http://www.dominikanki.republika.pl/pasek_sw_dominika.html
Pasek Św. Dominika
Jest to dar dla małżeństw, które pragną mieć dzieci, a napotykają różne trudności w realizacji swoich pragnień.
Pasek św. Dominika nie jest talizmanem i nie jest przedmiotem magicznym! Jest tylko wezwaniem małżonków do usilnej i ufnej modlitwy o upragnione potomstwo za wstawiennictwem tego świętego.
Sam pasek, kawek bawełnianej tasiemki z nadrukiem krótkiej modlitwy do św. Dominika, oraz pełen zestaw modlitw w tej intencji można otrzymać od mniszek dominikańskich z Gródka w Krakowie:
Siostry Dominikanki
ul. Mikołajska 21
31-027 Kraków
tel. (012) 422-79-25
Mój wykres jest tak zębaty, że aż nie mogę na niego patrzeć... była ta owulacja czy nie była? Nie mam pewności co do obserwacji śluzu, testów owulacyjnych, a już najmniejszym zaufaniem darzę mój termometr. Potrafi pokazać trzy różne temperatury! Czy Wam tez to się zdarzało? Pierwsza wyższa, a następne o wiele niższe?
czytałam gdzieś (chyba na stronie iner.pl), że nie powinno się stosować termometrów elektronicznych.. A ja taki właśnie mam. Pokazują różne temperatury i trzeba zawsze pamiętać żeby wkładać do buzi z tej samej strony itp. (więc oczywiście codziennie rano koncentruje się, żeby dobrze przyłożyć ten termometr).
Nie mogę też przestać myśleć o tym, że owulacja może być dzisiaj - teraz - i nie umiem czekać co drugi dzień z serduszkowaniem, bo boję się, że przegapię najbardziej płodny moment! Robiłabym to codziennie! (i kolejna obawa, że wtedy plemniki będą za słabe..) Nie zakładam w ogóle takiej opcji, że w tym cyklu się nie uda. Robię wszystko co mogę, żeby pomóc szczęściu.
Kolejna rzecz to strach, że owulacja w ogóle nie nastąpi. Albo, że się rozchoruje i temperatura w ogóle już nie będzie miarodajna.
Szaleństwo....
Do tego moje temp jest bardzo niska... czy tak powinno być przy mierzeniu jej w ustach? Może to leki na tarczycę to powodują?
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2015, 11:08
Nadzieja umiera zawsze ostatnia. Człowiek jest naiwny przez całe życie. Wystarczy, że jakaś lampeczka malutka mu się zapali na drodze i od razu odrzuca wszystkie złe myśli i się łudzi. Bynajmniej tak jest ze mną
ale kto zabroni komu pomarzyć? W sobotę minął termin @ . Dziś juz wtorek i dziś program znowu mi wyznaczył owulkę, na tego dnia co miałam dostać okres, czyli na 34dc. Czy to możliwe? wiem, że nie . ale mimo wszystko wierzę, że może jednak to jest realne. W końcu mialam infekcje, stresujący miesiąc. Możliwe, prawda? Może bym się tak nie nakręcała, tylko że akurat co wyznaczono owulkę były serduszka. I tak człowiek jeszcze ma nadzieję.. Zobaczę przez kilka dni czy program nie usunie owulacji (wcześniej usunął na 5 dpo) . Dziś jest niby 3dpo. Zobaczymy. ehh
wolałabym chyba dostać okres i zacząć nowy cykl niż takie misz masze przeżywać.. Niech mnie ktoś na ziemię sprowadzi, bo tylko nie potrzebnie się łudzę. Zapewne jutrzejsza temperatura mnie na ziemię postawi. I oby tak właśnie było.
Miłego dnia.
Czuję jedną rzecz - wypaliłam się w pracy. Nie mam już siły i ochoty do niej chodzić. Codziennie widzieć te same osoby, codziennie te same pretensje. Wrrrrr, naprawdę mnie to wkurza. A potem się dziwię, że nie mam ochoty na
jak wrócę z pracy, jak cały czas jestem zdenerwowana. Mój grafik zmienia się z prędkością światła, a ja jak ta głupia na wszystko się zgadzam. Ja wolę pracować 2 na 2 (dwa dni w pracy, dwa dni wolnego), ale moja zmienniczka "nie ma siły" ... Wszyscy mnie buntują, że byłam tutaj pierwsza i to właśnie ona powinna się dostosować, ale ja już nie mam siły nawet się kłócić. Jak można ustalić grafik na styczeń, jeżeli jest 10 LISTOPAD!!! Skąd ja mogę wiedzieć co będzie za tydzień, a co dopiero za półtora miesiąca. RANY BOSKIE! No nic wyżaliłam się i troszkę mi lepiej.
teraz tylko muszę przetrwać jakoś do 21:00 i trzy dni wolnego. Oj mam zamiar odpocząć. hahahaha ale się rozmarzyłam! Dobra, dobra Karola wracaj na ziemię, bo akurat Ty nie masz nigdy odpoczynku. Jutro obiad u Dziadków Małża. W czwartek rano na zakupy z Małża siostrą-chcę kupić z tej wypłaty prezent pod choinkę dla chrześniaka. Po południu na kawę do koleżanki, nie bardzo chcę tam jechać no ale już się nie wymigam - robiłam to już kilka razy
Babcia oczywiście też już mi cały dzień zaplanowała. A w piątek nareszcie odwiedzę moją ukochaną Asiulę z Wojtaskiem
Rok temu razem mówiłyśmy, że przy Wigilijnym stole chciały byśmy usiąść już w dwupaku. Jej się udało!!!
i teraz ma pięknego Wojciecha :* Ciocia długo nie miała czasu, ale teraz spina pośladki i jedzie odwiedzić z prezentami 
A co do Naszych starań to dalej nic nie wiem
Oj naprawdę idzie zwariować.
No i wredota przyszła
. Trudno się mówi a życie toczy się dalej. Od 6 nie śpię i dobrze że mam wolne bo bym nie wysiedziała w pracy. No a wieczorem łyknę tabletkę żeby nie bolało odstawię męża do drogi i jadę na balety.
10.11.2015r. Dzień siódmy
Ponoć siódemka to taka szczęśliwa liczba. U nas na pewno. Nastka urodzona o 7.47 swój siódmy dzień na tym świecie przywitała śpiąc. My zresztą też. Obudziliśmy się dopiero o 8. Gdy spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, która godzina, wiedziałam, że moje piersi będą wołać o wydojenie ich. Mała spała w najlepsze, mąż także, a mnie pocisnęło na kibel. Z przerażeniem w oczach stanęłam przed wyborem - odciąganie pokarmu czy kupa. Mój organizm zdecydowanie się jej boi. Stwierdziłam, że trzeba chwytać byka za rogi, tym bardziej że energii miałam sporo po przespanej nocy. Mąż zajmował się Małą, przewijał ją i karmił w takim tempie, że te dwie pobudki o 1.30 w nocy i 5.30 zajęły tylko pół godziny i Anastazja spowrotem lądowała w kołysce. Czyli śpię nawet więcej niż w ciąży, bo wtedy traciłam sporo czasu na wstawanie do toalety
no, ale do brzegu. Wzięłam laktator w dłoń i poszłam na zrzucanie niepotrzebnego balastu w kanał. Szczerze przyznam, że odciąganie pokarmu lepiej mi wychodzi niż ta kupa. Ehhh ten połóg. Już nie mogę się doczekać zdjęcia szwów zaplanowanego na 12 listopada. Pani Ania obiecała, że zrobi to tak by było bezboleśnie 
Gdy wróciłam z łazienki Mama podała mi śniadanie i ciepłą herbatkę, a Mąż zaczął wybudzać Małą do porannej pielęgnacji
oczywiście rozpoczął od przygarnięcia Nastki do niego do łóżka i smyraniu po brzuszku. Ona to wprost uwielbia i daje temu wyraz pierdząc okrutne bąki i srając gigantyczne kupy. Gdy ja i Nastka zostałyśmy wykarmione, to dziecię me jak zawsze powędrowało do kołyski na spanie, a ja poszłam pod prysznic.
Rodzice korzystając z okazji wybrali się na zakupy, K. zabrał się za odkurzanie i sprzątanie łazienki. Gdy rodzice wrócili do domu wymieniliśmy się i oni zostali z Małą, a my wyskoczyliśmy załatwić nasze sprawy. Chcieliśmy zapisać Anastazję do przychodni, więc spacerkiem się tam udaliśmy. Mała jest na tę chwilę najmłodszą pacjentką. Umówiliśmy ją na pierwszą patronażową wizytę 19 listopada. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o sklep mięsny, bo K. zażyczył sobie jakiejś wędliny, drogerię (bo szampony do włosów nam się pokończyły, więc trzeba było kupić ścierki, pampersy, korektor dla mnie i takie tam...
), aptekę.. Pamiętając o naszym Uzim zaszliśmy także do zoologicznego po nową zabawkę. Niech się kot nie czuje odrzucony w związku z pojawieniem się nowego członka rodziny. Chociaż Rodzice (szczególnie Mama) bardzo dużo uwagi mu poświęcają, pozwalają ze sobą spać, pozwalają mu towarzyszyć im przy ich prysznicach i kąpielach, ciągle czymś pysznym karmią i się bawią, puszczają na balkon,więc nie jest źle. Kupiliśmy mu świetną zabawkę na elastycznym patyku. Kot szczęśliwy jak nigdy. Już pod samym domem przypomniałam sobie, że koniecznie, ale to koniecznie muszę zjeść pączka z nadzieniem różanym, więc jak wariaci łaziliśmy od piekarni do piekarni, by znaleźć gdzieś takie.
Gdy wróciliśmy do domu, Rodzice poinformowali nas, że "nasze dzieci" nawet nie otworzyły oka podczas naszej nieobecności. Jednak gdy wróciliśmy do domu Uzi przyszedł się przywitać, a Nastka śpi do tej pory! A jest już 14.30! Czyli niedługo będzie 4 godziny! No ale co się dziwić, jak wciąga ona tyle mleka! My korzystamy z chwili i leżakujemy w sypialni, Mama lepi pierogi, a Tato szaleje z kotem i jego nową zabawką 
A i dla mnie ta siódemka jest szczęśliwa. Muszę się pochwalić, ale brzuch mi schodzi w zaskakująco szybkim tmpie. Jest taki malutki jak w I trymestrze! Wagowo u mnie sytuacja wygląda tak, że dziś jestem już na minusie jeden kilogram względem wagi przedciążowej. O poranku waga wskazywała właśnie 54 kg! Nałożyłam na dzisiejszy spacer obcisły płaszcz w rozmiarze S (tak, tak, jest dopasowany kolorem do lakieru Mondka
- dzień przed porodem udało mi się w taki zaopatrzyć! ) i o dziwo wyglądałam w tym dobrze. Myślałam, że będę trochę dłużej czekać, aż w niego się wcisnę!
Koniec relacji, córkę trzeba jednak obudzić na siłę, przebrać, nakarmić, pocałować i wyrzucić na balkon! Niech się dziecko hartuje i zdrowo trzyma!
Zosia ma 5 miesięcy! i nawet 10 dni:P
Sto lat mnie tu nie było, a szkoda, bo warto notować te wszystkie cudowności jakie mnie spotykają - Zosia tak szybko rośnie, tak szybko się zmienia!
jest już takim ekstra bobasem do całowania pieszczenia podrzucania i wygłupów. Już nie jest kruchą kruszynką którą czule i delikatnie przekłada się z miejsca na miejsce.
To też było urocze, ale ten etap też jest super. Robię jej miliony pierdzioszków, łaskoczemy ją i wygłupipamy się a Ona ciągle się śmieje. Ma przepiękny uśmiech!
Wczoraj było szczepienie Mała ma już 7 kg. Je po ok 8 razy dziennie. Tak nagle z dnia na dzień (dokładnie od 6 paź hehe) przestała jeść tak strasznie często a zaczęła w większymi odstępami. Niesamowite to jest. Sama nagle tak zrobiła, i cieszę się że nie ingerowałam w to całe karmienie, nie zmuszałam. Potrzebowała przez pewien czas jeść często, to jadła, teraz już nie potrzebuje i super! Cieszę się że dzieje się to jej własnym rytmem.
Dwa razy zdarzyło jej się przespać noc - ciągiem 7-8 h. Tak to budzi się co ok. 3-4 h.
Przestała obracać się z brzuszka na plecy - ściemniara ściemnia że nie umie:P i tylko leniuszek woła jak się znudzi żebym ja ją przeturlała. Uczę ją uparcie żeby to robiła sama, i powoli znów się przekręca, ale to od wielkiego święta.
Zabiera się za pełzanie powoli, ale baardzo powoli.
Ostatnio ma jakieś problemy z zasypianiem. Wróżę kolejny skok rozwojowy.
Ma jedną cechę którą kocham jak nie wiem co a wszyscy się nad tym rozczulają - Zosia zawsze ale to ZAWSZE budzi się z uśmiechem. Jak tylko z łóżeczka czy gdzie akurat tam śpi dobiega głos że się obudziła zaraz wszyscy lecą bo jak tylko się nad nią pochylić to zapuszcza takiego rogala, tak pięknie się uśmiecha, z jeszcze lekko zaspanymi oczkami, ale z taką autentyczną radością że kogoś widzi, że wszyscy chcą być tymi którzy ją powitają
Rodzina ją uwielbia. Ja ją uwielbiam. Tatuś ją uwielbia!
Zaczęła gadać! tak po swojemu - rewelacja. Oj długo musiałam na to czekać
Jest, i mówię to z ręką na sercu - najgrzeczniejszym dzieckiem jakie w życiu widziałam.
Pogodna. Grzeczna. Zdrowa. Rozkoszna. Ładnie bawi się sama. Super bawi się z ludźmi.
To naprawdę nasz Anioł!
35 TC (34t0d)
Waga 67 kg
Za Nami 85 % ciąży
Do TP pozostało 38 dni wg. USG/ 42 dni wg. OM
Wpis na krótko. Pogoda paskudna. Nastrój taki sobie. Jem na potęgę, szczególnie nabiał, kładę się na lewy bok po każdym jedzeniu żeby Maks dostał jak najwięcej składników odżywczych ode mnie, pilnuję się by spać też na lewym choć to nie takie proste. Chociaż tyle mogę zrobić....Połowę nocy nie spałam
Dziś pod wieczór jadę do innej lekarki skonsultować wyniki USG. Mam nadzieje, że wymiar brzuszka ruszy wreszcie z kopyta
. Podobno po skończonym 34 TC dziecko jeszcze szybciej przybiera na masie i długości. Trzymajcie kciuki za Nas...
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 17:06
Klamka zapadła. Termin Hsg ustalony. Niestety nie udało mi się już "wcisnąć" na grudzień
Pozostaje czekanie do pierwszych dni nowego roku... Mój wewnętrzny cykor zaciera ręce: "Masz przed sobą jeszcze prawie 2 miesiące, gdy nic ci nie grozi!". Druga strona odpowiada mu z lekka podirytowana: "Faktycznie nic mi nie grozi! Ciąża również!".
25+0
88 cm w brzuszku
55 kg (+2kg)


Dziś dotarła paczuszka z rzeczami dla Ignasia. Wszystko od razu poprałam a jutro zacznę prasować. Jeszcze czekam na paczkę ze Smyka ale chyba dopiero w czwartek będzie...
Miewamy się bardzo dobrze i rośniemy jak na drożdżach. Synek rusza się dużo i bardzo mnie to cieszy. Przynajmniej wiemy, że wszystko dobrze.
Za miesiąc kolejne USG trzeciego trymestru. To już tak blisko. Chciałabym żeby ten czas szybko zleciał. Mimo, że boję się macierzyństwa i tego czy dam radę to jestem tym tak podekscytowana. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2015, 15:35
Uproszczona tabela indeksów glikemicznych opracowanych przez Michaela Montignaca:
Indeks glikemiczny - Niski (poniżej 40)
Przyprawy suszone - 5
Cebula - 15
Cukinia - 15
Cykoria - 15
Czarna porzeczka - 15
Fasolka szparagowa - 15
Grzyby - 15
Kiełki (fasoli mung, soi) - 15
Kiszona kapusta - 15
Ogórek - 15
Oliwki - 15
Orzechy i migdały - 15
Papryka (czerwona, zielona, żółta) - 15
Por - 15
Seler naciowy - 15
Soja, tofu - 15
Szparagi - 15
Warzywa zielono listne - 15
Bakłażan - 20
Czereśnie - 20
Sok cytrynowy (niesłodzony) - 20
Czekolada gorzka (.70% kakao) - 25
Czerwona porzeczka - 25
Owoce jagodowe - 25
Pestki z dyni - 25
Wiśnie - 25
Zielona soczewica - 25
Ciecierzyca gotowana - 30
Czerwona soczewica - 30
Czosnek - 30
Dżem niskosłodzony - 30
Gruszka - 30
Makaron chiński - 30
Mleko sojowe - 30
Morele świeże - 30
Owoce cytrusowe - 30
Pomidory - 30
Twaróg odtłuszczony - 30
Amarantus - 35
Fasola - 35
Brzoskwinie, nektarynki - 35
Dziki ryż - 35
Groszek zielony - 35
Jabłka świeże, duszone, suszone - 35
Jogurt odtłuszczony - 35
Musztarda - 35
Nasiona (siemie lniane, słoneczniki) - 35
Pomidory suszone - 35
Seler surowy (korzeń) - 35
Śliwki - 35
Pieczywo chrupkie - 35
Indeks glikemiczny - Średni
Chleb i makaron razowy - 40
Fasola z puszki - 40
Figi suszone - 40
Kasza gryczana - 40
Makaron al dente - 40
Morele, śliwki suszone - 40
Otręby, płatki owsiane surowe - 40
Sok z marchwi - 40
Ananas (świeży) - 45
Kaszka pęczak - 45
Kokos - 45
Płatki śniadaniowe pełnoziarniste - 45
Ryż brązowy - 45
Soki cytrusowe bez cukru - 45
Winogrona - 45
Zielony groszek z puszki - 45
Żurawina - 45
Chleb orkiszowy - 50
Kiwi - 50
Kuskus - 50
Ryż basmanti - 50
Sok jabłkowy bez cukru - 50
Sok żurawinowy bez cukru - 50
Surimi (paluszki krabowe) - 50
Brzoskwinie z puszki - 55
Ketchup - 55
Musztarda - 55
Nutella - 55
Sok winogronowy bez cukru - 55
Spaghetti (ugotowane na miękko) - 55
Sushi - 55
Indeks glikemiczny - Wysoki (powyżej 60)
Banany dojrzałe - 60
Kakao słodzone - 60
Kasza manna - 60
Lody słodzone cukrem - 60
Majonez - 60
Melon - 60
Miód - 60
Mleko tłuste - 60
Morele z puszki - 60
Owsianka gotowana - 60
Pizza - 60
Ryż jaśminowy, długoziarnisty - 60
Ananas z puszki - 65
Buraki gotowane - 65
Chleb pełnoziarnisty - 65
Dżem z cukrem - 65
Kukurydza - 65
Batoniki czekoladowe - 65
Muesli z cukrem lub miodem - 65
Rodzynki - 65
Ziemniaki mundurkach - 65
Amarantus dmuchany - 70
Bagietka - 70
Biszkopt - 70
Bułki pszenne - 70
Chipsy - 70
Chleb ryżowy - 70
Cukier - 70
Daktyle suszone - 70
Kasza jęczmienna - 70
Kleik ryżowy - 70
Maca (z białej mąki) - 70
Makaron z białej mąki - 70
Mąka kukurydziana - 70
Napoje gazowane - 70
Rogalik - 70
Ryż krótkoziarnisty - 70
Sucharki - 70
Ziemniaki gotowane - 70
Arbuz, dynia, kabaczek - 75
Bób gotowany - 80
Marchew gotowana - 80
Mąka pszenna - 85
Płatki kukurydziane - 85
Prażona kukurydza - 85
Chleb z białej mąki - 90
Mąka ziemniaczana - 90
Ziemniaki pieczone - 95
Ziemniaki smażone - 95
Skrobia modyfikowana - 100
Piwo - 110
9 miesięcy 

Tyle czasu minęło od wczoraj kiedy nasz mały cud jest z nami na świecie. Witamy kolejny miesiąc (niestety ze smutkiem
) czas zdecydowanie za szybko leci, wciąż nie mogę się nim nacieszyć. Niedługo będzie biegał, będzie wszędzie a ja nie będę mogła go złapać 
Z jednej strony chcę zwolnić ten czas.. By Tomcio tak nie rósł
ale z drugiej strony chciałabym go przyspieszyć bo już nie mogę się doczekać kolejnej ciąży
no nic wszystko w swoim czasie. Czekam teraz na drugą @ po porodzie. Trzy dni temu miałam strasznie wrażliwe sutki jak Tomcio pił to aż zęby zaciskałam bo bolało. Czułam się jakby to był początek karmienia hehe
swoją drogą ciekawe ilu dniowe będę miała teraz cykle.



No i nasza sesja 9-miesięczna 
Niestety nie już tak łatwo go uchwycić, a żeby patrzał się w obiektyw to w ogóle jest cud
ale i tak będziemy mieć cudowną pamiątkę 




Z racji, że moja mama jest krawcową (nie z zawodu tylko z zamiłowania) w końcu nadszedł czas na to by odziedziczyć ten talent
a dopiero teraz wenę dostałam i jakoś napaliłam się na to szycie po pierwszym razie
tylko najpierw będę szyć u mojej mamy. Muszę się trochę podszkolić, po za tym zastanawiam się gdzie bym ją postawiła bo nie mam żadnego biurka tylko malutki stolik do kawy. Jest jedno wyjście ale to dla mnie jeszcze za szybko. Musiałabym łóżeczko Tomusia przenieść do jego pokoju, który wkrótce wam pokażę gdy będzie gotowy
w sumie analizowałam możliwość przeniesienia go do jego pokoju bo mały cwaniak podciąga się na szczebelkach i ciągle się śmieje do nas jak nas widzi
a ja staram się go już uczyć, że gdy jest wieczór i jest po kąpieli to nie jest czas na zabawę i pogaduchy. Chcę by się wyciszył i wiedział że jest pora spania. Tylko myślę że u nas w pokoju to nie za bardzo wychodzi pomimo tego że rozmawiamy szeptem, że światło jest wyłączone, gra telewizor. Musimy to przedyskutować z mężem i zdecydować 
A oto moje dzieło - oczywiście stworzone z pomocą mamy 
LUBIĘ TO! Zamawiam materiały i działam dalej
w końcu mam dla kogo szyć, mam osobistego modela 


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2015, 17:02
Kochane moje dzisiaj mieliśmy drugą wizytę u ginekologa. Czekałam na nią z ogromną niecierpliwością. Przed samą wizytą zaczęłam się panicznie bać, a że było jeszcze opóźnienie to moja panika sięgnęła chyba zenitu...
Kiedy już weszliśmy do gabinetu lekarz zapytał jak się czuję i zaprosił na USG. Od razu zobaczyłam mały pulsujący punkcik na monitorze
Oczy mi się zaszkliły i serce zaczęło mi szybciej bić. Nasza Kruszynka ma 8.3 mm, a jej serduszko bije 141 u/min. Lekarz powiedział, że wszystko rozwija się prawidłowo i zlecił mi kilka badań, które muszę zrobić przed następną wizytą. Zmierzył mi ciśnienie przy zakładaniu karty ciąży i wyskoczyło 130/70 gdy ja zawsze mam ok 90/60. Z tego wszystkiego nawet nie słyszałam i nie rozumiałam co lekarz do mnie mówi...
Dobrze, że mój mąż ze mną był i odpowiadał za mnie na takie proste pytania... Ja miałam w tym czasie czarną dziurę w głowie. Długo jeszcze dochodziłam do siebie ale nie zmienia to faktu, że jestem przeszczęśliwa!! 


Dziękuję Wam kochane za to, że trzymałyście za nas kciuki i że wspierałyście mnie w cięższych chwilach! ❤❤❤ Jesteście wspaniałe 
Pochwalę się jeszcze moją Kruszynką. Prawda, że piękna?
❤

3dc
Wczoraj usłyszałam w pracy, że jestem inna niż dotąd.. Może przemęczona, może smutna, może nieobecna.. Niby wszystko w porządku, ale jednak widać, że coś się dzieje.. I tak sobie pomyślałam, że pewnie te starania i ciągłe bieganie za lekarzem tak na mnie wpływa.. Niby się staram, żeby w pracy nikt nic nie wiedział, niby staram się wyłączyć, ale najwidoczniej mi nie wychodzi.. Jeszcze mocniej postaram się żyć..
Dzisiaj wpadają znajomi, postanowiłam przygotować coś pysznego.. Szkoda tylko, że nie wyluzuję się w to święto bo przyniosłam sobie tyle papierów do zrobienia.. Praca, praca, praca:(
A co do planów na ten cykl to sama nie wiem bo profesor nie odbiera telefonów.. Moim zdaniem powinien przyjąć mnie w poniedziałek.. Jak w czwartek nadal nie będzie odbierał to zacznę się martwić
Ciężko na sercu, ostatnio wszystko mnie wkurza a mąż twierdzi że ciężko ze mną wytrzymać. Zrobiłam się drażliwa, w pracy mnie dziś zdenerwowali, czarne myśli w głowie, że nigdy nie uda mi się zajść w ciążę, że to ze mną lub z mężem jest coś nie tak. Już sama nie wiem co ze sobą zrobić, żyję z dnia na dzień i staram się nie marzyć o tym , że zajdę i nie myśleć jak by było cudownie mieć dzidziusia. Za 3 tygodnie przyjeżdża moja mama, bardzo bym chciała zakomunikować jej tą radosną wieść, ale raczej niczym się nie pochwalę. Mąż ma drugą zmianę, jak zwykle kiedy mam owulację i nie ma zbyt dużo przytulania. Ale dziś na niego poczekam i jutro też go rano zaatakuję żeby zwiększyć szanse. Coraz ciężej mi w tym cyklu, dużo myślę, są chwile że jestem pełna nadziei a zaraz potem dopada mnie kompletna załamka. Muszę czymś zająć głowę, albo porozmawiać z mężem o moich obawach. Ja całymi dniami zabijam się myślami, udaję przed całym światem i przed nim że wszystko jest ok. Już nie daję sobie rady, przytłacza mnie to. Najchętniej zaszyłabym się w domu do czasu aż uda się ale niestety tak się nie da. 
Powracam do pamiętnika po ponad półtora roku nieobecności..przez ten czas wiele się wydarzyło, wiele się zmieniło ale nadal nie doczekaliśmy się tej radosnej nowiny na którą czekamy już tyle czasu 
Przez czas nieobecności miałam okresy dystansu do tematu ale również okresy wielkiej rozpaczy i bardzo ciężkich chwil..ostatnio, gdy początkiem października dowiedziałam się, że dwie moje najlepsze przyjaciółki są w ciąży jednocześnie, kilka dni później dobra znajoma a 3 dni później bratowa..w między czasie pierwsze badanie nasienia M - wynik bardzo, bardzo zły - 2 mln plemniczków na mililitr a do tego gronkowiec w nasieniu, kolejny cios..kolejne badania przynosiły tylko smutek i łzy, było tylko gorzej..to był bardzo ciężki czas, który, mam nadzieję, już za nami 
Dziś kiedy siedzę i piszę ten wpis mój M jest pół godziny po pierwszej wizycie u bardzo dobrego urologa..diagnoza - żylaki powrózka nasiennego i oczywiście propozycja zabiegu 14 grudnia..
Może to głupie co powiem ale cieszę się
Cieszę się, że jest jakaś przyczyna, że jest jakaś iskierka nadziei na poprawę wyników i upragnione szczęście..
W międzyczasie dużo się wydarzyło..ukończyliśmy budowę wymarzonego domu i od dwóch miesięcy cieszymy się nim już mieszkając, od przyszłego miesiąca zmieniam pracę, która zabierała mi niezwykle dużo czasu oraz nerwów..czas na słoneczne dni 
I po monitoringu. Jest jeden pęcherzyk w prawym jajniku. 15mm więc co prawda trochę mały, ale w czwartek idę na drugi monitoring. Może mu się jeszcze urośnie
Tak cholernie się cieszę, że Clo dało radę! Choć trochę! Bardzo bardzo bardzo!

A to moje jajo 
A co do zęba, to mam rwać i się nie bać
Znieczulenie mogę dostać, tylko jak się okaże na monitoringu we czwartek, że pęcherzyk urósł to mam zaznaczyć, że mogę być w ciąży.
Jest radość! Mimo tej okropnej pogody i perspektywy rwania ósemki, mam dobry humor 
@ dalej nie ma i w sumie nic nie zapowiada, żeby miała przyjść, ciekawe o co chodzi. Dziś był mój brat i przywiózł mi zdjęcia ze swojego ślubu, śliczne są. A drugi brat poprosił mnie na matkę chrzestną swojej córeczki
no cóż skoro mi nie wychodzi z własnym dzieckiem to przynajmniej będę najlepszą matką chrzestną na ziemi, a co ! 
Kuchnia skończona. Zostały tylko meble do pokoi i koniec. Myślę że do grudnia się uporam z nowymi narzędziami 
Jako żem zajebista żona dzisiaj na obiad mrożona pizza
...cały dzień zleciał mi na mocowaniu blatu i wieszaniu szafek...ehh
Wczoraj zaczęliśmy łykać antybiotyki i jest nieźle - na razie
albo mi się wydaje albo mniej sikam - czyli jakiś plus 
Zaczęłam poważnie zastanawiać się nad laparoskopią. Zapytam w przyszłym miesiącu mojej lekarki co o tym myśli. Tymczasem jeśli to możliwe to zaszczepiłabym się na żółtaczkę żeby mieć to z głowy jeśli rzeczywiście dojdzie do jakiegoś zabiegu.
Kurde tyle tatuaży robiłam i sie nie szczepiłam a tu człowiek chce do szpitala iść i musi
Poznałam dzisiaj znaczenie słowa "cień cienia"...
Jest 12 dpo, nie śpię od 5 i właśnie wróciłam do łóżka z testem. Świadoma tego, że jest za wcześnie aby się cieszyć, mam głęboką nadzieję że tym razem się uda!! Musi się udać!!
Jutro 30 dc i beta według planu pani doktor, więc z rana powtórka testu i zobaczymy czy będzie po co jechać. Jeśli mogę was o coś poprosić, to pomyślcie choć przez chwilę cieplutko o zwariowanej i pokręconej kobiecie która o świcie wylewa swe żale i obawy 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.