W pracy robi się coraz ciekawiej. Koleżanka umówiła się na operację w tym samym terminie co ja miałam zaplanowany transfer. Prezes na pewno nie pozwoli nam razem iść w tym terminie na wolne. Czy mój transfer ważniejszy czy jej operacja na którą mogła umówić się już w lipcu, a wybrała sobie wrzesień? Tylko my dwie umiemy robić swoje prace. Nie ma nikogo innego w firmie kto mógłby mnie i ją zastąpić. Rozważam zatem transfer w sierpniu. Choć wiem, że do sierpnia nie będę miała odłożonej jeszcze wystarczającej kwoty. A jeśli bym miała czekać do października, to we wrześniu będę musiała zapłacić za kolejny rok przechowywania zarodka. Przecież to byłoby wyrzucanie pieniędzy, których i tak zbyt dużo nie mam. I co ja mam zrobić?
Okres sobie poszedł, więc zaczynam kolejny miesiąc starań. Póki co twierdzę, że po ciąży wcale nie tak łatwo zajść w kolejną. Obalam mit o szybkim zachodzeniu tuż po porodzie w następną ciążę.
Dziś miło spędzony dzień z siostrzenicą z siostrą i szwagrem na plaży nad Zalewem Żyrardowski choć pierwszy raz się spotkałam płatnym wejściem nad jezioro... trochę popływałam, trochę słońca złapałam i witaminki D
teraz szwagier poszedł po pizza z serkiem górskim i żurawina pycha... i do tego małe piwko 2% owocowe...
13 d.c , cyklu bez starań ale z bacznymi obserwacjami. Ovu już kilka dni temu twierdziło że owulacja była , ale nic tego nie potwierdza , testy owulacyjne pokazywały że już , tuż tuż zaraz będzie, bladziuteńka kreseczka a potem się urwało. Donna też pokazała ledwo zarys paprotki a potem już nic , śluzu płodnego w ogóle nie było. Nie rozumiem. Piersi bolą mnie już tydzień , jajniki też. Pryszcze zaczynają się pojawiać, nie wiem czy od ciepła czy może od hormonów. A dzisiaj rozbolał mnie brzuch tak mocno na @ że wpadłam w panikę. W styczniu już miałam dodatkowy cykl po 13 dniach i kolejy byłby wyraźną oznaką że coś tu jest nie tak. A humorek mam dzisiaj wzorcowo-pmsowy
nawrzeszczałam na D.. biedny on jest , musi znosić moje czepianie , a ja czasami po prostu nie mogę się powstrzymać i wybucham , choć po chwili mam moralniaka i widzę że to zupełnie niepotrzebne i głupie. Czasem męczę się sama ze sobą, widzę jedną sytuację dwojako i nie wiem który punkt widzenia jest słuszny. Uuuu chce mi się wyć do księżyca ale go nie ma jeszcze, zakopałabym sie w liściach ale to nie ta pora roku .. cały świat przeciwko mnie , jednej biednej starej , zrzędzącej kobiecie ehh. Jeszcze dzisiaj do pracy ehh , to niby źle niby dobrze
cała ja. Odrywam się tam od uporczywego myślenia, pracuje, gadam o pogodzie z drugiej strony jeden dzień wolnego w miesiącu i jeszcze go prześpie to troche powoduje mój bunt , no i to gorąco w pracy jest dobijajace , puchnę cała jak balon i staję się feministką na tyle tylko by rzucić stanikiem o ziemie .............
po chwili się zreflektowałam przeprosiłam mojego , i wykazał się super zrozumieniem. Ehh kto by pomyślał, że po takim czasie wiecznych kłótni o wszystko będziemy potrafili tak łatwo przyznawać się do błędów i okazywać sobie takie zrozumienie. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie, zawsze myślałam że zmarnowałam czas żyjąc w poprzednim związku a teraz widzę że to był czas oczekiwania na ten nowy , piękny rozdział mojego życia ..
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2013, 16:57
Poszłam spać o 22, przebudziłam się przed 24 następnie po 3 burza i pranie z balkonu trzeba było zebrać, następie o 5 i zmierzyłam temp. 36,22 i poszłam dalej spać i tu już dużej spałam bo do 8 temp 36,41 (przespałam całe 3 godziny). Wczoraj gorąco a dziś cała noc pada...zobaczymy jak ułoży się resztę dnia... jeszcze tydzień do @... a 24 dni do urodzinek...
cięzki dzień dzisiaj....całą noc nie spałam...mąż chrapał ja szalony, budzę go ale to nic nie daje. Przestaje na 3 min i znowu zaczyna. Nie mam już siły do niego. Pogoda też fatalna...duszno jak cholera, a ja na dodatek jestem niskociśnieniowcem. Zastanawiam się czy w tym cyklu brać wiesiołka i ziółka czy sobie totalnie odpuścić....??? Jestem bardzo zmęczona....
Trochę mnie nie było, ale to dlatego, że wyjechałam
W środę byłam na koncercie Bon Joviego i uwierzcie mi wrażenia niesamowite 
Później byliśmy jeszcze 3 dni w rodzinnej miejscowości mojego męża. Pogoda dopisała, było fajnie. Poodwiedzaliśmy rodzinę i znajomych, malutki się trochę wybiegał, najadła piasku na plaży i wystraszył wody 
Niestety cały humor popsuła babcia mojego M. która wielce się obraziła, że cały czas nie byliśmy u niej, że nie przychodziliśmy na obiady i twierdziła, że "obowiązkiem" mojego męża było przyjść po czym wszystkie psy na mnie uwiesiła, że to ja go tak wokół palca owijam, dała do zrozumienia, że całe zło tego świata jest za moją przyczyną po czym oznajmiła że i tak już jestem skreślona. Na co tylko odpowiedziałam, że wiem to od początku i poszłam w cholerę... Mam już dosyć tej kobiety od początku mi życie truję...
Boże tak Bardzo Cie proszę o Dar Macierzyństwa.
12 d.c
temperaturka skacze jak oszalała, sama nie wiem co z tego będzie... jakoś tak chyba obojętność wkradła się w tym cyklu albo może z góry został skazany na niepowodzenie. Oczywiście w dalszym ciągu marzymy o II kreseczkach i gdzieś w głębi serca nadzieja czeka.
Fakt, kupiłam nowy termometr- bardziej dokładny i może dlatego zeszły wykresik był taki "zapowiadający" no cud a teraz...
Skoki pewnie będą pokazywać się w dalszym ciągu - w sobotę szykuje się nam wesele u znajomych i poprawiny także, więc pewnie brak snu da się we znaki:P
), zamierzam się WYTAŃCZYĆ na maxa bez %%%
))) i w poniedziałek rano wytrwać w pracy
, tym razem nie skończy się na kawie bezkofeinowej
- apropo nawet nie sądziłam, że może być taka pyszna ta bezkofeinowa, nawet znajomi z pracy dali się "oszukać" i swoją drogą może mg tak nie wypłukuje- tchibo sana dla tych co uwielbiają jak ja smak kawy a powinni odstawić ...pyycha:)
W tym cyklu nie wpisuję objawów więc jak się wkurzę na temperaturę to w przyszłym miesiącu nie będzie co wpisywać
)oczywiście przesadzam i prawdopodobnie na temperaturze się skończy :)ehhh zaczynam popadać w skrajności - czyli standardowo w 12 d.c hormony fisiują 
Jak ja uwielbiam te nasze emocje... i jak tu nie kochać kobiet nie ma szans żeby facet się nudził z taką karuzelą 
Pędzę obejrzeć jakiś do reszty ogłupiający film w ramach podsumowania dzisiejszego dnia 
ściskam Was bardzo mocno, trzymajmy się ciepło bez względu na to w której fazie cyklu właśnie jesteśmy
)
http://demotywatory.pl/4197546/Zarazliwy-usmiech
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2013, 20:19
Pare dni po poronieniu naturalnym, a w zasadzie to w czwartek dostalam pierwszy zestaw hormonów waginalnie, a w piątek drugi.. Miałam taką wygodę, że przeżywałam to w domu, nie w szpitalu, tabletki zaczęły działać po 3,4 godzinach, ciekło jak z kranu i czułam jak cząstki małego życia przepływały przez moje ciało...
Wmawiam sobie, że jestem silna, że mój mąż jest taki kochany...
Ale czy jestem silna,to tylko czas pokaże..
Nie jestem jeszcze gotowa, żeby wrócić do pracy. Mam bardzo wspierających znajomych, bardzo się cieszyli na naszą ciążę, zaczęłam już dostawać prezenty dla.. Aniołka.
Rok temu jak braliśmy ślub mój mąż powiedział,że postaramy się w sierpniu, to dzidzia się w maju urodzi, żeby być Bykiem tak jak my.. Ale 10 miesięcy starań podarował nam najszczęśliwsze 11 tygodni szczęścia.
Jestem wdzięczna losowi, że pozwolił nam doświadczyć tych pięknych 11 tygodni, że uświadomił nas, że może nam się udać, nawet wtedy kiedy nam się nie udało...
Bo skoro zaszłam w ciążę, to może się udać znowu..
I się uda..
własnie wrocilismy z weekendowego odpoczynku solina/polanczyk. Bylo bardzo fajnie przede wszystkim ze NARESZCIE SAMI- poszalelismy troche. Pogoda byla taka sobie ale mimo to jestem zadowolona.Denerwowaly mnie jedynie te dziwne plamienia ktore trwaja juz 4 dzien i straszny bol jajnikow i piersi:MOJ ORGANIZM ZWARIOWAL !!!!!
Dzień zaliczony do udany zwiedzanie park w Radziwiłowiczach problem jeden wylęg komarów.... temperatura wieczorem 36,74. Oprócz tego przy dotykaniu bolą mnie sutki.
Mąż za to źle się dziś czuł miał biegunkę, mdłości i nic mu nie smakowałam śmiałam się z niego że będzie w ciąży 
Wieczorem film i nowe Lay's Max paprykowe
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2013, 05:39
nie uda nam się juz nigdy! nie wierzę w to!
Bolace piersi, mdłości, zmienność nastroju...kolejna @ sie zbliża:(
Kochanie moje, najdroższe, czekam na Ciebie, wiem, że jesteś już blisko,chciałabym poczuc Cię, lub chociażby wiedzieć, że jesteś już pod moim sercem, że jest już ziarenko zasiane, że rośniesz...czekam z utęsknieniem, całuję mama.
Zacznę od tego kim jestem. Bo chcę, żeby ten pamiętnik był czymś więcej nich suchymi opowieściami o staraniach. Mam 25 lat i jestem najmłodsza z trójki rodzeństwa. Mam 34letnią siostrę i 28 letniego brata. Wychowywałam się tylko z siostrą i mamą brata wychowywał ojciec. Nigdy nie dowiem się jak to jest mieć ojca, taki był wybór mojej mamy bo uważała, że lepiej nie mieć ojca niż mieć ojca złego ojca. Myślę, że wpłynęło to na moją wczesną potrzebę tworzenia związku z mężczyzną. Miałam kolejnych chłopaków ale musiałam dojrzeć. Kiedy miałam 20 lat stałam się samodzielna, mieszkałam sama, pracowałam uczyłam się i byłam w związku który nie przetrwał wspólnego zamieszkania i się powoli rozpadał kiedy poznałam mojego męża. Był młodszy i miał nie całe 18 lat a ja miałam prawie 21. Oboje zostawiliśmy nasze związki i zaczęliśmy się spotykać. Ja już taka dorosła a gdzieś w głębi duszy bardzo młoda i zagubiona. On młody ale odpowiedzialny dojrzały. Zaraz po maturze znalazł pracę i ze mną zamieszkał. Zaczął studia ale sobie poradziliśmy. Przetrwaliśmy wiele kłótni, dotarliśmy się i teraz nie wyobrażam sobie życia bez Niego. W sylwestra 2013r zadecydowaliśmy, że czas na ślub. Zaplanowaliśmy go na kwiecień. Ja miałam problemy z infekcjami i w lutym postanowiłam odstawić nuvaring. Wiedziałam, że on musi dojrzeć do decyzji o dziecku wiec nie naciskałam, nie mówiłam o tym. Decyzja była spontaniczna, niesieni namiętności kochaliśmy się po raz pierwszy bez zabezpieczenia. A po wszystkim on zapytał- "To co czyli się staramy?" i tak się zaczęło. Teraz mija czwarty cykl starań. Narazie bezowocnych. W poprzednim cyklu mierzyłam temperatury, i wszystko badałam, a teraz odpuściłam. Dwa dni temu byłam u ginekologa i potwierdził, że wszystko ok i mamy się starać. Zmierzył pęcherzyk i kazał się starać przez weekend bo owu nadchodzi. Dziś czuję owulację i mam nadzieję, że mała armia dobiera się właśnie do jajeczka. To było by tyle na początek, będzie mi bardzo miło jeśli ktoś zechce czytać mój pamiętnik.
I kolejna ciąża w rodzinie. Czy ja mam na twarzy wypisane: proszę chwalcie się swoimi ciążami? A ja zamiast się cieszyć - zazdroszczę. Tak nie powinno być. Ale inaczej nie umiem. A może inaczej powinnam na to spojrzeć. Moje maleństwo jak się pojawi będzie najmłodsze. I będzie miało więcej rodzeństwa ciotecznego do zabawy.
A najlepsza koleżanka wymyśliła, żebym była chrzestną jej córeczki. Ona urodziła dokładnie miesiąc po mnie. Jej niunia jest prześliczna. Moja byłaby o jeden miesiąc starsza.... Czy Ci ludzie nie mają serca? Ani rozumu? Czy oni są w stanie wyobrazić sobie co ja przeżywam?
TO już tyle czasu,tyle dni,miesięcy i lat.Zastanawiam się codziennie dlaczego nie mamy dzieci,dlaczego akurat MY,co z nami jest nie tak,nie jestesmy zamożni,nie mamy jak narazie swojego mieszkania ale przecież bardzo pragniemy maleństwa.
Nie mam już siły, nie umiem już radzic sobie z tym wszystkim,mąż cały tydzien na delegacji ja sama, to jeszcze bardziej powoduje u mnie załamanie,jak tylko przyjedzie to nadrabiamy zaległości,wtedy jest cudownie,już dawno nie było miedzy nami tak fajnie. Szkoda tylko,że jesteśmy tylko we dwoje,jak cudownie byłoby czekac na niego z małym człowieczkiem.
Pewnie jest jakiś powód dlaczego nie mamy dziecka,chciałabym go poznac,może wtedy byłoby mi łatwiej żyć.
I po urodzinach,dalam rady, a nawet zrobiłam więcej niż chciałam. Odziwo nie polaly się lzy. Wszystkim jedzonko smakowalo-a jakby inaczej!!! Oczywiście co niektórzy sugerowali mi ze już tyle po slubie a brzuszka nie widać..Mam ich gdzies niech sobie gadaja!!! Nic mnie już nie rusza. Przytylam i jak ktoś pyta ze mam już brzuszek to im odpowiadam ze jak mi jedzenie smakuje to tak jest. Pelny luzik. Tak się ciesze ze mi się udało wykaraskać z tego dolka ciągłych niepowodzeń i zalaman psychicznych. Ciezko było ale udało mi się. Już nie mysle ze nie chce mi się zyc. A dziś o 15-tej będę miała tel w sprawie pracy,niewiem czego mam się spodziewać!!!! Oby się udało!!!! Chyba jak będę widzieć ten nr ze dzwoni to będę bala się odebrać. Mam jeszcze 2 marzenia, żeby z ta praca mi się udało i sukienka slubna znalazła nowa pania mloda( bo mam ja w komisie)
DZiewczyny nie wiem czy wy tez tak macie ale jak się kocham wieczorem a rano(następnego dnia) sprawdzam szyjke to jest miekka mimo iż dzień wcześniej była twarda. CZy to normalne??
Nic mi nie dolega, jajniki nie bola nie ciagna. Piersi tez nie bola ale trochę urosły:-) I odziwo niemam pryszczy jak zawsze przed @. A i jestem spiaca.. Byle do czwartku!!!!
A w sobote szykuje się bardzo duza im preza POLTER u naszych znajomych. Jeśli ktoś tego niezna to to jest impreza tydz przed weselem. Ludzie się przebierają i jada z muzyka traktorami do młodej pani i tam jej smieca a poten impreza do rana. Już nie mogę się doczekać!!!!! I dobrze ze termin @ mam na czwartek to będę wiedziała czy mogę pic.
Niestety wczoraj po udanej niedzieli i kąpieli w basenie na ukochanej działce mapa przyszła.
Zaczynam 15 cykl starań. Oby owocny!
Jeszcze doba i wszystko się okaże....nudności brak więc się martwię;(( ale piersi nadal tkliwe to mnie pociesza....Nie pozostało mi nic innego jak modlitwa- Panie spraw bym została mamą żeby biło serduszko mojemu Maleństwu....
tak pracuje,myślę,że gdybym nie pracowała to wtedy całkowicie bym zwariowała
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.