Zaczynam drugi cykl z OvuF.
2dc
Jeszcze dziś czuję żal, że i tym razem mi się nie udało, ale zajęcia w pracy i szykowanie świątecznych dekoracji w domu, chwilowo odwracają moją uwagę, nie poddam się i nie załamię, będę próbowała dalej, aż przyjdzie do nas, to nasze trzecie Szczęście.Ale teraz muszę znaleźć sposób, by się tak nie nastawiać, nie blokować i nie dam się znowu nabrać na jakiekolwiek objawy, o na pewno nie! Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale tak zrobię...
Na razie zaczęłam przygotowania do nowej owulacji czyli siemię lniane, castagnus, wiesiołek - tak sobie wmawiam, że to po to, by lepiej funkcjonował mój organizm (noo przecież odpowiednio nawilżony organizm, zaczynając od miejsc intymnych - to ważna sprawa
)
Od dziś ( bo już zakupiłam) po lampeczce -nooo chyba, że na poprawę humoru, gdyby szwankował, ze dwie - lampeczki czerwonego słodkiego lub półsłodkiego winka - to tak na dobry nastrój a przy okazji może i jakieś endometrium będzie lepsze:)
Umówiłam się już w ubiegłym tygodniu do mojej gin. - no, w ubiegłym tyg to tak sobie pomyślałam - lepiej się umówić na wizytę, w razie gdyby się okazało, że jednak się udało, tak więc się nie udało, ale wizyta w sam raz, bo może w 11dc da radę podpatrzeć co tam w jajnikach piszczy? no konkretnie to, czy to co ma być ładne i dojrzałe takie jest i czy pęka?
Tak, więc postanowiłam działać...nie rozmyślać, po seksie, czy plemniki są ok i czy docierają gdzie trzeba...tylko działać konkretnie, czyli zrobić trochę więcej, niż do tej pory.
Teraz uciekam dekorować pierniczki:)do później
No dobra jest gorzej niż przy 1 IUI.
Przy 1 IUI mieliśmy tak:
9dc pęcherzyk w prawym jajniku 15 mm, endometrium 7 mm
11 dc 17 mm, endometrium 8 mm
12 dc 17,5 mm, endo 8,5 mm.
Teraz będzie 2 IUI:
dziś 10 dc pęcherzyk w prawym jajniku 15 mm, endo 6 mm
inseminacja będzie za 2 dni w 12 dc
Clo w ogóle nic nie dało, a endometrium mam słabsze mimo, że chleję
na umór, a migdały wychodzą mi już bokiem. 1/2 tabletki to stanowczo za mało. Podchodzimy do IUI - chociażby, żeby to "odbębnić", bo chyba trzeba mieć 3 inseminacje przed in vitro. Nie mam złudzeń, że się uda. W zeszłym cyklu były lepsze warunki i się nie udało. Owulacja wypadnie w Święta, więc IUI będzie za wcześnie. Lekarz powiedział, że jego zdaniem w środę będzie za wcześnie, ale i tak nam zrobią, bo chcemy mieć za sobą całą procedurę, aby móc iść dalej.
W pracy byłam. Swoje godziny przepracowałam. Urlop bezpłatny cofnięty.
Dzisiaj byłam ponownie na badaniu BHCG aby sprawdzić czy spada. Poprzedni wynik był 154,8 a dzisiejszy 43,61. Jestem pełna nadziei, że następne starania o dziecko będą pozytywne pod każdym względem. Trzeba się podnieść i iść dalej.
NO i szaleństwa ciąg dalszy.
Antybiotyki na 10 dni dla nas obojga.
Mnie od 2 dni swędzi wszystko na dole ...dzisiaj ginekolog i co....nawrót HPV ...załamka totalna.
Maści, globulki ...
Wczoraj test na - ....jakby mogło byc inaczej...a może i dobrze. Chce być zdrowa kiedy pocznę moje maleństwo!!!
Zrobiłam z rozbiegu testy z krwi na przeciwciała żółtaczki i toksoplazmozy - i tak potrzebuje więc ...
Już po wizycie, okresu nadal brak, ale czuję że jest już tuż za rogiem 
Cóż mogę powiedzieć - jestem zawiedziona. Myślałam, że dostanę skierowanie na badania hormonalne i będzie to ostatni krok do upewnienia się, że wszystko jest w porządku.
Niestety endokrynolog powiedział, że skoro moje cykle są regularne, owulacja występuje a badanie usg jest w porządku, to on nie widzi żadnej podstawy do zlecania badań hormonalnych... Nie wiem co o tym myśleć - czy to normalne? Czy faktycznie trzeba mieć nieregularne cykle, żeby się zastanawiać nad prawidłowym poziomem hormonów???
Szczerze mówiąc to starałam się podpytać z każdej strony co w takim razie mam jeszcze zrobić, ale chyba trafiłam na "profesora", który zaczął mi wyliczać podstawy niepłodności i jakieś ciężkie przypadki... No ale co miałam zrobić - kazać mu na siłę wypisać skierowanie? Może ja się niepotrzebnie gorączkuję? Powiedział mi, że to co już zrobiłam, czyli dokładne usg w zupełności wystarcza i przy moim wieki i dotychczasowym czasie starań to by było zdecydowanie za wcześnie i niepotrzebnie. No i kazał się wyluzować, czyli norma...
Zatem wychodzi na to, że wszystko jest w porządku, czas odłożyć termometr i działać spontanicznie. Tak chyba zrobię i nowy rok zacznę na spokojnie, bez spinania, bez stresu. Mój mąż na pewno też się ucieszy, że odłożę termometr - od kilku miesięcy uważa, że za bardzo się ciśnieniuję i to na pewno dlatego nam nie wychodzi.
Także to by było na tyle, przyjdzie @ i rozkoszujemy się świętami i Sylwestrem 
22 dc./11 dpo
Ile razy bym sobie nie obiecywała, że nie będę robić testu wcześniej, niż w 14 dpo, to i tak nie działa. Pytanie tylko, po co to robię? Co chcę osiągnąć? Czego się dowiedzieć? Czego się spodziewam? Ech. Wczoraj, w 10 dpo znowu zobaczyłam jedną kreskę. Wiem, wiem, pewnie i tak za wcześnie na test. Zwłaszcza, że dzisiaj temperatura poleciała na łeb, na szyję, a i podbrzusze boli na @. Dzisiaj biorę ostatnią dawkę Duphastonu i nie pozostaje mi nic innego, niż czekać na to, że zaleje mnie krew. Bez Duphastonu @ przyszłaby dzisiaj, ale pewnie i tak do Świąt zdąży.
A propos Świąt. Jak bardzo okrutne jest to, że zamiast kupować kolorowe zabawki, kupiłam dzisiaj małą choineczkę na grób mojego Synka? Ciężki dzień, ciężki.
Już po wizycie
Lencia święta spędza w brzuszku mamusi 
Lekarz mnie zbadał skontrolowal szyjkę i powiedział że nie zapowiada się na poród w najbliższym czasie
następną wizyta 4 stycznia
jak do tego czasu nie urodzenia sama będziemy coś myśleć aby mała się zdecydowała na wyjście 
Waży 2800
lekarz powiedział że jak się urodzi za dwa trzy tygodnie to będzie ważyć 3000\3200
Tydzień 25 (24+6)
Poniedziałek, kurwa.
Rano chyba ktoś czuwał nade mną. Ogólnie nie wierze w takie sprawy ale po tej akcji chyba zacznę. Wstałam i poszłam rozpalić ogień w piecu. Robiłam wszystko tak jak zawsze, zaczekałam aż się rozchula żeby dosypać więcej węgla i chciałam jeszcze troche drewna porąbać ale zaczęłam być głodna. Pozamykałam piec (tak jak zawsze) i jak wychodziłam z kotłowni nagle coś (za przeproszeniem) jebło i poczułam ciepło na plecach. Wyskoczyłam z tej kotłowni i obróciłam się za siebie i znowu! Ze wszystkich drzwiczek żywy ogień wybuchał. Ale nagle się uspokoiło. Ja zaczęłam dziękować, że jednak nie zostałam tego drzewa rąbać bo wtedy dostałabym tym wszystkim po twarzy i brzuchu...
Jakoś się ogarnęłam i poszłam robić śniadanie. Do Rafała nie miałam nawet po co dzwonić bo prowadził szkolenie do 14. Zadzwoniłam sobie do bratowej męża pogadać o świętach i zaczęło znowu napieprzać. Chyba z osiem razy pod rząd! Wydygana skończyłam szybko rozmowę i poleciałam po sasiądkę spytać czy ona coś wie jak to uspokoić (na piecu nie było nawet 50stopni) ale niestety ona też się boi swojego i tam nawet nie chodzi ale złapała innego sąsiada, który przyszedł do mnie i mi wytłumaczył skąd takie rzeczy mogą mieć miejsce i że to normalne że czasami tak się zdarza.
Ile strachu się najadłam to moje. Aaa i za nim poleciałam po sąsiadkę to jednak dzwoniłam do męża ale mi odebrał i szybko rzucił że potem zadzwoni. Jak już zadzwonił potem to dostał zjebe, bo wiem, że prowadzi szkolenie i z byle pierdołą bym nie dzwoniła. Powiedziałam mu jeszcze, że sytuacja już dawno opanowana i miło mi, że banda chłopów którzy mają w dupie te szkolenie z pierwszej pomocy (bo siedzą tam z przymusu) jest ważniejsza ode mnie.
Ogólnie to miałam myć okna ale z tego przerażenia zaczął boleć mnie brzuch i potem leżałam.
Po południu przyszedł mi przelew z ZUSu, jak te ciule to liczą to ja nie wiem! Znowu dostałam mniej kasy. Szlag by ich trafił.
W końcu dzwoni Rafał, że wraca ze szkolenia. Chciałam zrobić naleśniki. Wchodzę do kuchni i na stole mi coś mignęło. Myślałam, że miałam jakieś zwidy...jednak to nie były zwidy a prawdziwa myszka... Oczywiście pisku co nie miara, trzasnęłam drzwiami, położyłam się do łóżka w sypialni i z tego wszystkiego zaczęłam wyć.
Standardowo mąż na nockę do pracy a ja z tego wszystkiego spakowałam się do mamy.
Nawet ubieranie choinki mnie wkurwia.
Endometrioza:-(((
3dc
Dzwoniłam do szpitala umówic się na HSG. Babka coś mówiła że w styczniu ale spytałam czy dało by radę po świętach przed sylwestrem np. 28 grudzien. To mówi ze faktycznie sa 3 dni miedzy swietami. Tylko ona niewie czy w poniedziałek będzie radiolog a on musi być przy HSG. I zapisała mnie na tego 28 grudnia ale mam rano zadzwonić i się zapytać czy jest radiolog. jak będzie to przyjechać. Więc niewiem czy będe miała to hsg czy nie. No ale lepsze takie rozwiazanie niz to co było miesiac temu...
A jeśli w styczniu to pewnie będę po owulacji a czy tak można? nie można się starać przed HSG podejrzewam.
Dawno tu nie zaglądałam, a jeśli się to stało, to oznacza jedno - niezbyt szampański nastrój... Przyjmuję metformax drugi cykl i nic. Chudnąć, chudnę, chociaż właściwie nie muszę, bo wagę mam w normie, ale insulinę się ponoć tak najszybciej wykurza. Do tego na moich wykresach dzieją się dziwne rzeczy. Temperatura skacze jak oszalała, już o tych niskich nie wspomnę. Czasami, jak tak patrzę na to wszystko, to brak mi już sił i optymizmu. Całą nadzieję pokładam w lekarzu, ale wizytę mam 13. stycznia. Jak będzie ok, to inseminacja w lutym. Ale boję się kolejnego poronienia i rozczarowania:( Przyda się jakiś pocieszacz, bo wiem, że nikt, tak jak Wy mnie nie zrozumie...
13 dc. Byłam dziś u ginekologa. Okazało się, że nie jest źle. Owu przewidywane n wigilie max pierwsze święto.
Endometrium 7,6
pęcherzyk w prawym jajniku 13,5 mm.
W środę dostanę zastrzyk z pergnylu na pęknięcie pęcherzyka i jak to mówi pan dr. "w wigilie ma być ogień!"
Mam nadzieję, że w wigilię sprawimy sobie prezent z 9-cio miesięcznym opóźnieniem.
A zapomniałam dodać, że po ugotowaniu obiadu i pozmywaniu podłóg BROMERGON sprawił, że zakręciło mi się w głowie. SZAJS.
29t1d ---> 30tc 
Życie pomalutku wkracza na stare tory.. Mąż to nadal temat ciężki i bolesny. Ale chłopak się stara, poświęca mi więcej czasu. Oby ta przemiana była długotrwała.
Jednak nadal trzymany jest na dystans. A co tam, niech pocierpi trochę.
U mnie "ciężki" weekend, choć lepszym określeniem byłoby słowo "męczący". W sobotę mieliśmy imprezę-niespodziankę z okazji urodzin mojej babci. Oj zdziwiona była nieźle Babura. Ja całe sobotnie popołudnie i wieczór w wysokich butach... Po tylu miesiącach na płaszczakach okazało się że aż takie wysokie buty to za wiele. Stopy wieczorem odpadały... Ale za to poświęcenie się opłaciło bo wszyscy mówili jak to pięknie wyglądam w ciąży 
Oj i brzucha strasznie mi wybiło, teraz to już dość pokaźna piłka.
I żeby nie było zbyt pięknie, okazało się że wczoraj bratanka wysypało chrostkami... Tak, tak. Ospa wietrzna. Dobrze myślicie, on również był na tej imprezie w sobotę. Owszem, nie przechodziłam ospy jeszcze. Jak dziś dowiedziałam się że chłopak chory to wściekła byłam strasznie. Ale gin kazał brać lek który powinien zahamować namnażanie się ewentualnego wirusa. No i to już III trymestr... Miejmy jednak nadzieje że się nie zaraziłam..
NA wszelki wypadek odpuszczam chwilowo szkołę rodzenia, nie ma co innych narażać na ewentualne zarażenie.
Ach, jutro już 22 grudnia
Jeszcze 3 dni i Wigilia 
A później nowy rok, styczeń i wielkie pranie z prasowaniem, i luty 
I od 14 lutego możemy rodzić 
Wracając z pracy odebrałam wyniki bety - 2664,0, w środę powtórka i mam nadzieję, że będzie odpowiednio wzrastać
Jutro muszę koniecznie dodzwonić się do lekarza, przez te dni wolne pewnie dopiero po Nowym Roku się gdzieś dostanę, osiwieję chyba!
Niestety dzisiaj wieczorem wymiękłam i powiedziałam mojemu R. o ciąży
Był w takim szoku, że nie był w stanie nic powiedzieć, śmiesznie to wyglądało, ale się cieszy 
Oby było wszystko ok 
21dc
Poza tym, że jestem jakoś dziwnie rozchwiana emocjonalnie i wszystko jest w stanie doprowadzić mnie do łez nic się nie dzieje.. Funcjonuję sobie powolutku w domu, pranie, trochę sprzatania, choinka dokończona:) prawie wszystkie zakupy świateczne załatwione.. Jutro dokończę i zapakuję resztę
Czytając dzisiaj pamiętniki, zwłaszcza te ciężarne i rozpakowane, naszła mnie myśl zupełnie z innej beczki.. Płaczę czasem nad tym co mnie spotkało, nad niesprawiedliwością tego świata itd a w ogóle nie pomyślałam o moich rodzicach.. Wiadomo, że każdy rodzic przezywa ból dziecka, to, że nie może spełnić swoich marzeń, że chce dla dziecka jak najlepiej.. Taka pętelka ja się martwię, oni się martwią..
Po wizycie i podglądnięciu nowin brak.
No może poza tym, że kosmówka trzyma mocno i nie tak łatwo będzie się jej odkleić.
Pani doktor zaproponowała hospitalizację w celu podania leków i wywołania poronienia, ale dała wybór - jutro na 3 dni, czyli do wigilii, lub w poniedziałek. Poczekam do poniedziałku. Może natura zadziała sama. Nie jest to wykluczone, zresztą krwawienie się rozkręca. Jedynie w momencie mocnego, ale na prawdę mocnego krwawienia mam się stawić na oddział. Aby nie doszło do niekontrolowanego krwotoku.
Mam nadzieję że jakoś przetrwam najbliższy czas. Święta mnie napawają lękiem, zamiast radości jestem z lekka zobojętniałą. Czasami zastanawiam się czy obejdzie się bez porady jakiegoś lekarza "psychicznego". Boję się popaść w apatię lub co gorsza z depresję. Mam ogromne szczęście że otaczają mnie ludzie dobrzy, którzy starają się rozświetlić chociaż troszkę mrok w mojej głowie i sercu. Ale ciężko mi na duszy.
W pracy już wiedzą, to znaczy kto musiał się dowiedzieć to wie, czyli szefowa. Chcę wrócić w połowie stycznia, więc organizacja ponad wszystko.
okresu dalej nie ma.. dalej plamienie. pewnie dostane w wigilie, a co .. pewnie mi sie spoznia przez to, ze mialam grype. prezenty spakowane, walizki spakowane, ubrania na podroz przygotowane.. jutro tylko rano do pracy, z ktorej odbierze mnie maz i stamtad prosto na lotnisko. I siuuuuuuup do tesciow... a pozniej kilka dni i do maaaaaaaaaaamy i taaaaaaty, i siostry i siostrzencow. Juz nie moge sie doczekac. Mam nadzieje, ze prezenty dojda zanim przyjade. Bo dzieciakom nawciskalam, ze przywioze im od innego mikolaja
) Juz mam nawet plan, jak pojda spac to wrzuce pod choinke. Chlopaki beda mialy drugie swieta
jestemt taka paadnieta, ze oczy same mi sie zamykaja. I mama wkurw. Przez stres zwiazany z podroza, boje sie, ze dostane okres jutro. Kupilam sobie kolorowanki, takie dla doroslych. Podobno bardzo odprezajace, beda na podroz samolotem, a pozniej pendolino
Tylko kredki jakies fajne musze kupic 
poza tym moja kolejna kolezanka w ciazy.................................................
Dziś mam drugi dzień @, wczoraj przylazła, wreszcie zaczynam nowy cykl, wczoraj zażyłam pół tabletki a dzisiaj zażyję całą i zobaczymy co będzie się dziać, na razie czuję się świetnie, jakby bromek był stworzony dla mnie, no dobra idę mężusiowi ugotować gulasz wieprzowo-wołowy w pomidorach

31+0
93 cm w brzuszku
57,8 kg (+4,8kg)

Kolejna magiczna granica 32 tygodnia. Z każdym dniem jestem coraz spokojniejsza bo jest coraz bezpiecznej dla Synka. I nawet się skurcze uspokoiły...
Święta tuż, tuż. W tym roku jeszcze we dwójkę ale jak pomyślę ile radości będzie z Naszym Synkiem w przyszłym roku! Oj nie mogę się doczekać. Czekam jeszcze na koszyki wiklinowe, poukładam wszystko i pokój Ignasia będzie gotowy. Oczywiście pochwalę się efektem. 
Dziś też powinna przyjść zamówiona torba i zamierzam się spakować. Dla Małego dopiero w styczniu spakuję ale ja wolę być gotowa w razie czego.
Odliczamy dni do spotkania z Tobą Syneczku :* :* :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.