILITY (plemniki żywe) 28 % (17%)
HOST 10 %

Tam gdzie nie ma nawiasów wyniki bez zmian.

Mąż był dzielnym chłopcem- nawet się nie zająknął że chce uciekać, nie doceniłam go ;)
Lekarz powiedział że w sumie urologicznie jest wszystko ok, skierował nas do znajomego endokrynologa bo podejrzewa co mniej więcej może być problemem.
Mąż ma po prostu za wysoki estradiol, co przy testosteronie ledwo mieszczącym się w normie może wskazywać na zaburzenia hormonalne które wpływają na takie a nie inne parametry nasienia. Na usg wyszło że pęcherzyki nasienne są puste(?).
Powiedział że to że wyniki się poprawiły to bardzo dobrze rokuje i kazał brać salfazin i jakieś ziołowe "nefrotabs".
Ale tak sobie myślę że jednak kupimy ten profertil i tym razem mąż będzie go brał ile Bóg przykazał, 3 miesiące.

Chociaż zapytał o przewlekłe stany zapalne to jakoś nie przejął się tym, chociaż m. takowe ma. Przewlekłe zapalenie zatok, ósemka do usunięcia... W sumie nie zajmuje się niepłodnością, nie musi.
Czuję że wreszcie coś ruszyło do przodu, że w końcu mogę się odważyć mieć nadzieję...
Kolejne wyzwanie to wysłanie męża do dentysty, operację na zatoki miał zaplanowaną na kwiecień a teraz nie ma szans bo praca, praca :/

U mnie dziś 50 dc, co za okrągła sumka... Zwątpiłam w szanse na ciążę i od lipca nie byłam u gina ale myślę że i za mnie trzeba się zabrać, zawsze narzekałam że @ przyszła a teraz chciałabym żeby już było po. W sumie nie powinnam się dziwić, przy pcos takie cykle są typowe. Znów przytyłam w wakacje, dla mnie każdy kg działa negatywnie na moją gospodarkę hormonalną. Obliczyłam że przez półtora roku udało mi się przytyć 15 kg :( Matko bosa, kiedy ja to zrzucę...
Nie mam wyjścia, muszę się zmusić ;)



Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2017, 22:23

azi88 Brak sił... 23 października 2015, 01:43

Czarne myśli się sprawdziły. Wyszła piękna JEDNA smutna kreseczka!!! Wszystko zgodnie z planem rozpacz, łzy i obwinianie siebie i wszystkich. Ale i tak nic nie pomogło. Mam ochotę zapaść się pod ziemię, żeby nikt mnie nie oglądał i żeby ją nie musiała z nikim rozmawiać.

Przyszły cykl stymulowany clo.

A teraz czekamy na @!!! Oby była o czasie, bo w zwyczaju ma się spóźnia.

22t5d

Wczoraj po raz pierwszy poczułam czym są zachcianki ciążowe... Naszło mnie na tarteletkę z truskawkami! Z kremem z mascarpone! Myślałam, że się popłaczę, jeśli jej nie dostanę! Tylko pytanie...skąd wziąć truskawki w październiku! M. odwiedził wszystkie możliwe sklepy i cukiernie...na pocieszenie znalazł tylko ciastko z truskawkami. Kochany M. <3 na szczęście potrzeba została chociaż nieznacznie zaspokojona..

Wraca mi też zainteresowanie gotowaniem :D Panna cotta już się chłodzi w lodówce :D

A Filip kopie coraz mocniej i coraz częściej! :) Aż cały brzuch mi podskakuje :) Szczególnie lubi słuchać muzyki :D Wtedy to dopiero się ożywia :) Kochany Mój Maluszek <3

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)