Kolejne książki do kolekcji:
Tess Gerritsen Telefon o północy
kryminał, ale bez szału, bez zaskoczeń
Regina Brett Jesteś cudem
Myślę, że fajna książka dla każdego, wszyscy mają w życiu coś co nie jest idealne, co można byłoby poprawić, albo po prostu poukładać priorytety. Mnie natchnęła, żeby pomyśleć o rozwiązaniu sytuacji z przyjaciółką. Jej słowa bardzo mnie zraniły, ale czy syty głodnego zrozumie? Odzywam się rzadziej i kontakt się rozluźnił, a ja mam problem ze szczerością, najchętniej nie odzywałabym się do niej wcale. Ale czy to jest sposób? Czy warto stracić przyjaźń przez jeden głupi tekst. Książka natchnęła mnie do przemyślenia co chce zrobić z tą sytuacją, albo się otwieram i mówię jej co mi leży na sercu, albo przetrawiam i zapominam. Chwilowo jedno i drugie wydaje mi się niemożliwe. Pierwsze wydaje mi się bez sensu, wracać do jednego tekstu, na który ona nawet nie zwróciła uwagi, pewnie nawet nie pamięta, rozdrapywać rany i może pokłócić się o tak naprawdę stare dzieje.. Bezsens... Druga opcja jest chwilowo dla mnie za trudna.. ale będę myśleć i spróbuję coś z tym zrobić..
Wracając do książki, do mnie przemówiło 15 z 50 lekcji.. Zamknęłam ja i pomyślałam, że życie się zmienia, zmienia się to, co nas męczy w konkretnym momencie.. Wrócę do niej za kilka lat, może kolejne lekcje będą jak dla mnie, jak o mnie.. Myślę, że warta przeczytania:)
Spisałam parę tekstów, które można odnieść do staraczek:
To nie jest niemożliwe. To po prostu życie.
Bóg nie nagradza bezczynności. Ty rób swoje, a Bóg zrobi swoje.
Nie możesz się poddać, zanim nie zdarzy się cud - być może niejeden.
Modlitwa o pogodę ducha:
Boże, użycz mi pogody ducha, abym godziła się z tym, czego nie mogę zmienić.
Odwagi, abym zmieniała to, co mogę zmienić.
I mądrości, abym odróżniała jedno od drugiego.
Modlitwa do św. Charbela
Święty Ojcze Charbelu, który wyrzekłeś się przyjemności światowych i żyłeś w pokorze i ukryciu w samotności eremu, a teraz przebywasz w chwale nieba, wstawiaj się za nami. Rozjaśnij nasze umysły i serca, utwierdź wiarę i wzmocnij wolę. Rozpal w nas miłość Boga i bliźniego.
Pomagaj w wyborze dobra i unikania zła. Broń nas przed wrogami widzialnymi i niewidzialnymi i wspomagaj w naszej codzienności. Za Twoim wstawiennictwem wielu ludzi otrzymało od Boga dar uzdrowienia duszy i ciała, rozwiązania problemów w sytuacjach po ludzku beznadziejnych.
Wejrzyj na nas z miłością, a jeżeli będzie to zgodne z wolą Bożą, uproś nam u Boga łaskę, o którą pokornie prosimy, a przede wszystkim pomagaj nam iść codziennie drogą świętości do życia wiecznego. Amen.
ZRODLO: http://adonai.pl/cuda/?id=29
3 trymestr
33 tc
32t5d
8 miesiąc ciąży
środa
Kotka nasza zrobiła sobie coś w ogon. Podejrzewam, że podczas codziennej przechadzki zadarła z innym kotem, który ją w ten ogon ugryzł. Jak przyszła do domu 2 dni temu to ogon był jakby zagięty, ale miała w nim czucie, bo nim ruszała. Pomyślałam, że może samo przejdzie. Wczoraj wyszarpała w miejscu zagięcia sierść i wgryzła się w to miejsce robiąc sobie ranę. Cały czas ją to swędzi/boli, bo biega jak oparzona i co chwila łapie ogon i go gryzie.
Pojechałam więc dziś rano z nią do weterynarza. Rana została oczyszczona. Kicia dostała 2 zastrzyki: antybiotyk i lek przeciwbólowy. Jutro mam przyjechać kontrolnie i na kolejny zastrzyk z antybiotyku. I tak przez kolejne 4 dni. Potem 2 tygodnie przerwy, dwukrotne odrobaczenie i szczepienie (bo przy okazji już czas na szczepienie) wypadnie 15.09. Kot będzie przygotowany zdrowotnie na nowego członka rodziny. 
A co u nas?
Podjęliśmy decyzję, że się wyprowadzamy. Ciężko się mieszka we wspólnym domu z rodzicami/teściami. Na naszą decyzję wypłynęły mocno wydarzenia ostatnich tygodni. Mieliśmy po prostu przesyt obecności rodziny (w tym także gości rodziców) u nas w domu. Co weekend chata pełna ludzi i zero intymności. Wszyscy łażą po całym domu, wołają nas na posiłki, oczekują, że będziemy ciągle zajęci nimi skoro jesteśmy w domu. Z tym, że dla nas bycie w domu nie koniecznie oznacza przebywanie ciągle z pozostałymi, bo Ci są. Katorga. Mam dość komuny. Poza tym chcemy się wyprowadzić do miasta, gdzie mąż ma pracę, więc będzie miał blisko do niej (a nie 70 km jak teraz). Zaczęliśmy więc szukać mieszkania do wynajęcia. Trochę z tym problem, bo to miasteczko to prowincja i ciężko cokolwiek wynająć. Chcemy się wyprowadzić od października lub listopada, no generalnie po porodzie, bo chcę urodzić w szpitalu w Warszawie, więc nie będziemy zwiększać dystansu dojazdu do szpitala.
Mam nadzieję, że nasza wyprowadzka dojdzie do skutku. Generalnie mąż jest oporny do zmian i wiele musiałam się nagadać, żeby się cokolwiek w tej sprawie ruszyło. A ja marzę o tym, żebym mogła poczuć się "panią" domu, zamknąć drzwi i wiedzieć, że nikt nieproszony nie przyjdzie. Może to dziwne, mało gościnne, ale po latach mieszkania z rodzicami, mam dość niezapowiedzianych gości.
Ovufriend wyznaczyło mi prawdopodobny termin owulacji w 15 dniu cyklu. Nie wierzę mu nic a nic! Nie opieram się na wynikach testów owulacyjnych, bo...nie czekałam wystarczająco długo na wyniki. Na szczęscie dobra Bluebell1984 mnie uświadomiła (jeszcze raz wielkie dzienyyy, sama bym na to nie wpadła, bom głąb). Także tak. Nie mam żadnych objawów, które przy cyklach owulacyjnych męczyły mnie w II fazie. Z niecierpliwością czekam na @. Pojechałabym w jakieś ciepłe kraje posmażyć pośladki na plaży.
9t4d
11 tydzień na wyciągnięcie ręki. 20 dni do badań prenatalnych.
Ja nastawiam się, ze wszystko będzie dobrze i mam ochotę wykrzyczeć całemu światu o maleństwie. Ale wytrzymam. Jeszcze 20 dni.
Byłam dzisiaj u lekarza rodzinnego. Sprawdzała poziom białka. Podobno jest dobrze.
No to mamy 15dc czas zabrać się za ciężką pracę
gdyby każda praca taka... 
Po anginie nie ma prawie śladu, trochę mi kaszel został.
Mówią , że nadzieja umiera ostatnia, u mnie odradza się z każdym nowym cyklem. Oby mnie nigdy nie opuściła.
Kolejna wizyta u lekarza zaliczona
coroczne usg piersi wyszło super, także tylko się cieszyć. Raju nigdy tyle nie biegałam po lekarzach co teraz. No ale jak chce być zdrową i silną mamą to trzeba organizm przygotować. Co by nic już nie stało na przeszkodzie.
A tak z innej beczki to już niedługo odbierzemy pozwolenie na budowę i roboty pójdą w ruch
już nie mogę się doczekać.
Pochrzaniło się wszystko...
Leżę chora na L-4... Ostre zapalenia gardła, antybiotyk na 7 dni, leżeć i odpoczywać. Całe szczęście, że już na nowym, wynajmowanym mieszkaniu... W ciszy i spokoju (nie licząc krzyków, przekleństw i głośnej muzyki techno, serwowanej przez robotników wykańczających klatkę schodową i dół domu).
W urodziny zaskoczyła mnie @. Druga w tym miesiącu! Coś się maksymalnie poprzestawiało w moim organizmie. Nie rozumiem z tego już nic. Po 13 dniach zakończył się cykl rozpoczęty z początkiem sierpnia. Istny Armageddon.
Ale są zmiany w moim podejściu. Ja CHCĘ być w ciąży. Zdrowej. Zakończonej w terminie. I tego się trzymam. A Wy trzymajcie kciuki 
Czas się skupić na swoim zdrowiu i ponownych badaniach. Koniecznie TSH i prolaktyna. Mężowe nasienie też trzeba pod lupę wziąć. W ogóle mężowi trzeba dupę przetrzepać, żeby zaczął dbać o siebie! Ale o tym, to książkę można by napisać...
Muszę wyrobić sobie nawyk regularnego picia ziółek Ojca Sroki- wtedy pomogły , to pomogą i teraz. Czekam. Cierpliwie. Z otwartymi ramionami. Na Moje Szczęście. Więc Przyjdź! 
No to robię sprawozdanie w odniesieniu do ostatniego wpisu. Badanie nasienia umówione! Termin na połowę września! Temat nietolerancji pokarmowej stoi w miejscu - mam nadzieję, że jutro uda mi się umówić i skonsultować sprawę z rodzinnym.
Za to odbyłam wizytę u ginekologa - lekarki, która pracuje na Polnej (poznaniacy wiedzą o co chodzi), jest młoda, ale ambitna i zaangażowana. Na wizycie poświęciła mi dużo czasu. Wyszłam o 22.30! Sic!
Poszłam po plan działania... a pani doktor zaproponowała mi, o dziwo, plan spokojnego zachodzenia w ciążę jeszcze przez cztery miesiące (do pełnego roku). Nie wiem dlaczego, może przez widok wypasionego pęcherzyka owulacyjnego, może przez tłuściutkie endometrium... ZGODZIŁAM SIĘ!! Za jednym wyjątkiem, badaniem nasienia - nie widzę sensu rocznych starań, jak za 150 zł można wiedzieć jaki jest stan armii i ewentualnie wdrożyć terapię, żeby starania miały jakikolwiek sens.
Pani doktor powiedziała mi, że badania, które wykonuje się w celu zdiagnozowania przyczyn niepłodności są bardzo drogie i wykonuje się miej więcej w jednym czasie. Nie ma sensu sprawdzić jedno, a za jakiś czas coś innego... Ważna jest kompleksowość badań, żeby mogły być one znaczące.
Powiem szczerze, że odczułam ulgę! Nie chcę się stresować, bo wiem, że nie prowadzi to do niczego dobrego! Myślę, że w moim przypadku czynnik psychologiczny może mieć duże znaczenie! A więc lekko bezstresowo i skutecznie! O tak! 
PS Wyluzowałam, ale nie żebym nie przesiadywała na OF
Lubię Was podczytywać i oglądać Wasze wykresy. Sierpień jest genialny i mam ogromne przeczucie, że taki też będzie dla mnie! Jutro spodziewam się IMPLANTACJI
W poniedziałek 10 dpo - wielkie testowanie!
4 sierpnia i godzinie 00.04 drogą cc przyszedł na świat mój synek Tymoteusz. 2660 i 50 cm no i 10 pkt.
Smutek, smutek, smutek...
Jakoś tak nie mogę się ogarnąć. Chwilowo zagubiłam gdzieś optymizm i nadzieję.
Wracają obawy i lęki. Spokoju nie daje mi myśl o hsg. Nie robić i nie narażać jajowodu na uszkodzenie w trakcie badania, jak zaleca profesor, czy szukać innego lekarza i robić za plecami profesora. Co robić? Komu ufać? Czy ryzykować? I pytanie, co jest większym ryzykiem dla mnie zrobienie, czy niezrobienie hsg????????
Z życia matki wariatki...
Dzisiaj pierwsza wizyta u lekarza. Wpadam do mojej Pani doktor i w ryk.
Dr: o Boże, co się stało?!
Ja: No bo chyba się udało Pani doktor i chyba jestem w ciążyyyy
Dr: No przecież o to właśnie walczyłyśmy, więc o co chodzi?
Ja: Bo ja się tak bardzo cieszę i tak bardzo się boję, że będzie coś nie tak!!!
Dr: (śmiech) w ogóle nie mam wątpliwości, że jest Pani w ciąży, ale zapraszam na usg, zobaczymy co tam słychać.
Moja Pani doktor jest wspaniała. I tak bardzo potrafi mnie uspokoić. Z usg wynika, że ciąża jest trochę młodsza niż OM, bo ma 5tc+1. Pęcherzyk ma 11 mm i wg Pani doktor jest "śliczny". Kolejna wizyta za 3 tyg, do wykonania mam całą listę badań i mam się w końcu uspokoić (niewykonalne
). Na następnej wizycie zakładamy kartę ciąży i podglądamy serduszko 
Niech mnie nikt nie budzi z tego pięknego snu!!!
Kolejny dzień razem dobiega końca!
Przede wszystkim opadły już pierwsze emocje i oswajam się z myślą, że jestem mamą. Poszłam dzisiaj po drugi test, żeby w pewnym sensie potwierdzić tą radosną nowinę. Od razu po zakupieniu udałam się do toalety w galerii i zrobiłam. A tam? Nawet nie ukazała się kreska kontrolna. Test jakby w ogóle nie użyty. No nic szczęście w nieszczęściu, że tam się nic nie pojawiło bo wiedziałam, że to wina źle zrobionego testu.
Poszłam do ginekologa zarejestrować się na pierwszą wizytę i całe szczęście udało mi się wkręcić już na 23 sierpnia !!
po powrocie do domu wspominalam z przyjaciółką wszystkie dotychczasowe testy które kupiłam a które miałam jeszcze w domu. Wyjełam wszystkie a tam szok na dzisiejszym pojawiły się dwie kreski. Jedna bledsza druga ciemniejsza i tu drugi szok ta ciemniejsza była w polu gdzie pojawia się miejsce na kreskę wskazującą ciążę.
Wiem wiem że po takim czasie wynik fałszywy itp itd ale wczesniej nie było żadnej kreski. Później dwie! 

Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2016, 20:41
Boże nie mam słów! Wczoraj chyba była owulka a u nas oczywiście lipaa!!! Bo przecież mój mąż był wczoraj zmęczony i po prostu poszedł spać!! Nie mam do niego sily! Więc kolejny cykl w dupe!! Kurwa Mać!!! Nie rozumiem facetów!!! Wiem że nic juz z tego cyklu nie bedzie!! A pozatym coś mi sie w organizmie pieprzy!! Dzisiaj cały dzień zalewa mnie białym śluzem!!! A wczoraj był rozciągliwy, lepki i bezbarwny! I cały czas mi mokro! Juz sama nie wiem co o tym myśleć!! Mam mega zrąbany humor!! ;(
W tym cyklu mój własny organizm zrobił mnie w balona. Temperatura 37,1 przez kolejne dni, wykres inny, niż zazwyczaj, trzystopniowy, wrażliwe, bolące piersi, bóle brzucha, trochę inne, niż te małpowe.
Choć podchodzę do tego z dystansem, nadzieja wykiełkowała, uwierzyłam, że mogło się udać, nawet chwilami byłam tego pewna. Ale dzisiejszy dzień nie pozostawia już złudzeń, test ciążowy negatywny, nawet cienia cienia, temperatura spadła, wieczorem zaczął pobolewać brzuch typowo okresowo i zaczęły się plamienia. Smutno mi się zrobiło, każda kolejna porażka pokazuje, że raczej tak po prostu się nie uda.
Wniosek na przyszłość, nie robić sobie nadziei, no chyba, że wysoka temperatura i wszystkie objawy będą utrzymywać się powyżej 28 dc, wcześniej to nie ma najmniejszego sensu.
Kolejny wniosek wyluzowanie na urlopie, ani cykl urodzinowy niestety nie pomaga w zajściu w upragniona ciążę. A był to już mój trzeci cykl urodzinowy. Niedawno stuknęły mi 32 lata. Czas tak szybko ucieka...
Strasznie mi smutno, że znów się nie udało, chociaż jakaś część mnie odetchnęła. Od paru dni pobolewał mnie też brzuch po lewej stronie, czyli tam, gdzie mam jajowód. Dziś w nocy też mnie bolało. W mojej głowie pojawiła się wizja kolejnej ciąży pozamacicznej. Nie mogłam spać, kręciłam się z boku na bok, serce mi waliło, nie mogłam się w ogóle uspokoić. Przeraża mnie kolejna operacja, kolejna strata, całkowita utrata wiary i nadziei.
Wykończę się nerwowo przez to wszystko, coraz częściej mam dość silne nerwobóle, prawie cały czas uczucie ciężkości na klatce piersiowej. Dobija mnie, że tak długo się nie udaje, jak jest nadzieja, że mogło się udać, to pojawia się też równolegle paraliżujący strach, żeby sytuacja się nie powtórzyła. Nawet jakby się udało, to wiem, że nie będę potrafiła cieszyć się ciążą, choć będę starała się być dobrej myśli, to paniczny strach będzie zabijał radość. Jak to dobrze być czasem nieświadomym tego, co może nas spotkać.
Cały czas myśl o pracy dodaje sił, gdyby nie to pewnie leżałabym i wyła pogrążona w marazmie. Tymczasem byłam dziś w szkole, przygotowywaliśmy i porządkowaliśmy swoje sale na rozpoczęcie roku. Wszystko mi się bardzo podoba, nowe meble, nowe pomoce i to, że mogłam urządzić sobie wszystko po swojemu. Dzięki temu wzięłam się w garść.
Wracam do domu odpalam Facebooka i znów wszędzie wylewają się ciążę i znów smutek. I tak cały czas góry - dołki, wzloty - upadki, nadzieja - beznadzieja. Tylko jak długo można kręcić się na tej karuzeli??
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2016, 23:20
Chyba nie dane mi cieszyć się ani przez moment. Dziś ogromna chwila strachu. Po badaniach krwi wysiadając z auta poczulam jak coś cieknie.. W toalecie też sporo krwi. Wystraszyłam się niesamowicie. Wiem, że powinnam od razu jechać na IP, ale nie byłam w stanie. Bardzo ostrożnie wziełam prysznic, podwójną dawkę cyclonamine i położyłam się do łóżka. Skontaktowałam się z lekarzem, kazał jechać na IP albo przyjść na wizytę jak krwawienie się zmniejsza wtedy zdecydujemy. Zasnęłam na dwie godziny, spakowałam torbę do szpitala i poinformowałam męża że mogło stać się najgorsze. Po lekach i drzemce krwawienie ustało. Na wizycie znów ujrzałam to mocne bijące serduszko! Co xa ulga. Mam leżeć, brać leki. Lekarz tłumaczy że krwawienie czasem się zdarza, że może trwać do 3 mca. Od południa tylko delikatne ślady na papierze. Ale jak mam myśleć że wszystko ok skoro dziś tak bardzo się bałam, że stało się najgorsze! Jak mam przeżyć kolejny dzień w takiej niepewności? Ta bezczynność mnie wykończy..
Jesteś już taki duży, taki śliczny, taki Mój! Błagam Cię zostań...
Dzień dzisiaj pełen luzu. W pracy luz. W domu po wczorajszym sprzątaniu luz. Mam ochotę zrobić test ale po 4 dniach to trochę za wcześnie. Już bym chciała ujrzeć te w kreski.
Staram się tu coś napisać przynajmniej raz w miesiącu, tak trochę na pamiątkę. Żeby nie robić sobie zbyt dużych dziur.
Po poligonie wszystko wróciło do normy, czyli znów dla dziecka istnieje tylko tata. Tylko tata może przebrać, nakarmić, uśpić, bawić się razem. Ja nie. Ja jestem odpychana. Ewentualnie wyganiana do kuchni robić am.
Zła jestem o to. I choć mam dość wiedzy psych by się bronić przed tym uczuciem i wiedzieć że to nie tak....to pomimo to, zaczyna mnie ogarniać złość na brak "wdzięczności" za wszystko co musiałam poświęcić. A tata wystarczy że się pojawi na te 3h przed snem i jest najlepszy.
Tak kiedyś się śmiałam, korzystalam i wypoczywałam po całym dniu skakania wokół dziecka. Ale po kilku miesiącach odpychania emocje się zmieniają.....
Nie żeby całkiem. Jak się uderzy czy boi to leci do mnie nawet jak jestem dalej ale tak poza tym o ile na wybór to woli tatę.
Mówi już całkiem sporo. Ostro klikło w momencie jak tata stanął w drzwiach po poligonie. Dosłownie w tej sekundzie, jakby odblokowało. Przestałam prowadzić dzienniczek słówek bo nie jestem w stanie spamiętać wszystkich nowych wyrazów. Może gdybym spisywała he bardziej regularnie....
a jak siądę raz na jakiś czas to już nie wiem kiedy przestał mówić bumbum a a zaczal.auto. w tym miesiącu? Czy jeszcze w listopadzie?
Odmienia też końcówki. Ma nadal sporo swoich wymyślonych wyrazów oczywiście, ale już normalnie można się z nim dogadać.
Ruszyliśmy z odpieluchowaniem i po dwóch dniach chciałam się poddać ale zagryzlam zęby. Po tygodniu jest tak że wytrzymuje dłużej bez siku. Wcześniej co 20 minut była przebierka a teraz potrafi nawet ponad godzinę nie sikać. Kupa raz poszła na nocnik a tak to w majtki. Często odpowiada że nie chce siiii a zaraz potem siada na nocnik w ubraniu. W weekend myślałam że był przełom. Wołał siku i była tą kupą na nocnik. Oczywiście tylko tata mógł mu pomóc się rozebrać i ubrać do nocnika.
Ale widzę że nie.... Po weekendzie znów nie woła. Jak trafię i zaproponuje nocnik akurat jak mu się chce to spoko- zrobi- ale ogólnie wykorzystuje każdą okazję jak tylko chwilę jest sam. biegnie na nocnik i robi siku w ubraniu. Chyba chce być samodzielny...
No i te kupy w majty. Oczywiście najlepiej minutę po puszczeniu pralki eh (bo wykorzystał moment że wyszłam z pokoju na tą chwilę)
I nie wiem co z tym fantem zrobić. Czy to wogole kontynuować.
O i łóżko dorosłe kupujemy. Tzn już dawno kupujemy haha ale w końcu wybraliśmy model. No i sprzedałam komodę i nie mam gdzie trzymać ubran młodego to łóżko z szufladą y się przydało. Więc chyba kupujemy. Nad resztą mebli pomyślimy później. Dywan bedzie na pewno w drogi ale to w naszym tempie do dnia dziecka nam zejdzie.
A ja. Ja sporo czytałam ostatnio. W zasadzie słuchałam audiobooków. A przy tym dziubie na drutach. Ale nie za wiele bo ostatnio późno chodzi spać, jakoś po 21 a wtedy nim się ogarnę to już jest taka godzina że mi głową nie bardzo pracuje. I tak mi leci. O i latam na szmacie całymi dniami. Sama się zastanawiam co ja tak cały czas sprzątam... A i tak ciągle brud widzę. Ale to chyba dlatego że na raty robię i tak się wydaje po prostu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2020, 13:42
Muszę dokonać nowego wpisu...ponieważ znowu mam w...rwa
Otóż moje kochane owufrendowe przyjaciółki, dzisiejszego popołudnia postanowiłam, że biorę w końcu dupę w troki i koniec kropka, zachodzę w ciążę w tym cyklu! Nie ma innej opcji! Ten termin jest dla mnie idealny, lepszego wymarzyć sobie nie mogłam.Tak więc , to ja zaczynam ten wysyp ciążowy - nas długoterminowych.Wprawdzie Ania i chyba jeszcze ze trzy koleżanki zaszły w ciąże, ale one dosyć szybciutko to załatwiły, a my , nie wiedzieć czemu, strasznie się tu zagrzebałyśmy, wręcz ugrzęzłyśmy!
Więc ja , jako najstarsza, ruszam ostro naprzód. Dziewczęta uważajcie, bo będzie gorąco, ostro ruszamy do przodu. W cholerę z badaniami i lekarzami, teraz damy radę same. Otóż ja mam 27 sierpnia imieniny, zachodzę w ciążę w okolicy swoich imienin, więc mąż daje mi prezent w postaci zajebiście szybkiego i silnego plemnika, a ja rodzę nasze dzieciątko UWAGA, UWAGA ...kiedy?otóż w maju, w swoje 40 ste urodziny!!!I nie ma już innej opcji.Biorę się ostro do roboty...szkoda tylko, że ja sama...Pięknie to sobie ułożyłam, ale nieco później już tak pięknie nie było.
Wprawdzie aż tak wielkiej ochoty na seks nie miałam, ale czego się nie robi dla dobra ogółu?Składając pranie w sypialni, pomyślałam sobie, że skoro mąż siedzi w salonie, to ja sobie szybciutko odmówię za nas (za wszystkie staraczki)nowennę (chociaż ze dwa różańce, bo to dość długo mi schodzi, a zostały mi jeszcze dwa dni - dziś i jutro). Myślę sobie, odmówię te dwa różańce teraz, a później szybciutka kąpiel i trzeba by się zabrać za męża , nie mierzę w tym cyklu temp, nie sprawdzam za bardzo , który to dzień cyklu, po prostu idę na żywioł. Więc trzeba by już zacząć, przynajmniej żeby wywalać te stare nasienia, tak żeby do owulacji były same młodziutkie i szybkie plemniki. Więc odmawiam tę nowennę, jestem już w połowie drugiego różańca, już zastanawiam się, którą koszulkę dziś założę a tu nagle, przed 22 wchodzi do sypialni mąż...pomyślałam przez moment, że zaraz się zacznie.Ale NIE, on się położył i mówi DOBRANOC!!!Prawie zgrzeszyłam odmawiając tę dzisiejszą nowennę, bo przez myśl mi przeszło"jakie kurna dobranoc!!!co to ma być?".Zamiast odpowiedzieć "dobranoc kochanie, cierpliwie poczekam aż będziesz się chciał kochać, a szczególnie, że trzeba już pozbyć się starego nasienia, bo już kilka dni nie było seksu"powiedziałam "jutro kończę nowennę, część dziękczynną, a po jutrze zaczynam następną w Twojej intencji, żeby Ci się chciało".Więc dziś nie zacznie się produkcja świeżutkich plemniczków.
Ale obiecuję Wam moje kochane, że ja się za tego mojego męża zabiorę , koniec obijania i certolenia się. Zachodzę i Was za sobą pociągnę.Ja rodzę w maju, która chce w maju to idzie zaraz za mną, a która chce lato , to za moment!!!Od dziś nabieram takiej chcicy, że nawet śpiący mąż mi nie przeszkodzi, ojjjj będzie się działo. Teraz i koniec, bo już mnie ta zabawa w kotka i myszkę nie bawi.Teraz pożądnie męża przeseksuję, bo później przez 9 mscy nic nie będzie, a i pewnie przez kilka pierwszych miesięcy też nie, bo będę padnięta po nie przespanych nocach.Więc do roboty kochane, Wy też już niedługo będziecie miały święty spokój od seksu, wtedy tym naszym mężom pokażemy:)
26 tydzien ciazy (25t4d)
Kontrola u lekarza i niestety szyjka sie skrocila. Poczatkowo 2 cm, na izbie przyjec wyliczyli 2,5 cm. Na dodatek bakterie nadal sa w pochwie, na szczescie nie ma ich już w moczu. Wijtus wazy 800g a ja dostałam sterydy na jego plucka. Leze. Nie mogę spać bo co próbuje to czuje jak napina mi się brzuch. I boję się jak nie wiem co bo to przecież jeszcze nie czas... Jutro dowiem się co dalej bo jak na razie nie chcą mi chyba zakladac zadnych szwow ani pessara. A ja bym sie chyba czuła bezpieczniej. Standardowo luteina 2x1, magnez 3x2 + to co już biorę i odpoczywać. I tak z aktywnej mamy zamienie sie w leniucha kanapowego. Byleby tylko młody jeszcze trochę posiedzial w brzuchu. Boze błagam Cie...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.