kredeczka91 groszki, fasolki i inne 19 kwietnia 2016, 18:11

40+6 2 dni do porodu

Dzisiaj byłam na ostatniej wizycie i ktg :) Zapisał się jeden skurcz, ale za to książkowy kwadracik :D Za to na wizycie, dobre wieści szyjka zgładzona!! niestety rozwarcia na palec nie ma, ale i tak jest nieźle, czop odszedł, a wody się nie sączą więc o malucha mogę być spokojna. Maksiu tentno ma ładne, ruchy prawidłowe wszystko super i wywoływanie będzie prawdopodobnie skuteczne ;)

Robie eksperyment przy braniu CLO moze komus pomoze. Biore ponizsze na endometrium:
- rano garsc orzechow: migdaly, orzechy pistacjowe i laskowe
- grejpfruit rano i zurawina wieczorem
- flaxseed z Q10 do wszystkiego
- dwa litry wody w ciagu dnia
- lyzka miodu z royal jelly

W poniedzialek sie okaze jak wyglada endometrium, a na weekend zarezerwowalam wyjazd nad moze zeby meza zbalamucic wczesniej :) tak na wszelki wypadek. Plan jest a co z niego wyjdzie to inna sprawa.

Wróciła do nas wiosna i piękne słoneczko :)
Wszystko zaczyna kwitnąć.
Uwielbiam wiosnę, to zdecydowanie najpiękniejsza pora roku.

U mnie nic nowego, wróciłam w pełni do codzienności sprzed operacji. Żyję ostatnio nadzieją na nową pracę, w moim zawodzie, dokładnie taką, jaką chciałabym mieć. Już tam pracowałam wcześniej na zastępstwo i bardzo miło wspominam ten czas. Mogłabym się rozwijać, iść naprzód. Druga taka okazja na pewno nieprędko się trafi.
Mimo, że mam wsparcie dyrektora i pracowników, to zobaczymy jak to będzie, bo to placówka państwowa, także czasem decyzje podejmuje ktoś u góry. Na razie muszę czekać, do końca czerwca powinno się wszystko wyjaśnić. A ewentualna praca byłaby dopiero od nowego roku szkolnego. Staram się myśleć pozytywnie, może chociaż raz będę mieć szczęście. Mam nadzieję, że już wykorzystałam swój limit pecha ;)

Jestem właśnie w końcówce 3 cyklu po operacji cp. Zgodnie z zaleceniem lekarza starań nie było. Dziś 23 dc i nadal nie ma @, także mam nadzieję, że wszystko powoli wraca do normy i długość cykli będzie taka, jak przed operacją. Czasem chciałabym już wrócić do starań, ale chyba rozsądniej posłuchać lekarza i poczekać jeszcze trochę, aby znów nie było przykrych niespodzianek. W końcu minęły dopiero 2 miesiące.

Marzę sobie wieczorami, że dostaję tą wymarzoną pracę, a wkrótce potem zachodzę w zdrową ciążę i cała ta moja historia kończy się happy endem. Tak, byłoby cudownie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2016, 23:42

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 19 kwietnia 2016, 20:54

Dzisiejszy test zrobiony dla,czystej formalności oczywiście nie zawiódł oczekiwań - bialutki jak śnieg. Noech zatem @ przyjdzie jak najszybciej, skończą się może te okropne napady głodu.
Dzisiaj do pracy rowerem pojechałam, dodatkowe 20 km ma liczniku. Oby tak częściej, oby pogoda pozwoliła. Dla mojego zdrowia fizycznego i psychicznego.
W,piątek odbieramy wyniki MSOME.

30 dc.

6 kwietnia odbył się transfer.
W dniu wczorajszym beta. Piękny wynik. Po cichu mogę powiedzieć, że się udało... :) ale nie przechodzę na fioletową stronę mocy. Na razie czekam.

W związku z dołkiem, który mnie ostatnio dopadł, zaczęłam czytać książki o niepłodności. Interesowały mnie nie tyle kwestie medyczne, bo tym niech się zajmie mój lekarz, co psychologiczno - społeczne. Przeczytałam w sumie osiem książek, wszystkie były podobne - definicja niepłodności, przyczyny, możliwe opcje leczenia... aż w końcu znalazłam perełkę:) Książka nosi tytuł ,,Nadzieje na nowe życie" i zakupiłam ją na stronie empiku. Koszt 34,90. Dla niezdecydowanych i szukających haczyków dodam, że nie napisała tego żadna moja ciocia, ani nikt mi nie płaci za reklamę. Gdybym mogła, przeczytałabym ją w ciągu dnia, ale muszę sobie dawkować tę przyjemność. Gdy ją czytam mam wrażenie, że w końcu ktoś potrafi opisać to, co czuję, przedstawić to w przystępny sposób i pokazać sposoby na radzenie sobie z trudnościami. W książce znajdziecie m.in. porady i rozdziały odpowiadające na pytania:
- dlaczego niepłodność jest trudna,
- jak wykorzystać trudne uczucia w staraniach o dziecko ( która z nas przez to nie przechodzi?)
- jak sobie radzić w sytuacjach społecznych,
- jak zachowywać się w czasie spotkań z małymi dziećmi,
- jak poradzić sobie ze stratą,
- jak czerpać radość z oczekiwania na poczęcie i jaki to ma sens,
i wiele innych. Pisana jest takim językiem, że czyta się ją w oka mgnieniu. Mam nadzieję, że przeczyta ją też mój mąż jak wróci, bo wtedy lepiej zrozumiałby to, co się ze mną czasami dzieje - m.in. niechęć w odwiedzeniu jego siostry w zaawansowanej ciąży bądź też w spędzeniu wakacji, które miały być romantyczne, z jego sześcioletnią siostrzenicą.

Adin Czekając na Twój uśmiech.. 20 kwietnia 2016, 07:55

Powoli staje na nogi. Juz mija prawie 2msc odkad dowiedzialan sie ze juz wszystko sie skonczylo. Czas mi ucieka nawet nie wiem kiedy to minelo, ale moze to i lepiej?

Pochlonely mnie calkien sprawy biezace. Narazie nie podchodzimy z mezen do staran. Pewnie dopieri w przyszlym roku zaczniemy o tyn znowu myslec. Poki co skupiam sie na sobie.
Zaczelan dbac bardziej o siebie. Staram sie trzymac diety i do tego cwiczenia. Za chwile ruszamy z szykowaniem mojego studia a do tego spełniam inne marzenia...zapisalam sie na kurs zeglarski! :-) marzylam o tym odkad pamietam i nawet postanowilan w ubieglym roku ze jak w te wakacje nie bede w ciazy to zrobie patent...zycie plata figle i spelnia marzenia często w zupelnie innej kolejnosci niz tego chcemy. Ale to nie ważne. Lapie chwile szczęścia jak ostatnia deske ratunku. Chce sie cieszyc tym co mam i zbudowac na nowi swoj bezpieczny swiatek. Reszta sama sie ulozy i do mnie wroci. Tego sie trzymam bo ile jest warte moje zycie bez planow i marzen?

zapachmalin Malinowy pamiętnik. 19 kwietnia 2016, 23:30

Postanowiłam pisać tutaj aby choć trochę wyrzucić z siebie przerażającą ilość uczuć, myśli, rozterek.
Dzisiaj 4 dzień naszego 3 cyklu z of a więc i 3 cyklu "poważnych" starań. Nadal jesteśmy na etapie, wszystko ok, powolutku, pomalutku. Z jeden strony mamy czas, przecież 3 cykle to nic i niedługo na pewno się uda a jednak fakt, że poprzednim razem trafiliśmy 6-tkę w totka od ręki nie pomaga. No i druga rzecz, robimy wszystko jak trzeba wydawać by się mogło, serduszkujemy dla przyjemności, dbamy o siebie, nie wywieramy presji... A jednak z jakiegoś powodu tym razem tak szybko nie poszło. Jakoś tak człowiek stara się nie myśleć w kategoriach udało się lub na pewno się uda w tym cyklu a jednak gdy @ się zbliża i postanawiasz siknąć na test zawsze czujesz dokładnie to samo rozczarowanie. Ból, smutek, złość. Głupie, prawda?

Ciągle się zastanawiam czy to nie wina tarczycy, ale póki co wszystko w normie. Podobno. Czekam na tą wizytę próbując siłą woli przyśpieszyć termin by coś konkretnego usłyszeć, bo strasznie niecierpliwa jestem. A z drugiej strony trochę się boję. Co jeśli coś się zmieniło, jeśli tym razem to nie zadziała? Jeśli wyczerpaliśmy swój limit szczęścia?


Marzenie mam.
Chciałabym kiedyś, nie już, dzisiaj, za miesiąc, ale przynajmniej kiedyś kontynuować pisanie tego pamiętnika na fioletowej stronie. Ot, tylko tyle. I aż tyle.

<3 :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2016, 23:26

20+4

Właśnie Młody sprzedał pierwszego kopniaka tatusiowi <3

Magdi Jak się robi dzieci? 19 kwietnia 2016, 23:43

Och!!! Zwariuję chyba!!! W pracy sytuacja wciąż nie wyjaśniona. Drugi tydzień już siedzę na zwolnieniu lekarskim a przede mną jeszcze tydzień. Już bym chętnie wróciła ale ponieważ chce wrócić na swoich warunkach muszę czekać na podjęcie decyzji przez kogoś ważnego. Okazuje się, że mój przełożony to kawał chama i co rusz pojawiają się nowe okoliczności. W piątek znów zebranie w hr, oby już ostatnie. Jakby tego było mało dzisiaj 25 dc. Nie wytrzymalam i zrobilam test. Negatyw oczywiscie. Temperatura narazie nie spada i piersi bolą jak nigdy ale, ale.... Chyba oszaleję! Zbyt wiele niewiadomych. Chyba muszę oczyścić umysł i zająć się czymś w międzyczasie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2016, 23:39

Wczoraj krwawienie rozkręciło się na dobre, więc trochę się uspokoiłam że żaden zabieg nie będzie potrzebny. W zasadzie nie jest dużo intensywniejsze niż normalny okres ale jest dużo bardziej bolesne. Ale może to dobrze, może wszystko się oczyści tak jak trzeba. Jutro wizyta u gina więc się wszystkiego dowiem. Zastanawiam się który dzień liczyć jako 1dc i od kiedy zacząć brać w tym miesiącu dupka. Po jutrzejszej wizycie będę dzwonić umówić się do artvimedu.
Mąż chodzi przybity bardzo, nie chce rozmawiać, nie potrafię mu pomóc. Mówiłam mu wczoraj że takie wygadanie się bardzo by mu pomogło na pewno a poza tym nie chcę żeby u nas w domu było tak że się o czymś nie rozmawia, w domyśle tak jak u niego w domu rodzinnym. Wizyta u teściów oczywiście była złym pomysłem, mąż im powiedział że się ciąża nie utrzymała a oni nic, żadnego przykro nam, żadnego czy się dobrze czujemy ani nic. Mnie to tam tyle co zeszłoroczny śnieg, dla swojej przyjemności mogłabym z nimi nie mieć żadnego kontaktu, tylko mi męża żal bo widzę jakie to dla niego trudne. Teściowa zapytała tylko dlaczego w niedzielę nie przyjechaliśmy bo była u nich siostra M i mieli szarlotkę na ciepło. A chwilę wcześniej mąż jej powiedział, że w piątek się okazało że dziecka nie będzie. Dlaczego ci ludzie tacy są? Nie wiem, czasem myślę, że do nich chyba nie dociera że nie możemy mieć dzieci i traktują to in vitro jako naszą jakąś fanaberię.
Jutro jedziemy też rano zrobić genetykę. Boimy się obydwoje bardzo. Muszę trochę o tym poczytać bo nie do końca właściwie wiem z czym to się je i co będą mogły oznaczać dokładnie wyniki badań. Postanowiłam sobie, że odbiorę je dopiero na wizycie lekarskiej żeby ich nie analizować samemu w domu. Boję się, że wyjdzie ryzyko jakichś ciężkich wad genetycznych u dziecka albo że wyniki będą wskazywały na to, że ciąża w ogóle nie ma szans. Wtedy już chyba nic się nie będzie dało zrobić.

13dc temperatura nieznacznie poszła w górę za to wczorajszy test również negatywny bez nawet cienia cienia drugiej kreski jestem lekko podłamana i pomału nastawiona na cykl bezowulacyjny chyba że testy są do d..py. Testy zakupiłam tanie te z allegro ktoś je miał i wykazywały owulację/??

Od 4 dni nieustanne adhd, na moment nie można spuścić z oka, biega, lata, wspina się, kręci, masakra!
Wczoraj na placu zabaw bardzo spodobał się jej jeden chłopczyk, chodził za nią cały czas i się przytulali <3 aż się przewrócili :D
I dzisiaj się już w końcu nie bała mojego ojca, którego rzadko widuje, chyba go już pamięta.
Poza tym czekam na tę drugą dolną dwójkę, bo wszystko, autentycznie wszystko jest w ślinie, bleeeeee

Właśnie dowiedziałam się że koleżanka z pracy jest w ciąży auć zabolało i to dość konkretnie. Jak przyjmowała się do pracy to wiedziałam że może być taka ewentualność ale myślałam że jednak będę pierwsza:( no niestety boli ale życzę jej wszystkiego najlepszego jeszcze bardziej bo dowiedziałam się że ma ciążę zagrożoną.

Czy tylko ja nie ogarniam rzeczywistości po porodzie? Filip zajmuje mi 100% czasu. Nie potrafię zrobić sobie śniadania - o obiedzie nie wspominając. Gdyby nie M. umarłabym z głodu i zarosła brudem! Już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio prasowałam.. A Filip? Jest cudownym, MEGA absorbującym dzieckiem. Karmimy się wyłącznie piersią ale on jeszcze nie potrafi się szybko i na długo najeść. Więc właściwie non stop siedzę z nim na kanapie. A jak zaśnie to próba odłożenia go do łóżeczka kończy się MEGA wrzaskiem. Także śpi prawie tylko na rękach (zastanawiam się jak to możliwe,że w nocy potrafi spać w łóżeczku?!). Wyjście na spacer to też wyzwanie, bo trudno wyjść bez wrzasków a po pól godzinie na dworze już wrzask bo głodny. Ale...JEST IDEALNY! Jego uśmiech wynagradza wszystko :) coraz więcej już potrafi i jest bardzo ruchliwy :) Nasze Szczęście <3

boro.k93 Moja droga do szczęścia. 20 kwietnia 2016, 09:54

Przeczytałam książkę - "Kod kobiety" Alisa Vitti. Bardzo mnie ona zmotywowała, nie będę z wszystkiego korzystała, bo nie umiałabym żyć bez mięsa, makaronu czy mleka. Ale jem tylko drób i ryby, makarony żytnie i nabiał bez laktozy. Może uda mi się osiągnąć podobne rezultaty. Książka naprawdę świetna polecam każdej kobiecie z problemami hormonalnymi.

Kocia kociowy pamiętnik 20 kwietnia 2016, 11:41

Moje przemyślenia spod prysznica, czyli bilans ciążowy na 35 skończonych tygodni ciąży. Co się zmieniło, co ja zmieniłam w sobie.
Zmieniłam kosmetyki. Używam ich mniej, ale lepszych droższych aptecznych. Firmy typu Garnier czy Palmolive nie zastaniesz w mojej łazience. Antyperspirant bez soli aluminium. Mydło pod prysznic bez zapachu. Szampon Biały Jeleń (ale nie tylko). I powiem Wam, że mojej skórze wyszło to na dobre, nie jest taka przesuszona jak wcześniej (chyba że siedzę długo pod prysznicem, ale to już inna kwestia ;)Więc zostanę przy nich także po ciąży. Mąż także skorzystał bo zniknęło mu atopowe zapalenie skóry :)
10 kg na plusie od kiedy schudłam 2 kg w I trymestrze, lub 8 kg od wagi sprzed ciąży.
Póki co brak rozstępów. Jednak żeby nie było tak pięknie, na nogach pojawiają mi się różne żyłki i pajączki :( Żylaki miałam już od dawna, niestety pajączki się powiększają. Liczyłam się z tym, po ciąży zastanowię się co z tym można zrobić.
Włosy! włosy przestały mi zupełnie wypadać. Zero nul. Suszę je w łazience a na podłogę nic nie spada. W porównaniu do stanu sprzed ciąży kiedy długie czarne włosy były wszędzie w mieszkaniu chociaż chodziłam w kucyku i codziennie je odkurzałam, sytuacja jest piękna ;) A poza tym ... prawie przestały mi rosnąć np. na nogach lub w innych miejscach gdzie się je depiluje. Bardzo wygodne!
Paznokcie? Jakiś czas temu stały się mocne, ale znowu zaczęły się łamać, czyli jak przed ciążą, obcięte na krótko.
Okazało się, że mogę się obejść bez leków. Można żyć bez paracetamolu i innego badziewia - już 8 miesięcy ;) i przy tym także postaram się zostać.
humory? no są są ...
logiczne myślenie? no nie ma, nie ma...
Dieta? w pierwszych trzech miesiącach wyeliminowałam wszystko co nie było wskazane, zero słodkich napojów, fastfoody stop, kawa stop, herbata stop i wszystko czego się nie powinno. Troszkę później zaczęłam pozwalać sobie od czasu do czasu na małe co nieco. Najtrudniej mi nie pić kawy, lekarz wprawdzie pozwolił jedną dziennie, ale ustanowiłam sobie limit 2 razy w tygodniu, ach jakie to dla mnie święto ;)
Upodobania kulinarne? Pokochałam ciasta, bez lodów nie potrafię się już obejść :) desery i deserki. Owoce do niedawna były mi obojętne. Teraz jem je codziennie mmm <3
Ubrania ciążowe? Mam tylko 2 pary spodni, poza tym wystarczą zwykłe bawełniane bluzki. No i pewien kłopotliwy ... kłopot. Mój pot zmienił zapach i sama nie mogę go znieść. Nie wiem czy ktoś tak ma, ale z tego powodu wyrzuciłam do kosza sporo swoich koszulek z domieszką poliestru. Nie jestem w stanie tego nosić. Tylko bawełna. Gacie bawełniane, bluzki bawełniane.
Czy lubię być w ciąży? lubię :) Jedynie pierwszy trymestr był męczący z powodu nudności, a później już tylko lepiej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2016, 11:38

Miałam w środę opisać dokładniej a tu sobota i dalej mało czasu :P No więc tak, asymetrii już w zasadzie nie mamy, mięśnie ładnie rozwinięte po obu stronach, ale nie wiadomo czy jeszcze z przyzwyczajenia czy co, ale Maks woli jednak pracować prawą stroną, więc mamy nadal stymulować lewą. Mamy się jeszcze wstrzymać z przesadzaniem go na krzesełko do karmienia dla dzieci siedzących, bo jeszcze nie siedzi, ale na spacerówkę już możemy przejść :) nosidło które kupiłam - ergobaby - jak najbardziej można używać, ale Maks jest na nie za mały jeszcze, więc też musimy poczekać. Rozstaw między jego kolankami jest za mały i ten panel na plecach wbija się w wały kolanowe troszkę. No nic szkoda, bo z chustą ostatnio się średnio lubię. Maks strasznie się wierci i wiecznie wyciągnie jakiś luz tu czy tam... Poza tym to wszystko super, koncentracja cudna, leniuszkiem nie jestem :) aaa i co do stania mamy go nie ograniczać. Nie zachęcać, nie cieszyć się gdy stoi, ale też nie ograniczać. No i tak robimy, choć muszę przyznać że zachwyt nad tą jego nową umiejętnością już mi przeszedł. Wszędzie staje, lub się wspina. Wanna która była moim ulubionym miejscem by zostawić marudzące dziecko gdy myję zęby i buzie nagle jest świetna do trenowania wspinaczek. Z naszym wielkim kojcem to samo... muszę więcej puzzli piankowych kupić bo jednak są bardziej sprężyste niż mata termo-piankowa.
Co jeszcze u Maksa? Nadal mówi mama gdy tylko się poczuje nie pewnie, dalej kocha wszystkich gości :) lęk separacyjny już chyba za nami, mówi baba od kiedy babcie się nim zajmują. Chętnie przychodzi do mamy, 2 razy poszedł za mamą do łazienki bo mama powiedziała 'idziemy się kąpać' :D mówi 'am' gdy łyżeczki za wolno wpadają do pysia :)
Wybieramy się teraz w weekend majowy do rodzinki męża, ale na tyle na ile udało mi sie poznać mojego syna to nie będzie z tym żadnych problemów. Bez problemu akceptuje nowych ludzi i nowe miejsca, a spać może wszędzie :) Chciało by się drugiego takiego, oj chciało by się :P

zapachmalin Malinowy pamiętnik. 20 kwietnia 2016, 22:13

Dzisiejszy dzień był jedną wielką katastrofą. Jestem w kompletnej rozsypce. Mój mąż jest w szpitalu, miał mieć tylko kontrolne badania a tymczasem położyli go i nie wiadomo co chcą mu zrobić jeszcze. Sprawy kardiologiczne. Koszmarnie się czuję. Jutro rano mają mu sondą pod narkozą sprawdzać stan zastawki... Dopóki malutki był ze mną trzymałam się jakoś, ale teraz gdy śpi... Nie wiem, po prostu czuje, że to wszystko mnie przytłacza. Tak potwornie się o niego boję, dodatkowo nie mam jak się do niego wybrać, bo nie mam co zrobić z synkiem. To potworne uczucie. Wiedzieć, że druga osoba bardzo cię potrzebuje a jednak nie możesz nic zrobić. Ten cholerny język niczego mi nie ułatwia. Ostatnio o wszystko się martwię. Ciągle tylko problemy, kłopoty. Tak bardzo chciałabym raz usiąść wygodnie i nie martwić się. Choć przez moment. Wiem, że gdy jutro rano się obudzę będzie nowy, lepszy dzień. Wszystko dobrze się skończy i szybciutko mój P znów będzie w domku. Ale to nie takie proste. Nie wiem czy tylko ja tak mam ale mój rozum podrzuca mi miliony beznadziejnych myśli i scen, które mają mnie tylko zdenerwować/nastraszyć/załamać. A ja chcę po prostu obudzić się po tym wszystkim. Obudzić się i powitać nowy dzień bez strachu, z uśmiechem, z radością.

Kończę. Muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie na dzisiejszą bezsenną noc i długi jutrzejszy dzień.
Oby jutro wraz ze mną wstało słońce.
<3

:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2016, 22:09

Requiem Do czterech razy sztuka! 20 kwietnia 2016, 22:20

Jestem w trakcie stymulacji za tydzień pick up.
Nie obiecuje sobie za wiele w związku z,tym podejściem. Jestem juz zmęczona tym tematem.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)