14dc
Dzisiaj wizyta u gin. 9:40
Ciekawe co z ta moja owu.
Fakt zaczynam sie troche martwic no ale okaze sie wszystko.
Ciekawe co mi ginka powie na temat mojej macicy...
Z powodu wyjazdu, nie mialam mozliwosci badania temp i teraz nie wiem kiedy bylo jajeczkowanie. Ciekawe jak je wyznacy of. Co moge dodac : wg kalendarza ksiezycowego jajeczkowanie mialo miejsce w czwartek. Obecny cykl wydluzyl sie i mysle, ze wlasnie z powodu owulacji ksiezycowej. Niemal 100% pewnosci mozna miec, ze wspolzycjac w czasie, gdy te dwa cykle sie naloza, zajdziemy w ciaze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2015, 12:02
"Czemu ty sie, zla godzino
Z niepotrzebnym mieszasz lekiem?
Jestes-a wiec musisz minac.
Miniesz-a wiec to jest piekne."
Czekam na okres... mam nadzieję że przyjdzie punktualnie... punktualnie ? w sumie on przychodzi jak chce ;P 30-35 dni w tych granicach mogę się go spodziewać. chyba że się przesunie to będzie dłużej.
piersi bolą, podbrzusze pobolewa...no i wypryszczyło mnie na mojej mordce !!! więc @ na zakręcie.
14t3d
sto drugi dzień ciąży !
Ważne że ja mam dla tych Najważniejszych i że mam Małego Zouzika albo Zouziątko w sobie.
a początkowe L4 od psychiatry na pewno kupiłam za 50zł .. Witki i cycki opadają. Przejmować i wracać tam - nie będę już, ale to jeszcze wszystko przed nami.
ale kto by myślał o urodzinach, 12go Polska gra w noge! Liczę że jednak akcja rozpocznie się szybciej, inaczej sama podreptam na porodówkę ..Nie mam checi na pisanie bo to wszystko raczej smutne.
Ladne wykresy, seksy jak nalezy a tu wielkie nic.
Bylam wczoraj na cytologii i wymazie na chlamydie, wynik po swietach.
I co ja mam tu wiecej pisac?
W glowie nadal mam spokoj taki jakis bardziej rezygnacyjny niz godzacy sie ze soba.
Czytam pamietniki, patrze jak zycie sobie plynie, szczesliwa jestem z moim mezem... wyjawszy brak dziecka.
Coraz czesciej sie zastanawiam czy ja sie zagonilam w pietke, jak pies za wlasnym ogonem i nic juz poza tym nie widze.
Nie potrafie sobie wyobrazic mnie w ciazy, dziecka, niczego dalej.
Nawet usiluje sobie wizualizowac dwie kreski na tescie.. Bezskutecznie.
Wysoki gruby mur za ktorym jest ten inny piekny swiat ciaz, dzieci, macierzynstwa niedostepny dla mnie od lat.
A po tej stronie owszem jest pieknie cicho i troche smutno.
I czego ja chce tak na prawde. Boje sie odpowiedziec.
Chce czegos czego z kolei sie bardzo boje.
Poprosze o wylaczenie mi myslenia i emocji, poprosze o zdrowe cialo, poprosze o chec do zycia.
Dziekuje za dwie rece i nogi, za meza najwspanialszego na swiecie.
Jestem ambiwalentna szczesliwa i nieszczesliwa jednoczesnie...
Niech to qrwa szlag trafi.
A jutro mam 41 urodziny, blee.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2015, 12:54
Zawsze tlumaczylam sobie, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. Czesto rozmyslalam, jak to sie ma do faktu, ze stracilam ciaze. Niedawno otrzymalam odpowiedz od mojego sensei. Jestem przekonana, ze gdyby tak sie nie stalo, nie dokonalabym kroku na drodze rozwoju duchowego.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2015, 12:28
Popłakałam się dziś, jedna z moich tutejszych przyjaciółek została mamą ślicznej parki
Dzieciaczki są wcześniaczkami, ale maj się dobrze. Mama z wielkim poświeceniem ostatnie 6 tygodni leżała plackiem w szpitalu. Dzielna mama, dzielne dzieciaczki
Sosenko jeszcze raz wielkie gratulacje 
U mnie ok, czekam na wyniki posiewu moczu, bo mam jakieś wstrętne bakterie... bleee. Czuję się znośnie, chociaż dziś jakby mi ktoś odłączył prąd.
W poniedziałek przyznałam się swojej Dyrektorce do ciąży i doznałam szoku. Po wszystkich przykrych sytuacjach jakie z nią miałam, a były naprawdę ciężkie, ona uściskała mnie pogratulowała i co mnie już zaszokowało ostatecznie przyznała awans i podwyżkę....do tej pory nie mogę dojść do siebie. Jakieś resztki człowieczeństwa się ujawniły. W sumie to moja firma jest pro mamowa, mamy nie boją się zachodzić w ciążę i iść na macierzyńskie, potem wracają bez problemu do pracy. W 2016 r. z macierzyńskich wróci aż 4 dziewczyny i kolejne 4 zostaną mamami 
Dobrze się zaczął ten tydzień, dziś jestem trochę bez formy, ale się ogarnę, bo po pracy jedziemy z mężem po naszą pierwszą wspólną choinkę....jaram się jak dziecko
11 tydzień
Stres przybiera na sile. Jutro mąż zjeżdża na weekend i wypadało trochę ogarnąć. Zabrałam się za mycie podłóg ale to chyba nie był dobry pomysł bo moja macica zaczęła szaleć. Czuję jakbym miała w brzuchu twardy balon. Znam to uczucie bo w pierwszej ciąży od 26 tyg twardniał brzuch. Mam nadzieje że nie zaczyna się to samo, i to już w 11 tyg
Zobaczymy co powie jutro ginka.
Wszystkim, którzy trzymali za nas kciuki dziękuję! Udało się! Przetargi wygrane i nie utoniemy... Co prawda pani S... ma jeszcze szanse na odwołanie w Krajowej Izbie Odwoławczej, ale to jest już koszt około 20000 zł więc mam nadzieje, że nie będzie się jej chciało. Choć z tego co o niej słyszałam utrudnia do samego końca... Taka zła z niej kobieta...
Czytając ogłoszenie wyboru ofert miałam chyba stan przedzawałowy... Gdy zobaczyłam nazwę firmy męża autentycznie usłyszałam spadający kamień z serca. Poczułam się 10 lat młodsza i 10 kg lżejsza... Teraz do szczęścia brakuje tylko dwóch kresek.
Podbudowana wysłuchanymi modlitwami idę zamówić w poniedziałek mszę dziękczynną i z prośbą o dalsze łaski. Obiecałam sobie od-obrażenie się na Pana Boga i chyba jednak zaufam opatrzności...
Wiem brzmię jak jakiś moher, ale to nie tak. Zawsze byłam wierząca, choć z tym moim praktykowaniem przez ostatnie dwa lata bywało różnie. Między innymi dlatego, że fochnęłam się na Boga za brak ciąży.
Uroczyście obiecuję poprawę.
Co do starań. Temperatura skacze tak, że powoli myślę, że ten cykl jest stracony. Choć może to za wcześnie na wnioski. Właściwego śluzu nie ma (właściwie to żadnego nie ma). Poczekam na wizytę u gina. Zobaczymy co powie. Pewnie dostane jakieś leki na stymulacje, a jak nie to zaprę się nogami i rękami i nie wyjdę z gabinetu dopóki nie dostanę jakiś leków.
ho ho ho ! Idzie Mikołaj
. Zaraz święta, nowy rok i wiosna ! Szybko zleci .
W naszym przypadku potwierdza się teoria,że im człowiek bogatszy ,tym bardziej skąpy.
W tamtym roku Misiek sporo zarabiał,a nie zrobiliśmy nikomu prezentu, bo zbieraliśmy na dom i każdy grosz się liczył. Teraz kasy jest o wiele mniej, a każdy coś od nas dostanie. Zrobiliśmy prezenty dla 9 osób. Fakt, nikt nie ujrzy iphona 6s
, nie będę spełniać marzeń, ale jakiś prezencik od biednego Mikołaja będzie
.
Ten cykl nie sprzyja serduszkowaniu. Owulka wypada na wigilię +- . Może uwierzę w ten wyjątkowy czas i postaram się jakoś znaleźć chwilkę na
,żebym potem nie gadała że nie próbowałam . W ogóle myślałam,żeby całkowicie odpuścić w tym cyklu. Zero mierzenia tempki i patrzenia w wykres, ale po nowym roku idę do gina (tym razem na pewno ! ) i chciałabym mieć wykres z tego miesiąca.
Wczoraj byliśmy na kręglach. Miśka firma organizowała i było super. Odżyłam, a dziś jestem pełna energii... ale zaraz pewnie euforia minie i znowu zacznę smęcić
.
25+1
Agatka jest genialna...
Wczoraj idę sobie z micha pełną spaghetti (głodna jak wilk) i z tej radości potknelam się o komodę. Tak walnelam małym palcem u nogi, że było słychać trzask kości - mąż też słyszał... do 3 w nocy nie mogłam spać z bolu, dziś jak nie ruszam i leżę to ok, ale chodzenie sprawia ból. Do lekarza chyba nie ma sensu jechać bo małego palca i tak nie gipsuja ani nic z nim nie robią. Nawet jak jest złamany to musi się sam zrosnac, trzeba go tylko przybandazowac do palca obok. No zobaczymy, fakt faktem ciekawe jak sobie jutro u gina z fotelem poradzę. Nie mówiąc o dojezdzie tam, bo to lewa noga i może być problem ze sprzęgłem a godzina taka ze jedynie z tatą mogę jechać. Niech żyje zgrabnosc!
Wygląda na to, że okres się zbliża. Zaczął mnie boleć brzuch jak na okres...szkoda, bo naprawdę wierzyłam, że TYM RAZEM się uda. Ale ile to już było TYCH RAZÓW...
Miałam robić wcześniej test, ale chyba nie będę robić..po co, żeby znowu zobaczyć negatyw? Jak nie dostanę miesiączki do wigilii to może wtedy zrobię... Mam to w d. O!
Trzeba zająć się czymś innym (łatwo powiedzieć;/)
powtorzona prolaktyna, w normie. Nie wiem jakim cudem wczesniej byla tak wysoka. od 2 dni leze w lozku z temp. dopadla mnie grypa. taka wredna i parszywa grypa. z bolu miesni nie moglam spac, ani lezec, ani siedziec. nic. tylko plakalam. dzisiaj juz troche lepiej. ale za to nos........leeci. Czyli w tym cyklu znow w ciazy nie jestem.. nie wiem czy kiedykolwiek bede.. do niedzieli wolne. pozniej tylko poniedzialek i wtorek i leeeeeeecimy. Do M na swieta..prezenty spakowane, dzisiaj ma przyjechac kurier i odebrac. dobrze, ze ogarnelam zanim sie rozchorowalam..
Ten cykl to jakaś totalna porażka.
Śluz płodny ... obstawiam szczyt na 11-12 dzień. 13 było go mało, a 14 mikro mało, albo i w ogóle.
Owu. zaznaczyło owulację na 12 dzień cyklu, ale ja stawiałabym 13-14. Jeżeli była 14 to nasze serduszka można odesłać w kosmos.
Spaliłam i mierzenie temperatury i testy (w 12 dniu cyklu test rano, zamiast po południu, a 13 dnia wieczorem był już mocno pozytywny, więc sama nie wiem ...)
Wczorajszy dzień ... bez komentarza. Za duże napięcie.
Więc ... dupa dupa dupa dupa DUPA !!
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2015, 14:01
Koniec kochane ...
Już nie staram sie o dziecko, nie bede, nie chce... dość już ! Płaczę... mam taką ochotę, dobrze, ze jestem sama w domu... nie umiem przestać płakać ! Mam dość sztucznego uśmiechu. Nie chce swiąt. Już powiedziałam mężowi, że ma jechać z jego rodzicami do babci na święta bo ja ich nie bede obchodzić. Czuję niemoc, złość, smutek. Jestem daremną córką, żoną, wnuczką...kobietą ! Nie chce nikogo widziec dzisiaj...
Myślałam, że usune konto,ale nie zostawie moich trollek !
Jednak oficjalnie ... nie jestem juz staraczką a o dzieciach nie chce juz słyszeć !
Myślcie co chcecie... wiem ze sa inne problemy na tym świecie, że nie miałam badan. Ja już nie chce nic - a to uczucie rosnie z każdym oddechem !
EDIT: Pisząc tego posta przestałam płakać, nie uronie już żadnej łzy. Dzięki pamiętniku ! Uwolniłeś mnie od tych emocji ! ! !
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2015, 14:24
26t0d
Środa
"Minęła studniówka, z wielkim hukiem..."
Dokładnie wczoraj na liczniku pokazało się 100 dni do terminu porodu. Zaczyna powolutku, delikatnie pod czaszkę trafiać świadomość, że już zupełnie niedługo w naszym domu zamieszka Nowy Człowiek. Czy tylko ja tak mam, że ta świadomość dociera tak późno? Czy tylko ja nie zakorzeniłam tej myśli w tyle głowy gdzieś na stałe jeszcze? Biorąc pod uwagę rozmiar brzucha, już nie zdarza mi się zapomnieć, żem w odmiennym stanie. Co nie zmienia faktu, że świadomość zbliżającego się porodu i kolejnego fikołka w życiorysie jest ciągle dość odległa i mglista... Tak już mam. I tyle. Nie wdzieję za to na siebie szat pokutnych 
A co u nas? Idą Święta
Kartki zrobione i wysłane. Zakupy częściowo już załatwione. Plan na nadchodzący weekend:
- upiec i udekorować pierniki (obiecałam Majce i się z nic w świecie już nie wykręce)
- upiec ciasto (mój ulubiony miodownik, ze względu sporą ilość z nim roboty piekę go od tzw wielkiego dzwonu 
- pojechać z Majką na warsztaty cerazmiczne, gdyż mamy do odebrania nasze gliniane ozdoby choinkowe, które ciocia Jadzia już zapewne wypaliła i zeszkliła
- pojechać po prezenty (kupowanie prezentów to nie jest moje ulubione zajęcie
Nie potrafię się zdecydować co dla kogo, ostatecznie wydaję zdecydowanie więcej niż zaplanowałam. Żeby nie było zbyt prosto, mam do zorganizowania jeszcze prezent urodzinowy dla teściowej, oraz imieninowy dla szwagierki i mamy (Ewy)
Cóż poza tym? Oficjalnie kończę pracę z końcem roku. I dobrze. Już mi się zwyczajnie nie chce. Potrzebuję trochę odpocząć. Myślę, że czas najwyższy... Zabieram Majkę na ferie do Rabki na tydzień. Pojedziemy z Jadzią i dziećmi. Miło będzie się wyrwać na chwilę z domu. Dieci się razem pobawią. Może będzie śnieg? Może uda się Majkę na narty gdzieś zabrać... Jak nie, to na pewno na basen. Ja nie będę musiała się martwić codziennym gotowaniem. Taki wyjazd nam dobrze zrobi
Wprawdzie miałam nadzieję, że P się w tym roku trochę zaangażuje w organizowanie czasu naszej pierworodnej, ale najwyraźniej się przeliczyłam... Muszę znaleźć sposób, żeby go zmobilizować. Inaczej wszystko spadnie na mnie. To nie jest tak, że nic nigdy... Ale kreatywność na poziomie 0. Czasem na salę zabaw ją zabierze i czasem na basen. Koniec. No cóż... Jak Młody się urodzi będzie musiał więcej czasu zagospodaerować dla dzieci, bo ja sama tego wszystkiego zwyczajnie NIE MAM ZAMIARU OGARNIAĆ!
A na koniec brzuch + ja sprzed kilku dni:

Tabletki się dłużą a to dopiero początek 
Czytam wątek o in vitro i jest tam tak dużo dobrych informacji- sukcesów, ale też dużo smutnych historii.
In vitro to moja ostatnia szansa, ostatnia deska ratunku żeby zostać mamą. Jeśli to się nie powiedzie to nic mi nie zostaje. Oczywiście jest adopcja ale to zupełnie inny temat.
Kilka miesięcy temu byliśmy z mężem w ośrodku adopcyjnym. Poszliśmy tam żeby porozmawiać, zapytać jak to wszystko wygląda. Rozmowa była bardzo długa i bardzo wpłynęła na moje postrzeganie takiej możliwości. Dowiedziałam się jak to wygląda z perspektywy ośrodka czy od strony dziecka. Dowiedziałam się też czegoś bardzo ważnego. Zanim zdecydujemy się na adopcję musimy wykorzystać wszystkie możliwości (oczywiście te które akceptujemy) aby mieć własne dziecko. Musimy przejść żałobę po dziecku, którego nigdy nie mieliśmy. Rozstać się z tą myślą i w pełni poświęcić procesowi adopcyjnemu. Wtedy nie może być nic ważniejszego a dziecko adopcyjne musi być dla nas najważniejsze- bo na to zasługuje. Proces adopcyjny jest równie mocno obciążający i angażujący parę jak leczenie niepłodności. Towarzyszą temu podobne emocje- to też walka o bycie rodzicem.
Dziś wiem jak ważne było to wszystko czego się dowiedziałam, jak ważne jest pogodzenie się z tym, że nie będziemy mieli własnego dziecka. I jak trudna jest to droga.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2015, 14:55
7 tydzień
Mdłości, okropne mdłości, w ogóle kto to nazwał porannymi mdłościami, cały dzień czuję się jakby mnie ktoś przeżuł i wypluł
Nic mi się nie chce a małej wręcz odwrotnie 
Jutro pierwsza wizyta u lekarza, zobaczymy czy z maluszkiem wszystko w porządku. Ciekawe jak ta wizyta przebiegnie z córką, mam nadzieję że będzie grzecznie siedziała w wózku, bez żadnych histerii, na wszelki wypadek wezmę parę herbatników
Zaczęłam czytać "in vitro. Bez strachu, bez ideologii" i już na samym początku, co przez co boje się podejść do zabiegu...
"Co się stanie, jeśli się nie uda? Na ile prób starczy nam pieniędzy, wytrzymałości emocjonalnej, zdrowia? Co poczuje, jeśli im vitro zawiedzie? Skoro z porażkami inseminacji radziłam sobie tak źle?"
Jutro powtórka badań nasienia w Gamecie i wizyta... Stresuje się strasznie...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.