Juz powoli dostaje depresji.Na wizycie w grudniu lekarz zaproponowal in vitro ale niestety pieniadze refundaci juz sie skonczyly w styczniu a koszt jest duzy.Mysle nad wyjazdem za granice by na to wlasnie zarobic
wiecie co dziewczyny z tego wszystkiego to przynajmiej ostatnie 4 cykle mialam max 33 dniowe a zazwyczaj mialam nawet do 60 dni
mam dzis strasznego dola;( siedze sama i mysli pchaja sie do glowy
Dziewczęta kochane, już po wizycie. Wszytsko ok - serduszko bije, dziecię ma 2 cm i usg wskazuje na 9/ 10 tydzień
ciągle trudno mi uwierzyć, że to się dzieje...ale czuję się coraz gorzej, czyli beta hcg rośnie, więc ok 
Dziękuję, że o mnie pamiętacie
też do Was zaglądam, trzymam kciuki i cieszę się każdą kolejną zaciazona ovuprzyjaciółka
nie mam siły pisać, bo spać mi się ciągle chce i poranne mdłości mam prawie cały dzień (czego i Wam życzę) 
P.S. Czekam na Was na fioletowej stronie
która następna? 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2016, 18:30
Ewelunka dziekuje:)
II szczepienie...
zaczęłam tez wyciszać sie antykami bo oczywiscie mam urlop i okres..wiec miedzy innymi przesunę sobie okres a co!..
po szczepieniu ok nawet az ta bardzo nie bolało jak za pierwszym razem...
kostium hmm...ide jutro przymierzać cos..jak znajde cos innego to pomysle..
Ten pamiętnik to chyba jedyne miejsce w którym idzie się wygadać. Za miesiąc obchodzę 2 rocznicę ślubu. Większość koleżanek już spaceruje z wózkami a ja zmagam się z wizytami od lekarza do lekarza. A najgorsze jest chyba to że mąż od jakiegoś czasu ma pretensje do mnie że się nie staram że to moja wina..
No i są wyniki.
Ocena cytokin i współczynnika Th1 / Th2
Interferon gamma 688,0 pg/ml 290,0 — 1050,0
Czynnik martwicy nowotworu 415,0 pg/ml 320,0 — 1380,0
Interleukina 10 ↓ 845,0 pg/ml 1530,0 — 3830,0
Interleukina 4 21,0 pg/ml 20,0 — 120,0
Interleukina 5 ↓ <20 pg/ml 20,0 — 95,0
Interleukina 2 25,0 pg/ml 20,0 — 45,0
Wskaźnik IFN/IL4 ↓ 32,8 ratio 47,3 — 135,8
Wskaźnik TNF/IL4 19,8 ratio 3,2 — 31,2
Wskaźnik IFN/IL10 ↓ 0,8 ratio 1,1 — 2,8
Wskaźnik TNF/Il10 0,5 ratio 0,2 — 0,5
Niby nie wyglądają najgorzej, ale z tego co wyczytałam mam za nisko interleukiny 10 czyli mam wysoką odporność i będą zalecane szczepienia limfocytami...te obniżone interleukiny obserwuje się u kobiet z nawracającymi poronieniami i zaburzeniaami płodności. czekam na tel od dr i konsultację telefoniczną, żeby nie jechać do Łodzi. Szczepienia to czas, pieniądze..nie wiem czy dają gwarancję powodzenia.. eh. stresuję się bardzo i nie mogę się na niczym innym skupic 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2016, 20:19
Ależ mnie teść wkurza!
Przy całej rodzinie, przy grillu chcąc dopiec swojej żonie cytuje "Ciekawe czy będziesz się zajmowała tak swoim wnukiem jak dzisiaj psem?" Oczywiście od razu pytania jakim wnukiem itd. Musiałam udawać że nie wiem o co chodzi bo nie chce nikomu jeszcze mówić a już z pewnością nie życzę sobie żeby powiedział to On! I jeszcze kazał mi sprzątać po imprezie bo przecież ja szykowałam to ja mam sprzątac.
Nie dość że spontanicznie ludzie się zjechali ( około 15) szybko naszykowałam wszystko to jeszcze mam sprzątać! Tyle co wyzdrowaiałam, a poza tym chodzić non stop na drugie piętro po schodach w moim stanie nie jest normalne!
ehhh! musiałam się wyżalić 
Dzień dobry się z Paniami!
Nie było mnie tutaj całe sto lat, ale już uzupełniam swój kronikarski obowiązek! Mimo wcześniejszego, STUPROCENTOWEGO przekonania o braku owulacji zaczęłam się zastanawiać, czy czasem jej nie było. Jak wcześniej wspomniałam, brak mi było objawów, które uważałam za charakterystyczne dla cykli owulacyjnych. Pierwszym z nich był niemiłosierny ból sutów, występujący już od połowy cyklu, przeradzający się następne w ból piersi. Teraz minimalny ból brodawek wystąpił w 26 DC i od tego dnia bolą mnie też całe piersi (jakie to ładne słowo
). I temperatura też się jakoś trzyma! Sama nie wiem co o tym sądzić.
A i wiecie co? Po raz kolejny wstając rano czułam się mega zmordowana, co oczywiście potraktowałam jako ewentualny objaw Same-Wiecie-Czego, i chociaż nie było wystarczających serduszek i ta owulka też taka nie pewna to zrobiłam sobie sikańca. No ale kto szalonej zabroni? 
Nie wiem co robić . Objawów zero . Brzuch czasem boli . Dużo mam śluzu białego ... Poczekam do poniedziałku.
Dawno nie pisałam, a jednak wiele się działo. Przede wszystkim miałam zabieg powiecmy usuwania polipa endometrialnego, który okazał się przewlekłym zapaleniem endometrium. Mój lekarz powiedział jednak, że nie będzie mnie znowu osłabiał antybiotykami i że zapalenie nie wpłynie na ciążę. Sama nie wiem, ale chce Mu wierzyć. Nie chcę też brać znowu tylu paczek antybiotyków, co przy ureaplasmie. Teraz jestem na CLO z powrotem, bo przygotowuję się do pierwszej inseminacji. Nie nastawiam się, ale jednak zawsze jest jakaś iskierka nadziei. Dzisiaj ostatni raz biorę tabletkę i w piątek idę na USG, aby sprawdzić, czy są w ogóle warunki, aby przeprowadzić inseminację. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Popijam winko na endometrium, biorę acard i bromergon codziennie. Mam zamiar zmaksymalizować moje szanse na ciążę, bo dałam sobie czas tylko do końca roku. Potem zostawię to najprawdopodobniej naturze. Jest to dla mnie bardzo trudne. Coraz gorzej czuję się na lekach, a moja noga też boli. Po Nowym Roku zajmę się moimi nogami i plecami. Muszę się pozbyć tych dolegliwości, aby być może móc wrócić do starań z pomocą leków.
Zrobiłam dziś betę hcg, jest smuteczek.
<2 mUI/ml
Niby gdzieś tam się komuś zdarzyło że wyszła ciąża z takiej bety ale chyba nie jestem w tym zacnym gronie. Niemniej czekam aż się wszystko w piątek/sobotę wyjaśni. Zrobię wtedy kolejną betę o ile oczywiście wcześniej mnie ta cholera nie zaleje.
Dobranoc.
Przez te dwa dni tyle się napatrzyłam na dzieci, że mogłoby to mnie zarazić tym macierzynstwem.. Wczoraj syn przyjaciolki,dzis tez i jeszcze Lenka mojej siostry.Jest przecudowna,taka malutka kruszynka.
Ogolnie chyba klade sie spac. Jakos w glowie mi sie kreci.
Wczoraj minęło 8 lat naszego małżeństwa. 15 lat razem!!! A dokładnie rok temu test ciążowy pokazał dwie wymarzone kreski. Czasem wydaje mi się, że to wszystko mi się przyśniło. Tymczasem Kornelia to najlepsze, co mnie w życiu spotkało. I choć nie zawsze jest łatwo, to wiem napewno, że warto było tyle czekać. Każda wypłakana przeze mnie łza warta jest uśmiechu mojej córeczki.
To niewiarygodne jak przez ten rok zmieniło się moje życie i postrzeganie świata. Już nigdy nic nie będzie takie samo. A moja miłość do tego maleńkiego człowieka będzie rosła z każdym dniem. I nie ważne ile snu mi zabierze, albo jak bardzo będzie bolał kręgosłup od noszenia na rękach. Nic jest nie ważne oprócz tej małej istotki wpatrującej się we mnie tak intensywnie.
Tak bardzo chciałabym dać jej szczęśliwe dzieciństwo. Wychować na dobrego człowieka. Czy mi się uda? Trudne zadanie przede mną...
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2016, 22:58
Dawno nie robiłam żadnego wpisu i chyba warto coś skrobnąć. Niestety i ten wpis nie będzie optymistyczny.
Mało we mnie nadziei i radości ostatnio. To co się dzieję wokół mnie źle wpływa na moje uczucia. W domu jak zwykle tylko śmierć i widmo kolejnej śmierci. To wszystko wisi w powietrzu już tak długo, że wszyscy tym przesiąknęliśmy. Jak tu myśleć o tworzeniu nowego życia?
Dwa tygodnie temu pochowaliśmy dziadka. Teściowa (z glejakiem w głowie) co raz gorzej chodzi i drętwieją jej ręce. Za każdym razem żegna się z nami jakby miała jutra nie dożyć. Mąż nie ma już cierpliwości ani do małej ani do mnie. Jestem ciężką osobą i naprawdę źle ze mną żyć. Jak teściowa była zdrowa to mąż był w stanie nade mną zapanować, rozweselić i rozluźnić atmosferę. Teraz nie ma już do tego sił. W dniu dziadka pokłóciliśmy się tak bardzo, że prawie miał zawał. Ja już coraz częściej wątpię w powodzenie tego małżeństwa. Dla mnie to za dużo. Czuję jak widmo śmierci wisi nad tą rodziną. We własnym domu czuję się źle. Ostatnio jestem tak zmęczona, że nie mam siły wstać z łóżka. Ciągle płaczę i mam myśli samobójcze. Mąż ciągle chodzi przygnębiony, nie umie już ze mną normalnie rozmawiać. Jak tylko zwrócę mu uwagę staję się bardzo gwałtowny, krzyczy i przeklina. Dodatkowo wcale nie ma cierpliwości do małej i też często na nią krzyczy. Mała też czuję się źle. Nie chce chodzić do przedszkola. Za każdym razem gdy ją odwożę to płaczę.
Z każdym dniem coraz bardziej wypieram myśl o posiadaniu drugiego dziecka. Męczy mnie ta sytuacja w domu, męczę się sama, mam jakąś nerwice, denerwuje mnie branie tony tabletek, picia mnóstwa świństw i smród mojego moczu. Pewnie znowu mam kilka tysięcy bakterii i w sumie już mnie to nie obchodzi. Facet od akupunktury stwierdził, że nigdy nie pozbędę się bakterii gdy będę się tak denerwować. No ale jak tu się nie denerwować? Swoją drogą ciekawe jak facet potrafił odczytać to jak się czuję tylko po wyglądzie mojego języka. na pierwszej sesji pokazałam mu go a on: jest Pani bardzo nerwowa i ciągle zmęczona, nie ma na nic ochoty, marzną Pani dłonie i stopy. Szczena mi opadła. Facet zaproponował mi dietę zupową - przez miesiąc tylko zupy. Najpierw stwierdziłam, że nie ma problemu. Przyjechałam do domu i stwierdziłam, że będę musiała zrezygnować z jedynej przyjemności jaka mi została czyli smacznych posiłków, dogadzania sobie kawałkiem czekolady czy garścią orzeszków. O nie! Przez calutki rok piłam różne ziółka, herbatki, brałam szczepionkę, nie piłam alkoholu, piłam ziemię wulkaniczną, brałam ogromne tabletki d-mannozy i g.... z tego wyszło. Jak dieta z zup ma mi pomóc? Dziś jadę na kolejną sesję i wypytam kolesia czy kiedykolwiek będę miała czysty mocz (bez łykania antyboli) i czy ta akupunktura jest w stanie poprawić moje samopoczucie. Po pierwszej sesji czuję się jak trup... Boże czy cokolwiek jest w stanie mi pomóc. Już w sumie nie żądam cudów w postaci dziecka, ale chcę w końcu poczuć przypływ energii i żyć pełnią życia...
Jeszcze jedno. W tym cyklu (z antykoncepcją i HSG) starań nie było. Zdobyłam się na zaledwie jedno serduszko. Ochoty na seks nie mam wcale. Zawsze miałam małe potrzeby, a teraz to już nawet mnie te myśli odrzucają. Co dalej? Otóż sama nie wiem. Jeśli mąż będzie chciał i pęcherzyki urosną po drożnej lewej stronie przystąpimy do IUI. Już do niczego męża zmuszać nie będę. Wydarł się na mnie wczoraj, że dyktuję mu co mam robić, czepiam się szczegółów i dysponuję Jego czasem. Więc... będę brała CLO (pierwszy mój cykl z tym lekiem), pojadę na monitoring i jeśli będzie coś w lewym jajniku to spytam męża czy chcę oddać nasienie. Jeśli nie to odpuszczam na zawsze...
Moja szwgierka, która mieszka razem z nami w domu rodzinnym mojego M. ogłosiła dziś radosną wiadomość że jest w ciąży.
3 miesiące po ślubie, 8 tydzień ciąży..
Zastanawiam się jak żyć?
Jak cieszyć się razem z nimi? Jak przestać myśleć o sobie? Jak przestać zadręczać się myślami..
Nie mam pojęcia.
Ale nie mogę po sobie dać poznać. Nikt nie może wiedzieć, że oto właśnie im spełnia się nasze największe nieosiągalne marzenie. Nasza rodzina nie wie o naszych staraniach, naszej sytuacji.
Trzeba założyć kolejny raz uśmiech na twarz, pogratulować.. tak trzeba.
A że pęknie mi serce?
Boję się że sobie z tym wszystkim nie poradzę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2016, 23:10
konsultacja genetyczna
Bylam dzis na konsultacji genetycznej i w koncu dostalam komplet wynikow z badan z 4.08.2016
- wiek ciazowy - 12t5d wg CRL
- termin porodu wg USG - 11.02.2017
- czynnosc serca plodu - uwidoczniona
- FHR - 158
- CRL - 63 mm
- NT - 1,7 mm
- kosc nosowa - nie do oceny
- przeplyw na zastawce trojdzielnej - zwykla
- czaszka/mozg - obraz prawidlowy
- zoladek - widoczny
- rece - obie widoczne
- stopy - obie widoczne
- wolne bHCG - 1.352 MoM
- PAPP-A - 0,553 MoM
Ryzyko:
- trisomnia 21 - ryzyko podstawowe 1: 80/ skorygowane 1:487
- trisomnia 18 - ryzyko podstawowe 1:195 / skorygowane 1:3899
- trisomnia 13 - ryzyko podstawowe 1:612 / skorygowane 1:12235
- samoistny porod przedwczesny przez 35tc - 1:82
rozmowa z genetykiem
Pani doktor bardzo rzeczowa, nie namawiala mnie na amnio, pytala tylko czy chce i czy ewentualnie chce zrobic dodatkowe badania.
Co do kosci nosowej, to powiedziala, zebym sie jakos szczegolnie nie przejmowala, bo moze po prostu nie mogl dobrze zbadac i na nastepnej wizycie u gina zwrocic mu na to uwage.
Czuje sie troche uspokojona w sumie, choc i tak nie robilabym amnio.
Teraz zostalo czekac do 2go wrzesnia, a moze Czlowieczek sie pokaze konkretnie i bedzie wszystko dobrze.
Zastanawiam sie, jakie to uczucie czuc ruchy. Bo dzis mialam przez jakis czas takie wrazenie, jakby mnie cos tak delikatnie ssalo w dolku; takie wrazenie, jak to jest jak sie czegos troche boimy i nie wiem czy to to. CHociaz byloby to jak na obecny etap ciazy chyba zbyt wysoko.
Pozdrawiam Was.
Jestem okropną osobą
Nie umiem sobie poradzić z wiadomością o ciąży przyjaciół...o ile większość takich nowin umiem owiać chłodną obojętnością, tak tego nie mogę zdzierżyć...
Dlaczego? Ponieważ to nie fair! Po prostu.
Nie powinni się w ogóle na to zdecydować. On niedawno stracił pracę i zanim znalazł kolejną było krucho...bardzo. Przy życiu utrzymywała ich Jej matka i pożyczki od znajomych. Zrezygnowali z "luksusów". Papierosów i...antykoncepcji. Sami się z tego śmiali...bo co ma być to będzie. Nawet teraz żyją baaardzo skromnie. Co to jest najniższa krajowa, kiedy Ona nie pracuje, a mają na utrzymaniu jeszcze dwie córeczki z Jej poprzednich związków.
Po dwóch miesiącach bez zabezpieczania "wpadli".
Mąż był na oblewaniu tegoż poczęcia. Ponoć ktoś mu zwrócił uwagę, że to nie odpowiedzialne z ich strony...z umową agencyjną co dwa tygodnie, tak ciężką sytuacją i po ledwie roku znajomości płodzić kolejnego malucha. Zbył ich i poprosił czy nie mógłby oddać im wszystkich długów po porodzie. Bo wiecie...kosiniakowe, becikowe, 500+...
I z tego wszystkiego rodzi się moja przeogromna frustracja 
My mając tak dobrą sytuacje, warunki i chęci do przyjęcia maleństwa na świecie, nie możemy się o nasz cud doprosić
A oni...afff nawet nie posądzałam się o taką zawiść, zazdrość i pokłady złych myśli...jestem okropna 
Btw.
Owulacja w tym cyklu daje o sobie dobitnie znać. Chciałam o niej nie myśleć i mieć święty spokój, a ona wyjątkowo szaleje z objawami
Dziś na przemian pobolewały oba jajniczki, dodatkowo bóle w podbrzuszu i morze, OCEAN śluzu(i to już 3 dzień!)
. Powiedziałam mężowi o bólach w obu jajnikach to tylko rozbłysły mu oczka i z nadzieją w głosie zapytał "To może...bliźniaki?"
"Istnieje kilka metod wyznaczających dni płodne i niepłodne. Stosuje się je, aby zajść w ciążę i urodzić zdrowe dziecko lub aby uniknąć ciąży. Niektóre metody umożliwiają wybór płci dziecka.
Najbardziej rozpowszechniona jest metoda termiczna, w której przez pomiar temperatury wnioskuje się o dniach płodnych.
Znaną staje się też metoda Amerykanki Louise Lacey, zwana koncepcją księżycową czy też poczęcia księżycowego. Bazuje ona na starych przekazach, wg. których fazy zmieniają się w zależności od rodzaju światła Księżyca.
Tutaj szerzej zostanie omówiona metoda kosmobiologiczna (astrologiczna) znana również jako cykle Jonasa.
Wydaje się, że jest najlepszym sposobem planowania rodziny i świadomego macierzyństwa.
Dr Eugen Jonas, czeski lekarz i naukowiec, jest autorem naturalnej i całościowej metody poczęcia. Prowadził swe badania w Czechosłowacji, w państwowym instytucie Astra. Swą pracę zaczął w roku 1956 i swe życie poświęcił badaniom i propagowaniu dodatkowego – raczej jednak, jak sie okazało, głównego – cyklu płodności kobiet, który przebiega niezależnie od cyklu menstruacyjnego.
Dr Jonas dokonał ponad 30 tysięcy obliczeń. Były one analizowane przez niezależną komisję w Budapeszcie. Została stwierdzona kwota trafności między 98 a 100. Wielu ginekologów pracuje z tą metodą, a liczne wyniki badań zostały opublikowane w międzynarodowych czasopismach kobiecych oraz astrologicznych.
Dr Jonas odkrył, że również w tym drugim cyklu regularnie odbywa się jajeczkowanie (dodatkowe). Ma ono miejsce wtedy, gdy u kobiety powtarza się faza Księżyca z chwili jej urodzenia.
To tłumaczy wiele niechcianych ciąży, gdy poczęcie ma miejsce podczas dni płodnych indywidualnego cyklu Księżyca, które mogą przypadać w czasie dni niepłodnych cyklu menstruacyjnego, nawet w czasie miesiączki, której dni (w tzw. naturalnej metodzie zapobiegania ciąży) dotąd uchodziły za „pewne” pod względem niepłodności.
Największa trafność poczęć ma miejsc wtedy, gdy oba cykle płodności nakładają się na siebie.
Dodatkową zaletą cyklu kosmobiologicznego jest to, że informuje o płci poczętego dziecka. Wskazuje na to znak Zodiaku, w jakim znajduje się Księżyc w chwili poczęcia. Wg. opracowań dr Jonasa, metoda kosmobiologiczna daje 98 pewności wyboru płci dziecka, o ile czas stosunku będzie dobierany tak, aby wypadał w środku życzonego (żeńskiego lub męskiego) znaku i w najpłodniejszym okresie kobiety.
Gdy więc Księżyc znajduje się w którymś ze znaków żeńskich, jak Byk, Rak, Panna, Skorpion, Koziorożec czy Ryby, poczęta będzie dziewczynka.
Gdy Księżyc znajduje się w którymś ze znaków męskich, a więc w Baranie, Bliźniętach, Lwie, Wadze, Strzelcu czy Wodniku, poczęty zostanie chłopiec. – Księżyc zmienia znak co dwa i pół dnia. – Dla płci dziecka decydujący jest moment faktycznego zapłodnienia komórki jajowej.
Astrologicznie można obliczyć w miesiącu cztery dni płodne cyklu kosmobiologicznego."
Należy wybrć rok i dzień Waszych urodzin: na moim przykładzie 24 maj 1989 wychodzi że urodziłam się w 4 dzień po pełni, potem wpisuję sobie obecny rok 2016 i szukam miesiąca września tego roku-czwarty dzień po pełni to 20 wrzesień. 4 najbardziej płodne dni według księżyca to dzień przed tym dniem i dwa po.c
Podobno według tej metody współżycie w któryś z płodnych dni księżycowych wyzwala albo dodatkową owulację albo powoduje że plemniki potrafią przeżyć bardzo długo i są lepiej przygotowane na zapłodnienie.
Ile w tym prawdy - nie wiem - ale nic nie kosztuje, więc może warto? 
https://kalender-365.de/kalendarz-ksiezycowy.php
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.