No i byliśmy, nie mogłam spać w nocy, jakaś taka poddenerwowana...
Lekarz oschły, średnio uprzejmy, gdyby nie to że miał kilka poważnie brzmiących tytułów przed nazwiskiem to pojechałabym mu z epitetami...
Dzieciok przywitał nas z palcem w buzi, później pomachał rączkami, nóżkami. Ma uszka i stopki, płci nie widać ale nie zauważyłam żeby lekarz jakoś szczególnie szukał. Później maluch ułożył się tak jak mu wygodnie i to by było na tyle - chcesz mnie zderzyć to twój problem. CRL imponujące bo 6,41, co z nóżkami daje jakieś 8 cm dużego człowieka. Masakra gdzie mi się to mieści!
Z organów chyba wszystko w porządku, pępowina trjóżylna, niewielki obszar niedotlenienia owodniowo-kosmówkowego ale ponoć ma prawo być tam jeszcze 2 tygodnie.
Niestety NT na granicy normy - 2,47. Razem z naszymi czynnikami ryzyka, tj.moim wiekiem, poronieniem, obumarciem drugiego płodu, daje nam niezbyt dobre rokowania. Dokładne wyniki wiadome będą za tydzień - wtedy odbiorę test Pappa, ale musimy być przygotowani na złe wieści.
Z gabinetu wyszłam z płaczem. Co prawda brałam mocno pod uwagę że tak właśnie może być, coś mnie z tyłu głowy kłuło, takie dziwne myśli, ale co innego wyobrażać sobie a co innego usłyszeć.
I tak, wiem, każda z nas zna kogoś kto miał wysokie NT i beznadziejny test PAPPA i mają zdrowe dziecko ale... - to raczej wyjątki niż reguła. Jeżeli statystycznie ryzyko jest wysokie to nie dlatego że ktoś coś wymyślił, po prostu przeważają smutne przypadki.
Lekarz zaczął mi mówić o amniopunkcji i teście Nifty. Spytałam go czy dokładna diagnostyka umożliwi nam rozpoczęcie leczenia przed porodem. Powiedział że nie. Więc po cholerę mam to robić? To będzie moje dziecko, bez względu na to czy i jak chore. Wcześniejsza wiedza nic mi nie da.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2016, 21:05
11dc
Po badaniu HSG wróciłam do domu tego samego dnia ok godziny 17 i UMIERAŁAM, miałam 38,6 stopni gorączki i biegunkę. Bolało mnie całe podbrzusze. Następnego dnia w piątek rano, na szczęście temperatura spadła do 36,8 biegunka niestety utrzymywała sie jeszcze 2 dni. Ból ustąpił dopiero jakoś w sobotę. Teraz czuje sie juz dobrze, jutro ide na wizytę do mojej pani gin, która wykonywała badanie i mam nadzieje ze na usg zobaczę piękne, prawie dojrzałe pęcherzyki 
Umówiłam nas juz tez na wizytę do kliniki niepłodności do Invimedu w Poznaniu do dr Małka. Wizytę mamy niestety dopiero 29.09 , mam nadzieje ze do końca cyklu zdążę wykonać wszystk pozostałe, niezbędne badania żebyśmy mogli przystąpić do pierwszej IUI juz w następnym cyklu 
Juz nie moge sie doczekać kiedy zaczniemy działać
jestem tak bardzo bardzo gotowa na fasolkę
❤️
Pierwsza wizyta zaplanowana na 05-10. Miałam szczęście, bo akurat doktorkowi zwolniło się jedno miejsce. Gdyby nie to, to czekałabym nawet miesiąc na wizytę. Tak więc za dwa tygodnie... Może będę miała szczęście i usłyszę już serduszko? W końcu to będzie około 7 tydzień. Mam nadzieję, że do tej pory nic się złego nie wydarzy.
Odebrałam morfologie, ogólnie nie jest źle, ale chyba mam zaczątki anemii. Skonsultuję to z lekarzem na wizycie. Nie wiem czy jutro dla świętego spokoju nie pójdę na betę. Chcę mieć pewność, że roście. Zobaczymy. Za badanie szpital sobie kasuje aż 42 zł... W diagnostyce kasowali 30 zł, ale a wynik czekałam kilka dni, bo to do Poznania wysyłali, więc wolę dopłacić i wynik mieć w ten sam dzień.
Chciałabym, żeby czas największego zagrożenia minął. Odetchnęłabym, bo teraz każde ukłucie, każda wizyta w toalecie, to ukradkowe zerkanie, czy aby nie zaczęło się krwawienie.
Trzeba włączyć pozytywne myślenie.
Kolejny stresujący dzień w pracy. Mam dość dyry, tych ciągłych zmian planu i tego zakichanego awansu. Od pierwszego września żyję w ciągłym stresie.I jak tu liczyć na owulację??? Rozpacz. Chciałabym się zwolnić ale mężuś mi tłumaczy że nie można być tchórzem trzeba walczyć do końca aż oni ze mnie zrezygnują. Tylko czy będę mieć jeszcze tyle sił. Wiem, że z takim stresem moje szanse na ciążę są znikome.....Zmieniam lekarza koniec distreptazy i cudownych czopków.
25dc/1 dc???
Do końca nie wiem jaki to dzień cyklu.Wydawało mi się,że 25 i @ nadejdzie w najbliższą środę.Udałam się rano do gin aby ustalić wszystko w związku z planowanym in vitro.Tak więc dzisiejsza wizyta 140 zł,pobrane wymazy 189 zł.Masa badań z krwi do powtórzenia dla mnie i dla T.To właściwie te same badania,które robiliśmy do IUI ale ich ważność upłynęła(rok).Myślę,że wyniosą nas około 1000 zł.Na piątek jestem umówiona na pierwszą wizytę w związku z in vitro.Od 3 dnia cyklu zastrzyki.Całkowity koszt około 8tys plus 3 tys leki(protokół krótki).Nie wiem tylko o co chodzi z moim cyklem tzn.po powrocie od gin zaczęłam krwawić.W pierwszej chwili pomyślałam,że to szybsza miesiączka ale krew jasno czerwona i nie tak zaczyna się u mnie @.Wydaje mi się,że to krew po pobraniu wymazów.Położna dosyć mocno szorowała mi czymś w szyjce.Myślę,że to od tego.Tak więc muszę jutro ocenić czy to @ czy nie.Jeśli tak początek zastrzyków byłby już w środę.Trochę mało czasu na ostateczną decyzję.Ruszyłam z tematem ale cały czas pozostawiam sobie mozliwość rezygnacji.Dopóki nie zacznę stymulacji wszystko można odwołać.
4+6d
Koncze z robieniem bety bo sie nerwowo wykoncze, nie wiem jak dotrwam do wizyty w przyszly czwartek (ginekolog mi zabronil przyjsc wczesnej chyba zeby sie cos dzialo) ale napewno nie wytrzymam i dostane opieprz. Wszystkie bety na pamiatke:
13dpo - 156
15dpo - 406
17dpo - 928
20dpo - 4155
Z problemow, ktore moge miec juz obczytalam i boje sie ze moge miec puste jajo plodowe, zasniad, ciaze pozamaciczna, brak zarodka i brak akcji serca zarodka. Przez nastepny tydzien napewno wiedze poszerze i w panice polece na kolejna bete no i wymysle jeszcze inne problemy.
Brak ciazy stres, ciaza - mega stress. Kot mnie unika, maz nie chce dotknac, bo wydarlam sie ze cyc mnie boli i zeby nie przytulal za mocno. Chodze jak bomba zegarowa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2016, 18:24
6 dpo... powiem Wam dziewczyny, że jest masakra:/ kurcze jeszcze przed owulacją jakoś tak człowiek często nie myślał o ciąży.. był większy luz.. i tak miało być cały cykl! Wyluzować, nie myśleć, odpuścić...będzie co ma być...itd! Ale jak to zrobić???
To jest takie trudne albo raczej niewykonalne... Po owulacji normalnie całymi dniami siedzę na ovf, gapie sie w swój wykres....i sama nie wiem czego tam szukam?
Tak bardzo bym chciała, żeby tym razem się udało...a jednocześnie tak bardzo się boje znowu rozczarowania:( Dlatego staram się cały czas oszukiwać swoją głowe, myśli i już przygotować się na rozczarowanie. Wmawiam sobie, że niestety się nie udało, że to niemożliwe...będę może bardziej gotowa na 1 kreskę..ale z tyłu głowy jest ta ogromna nadzieja! I jak tu nie zwariować??
.......
Jezu ufam Tobie...
Coraz częściej wracam myślami do 'tematu', bo zbliża się wdrożenie mojego leczenia. Szczerze mówiąc, nie działa to na mnie dobrze - lepiej się czuję gdy nie czytam/nie myślę/nie dyskutuję o tym z mężem. I chyba tego muszę się trzymać, bo ogólnie moje samopoczucie i psychika mają się bardzo dobrze, więc po co to tracić?
I po drugie 'szczerze' - nie wierzę, że te zastrzyki z accofilu coś dadzą. Wiem, że nie powinnam tak myśleć, ale to nie jest rezygnacja, to jest po prostu intuicja. Czytam o tych wszystkich kobietach, które zachodzą z kirem AA bez problemu i niepotrzebny im accofil, czytam ile osób podważa to leczenie, ile dziewczyn ma ten durny kir AA i nawet o tym nie wiedząc zachodzą w ciążę. Nie wierzę, intuicja mi mówi, że problem leży gdzieś indziej - tylko gdzie? Wszystko jest idealnie, jestem zdrowa jak ryba, wszystkie badania są w normie, gdzie jeszcze szukać? Jestem tym pechowcem najgorszym z najgorszych - najbardziej bałam się niepłodności idiopatycznej właśnie i to ona mnie dotknęła.
Oczywiście, idę w to leczenie bez dwóch zdań, pomimo oporu przed zastrzykami, oporu przed igłą i wstrzykiwaniem sobie 'czegoś' pod skórę, pomimo obawy jak mój organizm na to zareaguje, ale tej wiary we mnie nie ma niestety. Tak logicznie i chłodno myśląc i czytając o tych kirach wg mnie marna szansa.
Coraz częściej pojawia się w mojej głowie wspomnienie jak mój mąż przed kolacją wigilijną w tamtym roku (to była pierwsza Wigilia w naszym domu po przeprowadzce) powiedział przy składaniu życzeń naszej rodzinie, że ma nadzieję, że za rok spotkamy się w większym gronie. Miał na myśli nas i swoją siostrę oraz szwagra. Pamiętam łzy w oczach naszych bliskich, pamiętam jak mój tata wydusił tylko 'będzie dobrze' i mnie przytulił, pamiętam jak moja siostra płakała. Gdy o tym myślę, łzy mi same płyną, bo święta coraz bliżej i ani dla nas, ani dla nich nie zaświeciło niestety słońce.
Robiłam test. A nawet dwa!!
Rano druga kreska pojawiła się od razu. Jeszcze nie mocno ciemna ale już ja widać.
Wieczorem zrobiłam drugi bo nie mogę nadal uwierzyć że coś tam jest. I znowu wyskoczyła druga kreska.. widoczna.. Czyżby się udało? Na razie do mnie to nie dociera. Chyba jestem zdziwiona ale z drugiej strony się cieszę 
Ruszam jutro na betę.. Wtedy się wszystko okaże. Oby było wszystko dobrze..
Dziewczyny warto wierzyć do samego końca i nie warto się poddawać. Trzeba walczyć i dążyć do tego co się chce. Jednak z małym dystansem. Ja w tym cyklu odpuściłam. Mierzyłam tylko z ciekawości tempkę i nie robiłam sobie żadnych nadziei jak w każdym poprzednim cyklu. A tu jednak taka niespodzianka.. Kto by pomyślał. Nadal w to nie mogę uwierzyć. Teraz modle się żeby było wszystko dobrze. Musi być i będzie. Wiem to..
Beta 899 (było 477) progesteron 11,88
jutro probuje sie dodzwonic zapytać gin co z tym progiem, bylabym spokojniejsza gdybym dostala jakas luteine albo cos... tsh 2,270.
Zycie nauczylo mnie, ze na wszystko musze czekac. Boje sie, ze i teraz tak bedzie. Zobaczymy.
Dzieki za odwiedziny 
Moje Maleństwo,
Twoja matka znów wypiła 2 kieliszki czerwonego wina za dużo - w myśl zasady pij póki możesz... Czasami mam wrażenie, a nawet bardzo często, że będę mogła pić do końca życia, bo Ty Maleństwo nie możesz lub nie chcesz do mnie przyjść... Każdy dzień bez Ciebie jest cierpieniem, takim fizycznym, odczuwanym w całym ciele. To takie poczucie braku, pustki która dręczy moje serce. To prawda, że my kobiety jesteśmy matkami od kiedy wysikamy 2 kreski na ciążowym teście. Czasem to macierzyństwo przychodzi z zaskoczenia, kiedy wydaje nam się, że jesteśmy do niego nieprzygotowane. Tak jak ja się czułam, kiedy po prostu zawiodło zabezpieczenie a potem na teście zobaczyłam 2 kreski. Byłam przerażona, w nowym związku, za granicą, bezczelna gówniara rzucająca wyzwanie światu, żałośnie próbująca udowodnić sobie i innym, że da radę, sama na drugim końcu Europy, znając kilka zwrotów w tubylczym języku... Twojego Ojca kochałam bardzo, byliśmy jeszcze długo razem po tym, kiedy przez dwa tygodnie myślałam, że teraz będziemy we trójkę, niezależnie od tego, jak to wydaje się być nieprawdopodobne. Ale po dwóch tygodniach przyszła miesiączka, tak po prostu... Bez bólu, nie wiadomo czego, tak zwyczajnie... W sumie się cieszyłam, pomyślałam, problem z głowy.. Ale mimo to, leżałam w łóżku i płakałam, wydawało mi się, że już Cię nie ma. Dzwoniłam do szpitali, pytałam w aptekach, czy to możliwe że test ciążowy mnie oszukał? No, senora- na pewno nie, jak test pozytywny to ciąża jest, A jednak, miesiączka się skończyła, przyszła następna. Z Twoim Tatą nie bardzo rozumieliśmy co się wydarzyło. Dalej byliśmy razem, zakochani, marzyliśmy, że wrócisz gdy będziemy gotowi. Nie dorośliśmy - los nas rozdzielił. Wiele wiele lat Cię nie chciałam - wiecznie coś nie tak, nie ten moment, nie ten facet, eh.. Były chwile, kiedy na prawdę wolałam, żeby Cię nie było, i kiedy przychodziła miesiączka cieszyłam się, idiotka. Nawet wzięłam dwa razy tabletkę dzień po, żeby na pewno Cię nie było. Poczucie winy - czy już do końca życia? Czy mi kiedyś wybaczysz?
W końcu wszystko było idealne - znalazłam Ci nowego Tatę. Wzięliśmy ślub - i wzięliśmy się do roboty, żebyś jak najszybciej było z nami. Hehehe naiwniacy... Aż w końcu - wymarzone, wysikane 2 kreski - ale ja zamiast w euforii byłam w strachu... Spychanie do piwnicy podświadomości wspomnienia mnie dopadły - już kiedyś poroniłam, jak będzie tym razem???? Znowu nas opuściłaś/łeś - choć teraz wyczekiwana/y, kochana/y... Czy to nie ma znaczenia? Może mnie każesz za to, że kiedyś Cię nie chciałam? Nie, nie wierzę, może po prostu jestem chora i jak się wyleczę to przyjdziesz do nas? Przyjdziesz Kochanie? Przyjdź błagam Cię, daj mi szansę być beznadziejnie nieperfekcyjną mamą. Proszę...
Dobranoc,
Kocham Cię,
Mama
Ciąża zakończona 19 września 2016
Gabrysia urodzona 13 wrzesnia o 2.40 w nocy. 10 pkt 55 cm 3010g
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września 2016, 18:23
Dziewczyny pomóżcie, strasznie się miotam z dietą. Mam niedoczynność tarczycy i insulino oporność. W necie same sprzeczne informacje, jedni piszą, że dieta o niskim IG, inni że nie tędy droga, jeść białko zwierzęce, inni że nie.... Zwariować można
Jaką dietę stosujecie?
Tak właściwie to pod Metformaxie wcale apetytu zbyt dużego nie mam, a na słodycze patrzeć nie mogę (szok!!!!!). Lekarka kazała starać się o dziecko już teraz, ale jak spróbowaliśmy, to myślałam, że odjadę, tak mnie cewka jeszcze boli
W tym miesiącu raczej bez sexu, cykl odpuszczamy, dziecka z tego nie będzie
, bo cały wczorajszy dzień po naszych wybrykach na tyłku nie mogłam usiedzieć 
7t3d
W nocy nie moglam za bardzo spac, czesto sie budzilam. Wstalam zestresowana, brzuch mnie boli z nerwow. Nie sadzilam, ze az tak bede przezywac te wizyte. Szykuje sie teraz. Za 1,5h wszystko juz bedzie jasne.
3ci dzien cyklu.
jakos inaczej sie czuje niz zwykle. chyba zaczelam zwracac uwage na najmniejsze szczegoly.
ten miesiac szykuje sie wyjatkowy. pierwszy raz z pomiarami temp, testami owu itd.
Dlaczego ja na to wczesniej nie wpadlam? :> wszystkie znajmoe ciezarne tylko podkreslaja, ze najlepiej olac testy i meza uzywac ile wlezie... ale chyba jednak to ne takie proste.
cykle bezowulacyjne.
Co może świadczyć o braku owulacji?
Po pierwsze...
Bardzo skąpe krwawienia (mogą być objawem zespołu policystycznych jajników – więcej na ten temat przeczytasz w osobnym tekście) - no czasem faktycznie bylo u mnie skapo.
Po drugie...
Nieregularne miesiączki (gdy cykle są dłuższe niż 40 dni, bądź krótsze niż 25)- cale zycie bylam przekonana, ze moj cykl to 27 dni. zaczelam mierzyc od lipca... 25, 22 - jestem przerazona.
Po trzecie...
Nadmierne owłosienie (przyczyną są zazwyczaj duże wahania hormonalne) - uffff mimo, ze jestem brunetka, to nie jest zle.
Po czwarte...
Zupełny brak bólu menstruacyjnego (często świadczy o wysokim poziomie prolaktyny)- no moze nie zupelny brak, ale rzadko kiedy mysle o tabletkach przeciwbolowych. ja bardziej odczuwam maly dyskomfort, czasem lekki bol. moze ze dwa razy do roku mam ochote wycicac sobie macice.
no wiec tak. zaczelam sie martwic 
moze wykaze sie niewiedza, ale w sumie dlatego tu sie znalazlam, ale przy menstruacji widze "wydalony" pecherzyk.... pytanie tylko czy prawidlowo rozwiniety, skoro cykle sa tak krotkie.
jeszcze probuje wszystkie grzechy wymyslac popelnione za mlodu, czy jest cos co mogloby wplynac na problemy z zajsciem w ciaze...
w wieku 18-22 bralam tabletki antykoncepcyjne. no ale kurcze to bylo prawie 10 lat temu.
palilam tez duzo (rzucone 11.11.2011).
wiec sie chyba juz oczyscilam.... dopokutowalam
mam nadzieje.
narazie wiecej grzechow nie pamietam.
z jednej strony chcialabym moc przeskoczyc do pazdziernika i doczekac sie kolejenej @. Szukam potwierdzenia, czy przypadkiem na te dwa cykle nie mialy wplywy jakies zewnetrzne czynniki (lato, upaly, lot samolotem)... bo az mi sie kurcze wierzyc nie chce.
aaaaaa no i nie wiem czy to ma znaczenie, ale w moim przypadku chyba tak.
zdarza nam sie czesto uprawiac seks tez w poblizu pojawienia sie @.
absolutnie prawie ZAWSZE nastepnego dnia dostaje okres.
juz zadziesiatalam mojemu slubnemu, ze od tego miesiaca seks tylko przez pierwsze dwa tygodnie. boje sie, ze gdyyyyyyyby nawet doszlo wlasnie do zaplodnienia, to przy tak malym babelku / nawet nie wytworzonym lozysku mogloby dojsc do jakiegos urazu mechanicznego...
no i o to z rozprawki o obawie przed cyklami bezowulacyjnymi zrobil mi sie wywod nie na temat:)
Pani Chaos ze mnie 
Wtorek
Wczoraj odebrałam wynik progesteronu robiony 9-10 dpo wynosi on 31,90 czyli prawidłowo
Piersi bolą mnie już 9 dzień , do tego sutek prawej piersi boli temperatura jest bardzo ładna ale czy się udało... ???
Jeszcze do wczoraj miałam myśli , że może jednak się udało a dziś jakieś takie przeczucie , że nie .
Nie wytrzymam do 30.09 jeśli do tego czasu nie przyjdzie @ czyli wtedy kiedy mam zrobić bhcg zalecone przez gin . Więc mam taką myśl , że zrobię ją w poniedziałek 26.09 bo tylko w poniedziałki jest laboratorium otwarte chyba , że poszukam w innej miejscowości . Myślę , ze jeśli się udało to już wyjdzie bo dziś mam prawdopodobnie 13 dpo .
8 dc.
Święta minęły dobrze.
Poza sytuacją w pracy, gdy od przełożonego usłyszałam "Ale to jak to??? Pani chce 2 dni wolnego po Świętach??? W tym gorącym okresie? W okresie statystyki? Jak Pani nie zrobi statystyki, to zabiorę Pani zadaniowy czas pracy, bo przecież wiadomo, że czasem Pani wpadała na 2 godziny do pracy". Odparowałam mu, że jak jest taki spostrzegawczy, to zapewne zdaje sobie sprawę, że na 2 godziny do pracy to przychodziłam, jak miałam dziecko chore i byłam na opiece, przychodziłam, żeby zarządzić, co ma być zrobione i że przy zadaniowym czasie pracy to umawialiśmy się, że ogarniam swój wydział i 1/3 innego, a nie swój wydział i całość innego, więc tak jakby, jest mi to obojętne. Kretyn. Cieszę się, że nie byłam na Wigilii służbowej. Bo te słowa usłyszałam dzień po tym spotkaniu. Dinozaur. Dinozaur po prostu. To, ile mi nerwów wpakował do brzucha tymi słowami, to jest masakra. Muszę znaleźć nowe sposoby na radzenie sobie ze stresem, bo pakowanie stresu w brzuch, to nic fajnego. Umówiłam się (Męża też) do osteopaty w Wawie. Do tego moja nauczycielka jogi zamyka szkołę i będzie prowadziła tylko kameralne zajęcia, dla max. 7 osób. Myślę, że to będzie sprzyjało głębszemu wyciszeniu i pracy z ciałem i umysłem. Na ten dzień w Wawie umówię też akupunkturę i chciałam wypróbować facemodeling w jednym miejscu. Może zrobię sobie takie spa?
Jestem po kilku rozmowach z Mężusiem. Wychodzi z niego wielki strach o bezrobocie. Strach o to, że on nie sprawdza się w roli ojca jednego dziecka, a co dopiero przy większej ilości dzieci "bo ja nie wiem, czy się nadaję na wielodzietnego ojca, skoro przy Małej tracę nerwy". No traci. Każdy czasem traci. Każdy bywa wyczerpany i nie ma skąd brać energii na kolejne "Taaatooooo". Niemniej z Męża wychodzi czasem, jak sam to ujął "pruski charakter" - mega zasadniczość, wręcz betonoza momentami, obrażalstwo, brak umiejętności zabawy z dzieckiem. Wychodzi po prostu jego dzieciństwo, a ono nie było wesołe i nie miał z kim zbudować dobrego wzorca relacji. Przepadło. Uczy się być ojcem. Idzie mu czasami skokowo, a czasami jak po grudzie. Jak mu coś podsyłam, to słyszę coś w stylu "te Twoje życiowe bajeczki", jak mu dyskretnie zwracam uwagę, to czasem ją przyjmie do wiadomości. Generalnie widzę, że coś tam w głowie mu zostaje, ale bywa ciężko. Dalej nie wiem, kiedy on chciałby do transferu podchodzić. W tych rozmowach nie poruszałam jeszcze tego tematu, po prostu poruszałam temat ciąży i jego rezygnacji po półtora roku namów i czekania na decyzję. Składając mi życzenia na Nowy Rok powiedział "obyś ze mną wytrzymała kolejny rok". To raczej życzenia dla niego niż dla mnie, może próba ugłaskania mnie, a może próba pokazania mi "jestem trudny, wiem". A może nic nie znaczyły i za dużo kminię.
Na razie mam plan B. Nie jest to plan na 2024 rok, a bardziej grafik działań, żeby nie zwariować i jakoś wypełnić swoją tęsknotę za Kimś Wyjątkowym, kto mógłby się pojawić z Krainy Zimy. Zwykle tak działam. W związku z tym, poważnie się biorę za rozejście mięśnia prostego brzucha. Gdy zobaczyłam efekty u swojej koleżanki (po 3 ciążach), regularnej pracy pod okiem trenera, to szczęka w dół i w ogóle. 15 stycznia mam mierzenie poziomu rozejścia pod usg. Do tej pory ćwiczyłam sobie tak ze 2 razy w tygodniu (za mało) z youtubem (Dla Dobrego Samopoczucia "rozejście mięśnia prostego brzucha"), oczywiście dodatkowo była ściana, była joga, ale to muszą być chyba dedykowane ćwiczenia. Po tym usg spotykam się z trenerką i organizujemy plan działania.
Do tego zamierzam zrobić porządek z głową, to plan długoterminowy. Od momentu pojawienia się Małej, nie wspinam się na swoim poziomie możliwości fizycznych. Blokuje mnie głowa. Bardzo. Boję się wychodzić nad przeloty, boję się wychodzić wysoko i robić wpinki jak należy, boję się wspinać w przewieszeniu. To istniało też przed ciążą, natomiast potrafiłam do pewnego poziomu ogarnąć się. Teraz nie potrafię, doszedł bloker w postaci dziecka. Wiem, że nic mi nie będzie, jak wskoczę ten poziom wyżej, ale nie potrafię sama przez to przebrnąć. W związku z tym najpierw poprawienie wytrzymałości i siły. Jak zaufam swojemu ciału, że sobie poradzi (a silniejszemu ciałku łatwiej zaufać), to zrobię też przewieszki.
Mam też plany na więcej wyjazdów weekendowych. Do tej pory nie lubiłam ich, wolałam siedzieć z Mężem i małą, ale jak Mąż już nie będzie miał pracy wyjazdowej (🤞🤞🤞) i nacieszymy się codziennością, weekendy będę mieć luźniejsze i znajdzie się przestrzeń na wyjazdy. Chciałabym latem wyjechać w Tatry i poprowadzić łatwą wielowyciągówkę. Skały. Może jakiś wyjazd zagraniczny w skały. Niestety trochę mi się paczka rozsypała, bo tyle razy odmawiałam, że już nie wychodzą z propozycjami. Ale nic to, sama zacznę mieć plany. Już kupiłam nową linę
testuję ją na prostych drogach.
Do tego chciałabym pociągnąć bieganko. Tak 2x w tygodniu po 20-30 minut. Nie trzeba mi więcej.
Książki - przeczytać te pożyczone i pooddawać. Przeczytać te kupione. Na tapecie mam 2 przewodniki po Barcelonie, "Rozgryzione", "Wychowanie przy ekranie", "Dzikie zioła sezonowo", "#wspinaczka dla początkujących i średniozaawansowanych", "Wychowanie przez sztukę tom II". Dorawać książkę R. Sikorskiego "Prochy świętych. Afganistan czas wojny".
Kolejny element jakiegoś grafiku jest nieco szalony. Zaproponowałam Mężowi, że kochamy się codziennie. W końcu od kilku lat nie mieszkaliśmy razem i nie mieliśmy okazji do częstego kochania się. I tak pomyślałam, że może być to w formie wyzwania z takim jednak założeniem, że możemy odmówić, nic na siłę. Myśli, jaki pojawiły się w mojej głowie po wyrzuceniu z siebie tej propozycji, to było "Teraz się uda naturalnie, no przecież!!!". Jakbym zapomniała, że cukrzyca plus nadwaga u Męża równa się brak plemników zdolnych do zapłodnienia. Albo jakbym zapomniała, że od 3 tygodni trwa u mnie zajadanie emocji (emocja trwa 90 sekund, nie warto jej zajadać, no i cóż z tego), w związku z tym prawdopodobnie przegrałam poprzednie 3 miesiące dbania o siebie i suplementacji i jakość jajeczek spadła drastycznie. Także tak. Nie sądziłam, że staranie się o kolejne dziecko, jest tak horrendalnie trudne. Może tym trudniejsze, że wiem, że one są na wyciągnięcie ręki (poza wszystkimi aspektami, które mogą pójść źle).
Są jeszcze kolejne elementy grafiku. To szkolenie się, może mi się uda dostać na tygodniowym wyjazd służbowy w granicach UE. Chciałabym do czerwca przypomnieć sobie angielski we własnym zakresie, a potem od września zacząć chodzić na lekcje.
Ostatni punkt programu dotyczy życia zawodowego, długoterminowo. Czyli znaleźć sposób na ugryzienie tematu pracy w zawodzie za granicą.
Jest napchane. Owszem. Żeby nie tęsknić za Moim Ukochanym, Mogącym Się Przecież w Każdej Chwili Pojawić Berbeciątkiem. Nie są to absolutnie rzeczy, które robię priorytetowo. To są zamienniki. Żeby przetrwać ten trudny czas. Wiem, że mam dużo. Tak. Ale teraz w głowie dominuje tęsknota. Daję sobie na nią remedium jak na każdą inną tęsknotę - brak dużej ilości czasu na nią. Tęsknić będę więc tylko wieczorami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 stycznia 2024, 21:43
Cierpliwie czekam az ovufriend wyznaczy owulacje. Testy byly pozytywne dwa dni temu, temperatura troszke drgnela do gory ale niestety to jeszcze nie drastyczny skok.
Mialam mnostwo nadziei zwiazanych z tym cyklem, ale powatpiewam w to czy sie uda...
Razem z mezem przytulalismy sie dzien przed pozytywnym testem i dwa dni przed...pozniej odpuscilam bo byl ciagle zmeczony po pracy 
W tym cyklu chcialam regularnie wspolzyc kilka dni przed, w dzien owu i kilka dni po zeby miec ta PEWNOSC ,ze zrobilismy wszystko co bylo w naszej mocy.
Postanowilismy ze jesli do grudnia sie nie uda, to moj maz pojdzie przebadac swoje nasienie... Szczerze? Nie wiem czemu ale mam jakies zle przeczucia 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.