Dziś byłam na becie wyniki o 16 mam nadzieje, że beta będzie ok kolejna w czwartek i oby też było ok w piątek wizyta na 17;50 stresuje się. Wczoraj miałam straszne zawroty głowy jak tylko wstałam jakby była piana :/ dziś lepiej ale siusiam częściej bo więcej pije wlewam w siebie tyle wody, że nie długo jej będę miała dość :D wczoraj robiłam test mimo iż siusiałam w nocy i wyszły 2 krechy ciesze się ale też stresuje :/ mam nadzieje i chce by tym razem wszystko było dobrze. Pragne tego maleństwa z całego serca. Według of od jutra zaczynamy 6 tydzień <3 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2016, 12:42

kropka_ myśloodsiewnia 9 października 2016, 12:07

tak się ostatnio skupiam na emocjach, że ciągle zapominam napisać jak się zmieniam w wymiarze fizycznym. zacznę od brzuszka, który już jest tak naprawdę małym bębenkiem, a przecież dopiero tak naprawdę zaczyna się rozrastać. wg ostatniego USG synuś ma już/dopiero 540 g, a to jeszcze bardzo daleko do finalnego (powiedzmy) +/- 3000 g. niemniej już na tym etapie mam problem, żeby się "tam" zobaczyć, już nie mówiąc przyciąć itp. bez pomocy lusterka i/lub Męża. również przycinanie czy malowanie paznokci u stóp przestało być dla mnie osiągalne, ostatnio w tej materii pomocy udzieliła mi młodsza siostra, ale w najbliższym czasie znowu będę potrzebowała wsparcia.

powoli mój organizm zaczyna też gromadzić wodę. obserwuję to po pierścionku zaręczynowym, który wcześniej nosiłam swobodnie na palcu środkowym i który już od co najmniej tygodnia, może dwóch musiałam przełożyć na serdeczny obok obrączki. natomiast od wczoraj pierścionek i obrączkę zdjęłam w ogóle, bo coraz bardziej stawiały opór i przewiesiłam na złoty łańcuszek pożyczony od drugiej młodszej siostry.

urosły mi również piersi, ale to w sumie już w początkowych tygodniach ciąży, przy czym jak dotąd ani myślą zmaleć. nigdy nie miałam zbyt dużego biustu, ale też nigdy nie miałam z tego powodu kompleksów, więc pewnie dlatego się tym nie jarałam i co za tym idzie nie pisałam o tym. nie mniej mój Mąż jest jak najbardziej zadowolony, choć zapobiegliwie dodaje, że wcześniej też był.

wracając jednak do brzuszka dziś znowu mnie pobolewa w okolicach pępka. mam nadzieję, że to dlatego że się rozrastam, ale nie powiem jakieś tam światełko z tyłu głowy zaczyna mi niebezpiecznie pulsować/pikać i robić zły dzień. tym bardziej że np. wczoraj jakoś słabo czułam synka, a dzisiaj to prawie tyle co nic. mam nadzieję, że to po prostu zwykły zbieg okoliczności, a może też nie wszystko rejestruję, bo czasem tak gdzieś pędzę, że sama nie mogę za sobą zdążyć. inna teoria wymyślona na potrzeby poprawy nastroju to taka, że może biorąc pod uwagę fakt, że rosnę i robi się tam więcej miejsca, to synuś ma możliwość wariować w taki sposób, że jego zestresowana matka nie ma szans się zorientować. no sama nie wiem.

poza tym od kilku dni (może nawet dłużej) obserwuję u siebie śluz (od bezbarwnego do kremowego). śluz raczej jest bezzapachowy i zdarza mi się tylko w ciągu dnia, nigdy w nocy/po nocy, więc staram się nie panikować, tym bardziej, że internetach mówią/piszą, że to normalne, ale... czego to nie mówią/nie piszą w internetach.

pojawiła się też u mnie tzw. linea nigra, która ponoć "dotyka" większość kobiet w ciąży, więc (w końcu) mam i ja. niby pierdoła, ale każdy typowy objaw sprawia że czuję się bardziej w ciąży, jakkolwiek to brzmi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2016, 14:07

dzisiaj nadal bez krwawień z plamieniem beżowym a nawet bardziej żóltym kolorze i tak bardziej to śluz. No nic czekamy dalej dzisiaj temperatura 36.8

W poniedziałek rano meldunek w szpitalu.... jestem gotowa....trochę się boję....liczę, że będzie dobrze.

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 6 września 2016, 12:14

9 dzień cyklu.

Miało być dziś HSG i miałam w końcu mieć ten stres za sobą... Ale niestety nasza polska służba zdrowia kolejny raz udowodniła jak bardzo ma pacjentów w dupie :( Zrobiłam wszystkie wymagane badania, zadzwoniłam 1 dnia cyklu, przeczytałam pani wyniki (generalnie odebrała chyba jakaś stażystka, bo ciągle pytała się o coś i ktoś jej dyktował co ma mówić) i pani mnie zapisała na dziś. Dziś zarejestrowałam się rano na Izbie Przyjęć i spokojnie czekałam na swoją kolej. Zostałam wywołana o 9.30, przyjęła mnie położna i kazała pokazać wyniki badań (a nie mogli tych wyników sprawdzić przy rejestracji???) i okazało się, że posiew z kanału mam tylko w warunkach tlenowych a przecież KONIECZNE jest także w warunkach beztlenowych. To czemu tego nie powiedziała mi pani przez telefon? Albo chociaż pani w rejestracji? Po co czekałam 2 godziny? Dostałam tylko odpowiedź, że Lux Med zawsze tak robi i trzeba wyraźnie poprosić o te dwa rodzaje posiewu... I bądź tu mądry człowieku - jak się sam nie domyślisz to przecież nikt tego za ciebie nie zrobi... Swoją drogą ci lekarze w Lux Medzie to też nieogarnięci? Już i tak ginekolog pomyliła mi badania i musiałam na szybko załatwiać ten posiew - czy oni nie mają wiedzy jak wygląda HSG i co dokładnie jest do tego potrzebne? Ja pierdolę...

I pan doktor mi wyjaśnił, że dziś zabiegu nie może wykonać. I teraz będę znowu czekać miesiąc, znowu się wozić po Lux Medach, czekać na okres... Nie daj Boże jeszcze wyniki mojego męża się przeterminują bo też muszą być ważne rok... Poryczałam się z tej bezsilności... :(

Wierzę, że nasze słoneczko rośnie i ma się dobrze. Dzisiaj po raz pierwszy nie podeszła mu jakaś potrawa którą mama zjadła i musiałam zwymiotować :) Brzuszek też zaczyna odstawać a waga pokazuje już ponad 53 kg :)

JaAneta89 Aneciowy pamiętnik 6 września 2016, 12:29

No i rozpoczęłam 6. cykl. Niby się tego spodziewałam, ale i tak boli :( Chyba nigdy nie zobaczę drugiej kreski na teście. Czuję, że niedługo moja starsza siostra zajdzie, bo przecież ona od lat marzy o drugim dziecku, a jedyne co ją powstrzymywało to to, że nie ma warunków mieszkaniowych. Jej mąż już zaczął rozbudowywać ich malutki domek, więc pewnie to kwestia kilku miesięcy. Młodsza siostra urodzi, starsza zajdzie w kolejną ciążę, a ja NIC :(((( Mam dziś doła, muszę się porządnie wypłakać.

mała90 W oczekiwaniu na 2 kreski 6 września 2016, 12:32

Jakoś tak mnie gardło "piecze". Musiałam wziąć Gold Vit C 500 - moja dok. powiedziała, że jak coś mnie będzie brało to mam to wziąć (nawet kilka dziennie w odstępach godzinnych) i szybko postawi na nogi. Więc wzięłam. Cholera jasna! Jeszcze choroby mi brakuje. Nie teraz! Jestem po owulce i... no wiecie.

Mamax Walka o Bobo. 6 września 2016, 12:49

32+3

Koniec wakacji od dzisiaj obowiazki przedszkolne i bardzo dobrze bo chwila odpoczynku mi sie tez nalezy. Maximilian poszedl bardzo chetnie i bez narudzenia. Widac ze w domu juz sie nudzil przez cocoraz czesciej bywal niegrzeczny. Julian byl dzisiaj tylko na godzinke ale tez dobrze mu poszlo. Ladnie sie bawil, jadl przy stolika a na odchodne posprzatal zabawki z czego jestem dumna bo w domu to z tym roznie jest pomimo proszenia go o to. No ale widac ze jednak to gadanie cos daje i nauka nie idzie w las ;-)

Sezon urodzinowy rozpoczety. Niedawno bylismy u Marcinka na 3 urodzinach. W piatek jedziemy do Hani tez na 3 urodzinki. We wtorek Maximilian jest zabierany do mc, donalds na 4- te urodziny kolezanki Nicol. A 17- odbeda sie 40- te urodziny kokegi Tomka. 8 pazdziernika swietuja Mirki a 10-go 4- te urodziny maja blizniaki. Tak ze byle nie chorowac i dobrze sie bawic :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2016, 13:14

wg Belly - 6 t 3 d

Czuję się ogólnie bardzo dobrze. Mdłości ustały praktycznie całkowicie, za to apetyt wzrósł.
Jutro wizyta, mam z nią wielkie nadzieje, obym się nie zawiodła.
W pracy szefowej powiedziałam o ciąży. Nie była zaskoczona, bo wiedziała o naszych staraniach od początku. Jestem główną księgową i zamierzam pracować tak długo jak się tylko da i zdrowie pozwoli, ale powoli trzeba będzie poszukać zastępstwa na czas macierzyńskiego.
Dziś nad ranem obudził mnie ból w dole brzucha. Bardzo się wystraszyłam i pobiegłam do toalety popatrzeć czy nie krwawię i na szczęście nie. Ale wystraszyłam się bardzo. Oszczędzam się, odpoczywam dużo, zasypiam w lot, nie dźwigam nic. Ale jakoś tak cały czas ma się w pamięci ostatnią ciążę :( Mam nadzieję, że moja kruszynka się dobrze trzyma i ma wolę życia :)

Tonący brzytwy się chwyta, bo ostatnio często myślę o naprotechnologii. Może jakoś udałoby się wyregulować mnie a do tego naprodukować choć trochę robaków u męża? Pierwszy seminogram jaki kiedykolwiek robiliśmy był w dolnych granicach normy, dalej nie wiemy tak naprawdę czy to był błąd laboratorium czy potem się coś zmieniło. Tylko trzeba liczyć się z tym, że to na pewno byłoby długie leczenie a wyniki tak naprawdę nie są gwarantowane. Co Wy o tym myślicie?

Klauka90 Plan idealny 6 września 2016, 14:14

Na świeżo - wizyta u Doktora to jakieś nieporozumienie nie mam sił do tych lekarzy totalna olewka :/ jestem zbyt wkurwiona żeby opisać szczegóły muszę ochłonąć może jutro.

mała90 W oczekiwaniu na 2 kreski 6 września 2016, 15:58

Przed chwilą dostałam wynik ANA 1 - jest dodatni... Biorę już dużą dawkę leków w tym ENCORTON 5mg więc spora dawka. Wysłałam wyniki mojej lekarce i czekam na jej odpowiedź. Mąż ma wynik ujemny.
Znowu to czekanie...
Dolina mnie dopadła.
Z jednej strony cieszę się, że ktoś w końcu się za nas wziął, diagnozuje i leczy, ale z drugiej strony myślę - CZEMU JA? :( Wiem, że jest nas tutaj dużo - nas staraczek, ale dookoła same szczęśliwe ciężarne. A ja mam pod górkę. Fuck! :/


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2016, 16:07

Dziś mam zły humor. Para, która 3 lata temu brała tego samego dnia ślub co i ja z mężem włąsnie ogłosiła, że spodziewają się drugiego dziecka... Ja pierd.... Dzięki Ci losie, dobijaj mnie bardziej.

Dzisiaj trochę z innej mańki...

Chciałabym poruszyć temat rodziny i znajomych zadający te "genialne" pytania pt:
- Kiedy Wy będziecie mieli dziecko?
- No to co? Po ślubie to do roboty! Trzeba robić dziecko!
- A Wy nie chcecie mieć dzieci?
- ja w waszym wieku miałem/am juz X dzieci. Kiedy wy sie weźmiecie do roboty
I tak dalej, jedne sa mniej inne bardziej delikatne, ale zawsze chodzi o to samo.

No i teraz sprawa ukrywania problemów z zajściem w ciążę, im dłużej jestem na OF i im wiecej czytam pamiętników, forum i wykresów tym bardziej zdaję sobie sprawę ze problemy z poczęciem dziecka to raczej chleb powszedni. Wszystkim parom starającym sie o dziecko, którym od razu nie wychodzi wydaje sie, że tylko oni maja takiego pecha a na około same ciężarne i wszystkim znajomym to tak łatwo przychodzi. I ostatnio sama zobaczyłam taka ciężarna i naszła mnie pewna, inna niż zwykle myśl. Nie pomyslałam "ah ta farciarą jest w ciąży" tylko "ciekawe ile miesięcy ona sie starała o to maleństwo, ciekawe czy boi sie ze poroni, ciekawe jaki bagaż doświadczeń ma juz za sobą walcząc o tą upragnioną ciążę". W tym samym czasie zdałam sobie sprawę z tego, że kiedyś ja nią będę. Ja będę tą kobietą w ciąży, na które inne bedą z zazdrością patrzyły z myślą "czemu ona a nie ja".

Po tym jak poroniłam nie miałam większego problemu zeby o tym mowić, rozmawiać z koleżankami i znajomymi. probowalam sie powstrzymywać bo bałam sie ze będę stawiała moich rozmówców z niezręcznym położeniu. W końcu co powiedzieć koleżance lub tez znajomej, która mówi o swojej stracie, "przykro mi" wydaje sie byc banalne "wszystko bedzie dobrze" wcale nie pomaga. I wiecie co? Bardzo sie zdziwiłam. Oczywiście było kilka osób które faktycznie nie widziało co powiedzieć, ale zdecydowana większość opowiadała mi na to o swoich doświadczeniach z poronieniem albo o doświadczeniach osób z ich najbliższego otoczenia. Jakie wielkie było moje zdziwienie jak nagle dowiedziałam sie ze 2/3 moich koleżanek i znajomych które maja juz dzieci same przeżyły conajmniej jedną utratę.

Stąd moje dalsze przemyślenia i powrót do tego od czego zaczęłam, skoro temat poronienia okazał sie byc tak powszechny wsród par mających dzieci to temat długich starań tez pewnie nie jest niczym nadzwyczajnym.
Czytałam wiele pamiętników i postów dziewczyn, które żaliły sie ze na spotkaniach rodzinnych jakieś ciocie, babcie i kuzynki dopytują kiedy w końcu zdecydujecie sie na dziecko. Zawsze te wypisy opatrzone są komentarzami typu "to był dla mnie koszmar" "nienawidzę tych spotkań rodzinnych" itd
Moja propozycja jest taka - może warto sie przełamać i powiedzieć wprost, że chcecie dziecko że jak bedzie to bedzie, ze poczęcie dziecka nie jest aż tak proste jak sie wszystkim wydaje i ciagle wypytywanie o to nie pomaga!
Ja tego spróbowałam i powiem tak - bardzo sie cieszę ze to zrobiłam! Chodziło oczywiście o rodzine męża nie moją :)
od tamtej pory juz nigdy wiecej nie usłyszałam żadnych głupich pytań na temat naszego przyszłego potomstwa, a to co gadają za naszymi plecami guzik mnie obchodzi. To są bardzo prości ludzie wiec jestem pewna ze juz z cała rodzina nas na bank obgadali, ale na prawdę mam to gdzieś i przynajmniej ja juz nie muszę tego wiecej wysłuchiwać.

Pomyślmy, jak duzo łatwiej byłoby przezywać rozczarowania po każdym nieudanym cyklu gdyby temat długich starań nie był tematem tabu...


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2016, 16:09

O 9.30-40 był zastrzyk, nieco później bo ok 15.50 seks. Niestety obawiam się że nic z tego, bo po pierwsze- nie wiemy w jakiej formie są teraz żołnierzyki. Oraz po drugie- wczoraj na noc musiałam zaaplikować sobie gonazol. Nie wiem czy coś jeszcze zostało w środku, ale raczej tak... I czy plemniki miały szansę dostać się do jajowodów.
Ale bolało mnie nieźle...

A z poza- staraniowych rzeczy:
Mąż właśnie pierwszy raz robi mi obiad :D
Wzięliśmy wczoraj na spontanie kredyt i dziś kupiliśmy nowe auto. Boję się, ale chyba pierwszy raz poczułam się tak naprawdę dorosła :) Wczoraj też kupowaliśmy prezent na urodziny dla bratanicy w smyku. Długo nie mogłam znaleźć męża bo testował zabawki ;) Szczególnie przykładał się do przetestowanie wszystkiego ze star warsów... Nasze dziecko będzie miało świetnego tatusia :)

etola Runął mi świat... 6 września 2016, 16:11

Dziś trochę dół... Spadek formy...

Odmawiałam Nowennę i łzy mi ciekły po polikach, a to, że w tym życiu jakoś nam się nie układało, a to, że pech mnie prześladuje od małego, a to, że innym jakoś się lepiej wiedzie, a to, że inni mają dzieci i narzekają, a to... itd..
Najgorsze "TO" to brak maleńkiej osoby, która by kochała mnie (nas) bezinteresownie, którą i ja już przed jej narodzeniem pokocham ponad życie... Naprawdę chciałabym już przytulić swoją Kruszynkę...

Ostatnio byłam na pogrzebie. Okazja delikatnie mówiąc bardzo smutna, żeby odwiedzić cmentarz. Spojrzałam na cmentarzyk, gdzie spoczywają dzieci. I tam wzięło mnie na rozmyślanie...
Łzy mi napłynęły do oczu... Malutkie dzieciątka - Aniołki, które narodziły się martwe, niektóre zmarły tuż po porodzie lub kilka miesięcy po nim... Aż ciarki przechodzą na samą myśl...

Pogodziłam się ze stratą dwóch Maleństw. Moje nie mają nagrobka, nie mogę zapalić malutkiego znicza, aby rozświetlić im drogę, nie mam gdzie złożyć im kwiatów, w końcu też nie wiem, czy byłyście dziewczynkami czy chłopcami...
Po jednym został wydruk z usg, bo resztę wyników zabrali mi w szpitalu, po drugim - nie mam zupełnie nic... Pozostają mi tylko pustka w sercu, tęsknota i wspomnienia o Was moje kochane Aniołki...
Wspomnienia - to tak mało, a zarazem tak wiele...

Zawsze będę Was kochać, bo wiem, że i Wy pokochałybyście mnie...

Nie myślałam, że napiszę drugi wpis tego samego dnia.

Ale muszę gdzieś napisać, jak bardzo mi wstyd. Mężowi chyba o tym nie powiem, bo wyśle mnie do lekarza. I to raczej nie będzie ginekolog.

Wracałam z pracy rowerem dość szybko. Dopadłam klucz, przekręciłam go w zamku w drzwiach. Nogi same zaprowadziły mnie w miejsce, gdzie położyłam rannego sikacza.

Zmarnowałam jakieś pół godziny z życia na oglądanie go z każdej strony. Pod światło, bokiem do światła, przodem, pod kątem.

Po paru minutach chyba dostałam halucynacji widząc coś.

A potem stało się. Wzięłam aparat, obfotografowałam skubańca z każdej strony i w Lightroomie powiększałam zdjęcie, zmieniałam kontrast, wyciągałam szczegóły jak się da.

Chyba nie muszę Wam mówić, że nic nie zobaczyłam. Czuję się jak kompulsywnie objadająca się dziewczynka, która zeżarła naraz czekoladę i teraz czuje ogromnie palący wstyd.

To chyba zabrnęło za daleko. Tym razem muszę NA SERIO przestać być królową hipokryzji i naprawdę odpuścić.

Mój przypadek przecież nie jest tragiczny.

anemic Wielkie chcenie ... 6 września 2016, 17:33

Oderałam część wyników.
TSH- 1,690 norma: 0,27- 4,2
P/c anty TPO 172,20 norma 0,00 - 8,00
25-OH Witamina D norma dorośli: 30-80

Czyli, że źle czy dobrze...?
Jutro do odbioru AMH

W czwartek wizyta w klinice.

23 dzień cyklu.

Cycki dalej nie bolą. Za to dziś coś mnie tak zakulo w podbrzuszu... , że usiadłam z wrażenia. I bolą mnie pachwiny.


Padam na twarz.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)