Kochane moje dziękujemy :* jesteśmy jeszcze w szpitalu bo niestety wzrósł poziom bilirubiny i mamy żółtaczkę
Jaś się naświetla i mam nadzieję że szybko wyjdziemy do domku. A jak tylko będę w domu napiszę szerszą relację bo na telefonie kiepsko się dłuższe wywody pisze 
Pozdrawiamy!!! 
Termin w szpitalu udało się przesunąć na piątek, ale co z tego jak @ nadal brak. Dziś zrobiłam pierwszy test od bardzo dawna, bo "a może jakimś cudem się udało" i niestety nawet malutki cień cienia się nie pojawił. A i jeszcze temperatura wystrzeliła w górę jak nigdy dotąd, mam nadzieję, że jutro zaliczy duuuży spadek.
Czasami mam wrazenie ze mojemu męzowi nie zalezy owszem wykonal badanie nasienia nie wyszlo zbyt dobre(ładnie powiedziane) no ale on sie wogole tym nie przejal bo pani w laboratorium kazala sie nie przejmowac bo to jest zmienne i nie trzeba panikowac no i moj maz nie panikuje .Prosilam by zapisal sie do urologa i zrobil sobie usg jader bo kiedys jak byl u urologa to ten napisal mu ze moze miec prawdopodobinstwo zylakow bylo to jakies 3 lata temu do tej pory usg nie zrobione. Nie wiem moze to ja za bardzo go naciskam i sama panikuje no ale kiedy mi tak bardzo zalezy a u niego tego wogole nie widze to mi rece opadadaja:(
Wczoraj miałam 28 urodziny. Wg planu A ustalonego w liceum miałam być już mężatką z 2 letnim stażem i świeżo upieczoną matką
Wyszło tak, że jestem mężatką z 3 letnim stażem, ale bez dziecka;)
Spoko, nie trzymam się jakichś głupich planów. Podobno miesiąc, w którym kobieta ma urodziny ma być dla niej najbardziej płodny. No cóż...JAK ZWYKLE nie w moim przypadku:)
1dc walczymy dalej już 19 miesiac
Wczorajszy ból głowy mnie trochę spowolnił. Ale dziś już jest O.K. Oczy mnie tylko bolą od pracy przy komputerze. A poza tym nie mogę się w pracy na niczym skupić, ciągle myślę że jestem w ciąży. Szefowej nie ma, jest na urlopie do poniedziałku. Na razie nikt mnie nie nadzoruje 
Wczoraj przeszły mdłości. Mam nadzieję, że to dobry znak.
Dużo chodzę, dziennie pokonujemy z T. 3-4 km. Nie chcę przytyć tak jak w ciąży z Antkiem - 25 kg.
Na razie waga wzrosła z początku tygodnia o 900 g. Bo za dużo jem. Waga 64,9 kg. Cel utrzymać wagę do wizyty 
Poza tym jestem wciąż śpiąca i najchętniej bym nic nie robiła
W domu aż zarosło. Muszę dziś się wziąć do pracy i sprzątnąć tu i ówdzie 
Syn wraca jutro popołudniu
Stęskniłam się za nim. Nie było go w domu prawie 3 tygodnie.
Jeszcze mu nie powiemy o ciąży, zrobimy to po pierwszym USG jeśli będzie widać serduszko 
Kariotypy, cftr - OK czekamy na wynik AZF ale dr mówi że powinno być ok
cytologia, usg piersi - OK
w połowie września wraz z okresem zaczynamy anty chyba że wydarzy się cud ale na cuda już nie liczę
Dobra pozbierałam się załamywać się nie ma co bo to mi nie pomoże. kupiłam wczoraj mojemu m orzechy brazylijskie i planuje mu zakupić mace i teraz mam pytanie do osób obeznanych w tym temacie jaką mace najlepiej kupic w tabeltkach czy w proszku i jakiej firmy jest najlepsza.Jestem zielona w tym temacie. Mój m dzwonił by umówic się do urologa i najblizszy termin grudzien 2016 szok:(stwierdził że pojedzie prywatnie zobaczymy...
Umówiłam siebie i małża do kliniki leczenia niepłodności. Pierwsza wizyta 13.10. W sam raz. Czuję się trochę, jakbym zdradzała mojego gina. Świetny z niego człowiek i ma dobre chęci, ale czuję, że muszę zasięgnąć porady specjalisty. Jakby tego było mało, porobiło się w robocie. W firmie duże zmiany, a wczoraj moja szefowa i jednocześnie najlepsza przyjaciółka oświadczyła mi, że przenosi się do naszego oddziału w DE i zostawia nasz zespół. Podobno jestem brana pod uwagę, żeby zająć jej miejsce. Awans, no świetnie, tylko w możliwie najgorszym momencie. Fajnie byłoby wspiąć się parę szczebelków do góry, ale to dość odpowiedzialne stanowisko, na pewno nie dla kobiety, która tak bardzo chce iść na macierzyński. No i masz babo placek. Kolejna zagwozdka. Druga taka okazja może się nie powtórzyć, ale nie chcę też robić kariery kosztem rodziny. Strony medalu są dwie: albo będę żałować, że podjęłam się wyzwania i w kwestii ciąży nic się nie zmieniło, albo będę żałować, że się go nie podjęłam i w kwestii ciąży nic się nie zmieniło. Jakby nie patrzeć, dupa zawsze z tyłu. W idealnym świecie powinnam być już mamą z ponad rocznym bobasem. Nie tak to wszystko miało wyglądać.
Lubię tu być 
Lubię czytać Wasze pamiętniki, dzielić się smutkami i radościami.
Tak sobie myślę, że to tańsze od wizyty u psychiatry
A jak pomaga! Mi na pewno 
Tak więc lubię tu być i jestem codziennie! Taka mała terapia.
Dzisiaj słonecznie, ale nie upalnie. Super! Humorek też całkiem niezły. Bogu dzięki za przyjaciół i życzliwych ludzi! Świr świra zrozumie 
Jutro zaczynają się dni płodne w naszym małżeństwie
CZAS START! No i kolejna nadzieja.
Minus jest taki, że mamy dwie chore osoby w domu! Jak nie urok to sra****
Obyśmy się nie pozarażali! Chociaż przy tej gamie leków, które bierzemy teraz byłby mega pech gdyby jednak nas coś złapało. TFU TFU!
Piję herbatę z miodem. Już trzecią! Profilaktyka 
Wizyta u lekarza
Zapisałam się dziś na pierwszą wizytę (06.09), lekkie podekscytowanie i lekkie przerażenie 
W szpitalu, w którym chciałabym urodzić pracuje pewna doktor, do której chciałam isc z racji bardzo dobrych opinii. Jednakże okazało się, ze nie przyjmuje w poradni przyszpitalnej, wiec zapisałam się do niej prywatnie w innej przychodni (" jak nie drzwiami to oknem"). Trudno zapłacę, grunt to dobry specjalista a nie jakis gbur.
Poza tym u mnie dobrze, dziś zaczął się 6 tydzień ciąży, czyli buba ma skończone 3 tyg 
Mam nadzieję, że dobrze się rozwija.
Codziennie mierzę tempraturę, czy nie spada, ale jest w normie (w granicach 37st C) czyli chyba póki co wszystko ok.
Objawy ? : Lekki ból piersi, co jakiś czas pobolewa podbrzusze ( to chyba dobrze, tzn że macica sie rozciaga? buba rośnie?...), senność, wzmożony apetyt, lekkie rozkojarzenie
Mam nadzieję, że nie dopadną mnie mdłości, że będę jedna na milion bez mdłości:)
Pozdrawiam przyszłe mamy 
10t2d a Twoje serduszko bije jak oszalałe! Chyba nie można być bardziej szczęśliwym słysząc jak bije serce pod mym sercem. Tak bardzo się wczoraj wystraszyłam. Na wizyte szłam z ugiętymi nogami. Kiedy lekarz zrobił usg powiedział od razu, że wszystko dobrze, ale ja nie widziałam pulsującej kropeczki na monitorze. Lekarz uspokoił, podświetlił serduszko na czerwono, włączył głośno jego bicie. Pokazał dokładnie główkę, dwie rączki, dwie nóżki, kręgosłup. Z emocji się rozpłakałam. Wszystko jest dobrze i bedzie dobrze. Teraz w to wierzę. Musi być dobrze. Już tak daleko zaszliśmy! Bez L4 się nie obejdzie. Zbyt duże ryzyko. A ciągłe mdłości i tak nie pozwolą mi pracować. Chciałam być fair, poczekać, aż znajdą kogoś na moje miejsce, ale po krwawieniach nie mogę ryzykować. Tym razem nic nie będzie ważniejsze!
Choć mnie jeszcze nie znasz Maleńka Kruszyno- tak bardzo Cię kocham! Zostań ze mną proszę!
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2016, 19:24
Kolejny raz życie dało mi po gębie..... Dzisiejszy wynik badania moczu zły.... Nawet nie próbowałam przełykać łez, poryczałam się w pracy przed monitorem. Szybko zarezerwowałam wizytę u urologa i efekt jest taki, że muszę położyć się do szpitala. Dostałam leki, natomiast czekamy na wyniki posiewu. Chciał przyjąć mnie już jutro, ale powiedziałam mu , że staramy się o dziecko, co ciężko mi przeszło przez gardło, bo pracujemy w jednej firmie i to kumpel Dyrektora. Poprosiłam o dyskrecję i znów puściłam beksę, została przytulona, pocieszona, zapewniona o dyskrecji, tylko zamiast cukierka na pocieszenie dostałam receptę na leki. Zatem czekamy kilka dni, mam zrobić test ciążowy najszybciej jak się da i dzwonić kiedy przyjść na oddział. Będę miała robioną urografię, mnóstwo badań i cystoskopię, której boję się najbardziej. Wiem, że sprawa ruszyła do przodu, jestem trochę zła na siebie, bo mogłam iść do niego wcześniej, a unikałam z wiadomych przyczyn, chodziłam do różnych lekarzy, od Mesjasza do Kajfasza. Plany ginekologiczne od września odkładam zatem na później. Muszę się wyleczyć i mam nadzieję, że to wreszcie się uda. Może jest jakaś wada anatomiczna, albo złóg umieszczony jest w pęcherzu lub w moczowodzie, te badania powinny pokazać. Pierwszy chyba raz to napiszę: teraz nie chcę być w ciąży, Boże proszę, żebym nie była, bo nie chcę truć maleństwa lekami.
No dobra, przesadziłam jak zwykle. Mamy trzy pęcherzyki, które nieśmiało dojrzewają i mam nadzieje do jutra osiągną swoje 18mm. Jeżeli tak to zastrzyk w dupsko no i wiadomo co... Postanowiłam dać sobie czas do końca roku. Ba! Nawet dałam na Mszę w mojej intencji. W moje urodziny będzie odprawiona (ot może znak z niebios?) Oczywiście intencja pt. W intencji Panu Bogu wiadomej... Nie ma potrzeby wzbudzać sensacji w mało miasteczkowej społeczności, która żyje takimi sprawami.
Lekarz oczywiście miły i krzepiący, kazał wyłączyć głowę... Ja się tylko zaśmiałam i powiedziałam, że się nie da i powoli zaczynam się oswajać. Zapytał z czym. Odpowiedziałam, że no właśnie z niczym. Już nie skomentował. Chyba też już nie wierzy, że coś może ze mną ugrać. Podejrzewam, że jeszcze ze dwa cykle i znowu wspomni o klinice ze Szczecina. Ja już jednak będę miała dość. Jeżeli zapisane jest, że dzieci mieć nie będę to trzeba się z tym pogodzić, a nie szarpać na siłę z życiem, które i tak w końcu pokaże nam środkowy palec. Tak... Jestem już pogodzona z losem. Coraz mniej przezywam porażki, stają się obojętne. Wiadomo, że nadal czuje się to nieprzyjemne ukłucie żalu, ale już nie zwala z nóg.
Ciąża zakończona 30 sierpnia 2016
Jeszcze dwa dni i urlop. Tylko tydzień - ale musi wystarczyć za aż tydzień!
Przed urlopem jak zwykle - urwanie głowy. Po urlopie - już też zdążyłam podokładać sobie obowiązków.
W natłoku spraw M był u lekarza - doradził badanie chromatyny plemnikowej - i znów - rekonesans po google i milion pytań. Musimy odłożyć badanie na najbliższy tydzień - trudno. Poczekamy jeszcze trochę dłużej.
Nasza lekarka napisała mi dzisiaj maila żebyśmy do niej podjechali między 17:00-21:00. Przesłałam jej dotychczasowe wyniki. Nie są za dobre więc pewno chce mi coś powiedzieć co do tego. Zobaczymy tylko co! Mam mieszane uczucia.
Cholera chyba mnie gardło zaczyna boleć. Nieee!
Teść też zaczął kaszleć... Uroki wspólnego mieszkania. Chociaż w sumie jak miałam być chora to i tak będę. Czas pokaże.
Mój mąż stwierdził, że mogliśmy powiedzieć lekarce, że chcemy dzidziusia jak najprędzej.
Moja siostra, która cierpi na anoreksję od wielu lat długo nie miała @. Miała zaniki. Brała mnóstwo leków. Piła dużo alkoholu swojego czasu. A zaszła w ciążę i urodziła zdrową córeczkę. My podeszliśmy do tematu świadomie, zaczęliśmy od badań profilaktycznych, wyleczeniu zębów, sytuacja życiowa nam na to pozwala już teraz itd. I guzik... -.- o ironio!
Mam "znajomą" (taką na cześć-cześć), która ma 6 dzieci! Jest starsza ode mnie o rok (ma 27 lat). Fakt, że jest to typ dziewczyny imprezowiczki (alkohol, papierosy, co chwilę inny facet etc.). Z brzuchem na imprezy chodziła... Biła się z "laskami". Patologia. Ma tylko 2 z tej 6 dzieciaczków z jednym gościem (który siedzi w kiciu) reszta ma innych tatusiów. 5 dzieci jej odebrano. A ona teraz jest w kolejnej ciąży... W takich momentach nie wiem o co tu chodzi. Gdy "normalny" człowiek ma problemy z poczęciem dzidzi mimo, że pragnie tego z całego serducha a takie osoby mają ich aż zanadto. Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać.
Życie nie przestanie mnie zaskakiwać. Nigdy.
Czeka na męża. Jemy obiadek i do lekarza 
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2016, 15:52
11 dni do terminu hahhahah maxi dla ciebie te wpisy
bole z rana, w pracy przeszly..teraz znow sie pojawily w domu.... mialam straszne przezycie wczoraj...podlosc i bezdusznosc ludzi nie zna granic....napisze jutro albo wieczorkiem.
28dc.
Nie mam już żadnych złudzeń. Jutro @ jak w banku! Mam już dość tych starań. Przecież to totalne szaleństwo. Nie może tak być że człowiek żyje od @ do owu i od owu do @!! Przecież to jest chore. Odpuszczam w tym miesiacu totalnie. Zero starań. Zero. Zero. Zero. Koniec kropka. Mam to w dupie. Pół niedzeli przeryczałam że z tego cyklu znowu gówno wyszło i więcej nie zamierzam!! Czekam na @.....nie nie czekam kiedy przyjdzie to przyjdzie. Mam to głęboko gdzieś. Trzeba korzystać z ostatnich dni lata. A co do fasolki to myśle ze to że jeszcze jej nie ma to jest to gdzieś tam na górze ustalone. Taki widocznie Pan Bóg ułożył dla nas plan. Amen.
3 trymestr
35 tydzień ciąży
34t4d
8 miesiąc ciąży
wtorek
Ogon kota powoli, ale chyba się zagoił. Jeżdżę z nią od 2 tygodni do weterynarza na zastrzyki z antybiotyku i na zmianę opatrunku. Dziś miałam jechać, ale się nie wyrobiłam czasowo, więc pojadę jutro (w sobotę dostała ostatni zastrzyk). Trochę to leczenie się wydłużyło, bo ogon na początku nie chciał się goić.
Od ponad tygodnia słabiej wyczuwam ruchy synka. Bardziej czuję jego ruchy jako rozpychanie, a nie kopy. Ostatnie parę dni trochę się tym martwiłam i z niecierpliwością czekałam na wizytę u ginekologa dzisiaj. Położna na szkole rodzenia mówiła jak liczyć ruchy. Ma być 1h po posiłku, przez 1h, 10 ruchów. No to generalnie tyle jest, ale relatywnie do tego co było tydzień, dwa temu, tych ruchów jest mimo wszystko mniej, lub są słabsze. Tak naprawdę część z nich, żeby poczuć, to muszę patrzeć na brzuch i przyłożyć rękę.
Od 32 tc raz w tygodniu jeżdżę na KTG. W 32 tc było super (jeśli chodzi o ruchy), w 33tc już słabiej, a wczoraj (w 34tc) musiałam mieć powtórzone KTG drugi raz, bo za mało ruchów podczas zapisu. Drugi zapis wyszedł ok, ale i tak się martwiłam, szczególnie, że wczoraj wieczorem motywowałam synka do ruchów chyba z pół godziny, a i tak był bardzo leniwy. Spędziłam w sumie wczoraj na KTG (z czekaniem na moją kolej i na opis) 5 godzin.
Dziś była wizyta u ginekologa. Poskarżyłam się na to, że mi puchną palce i przez to bolą stawy, że moje tętno już dawno nie zeszło poniżej 100 i że mi ciągle duszno. Dostałam Betabloc na obniżenie tętna (mojego). Od jutra zaczynam brać. Oprócz tego, szyjka w porządku. Powiedziałam też pani doktor, że od tygodnia słabiej wyczuwam ruchy dziecka. Wypisała skierowanie na KTG, z którym miałam się zgłosić na Izbę Przyjęć zaraz po wizycie. No więc poszłam. Zeszło się okrutnie długo. Leżałam ponad godzinę pod KTG, niby zapis wyszedł ok, ale pani doktor stwierdziła, że chce jeszcze mnie posłuchać. Za drugim razem założono mi dodatkową "słuchawkę" do skurczy macicy i znów leżałam pewnie ze 40 minut. Lewy bok mi cały zdrętwiał. A mały za drugim razem tak pięknie podskakiwał, że pani doktor jak zobaczyła, to powiedziała, że KTG wzorowe. Mimo wszystko, muszę jutro jechać na kolejne KTG do szpitala i nie wiem czy przypadkiem nie będę musiała jeździć tak codziennie. Dziś spędziłam więc w szpitalu parę godzin, bo zajechałam o 12:30 a wyszłam z IP o 18:00.
Umęczona jestem tymi wyjazdami strasznie, a jutro znów i w piątek na usg. No ale, wszystko dla dobra synka naszego. Oprócz KTG na IP pani doktor zrobiła mi szybkie USG. Sprawdziła przepływy, ilość wód i wagę. Wszystko w normie, a mój cudaczek waży już 2700 gramów. Lekarka powiedziała, że duży jest, ale ja już przyzwyczajona jestem, bo każdy lekarz, który robi mi USG mówi za każdym razem to samo. Generalnie w ciągu miesiąca przybrał 1 kg, a i ja przybrałam 1 kg, więc w sumie chyba dobrze, że mocno nie tyję. Tyle ile dzidziuś we mnie.
To taki roboczy wpis. Zmęczona jestem. Skołowana trochę, bo im bliżej porodu, tym gorzej się czuję (ciężko jest się ruszać), a ja mimo to mam teraz co kilka dni wyjazdy na wizyty, albo badania.
Na szczęście wczoraj mieliśmy ostatnie spotkanie w Szkole Rodzenia. Było to na pewno przydatne (szczególnie opis przebiegu porodu), ale ja się bardzo cieszę, że to już koniec.
Bartusiowa i Wronko - trzymam kciuki za łatwy i piękny poród. 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.