Shafuli Z pamiętników trzydziestolatki 10 stycznia 2016, 09:58

No i po owulce...jesli była bo jakoś nic nie czuję . Nic nawet piersi nie bolą :/
W końcu udało mi się zaszczepić przeciwko żółtaczce. 5 lutego powtórka. Kończymy brać antybiotyki i za tydzień robię ostateczne wymazy. A potem mam nadzieję na to skierowanie bo zwariuję!!
W lutym chcę tez iść do Macierzyństwa do dr Mirockiego.

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 10 stycznia 2016, 11:45

5dc
Do lekarza nie mogłam sę dodzwonić, a jak się dodzwoniłam to powiedział, że jest za granicą i mam zadzwonić następnego dnia, czyli w dniu badań.. Przecież nie zadzwonię do Niego o 6 rano.. Zrobiliśmy tylko te badania, których nie mielismy.. W poniedziałek zadzwonię czy mam powtarzać clamydię i coś tam jeszcze.. Lepiej żeby nie bo już teraz wydaiśmy 424zł! Oczywiście z moim szczęściem do Pań kasjerek w labolatorium znów coś pomyliła.. I była bardzo nie miła.. To szczyt, żeby pacjent lepiej wiedział co ona ma nabić na kasie niż kasjerka i jak ma zrobic korektę faktury, bo źle nabiła badania.. Wyobraźcie sobie, że powiedziała mi co za różnica czy ona nabiła mi TSH czy FSH, hormon to hormon.. Głupia baba.. Byłam tak zła (ale miła, nie krzyczałam:)), że G. tylko mnie uspokajał, cwaniak bo nie spieszy się do pracy, a druga kasjerka podeszła zrobić za nią te korekty bo tamta w życiu by tego nie ogarnęła.. Ja rozumiem, że można się pomylić i nie byłabym nawet zła, tylko zwróciłabym jej uwagę na błąd, ale niech będzie miła, a nie, że krzyczy na mnie że hormon to hormon i o co mi chodzi.. Ale byłabym wściekła, gdybyśmy zrobili te badania i dopiero przy odbiorze zauważyłabym, że trzy badania są inne, nikt by mi nie zwrócił i trzebaby wydać kolejną kasę.. Na szczęście część badań, którą już odebrałam jest dobra.. Nie mamy kiły ani HIV.. Moje FSH jest za wysokie, ale to jest związane z tą cholerną menopauzą a AMH jest troszeczkę wyższe niż ostatnio.. 0,22:) Cieszę się, bo to znaczy, że chociaz kilka jajeczek tam jeszcze zostało:) nie wiem, czy to przez tą moją kurację antystarzeniową wprowadzoną w lipcu, ale wmawiam sobie, że tak.. Kasa nie została wyrzucona w błoto:)
Po odebraniu wyników byłam tak szczęśliwa, że chodziłam i podśpiewywałam sobie, nie mogłam utrzymać emocji na wodzy, kilka osób zapytało co mi tak wesoło, powiedziałam, że tak sobie:) małe kłamstewko, ale baaaaaaaaaardzo się cieszę, bałam się, że AMH wyjdzie zero i że na ivf spełznie na niczym:(

Kurde ostatnie dwa dni bolał mnie ząb, dziąsło, coś w okolicach tej głupiej ósemki, której nie chcą usunąć.. Dzisiaj już nie boli, ale zastanawiam się czy nie powinnam iść do tego chirurga stomatologa jeszcze raz, nie chciałabym żeby po ivf zaczęło boleć jeszcze mocniej.. Jak jeszcze raz to się zdarzy, pójdę do lekarza:)

W Kościele tylko raz naszły mi łzy do oczu, udało się pomodlić, skromnie wracam do normalności, przyspieszona kolenda pomogła mi trochę w tym, ale to długa historia:)

Czeka mnie ciężki tydzień w pracy, oby do przodu, później będzie z górki:)

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 10 stycznia 2016, 11:47

Niewinne pytanie o samopoczucie poskutkowało potokiem łez z mojej strony. Na zewnątrz się trzymam, wewnątrz wciąż płaczę...
Jutro idę do innego ginekologa, ciekawe czy w ogóle poświęci mi trochę czasu czy też potraktuje wizytę jako rutynową. J bierze 8 tabletek dziennie, salfazin, magnez, wit.C, D, do tego ACC na rozrzedzenie ejakulatu, zamówilam też macę, wiele osób poleca. Chcę walczyć do końca, póki mogę.

W maju, rok po odejściu naszego Tadzia, pójdziemy do kliniki. Na inseminację. Czy dotrwamy do in-vitro?

RofTW Przegrałam bitwę ale nie wojnę! 10 stycznia 2016, 04:33

22tydz., 3dz.

- Ooooooo widzę,ze ci sie przytyło!-
- No, tak troszeczkę...- spojrzałam w podłogę.- Ale to być moze dlatego,ze jestem w ciąży...-
- Jestes w ciazy???? A to gratuluje! A ktory to miesiac?-
- Szósty...-
- Naprawde??? I ja o niczym nie wiedziałam??? A to chłopak czy dziewczynka?-
- Chłopiec.-
- Oh, chłopiec... Chciałaś chłopca....?-
- Nie, chciałam chomika, ale chłopiec tez jest fajny.-

- Kochanie, mały mnie tak kopie po pęcherzu, ze zaraz sie zesikam...-
- Młody, odpuść matce i wyluzuj tam trochę.-

- Jestes w ciazy???-
- Nie, za duzo zjadłam na lancz.-
- Zjadlas lancz razem z miska???-

Takie tam sytuacje z życia wzięte na poprawę humoru :)
I tradycyjne podsumowanie z okazji kolejnego miesiąca razem:


f26ab53f68719621med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2016, 04:51

Releaseme Walka o JUNIORA 10 stycznia 2016, 09:05

znowu mi się śniło, że jestem w ciąży... było tak realne...
moja psychika jest w kawałkach....

kasia03 Czy kiedyś się uda??? 10 stycznia 2016, 09:08

1 dc
Teraz 9 tygodni rozstania:(czas jakoś to ułożyć sobie w głowie i poczynić plany.
Miłej niedzieli wszystkim.

U nas tragedi ciag dalszy ehhh
Musze porozmawiac z mezem na powaznie..Psy spia w salonie, my mamy sypialnie podlaczon pod salon i wszystko slychac...jak nie mala budzaca sie co 30min z placzem to psy stukajace pazurami po [podlodze :( to trzeba jakos rozwiazac bo jak sie dzidzia urodzi to my spac wogole nie bedziemy....
musimy kuopic dodatkowe lozko i wyremontowac dodatkowy pokoj...zeby chociaz jedno z nas moglo odespac w noc a drugie w dzien :( tak sie na da na dluzsza mete :( teraz to zeby..z 2 zebow na gorze zrobio sie 4! wszystko spuchniete i z rankami :( 4 na raz????

7 miesięcy i 11 dni Zosi

Młoda ma apetyt i chętnie i dużo je. Słoiczki oraz moje własne zupki czy deserki. Dałam jej też np kaszę jaglaną z jabłkiem i bananem. BLW znam, dużo o nim czytałam ale mi się nie podoba i nie zamierzam stosować. Rozbieranie dziecka do pampersa, oklejanie całej chaty czym się da tylko po to żeby brzdąc mógł rozsmarowywać brokuła po stole, krześle, włosach, sobie, mnie i wetknąć go sobie w ucho jest nie dla mnie. Wg mnie jedzenie to jedzenie a zabawa to zabawa. Jest czas posiłku, ubieram Zosię w kubraczek, karmię, ona ślicznie zjada, jak już nie chce to naprawdę to widać, umiem to odczytać i nie wciskam jej nic na siłę, kończymy jedzenie i tyle. Podstawą wciąż jest kp. Staram się podtykać jej nowe smaki i nie widzę niczego złego w papkach. dla mnie to logiczne - płynne mleko, potem przeciery i papki, potem grudki potem całe kawałki. Logiczne stopniowe przejście. To jakieś takie naturalne dla mnie właśnie, a BLW jest nienaturalne - po mleku nagle dziecko dostaje pokarm stały.

Zosia próbuje siadać - szczególnie w gondoli, łapie się za krawędź i podciąga mały łobuz. Znów zaczęliśmy szukać spacerówki, bo wtedy temat uciekł, teraz mamy już pietra i się sprężamy.

Zauważyłam, że Ona nigdy nie marudzi. Jest Aniołem Cierpliwości. Wszystkie te momenty, które jak przyuważyłam u innych dzieci wzbudzają niezadowolenie, Zosia przyjmuje ze spokojem i cierpliwością. Ubieranie, nawet wąskie rękawy i gubienie paluszków. Nakładanie czapek. Niefortunne trzymanie w kąpieli, niewygodne nosidło, irytujący kombinezon, głód przy przedłużającej się podróży. Niesmaczną wit D. Wszystko dzielnie znosi. Mało co wyprowadza ją ze spokoju ducha i powoduje płacz. Doceniam to, jak bardzo jest radosna i pogodna. Uwielbiamy z Mężem jak siedzimy np na kanapie lub przy stole a Zosia ze swojego kącika z zabawkami przypełza do nas, tuż pod nogi, i zadziera głowę tylko po to, by obdarzyć nas łobuzerskim uśmiechem. My się zachwycamy a Ona wraca się dalej bawić. Przepięknie się uśmiecha, tak łagodnie, beztrosko. Mąż często powtarza, jak Zosi śpi i uśmiecha się przez sen, lub jak tak radośnie się bawi i uśmiecha do nas "spójrz na Nią. To jest szczęśliwe dziecko". Myślę że ma rację. Ośmielam się stwierdzić, że Zosia jest radosnym, zdrowym, szczęśliwym dzieckiem. I ja też jestem bardzo szczęśliwa. A Zosia jest naszą wielką radością. Teraz rozumiem co to znaczy "pociecha", często się życzy "pociechy z dzieci". No więc właśnie Zosia - nasz cud, jest naszą pociechą.

W ciągu dnia na ogół spokojna, wręcz czasem na tle innych rozrabiaków apatyczna Zosia zdaje się chłonąć otoczenie. Kolory dźwięki masę bodźców. Obserwuje i chłonie. A wszyscy się dziwią jaka Ona spokojna. Przed zaśnięciem za to wszystkie te emocje z Niej uchodzą, szaleje po całym łóżeczku, wygłupia się, śmieje, wierci. Wtedy sprawdza się motanie - nie stosowane za noworodka teraz jest zbawienne. Otulam mocno kocykiem rączki i nóżki, albo w ogóle zawijam w rożek (tylko po bokach bo na długość oczywiście się już nie da) i Zosia jak tylko poczuje że jest opatulona odwraca głowę na bok i już śpi.
Chyba że jeszcze nie jest śpiąca a ja położę Ją za wcześnie, wtedy niczym David Copperfield magicznie się uwalnia i szaleje dalej. Wtedy otulam znów. Albo zaśnie albo znów się uwolni. Czasem podejść jest kilka. Uspokaja się momentalnie przy Celine Dion Beauty and the Beast. Puszczałam Jej ten utwór jeszcze jak była w brzuchu. Jest na niego jakoś zaprogramowana. Mogę sobie śpiewać kołysanki albo odtwarzać cuda wianki i nic. A Celinka - jak zaklęcie - w mig Zosia spokojna. Niesamowite to jest.

Ona tak szybko rośnie! tak szybko!
Nie mogę się napatrzeć na te nóżki, łapki, szyjkę :) Tak uroczo wygląda w śpioszkach, tak słodko pełza i podnosi pupkę do raczkowania. Tak szybko to się zmienia. Tak szybko dzieci wyrastają z tego stanu. ach za szybko! Ale nie da się zatrzymać czasu.
więc staram się robić zdjęcia i nakręcać filmiki, i chociaż tu zapiszę co się da.
o moim kochanym Cudzie.

Samara Oprócz błękitnego nieba... 10 stycznia 2016, 16:17

W tym miesiącu odpuszczam sobie starania. Muszę odpocząć od tego.. zająć myśli czymś innym... Od OF też mam zamiar odpocząć, więc wpisów nie będzie aż do nowego cyklu.

Zaczęłam 11 tydzień, mimo że fakt apetyt wrócił to i tak codziennie to walka z mdłościami i wymiotami, przynajmniej raz dziennie wymiotuje, ciągle mi się odbija, wszystko mi się cofa, kiedy to minie... Bolące cycki też mam ale to jakoś wytrzymuje, cycki mogą boleć całą ciążę, ale kurde te złe samopoczucie jest nie do zniesienia :-( ktoś by powiedział że powinnam się cieszyć że mam objawy, przynajmniej wiadomo że maleństwo rośnie, ale ja bym chciała coś w domu porobić, na męża nie mogę liczyć, od kilku dni mówię mu żeby pokój posprzątal i co i nic, nie mogę się do prosić, czasami brak mi sił na niego, mało mi pomaga a co będzie jak maleństwo będzie z nami, czy będzie mi pomagał, staram się teraz już zacząć go zachęcać do pomocy, później będzie juz za późno... Nie mam siły nawet na niego na krzyczeć... Ciężko mi z tym wszystkim, bo chciałabym sama zabrać się za porządki ale brak mi sił... Nikt mnie nie rozumie, nie wiedzą co ja czuję i jak się męczę każdego dnia... Czasami mam dosyć wszystkiego, jak słyszę ze nic nie robię tylko leżę...
Ciężko mi z posiłkami, zawsze jadłam 2-3 posiłki dziennie, nie jadłam śniadania, a teraz zmuszam się do jedzenia bo mam mega mdłości i wymiotuje przez to... Niewiem co zjeść, specjalnie nie mam apetytów na coś konkretnego, jem to co jest a potem źle się czuje, chyba maleństwo się buntuje...

18 t (17+2)

Witaj 5-ty miesiącu!

Miałam dać znać po wizycie więc już piszę :) Wszystko w porządku. Pani doktor mnie zbadała, szyjka ok. A nasz mały złośliwiec siedział na dupce i znów nie dowiedzieliśmy kto siedzi w brzuszku u mamusi. Ale pani doktor próbowała się dopatrzeć i najprawdopodobniej chłopiec :) Narazie się nie nakręcamy i jeszcze nic nie kupujemy.

Czuję łaskotanie mniej więcej od świąt. Kilka dni temu obudziłam się, dotykam brzucha poniżej pępka i bioder i czuję spore wybrzuszenie po prawej stronie! Aż się wystraszyłam! przyłożyłam rękę i po chwili zniknęło, ale myślałam że nasz bąbel wyskoczy :D Od tej pory niestety nie mogę pospać dłużej bo maluch domaga się że trzeba wstać i najlepiej coś zjeść :) Kurde! Jestem w ciąży! Znowu sobie to uświadamiam :)

Od mojej wagi sprzed ciąży przybyło na wadze 4 kg, a od pierwszej wizyty ok 3 kg. Pani doktor stwierdziła że dobrze i teraz będzie jeszcze więcej przybywać :) Mam tylko nadzieję że jeśli to chłopak to nie urośnie do 5 kg bo jak ja go urodze?!

Dziś obudziłam się niestety z płaczem. Śnił mi się tata. Leżał na łóżku koło choinki... Nawet teraz płacze... Kocham Cię tatusiu, będziesz dziadkiem - zawsze mu to przypominam gdy jestem na cmentarzu. I dziękuję bo wiem że wstawił się za nami <3

O 9 zadzwonili z dziekanatu- cud! Pani dziekan zgodziła się abym do końca marca oddała pracę mgr. Więc spinam pośladki i od jutra pędzę do biblioteki po książki. No i w kwietniu kochane maleństwo będziemy się bronić :)

Chciałam też napisać że nie jesteśmy małżeństwem idealnym bo takiego nie ma. Czasem się kłócimy. Zauważyłam że teraz mniej. Ale niestety dalej jak przyjeżdża rodzina męża. Tak jak tym razem był brat z narzeczoną. Nie wiem czemu ale wkurzam się wtedy że mąż nie jest aż taki czuły jak jego brat. Ciągle całuje swoją połówkę, przytula, czule mówi. Gdy wyjeżdżają uświadamiam sobie że wcale nie chce takiego okazywania uczuć na pokaz! Wole jak jesteśmy sam na sam. Wiem co on robi gdy wyjeżdża do pracy i kilka dni nie ma go w domu.

Kocham swego męża i wiem że będzie cudownym tatą. Dotrzymał postanowienia noworocznego i zaczął ćwiczyć. Ja też muszę coś poćwiczyć bo już czuje miednice i krzyż. Narazie wracam do sprzątania :)

Buziaki dla wszystkich! :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2016, 13:56

mxxx Małe serduszko 10 stycznia 2016, 18:06

Takie małe spostrzeżenie- picie siemienia lnianego mi nie służy, gdyż boli mnie żołądek po nim. Albo... mam nietolerancję na nabiał, bo "robię" je z jogurtami, mlekiem i bananem. A zwykle jedynym źródłem białka jest mleko w porannej kawie:)

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 10 stycznia 2016, 18:28

@ przyszła wczoraj, ale opóźniła się jakieś 4 dni i już zaczęła kiełkować we mnie nadzieja, że może jednak się udało, że jesteśmy w ciąży, tak naturalnie, bez asysty ginekologa, anestezjologa, pielęgniarki, dwóch położnych i embriologa. Niestety… a już nawet test zrobiłam, bo może jednak…

Teraz przygotowanie do transferu. Dzień standardowo zaczynam od euthyroxu, a potem 3 x 1 tab. Estrofemu, 1 x 1 tab. Encortonu (na co mi to?) i do tego vit D. I tak naszprycowana czekam do wieczora żeby móc poczuć „moc” Clexane... hate it :/

May the force be with me! And with you all! :)

Test negatywny, temperatura znowu niżej, cały czas boli jak na @.

Ale dla równowagi napiszę, co mi się dziś udało zrobić.

Po pierwsze - skończyłam czytać książkę "Prochy Angeli" - polecam.
Po drugie - skończyłam szalik, który planowałam dać teściowi jako prezent świąteczny :) Jak wszyscy wiemy, święta już minęły, więc szal dostał mąż z okazji urodzin, też zresztą z opóźnieniem.

Nadal jestem chora. Laryngolog to jakiś konował,nie chce mi się o tym pisać. Jutro znowu idę do rodzinnego niech wypisze coś na przeziębienie i już.
Do wyników, które zlecił rodzinny dorzuciłam anty TPO,w lipcu było 600 ,startowałam od ponad 100 zobaczymy jak będzie teraz. Naczytałam się po raz kolejny sporo o glutenie,wszystko wskazuje że jestem uczulona na to dziadostwo. Podwyższone anty TPO, wzdęcia,gazy,czyli wrzodziejące zapalenie jelita grubego,hashimoto, dodatnie ANA,poronienia. Niby wiem,że nie powinnam jeść pszenicy i próbowałam już kilka razy,ale bez chleba nie da rady. Tym razem postanowiłam się najpierw przygotować za nim zacznę dietę bo zawsze kończyło się na tym ,że nie jadłam wcale bo nie miałam co albo nie wiedziałam co mogę. Wczoraj kupiłam makaron bezglutenowy,mieszankę do wypieku chleba, olej kokosowy i kilka innych pierdół. Spróbowałam zrobić ciasto jaglano jabłkowe,jednak nie był to mój smak i wylądowało w koszu,czyli 1:0 dla glutenu. Ciągle jem chleb, dopóki nie uda mi się znaleźć zamiennika bezglutenowego. Mam automat do pieczenia chleba,ale wszystkie przepisy są na piekarnik,a z piekarnikiem u mnie kiepsko. Jutro kupię wagę kuchenną i spróbuję upiec chleb u mamy. Powinnam w ogóle przejść na protokół autoimmunologiczny ,ale chyba nie ma co rzucać organizmu na głęboką wodę,póki co postaram się zrezygnować z nabiału który na bank mi szkodzi i glutenu,po około 3 miesiącach powtórzę anty TPO i zobaczymy jak to się prezentuje.
Nie wiem czemu ale zawładnęło mną jakieś przekonanie,że to przez gluten te poronienia...
Od piątku nie robię nic innego tylko czytam i szukam. I szczerze wolałabym nie być w najbliższych 2-3 miesiącach w ciąży dopóki się nie przyzwyczaję do diety,ale jakoś nie mam odwagi zaprzestać całkowitych starań. Póki co nie gonię męża do łóżka jak zwykle w płodne,będzie co ma być.
Oby się udało wytrwać.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2016, 19:04

aknis każdy doczeka swojego szczęścia 10 stycznia 2016, 20:37

Chyba dziś była owulacja, boli mnie cały dzień jajnik, lewy czyli się zgadza czuje to bardzo wyraźnie w dodatku na papierze miałam delikatne różowe zabarwienie. Pierwszy raz mam taki cykl.
Oczywiście już sobie nawkręcałam,że to na pewno ten szczęśliwy dlatego jest taki wyjątkowo intensywny, ale em mnie już ostudził. Nie wiem na co ja liczę.

Dziś o 12:48 zostałam ciocią :-)
Urodziła się córeczka mojego brata :-)
Bardzo się cieszę :-) !!! Choć malutka przyszła na świat 5 tygodni wcześniej, jest silną dziewczynką (wżyła 2850 g i miała 53 cm długości) - malutka HANIA :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2016, 13:39

Jutro wizyta;) czas miedzy wizytami - cos okropnego;) jeszcze tymbardziej, ze nie czuje ruchow. To czlowiek ma rozne mysli w glowie. Ale musi byc dobrze. Jak juz zacznie kopniakami walic to od razu ulga;) mam nadzieje, ze juz za niedlugo poczuje. W pierwszej ciazy jak dobrze pamietam to w 16tyg juz czulam.

Dziś 23dc, @ jeszcze nie ma ale od rana wiem że to tylko kwestia godzin. Pobolewa mnie dół brzucha i boli kość w miednicy więc wiem już co mnie czeka. Znowu czuje się rozczarowana i zawiedziona i coraz bardziej z miesiąca na miesiąc tracę nadzieję, co chwilę popłakuję i siedzę z łzami w oczach. Coraz bardziej dociera do mnie że naprawdę zajść w ciażę z tą mendą to prawdziwy cud by był. Nie mam już siły, nie chce mi się łazić po lakarzach, rozkładać ciągle nóg do badania, wysłuchiwanie że mój przypadek jest bardzo trudny... najgorszym badaniem było dla mnie HSG, było tak poniżające dla mnie... I po co człowiek to wszystko przechodzi ? To nie ma sensu. Nie umiem się z tym pogodzić i żyć dalej... bez dziecka... nie wiem do czego to wszystko mnie doprowadzi...

Dziś 23dc, @ jeszcze nie ma ale od rana wiem że to tylko kwestia godzin. Pobolewa mnie dół brzucha i boli kość w miednicy więc wiem już co mnie czeka. Znowu czuje się rozczarowana i zawiedziona i coraz bardziej z miesiąca na miesiąc tracę nadzieję, co chwilę popłakuję i siedzę z łzami w oczach. Coraz bardziej dociera do mnie że naprawdę zajść w ciażę z tą mendą to prawdziwy cud by był. Nie mam już siły, nie chce mi się łazić po lakarzach, rozkładać ciągle nóg do badania, wysłuchiwanie że mój przypadek jest bardzo trudny... najgorszym badaniem było dla mnie HSG, było tak poniżające dla mnie... I po co człowiek to wszystko przechodzi ? To nie ma sensu. Nie umiem się z tym pogodzić i żyć dalej... bez dziecka... nie wiem do czego to wszystko mnie doprowadzi...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)