Czekam na objawy, jak co miesiąc. Czekam i analizuje - to strasznie głupie. My kobiety analizujemy wszystko po stokroć. Po co się pytam?! Czy to nam potrzebne? Pewnie nie, ale taka natura nasza. Teraz będę wyglądać czy plamienie jakieś jest, czy coś bardziej boli i ciągnie? Ehhh ta kobieca natura 
Dziś zobaczyłam zdjęcie nowourodzonej córeczki koleżanki. Pierwsza ciąża, bez problemów żadnych. Szybka decyzja o odstawieniu tabletek i zaskoczyła. Czy to sprawiedliwe? Dla wielu kobiet nie. Wiele z nas zna to ukłucie zazdrości, ten moment kiedy pytamy "a ja? kiedy moja kolej?".
Mamy plan. Mamy plan na dziecko. Wiem, że każdy ma ale mój jest sprecyzowany. Zaklinam i wizualizuje (gdzieś czytałam, że to podobno działa cuda - wiem książka SEKRET wpadła mi w ręce). Robiąc porządki wyjęłam dziecięce ciuszki. Może to znak jakiś? Nie umiem schować teraz torby z nimi. Mam nadzieję, że to dobrze wróży.
Bo wróży, prawda?
Bylismy z dziecmi z rana na placu zabaw bo pozniej jest taki upal ze nie da sie wysiedziec na dworze. Mnie jest zaraz niedobrze i nie mam sily latac za nimi ani cokokwiek robic. Nawet jak to Arek nimi sie zajmuje a ja tylko siedze na lawce to i tak jest ciezko.. Dzisiaj na placu wchodzac po schodach na duza zjezdzalnie potknelam sie i prawie przewrocilam na brzuch. Udalo mi sie zaprzec rekoma ale nie bylo to bezpiecznie i bez bolesne. Na szczescie Christianek sie rusza wiec wszystko jest ok ale sie troche wystraszylismy ta sytuacja.. W drodze so domu znowu sie potknelam... Ciezko mi chodzic juz a tu jeszcze 8 tygodni do terminu..
Zauwarzylam ze ostatnio duzo pisze o zakupach jakbym byla jakas zakupoholiczka ale pisze o nich bo to sa sprawy ktore trzeba pozalatwiac jeszcze przed urodzeniem Christianka. Jako ze nie usmiecha mi sie latac po sklepach z noworodkiem a teraz sama juz tez nie mam sily latac po sklepach zwlaszcza ze mam dzieci w domu wiec musialabym jeszcze je ze soba targac. Wykorzystuje wiec kazda wolna okazje zeby jechac tam autem z Arkiem ( nie mam niestety prawka) a normalnie to go nie jest latwo namowic na takie wypady i to na mojej glowie jest kupowanie ubran dla dzieci a wiadomo ze one rosna i ciagle potrzebuja czegos nowego. Ok chyba jak kazda kobieta uwielbiam je robic ale nie teraz z tym duzym brzuchem. A ze trzeba kupic jeszcze kilka drobiazgow dla maluszka ( no. mata pod przewijak, materacyk do kolyski itd) a Maximiliankowi kozaki i kurtke na zime to jeszcze raz z dwa razy bede musiala Arka wyciagnac na zakupy. On juz o tych zakupach wie i ze wzgledu na moj stan nawet nie mruknie a normalnie to by marudzil ze ho ho 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2016, 13:17
Szósta inseminacja już za mną. Po gonalu, menopurze i ovitrelle rezultat - trzy pęcherzyki w lewym jajniku, dwa w prawym. Plemniki ruszyły bardziej w stronę lewego jajnika, lekarz pokazał mi to na usg. Mam nadzieję, że w kierunku prawego też parę się zawieruszy:) chociaż to właśnie te z lewej były bardziej okazałe - ale wiecie jak to jest, im więcej, tym większe szanse, że któraś zostanie zapłodniona.
Boję się, że się nie uda...
lekarz stwierdził, że to ostatnia inseminacja. Zrobiliśmy wszystko, co można było i nic więcej w kwestii iui wymyślić się nie da, zostaje in-vitro. I tu zaczynają się schody. Otóż mój mąż, który cały czas nalegał na in-vitro nagle zmienił zdanie. Uznał, że wszystkiemu winne jest odmrażane nasienie i że moje dalsze leczenie nie ma już sensu. To, co wymyślił, stało się rysą na naszym małżeństwie... Dlatego bardzo bym chciała, by się udało...
Ogromnym zaskoczeniem była dla mnie dzisiejsza inseminacja. Niedziela, nikomu się nie chce pracować - wiadomo. Myślałam, że będzie nas więcej, jak zwykle - spora ilość kobiet, każda umówiona na konkretną godzinę, minutę wręcz. Byliśmy z mężem pierwsi, nawet nie przypuszczałam, że jedyni! Wcześniej lekarz opowiadał nam o tym, że wszystko już zorganizował itd. Dyżur przypadł akurat na niego, ale nie spodziewałam się, że zrobił to wszystko dla jednej, głupiej inseminacji. Zasadniczo to, czy zabiegi będą w niedzielę zależy od chęci i intencji lekarza, raczej robi się je w sobotę lub poniedziałek. To miłe wiedzieć, że komuś zależy na efektach i nie kieruje się finansami tylko dobrem pacjenta. Zdobył za to u mnie dużego plusa:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2016, 20:58
31DC
Okresu brak, ciazy też brak (tak przynajmniej twierdzi wczorajszy test). Ciekawe ile będę czekać...
22 dc.
8dpo
Objawów ciążowych brak. Wcale się nie przejmuję, przynajmniej mnie cycki nie bolą 
Wczoraj za to bardzo mocno rozbolał mnie brzuch po prawej stronie. Aż sie położyć musiałam. Podejrzewałam przez chwile, że to może wyrostek, bo ból tępy bliżej nie określony. Nie łączę tego z ewentualną ciążą , bo owulacja była z lewego jajnika. Wzdeło mnie przy tym jak chorą krowę po liściach. Cholera wie, co to było. Dziś też czuje tą stronę, ciągnie mnie aż do pachwiny. Nie jest to jajnik, nie wiem co to... na razie olewam. jak nie ustąpi pójdę na usg , żeby wykluczyć torbiel przed kolejną stymulacją.
Wczoraj postanowiłam , że zacznę mierzyć temperaturę już od dziś. nie wiem po co , chyba ot tak po prostu. No i żeby było śmieszniej moje dziecię budziło mnie co chwilę. Bidulek spać nie mógł i od 1 w nocy co chwile mnie wołał. Zasnął dopiero o 4:00
a ja w tym czasie wstawałam do niego co 15 minut. Z pewnością temperatura zaburzona.
Na betę idę za 3 dni.
Myślałam że umrę.
Od wczoraj potwornie bolała mnie głowa,plecy, oczy, wieczorem na pogotowiu dostałam dwa zastrzyki i żadnych badań oprócz ciśnienia które było idealne. Rano już temperatura prawie 39, ledwo trzymałam się na nogach, tym razem szpital w innym mieście, zrobili mi badania temperatura już 35, ciśnienie 160/100, crp 50, w ekg jakieś migotania, zrobił się szum, zaczęło się bieganie, z nerwów się poplakalam. Dostałam od razu tabletkę pod język i do polknięcia od serca, domiesniowo przeciwbólowy i skierowanie na oddział zakaźny z podejrzeniem zapalenia neurologicznego. A tam? Lekarz taki cham, od razu chciał robić punkcje straszac ogromnym bólem i możliwościa wielu tragicznych powikłań, w ogóle strasznie nie przyjemny, bardzo młody. Nie zgodziłam się, wpisał że odmawiam przyjęcia na oddział. Przepisał tylko przeciwbólowe leki i zasugerował badania na bolerioze. Jak wyjdą ujemne to mam się nastawić na klucie.
Jedyny plus że póki co czuję się lepiej i w końcu po 35 godzinach zjadłam pierwszy posiłek.
A żeby było lepiej to wyszło że znowu schodzi mi piasek.
No ale jak nie urok to sraczka...
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2016, 14:04
12 cs po cp 10dpo
Musiałam sprawdzić który to cykl starań, chwilę mi zajęło obliczanie
Do tego stopnia nie mam wiary w te starania, że nie pamiętam już takich rzeczy. Który dzień po owulacji też zdarza mi się zapominać, przypomina mi aplikacja. Nie mierzę też temperatury. A w tym cyklu, chyba po raz pierwszy od zawsze nie zamierzam robić testu ciążowego. Przez chwilę miałam taki pomysł dzisiaj, ale szkoda mi ich najzwyczajniej na świecie, więc sprawdziłam rano temperaturę. Pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz w tym cyklu. Było tak nisko, że dziwię się, że okres jeszcze się nie zaczął. Przyjdzie pewnie jutro/niedziela/poniedziałek.
Byłam we wtorek u ginekologa. Bałam się, że zrobiła mi się torbiel, ale czyściutko. Owulacja znowu z tego felernego, prawego jajnika. Już nie mam sił. Wiem, że prawdopodobnie tylko in vitro jest w stanie coś zmienić w naszej sytuacji, ale chciałabym mieć chociaż szansę na spontaniczną ciążę. Przed operacją miałam owulacje naprzemiennie, a teraz ciągiem prawa strona. Jak ja mam wierzyć w łut szczęścia, jeśli ciągle jest to samo.
Jutro mijają 2 tygodnie od kiedy złożyliśmy wniosek o dofinansowanie, w najbliższym tygodniu powinni dzwonić. Normalnie sprawdzałabym telefon co 2 sekundy, a teraz jakoś mam to gdzieś. Oczywiście chcę żeby zadzwonili, nie zmieniłam zdania i doceniam to, że jesteśmy wśród par, które się zakwalifikowały, ale po prostu mój mózg ma już dosyć starań. Nawet przestało na mnie robić wrażenie, że wizytę w klinice umówiłam dopiero na lipiec. Nie wiem czy będę próbować ją przesunąć na wcześniej. Dawniej chciałam zaczynać w kwietniu, a teraz czuję, że ta przerwa dobrze mi robi.
We wtorek mam endokrynologa. Nie pamiętam czy mam brać glucophage przed pobraniem krwi czy nie...
Jedyne o czym myślę to szczeniak, którego mamy odebrać za równo tydzień. Nawet zaczęły mnie nachodzić myśli, że jak ivf nie wypali to po prostu zajmę się psami. Może hodowla, może studia. Znajdę jakąkolwiek pracę, będę dalej uczyć angielskiego popołudniami, a w międzyczasie zrobię kursy z behawiorystki psiej. Może tak powinno wyglądać moje życie. Może tracę tylko czas na te wykresy, badania. Zobaczymy.
Czekam na okres. Przy endometrium 6mm powinno być szybkie i skąpe - oby. Niech chociaż taki pozytyw będę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2021, 19:08
Moje życie zawodowe pozostawia wiele do życzenia...dałam sobie i mojemu pracodawcy mniej więcej 3 miesiące. Albo zajdę w ciążę, albo dostane awans, albo szukam innej pracy. Aktualnie coś przebąkują o uruchamianiu nowego oddziału produkcyjnego. Ostatnio zdarzyło mi się przez ponad miesiąc zastępować urlopujące się kierowniczki z działów produkcyjnych i montażowych. W tym czasie nasza główna przełożona coś tam mówiła, żebym się przyzwyczajała bo jak będą potrzebni kierownicy to jestem na początku kolejki. Niby spoko bo właśnie po to tyle lat się starałam, szłam ścieżką od pracownika produkcji, przez kontrolę jakości, magazyn po biuro. Tyle się uje*#łam z tym wszystkim, tyle wiedzy, umiejętności, a pieniądze prawie takie same...i tak nikt nie docenia. Przed ślubem chciałam startować na stanowisko logistyka(ale zajmującego się tylko naszymi wewnętrznymi dostawami i odpowiadającego za zarządzanie ciągłością procesu produkcji)...powiedziano mi wtedy, że wolą kogoś z zewnątrz bo spojrzy obiektywnie na nasze metody i je usprawni. Taaaa...po byku. Już teraz pomału zaczynam przeglądać oferty pracy, ale straszna posucha...
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2016, 22:42
No i stało się. Po kłótni i godzeniu mój M stwierdził że chce mieć kolejne dziecko. Jezu ugiely sie pode mna nogi. Tu niby chcialabym ale po prostu sie boję! Jezusie no boje się az dziw ze to pisze. Nagle wystraszylam sie ze moja malutka bedzie pokrzywdzona. Musialabym zajmowac sie nowym maluszkiem i dla niej mialabym mniej czasu. Matko kochana. Tyle sprzecznych emocji. Czy ja jestem nienormalna?
Zaczelo sie plamienie do jutra pewnie@ sie rozkreci:( a moze to lepiej nie wiem czy z moim mezem jest sens miec 2 dziecko tak mnie dzis zdenerwowal ze cala sie trzense nieam w nim wogile wsparcia potrafi tak zdoliwac czlowieka psychicznie czlowiek sie stara zeby bylo jak najlepiej a jak cos nie wychodzi to zamiast wspierac to tylko potrafi wysmiac czlowieka jest mi strasznie smutno i przykro;( chociaz tutaj moge sie wygadac
Czekam, nadal czekam z niecierpliwością na @. Dziś powinnam dostać @ żeby było wszystko zgodnie z planem, ale niestety plany maja to do siebie że się zawsze komplikują. Termin w szpitalu zarezerwowany na wtorek jako 3 dc i co teraz? Mam nadzieję że nie będę musiała czekać do kolejnego miesiąca
czy te starania nie mogłyby być trochę łatwiejsze? Już chyba przyjęłam lekcje pokory...
55 dc a @ jak nie było tak nie ma . poza tym mam doła przez brak okersu . marzą mi się regularne normalne okresy jak dawni niej. Myślę ze to prze ta prolaktynę.jak brałam castagnus to miałam okres 2 miesiące a jak przestałam to teraz nic... 7 września mam wizyty u mojej gin. mam nadzieje ze coś z tym zrobi.
waga dziś rano 91,9 kg
tydzień biore witamine D
a od 5 dni glucophage xr 1000 ( 1 tabletka na wieczór)
Niecierpliwie czekam na jutrzejszą wizytę. Dziś nie mogę się na niczym skupić. Od ostatniej wizyty minęło już prawie dwa tygodnie. Dziś cały dzień boli mnie brzuch i plecy. Wzięłam leki, odpoczywam w nadziei, że jutro okaże się, żw wszystko jest dobrze. Dwa tygodnie to zdecydowanie za długo. Już chciałabym być po badaniach prenatalnych, chciałabym móc spokojniej zasypiać, choć to chyba nigdy nie będzie możliwe.
Kończy się urlop, jutro już chyba muszę wziąść L4 od ginekologa. Do tej pory się wstrzymywałam, chcialam poczekać czy wszystko będzie dobrze, ale nie jestem w stanie wrócić do pracy. Całymi dniami się źle czuje, ciągłe mdłości, bóle brzucha, pleców, głowy. No i stres na który niestety jestem tam narażona też na pewno by nie slużył. Nie chcę się później obwiniać, że jak zwykle praca była ważniejsza
Nie tym razem. Nie wiem jak dotrwam do jutrzejszej wizyty, chyba zwariuję!
Klasycznie, w fazie oczekiwania na (nie) przyjście @ planuję pokój maluszka. Mniej więcej od pół roku co miesiąc przeglądam internety i zapisuje w moim tajnym folderze "Bobasowe inspiracje" zdjęcia
Mam tam całe pokoiki, różne diy na dekoracje i łapacze kurzu, pojedyncze mebelki, pościele, a nawet konkretne kolory farb
Dziś jestem na etapie foteli. I jestem zakochana w JENNYLUND z Ikei w kolorze jasnoniebieskim.

O ile nie jestem jakąś fanką szwedzkich mebli, to akurat ten fotel zawładną moim serduchem 
Mąż się ze mnie śmieje, że trzymam się za brzuch jakbym już była w tej ciąży. A moja ręka odruchowo zmierza na podbrzusze, bo jeśli maluszkowi się udało i teraz szuka miejsca na mieszkanko...to ja go wspieram i dopinguję. Mam nadzieję, że głaszcząc i skrobiąc się po brzuchu pomogę szczęściu 
25+2
Pogoda nie dopisuje, typowa jesień nadeszła, a dzisiaj to już w sumie przeszła samą siebie bo od rana leje niesamowicie.
Ja zauważyłam, że jest mi co raz ciężej, wyjść z auta albo wdrapać się na czwarte piętro. Ciągle czuję się jakbym była najedzona, a apetytu też jakiegoś strasznego nie mam, a dzisiaj na domiar wszystkiego odczuwam jelita.. No i jeszcze dwa dni tych globulek, które przepisał lekarz - oby pomogły.. w piątek pójdę sprawdzić poziom APTT i INR ( jeśli chodzi o krzepnięcie krwi) bo odkąd nie biorę heparyny jestem ciągle niespokojna i się martwie. Co prawda lekarz kazał zrobić te wyniki za dwa tygodnie, ale nie są one aż tak drogie żebym za dwa tygodnie nie mogła zrobić ich znowu! 
W tym miesiącu trochę się obkupiłam ciążowo. Kupiłam sobie dwie pary spodni ciążowych, koszulki. Bo pomału zaczynam odczuwać syndrom " nie mam się w co ubrać" - w ciąży nabrał on nowego znaczenia 
Jeśli chodzi o malutką to fika sobie w brzuszku, zostały nam ponad 3 miesiące - i w końcu się zobaczymy 
Póki co dla malutkiej nie mam nic, zadecydowaliśmy, że zaczniemy coś składować po 30tc , czyli pod koniec października będę mogła coś zacząć działać
no i planujemy zmienić lekarza bo te ciągłe jeżdżenie ponad 200km w jedną strone zaczyna mnie bardzo męczyć. Dlatego też następna wizyta będzie wiązała się też z dużymi zakupami, planujemy zahaczyć ikee ( bo szafe i komodę do pokoju malutkiej), OBI ( chcemy obejrzeć meble kuchenne bo planujemy jeszcze wyremontować kuchnie). Także ten nasz 18 październik będzie intensywnym dniem
Muszę jakoś wytrzymać do tego czasu a to jeszcze 18 dni !! 18 długich dni do wizyty !! każdy ten czas od wizyty do dla mnie wieczność - wiem, że brzmi to jakbym zwariowała..
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
Jednak myślałam że jestem silniejsza tak się nastawilam że się stał cud i pomimo złych wyników męża się udało nic mnie nie bolało piersi bolec przestały a tu jednak lipa. Siedzę w pracy roztrzęsiona wyć mi się chce i nie mam wogóle głowy do pracy tylko łzy powstrzymuję...
Dziś zatoczyłam 4-letni krąg.. Zaczynam pierwszy cykl po urodzinach podobnie ten szczęśliwy.. Czy tym razem też się uda? Jakoś trudno mi w to uwierzyć ale się łudzę.. Asia by dostała piękny prezent na urodzinki - braciszka lub siostrzyczkę
Pomarzyć zawsze można..
Jak jednak nic z tego nie wyjdzie to w październiku idę na HSG ( tylko muszę znaleźć lekarzem który mi je zrobi).. Nie mogę dalej siedzieć bezczynnie i czekać bo to niszczy moją głowę..
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2016, 06:33
W swojej diecie nie żałuj sobie takich produktów jak: cebula, czosnek, szalotka, szczypiorek i por. Zawierają one antyoksydanty, które pomagają w walce z wolnymi rodnikami. W tradycyjnej medycynie chińskiej są to również produkty, które uważane są za pokarmy „ciepłe”, zwiększające płodność.
Sobotnia wizyta u nefrologa nie wniosła nic w moje problemy nerkowo - pęcherzowe. Wiem tyle, że po każdym zejściu piasku mam robić posiew moczu. Szkoda tylko, że mi nie powiedział, że wpisał w wizytę, że dalsze leczenie u urologa, doczytałam dopiero dziś, jak otworzyłam komputer w pracy. Stracony czas, bo urolog akurat w tym samym czasie przyjmował i może dowiedziałabym się czegoś więcej. Na dodatek OF przesunął owulkę z 17 dc na 19dc..... Raczej niemożliwe, bo 19dc moje ciało krzyczało, że już dawno po owulacji... i jeśli miała ona faktycznie miejsce w 19dc, to w ciąży nie będę na pewno.
Dziś będę molestowała lekarza rodzinnego o skierowanie na posiew moczu, bo mam już dość płacenia za wszystkie badania.... powyżej uszu.
Z lepszych newsów, to albo to przypadek i w tym cyklu tak jest, albo osteopatia pomogła, bo zwykle w tym dniu cyklu czułam już napięcie przedmiesiączkowe, a tu ani nie boli brzuch, ani piersi. Super - chwilo trwaj 
Edit: lekarz rodzinny zmolestowany, udało się przez telefon, mam zrobić bad. ogólne moczu, posiew i usg jamy brzusznej i umówić się do urologa, co poczyniłam na sobotę. Może ktoś mnie wreszcie sensownie poprowadzi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2016, 09:31
@jednak sie nie rozkrecila plamienie bylo jednorazowe wczoraj wieczorem chcialam zbadac szyjke i jej nie moglam zlokalizowac hmm dziwne zawsze byla nisko i otwarta. Brzuch na razie nie boli wczotraj troche bolal ale przestal z mezem zgoda choc nie przeprosil
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.