17t0d: no i wczoraj poznałam płeć, oboje z mężem chcieliśmy córkę, moja mama też (ma 3 wnuków) no ale jednak będzie syn. jakoś się wciąż ogarnąć nie mogę... wiem, że głupia jestem bo najpierw się dość długo o to dziecko starałam a teraz marudzę... muszę sobie jeb... w łeb i się ogarnąć..

Samara Oprócz błękitnego nieba... 5 października 2016, 09:13

Wróciłam do pracy. Nie jakoś w świetnej formie, ale stwierdziłam, że im dłużej siedzę w domu, tym więcej chorób mnie dopada. Teraz zastanawiam się czy był to dobry pomysł. Kręci mi się w głowie i mam mdłości, chyba że to TE mdłości? Nie wiem, ostatnio wymiotowałam z innego powodu.
Dziś pierwsza wizyta u gin. Mam sporo obaw. Szczerze mówiąc boję się tam dziś pojechać. Trzy choroby zdewastowały mnie tak, że w ciągu dwóch dni zjechałam dwa kilo.
Zobaczymy, trzeba mimo wszystko myśleć pozytywnie.
Nie wysiedzę w pracy do 16...

Karo-Linka My też chcemy być rodzicami 5 października 2016, 09:45

Startowa przeszła bez problemu, posiew przyjęty :) zaczynamy.
Dziś o 6:30 zrobiłam pierwszy zastrzyk - gonapeptyl. Nic nie bolało. Oby tak dalej.

bertha Drzewo nadzei... 5 października 2016, 10:23

@ w nocy i rano nie przyszła. Czekam dalej. Czuje że już się czai za rogiem.. Temp dzisiaj dalej spadła.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2016, 10:22

Dzis wizyta u nowego gina na ktora czekalam 3miechy mialam nadzieje ze pojde na nia juz w ciazy ale zycie chcialo inaczej wieczorem napisze jak bylo i czy nowy gin jest bardziej kompetentny od starego

Agusia:):) Największe szczescie. 5 października 2016, 12:11

Dziś ten dzień kiedy wszystko stanie sie jasne.
Całą noc przepłakałam nie moge dopuścić do siebie nawet mysli ze coś z moja kruszynką coś mogło się stać. Tak bardzo staraliśmy się o tą fasolkę więc kiedy sie pojawiła byłam najszczesliwsza osobą na swiecie więc nie może tak teraz sie to skończyć. Wszystko dla mnie wjednej chwili straci sens... :(

Dziewczyny sorki. Urodzilam corcie 6 ego wrzesnia! Zadnych boli nic a nic i wody same odeszly o 21.00 po moim ostatnim wpisie

https://zapodaj.net/f67b58f8a14ed.jpg.html

Poczekalnia Czy w końcu wydarzy się cud ? 5 października 2016, 13:06

Jak napisałam we wstępie moje emocje zatoczyły koło. Dziś mam bardzo dobry humor (pomimo okropnej pogody). Złość już przeszła a przyszła nadzieja. Czasem tylko zastanawiam się czy nie wysłać mojego męża na badania. Ja jestem w 100 % zdrową kobietą. Nawet w maju kochaliśmy się przecież w dniu owulacji ( stwierdzonej podczas USG ), a mimo to ciąży nie było..... Co miesiąc mam cykle regularne - nigdy nie wystąpiła żadna anomalia. A mimo to kolejny miesiąc był nieudany ? W tym miesiącu postanowiłam przejść na zdrową dietę i spróbuję namówić też d tego mojego męża. Ogólnie jemy bardzo zdrowo tylko ten nieszczęsny alkohol.... Mamy tak wielu przyjaciół i jak tu się nie napić winka, piwka czy whisky podczas spotkań.... A przecież nie przestanę się umawiać z ludźmi tylko dlatego, że zachodzę w ciążę - PARANOJA. Dziś porozmawiam o tym z mężem - musimy w tym miesiącu całkowicie odstawić alkohol i ja i on..... Choć czasem łapie się w 4 tyg. cyklu, że pewnie znów nic nie wyszło i idę do znajomych z małym malinowym piwkiem..... No nic. W tym miesiącu postanawiam oficjalnie : NIE TYKAM ALKOHOLU i zmuszę do tego też męża :)

mała90 W oczekiwaniu na 2 kreski 5 października 2016, 13:09

Znowu mnie męczy ból brzucha :( Wczoraj musiałam wyjść z prowadzonych przez siebie zajęć, bo było tak słabo. Dzisiaj już lepiej. Tfu tfu...
Jedziemy dzisiaj do naszej lekarki. Zobaczyć co i jak i po recepty :)
Leci nam 7 tydzień. Mąż się troszczy. Mnie męczy zmęczenie i co jakiś czas lekkie mdłości. Piersi wrażliwe i coś się tam dzieje na dole ;)
Tylko ten mój brzuch i wieczne problemy z jelitami... Mam jeść więcej, ale co? Jak niczego mi nie wolne. Zakaz glutenu, zakaz produktów, które zawierają mleko (kazeinę), zakaz smażonych i ciężkostrawnych. Nawet pierdzielonych biszkoptów nie mogę. A wafli ryżowych nienawidzę! Ble!!!
Jak ja bym zjadła pizzę... BARDZO. A nie mogę już nawet myśleć o kolejnej rybie czy chudym mięsie na parze -.- ale cóż. Czego się nie robi dla dzidzi :) Ważne, że wszystko rozwijało się dobrze :)

W domu same nerwy... Mieszkanie na kilka osób jest tragiczne. Byleby do końca roku i się wynosimy.
Byleby do 07.11. i minie 12 tygodni ciąży, czyli ten okres gdzie jest największe ryzyko utraty. Modlę się każdego dnia :) Wie tylko moja przyjaciółka. Zdecydowaliśmy się jej powiedzieć, bo potrzebuje wsparcia a wiem, że mogę na nią liczyć cokolwiek by się nie działo. Już mi pomaga i się troszczy. Trzeba się otaczać dobrymi ludźmi w tym stanie a omijać szerokim łukiem osoby "toksyczne" :) Ale! Moja siostra się do mnie odezwała po ponad PÓŁ ROKU! Przez ten czas oczywiście się starałam nawiązać kontakt. Dzwoniłam, pisałam, jeździłam, całowałam klamkę i PUPA. Olała mnie na Wielkanoc (tak jeszcze na Wielkanoc), olała na 1 rocznicę ślubu, olała na imieniny. A tu patrzę podjechała (wprawdzie na dosłownie 5 minut, ale i tak SZOK). No zobaczymy ile ta dobra faza potrwa... :)

Zimno! Zaczął się sezon na narzekanie na chłód :P Jest zimno, pada deszcz i cholernie wieje. W górach śnieg, ostrzeżenia powodziowe. A my w domu nie mamy drewna kupionego żeby zacząć palić... Mój teść miał to zrobić dawno i zabiera się jak pies do jeża. Ja tam pieprze i odpalam kaloryferek. Nie będziemy z dzidzią marznąć :P ! A co!

Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy

Elaria W poczekalni do pełni szczęścia :) 5 października 2016, 13:55

Dobra. Jestem. Boję się cały czas. Wczoraj byłam u lekarza po wyrok w związku z podejrzeniem pustego jaja. Okazało się, że nie jest puste. Ktoś tam mieszka i bije mu serce. To 8 tydzień. Więcej napiszę wieczorem.

Dopisek wieczorny. Wczorajsza wizyta.
Musiałam się wcisnąć między pacjentkami, czekałam godzinę, mąż był ze mną, ale poprosiłam by usiadł dalej, bo patrzenie na niego wywoływało u mnie łzy. W poczekalni akurat same ciężarne z partnerami, zadowolone miny, ściskane karty ciąży i ja... czekająca na wyrok: puste jajo, wywołujemy poronienie. Tak wiem, konieczne byłoby potwierdzenie przez innego lekarza, ale to miała być tylko formalność.
Od razu wskoczyłam na fotel, znów usg przez brzuch i tym razem lekarz zobaczył coś w środku. Obraz nie był idealny, jak to usg przez brzuch i jeszcze u takiego grubasa, jak ja. No, ale nawet ja widziałam "fasolkę" i mrugające piksele serca. Następną wizytę lekarz wyznaczył za 4 tygodnie... dokładnie, jak w styczniu tego roku, kiedy w międzyczasie poroniłam czekając na wizytę, bo serce przestało być i ponad 2 tygodnie nic o tym nie wiedziałam i tak sobie chodziłam snując marzenia, rozmawiając z mężem i córką (!) o imionach, koniecznym przemeblowaniu itd. Uparłam się na wcześniejszą wizytę i ma być ona 25 października, czyli za 3 tygodnie. Do tego czasu trzy razy wpadnę w rozpacz, będę miała czarne myśli i morze obaw, co z dzieckiem. Dlatego nie wykluczam wizyty "kontrolnej" u innego gina w międzyczasie.
Nie muszę mówić, jak wielka była radość męża, kiedy wyszłam z gabinetu i powiedziałam, że jest dziecko, serce bije.
Nie mogę nie wspomnieć o ogromnym wsparciu, jakie płynęło do mnie ze strony forumek z wątku po poronieniu "Zaczynamy znowu starania". To mnie naprawdę wzruszyło. Przez tydzień im się wypłakiwałam z rozpaczy, że koniec ciąży, że znów poronienie. One były wspaniałe.

Na razie jestem uspokojona, ale powolutku zaczyna mnie podgryzać niepokój, niepokoik... wiem, mnie już nie opuści, aż do końca. Oby to był tylko strach bez podstaw. Jedna z moich owufriendowych przyjaciółek, która też jest po przejściach, pisała o tzw. domniemanej niewinności ciąży. Czyli, że nie należy zakładać, że jest źle, skoro jest dobrze. Postaram się o tym pamiętać.

Obecnie martwi mnie niski progesteron, który jak wiadomo jest kluczowy dla ciąży. W połowie września wynosił 27-24, a tydzień temu tylko 14, co jest zdaniem gina niskim wynikiem. Zapisał mi luteinę, 2 razy dziennie po 2 tabletki dopochwowo. Czytałam, że taka luteina to "uspokajacz" dla ciężarnych, bo faktycznie nie ma wielkiego wpływu na utrzymanie ciąży, która się utrzyma, jeśli ma się utrzymać, a jeśli nie to poleci. No i takie są te moje obawy. Czemu nie może być tak beztrosko, jak z córką?
Wtedy 2 razy robiłam betę, 3 razy w ciągu całej ciąży morfologię i mocz, miałam 2 usg na nfz i mam takie wspaniałe dziecko. A teraz... stres, strach, obawy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2016, 18:55

bertha Drzewo nadzei... 5 października 2016, 14:09

Dalej czekam... oszaleje.. Pojdę do tego gina, niech juz bedzie, najwyzej 150zł w błoto...

Nadiii Kiedy życie staje się tęsknotą.. 5 października 2016, 14:23

Już miałam pisać, że to prawda co można wyczytać w necie, że drugi trymestr jest cudownym czasem, kiedy mijają wszystkie dolegliwości ciążowe,i nabieramy sił, po czym pobiegłam wymiotować.. A tak serio to w moim przypadku rzeczywiście ten drugi trymestr jest zdecydowanie lepszy. Na początku bez przerwy mdłości i wymioty, niesamowita senność, odrzucało od wszystkiego, nie było mowy o żadnych owocach, mięsie, jedynie kanapki z żółtym serem. Nie wspomnę już o bolących piersiach i problemach ze snem, i te koszmary w nocy.. Teraz jest dużo lepiej, więcej energii, nie przesypiam całego dnia, jem prawie wszystko, choć zero chęci na słodkie. Nie męczą już tak mdłości, a wymioty zdarzyły się dziś pierwszy raz od dwóch tygodni. Chyba to jest właśnie ten drugi, lepszy trymestr. Niepokoją mnie bóle podbrzusza, ale znów męczyły dwa dni i dzis już spokój. Mam nadzieję, że to właśnie rozciągająca się macica i wiązadła tak bolą jak zapewnia lekarz. Odliczamy kolejne tygodnie..

Campari Niekończąca się walka trwa... 5 października 2016, 14:56

O miłości od pierwszego...leżenia :-)
Mąż zrobił mi prezent. Dostałam poduszkę-kojec do leżenia. Skazana na niewygodną kanapę (ileż czasu mogę w końcu spędzić w sypialni odcięta od świata) zostałam ułaskawiona. Wpasowalam się w gniazdko i się zachwyciłam, chwała pomyslodawcy. Głowa podparta, plecy podparte, nic nie cierpnie, nie boli. Uwielbiam. I szczerze polecam szczególnie przyszłym mamom zmuszonym do ciągłego leżenia :-)

świeżnka sinusoida uczuć 5 października 2016, 14:56

no i nic. Jak samo nie ruszy to w poniedziałek rano do szpitala na wywoływanie. Wolałabym tego uniknąć ale cóż. Pocieszające jest to że za niecały tydzień maleństwo będzie już z nami :-).

Dzisiaj 14 dzień cyklu I wieczorem chyba będzie inseminacja :-)

W 11 dc. pęcherzyk miał 14,3 mm, endo 11mm
Wczoraj, w 13 dc. miał już około 19mm. Test owulacyjny z porannego moczu wyszedł pozytywnie. I wieczorem wziełam pregnyl...

Dzisiaj o 18 w klinice mam podejrzeć w USG i zdecydować czy robimy IUI dzisiaj czy jutro rano. Pewnie wyjdzie, że dzisiaj. Boję się, że czekając do jutra rana ten pęcherzyk peknie w nocy...

efta historia jak ich wiele... 5 października 2016, 15:02

2 dc
Byłam w klinice. Dostalam wykaz badań przed inseminacją.
kobieta:
* przeciwciała anty HCV
* Antygen HBS
* przeciwciała anty CMV IgG
* przeciwciała anty CMV IgM
* przeciwciała anty HBc
* przeciwciała anty HIV
* przeciwciała anty Różyczka IgG
* przeciwciała anty Różyczka IgM
* przeciwciała anty toksoplazmoza IgG
* przeciwciała anty toksoplazmoza IgM
* odczyn VDRL

wymaz w kierunku chlamydii
Mężczyzna:
* przeciwciała anty HIV
* przeciwciała anty HCV
* przeciwciała anty HBc
* odczyn VDRL
*Antygen HBS
koszt w invikcie (tylko ja krew) 554zł
Zaprostestowałam przy toksoplazmozie. Miałam robione to badanie w ciąży, które potwierdziło , że przechodziłam tą chorobę. Wiec spytałam p. doktor po co powtarzac ten wynik. Mam we krwi i bede miała przeciwciała wiec nie widzę sensu marnowania pieniędzy. Trochę się skrzywiła (na co ja, że i tak bede te badania robiła u siebie nie w klinice, czyli dałam jej wyraźnie do zrozumienia, że nie nabije im kasy) po krótkim zastanowieniu przyznała mi rację - mam nie robić ponownie tego badania.

Jeli chodzi o leki to nadal stymulacją lemettą 2 tab. 2-12 dc + dołożyłam mi ovarin licząc , że może dzieki temu urosnie wiecej niz 1 pęcherzyk.

kolejna wizyta już z wszystkimi wynikami plus hormony estradiol, progesteron i LH w 12dc.

3dc
poszłam na wizytę do swojego gina na nfz żebrać o skierowania na badania przed iui. Liczyłam , że chociaż kilka badań z tej długiej listy dostanę na refundację np. różyczkę albo kiłę. Nic bardziej mylnego. Waldek odmówił. Na odczepnego i z wielką łaską dostałam skierowanie na 3 hormony. No tego nie mógł mi odmówić. (zawsze 100zł w kieszeni). Powiedział, że może rodzinny coś by z tego mógł przepisać ale wątpi. :/ No nic spróbuje. Nikt mi za to w mordę nie da.
Poszłam do lab. odebrac wyniki męża.
Wszytkie ok. jeszcze czekamy na hiv i ten przez pomyłkę nie zrobiony.
Zapytałam o ceny badan. Pani wszytko podliczyła i wyszło 313zł jak by nie patrzec 241 zł taniej niż w invikcie. A ja mam jeszcze ich karte rabatową - 10% to nawet 30zł mniej zapłace.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2016, 14:57

po urlopie wspaniale..

Chorwacja była cudowna..piękna..słoneczna..ciepła...było fantastycznie..odpoczęłam sobie.
Skupiliśmy sie na plażowaniu i nie robieniu nic:)

Ale oczywiście nie mogło być idealnie..prawda......we wtorek zadzwoniła szwagierka i powiedziała ze teściowa jest w tragicznym stanie..(zostawilismy ja w stanie dobrym) ma raka...także super hip[er ekstra wakacje..ehh szkoda gadac..cdn

Malinka123 Moje nowe życie 5 października 2016, 17:18

Moje marzenie o porodzie :) w taki sposób chciałabym go przeżyć :)

"(...)
Czerpiąc osobistą moc z porodu

Zaufanie do procesu porodu i umiejętność dostrojenia się do dziecka sprzyjają porodom i sprawiają, że jest on doświadczeniem, które daje możliwość wzmocnienia siebie. Zamiast uciekać od tych lekcji, my, kobiety, jeżeli tylko jesteśmy gotowe je jąć, możemy się z nich wiele nauczyć. Wspomniana wcześniej dr med. Bethany Hays jest matką trzech synów. Przekazała mi takie oto refleksje na temat bólu porodowego oraz sposobów radzenia sobie z nimi:

„Wydawało mi się kiedyś, że poród jest jedynie sprawą radzenia sobie z bólem oraz lękiem przed nim. Wiedziałam, że ból porodowy miał zupełnie inną jakość od każdego innego rodzaju bólu doświadczanego przez ciało. Nigdy nie podpisywałam się pod teorią, że ból porodowy jest rodzajem kary. Szukałam naturalnego i sensownego wyjaśnienia. Nie wierzyłam bardziej w to, że ból porodowy był kaprysem Matki Ziemi niż, że jest on karą od Boga.
Każdy inny rodzaj bólu pojawia się, by poinformować nas, że coś jest nie w porządku.
„Przestań chodzić, masz kawałek szklą w stopie”. „Nie jedz chili, masz po nim zgagę”. Wiedziałam, że przyczyna bólu porodowego, przynajmniej w większości przypadków, nie jest związana z tym, że coś jest nie w porządku. Fizyczny proces porodu jest zupełnie normalny i doskonale zaprojektowany przez naturę w sposób, który zapewnia bezpieczny poród noworodka z minimalną traumą dla matki. Ból stanowił część tego planu i by zrozumieć cel jego istnienia, musiałam przyjrzeć się mu w takim kontekście.
Obserwując kobiety w ciąży, zaczęłam rozumieć, że natura musi mieć jakiś sygnał, dzięki któremu kobiety mogą przerwać pracę, którą wykonują, znaleźć bezpiecznie miejsce do porodu i zebrać wokół siebie ludzi, którzy jej pomogą. W przypadku niektórych kobiet nie zadziałało by nic o mniejszej sile uderzenia od uderzenia młotem. Musiał to być sygnał, którego nie udało się zignorować, ale który nie pozbawił możliwości uczestniczenia w porodzie, jeżeli wymagały tego okoliczności”.
Bez wątpienia ból porodowy jest mocnym sygnałem, który mówi: „Przestań robić to, co robisz i bądź czujna”. Wbrew kulturowemu przekonaniu, że „cierpienie uszlachetnia”, które prowadzi często do wyrządzania sobie krzywdy, ból porodowy jest zupełnie innym rodzajem bólu. Gdy kobieta przestała wykonywać swoje zadania, znalazła grupę wspierających ją ludzi i dotarła w bezpieczne miejsce, nadszedł czas, by wykorzystać ból porodowy w innym celu. Dr Hays sugeruje, że w tym momencie ból jest czymś, na co trzeba pozwolić i wskazuje , że jednym z znaczeń słowa cierpienie ( ang. Suffer) jest „pozwolenie” ( ang.allow), tak jak w przypadku Chrystusa, który mówi: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”. ( ang. Suffer the little children to caome unto me).
Po znalezieniu odpowiedniego miejsca rodzące kobiety muszą pozwolić sobie na ból. Miotanie się nie pomaga. Pomaga natomiast zanurzenie się we własnym wnętrzu. Niedawno rozmawiałam z dr. Hays o bólu porodowym oraz o tym, jak pomóc kobietom pracować z tym bólem. Opowiedziałyśmy sobie kilka historii kobiet, które twierdziły, że w trakcie porodu „przeniosły się w inne miejsce".
Dr Hays opowiedziała mi o żonie studenta medycyny, z którym kiedyś pracowała. W trakcie porodu kobieta siedziała na łóżku w słabo oświetlonym pomieszczeń w zupełnej ciszy. Była tak skupiona, że jej matka i mąż stwierdzili, że pewnie nie rodzi. Ona jednak nie tylko rodziła, ale gdy wreszcie otworzyła oczy, powiedziała: „Wydaje mi się, że już czas przeć".
„Po porodzie" - wyznała dr Hays - „moja ciekawość skłoniła mnie do zapytania kobiety, gdzie była, gdy powiedziałam jej, żeby udała się „w jakieś inne miejsce”. [Wcześniej sprawiała wrażenie bardzo odciętej od swego ciała, więc dr Hays powiedziała, żeby znalazła sobie wygodną pozycję, rozluźniła się i „udała się w jakieś miejsce"). Jej odpowiedź była zupełnie nieoczekiwana. Powiedziała bowiem: 'Skupiałam się na bólu'. Jej odpowiedź mnie zaintrygowała. Czy kobieta może sobie poradzić z bólem porodowym w inny sposób niż mnie uczono, czyli przez odwrócenie uwagi i skoncentrowanie się na czymś innym - 'oddechu', 'centralnym punkcie' czy wymarzonej podróży na Karaiby? Czy może raczej skupić się na ciele – na pracy, którą wykonuje i na samym bólu?”
Dr Hays zadawała pytania wszystkim kobietom, które rodziły w ciszy i nie były zbyt aktywne. Jedna z nich powiedziała: „Po prostu skupiałam się na szyjce macicy. Starałam się ją rozewrzeć dla główki dziecka". Wspólnym elementem tych porodów było to, że kobiety były ze swoim bólem. Zanurzały się głęboko w siebie, do miejsca, w którym powstawał ból i pozwalały mu trwać.
Jedna z pacjentek dr Hays w odpowiedzi na pytanie: „Dokąd wędrują Twoje myśli w trakcie skurczów?" opowiedziała o takim oto pięknym wyobrażeniu i „Otóż, jeśli w trakcie wysokiej fali na oceanie pozostaniesz na powierzchni, będziesz uderzać o rafy i skały, twój nos i usta napełnią się wodą i będziesz miała wrażenie, że toniesz. Jeśli jednak zanurkujesz, przetrzymasz się czegoś i pozwolisz, by fale przepływały nad tobą, będziesz mogła wynurzyć się między nimi i wszystko będzie dobrze. Właśnie tak robiłam w trakcie porodu. Gdy pojawiały się skurcze, zanurzałam się głęboko i pozwalałam im przepłynąć". Wyobrażenia związana z wodą są bardzo powszechne wśród kobiet opisujących poród naturalny.
Uświadomiłam sobie, że w trakcie drugiego porodu przyzwolił na ten proces zupełnie inaczej niż za pierwszym razem. Poród jest naprawdę procesem – z własnym rytmem i właściwym czasem na wszystko- i jest ponad nami. Dlatego też poddanie się mu- Unii się mu — przyzwolenie, by nas zabrał -jest niezapomnianym doświadczeniem. Jest także doskonałym ćwiczeniem, związanych z rodzicielstwem, kompromisów.
(...)."

"Ciało kobiety, mądrość kobiety"-Dr Chrystiane Nortrup

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)