Owulacji nie ma i mam się leczyć. Przepisane leki i bakterię się w cytologii pokazały. Nie kupuję antybiotyków - jakoś ten cykl 6 odpuszczam. Jestem zmęczona. Częściej mnie w domu nie ma, przytulamy się kiedy chcemy. Zacznę jakoś ogarniać może od sierpnia.
W połowie cyklu plamienie się pojawiło - owulacja której nie ma?
21dc, 3 dpo, którą rzekomo wyznaczył OF, a co do której mam wielkie wątpliwości, bo ani temperatura sensowna, ani śluz sensowny,nie czułam jakoś szczególnie objawów owulacji, wszystko do d..y. Jedynie serduchowanie było fajne w tym cyklu, na luzie, spontanicznie i zrobiliśmy wszystko co można było zrobić, pozostaje czekać. Zaczęłam łykać witaminę B6 i piję pokrzywę, ponoć dobrze wpływają na produkcję progesteronu. Ogólnie męczą mnie te obserwacje, robię je tylko po to, żeby pokazać lekarzowi, że coś jest nie tak. Miałam się wybrać w lipcu do gina, ale nie chcę jeszcze, chce odpocząć ten miesiąc wakacyjno - urlopowy, a może obawiam się co od niego usłyszę? Już powoli pojawia się lekki ból podbrzusza zwiastujący nadejście za kilka dni małpiszona. Smutno mi jakoś, że się nie udaje, tak samo z siebie, naturalnie, spokojnie, radośnie - o chcemy dziecka - o są dwie kreski - o jest ciąża! Może odwlekam tą wizytę ze zwykłego strachu przed ponowną diagnostyką, obserwacjami, monitoringami, bolesnymi badaniami? Natomiast odpycham od siebie myśl, że może nie wyjść bez wspomagania lekarskiego. Już raz przez to przechodziłam, nie może to zostać mi oszczędzone? Zaczęłam odmawiać Nowennę do Matki Boskiej Rozwiązującej Węzły, by rozwiązać węzły mojej choroby, tych zapaleń, które męczą mnie od ponad roku. Może pozbycie się choróbska jest kluczem do możliwej ciąży? Modlitwa daje mi siłę, jest piękna i słowa w niej są niesamowite. Pomyślałam sobie, że oprócz tego jednego węzła jest jeszcze ich tyle, że przez parę dobrych miesięcy będę się o coś modlić, ale jest dobrze jak jest zbożny cel ;)Niestety z nadejściem fazy L włącza się głupie myślenie i rozkminki, było nie było, a może, a jednak, a nie uda się, a uda się Bleeeeee.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2016, 08:50
Zbrodnia to niesłychana - Pani zabija Pana...
Nie nie, aż tak drastycznie nie było.
Mamy 46cs i stało się. Nie wytrzymałam.
Byliśmy u rodziny i toczyły się rozmowy na tematy dzieci chrzcin, komu się urodziło, kto w ciąży. I jeden z wujków wyjechał z tekstem kiedy my. Zrobił przy tym taki gest pompowania pięścią. Wulgarny.
Nie wytrzymałam i wyszłam. Popłakałam się. Mój mąż przyszedł do mnie. Przytulił i powiedział, żebym nie płakała. To nie ich sprawa. I żebym się nie martwiła, bo on mnie nie zostawi.
Rozkleiłam się na dobre.
EDIT:
Do tej pory zawsze wiedziałam co mam odpowiedzieć. Przez te wszystkie lata olewałam mętnym siurem wszelkiego rodzaju zaczepki nt. dzieci.
Niestety po 7 latach starań, w tym 3 latach leczenia, latania po lekarzach, mierzenia temperatury 40 pare cykli, 2 inseminacje, 3 invitro, przychodzi taki moment, że człowiek już tego nie dźwignie. Ogólnie to 3 ivf mnie strasznie rozstroiło. Źle zniosłam to nie tylko psychicznie, ale też fizycznie.
Za 4 msce mam 40 urodziny 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2016, 12:14
Oczywiście nie obeszło się bez łez, pomału zaczynam tracić nadzieję że jednak się uda. Moje zajście w ciążę jest dla mnie abstrakcyjne i trudno mi w to uwierzyć że kiedyś może się zdarzyć. Już nie pamiętam jak to było:(
Z synem staraliśmy się 11 miesięcy a byliśmy 7 lat młodsi więc teraz może już być za późno boję się że tak właśnie będzie.Mąż miał wtedy słabe wyniki żołnierzy teraz może ich wogóle nie mieć, piszę może bo oczywiście badania jeszcze nie zrobił.
Wczoraj zdenerwował mnie jak mu mówię że mi lekarz nie da skierowań na żadne badania dopóki on nie zrobi badania nasienia. Miał je zrobić po 6 miesiącach nieudanych prób. Teraz zaczął się już 9 cykl a on mi mówi że zrobi. ja mu mówię że co miesiąc tak mówisz na co on że będzie dobrze.A ja wkur...iona jak będzie dobrze jak nie będzie bo cały czas to się tylko ja staram a samo dziecko się nie zrobi i jeżeli jest problem to on nie wyparuje.
W staraniach jestem sama i wiem że sama nic nie zrobię mój aktualny gin powiedział mi że bez wyników męża nic nie będzie robił bo moje wykresy są ok i z usg wynika że ze mną wszystko ok, a jak będzie i z mężem ok to wtedy będziemy szukać przyczyny u mnie.
Mąż z badaniami się ociąga więc cały czas jestem sama
Strasznie się boję że nie dane nam będzie drugie dziecko, że naturalnie nie da rady a na inseminacje czy invitro nas po prostu nie stać. Nie zarabiamy kokosów a mamy dwa kredyty na mieszkanie i aktualny na budowę domu więc inaczej niż naturalnie nie ma szans u nas:(
Płakać mi się cały czas chce niby 9 miesięcy to nie dużo(podziwiam dziewczyny co się starają po kilka lat)ale czuję że już pomału staję się wrakiem nic mnie nie cieszy, płaczę po kryjomu, ogólnie jestem przybita i już zanika u mnie wiara w powodzenie..
Nic nowego nie napiszę, raczej.....
Otóż dziecka nadal nie mamy, bo ,,Mama dziecka'' zrobiła wszystkich w balona. Czekamy na postanowienie Sądu. Odliczam dni do naszego urlopu, muuuuszę wyjechać i zmienić otoczenie, środowisko. Ostatnie tygodnie totalnie mnie wypompowały: projekt nie przeszedł, porażka z dzieckiem, w pracy dodatkowe obowiązki......itd. Ale dam radę, należę do osób które oczywiście najpierw się stresują i bardzo przeżywają, a później jest ok. Ostatnio jestem jakoś bardzo przygnębiona bez radości, ciągle zestresowana i pełna emocji i nerwów. Na pewno mi to nie pomaga, a wręcz odbija się to na moim zdrowiu. Czasami mam wrażenie, że zwariuje, oszaleje.....!!!!?? Coś trzeba zmienić tylko co? Pies nasz choruje, nie wiem czy z tego wyjdzie, szkoda mi tej naszej psinki, ale cóż życie nie zawsze jest usłane różami. I wiem, że te wszystkie doświadczenia są bardzo potrzebne, aby kształtować nasz charakter i aby ufać w 100 % Bogu. Bo przecież nic bez Jego woli się nie dzieje. Tak bardzo chciała bym odciąć się od pracy, być w domu i wychowywać dzieci. Niestety nie mogę tego teraz zrobić, może kiedyś nadejdzie taki czas i dzień. Jest mi po prostu źle, coś mnie uwiera i gniecie....ta monotonia i codzienne obowiązki, zabieganie i pęd. Tylko za czym? Mam dość, czy ja mam depresje ??????
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2016, 09:54
Wczoraj wróciliśmy do domu, więc dziś rano zrobiłam test. I co? I gówno. To mój ostatni test, więcej nie kupuję, mam wszystko w dupie.
Nie wiem co jest nie tak. Może nadal mam tego polipa, a może przyczyna niepowodzeń leży po stronie Męża. Na razie mam to gdzieś. Do starań wrócę może w lutym, bo wtedy mam wizytę u ginekologa.
Idę ryczeć.
Dziś nadaję z domu. Słonko świeci mocno. Pogoda wprost bajeczna na spacer z wózkiem..
@ spoźnia się już 3 dzień, temperatura nieco w górę ale nadzieja na zieloną kropkę z każdym dniem coraz mniejsza. Każdy test śnieżnobiały. O co chodzi?
Chyba poproszę lekarza o leki na regulację cyklu.
Byłam rano zrobić Betę. Mała Diagnostyka z 4 krzesełkami. Na wszystkich krzesełkach panie z brzuchami. Rany, jak to zabolało
Pewnie robiły znienawidzoną glukozę.
Jak ja chciałabym już siedzieć na tym krześle i przeklinać kubek glukozy do wypicia.
Wyniki o 18.00.
Nadziei brak.
EDIT 15:48
Beta ujemna
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2016, 15:50
Zapisuje żeby nie stracić, a może komuś również się przyda.
http://www.swietarita.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=5&Itemid=110
Jem. Mnóstwo jem. Bez przerwy jem. A jak akurat niczego nie pożeram, to tylko dlatego, że jestem zbyt śpiąca żeby coś zjeść
Luteina tak na mnie działa. Albo coś pochłaniam albo się przewracam ze zmęczenia. Jesteśmy tydzień po IUI i zdecydowaliśmy, że w pt lub sb zrobię b-hcg. Jeśli się udało, to powinno już coś wyjść, a jeśli nie, to moje luteinowe jazdy się zakończą. Ale mogłoby jednak wyjść tym razem, co nie?
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/cb5c0502fb6c.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2016, 19:36
Obiecałam sobie ze wyluzuje, nie bede czytać tego całego internetu wszystkich forów, blogów i innych miejsc o tematyce niepłodności, obiecałam sobie i na tym koniec...
Nie potrafię sie od tego oderwać w każdej wolnej chwili siedzę w temacie, to jakiś masochizm psychiczny...
Chce odpuścić na prawdę ale nie potrafię
pomimo ze wiem ze to mogłoby mi pomoc.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2016, 18:31
Ciąża zakończona 4 lipca 2016
28 dc i dostałam lekkich plamienie. Troche przykro bo pewnie rozwinie sie z tego @ a z drugiej strony
to jest nadzieja że powrócą regularne okresy
i może coś zaskoczy . Ale jak to ja Łudziłam się ,że może wyjść odrazu...
tym czasem nocka przedemna w pracy .... obiad gotowy .... ciasto dochodzi w piekarniku .....mąż za niedługo wraca... a ja lece sprzątać kuchnie
U którejś z was znalazłam w pamiętniku linka do artykułu. Artykuł w dechę. Muszę go w całości przekopiować, bo jest w 1000% prawdziwy. Trzeba przejść długie miesiące/lata starań, żeby zrozumieć parę, która mimo starań o ciążę, ciągle jest bezdzietna. Ludzie bywają okrutni, albo celowo to robią, albo po prostu brak im taktu i nieustannie drążą temat bezdzietności. Ja dziś (będąc wreszcie w ciąży) po przejściu naszej drogi łez, żalu, bólu, rozczarowań, braku nadziei, już nie zadaję głupich pytań "No to kiedy wy? Już czas na was", albo nie komentuję w przykry sposób np. "No to jeszcze bobaska wam brakuje". Nie zadaję zbędnego bólu. Jeśli ktoś będzie miał ochotę "pogłębić" temat, to sam to zrobi.
Oto i artykuł (link: http://www.sosrodzice.pl/30-dzieci-wiesz-dlaczego/#article)
Mam 30 lat i nie mam dzieci. Wiesz dlaczego?
"Niedaleko od Ciebie a może tuż obok żyje sobie kobieta: ma 30 lat lub więcej i nie ma dzieci. Rodzina, znajomi i przypadkowi ludzie na okrągło pytają: „Dlaczego jeszcze nie masz dzieci?” i szybko dodają: „Czas najwyższy”. Jej reakcja jest trochę inna każdego dnia, ale najczęściej to wymuszony grzeczny uśmiech, napięcie w połączeniu z powściągliwością. Odpowiada: „Nie, jeszcze nie”. Czasami pojawi się nerwowy grymas twarzy, gesty pokazujące frustrację i zażenowanie.
„Nie chcesz chyba czekać w nieskończoność? Wiesz, że zegar biologiczny tyka. Szanse z roku na rok są mniejsze. Zobacz, zaczną się kłopoty, gdy w końcu się zdecydujesz…Oby nie było za późno” -uczenie prawi doświadczony życiem starszy człowiek, zadowolony ze swojej błyskotliwości i słusznych wyborów. Mędrzec odchodzi. Kobieta nadal się uśmiecha i kiwa głową, pokazując, że rozumie. Kiedy zostaje wreszcie sama, płacze…
Płacze, bo była w ciąży i poroniła już 4 razy.
Płacze, bo zaczęła się starać się o dziecko podczas nocy poślubnej…. a to było 5 lat temu.
Płacze, bo jej mąż był wcześniej w małżeństwie, z którym ma już dzieci.
Płacze, bo rozpaczliwie pragnie in vitro, ale nawet nie może sobie pozwolić na wstępne badania.
Płacze, bo zrobiła wiele prób in vitro i wciąż nie ma dzieci.
Płacze, bo jej najlepsza przyjaciółka nie chce być surogatką. „To byłoby zbyt dziwne”-mówi.
Płacze, bo jej leki są przeciwwskazaniem dla ciąży.
Płacze, ponieważ brak dzieci jest powodem kryzysu w jej małżeństwie.
Płacze, bo lekarz powiedział, że jest zdrowa, ale w głębi duszy wie, że to jej zdrowie stanowi problem.
Płacze, bo jej mąż obwinia siebie, a ona nie może tego słuchać…
Płacze, bo wszystkie jej siostry mają dzieci.
Płacze, bo jedna z jej sióstr, nawet nie chce patrzeć na dzieci.
Płacze, bo jej najlepsza przyjaciółka jest w ciąży. Płacze, bo została zaproszona do innej na baby shower.
Płacze, bo jej matka wciąż pyta: „Dziewczyno, na co czekasz?”.
Płacze, bo jej teściowie chcą być dziadkami.
Płacze, bo jej sąsiad ma bliźniaki i traktuje je bardzo źle…
Płacze, bo patrzy na 16-latki, które „wpadły”.
Płacze, bo jest wspaniałą ciocią.
Płacze, bo już wybrała imiona.
Płacze, bo ma pusty pokój w swoim domu.
Płacze, bo jest pusta przestrzeń w jej ciele.
Płacze, bo ma tak wiele do zaoferowania…
Płacze, bo nie chce świadomie zgodzić się na samotne rodzicielstwo…
Płacze, bo wie, że jej mężczyzna byłby świetnym tatą.
Płacze, bo wie, że byłaby wspaniałą matką, ale nie jest.
Gdzie indziej żyje sobie inna kobieta: 34 lata, pięcioro dzieci. Ludzie mówią do niej: „Pięcioro? Dobry Boże, mam nadzieję, że już skończyliście”. A potem śmieją się z wyższością, … ponieważ wydaje im się to zabawne. Kobieta śmieje się też, ale nie na serio, to raczej śmiech- tarcza. Szybko zmienia temat, wie, że szacunku nie da się wymusić. Gdy zostaje sama, płacze …
Płacze, bo jest w ciąży z szóstym i czuje się pod presją, by ukrywać radość. Bo jak to możliwe cieszyć się „kolejnym kłopotem”?
Płacze, bo zawsze chciała mieć dużą rodzinę i nie rozumie, dlaczego ludziom to przeszkadza.
Płacze, bo nie ma rodzeństwa i czuła się głęboko samotna jak dziecko.
Płacze, bo jej babcia miała 12stkę, a ona zawsze tak bardzo chciała być do niej podobna.
Płacze, bo nie może sobie wyobrazić życia bez swoich dzieci, ale ludzie traktują je jakby były karą.
Płacze, bo nie chce litości nad sobą.
Płacze, bo ludzie zakładają, to nie jest to, czego chciała.
Płacze, bo zakładają, że jest po prostu nieodpowiedzialna.
Płacze, ponieważ myślą, że nie ma prawa głosu.
Płacze, bo czuje się niezrozumiana.
Płacze, bo jest umęczona obroną swoich osobistych wyborów.
Płacze, bo ona i jej mąż są w stanie bez kłopotu utrzymać rodzinę, ale to nie ma to znaczenia.
Płacze, bo jest zmęczona „śmiesznymi” komentarzami.
Płacze, bo ona zajmuje się swoimi sprawami.
Płacze, bo chciałaby, by inni zajęli się swoimi.
Płacze, bo czasami wątpi się i zastanawia się, czy powinna przestać dwójkę dzieci temu.
Płacze, bo inni są prędcy w krytyce i powolni we wsparciu.
Płacze, bo ma dość kontrolowania jej przez otoczenie.
Płacze, bo jej życie nie jest na pokaz.
Płacze, bo tak wielu ludzi wydaje opinie na temat jej życia prywatnego.
Płacze, bo wszystko, czego by chciała, to żyć w spokoju.
Jest też inna kobieta: 40 lat, jedno dziecko. Ludzie mówią do niej: „Tylko jedno? Nigdy nie chciałaś więcej?”. „Jestem zadowolona z mojego jednego”- mówi spokojnie. Przećwiczyła tę odpowiedź więcej razy niż potrafi zliczyć. Więc mówi dość wiarygodnie. Nikt nigdy nie podejrzewa, że gdy zostaje sama, płacze …
Płacze, bo jej jedyna ciąża to cud.
Płacze, bo jej syn wciąż prosi o brata lub siostrę.
Płacze, bo zawsze chciała co najmniej troje.
Płacze, bo jej druga ciąża musiała zostać rozwiązana, by ratować jej życie.
Płacze, bo jej lekarz mówi, że kolejna ciąża byłaby „wysokiego ryzyka”.
Płacze, bo walczy o zdrowie swojego jedynaka.
Płacze, bo czasem jedno to więcej niż dwoje.
Płacze, bo jej mąż nawet nie dopuszcza myśli o kolejnym.
Płacze, bo jej mąż zmarł, a ona nie wyobraża sobie mieć dziecka z innym.
Płacze, bo jej rodzina myśli, że jedno wystarczy.
Płacze, bo sprawy zawodowe sprawiają, że nie może odejść z pracy.
Płacze, bo czuje się egoistką.
Płacze, bo nadal nie może zgubić wielu nadprogramowych kilogramów z poprzedniej ciąży…
Płacze, bo jej depresja poporodowa było tak głęboka, że boi się kolejnej.
Płacze, bo nie wyobraża sobie, by przeżywać to ponownie. Czuje się za słaba. Boi się.
Płacze, bo ma problemy z swoim organizmem i ciąża tylko pogorszyłaby jej stan.
Płacze, bo wciąż walczy z bulimią.
Płacze, bo chce kolejnego dziecka, ale nie może mieć.
Te kobiety są wszędzie. Żyją obok nas i codziennie cierpią, mierząc się z zadawanymi im pytaniami i nieprzemyślanymi komentarzami. To nasze sąsiadki, przyjaciółki, siostry, koleżanki z pracy, kuzynki. Nie potrzebują porad lub opinii. Ich łona są ich własnością. Uszanujmy to.”
Poddaje się - olewam ovu - wracam do zycia 
Kupiłam akwarium - nowe hobby 
Mam już to wszystko gdzieś 
Matko - jak mi ulżyło ....muszę nadgonić ten stracony rok . Stracony na stresie, ciągłych myślach - czy się uda. Byłam nieznośna dla siebie, męża i znajomych.
Pogodziłam się w końcu z faktem że nie będę mieć większej rodziny jak nasza dwójka - i to musi mi wystarczyć 
Przed staraniami miałam piękne i szczęśliwe życie - teraz będzie już tylko lepiej 
Oczywiście będę tu zaglądać ale ja już odpuszczam 
Powodzenia laski
Dzisiaj mój kot Leon upolował mi na balkonie wróbla. I przytargał biedaka do domu, pod łóżko i pilnował. Ja wpadłam w histerię, mąż nie był zadowolony ani z kota ani ze mnie
Na szczęście ptaszka udało się uratować.
Po tych przygodach pojechaliśmy do kliniki. Kurcze dziewczyny to aż dziwne jak można mylić się w ocenie człowieka / pierwszym wrażeniu! Na pierwszym spotkaniu z lekarzem dosłownie warczeliśmy na siebie, teraz jest porozumienie bez słów. Wychodzę stamtąd z uśmiechem, chociażby nie wiem jakie wieści przekazywał. Może jest po prostu dobrym psychologiem, a może też i dobrym lekarzem 
Dzisiaj na USG jajeczka większe, średnio 11 - 12 mm, całe mnóstwo bo ponad 20. Mam kontynuować Menopur, Gonapeptyl i Medrol i do kontroli w środę. Brzuch mam już spory, odczuwam dyskomfort przy siadaniu, blisko, coraz bliżej.
Dzwonił manager z pracy, pytał o druki chorobowe, no i jak się czuje na urlopie chorobowym. Drażni mnie takie podejście, ale nie będę młodzieńca pouczać. Bo w sumie to prawie jak urlop jest 
Mąż narozrabiał w pracy, ze złości zjadłam całe opakowanie orzeszków w czekoladzie. Ech 
Zabrałam sobie 4 dni nadziei - zrobiłam betę w 10 dpt...Minus taki o to wynik. Brak sił, brak nadziei...
- 10 kg!
Juuupi!!
do celu zostało: 11 kg. 
Ciąża rozpoczęta 5 czerwca 2016
Udało się, wciąż w to nie wierzę. Pierwszy cykl po poronieniu okazał się tym szczęśliwym. Tylko jest jedno ale - nie potrafię się cieszyć tak do końca, tak strasznie się boję. Mąż ma to samo, oboje boimy się kolejnego nieszczęścia. Chyba zacznę się cieszyć tak na 100% po 25 tygodniu. Nic, póki co to mam luteinę od Pani ginekolog z Polski- 2 razy dziennie po tabletce. W poniedziałek (moje urodziny - chyba taki prezencik od losu) ide do lekarza po zaświadczenie że moge mieć tylko pracę siedzącą. Trzymajcie kochane kciuki za naszą fasolkę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca 2016, 16:07
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.