Blastunia 4AA ze mna.
Blastka 4BB zamrozona, dwie w obserwacji, dwie niewiadomo co :/ (dezyinformacja, no comment).

Minal prawie rok, mam nadzieje, ze moje dziecko wlasnie wrocilo do mamy i zostanie ze mna na zawsze <3
Panie Boze miej nas w swojej opiece, daj sile do walki i zdrowie temu Okruszkowi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2016, 16:17

anemic Wielkie chcenie ... 2 maja 2016, 16:57

Sześć dni do @ lub jej braku... dni się wloką jak żółw po piasku.

20dc
@ chyba zakpiła zarówno z moich przeczuć, jak i z obliczeń ovu i chyba przyszła dziś.. Zobaczymy czy się rozkręci..

Rośniemy ;)
2mhbw1w.jpg

32 tydzien

21kytzt.jpg

a tak bylo w lutym ;)

35cjrqo.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2016, 09:05

2+... Nadzieja nie umiera! 2 maja 2016, 18:46

Chyba odpuściłam sobie starania na dobre. Przynajmniej póki co. Przestałam brać wiesiołka w tym miesiącu, nawet zapominałam kupić kwas foliowy przez kilka dni. Co i tak nie robi różnicy, bo przez najbliższe miesiące i tak nie będę w ciąży. Może inne sprawy muszą się najpierw poukładać, bo aktualnie moje życie jest mocno pokomplikowane. Może potem przyjdzie czas na dziecko. Wczoraj nawet nie było <3 bo mieliśmy małe spięcie. Ostatnio oboje żyjemy w dużym stresie, co niestety często przekłada się na nasze relacje. A to nie sprzyja staraniom. Wciąż żyjemy na odległość, przez co nie możemy kochać się częściej. Jakieś to wszystko bez rąk i nóg, takie niepoukładane. Wcale się nie dziwię, że dziecko nie chce się zjawić w naszym - takim niepoukładanym życiu. Dam mu czas, niech przyjdzie do pewnego, ustabilizowanego, poukładanego życia, rodziny...


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2016, 18:41

Zuzaczu Mam zamiar powiedziec o tym ginowi jak pojde na wizyte teraz w maju. Mowilam jej o tym ale wczesniej jakos jak sie nie stralismy to myslalam ze to plamienie jest w okolicach owulacji to tez gin powiedzial ze to nic zlego. Ale teraz jednak okazuje sie ze plamienie pojawia sie ok 7 dni po owulce. 2 miesiace temu badalam progesteron bo wlasnie slyszalam ze plamienia sa z powodu niskiego poziomu progesteronu i zbadalam jak sie zaczely plamienia 8 dpo owulce i progesteron byl ponad 28 a norma górnej grainicy to ok 30. Wiec byl raczej wysoki. Ale pogadam o tymz moja ginka zobaczymy co powie na to teraz przy staraniach.

Wyczekująca Moja walka z PCOS 2 maja 2016, 21:15

31t 4d

Jesteśmy już po wizycie. Jestem okropnie podłamana tym, że Antoś się nie obrócił no i raczej pewne jest to, że się już nie obróci, bo rośnie w zastraszającym tempie. Równo tydzień temu ważył 1900g, a dzisiaj już 2369g... Aktualnie jest wielkości dziecka nie 32 tygodniowego tylko 35 tygodniowego.Także przy porodzie będzie miał jak nic z 4kg... Oczywiście cieszę się, że u niego wszystko dobrze i lepiej żeby był większy niż mniejszy ale przeraża mnie myśl o cesarce. Nie dość, że moje marzenia o porodzie rodzinnym prysną jak bańka mydlana to jeszcze do tego wszystkiego znieczulenie w kręgosłup, oksytocyna i tygodniowy pobyt w szpitalu... A ja nienawidzę szpitali, okropnie ich nienawidzę :( Najlepiej byłoby gdyby się poród wcześniej sam rozpoczął i wtedy szybko do szpitala na cesarkę, a jeśli nie to będziemy wywoływać skurcze oksytocyną i wtedy dopiero cesarka... Wszystko dla dobra Maluszka. Powinnam myśleć tylko o nim ale nie wiem... nie potrafię przestać myśleć też o sobie... Takie to chyba egoistyczne z mojej strony?... :(

A tak na pocieszenie wrzucam zdjęcie zrobione wczoraj

ra1boi.jpg

5 tydzien ciazy. Z objawow to boli mnie glowa, piersi brzuch I jestem zmeczona:) nie narzekam!!!!!! Ale boje sie Jak cholera!!!!!! Czy wszystko bedzie ok

etola Runął mi świat... 20 czerwca 2016, 20:24

Jestem po wizycie u nowego lekarza. Nie spodziewałam się, że usłyszę to, co usłyszałam. A jest naprawdę źle... Okazało się, że do tej pory nie mam postawionej żadnej diagnozy, a lekarza zapisywali tylko to, co robili. Z wywiadu przeprowadzonego przed badaniem wnioskował, że nie będzie tak źle. A jest BARDZO ŹLE... Moja choroba zrostowa nie daje za wygraną. Mam pełno zrostów w podbrzuszu, a jakby tego było mało, to jeszcze zbierają się w nich płyny. Skutkiem tego jest ból i to okropny. Jajniki i macica są w porządku, ale... ale zrosty okalają mi jajowody. Być może mam "zarośnięte" całe przydatki. Gdy zapytałam o lewy jajowód, stwierdził, że jest on bardziej "zarośnięty" niż po prawej stronie, gdzie mam cięcia operacyjne. Byłam w szoku! W związku z moją historią chorób wymagam wysoko specjalistycznego leczenia zarówno ginekologicznego, jak i internistycznego. Laparoskopia i wykonanie drożności jajowodów jest w moim przypadku bardzo zastanawiające, ponieważ można nim wyrządzić więcej gorszego, aniżeli dobrego. Jak lekarz usłyszał jeszcze o leukopenii, to załamywał ręce... Po wizycie nie wierzę, że zajdę naturalnie w ciążę... Jak zapewniał, w moim przypadku udać się może (choć wcale nie musi) tylko in vitro... Czuję się, jakby ktoś mnie tirem przejechał... Jestem zdruzgotana... Załamana... Runął mi świat...

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 3 maja 2016, 10:02

Zamówiłam wydruk wszystkich naszych zdjęć z mężem od początku naszej znajomości, szykuję mu niespodziankę na przyjazd. Wczoraj wklejałam do albumu nasze zdjęcia ślubne studyjne, nie jest ich za wiele więc sporo miejsca w albumie zostało. Nie zapełniałam go na siłę, stwierdziłam że trzeba zostawić miejsce na zdjęcia naszego dziecka.

Dzisiaj mija rok od zabiegu. Trzymam się, robię sobie drobne przyjemności (czyt.czekolada), jeżdżę na rowerze, byłam u kosmetyczki, dzisiaj będzie wieczór spa i farbowanie włosów.

Pół dnia czytałam informacje nt. IVF. Czas oswoić strach, najbardziej boimy się tego co nieznane. Dużo rzeczy zostawiam aby również J przeczytał, on też to przeżywa, chyba nawet bardziej niż ja.
Nadzieja to dziwna sprawa, odchodzi i wraca...

kate85 Walcząc ze sobą 3 maja 2016, 10:14

Nadal nie ma wrednej małpy. Chyba odpoczywanie na mnie źle działa, sama już nie wiem. Dzisiaj 30 dzień cyklu, jak na mnie to naprawdę długo. Cały czas boli mnie brzuch i plecy, a wczoraj wieczorem myślałam, ze eksploduje mi prawy jajnik. Dzisiaj już nie boli, boję się, że to znowu jakaś torbiel. Zobaczymy, jak do piątku małpa nie przyjdzie to lecę do lekarza - niestety nie dam rady wcześniej.

Znalazłam nowego endokrynologa w moim mieście. Ponieważ jeżdżę do lekarza do innego województwa to pomyślałam, że dam temu nowemu szansę. Bo generalnie jest tak, że kobieta z gravesem nawet jak ma ustabilizowane hormony i przeciwciała to powinna być pod stałą kontrolą przez całą ciążę. Nie wyobrażam sobie jeździć do Katowic co 2-3 tygodnie z wielkim brzuszkiem. No zobaczymy, mam nadzieję, że pan doktor reprezentuje holistyczne podejście.

Większość endokrynologów (jakieś 99,9%) uznaje, że przy hashi i gravesie jedyną metodą leczenia jest osiągnięcie eutyreozy. Czyli generalnie leczą objawy choroby a nie to co ją powoduje. Przydałby się dobry immunolog, ale lekarzy tej specjalności jest jak na lekarstwo... Dlaczego mój organizm dąży do samozagłady?

Michał przyjeżdża w środę. Normalnie to bym się cieszyła, ale jakoś niespecjalnie mam na to nastrój i wszystko jest mi obojętne. I nadal chce mi się ryczeć. Już nawet nie płakać, ale ryczeć, tak po prostu.

Muszę się czymś zająć, za dużo wolnego mi szkodzi...

kate85 Walcząc ze sobą 3 maja 2016, 10:16

Jeszcze jedno - też macie takie masochistyczne akcje, że wchodzicie na ovu i oglądacie zdjęcia testów? To generalnie powinno dać nadzieję - innym się udaje, mnie też się uda! Ale u mnie działa to odwrotnie - innym się udaje, ale ja nigdy tego nie zobaczę...

Maduszek Blastusiowy Pamiętnik 3 maja 2016, 10:21

Mija prawie miesiąc od pierwszych zestawów tabletkowych...
Czegoś ewidentnie mi brakowało, bo już po tygodniu zaczęłam czuć się rewelacyjnie (zniknęło zmęczenie, poranne wstawanie to już żaden problem...ba budzę się przed budzikiem i czuję się wyspana...dla mnie to ogromne zaskoczenie...) Najprawdopodobniej chodzi o wit. D3.
I zeszła ze mnie woda ;) czuje się mniej napuchnięta - to pewnie zasługa metypredu...
No i tu się kończą dobre wiadomości...w sobotę pojawiły się wyniki z panela do anestezjologa (ogólne z krwi)...poza normą są:
APTT - LOW (podwyższona krzepliwość - pewnie do kolekcji będzie Acard ;) )
SÓD - HIGH (za mało wody - no cóż...cała ja - wypicie szklanki wody w ciągu dnia to dla mnie wyczyn iście olimpijski)
eGFR - łagodnie obniżony (??? - nie udało mi się znaleźć co się za tym kryje...)
Leukocyty, Limfocyty, niedojrzałe granulocyty IG - HIGH (podwyższony poziom świadczy o trwającym w organizmie stanie zapalnym...hmmm...czyżby endometrioza??? )
No nic...6ego dowiem się więcej...

coffee Czekajac na Ciebie... 3 maja 2016, 10:51

no i @ czyha gdzies niedaleko... trudno, nastepnym razem bedzie dobrze, w koncu sie uda, wierze w to, a wiara to podobno sila :)

Dziś piękna pogoda, ciepło, słoneczko, a my leżakujemy, dziś od rana dziwnie się czułam, brzuch ciężki, ale nie twardy i takie prądy mnie przebiegały i pachwiny bolały.
Tymuś dziś ma bardzo spokojny dzień, zmartwiło mnie to wszystko...ale porcja lodów i dał znać o sobie, ale brzuch nadal ciężki, ogólnie ciężko mi już, a co będzie potem.

Najważniejsze, żeby Tymuś był zdrowy i miał się dobrze :)
Wczoraj byliśmy z mężem na spacerze i weszliśmy do lumpka i wpadło kilka rzeczy dla Tymusia i bluzeczka dla mnie też się znalazła.

Najbardziej ucieszyły mnie buciki- conversy robione na szydełku, są śliczne <3
No i za 2 dni zaczynamy III trymestr :) z tej okazji idzie wyprawka dla Tymusia z apteki :)

Wczoraj był 8 dzień cyklu - jeżeli wierzyć testom owulacyjnym i pobieżnym obserwacjom z zeszłego miesiąca, w poprzednim cyklu był to dzień owulacji. I może sobie wkręcam, a może faktycznie (dopuszczam obie możliwości) wieczorem poczułam, że coś się w podbrzuszu dzieje. Na głodniaka między 2 a 3 w nocy - a więc zgodnie z zaleceniami ojca Sroki - było ostre serduszkowanie:)

Godzina i okoliczności nie były zamierzone. Tak się złożyło, że Młoda padła podczas powrotu z naszej dwudniowej majówki i niestety obudziła się koło północy. Ponowny sen zmorzył ją po dwóch godzinach, choć bardzo się starała, by nie być uciążliwą dla rodziców.

Jutro monitoring, a teraz oglądamy "Księżniczkę i żabę".

Martwię się, że te owulacje rzeczywiście wypadają tak wcześnie. Nie wiem kiedy ani dlaczego mój organizm tak zwariował.

Panie Boże, otwórz okno, proszę...


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 maja 2016, 11:59

Boże - Stwórco i Dawco wszelkiego życia - błagamy o Twoje hojne błogosławieństwo dla małżeństw, które proszą o upragnione potomstwo. Uświęć ich oczekiwanie, błogosław cichą nadzieję, przemień cierpienie w radość i spraw, by owoc ich ludzkiej miłości objawił się w łasce i darze nowego życia.

Przez Chrystusa, Twego Boskiego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Zaczerpnięte od mrth666.

Pobyt nad morzem, spacery plażą, wpatrywanie się w głębię morską i szum fal, a do tego duuużo ruchu - kilometry spacerów, dały mi bardzo dużo. Mimo, że 1 maja przywitałam dzień @, to już nie wylewałam łez bo wcześniejsze 3 dni plamień i negatywny test, nie pozostawiały złudzeń.Nie rozmyślałam dlaczego się znowu nie udało, nie zastanawiam się kiedy się uda, bo dużo dały mi do myślenia słowa Elari - "ciąży nie da się zaplanować jak wizyty u fryzjera" - szkoda, że nie można się tak przygotować, przykre jest to, że kiedy się bardzo pragnie, przygotowuje, planuje to wtedy wszystko się blokuje. Od tego miesiąca czuję, że już nie będzie mnie bawił ten cały cykl okołoowulacyjny, coś się zmieniło, nie chcę niczego przeliczać, nad niczym rozmyslać...bo po co?
Przyczyny są być może u mnie dwie...pierwsza to blokada psychiczna, zbyt duże napięcie emocjonalne związane z pragnieniem, a druga - nie podobają mi się te moje plamienia przed @. W tym cyklu już w 24 dniu zaczęły się czerwono - brunatno - brązowe plamienia, nie przez cały dzień, ale tak po trochę, w 24 dc - czerwone, w 25 - wieczorem - brązowe, w 26 też po chodzeniu brązowe, a w 27 dc @.Samo krwawienie @, trwa u mnie bardzo krótko - 2-3 dni.Po za tym zoobserwowałam, że niby zaraz po owulacji, tak mnie więcej ok 20 dc, bardzo bolą mnie piersi, są bardzo wrażliwe, jest mi strasznie zimno, jestem zmęczona - trwa to 3-4 dni i zaczynają się plamienia, mimo, że w tym cyklu brałam luteinę podjęzykową 2x dziennie, nie wybrałam jej tak, jak miałam 10 dni, bo zaczęły się plamienia.
I teraz, albo przestanę zwracać uwagę na całe to pragnienie bycia w ciąży i będę sobie próbowała dalej na spontanie, tak jak zaleciła mi moja ginekolog do końca sierpnia, albo pójdę znowu na wizytę do gina w mojej miejscowości, który podejrzewa, że może za szybko spada mi progesteron i po obserwacjach tego cyklu, dowiem się czy opisane objawy są ok czy może coś tu jest na rzeczy.
Dziewczyny, czy któraś w Was miała plamienia przed @, mimo brania luteiny? Czy któraś w Was miała może z tym związane problemy z zajściem w ciążę, czy da się coś z tym zrobić?Bo jeśli to jest przyczyną trudności, to może czas i czekanie też nie są moim sprzymierzeńcem?

Idę robić test !

Koniec majówki zbliża się wielkimi krokami. Pogoda dopisuje, słoneczko rozpieszcza, ptaki dokazują, łąki całe w zieleni i żółci. Dalej liczymy b o c i a n y... Niedługo dobijemy do setki, w ciągu 2 tyg. naliczyliśmy ok. 70 sztuk.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)