Piątek, piąteczek, piątunio!! Myślałam, że nie doczekam weekendu. Cały tydzień miałam ciężki, w pracy jak zwykle mnóstwo się działo, zresztą zawód pracownika socjalnego do łatwych nie należy :) marzę tylko o tym by przytulić się do mojego męża, centrum mojego wszechświata i tak spędzić popołudnie :)

Z spraw "cyklowych" dzisiaj ostatni dzień z clo, w środę idę na monitoring i będziemy sprawdzać te moje pęcherzyki :)

Miłego weekendu <3

Wyczekująca Moja walka z PCOS 11 marca 2016, 16:15

Załamałam się... :-(
Byłam dzisiaj na badaniu krwi po obciążeniu glukozą 75 g.
Wyniki:
Na czczo: 79 mg/dl
Po 1 godz.: 168 mg/dl norma do 160
Po 2 godz.: 141 mg/dl norma do 140

Może wyniki nie są tragiczne ale wskazują na cukrzycę :-( Może stąd moje problemy z tyciem... Tylko, że ja wcale się nie obżeram i nawet za bardzo nie zmieniłam swojej diety. Jadłam tak jak zawsze...
Nie chcę tej cukrzycy... :-(

Wczoraj byliśmy na mszy za teścia. Akurat tej nocy mi się śnił. Minął miesiąc jak nie ma go z nami. Brakuje go bardzo, rozmów z nim, żartów, jego opowieści. Zostały zdjęcia i wspomnienia.
Wczoraj minęła też 9 rocznica śmierci mojego taty, taki zbieg okoliczności. Zawsze będę o was pamiętać, bo człowiek żyje tak długo, jak długo żyje w pamięci innych. Tatusiowie moi kochani w moim sercu i pamięci będziecie więc nieśmiertelni <3 <3

Mojego Aniołka też mi bardzo brakuję, żal tych wszystkich marzeń, wyobrażeń, które pojawiły się razem z pozytywnym testem ciążowym. Niestety, te marzenia na razie się nie spełnią. Ogólnie się trzymam, aż sama się sobie dziwię. Pamiętam jak mówiłam do męża, że nie przeżyję tego, jak coś stanie się mojemu dziecku. A jednak żyję i jakoś się z tego wszystkiego podnoszę, sama nie wiedziałam, że znajdę w sobie tyle siły. Czasem przychodzi smutek, szczególnie jak widzę kobietę w ciąży przychodzą myśli, że pewnie też miałabym już zaokrąglony brzuszek. Często myślę o moim maleństwie, zastanawiam się czy było chłopcem, czy dziewczynką, jak by wyglądało, gdyby mogło się urodzić.

Jak byłam w strasznej rozpaczy bardzo pomógł mi wpis, że Pan Bóg zabrał moje dziecko ponieważ go potrzebował, dlatego, że było wyjątkowe. Esmeralda 89 bardzo Ci dziękuję za tamten wpis <3

Panie Boże powoli godzę się z tym, co się stało, przyjmuję Twoją wole, ofiaruję Ci cały mój, ból i cierpienie. Ale proszę Cię całym sercem, nie opuszczaj mnie, ulituj się nade mną i pozwól mi być mamą chociaż jednego maleństwa tu na ziemi. Wierzę, że mnie wysłuchasz, proszę nie pozwól mi stracić tej wiary.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2016, 16:19

amoniaa Ileż można czekać.. 11 marca 2016, 16:40

Jestem wykończona kolejnymi rozczarowaniami, kolejnymi negatywnymi testami i wybuchami płaczu.
Chciałabym po prostu zostać mamą. Staramy się już ponad rok i nic...Zaczynamy badania albo jak kto woli ustalamy winę stron..obu albo jednej. Mam nadzieję, że po prostu nie trafiamy o czasie. Boże tak bardzo bym chciała żeby teraz się udało. Do @ jeszcze dwa dni..

Dziś 33 dc wstałam rano, miałam jakieś przeczucie, żeby zrobić ten test ciążowy i przestać się zastanawiać. No i stało się 2 piękne kreseczki :)
Po południu zrobiłam drugi żeby mieć stuprocentową pewność :) no i są dwie mocne krechy :)
Jednak badanie HSG pomaga pomimo drożnych jajowodów, pomogło.

Wchodzę do gabinetu
Gin: co słychać?
Ja: to ja przyszłam zapytać co słychać chytryke.gif
Lekarz powiedział, że co się wydarzyło trudno powiedzieć, ale wie co będziemy dalej robić.
W gabinecie były jeszzcze dwie studentki. Lekarz streścił im historię mojej choroby.
Wyniki książkowe.
Pierwsze podejście super i słabe wyniki 4 obrane 2 do zapłodnienia - 1 zapłodniony – ciąży 0
Drugie podejście wyniki jeszcze lepsze, 3 pobrane z czego 1 ocyt ale niedojrzały
I cały czas się głowią skąd taki wynik skoro estradiol pięknie przyrastał. Estradiol wytwarzają komórki ziarniste z jajka, więc skoro tak pięknie rósł, to gdzie te jajka??
I to jest problem przy niepłodności idiopatycznej. To jak z donosicielem w firmie do szefa. Chciałoby się jemu łeb ukręcić, ale nie wiadomo kto to.
I teraz tak: punkcje robiło dwóch różnych lekarzy, więc nie ma mowy o pomyłce, czy złej woli lekarza, czy że miał zły dzień. Druga jeszcze gorsza punkcja potwierdzia, że coś złego się działo. I nie ma znaczenia czy było by to robione tu, w bocianie inwimedzie czy każdej inne klinice.
Coś się stało z jajami. Możliwe, że nie były dojrzałe i bardzo przyklejone do ścianek pęcherzyka, że nie dało się ich pobrać. Trudno stwierdzić.
Powiedział, że moja lekarka chciałaby zaproponować mi jeszcze jedno podejście. I on też zachęcałby mnie do tego. I to w tym półroczu! Hahahaha dobre, dobre  zachciało mi się śmiac
I jaka jest moja decyzja, bo on gorąco mnie do tego namawia
Mam przyjść 13.05 wtedy rozpiszemy stymulację. Badań nie będę musiała powtarzać.
Zapytałam się jakim protokołem polecimy. Bo na długi nie zdążymy, skoro program do końca czerwca.
Lekarz powiedział,że ma już koncepcję ale to jeszcze ustalą z moją lekarką. Prawdopodobnie krótkim ale z gonapeptydem i czymś tam jeszcze
Kazali mi brać mama dha i Q10
Powiedział, że on nie ma przekonania do teg Q10, ale skoro moja pani doktor zaleciła, to nie zaszkodzi
Zapytał się o tarczycę. Mówię, że mimo zwiększonej dawki euthyroxu rośnie. Powiedział, żebym przez te 2 msce unormowała tarczycę. Mam wybrać się do endokrynologa (dzwonie do luxmedu, a tam termin na 23.05 hahahah dobre , dobre)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2016, 19:54

9t5d (10tc)
piątek

Panie Boże dziękuję Ci. Nie wstydzę się tego, że to Tobie dziękuję i w Tobie upatruję sprawcę Cudu, którego się doczekaliśmy. Do końca moich dni będę wyznawać, że ten nasz Cudaczek, to jest Cudaczek od Ciebie. Nie mam w tej kwestii żadnych wątpliwości. My, którzy próbowaliśmy przez prawie 2 lata, czepiając się różnych sposobów, nie umieliśmy nawet z pomocą lekarzy spłodzić dziecka.
Boże, to Ty otworzyłeś moje łono, tak jak łono Sary Abrahamowej. Zawsze wiedziałam, że jestem Sarą. Tylko do czasu naszych starań nie docierało do mnie to, że przecież Sara miała zamknięte łono, była bezpłodna. W tej swojej bezpłodności była bezradna i zgorzkniała. Kiedy podsłuchała rozmowę Abrahama z wędrowcem-aniołem, w której to wędrowiec zapowiadał, że za rok o tej porze będzie miała syna, zaśmiała się z goryczą. A jednak mimo jej niewiary i zgorzknienia Ty Panie uczyniłeś ją płodną.
Dziękuję Ci Boże, że uczyniłeś mnie płodną. Mimo mojej niewiary i zgorzknienia.

Dziś nabieram trochę innej perspektywy na ten dwuletni prawie okres naszych starań, w którym wylałam morze łez i powoli obdzierałam się z nadziei i wiary w to, że kiedykolwiek będę mamą. Wykonałam w tym czasie mnóstwo badań, wśród których jedno okazało się kluczowe - to, które wykazało mutację genu MTHFR. Dzięki temu dziś będąc w ciąży przyjmuję zastrzyki, które mają pomóc utrzymać ciążę zagrożoną poronieniem z powodu właśnie tej mutacji.
Dziękuję Ci Boże za te 2 lata starań, bo bez nich być może poroniłabym ciążę nie wiedząc o mojej mutacji i nie przyjmując zastrzyków.

Moja ciąża jest trudna. Krwiak i mutacja genu jej nie ułatwiają. Ja jednak wierzę, że wszystko będzie dobrze, bo to dar od Ciebie. Trzymam się kurczowo słowa, które wierzę, że pochodzi od Ciebie. Trzymam się i nie puszczę.

"Bo z radością wyjdziecie i w pokoju zostaniecie przyprowadzeni. Góry i pagórki wybuchną przed wami okrzykami radości, a wszystkie drzewa polne będą klaskać w dłonie." Iz55,12

Dziękuję Ci Boże za przyjaciół. Ostatnio kolega, z którym praktycznie w ogóle nie rozmawiam (to stary kolega, z dawnych lat), napisał do mnie na facebooku, że modlił się o mnie i ma słowo (choć nie wie, że jestem w ciąży, nawet nie wie, że staraliśmy się tak długo):

"Wstań, moja przyjaciółko, moja piękna! Chodź!
Bo oto minęła zima, skończyły się deszcze, ustały.
Kwiatki ukazują się na ziemi, czas śpiewu nastał i gruchanie synogarlicy słychać w naszej ziemi.
Figowiec zarumienia już swoje owoce, a winna latorośl zakwita i wydaje woń. Wstańże, moja przyjaciółko, moja piękna, chodź!" (PnP2,10-13)

Biorę i to słowo.
Czekam Panie w pokoju na każdy kolejny dzień. Ty wiesz.


wpis napisałam w formie modlitwy, ale również w formie świadectwa (stąd moje wyjaśnienia np. o koledze... Panu Bogu nie muszę tego wyjaśniać, zrobiłam to dla czytających) :)

kasia03 Czy kiedyś się uda??? 11 marca 2016, 20:11

11 dc
Dzisiaj byłam w Gamecie na monitoringu(u innego lekarze-mój ma urlop).Dwie godziny przed wizytą pobranie krwi,lh i estradiol.Lekarz zinterpretował wyniki:owulacja w trakcie.Monitoring:na lewym jajniku pęcherzyk 20 mm.To było najbardziej bolesne badanie ginekologiczne jakie w życiu miałam(a nie jestem jakaś szczególnie wrażliwa).Z całej wizyty mam bardzo mieszane uczucia.Gdy doktorek spojrzał na wyniki krwi od razu powiedział,że owulacja pewna i właściwie już "trwa".Monitoring nie ujawnił pękniętego pęcherzyka.Od samego początku doktorek usilnie namawiał na IUI i to w dniu dzisiejszym.Jego namowy były bardzo "nachalne".Nie wiem dokładnie dlaczego ale zamknęłam się na tą chwilę na wszelkie "ingerencje" w związku z ciążą.Musiałam kilkukrotnie i stanowczo przeciwstawić się jego namowom.Może pomyślicie,że jestem psychiczna albo skąpa ale w ogóle nie decydował tu czynnik finansowy.Zależy mi na ciąży ale nie mam parcia "za wszelką cenę" w tym cyklu.W tym cyklu nie jestem gotowa(mimo że już miałam) na IUI,nie mam nastawienia że się uda i nie chcę poza regularnym współżyciem ingerować w siebie.I tak doktorek namówił mnie na zastrzyk ovitrelle(na pęknięcie pęcherzyka) i wykonano mi go od razu w Gamecie.Załuję,że dałam się na to namówić,mam nieodparte wrażenie że powinnam zdać się na naturę.Tak po prostu na tą chwilę to czuję.

coffee Czekajac na Ciebie... 11 marca 2016, 20:17

Sprawdź swoje kosmetyki. Pożegnaj się z kosmetykami, które zawierają składnik zwany Butyl Benzyl Phthalates obecny w niektórych lakierach, pomadkach, błyszczykach oraz perfumach. Może on negatywnie wpływać na funkcjonowanie niektórych hormonów odpowiedzialnych za płodność.

To będzie mój pierwszy pamiętnik w życiu, no dobra - jako nastolatka próbowałam raz czy dwa razy coś tam pisać, ale po kilku wpisach rezygnowałam. Cóż cierpliwość nie jest moją mocną stroną... :) Teraz chyba będzie inaczej, bo mam nadzieję, że to wylewanie myśli i uczuć po prostu mi pomoże...

Trafiłam tu przypadkiem, ale od jakiegoś czasu czytam różne pamiętniki na ovu. Nawet zaczęłam dopisywać komentarze, bo w pewnym momencie nie mogłam się powstrzymać. Jestem pełna podziwu dla każdej opisanej tu historii...dla każdej dziewczyny, która z taką determinacją walczy... O ironio, kilka osób w moim bardzo bliskim otoczeniu też bardzo długo czekało na dziecko i niby rozumiałam, ale teraz wiem, że wcale tak nie było. Może dlatego, że tu jest opis uczuć, a w zwykłej rozmowie nie jest to takie łatwe. I tym bardziej czuję, że byłam głupia, chyba nie do końca doceniając to, że zwykle wszytko przychodziło mi stosunkowo łatwo. Wiem, że to co nas spotyka jest konsekwencją wcześniejszych decyzji, ale jest mi trudno. Tyle czasu zmarnowałam... :(

Nie wiem czy tu zostanę, ale na dzień dzisiejszy chyba tego pamiętnika potrzebuję. Po co? Żeby się wygadać, bo w realu chyba wszyscy mają już dosyć i żeby sobie ulżyć...

Zaczynam się godzić z sytuacją, chociaż jest to dla mnie trudne...bardzo trudne... Nie chcę już płakać, bo to nic nie zmieni. Czasu przecież nie cofnę. Mam nadzieję, że moje dziecko nie zostanie jedynakiem... Każdy zasługuje na rodzeństwo... Coraz trudniej jest mi mu tłumaczyć dlaczego nie ma rodzeństwa. Przecież nie powiem dziecku, że matce pomyliły się priorytety w życiu i tak na prawdę dopiero w połowie biegłego roku zapragnęła drugiego dziecka. Co się wtedy wydarzyło? Nic szczególnego, po prostu wreszcie zrozumiałam, że pora przestać się bać, analizować co może się wydarzyć, a trzeba zacząć żyć. I co wtedy? Najpierw postanowiłam zrobić porządek z tarczycą, bo przecież od dawna wiem, że mam guzki do obserwacji, a już dawno na obserwacji nie byłam. No dobra natchnęła mnie do tego taka historia z sąsiedztwa. Otóż stwierdzono u znajomej nowotwór tarczycy i się przestraszyłam... Trafiłam do profesora, który po badaniu USG i hormonów tarczycy skierował mnie na biopsję. Wyniki wyszły ok, hormony też... i pewnie wszystko byłoby ok, gdybym posłuchała intuicji i na tym pożegnała się z lekarzem, który nie zrobił na mnie dobrego wrażenia...no, ale przecież tyle zachwyconych ludzi w poczekalni nie może się mylić...i zaczęłam brać letrox. Był wrzesień. Od dawki 25 szybko dostałam 50 i docelowo chyba od przełomu października i listopada zaczęłam brać 75. W listopadzie potwierdziłam, że mogę rozpocząć starania, bo dawka ustalona. Skonsultowała też to z ginekologiem (bo taka własnie zapobiegliwa jestem...)
Do stycznia było ok - chodziłam na kontrolne wizyty, brałam grzecznie lekarstwa. W lutym zaczęłam się czuć gorzej - ciągle byłam zmęczona, stałam się nerwowa, nie spałam, a płacz miałam na końcu nosa... schudłam 5 kg... pomyślałam, że to ze stresu, bo czas ucieka, a się nie udaje, bo w pracy nerwowo... i poszłam do mojej pani dr internistki - stwierdziła, że powinnam odpocząć... tylko, że siedząc w domu czułam się coraz gorzej i po tygodniu zaczęłam myśleć, że wariuję... Pani dr dała mi skierowanie na badania i okazało się, że tsh spadło mi do 0,001 (norma 0,4 - 4)... Więc znalazł się winowajca... teraz powoli dochodzę do siebie... ale resztę już jutro opiszę, bo strasznie się rozpisałam i nie mam już siły zbierać chaotycznych myśli...

Dobranoc ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2016, 22:52

Zadania do wykonania:

-wizyta u endo, prawdopodobnie niedoczynność tarczycy, w 5tc tsh 3,3800. Gin powiedział, że tragedii nie ma, ale zapisał Euthyrox 50. Brałam go do dnia poronienia, potem odstawiłam, niech endo mnie przebada po swojemu

-walka z nadmiarowymi kilogramami. W pierwszej ciąży zaczynałam z takiego samego pułapu i nawet cukrzyca się nie przyplątała, ale to było 8 lat temu :( Teraz kto wie, choć glukozę na czczo mam w normie. W 2014 r. schudłam 24 kg, a potem waga się zatrzymała, a mnie zabrakło dalszej motywacji. Na szczęście nie odrobiłam strat. Ale nadal jest z czego zrzucać... na pewno endo mi to wypomni.

Boję się lekarzy :( Kiedy byłam mała jeździłam do wielu, a już jako dziecko miałam nadwagę i trafiłam na starą lekarkę, która była specjalistą od odchudzania. Baba z 80+ lat wówczas, ciemny gabinet w jej starym domu i upokarzające badanie, łącznie z zaglądaniem mi między nogi - obcesowe komentarze, wyśmiewanie i wpędzanie w poczucie winy i wstydu, że jestem grubym dzieckiem. Dla mnie, jako 11 latki to była trauma. Jeździłam do niej 3 razy. Od tej pory boję się takich lekarzy, przykrych komentarzy, jakie mogę usłyszeć. Ciśnienie w gabinecie skacze mi średnio na 150/100. W domu mam normalne.

Z powodu strachu przed lekarzami zaniedbałam swoje cykle, nie starałam się dociekać, czemu są takie popieprzone, do gina zmuszałam się iść tylko na cytologię. Do rodzinnego, jak już nie dałam rady zwlec się do pracy, np. z powodu grypy.

Dziś jeszcze większe brudzenie a zaraz po nim krwawienie, pozbawiły mnie wszelkich złudzeń, że to @.
Smutek i zwątpienie trwały chwilę, wyładowałam stres podczas godzinnych ćwiczeń na orbitreku. Nie poddam się, wiem, że się uda,będę w ciąży i urodzę upragnione maleństwo.
Miałam mieć wizytę u mojej gin 23.03, ale ponieważ @ przyszła wcześniej, to wizytę miałabym w połowie cyklu albo i później. Zadzwoniłam do gin, powiedziałam o co chodzi, więc kazała przyjechać w środę 16.03 na 18.45, to będzie 6dc, więc mam nadzieję, że zaczniemy sprawdzać o co chodzi i co można zrobić, a oprócz tego, to i tak wiem, że zajście w ciążę to często łut szczęścia i cud. Oprócz badań zdam się i na to,przestaję mierzyć temperatury i sprawdzać wykres, wyliczać dni, stawiam na spontan jeśli chodzi o seks.I wierzę, że będzie dobrze, nie tylko u mnie, ale u Was - Kasiu, Leno i u wszystkich, których podczytywałam pomiętniki, będzie dobrze.

Z wynikami poszłam do mojego endo, który na podstawie wyników i opisu mojego samopoczucia stwierdził, że jest ok - mam brać leki i przyjść w kwietniu... przyszlam do domu, zaczęłam czytać w internecie i załamana informacją, że przy takich wynikach nie jest możliwa ciąża odstawiłam leki... od tamtej pory minął blisko miesiąc. Wczoraj odebrałam wyniki i są dokładnie w połowie normy. Dziś idę do nowego endo. Ciekawe co powie. A i jeszcze od dwóch cykli mam @ co 21 dni, wczesniej co 28... więc póki co ciąża nie grozi mi niestety... :'(


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2016, 08:32

Magdi Jak się robi dzieci? 12 marca 2016, 08:49

Pierwsza myśl o posiadaniuu wspólnego potomka pojawiła się w nas mniej wiecej po roku od poznania. Pamiętam jak dziś: byliśmy w drodze do pracy a mój ukochany powiedział coś w stylu: "trochę nam nudno, może powinniśmy zrobić dziecko?". Od tamtej pory przestaliśmy sie zabezpieczać. Wówczas nigdy bym nie pomyślała, że 5 lat później nadal będziemy sami. W międzyczasie bywało różnie, mieliśmy swoje wzloty i upadki, zmieniające się priorytety ale przez cały ten czas kochaliśmy się bez zabezpieczeń. Albo należymy do grona wyjątkowych pechowców albo robimy coś nie tak. Ewentualnie coś nie tak jest z nami, co coraz częściej zaczynam brać pod uwagę.
W każdym razie, w tym roku postanowiliśmy wyzerować licznik i zacząć wszystko od początku, tak jak należy. Myślałam, że o zachodzeniu w ciążę wiem wszystko ale dopiero kiedy wpadła mi w recę książka pt.: "Jak się robi dzieci " autorstwa Jill Blakeway, zrozumiałam jak niewiele wiem... Zaraz mi się nasuwa pytanie: Chwila! A ile wiedzą te nastolatki, które przy pierwszym współżyciu zachodzą w ciążę albo kobiety z rodzin patologicznych, które nie dbając o siebie o swoje zdrowie i prawie zawsze o swoje dzieci, rodzą je jedno za drugim????
Nie mam zrozumienia dla tego typu sytuacji, po prostu. Nie potrafię tego zrozumieć i już. Zresztą same pewnie nie raz zadawałyście sobie to pytanie: "dlaczego ona a nie ja?".
O tym kiedy indziej....
Dzisiaj zachęcam Was naprawdę gorąco do przeczytania książki. Można ją kupić w Empiku, kosztuje 39,99. A jeśli interesują was e-booki jutro napiszę gdzie można ja przeczytać zupełnie za darmo! ( ps. książka ma prawie 400 stron, ja czytałam ją jednym tchem przez 8 godzin plus 5 godzinna przerwa na spanie:)!
Pozdrawiam cieplutko!

10dc
Waham się nad dawcą, czy to jest dla mnie do zniesienia, czy moja psychika to zniesie, cy to jest etyczne? Pójdę we wtorek na oddział, zapytam o ten gonal i o psychologa, wiem, że można u nich skorzystać z takich porad, nie wiem tylko czy za darmo i czy się czeka..
Mam prośbę napiszcie co myślicie na ten temat i jakie komentarze na takie rozwiązanie usłyszałyście od innych ludzi.. Musze się nastawić na to co mnie czeka..

Katjaa Że niby mi sie nie uda? 12 marca 2016, 10:22

Jeśli Twój partner pali papierosy, przekonaj go do pożegnania się z tym nałogiem. Dym tytoniowy ma bardzo negatywny wpływ na wytwarzanie i jakość plemników. Niestety dotyczy to również palenia biernego, czyli wdychania dymu tytoniowego z otoczenia. Palenie jest głównym czynnikiem ryzyka zaburzeń erekcji, często występującej w grupie wiekowej 30-50 lat. Z badań naukowych wynika, że palenie obniża liczebność i ruchliwość plemników.




I weź tłumacz Galganowi że ma rzucić...
Kurczę u nas dalej cisza... tęsknię za Nim :( ale też wiem, że ta cisza da nam do myślenia... kocham Go tego jestem pewna... kocham od pierwszego dnia gdy go zobaczyłam... i on tak samo...

Katjaa Że niby mi sie nie uda? 12 marca 2016, 10:23

Coś mi się nie podoba ta moja temperatura... 36.9 a dziś już 5 dc... Tylko że @ przyszła...

Byłam wczoraj na USG. Pęcherzyk pękł! :) Samiusienki! :) Dzień 17-sty, endometrium 12,5 mm, dzisiaj skok temperatury, wzięłam duphaston. Czytałam, że by doszło do zapłodnienia pęcherzyk musi mieć co najmniej 18 mm. Mniejsze pęcherzyki uwalniają słabe komórki jajowe, które nawet jeśli zostaną zapłodnione, nie rozwijają się tylko obumierają. Mój musiał mieć ok. 22 mm. Jestem super szczęśliwa. Nawet jeśli nie zajdę teraz, na co się nie nastawiam, bo wiele innych warunków musi być spełnionych, wiem już, że owuluję. Skąd taki niski progesteron? Nie wiem. Może ciałko żółte niedomaga. Dowiem się za tydzień, jak zrobię badanie progesteronu i TSH.

P.S. Ja głupia myślałam, że na USG zobaczę moją komórkę jajową, a przecież ona jest tak maleńka, że tylko mikroskop może ją pokazać! No ale jak jajo pękło, to musiała tam być!


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2016, 10:30

Miałam dziś męczący sen. Byłam w pracy i zgubiłam swoją torebkę. Jedno wiedziałam, że była pusta, skórzana, zamszowa listonoszka. Szukałam jej po różnych pokojach, ale bez skutku.
W ogóle nie jestem przesądna, nie wierzę w horoskopy i senniki, ale kiedyś interesowałam się Freudem i psychoanalizą i od razu po obudzeniu pomyślałam sobie, że torba to symbol narządów kobiecych. Wklepałam hasło "torba" do sennika i ciekawe rzeczy wyszły. Bardzo, bardzo prawdziwe.

"Sen o zgubieniu torebki lub portfela:
Wersji snu może być wiele, a wszystkie mają jeden punkt wspólny - pojawia się podejrzenie, że zginęła nam torebka albo portfel.

Zastanawiamy się, czy je gdzieś przełożyliśmy, czy ktoś nam je ukradł. Szukamy gorączkowo zaginionego przedmiotu, z reguły nie możemy go znaleźć... szybko pojawia się panika.
Jak interpretować sny o zgubieniu torebki lub portfela?

Sen o tym, że gubimy torebkę lub portfel pojawia się często w momencie, gdy zmienia się coś w naszym życiu - zaczynamy nową pracę, spodziewamy się pierwszego dziecka, wysyłamy dzieci na studia itp. To klasyczny sen lękowy - z równowagi wyprowadza nas niewielki kryzys, nawet nie do końca pewny - w końcu nie wiemy, czy za kilka chwil zguba nie znajdzie się w najbardziej oczywistym miejscu. Zachowanie we śnie symbolizuje naszą reakcję na zmianę, jaka zaszła w ostatnim czasie w naszym życiu. Zaginione przedmioty uosabiają naszą tożsamość. Jeżeli ostatnio wydarzyło się coś, co zachwiało naszym życiem, np. przeprowadzka, zmiana pracy czy sytuacji życiowej, i nie czujemy pewnego gruntu pod nogami, możemy kwestionować swoją tożsamość i zastanawiać się, czy aby na pewno spełniamy się w swojej roli.
Jak sen o zgubieniu torebki lub portfela zinterpretowałby Freud?

Dla Freuda torebka w marzeniach sennych była symbolem kobiecych narządów rozrodczych, przede wszystkim macicy. Jej pojawienie się we śnie jest przejawem seksualnego lęku.
Jak sen o zgubieniu torebki lub portfela zinterpretowałby Jung?

Dla Junga portfel symbolizuje Personę - jeżeli pojawia się we śnie, to oznacza, że tracimy poczucie tożsamości oraz siłę."

http://www.sennik.biz/symbol23545,sen-o-zgubieniu-torebki-lub-portfela.html

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)