Juz mi lepiej, choc pogoda sie zepsula. Zamiast slonca i 20 st. jest szaro i deszczowo.
W tym cyklu nie nakrecam sie tak bardzo jak w poprzednim, ale nie potrafie nie myslec, co by bylo gdyby...
I jakos tak sie zreflektowalam, iz mimo ze te starania trwaja juz prawie 3 lata, to kazdy cykl jest dla mnie jak ten pierwszy. Teraz na pewno sie uda!
I tez o Macho myslalam, jak on to wszystko odbiera. Bo dla niego temat dziecka jest dosc trudny. Minelo kilka lat i tony moich lez, cichych dni zanim mi ulegl (bo to raczej tak trzeba nazwac) i wyrazil zgode na powiekszenie rodziny. Checi to on za bardzo nie ma, bo to dziecko tylko sra i drze sie i kosztuje. A potem problemy tylko sie kumuluja.
Za kazdym razem jak cos wspominam o staraniach, czy o ciazy to on ma skwaszona mine i mowi ze ja go stresuje.
Ale z drugiej strony, jak bylam smutna ze mi Gin zle wyznaczyla dzien owulacji i pewno nie trafilismy i dzien przed faktyczna owulacja on wyjezdza, to potrafil podejsc pomiziac mnie po brzuchu i pocieszal mnie. Tak jakby to nie byl on.
Czuję, ze to będzie kolejny dołujący weekend. Oboje z mężem jesteśmy ostatnio tak zmęczeni po pracy, że nawet rozmawiać nam się nie chce. Wracamy do domu, jemy coś i prawie od razu zasypiamy. Nie mamy czasu na myślenie o dziecku, o robieniu już nie wspomnę. A później przychodzi taki weekend i czasu jest aż za dużo. PMS ma się dziś rewelacyjnie, więc dzziś pewnie będzie piwkowanie na odstresowanie.
34 TC (33t4d)
Waga 67,5 kg
Brzuszek 104 cm
Biust 94 cm
Za Nami 84 % ciąży
Do TP wg. USG 41 dni/ wg OM 45 dni
W środę byliśmy na kolejnej wizycie u mojej pani doktor. Badanie na fotelu, pobranie GBS - z szyjką ok, USG - łożysko, wody płodowe, przepływy OK, pomiary Syncia, rozmowa, recepta, zwolnienie, termin kolejnej wizyty. Niby wszystko ok. Ale... No właśnie... Niepokoił mnie wolno rosnący brzuszek Maksa... Zapytałam się o to, sprawdziliśmy na USG. Jego wymiar w 33t1d to 247 mm, czyli plasuje się na jakimś 2-3 percentylu siatki dla dzieci na tym etapie ciąży, czyli strasznie nisko...
Dodatkowo algorytm USG wskazuje że brzuszek jest na poziomie 29t1 dni, czyli tak jakby 4 tygodnie młodszy
i jest o całe 13 mm mniejszy niż pierwszy poziom siatki (5 percentyl) Pozostałe wymiary jak najbardziej OK - waga 1716 g. drobna ale między 10 perc. a średnią, podobnie nóżka; Główka i wymiar dwuciemieniowy super - powyżej średniej a 90 percentylem.... Lekarka uspokaja mnie słowami, że dziecko rozwija się prawidłowo, rośnie od wizyty do wizyty, że odbiega " tylko trochę sumarycznie od innych dzieci" że nie ma po kim być duże i tęgie - (Ja przed ciąża 53 kg przy wzroście 169 cm, mąż 165 cm, ok. 59 kg) no niby logiczne to wszystko ale te cyferki i normy mnie przerażają.... Strasznie się martwię jego brzuszkiem, obwiniam siebie - że za mało jem ( a jem jak smok 5-6 posiłków dziennie, w tym 3 razy dziennie nabiał, biorę witaminy ciążowe dod. magnez, żelazo i dha) męża, ze za chudzi jesteśmy i takie geny Maksowi przekazaliśmy...
że przez Nas może być chory...Że niska waga urodzeniowa - może mu zaszkodzić w życiu i nie dać dobrego startu w to życie....Oczywiście ryczę od dwóch dni, wyżywam się na M., nic mi się nie chce robić....
Lekarka uspokaja, że naprawdę nie mam się czym martwić, zapisuje mnie na wizytę za dwa tygodnie czyli 18 listopada jak to powiedziała " aby mieć pewność że z brzuszkiem nadal dobrze i że rośnie". Tylko jak ja te dwa tygodnie w takim stresie wytrzymam....Nie wiem może powinna mi dać skierowanie do szpitala na jakieś szczegółowe badania, podanie jakiś leków w kroplówce...( Mąż twierdzi że nie powinnam być mądrzejsza od lekarza) Ciągle nachodzą mnie jakieś czarne myśli, że mimo wcześniejszych dokładnych USG i wykazania obecności wszelkich organów - jakiś w tym brzuszku nie rozwija się prawidłowo i dlatego jego obwód jest taki mały... Szukałam wczoraj innego lekarza, żeby małego obejrzał w 3d/4d na innym sprzęcie ale tak na cito nikt nie ma terminów, obdzwoniłam wszystkich mi znanych lub polecanych specjalistów od badani prenatalnych w 3mieście to albo mają urlop albo terminy na grudzień, a w grudniu to ja RODZĘ !!!. Mam jeszcze namiary na dwóch to będę dzwonić od poniedziałku, z rana. Pójście na IP też mi nic nie da bo tam jest sprzęt pożal się jakości... Naczytałam się o hipotrofii asymetrycznej, kiedy właśnie wszelkie wymiary dziecka są w normie tylko jeden odbiega od niej...Takie dzieciaczki mogę mieć hipoglikemię, mogą nie utrzymywać ciepłoty ciała po porodzie, bardziej są narażone na żółtaczkę...Internet to samo zło...A z drugiej strony ja urodziłam się 29 lat temu z wagą 2430 g. w szpitalu w malutkim miasteczku, nic mi nie było, nie przeleżałam ani jednego dnia w inkubatorze, wypisana po 4 dniach do domu i rozwijałam się prawidłowo.... Strasznie mi źle, nie chcę już stresować dziecka swoimi nerwami, musiałam się tutaj wygadać 
Syneczku Mój Kochany mama i tata kochają Ciebie najbardziej na świecie, kochaliśmy Ciebie jeszcze zanim się pojawiłeś
modlimy się o Twoje zdrówko i dobre samopoczucie a Ty rośnij duży i okrąglutki
Mama obiecuje już więcej nie płakać i nie denerwować, taty też. Twój pokoik jest już przygotowany na Twoje przybycie w grudniu. Czekamy na Ciebie słoneczko

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 12:00
18dc
Byłam wczoraj u dentysty.. Kolejka się przedłużyła, czekałam dosyć długo i sobie rozmyślałam.. Oczywiście o staraniach.. I wiecie co zauważyłam, że większość z Nas planuje kiedy ciąża byłaby najlepsza.. Bo tu praca, urodziny, imieniny, święta, miesiąc naszych urodzin.. Tez kiedyś tak miałam.. Teraz mam to gdzieś.. Kiedykolwiek będzie dobrze.. Byleby w końcu się udało.. Nie wiem czy to level wyżej, czy co.. Ja po prostu chciałabym być w ciąży.. Mam w dupie pracę, tam nigdy nie ma dobrego okresu... A wszystkie urodziny, imieniny, święta, rocznice, też nie są ważne są inne prezenty.. Tak bardzo myśli krążą wokół laparoskopii, że coś rozwiąże, że w końcu będą wiedzieć co mi jest, że może w końcu się uda..
Wczoraj był u Nas kolega i tak sobie chłopcy rozmawiali, a ja z boku.. I stwierdziłam, że nie mam o czym z nim rozmawiać, bo moje myśli krążą tylko wokół starań.. Muszę trochę postarać się żyć.. Bo mimo, że z zewnątrz zalatana, zajęta i wesoła to w środku mi nie idzie:(
11dc
2 dni do monitoringu
Mmm ale czuję coś pysznego. Zapaszek wędruje z kuchni przez salon i korytarz do sypialni. Mój Wspaniały ślubny robi śniadanie 
Do tego za oknem taka piękna pogoda. Niestety J musi się trochę pouczyć do egzaminu na uprawnienia ale potem może na jakiś spacer go wyciągnę bo pogoda po prostu cudowna. Słonko świeci, ciepluteńko. Oby taka pogoda była za tydzień jak wyjedziemy na weekend.
Wczoraj miałam znakomity humor Pełna nadziei że być może sie udało zajść z ciąże, a dziś nadzieje o 6 rano prysły jak bańka mydlana w raz z moją temperaturą. Jest mi smutno i przykro, Nie wiem co robić tak szybko chciałam zajść w ciążę,a to jednak nie jest takie proste...
Z dnia na dzień Jestem pod wrażeniem ile tu jest cudownych kobiet, które wspierają dają nadzieje trzymają kciuki po prostu uczucie nie do opisania.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2015, 13:12
Wczoraj na wizycie u gina dostałam Duphaston zamiast luteiny. Mam go brać 3x1.
Dzisiaj dostałam skierowanie na USG od 16ego. Niestety jedyny wolny termin na rano to właśnie 16sty. Także zobaczymy co będzie pewnie jeszcze nic nie wyjdzie.
Moja gin kazała mi jeszcze powtórzyć betę w czwartek lub piątek ale ja znam siebie i pewnie pójdę w poniedziałek zobaczyć czy rośnie ale zrobię też w czwartek
Wolę mieć pewność 
Dzisiaj kłuje mnie z prawej strony podbrzusza nie wiem czy to jajnik czy cos. Owu była z prawego jajnika i co jakiś czas odzywa się lewa strona podbrzusza i tam moja gin coś wyczuła.
Dzisiaj po 3 dniach wolnego czas wrócić do pracy. Przede mną dzisiaj 8h jazdy a jutro tak z 9h jazdy. No zobaczymy jak to będzie.
Zamierzam pracować do stycznia a dokładnie do połowy grudnia bo w drugiej połowie grudnia mam urlop 
Przeziębienie jeszcze trochę mnie trzyma ale jest o wiele lepiej 
nooo i mialam cos napisac i se zapomnialam co 
dzisiaj do pracy na 3hr buuuu ale mi sie nie chce
i to jeszcze o gownianej porze, bo ani rano nic nie zrobie a wrocimy wieczorem..od 1.30 do 4.30..wyjechac musimy o 12.30..w domciu dopiero o 5
wazne ze jutro i poniedzialek mamy wolne znowu 
cos mi sie wydaje ze mielismy teraz wolne jedynie z przypadku, na przyszly tydzien mam juz umowione w cholere klientow a myslalam, ze brak sezonu rowna sie odpoczynek...ehh nie u nas...widac maz jest dobry w tym co robi 
Maz oczywiscie bedzie gral na ps, bo nowa gra weszla a ja moze cos upieke...jesli mala mi pozwoli...musze kupic pompke elektryczna do piersi, manualna na mnie nie dziala a mala je coraz mniej mojego mleka, wiecej produkty stale i cos mi mleka ubywa a chcialabym ja jeszcze pokarmic..tak jak teraz 3 karmienia cyckiem dziennie to na bank strace pokarm L( a bardzo dla mnie wazna jest ta bliskosc...
Sarka spi, pierwsza drzemka..w nocy chyba cos sie jej snilo, bo wybudzila sie z krzykiem..przytulilam, odplynela od razu.
Kocham ja nad zycie, moja mala smieszka.
kuzwaaa ale mi sie nie chce..zaraz musze sie zbierac bo do banku trzeba podskoczyc...no takiego lenia to juz dawno nie mialam...jeszcze musze wziac ze soba stasia do pracy zeby polazil z mala kolo studia, bo nie znam klientki i nie wiem jak zareaguje na dziecko w studiu.
Nasza stymulacji była na krótkim protokole. Miałam 13 jajeczek. Byliśmy szczęśliwy zapłodniły się tylko 5. Mieliśmy jechać na transfer naszykowaliśmy się do wyjazdu a tu dzwonią z kliniki że ani jeden nie dotrwał do blastocysty szok, płacz...... . Nie było żadnych mrożaczków. Przeboleliśmy to wszystko i zdecydowaliśmy na następną stymulacje ta sama historia 13 jajeczek. Zapłodniło się 6. Tym razem miałam transfer ale nie blastocysty tylko 3 dniowe. Po dwóch tygodniach rozczarowanie nie udało się i znowu płacz. Między czasie zgadałam się z moim lekarzem ogólnym i polecił mi inną klinikę. Nie powiem ale był zaangażowany i jest do tej pory wszystko co się dzieje u mnie to wszystko wie trzyma kciuki. Więc zdecydowaliśmy się przepisać do tej kliniki co nam polecił. Udało się przepisanie też w Katowicach. Dostałam się za rekomendacja do wspaniałego lekarza. |Popatrzył co już zrobiliśmy a czego nie i decyzja że mam zrobić histeroskopie. Więc zrobiła oczywiście ta operacja była odpłatna. Wszystko wyszło ok. Więc poszliśmy do lekarza i pytam się jak wszystkie badania moje i męża oraz operacje które przeszłam są książkowe to czemu się nie udaje. W tedy usłyszałam odpowiedź, że jest 1% gdzie oni nie wiedzą dla czego tak się dzieje, że osoby są zdrowe a dziecka nie ma. Pomyślałam no to ładnie jesteśmy w beznadziejnej sytuacji ale co tam zobaczymy. Zaczęliśmy ostatnią stymulację lekarz powiedział, że będzie długi protokół ok przeszłam tą stymulację. Było bodajże 10 jajeczek z tego zapłodniło się 6 dwa mi podali w 3 dniu. Z reszty udało się przeżyć do blastocysty dwójce byłam w szoku tu się coś działo byłam szczęśliwa mam dwa mrożaczki a w tamtej klinice nic się nie działo. Po dwóch tygodniach wynik pozytywny byłam szczęśliwa czułam że maluszek tam jest po prostu to wiedziałam a tu masz pech za dwa dni krew mówię o ranu NIE i poleciało. Znowu płacz, smutek dochodziłam długo do siebie aż w końcu mąż mówi idziemy po nasze mrożaczki. Podali mi nasze mrożaczki ale tu czułam wewnętrznie, że nic z tego nie będzie ale też miałam nadzieję, że moje odczucia będą fałszywe. Za dwa tygodnie idąc na bete hcg wiedziałam nie udało się potwierdziło się nie udało się. Oczywiście załamka całkowita. Poszliśmy do lekarza kazał nam odpocząć i przyjść za kilka miesięcy bo mąż powiedział, że będzie jeszcze próbować i wie, ze tu się coś działo zaufał lekarzowi widziałam to a u niego to ciężko by zaufać lekarzowi. Rozmawia z lekarze, że zdobędzie kasę i tu się zgłosi. Pan doktor powiedział nam byśmy poczekali do stycznia bo może się coś zmieni jeszcze z in vitro. Więc czekamy. Było widać, że przeją się i chciałby byśmy byli szczęśliwi.
Od i to cała moja historia w skrócie.
Zdecydowałam, że będę żyć oddychać a może jeszcze kiedyś do mnie szczęście zapuka. Tak teraz żyję z dnia na dzień. Uśmiecham się ale nikt nie wie co ja cały czas do tej pory przechodzę po nocach płaczę w ukryciu by nikt nie widział płaczę i pytam ciągle czemu ja dlaczego ja. Tak mijają dni.
Wielkie czekanie!
16 listopada wszystkiego się dowiemy 
Ciąża zakończona 4 listopada 2015
Jak pisałam wcześniej w sobotę odszedł mi czop śluzowy. W dość spektakularny sposób, tak że myślałam, że to wody. Od soboty zaczęły się dość regularne skurcze co 5 minut. No i tu kops skurcze były, ale na ktg się nie pisały. I tak codziennie chodziłam na ktg. Mimo, że mówiłam co mi jest i w badaniu było rozwarcie, wszyscy mówili już niedługo.
W środę też zostałam odesłana z izby przyjęć do przychodni przyszpitalnej aby lekarz w mojej karcie po raz kolejny napisał, że wciąż nic z tego. Jednak kiedy weszłam do gabinetu złapał mnie skurcz a lekarz to zauważył kazał wejść na fotel. Rozwarcie 6 cm w skurczu, przecież pani rodzi! Kazał mi wrócić na izbę przyjęć i wystawił skierowanie do przyjęcia na oddział. Tym razem na izbie zostałam zbadana i lekarz potwierdził. Poród w trakcie. No i tu zagwostka co z tym ktg?
Otóż skurcze były, ale... na tyle mocne by doprowadzić do rozwarcia, ale nie do drugiej fazy porodu. Trzeba było pomóc.
Dostałam coś jak oksytocyna (tylko słabsze) bo to nie indukcja tylko wsparcie organizmu. I się zaczęło. W związku ze zmęczeniem położna zdecydowała, że dostanę dolargan, bym trochę odetchneła po tylu dniach i odpoczęła przed tym najtrudniejszym momencie. Tatusiem był przy mnie i cały czas rozważał czy zostanie do końca słysząc krzyki z sal obok.
Po podaniu dolarganu podobno miałam spać, jednak mimo błogiej ulgi między skurczami byłam w stanie rozmawiać z Tatusiem.
Mój organizm był dość opony i po jakimś czasie musiałam dostać drugą dawkę dolarganu. I tak od 13 skurcz za skurczem aż do 21 gdy powiedziałam położnej, że muszę wyjść na kupę a ona do mnie, że to nie kupa tylko rodzę dziecko. Kiedy mnie zapewniła, że nic pod siebie nie zrobię( taka blokada umysłowa) byłam gotowa parłam ile sił. "Dmuchałam świeczki", tatusiek podawał mi wodę, trzymał za rękę, pilnował dobrych pozycji, motywował. Na szkole rodzenia był tylko raz, ale dobrze wiedział, nie to nie my wiedzieliśmy to fantasyczna położna wiedziała, mówiła instrułowała a my słuchaliśmy i działaliśmy. I tak w ciszy o 22 na świat przyszedł Bartek. Ginekolog stwierdził, że jak powiadomiono go o porodzie to gdyby nie to, że usłyszał płacz dziecka to by nie uwierzył. Natomiast położna stwierdziła, że chyba nigdy nie miała tak zdyscyplinowanej pierwiastki. Nie boję się rodzić drugi raz.
Gdy Bartek się urodził, był owinięty dwa razy pempowiną. Stąd słabe ktg, oboje byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. No u mój synek nie próżnował od razu złapał cyca i tak leżeliśmy ze 3 godziny. Nie obyło się bez nacięcia, ale to nie ważne. Teraz dopiero to czuje. Po samym porodzie miałam chęć tańczyć ze szczęścia. (Nie pozwolili mi
) i tak mam synka
Zwariowaliśmy na jego punkcie, tata przeciął pempowinę, nosi go przebiera i jest w nim tak zakochany jak nigdy. BARTEK zrobił nam prezent przyszedł na świat dokładnie w dniu kiedy miało 13.5 roku naszego związku. Co więcej odnowił w nas miłość i obudził nową. Nasz syn 3300 gram szczęścia! Kocham was chłopaki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2015, 15:16
Mam coraz lepszy humor. Ovufriend przesunelo mi owulacje z 18 na 20 dc. Moj organizm szaleje wiec ovuf rowniez.
Ciąża rozpoczęta 15 października 2015
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2015, 13:12
Dziś zrobiłam test bo nie wytrzymałam. A to dopiero 11-dzień po owulacji i jest jaśniutka kreseczka HURAAAAAAA 
Najszczęśliwsza na całym świecie 
A to moje zdjęcie testu 
http://zapodaj.net/75fd2dc64d107.jpg.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2015, 16:27
No i po wizycie. Tak myślałam że raczej wizyta u ginekologa była za wcześnie. Dopiero 12 dc. Powiedziała ze to jeszcze nie mój czas, jajeczka jeszcze małe i niestety endo za cienkie bo tylko 4 mm.. powiedziała ze nawet jakbym zaszła to ciąża się nie utrzyma.. dostałam na endo receptę na estrofem. Mam od razu wziąć i przyjść w poniedziałek znowu na wizytę. Na szczęście badanie nasienia męża wyszło bardzo dobrze. Mąż się cieszy. Jeszcze w grudniu dostane CLO a potem trzy miesiące przerwy.. kurde no.. powiedziała ze jeszcze ze 3 miesiące i pomyślimy o droznosci jajowodow. Przyjmie mnie do szpitala na dwa dni na oddział. Fajnie ze to będzie na NFZ. Zawsze kilka stów w kieszeni zostanie. Badanie męża ok wiec problem tylko po mojej stronie.. takie mnie czasem myśli nachodzą co będziejak nie zajde w cciążę.. czy mąż nie poszuka sobie innej zdrowej albo coś..
Kochane... wzruszyłam się i rozwyłam czytając tyle komentarzy pod ostatnim wpisem, wykresami i prywatnych wiadomości. To bardzo miłe. 
Dziś napiszę tylko tyle... od zeszłego piątku jestem w szpitalu w Wawie, wcześniej dwa dni byłam w swoim powiatowym szpitalu od środowej wizyty. Muszę tylko leżeć więc nawet pisać jest mi tu średnio wygodnie.
Krótkie wieści z frontu szyszakowego : maleństwa mają się dobrze, za to szyjka w opłakanym stanie, waha się od 0,4 do 0,6mm. Jestem pozytywnie zaskoczona opieką i podejściem do pacjenta.
Pozdrawiam Was wszystkie bardzo serdecznie. Pomódlcie się za nas abyśmy w takim stanie poleżeli jeszcze długo, a szyszaki nie chciały wyjść na świat. Dziś 24t 4d. Trzymajcie kciuki.
Niedługo się odezwę!
Przesyłam moc buziaków i uścisków.
No cóż...zaczynam kolejny cykl. Stymulacja clo + luteina i monitoring. Zobaczymy czy pomoże.
Jak się czuję w 6 dniu ciąży? W sumie nie jest źle,aczkolwiek od kilku dni boli mnie brzuch i głowa,ale to przecież normalne. Dzisiaj byłam z mężem w nowo otwartej wielkiej galerii,także jest moja ostatnia nagroda pocieszenia,czyli płaszczyk
Wydałam tyle kasy,że teraz aż się dziwnie czuję,ale co tam grunt,że było co kupić,a nie jak ostatnio nic w oko nie wpadało. I tak mam płaszczyk na zimę,dwa sweterki,kamizelkę,jeansy i kapcie:)
Dzisiaj kolejną noc nie spałam. Mąż chrapał przeokropnie,tak się cieszyłam,że sobota i się wyśpię,a tu dupa jeszcze gorzej jak w tygodniu. Nie wiem co mu się ostatnio dzieje,zazwyczaj chrapał jak się kładł wypity albo baaardzo zmęczony,a tu ani jedno,ani drugie już którąś noc się męczę i mam ochotę go w nocy zaciukać
Jak tylko wstałam to się zebrałam i poszłam do apteki po stopery do uszu.Kupiłam dwa rodzaje może któreś się nadadzą i nie będą uszy boleć,ani nie będę słyszeć chrapania. Teraz biorę się za zaległe seriale,a potem spacer z psem:)
Miłego weekendu!
Czytam te pamiętniki i czytam i nie mogę się nadziwić skąd te wszystkie dziewczyny mają czas, motywację i pomysły na kolejne wpisy. Ja też miałam takie plany. Miałam. A wyszło jak zwykle.
Ale skoro już napisałam te kilka słów to do wiadomości potencjalnego czytelnika 
Synek mój skończył już 7 miesięcy. Czas bardzo szybko płynie i dlatego staram się jak mogę wtapiać w każdy dzień, mimo że bardzo podobny a jednak inny, tak jak tylko mogę. Wiem właśnie po wpisach w pamiętnikach, że bywa różnie. Raz lepiej raz gorzej ale zawsze "zmarnowany" czas nigdy nie wraca. Nasze malutkie dzieci rosną i pewne rzeczy są tylko tu i teraz. I dlatego ja nie chcę ich przegapić.
Może dlatego jestem tak pochłonięta swoim synkiem i nie mam czasu na pamiętnik. Ale z drugiej strony, to właśnie tu powinnam i mogę zapisać te ulotne wspomnienia i moc je kiedyś z "niedowierzaniem i zapartym tchem" przeczytać.
Mogłabym ale nie robię, może powinnam to zmienić?! Postaram się, ale nie obiecuję bo potem głupio nawet przed samą sobą.
Dlatego nie robię noworocznych postanowień ani innych tego typu. Jak mam coś zrobić to robię, jaj nie to nie. Ooo.
24+4
Jesteśmy już po echo serduszka. Ignaś jest cudowny i zdrowy jak rybka. Antybiotyki zadziałały
Waży 750 g i ma wszystko na swoim miejscu. Przepływy też wszystkie super i dostałam zakaz martwienia się i nakaz radości z ciąży. Więc postaramy się tak dalej funkcjonować.
Zrobiłam oczywiście zakupy dla Synka i różne takie inne pierdoły typu: podkłady, nakładki na sutki. Jeszcze tylko laktator, kilka pierdółek i mamy wyprawkę gotową. Co ja będę dalej robić?
W domu też prawie wszystko zrobione. Zostało kilka kafelek do położenia w łazience i pomalować drzwi. Oj jak ja już chcę luty!!!
Kocham Cię Syneczku :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.