Usypiam.... matko, jak tu pracować....
Siknęłam dzisiaj, żeby sprawdzic, czy pregnyl jeszcze widoczny w moczu. Widoczny, jest cień.
Zobacze jutro jak blednie.
Dzisiaj dopiero 6dpo... jak tu przetrwać do końca cyklu??.. Moja nadzieja jest ogromna, bardzo licze na to ze sie udalo... Wczoraj sobie juz wmawialam ze czuje prawą strone podbrzusza, ze moze kropek sie wgryza.. ech.. Jak bym chciala sie nie rozczarować, zobaczyc taki cień jak dzisiaj spowodowany pregnylem, za jakis tydzien 
zrobilam test i oczywiscie negatyw ;(
Ja juz dluzej nie wytrzymam;(
11dpo chyba nie bede testowac bo moja temperatura nie pozostawia mi nadziei, jest srednia/niska/srednia/niska....nie ma optymistycznego skoku na 36.90...
37 dc
Wpisałam do wykresu temperatury jakie miałam gdy mierzyłam tak jak przez cały cykl- w ustach i termometrem rtęciowym. Pojawiło się lekkie brązowe plamienie dziś u mnie więc @ chyba już niedługo dlatego też stwierdziłam, że już nic nie mieszam w tym cyklu a zmienię sobie jak tylko zacznie się następny cykl. Nigdy nie miałam takich plamień przed @ no ale cóż kiedyś musi być ten pierwszy raz. Niech tylko się @ skończy a dalej działamy.
Mam dziś wolny dzień od pracy z czego jestem bardzo zadowolona bo mogłam sobie na spokojnie posprzątać w domu (jeszcze nie skończyłam więc zaraz ruszam do roboty) i szykowałam z teściem opał na zimę. Mąż poszedł dziś pierwszy dzień do pracy po chorobowym i wróci dopiero po 22.00 a ja w tym czasie mogę sobie spokojnie pracować w domku
. Może upiekę mu jakieś ciasto do kawki? Choć przyznam sama chętnie bym zjadła
.
15dc
3dpo
pierwszy dzień z luteiną
23 dni do laparoskopii
16 cs.
10 dc.
Mam nadzieję, że branie Clo. nie odbije mi się czkawką.
Oba jajniki ruszyły. Na prawym są dwa pęcherzyki po około 15,5 mm. Na lewym jeden większy 17,2 mm. Endometrium 7 mm.
Jestem trochę przerażona.
Śluzu płodnego jak na razie brak.
Test owulacyjny ujemny, aczkolwiek kreska testowa jest już dość mocna.
W czwartek kolejne USG.
Trzeba powoli zaczynać działania.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2016, 18:59
24 dc, 7 dpo
jakoś tak dziwnie nie czekać na ten dzień kiedy robi sie test... dziś 7 dni po owulacji, normalnie to bym już doszukiwała się objawów ciazy. Tym razem jest inaczej. P. doktor skutecznie wyperswadowała mi posiadanie nadziei, że w tym cyklu mogłoby się udać. Mimo wszytko chyba nie bede czekała spokojnie na @ tylko 11 dni po owu w piątek pójdę zrobić betę (jeszcze się nad tym zastanowie) bo chcę mieć luźny weekend. Mąż bedzie miał wolne, może wyskoczymy do znajomych na kawę z prądem albo siostra ze szwagrem wpadną - wole wiedzieć.
Zaczełam się zastanawiać nad IUI, a raczej nad tym czy zdazymy ze wszytkimi badaniami. Podzwoniłam po laboratoriach i oprócz tego, że dowiedziałam się , że wszedzie jest taniej niż w invikcie to zdałam sobie sprawę , że terminy wyników wymazów na chlamydię to nawet 2 tygodnie. Wymaz się robi po miesiączce, a wiec w moim przypadku powinno być zupełnie czysto około 6 dnia cyklu. Owu mam około 17 a na wynik czeka się 14 dni
Kiedy dodałam 2 do 2 wyszło mi, że nie ma szansy abyśmy zdążyli z wynikiem do owu.
Tak wiec dziś pojechałam do lab. i połozna pobrała mi wymaz. No i zapłaciłam 78zł a nie 216zł !!!
Mam nadzieję, że wynik bedzie dobry.
Zamówiłam mężowi witaminki. Niby jego armia jest ok ale stwierdziłam, że mały wspomagacz nie zaszkodzi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2016, 18:55
38t3d
Jednak nie chcieli mnie dziś rozpakować, bo brak miejsc na patologii ciąży. Sprawdzili nerki synka na usg i po konsultacji z neonatologiem mogę poczekać do 39tc. No więc, jadę znów do szpitala w piątek 30.09.
Mielismy wyjechac na urlop na dwa dni, niestety gin zaprosil mnie w pt na usg na 7:00, takze z morza nici...a liczylam na zmiane klimatu i takie tam cuda^^
Jutro kolejne badania. Nowy lekarz chciał powtórzyć niektóre z tych, które już miałam robione. Wyniki były dobre ale po prostu w razie jakichś leków i w ogóle chce miec czarno na białym po swojemu co i jak - i dobrze ja bardzo chetnie zobacze jak pozmienialy się w ciągu miesiąca
Drogi pamiętniczku,
długo Cię nie pisałam!
Wy, OvuStaraczki, Kobiety - jesteście niesamowite!
Wyobraźcie sobie, że zacytuję Wam jedną z moim Ovuperełek jeśli chodzi o wpisy na forach:
"oj tam, ja tam nie znam litości i mu nie współczuję. Nikt mu nie każe łazić po lekarzach, łykać tabsów a potem nosić ciążę, rzygać, zdychać i rodzić. Ma się tylko bzykać przez 4 dni...Podoła "
Uwielbiam Was! 
Czytając fora i pamiętniki, porywam się cała, nie potrafię przestać.
To niesamowite, że powstał taki portal.
A ja? Wyszłam właśnie z kąpieli. Mała pojechała na tańce, to oznajmiłam mojemy TŻ, że dziś poczuję się jak Alexis Carrington i idę do kąpieli z pianą z kieliszkiem wina.
Kąpiel trwała pół lampki, bo ja wolę pływać w chłodnym moim mazurskim jeizorze, niż w w gorącej wannie.
25 dzień cyklu dobiega końca. Kurde nie wiem czy coś jest na rzeczy ale pierwszy raz odkąd zaczeliśmy się strać jestem dziwnie spokojna może dlatego że nastawiłam sie juz na owocny październik. Ciągle coś kłuje w jajnikach i pobolewa podbrzusze i tak dziwnie w brzuchu ściska. Temperatura 36,7-36,8 utzrymuje sie. Wiem ze nie jest to temperatura książkowa i może tez dlatego jestem nastawiona na @. Co ma być to bedzie. Nawet zamówiłam soboe termometr owulacyjny. Przynajmnie bedzie pokazywał dwa miejsca po przecinku. A może nie bedzie mi już potrzebny. W tym miesiącu nie planuje dnia w ktorym bede testowała ani dnia @.Po prostu pracuje, gotuje, sprzatam, spotykam sie z przyjaciółmi... po prostu ŻYJĘ!Bez konkretnej daty na testowsnie czy @. Co los przyniesie to tak będzie. Kurcze przecież wkońcu się uda! Keep calm and live!! Oh yes!
Po okresie, jestem spokojna i...zrezygnowana. Trochę nie mam pomysłu co robić. Albo inaczej pomysły może i nawet są, ale koszty mnie odstraszają i cały czas wierzę, że damy radę naturalnie.
Dziś jeszcze zgubiliśmy paragon, który był podstawą do wystawienia faktury, za którą mieliśmy otrzymać zwrot kosztów. Tak więc 4 stówki poszły się je... Uwielbiam jak wszystko tak mi się cudownie układa! W dodatku mój M. ma przewlekłą chorobę jelit i leki do końca życia. Bosko nie? Rano bierzemy oboje worek leków jak stare dziadki. Aha, no i szukam pracy. Na razie 2 rozmowy w ciągu 3 miesięcy ze skutkiem negatywnym.
Przyjechałam z pracy, kupiłam 2 testy i co? Oczywiście musiałam se siknąć, bo bym przecież nie wytrzymała. Test super czuły 10mlU/ml.
Zrobiłam.
Czekam.
Patrze się w niego jak sroka w gnat.
Jedna kreska......a dalej wielka pustka. Zaklinam go jeszcze, proszę w myślach żebym miała jeszcze chociaż cień nadziei i nic. Żadnego cienia cieni, pod światło..
I mówię sobie: głupia jesteś Patrycha.
Nie zamierzam sobie wmawiać, że może za wcześnie, że wieczorem. Bo prawda jest taka, że gdyby coś było to by było. Po prostu zajść w ciążę to jak trafić 6 w totka. Cholera, moja koleżanka zaszła w ciążę podczas 1 cyklu, a nawet się za bardzo nie przykładali. Ja owulke miałam wymonitorowaną, kochaliśmy się w punkt, a moje dziecko i tak nie chce się zagnieździć.
Biorę tablete na bolącego zęba i czekam na kochany okres.
Podobno przy mierzeniu temperatury w pochwie jest ona przeciętnie ok. 0,2 st. wyższa niż pod językiem. Najwyraźniej moja pochwa to jakaś Antarktyda, bo temperatura jest tam dokładnie taka sama, jak pod językiem -.- Z nowych rzeczy rozpoczęłam suplementację siemieniem lnianym celem nawilżenia partii poniżej pępka, tylko za cholerę nie wiem, jak to dawkować. Help!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2016, 20:39
Nie planowałam pisać pamiętnika po tej stronie. Ale będąc w ciąży mam tyle przemyśleń, wzruszeń, pięknych chwil, że chciałabym to gdzieś opisać. Najfajniej byłoby napisać to ręcznie.. to najlepsza pamiątka.. ale chyba ręka mi by odpadła 
Dzisiaj jest 15 grudnia, to mój 32 tydzień i 4 dzień ciąży
3 trymestr! kto by pomyślał.. jeszcze niedawno tak się go bałam. "3 trymestr? O matko, najcięższy! To już pewnie nie będę mogła się ruszać!"
Ale na razie nie jest tak źle. Piszę na razie, bo jeszcze trochę przede mną mimo wszystko. No właśnie, trochę... Bo to już tylko 1,5 miesiąca do czasu, gdy na świecie pojawi się ta Mała, Słodka, Najśliczniejsza na świecie Istotka! To Maleństwo moje kochane, które kocham całym sercem!
Zacznijmy od tego, że ta ciąża była wyczekana, wymodlona.. i pojawiła się w najlepszym momencie, w jakim mogła się pojawić. Do tej pory uważam, że to CUD, za który dziękuję Ci Boże. Bo jak inaczej nazwać to, że pojawia się Nowe Życie? Że pojawia się nowy, mały człowiek wewnątrz mnie, który najpierw jest malutką kropeczką, a potem człowiekiem, któremu bije serduszko, ma rączki, nóżki, główkę... Jak to się wszystko dzieje? To coś niesamowitego dla mnie 
A więc zanim dotarło do mnie, że tak, jestem w ciąży (!). Ja, która miałam wrażenie, że jestem gorsza od innych kobiet, bo nie mogę zajść w ciążę ot tak po prostu... bo nie mam owulacji... tak to właśnie ja jestem w ciąży! Zanim to do mnie dotarło minęło trochę czasu. Na początku z uwagi na brak objawów zastanawiałam się, czy ja faktycznie jestem w ciąży? Bo przecież nic nie czuję... Poczułam w 7 tygodniu
i to zdecydowanie
pojawiły się mdłości, bóle brzucha... prawie cały 7 tydzień brzuch bolał non stop, w dzień i w nocy. Chodziłam do pracy, funkcjonowałam, ale było to uciążliwe.. 5 dnia wieczorem poczułam ulgę, ale przez kolejne tygodnie nie opuszczały mnie mdłości i wymioty.. Historie, że objawy ustępują z dnia na dzień w 12 tygodniu można włożyć między bajki
koło 13-14 tygodnia stopniowo było lepiej, wymiotowałam już nie codziennie, a co 2-3 dni. Aż w końcu, koło 15 tygodnia przeszło całkowicie. I rozpoczęłam II trymestr z pełną parą, dobrym samopoczuciem i nową energią 
ogólnie I trymestr przypadł mi na miesiące letnie, także niezbyt skorzystałam z ładnej pogody i słońca, bo zwyczajnie nic mi się nie chciało
nawet nie tyle, że spałam, co leżałam w każdym możliwym momencie. Przychodziłam z pracy i kładłam się, nie chciało mi się sprzątać, gotować, wszystko po najmniejszej linii oporu. Prasowania nazbierała się cała góra, dobrze, że chociaż kwiatki podlewałam, ale i z tym był problem. Miałam wrażenie, że to "niechciejstwo" mi nigdy nie przejdzie
ale przeszło na szczęście.
No i właśnie... stopniowo pojawiała się coraz większa więź, rodziła się miłość do tej Malutkiej Istotki. Nie zapomnę USG w 12 tygodniu, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam moją Kruszynkę już jako Małego Człowieka
wyglądała tak pięknie... oczywiście popłakałam się
ale wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że będzie to dziewczynka. Było to nieważne
i tak kochałam ją całym sercem.
Kolejne USG połówkowe... okazało się, że dziewczynka. Od razu otrzymała imię, przecież mieliśmy dawno ustalone dla chłopczyka i dziewczynki. Pokochałam ją jeszcze mocniej. Kocham ją tak bardzo, że gdybym mogła, objęłabym i przytuliła, pocałowała swój brzuch... ale ponieważ nie mogę, to daję jej buziaczki przez rękę 
Koło 19 tygodnia poczułam pierwsze ruchy mojego Aniołka. Było to uczucie bulgotania, jakby pływającej ryby w środku brzucha
inaczej nie potrafię tego opisać. Jak to poczułam, wiedziałam, byłam pewna, że to ona
wtedy skojarzyłam, że chyba już wcześniej miałam takie uczucie, ale nie wiedziałam, że to to, więc wydaje mi się, że poczułam to pierwszy raz nawet przed tym 19 tygodniem. Bulgotanie pojawiało się najczęściej po śniadaniu i było cudownym uczuciem. Swego czasu przez 3 dni go nie czułam... Martwiłam się okropnie! Gdy 3 dnia po jedzeniu położyłam się i poczułam moje Maleństwo łzy szczęścia napłynęły do oczu.. A więc jest! Wszystko w porządku! Mamo jestem tu 
Z biegiem czasu bulgotanie zamieniło się w pukanie.. stuk, puk..
stuk puk... 
Teraz moja Malutka stara się zaprezentować już swoje kończyny, usiłując wypchnąć nimi powierzchnię brzucha
czasami można zaobserwować, jak brzuszek faluje, gdy Malutka się przemieszcza
czasami też miewa czkawkę, o czym zorientowałam się dopiero niedawno, że to dziwne "pulsowanie", rytmiczne pukanie tam na dole, to czkawka
właśnie tam na dole, bo Nasza Córcia jest już główką do dołu
i mam nadzieję, że tak pozostanie 
Często wyobrażam sobie poród i chwilę, gdy Ją zobaczę
nie wiem, jak wygląda, jestem tego strasznie ciekawa i codziennie się nad tym zastanawiam. Ale wiem, że dla mnie będzie najśliczniejsza na świecie! Jeśli Bóg da, urodzę naturalnie, bardzo bym chciała.. często wyobrażam sobie tą chwilę, gdy kładą ją na moim brzuchu... i w końcu mogę ją przytulić! Daj mi Boże przeżyć tą chwilę 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2016, 18:47
No, no..już, już..przestań.
Wytrzyj nochal, nie becz, bo ci się rzęsy skleją, a wizytę masz dopiero w swoje urodziny 10.
Daj se spokój. Życie przecież toczy się dalej.
Może zacznę ćwiczyć?
Chyba za dużo mnie to wszystko kosztuje.
Wizyta w klinice i nowa lekarka.
Lekarka: młoda, niezrobiona, w ciąży. Kompetentna, rzeczowa.
Monitoring wykazał, naturalną owulację... MNOGĄ. Trzy pęcherzyki- wszystkie... takiej samej wielkości... Przy "bliźniakach w rodzinie" to się zdarza. Mój dziadek miał bliźniaka. Drugi brat dziadka miał... trojaczki. Taka karma.
Jakąś infekcje pochwy mam. Zrobiła PH - w normie. I badanie na czystość pochwy.
Zastrzyku na pęknięcie nie dała, bo pęcherzyki za male jeszcze. Brak śluzu płodnego. Miło.
W czwartek kolejny monitoring i zdecydujemy czy naturalne starania + zastrzyk na uwolnienie czy inseminacja.
Potwierdziła, że rezerwa jajników dupy nie urywa, ale też tragedii nie ma.
Dostałam globulki dopochwowe i na zbicie przeciwciał tarczycznych steryd: pabi-dexamethason.
Po powrocie do domu kłótnia z D. Jak on mnie wkurwia czasami. Gdybym go nie kochała to bym go zabiła. Siedzę w klinice a on wydzwania, wychodzę oddzwaniam, a on, że zapomniał. No co za matołek. O niczym innym się ostatnio u nas nie gada. Ale to nic.
Już w domu przy kolacji relacjonuję wizytę. A on mi odpowiada, że staneliśmy na tym samym co w ostrawie i że znowu kupa kasy wydana. Więc wpadłam w cichą furię okraszoną łzami. W końcu jak zobaczył cichą furię próbował łagodzić sytuację i wtedy wylałam mu gorzką prawdę, że mnie nie wspiera, i, że jemu łatwiej bo może mieć dzieci, i, że zapłodnię się nasieniem dawcy, i, że tylko o kase mu chodzi. Ulżyło mi, wypłakałam to wyprzytulał mnie i ustaliliśmy co nastepuje: ten cykl z racji pięknych 3 jajeczek staramy się naturalnie z zastrzykiem. Następny cykl, jeżeli ten będzie nieudany- inseminacja stymulowana.
Do czwartku zakaz współżycia.
Yhmm tak myślę, czy to możliwe żeby niepokalanek tak mi pęcherzyków naprodukował...?
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2016, 22:57
10 tydzień i 6 dni! Zamiast cieszyć się ciążą to ja mam dziś mega doła!
Jestem gruba!!!! ciągle jestem głodna,to co będzie później!?? No i czekam z niecierpliwością i strachem na poniedziałek Boże proszę żeby wszystko było dobrze!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2016, 09:00
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.