Witam się po dłuuugiej nieobecności :)
Codziennie zbierałam się, żeby cokolwiek skrobnąć, ale wiecie jak to jest- czasu brakuje, doba nie jest niestety z gumy, zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia.. I tak oto w końcu jestem. Co ciekawego u mnie?

4 sierpnia 2016 r. o 17:56 przyszedł na świat mój synek- Feliks <3 Urodzony SN, waga 3400 g, wzrost 55 cm, 10/10 APGAR. Mój świat od tamtego dnia stanął na głowie, nic już nie jest takie samo, ale wiecie co? Jest wspaniale! Mimo nieprzespanych nocy, potwornego zmęczenia, wielu lęków uważam, że nie zamieniłabym mojego "starego" życia z obecnym :) To nic, że często nie mam czasu się umalować czy obejrzeć ulubionego serialu. To nic, że nie mogę zjeść ulubionych lodów czekoladowych czy tłustego Big Maca (karmię piersią, muszę uważać na to, co jem). Mimo wszystko "upajam" się urokami macierzyństwa, chociaż naprawdę bywa nielekko :D

Zaczęło się też nielekko, bo od groźnie wyglądającego upadku. 24 lipca- niecałe dwa tygodnie przed terminem porodu, wychodząc z domu i idąc z mężem do samochodu, potknęłam się i runęłam na chodnik jak długa. Na brzuch... Centralnie na mój 9cio miesięczny brzuch. Próbowałam jeszcze zamortyzować upadek ręką, co być może uratowało moje dzieciątko. Na sekundę chyba straciłam świadomość ( niezbyt mocno uderzyłam głową w chodnik), kiedy się ocknęłam jedyna myśl w mojej głowie "Boże, moje dziecko". Wpadłam w histerię. Pamiętam jak przez mgłę twarz mojego męża, twarz na której malował się potworny strach. Oboje myśleliśmy o tym samym... Błyskawicznie znaleźliśmy się w samochodzie, błyskawicznie dojechaliśmy do szpitala. Ja cała zapłakana, trzęsąca się ze strachu.. Na szczęście będąc już w szpitalu poczułam ruchy synka i wielki kamień spadł mi z serca. Na IP natychmiast zrobiono mi usg i podłączono pod KTG. Lekarz uprzedził mnie, że jeśli coś będzie nie tak, natychmiast zawiozą mnie na salę, gdzie wykonają CC. Na szczęście okazało się, że wszystko było w absolutnym porządku, moje dziecię smacznie sobie spało :) Upadek nie zrobił na nim chyba wrażenia :)
Przyjęto mnie mimo wszystko na oddział do dalszej obserwacji. A ja, jak już napięcie opadło, poczułam ból. Potworny ból mojej prawej ręki, którą próbowałam zaasekurować brzuch przy upadku. Nigdy nie miałam złamanej kończyny, ale stwierdziłam że to chyba tak właśnie boli. Maskara. Przewieziono mnie na konsultacje ortopedyczną do innego szpitala. tam z kolei nie chciano mi zrobić prześwietlenia (co oczywiście zrozumiałe). Podejrzewano złamanie głowy kości promieniowej stawu łokciowego. No i włożono mi łapę w szynę gipsową. Od ramienia po nadgarstek. Wyobrażacie sobie? Nie dość, że już chodziłam jak łamaga z wielkim brzuchem to jeszcze moja prawa ręka totalnie wyjęta z życiorysu. Jak tu się umyć, ubrać, cokolwiek ? Ale człowiek szybko się adaptuje do nowych warunków, więc i ja szybko nauczyłam się funkcjonować. Śmigałam po szpitalu, lekarze mieli oczywiście ze mnie ubaw.

Wszystko było fajnie, tylko moje dziecko nie miało zamiaru wychodzić. KTG nie rejestrowało żadnych, nawet najmniejszych skurczy. Pomyślałam sobie, no ładnie przenoszę pewnie ze 2 tygodnie. Aż tu, 3 sierpnia decyzja lekarzy o założeniu mi cewnika Foleya ( żeby zrobić rozwarcie). Bolało to pieruńsko, jak naprawdę bolesna miesiączka. No i majtało mi miedzy nogami :) Przespałam z tym całą noc. Rano przy badaniu okazało się, że są 3 cm rozwarcia i robię wypad na porodówkę :)Na sali porodowej podano mi kroplówkę z oksytocyną, która miała wywołać skurcze. Guzik. Po dwóch godzinach zero reakcji. Wtem wszedł lekarz i przebił pęcherz płodowy. Była 11.00. No i się kurczę zaczęło. Pierwsze dwie godziny jakoś sobie truptałam po korytarzu, poskakałam na piłce, skurcze bolały ale do przeżycia. Niestety rozwarcie nie postępowało. Kolejne dwie godziny siedziałam pod prysznicem tracąc momentami świadomość z bólu. Wtedy zdecydowałam- chcę ZZO. Nie będę zgrywać bohaterki, boli jak cholera, chcę znieczulenia.
O 15, przy 4 cm rozwarcia założono mi ZZO. O matko i córko jaka ulga. Poczułam się jak w niebie, mogłam swobodnie mówić, śmiać się, nawet pośpiewać. Az usnęłam. Spałam sobie smacznie dwie godzinki, obudziłam się, wstałam, chwilkę poskakałam na piłce i poczułam że muszę do toalety. Ale wiecie, muszę natychmiast bo po prostu strasznie mnie ciśnie. Mój mąż idzie do położnej i mówi jaka sytuacja- czy zona może jeszcze się wypróżnić. Na to położna uśmiech od ucha do ucha, wpada do mnie, bada mnie i mówi: "Kochana, za chwilę rodzimy ". I w tym momencie zaczęłam czuć skurcze parte :) Poparłam trochę w kucki ( z pomocą męża), oj duży to był wysiłek. Następnie kazano mi położyć się na łóżku i przeć przy skurczach. Nagle w pokoju znalazło się dużo ludzi, w tym pediatra. Jak zobaczyłam pediatrę to pomyślałam " To już, już za chwilę" I z tej radości, o 17:56 wypchnęłam na świat mojego synusia :)

W sekundę zakochałam się w tej malutkiej istotce, która patrzyła na mnie swoimi dużymi, zaskoczonymi oczkami. Polały się łzy szczęścia. Płakałam ja, płakał mąż. Oj niezapomniana chwila. Od razu dostałam maluszka do piersi, przyssał się momentalnie ssak kochany :) i tak leżeliśmy sobie 2 godzinki. W międzyczasie mnie szyto ( nie uniknęłam nacięcia)- to była maskara, sam poród nie był tak bolesny jak szycie. Około 20 przewieziono mnie na salę poporodową a maluszka zabrano do mycia, ważenia i mierzenia.

Dalsze nasze losy opowiem w innym wpisie, Felunio właśnie zaczyna wołać :) Na razie wkleję tylko fotki mojego Bubeczka :)

Tak wyglądał mój synek chwile po urodzeniu:

25s340h.jpg


A tak wygląda teraz, jako 2 miesięczny kawaler :)

feky20.jpg

2cr0x2t.jpg

Marti... Goniąc czas 6 października 2016, 11:07

marazm

Eniana Historia pisana teraźniejszością... 6 października 2016, 11:37

4tc 4d
adora - musiałam zrobić jeszcze jedną betę bo sprawdzić czy prawidłowo przyrasta, bo z moją historią jeden wynik nie miał by sensu. Dziękuję bardzo za wsparcie!! Szkoda, że Twój pamiętnik jest dla mnie niedostępny.

Właśnie odebrałam wyniki... beta 237,9!!!! Tak się cieszę:) Czy to może oznaczać już całkowite wykluczenie cp??
Do wizyty 5dni. Mój A na razie spokojnie podchodzi i dobrze, bo gdyby nie jego podejście (jak zobaczę to uwierzę) to poprzednią ciążę znosiłabym znacznie gorzej bo to on nie pozwolił mi się ucieszyć. Czuję w jego głosie, że bardzo się cieszy, ale pozwoli sobie na radość dopiero po wizycie u lekarza, a to dopiero za 5 dni. Bardzo wierzę w to, że będzie już widać pęcherzyk dokładnie tam gdzie powinien być:)

Balladyna Małe szczęście!! 6 października 2016, 11:41

16t6d

Widziałam Cię! Spałeś/łaś na podusi z mojego łożyska. Założyłeś/łaś nóżkę na nóżkę i nie chciałeś/łaś pokazać co ukrywasz między nogami. Ale to nie ważne. Najważniejsze, że masz wspaniałe silne serduszko, które pan doktor odkładnie zbadał. Masz malutki, słodki nosek. Usta, którymi piłeś/łaś wodę. Rączkę, która do mnie machała. I nagle zrozumiałam, że już nigdy nie będzie źle, bo mam Ciebie. Że kocham Cię najmocniej na świecie, mocniej niż kiedykolwiek mogłabym sobie wyobrazić. Że będę Cię chronić, opiekować się Tobą, wspierać Cię i dopingować. Bo jestem już mamą. I nie ma nic ważniejszego niż Ty.

Poczekalnia Czy w końcu wydarzy się cud ? 17 października 2016, 19:44

Niestety chyba nici z tego cyklu.... dziś powinna wypaść owulacja. Kochaliśmy się z mężem i dziś i wczoraj.... Ale niestety dziś rozwód wzięli nasi najbliżsi przyjaciele... Powiem szczerze, że jestem załamana. Stres jaki miałam z tym związany od tygodnia chyba przekreśli ten miesiąc starań. Tak bardzo ich kochałam. Jak tu dalej żyć ? Z każdym oddzielnie ? Bez sensu.....

27 tygodni 0 dni (28tygodni)

To nie jes tak, ze mam taka spokojna ciaze, ze nie pisze co u mnie:/ To aczej z lenistwa bo dzieje sie duzo 2 razy zaliczylam pogotowie, ale wszystko sie dobrze skonczylo. Raz jakies 3 tygodnie temu z objawiami alergi, pokrzywka i swad na ciele sprawdzili mnie niby wszystko ok, pobrali krew. Alergia pojawiala sie jeszcze pozniej kilka razy i dalej sie pojawia sama znika wiec nic na nia nie biore. Balam sie, ze to moze byc chomeostaza, ale na szczescie nie jest. Jakis tydzien temu trafilam na pogotowie z plamieniami okazalo sie ze to hemoroidy na szczscie te plamienia nie byly z pochwy lecz gdy zobaczylam krew na papierze o malo zawalu nie dostalam. Tak ogolnie to brzuszek jest zgrabny mala pileczka, ale przytylam po calosci w nogi i pupe, ale to nie jest wazne!!!!

Margolciak Starania o 2 brzuszek - już 2 lata. 6 października 2016, 13:01

Cykl po poronieniu mi się wydłużył, ten obecny też jakiś długi - dziś 34 dzień cyklu. Nie wiem czy była owu, ale wydaje mi się że tak. Wg moich wyliczeń we wtorek powinnam dostać @.
Zośka śpi, ja robię obiad. 26 sierpnia miała 2 urodziny :), tego samego dnia byliśmy na kontroli u kardiologa, wszytko wzorowo na szczęśćie :).
Mój dziadek trafił w pon do szpitala, niestety umiera w męczarniach. Jest mi strasznie, nie mogę mu pomóc :( Proszę Boga, żeby ukrócił mu te męki, żeby zabrał go szybko do siebie. Jakie życie potrafi byś okrutne :(.
Moje oczekiwanie na drugie dziecko? Raz lepiej, raz gorzej. Obecnie chyba gorzej...

Vadi Maleństwo, zapraszamy :D 6 października 2016, 13:04

Przyszedł lekko spóźniony okres, zaczynamy 5 cykl.

Przy okazji weszłam trochę w siebie i zastanowiłam się nad swoim stanem psychicznym i emocjonalnym z ostatnich 4 miesięcy, przejścia przez pewność, że to takie proste i NAJPÓŹNIEJ w 2 cyklu się uda do dnia dzisiejszego. I doszłam do wniosku, że gdzieś po drodze zagubiłam w ogóle poczucie dlaczego to robię. Miałam głowę wypchaną:
* bo już czas
* bo mam już 31 lat
* bo płacę horrendalny zus
* bo przyjaciółka jest już w ciąży
* bo jak to M I się coś ma nie udać
* bo moja rodzina czeka na 1 malucha w rodzinie
* bo siostra chce zacząć w styczniu się starać o dziecko a przecież to ja miałam być pierwsza

itp. absurdalne powody, zapominając i o tym, że po prostu bardzo chcę mieć dziecko, żeby je kochać i wychować na wspaniałego człowieka i o moim najlepszym na świecie partnerze.

Zrobiłam sobie parę dni temu reset w głowie i jest mi dużo lżej i lepiej :)

Wszystko się uda, a póki co, będę cieszyć się życiem, jakie mam, bo też jest świetne :)

Karo-Linka My też chcemy być rodzicami 6 października 2016, 13:53

Drugi dzień zastrzyk Gonapeptyl, jakoś poszło, bardziej boli mnie ściskanie brzucha ręką niż sam zastrzyk :) fajnie.
Przyjmuję też encorton 7,5 mg, Rano 1 tabl, w południe 0,5 tabl. Dr powiedziała że jakby zaczęło się coś przeziębieniowego to przestać brać, bo obniża odporność. Wczoraj wzięłam pierwszą dawkę i ok. Dziś coś mi jakoś gorąco - jakby mnie zaczynało łamać. Hmm tylko nie wiadomo czy to ten lek, czy Gonapeptyl? ale już po drugiej dawce? Chyba zaczynam wymyślać.

Dzisiejsza rozmowa telefoniczna z moim urologiem:
pytam go kiedy dokładnie mam zrobić kontrolne posiewy, czy 2 tygodnie po zakończeniu antybiotyków czy po zakończeniu serii leków odkażających? Otrzymuję odpowiedź, po czym słyszę "tylko mi teraz w ciążę nie zachodź"....zatyka mnie, wyduszam do słuchawki słabe "dlaczego?" i słyszę "bo najpierw masz być zdrowa" hi hi hi ha ha ha....
Prowadząca obecnie lekarka chce "robić" dzidziusia pod osłoną antybiotyków. Zatem jak? Odpowiedź otrzymam dopiero 27.10. na wizycie u niej.
Ponadto gdzieś na forum, czy w komentarzach, któraś z dziewczyn wspomniała o "totalnej biologi".
Z czystej nudy i z odrobiną ciekawości zaczęłam zgłębiać temat w necie bo mi się nazwa spodobała, brzmiała tak tajemniczo i mistycznie. Jestem zszokowana, jest w tym prawda. Przynajmniej jeśli chodzi o moje sprawy pęcherzowe, bo w moim życiu stało się coś, co naruszyło moje terytorium i poczucie bezpieczeństwa, a właśnie to terytorium odzwierciedla pęcherz. Podobnie z niedoczynnością tarczycy - żyję za szybko, wiecznie się spieszę, organizm woła "zwolnij". Kurna, coś w tym jest, będę zgłębiać temat dalej.
3 dni temu zaczęłam nowy cykl, leci ze mnie jak z węża strażackiego, 2 dni miałam bóle okresowe, a nie miałam ich od baaaardzo dawna. Dało się wytrzymać, ale napiszę to z ogromną dozą nieśmiałości "zaczynam czuć się normalnie", "zaczynam czuć się zdrowo".
Założenia:
- uspokoić się: zwolnić, wcale nie muszę się tak spieszyć wszędzie, bo czasem jak siadam, to jestem zdziwiona, że siedzę i w tym pędzie zaczynam rozglądać się, co tu jeszcze trzeba zrobić ;)
- zepchnąć starania na drugi plan, tzn. nie starać się, tylko kochać z mężem i cieszyć się tym,
- jak zajdę w ciążę to zajdę, nie dążę do zmiany koloru na fiolet, tylko pragnę drugiej dzieciny,
- cieszyć się życiem, wyrażać emocje tak jak je odczuwam, nie robić dobrej miny do złej gry kiedy mogę sobie na to pozwolić.
Uwielbiam robić plan planu planów :) Jak nie wypali, to będzie kolejny plan. Sama radość w planowaniu ale i w modyfikacjach planów na własne potrzeby, bo w końcu robię to dla siebie :)
- jak sama się nie uszczęśliwię, to kto zrobi to dla mnie? Aby czuć się szczęśliwa sama to sobie muszę zapewnić (w pewnym sensie oczywiście) :)

bertha Drzewo nadzei... 6 października 2016, 14:53

Jeśli dostajesz zastrzyk z pregnylu 10.000j, to pamietaj, że moze się utrzymać w moczu nawet 11-12 dni po zastrzyku. Przetestowane w 12cs testami z moczu.

Akinom59 Przedłużyć młodość 6 października 2016, 15:27

Miałam wczoraj potworny ból głowy,wziełam paracetamol o 15 i nic wzięłam drugi o 16 i nic!! Boże co to był za ból!!ani siedzieć,lezenie z pieluchą na głowie też nie pomagało,bolała cała głowa,oczy kark nikomu tego nie życzę! Cierpiałam do 22 nie wytrzymałam i wzięłam jeszcze jedną tabletkę no i wkoncu mnie puściło!! A teraz się zamartwiam czy z maleństwem ok,czy mu nie zaszkodziłam ale gdybym pojechała na pogotowie to pewnie tylko to bym dostała! Boże kochany kiedy wreszcie nic mi nie będzie kiedy zacznę cieszyć się ciążą a nie ciągle się bać i zamartwiać!?

skrzat1988 Teraz już wiem, że dziecko to CUD 6 października 2016, 16:35

Czytam książkę o adopcji "Będziesz moim wszystkim". I wiecie co...chyba nie chcę być matką adopcyjną. Chcę przejść przez ciążę i urodzić swoje dziecko. Czuję, że ciężko mi będzie poradzić sobie z negatywnymi emocjami w stosunku do obcego dziecka, chyba temu nie podołam.
Myślałam, że to będzie dla mnie jakaś alternatywa, ale zaczynam w to wątpić....
Jak to jest być bezdzietnym? Czy człowiek staje się wtedy jakimś odmieńcem w społeczeństwie? Rozpieszczonym luksusem, wiecznie mającym czas dla siebie i na swoje rozrywki, potrzeby dziwolągiem? U mnie w rodzinie nie ma takiej pary bez dzieci. My będziemy pierwszą. Już wszyscy dziwnie na nas patrzą. Ciekawe jak to będzie za parę lat.

anemic Wielkie chcenie ... 6 października 2016, 18:51

Miałam nie robić sobie nadziei. I w sumie nie robię. Nawet nie uważam jakoś strasznie na siebie. Pachnełam winiacza wczoraj.
Pobolewa mnie brzuch, jak na miesiączkę. Wiec oczywiście pomyślałam, że może się udało. Ależ ja ciągle naiwna jestem. Jak można mieć 30 lat i ciagle być tak naiwnym. Przykre.

Cały dzień byłam zdołowana jak pogoda za oknem...
Nadal nie gadam ze szwagierką, a poza nią nie mam tak naprawdę nikogo.
Uświadomiłam sobie że nie mam życia,że nic się u mnie nie dzieje i tak naprawdę żyłam życiem szwagierki. Serio

Wkurzyłam się ,gdy dzwoniłam do Przemka, a On powiedział mi że zadzwoni później ,bo nie ma czasu, a w tle śmiechy i chichy kolegów z pracy, Przemek też zadowolony.
Wkurza mnie to,że inni mają życie, a ja wielkie gówno .
Wiecznie zmulona, zmęczona, bez energii , siedząca w fotelu z kocem na kolanach :D . Przypominam że mam 24 lata ...

wzięłam się w garść i poćwiczyłam z chodakowską. Nieważne ile wytrzymałam, ale poczułam się lepiej. Nawet zaczęłam tańczyć do muzy :D ,a potem odezwałam się do koleżanki ze szkoły i spotkamy się w poniedziałek :)
Może to śmieszne,ale chciałabym wstawać codziennie o 6 do pracy, mieć cel, obowiązki.
Teraz jedynym obowiązkiem jest posprzątanie i zrobienie obiadu, choć ostatnio rzadziej, bo Przemek wraca wieczorem i już nie je.
Szukam pracy.

Jutro pójdę popatrzeć na ubranka dla córeczki bratowej, która ma się urodzić już w tym miesiącu .

Wczoraj oglądałam gazetkę lidla, bo chyba w przyszłym tygodniu mają być ubranka dla niemowlaków . Otworzyłam zdjęcie sweterka, potem jakiegoś zestawu z leginsami i sukienką i nagle wkurzona, a może nawet zrozpaczona, zamknęłam stronę . Ze łzami w oczach powiedziałam sobie,że to dla mnie powinnam kupować, dla swojego dziecka, a nie dla niej.

Przeszło mi, bo mam dobry humor :)

Miałam też myśli, aby odpuścić inseminacje i wrócić do starań po nowym roku.
Kłóciłam się z Przemkiem. Miałam już jechać do mamy, ale zostałam.
Poza tym On długo pracuje i ciężko mu wyrwać się z pracy na wizytę ,ale to moja opinia. On twierdzi że dziecko jest najważniejsze.
Miałam też tak o po prostu dość.

ale pomyślałam sobie,że tyle badań trzeba było zrobić,a podeszliśmy do IUI tylko raz,a po nowym roku badania stracą ważność i trzeba będzie powtórzyć.
No i podejdziemy . Mam nadzieję że do październikowej inseminacji dojdzie.
Nie pójdę tym razem do mojego gina, bo jakoś straciłam do niego zaufanie.

Poszłam na usg w 11 dc. Powiedział że jestem za wcześnie i żeby przyszła w 14 dc.
W 11 dc pęcherzyki miały 14 mm.
Przyszłam 14 dc, pęcherzyków już nie było, a IUI była planowana na 16 dc.
Doktor u którego byłam w 14 dc po zapytaniu się ilu dniowe mam cykle, od razu zapytał się czy nie jestem za późno...

szybko pękły mi pęcherzyki i to bez ovitrelle.
Straciłam zaufanie i tyle :)

Alicja 28 Niepłodna wtórnie 6 października 2016, 19:52

Długo czytałam pamiętniki innych, zacznę sama pisać bo czuje że potrzebuję tego, nie mam komu się zwierzać a od tych emocji zaczynam się dusić. Byłam u specjalisty endokrynologa, który jak twierdził "wyprostuje mnie" i CO????
TSH 11, wszystkie hormony podwyższone, po CLO miałam mieć krótkie cykle i tu dziś 32dc i dalej nic ;( oczywiście nie obyło się bez testu z rana... negatywny znowu negatywny, nie mam już sił, z każdym cyklem tracę nadzieję.

16 dc
W tym miesiącu w ogóle nie czuję się płodna. Coś mnie tam w jajnikach kłuje, ale po obu stronach. Śluzu mało i mleczny... Ale jakoś nie dołuję się, jak nie w tym cyklu to w następnym.
Wczoraj rano miałam wizytę u gina i naturalnie, dostałam L-thyrox 50. Musimy zejść z Tsh do 1-1,5. Nie prosiłam go o zajrzenie tam na dół, bo ostatnio było wszystko ok, ale później poszłam na siłownię i w końcu czułam się na siłach by poćwiczyć mocniej na brzuch. No i kurcze nie wiem o co chodzi, ale troszkę mnie tam w dole bolał. Nie chcę panikować więc odczekam jeszcze trochę, chyba, że może za dwa tygodnie pokażą się 2 kreski :) To wiadomo, brzuszek zostawie w spokoju.
Owulacja wyliczona na sobotę. Weekend wypadł mi wolny. Działamy :)

islanegra Nadzieja to plan... on ziści się nam? 6 października 2016, 20:24

13 dc - INSEMINACJA NR 2 WYKONANA!!!:)

UDAŁO SIĘ! Normalnie nie wierzę...

Mam ochotę schować się pod stół przypominając sobie co wczoraj odstawiłam w związku z planowaną na dzisiaj IUI. Szczegółów lepiej nie będę przytaczać, bo stwierdzicie, żem wariatka;) Nadzwoniłam się w każdym razie co niemiara, do wszystkich w klinice (nikt nie odbierał przez wiele godzin), żeby tylko przyspieszyć o dobę zabieg. Dlaczego? - bo byłam święcie przekonana, że jeden z pęcherzyków pękł, mimo iż od wstrzyknięcia zastrzyku minęło dopiero 9h... Tyle cykli ostatnio straciliśmy, nie pojechaliśmy nawet na ważny pogrzeb, wiążący się z daleką wyprawą, byle tylko w końcu doprowadzić do IUI, a tu miałoby wszystko pójść na marne?! Nie mogłam do tego dopuścić! Niestety nie udało się dogadać z kliniką, więc wpadłam w straszliwego dołka... Próbując jakoś się z niego wygrzebać, pochlipując co chwilę w duchu i fizycznie, postanowiłam chwycić się sprawdzonych ponoć przez kobiety cudownych sposobów radzenia sobie ze stresem i chandrą... Okazało się jednak, iż wydawanie pieniędzy na bzdety jest mocno przereklamowane, na słodycze traci się w takim momencie apetyt (a poza tym zawsze gdzieś z tyłu głowy wredny potwór krzyczy "pójdzie Ci to w dupsko i będziesz gruba!"), a wino też jakoś przestało cieszyć, tak, że nawet do otworzenia butelki się nie zmusiłam...
Ileż to było rozpaczania, nerwów, a tu dzisiaj w klinice na USG okazało się, że... nadal mam 2 piękne, całe i zdrowe pęcherzyki! Po jednym w każdym jajniku. Urosły do 20 i 21mm:) Ani się więc obejrzałam i już byłam w pokoju zabiegowym:) Dostałam nawet zdjęcie z USG, na którym widać całą procedurę! Trochę się prawdę mówiąc dziwnie poczułam, bo wyglądało jak zdjęcie ciążowe, a przecież ja w ciąży jeszcze nie jestem, więc nie zasłużyłam na takie prezenty... Miałam wrażenie jakbym coś ukradła i spore wyrzuty sumienia (craaaazyy!). Z drugiej jednak strony przyszła mi do głowy myśl, że może to jakiś znak (craaaazyy?)? Może to będzie moje pierwsze wspomnienie dotyczące nowego członka rodziny...? Tak bardzo bym chciała...

No nic, teraz tylko pozostaje dmuchać i chuchać na siebie i czekać...:)

Malinka123 Moje nowe życie 6 października 2016, 20:28

"(...)
Historie kobiet

Rebeca: Odzyskiwanie siły płynącej z porodu. Poniższą historię opowiedziała Bethany Hays, położna Rebecci.

„Rebecca rodziła po raz drugi. Jej pierwszy poród był długi, ale poradziła sobie dzięki pomocy osoby wspierającej oraz spokojnego, kochającego męża. Gdy Rebecca przybyła do szpitala w trakcie drugiego porodu, miała już siedmiocentymetrowe rozwarcie, ale czuła się świetnie. Chodziła i rozmawiała z grupą wspierających ją osób, popijając płyny. Tolerowała naszą medyczną ingerencję w jej poród w postaci monitora, opaski do mierzenia ciśnienia krwi i termometru.

Po kilku godzinach jej rozwarcie wciąż wynosiło od siedmiu do ośmiu centymetrów. Była zdziwiona, sfrustrowana i chciała „się za to zabrać". Omówiłyśmy dostępne rozwiązania, w tym także przerwanie błon płodowych, co pomogłoby obniżyć, co pomogło obniżyć główkę dziecka do szyjki macicy. Szyjka macicy była gotowa i wystarczająco miękka, by pozwolić na przejście dziecka, więc czekała tylko na jakieś bliżej nieokreślone działanie.

Po rozważeniu możliwych, negatywnych następstw, Rebecca zdecydowała się na przebicie błon. Błony przerwano. Skurcze się nasiliły, ale po jakimś czasie badanie wykazało, że wciąż nie ma pełnego rozwarcia. Główka wciąż była wysoko w miednicy. Rebecca miała nieznaczną potrzebę parcia w pozycji w kucki, ale jej parcie nie było skuteczne. Osoba wspierająca jej poród |ang. monitrice] przypomniała mi, że w czasie pierwszego porodu Rebecca także miała problemy z parciem, które w czasie II fazy zajęło jej trzy godziny i wymagało ucisku tylnej ściany pochwy, który pomagał jej przeć.

Ktoś zasugerował, że to może pomóc także teraz. Rebecca kucała, więc uklęknęła na podłodze, włożyłam dwa palce do jej pochwy i ucisnęłam mocno na jej tylną ścianę. W odpowiedzi nagle Rebecca odruchowo się cofnęła. Uświadomiłam sobie, że nie tylko sprawia jej ból, ale wywołuje o wiele poważniejszą reakcję emocjonalną. Moja reakcja emocjonalna była równie silna. 'Nie' - pomyślałam - 'nie będę uczestniczyła w tym nadużyciu. To jest wykorzystywanie seksualne ciała innej kobiety i nie zrobię tego.

‘Rebecca- powiedziałam- 'spróbujmy zrobić coś innego'. Zawsze wzruszała mnie wiara (często nieuzasadniona), którą moje pacjentki pokładały we mnie. Wiedziałam, że Rebecca ma do mnie zaufanie. Jaki by nie był ten plan, ona dałaby mu szansę. Ja jednak nie miałam żadnego planu. Robiłam wszystko na wyczucie. Poprosiłam ją, żeby znalazła wygodną pozycję. Ułożyła się na łóżku w pozycji półleżącej. Jej mąż leżał za jej plecami i przytulał ją. „Teraz”-powiedziałam „chcę żebyś się rozluźniła i słuchała mojego głosu. Najpierw wejdź w siebie i znajdź to miejsce w ciele, w którym jest Twoje dziecko. Kiedy już z nim będziesz, powiedz mu, że wszystko jest w porządku na wypadek, gdyby było przestraszone.

Czekaliśmy. Powoli na jej twarzy pojawił się uśmiech. Wiedziałam, że jest z dzieckiem. Nie przeszkadzałam już jej monitor płodu, który nagle zaczął pokazywać łagodne do umiarkowanych, deceleracje zmienne, pojawiające się przy skurczach. {Deceleracje zmienne to obraz akcji serca płodu związany z uciskiem żyły pępowinowej, co czasem u dziecka może powodować stres}.

'Teraz' - powiedziałam - 'chcę, żebyś tylko słuchała. Wiele kobiet nie czuje się właścicielkami wszystkich części swojego ciała. Nie pozwalamy sobie czuć pochwy i krocza. Postrzegamy je jako coś odrębnego i nie mamy nad nimi władzy. Niosą one negatywne skojarzenia: pornograficzne lub brudne. Te części naszych ciał często sprawiają nam problem. Jednak prawda jest taka, że one należą do nas. Należą do nas tak samo jak nasze ręce, usta i umysły. Ta część twojego ciała jest twoja i możesz ją odzyskać. Już teraz. Przyjmij ją jako zmysłową część ciebie, która jest źródłem radości. Skoro jest twoja, masz nad nią władzę. Możesz pozwolić, by twoje dziecko przeszło przez tą cześć ciebie tak szybko lub tak wolno, jak sobie tego życzysz. To nie musi boleć, ale w tej części ciała poczujesz bardzo silne sygnały, do których nie jesteś przyzwyczajona. Pozwól sobie na te uczucia i celebruj je jako powrót dawno utraconego przyjaciela.

Wszyscy obserwowaliśmy. Rebecca, leżąc w ramionach męża, była całkowicie rozluźniona. W pokoju panowała cisza. Słychać było jedynie dźwięk monitora płodu, który cichutko zaświadczał o dobrym samopoczuciu dziecka. Zastanawiałam się czy nie oszukuję sama siebie - byłam pewna, że każdy w pokoju uważa, że jestem świrnięta.

Nagle uświadomiłam sobie, że z każdym skurczem krocze Rebecci bardziej się wybrzusza, a główka dziecka się obniża. A więc to działało. Od czasu do czasu Rebecca traciła kontakt z ciałem, ogarniało ją przerażenie i kurczowo ściskała męża. W takich momentach pomiar tętna dziecka wskazywał przedłużone deceleracje zmienne, powoli powracające do normy. Mówiłam wtedy: 'Rebecca, porozmawiaj jeszcze raz z dzieckiem. Jest przerażone. Pamiętaj, nie przyspieszaj, jeśli tego nie chcesz . To Twoje ciało. Całe należy do ciebie'.

Rebecca ponownie się wyciszała. Zobaczyliśmy, że w kanale rodnym pojawia się czubek główki dziecka [tuż przed wyjściem na świat]. Wkrótce, przy nieznacznym wysiłku, dziecko urodziło się w kochające ramiona matki".

Słysząc tę historię, uświadomiłam sobie, że druga faza mojego drugi mogłaby mieć inny przebieg, gdybym miała taką lekarkę jak Bethany Hay. Zrozumiałam też, że nieświadomie stosowałam przemoc fizyczną wobec wielu rodzących kobiet, gdy naciskałam na ich pochwy, pomagając im w parciu i zachęcając je jak trener futbolu, żeby „je wypchnęły". Nie robiłabym tego, gdybym wiedziała, to co wiem dzisiaj.



Historia Amandy: poród domowy

Bethany uczestniczyła także w porodzie, podczas którego jedna z jej pacjentek weszła tak głęboko w siebie, że nawet nie podejrzewałyśmy, że jest to możliwe. Pierwsze dziecko Amandy urodziło się w wyniku cesarskiego, które przeprowadziła Bethany. „Wydawało mi się, że zrobiliśmy wszystko, jak należy - mówi Bethany. „Amanda była zdrowa, pewna siebie i chciała urodzić naturalnie bez znieczulenia. Miała wsparcie podczas porodu: rodzinę i przyjaciół. Chociaż wszystko wydawało się idealne, dziecko po prostu nie chciało wyjść na świat. Skorzystałam z całej dostępnej mi wiedzy, która w tamtym czasie była dość ograniczona. Wreszcie przeprowadziłam cesarskie cięcie”.

W trakcie drugiej ciąży Amanda wróciła do Bethany i powiedziała: „Tym razem chcę urodzić naturalnie". Bethany zgodziła się i powiedziała, że według niej jest to jak najbardziej realne. Kobiety, którym nie udało się urodzić naturalnie za pierwszym razem i nie straciły pragnienia, by spróbować ponownie, mają największą motywację. Amanda nie chciała rodzić drugiego dziecka w szpitalu, gdyż czuła, że jedną z przyczyn jej problemów było środowisko szpitalne. Zdecydowała się na poród domowy.

Przez lata miałam w moim sercu szczególne miejsce dla kobiet, które decydują się na poród domowy, gdyż ufają one sobie bardziej niż lekarzom i szpitalom. Chociaż czasami popełniają błędy, mogą nas czegoś nauczyć. Moja siostra rodziła w domu, a ja żałuje, że nie urodziłam w ten sposób choćby jednego dziecka. Chociaż wychodziłam ze szpitala tuż po porodzie i żadne z moich dzieci nie leżało na oddziale dla noworodków, wolałabym nie przerywać porodu, żeby wejść do samochodu i gdzieś jechać. Za każdym razem czułam, że jest to nienaturalne zakłócenie procesu.

Chociaż Amanda chciała, żeby Bethany była przy niej, Bethany nie przyjmuje poród w domu. Wreszcie osiągnęły kompromis. Bethany miała być jedynie osobą wspierającą poród, a Amanda miała zatrudnić najlepszą położną. Przyjmowanie porodów domowych przez ginekologa-polożnika było politycznie niebezpieczne. Wiele szpitali odbiera przywileje szpitalne lekarzom, którzy przyjmują porody domowe, a większość firm ubezpieczających od błędu w sztuce zawodowej |ang. malpractice um/Kmies] nie ubezpiecza takich lekarzy, pomimo statystyk świadczących o bezpieczeństwie porodów domowych. Jednak Amanda stanowczo zdecydowała, że chcę, aby Bethany była przy niej obecna. Bethany chciała ją wspierać, ale nie chciała być odpowiedzialna za sprawowanie nad nią opieki.

Wywiązały się długie dyskusje na temat różnych zagrożeń, pęknięcia macicy, zagrożenia płodu, ich prawdopodobieństwa oraz tego, co Bethany może, a czego nie może zrobić w razie, gdyby te problemy wystąpiły w domu. Ostatecznie Amanda przekonała Bethany, że bierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo swojego dziecka oraz swoje i jeżeli poczuje, że nie jest wstanie tego zrobić, powie o tym Bethany i udadzą się wtedy do szpitala.

Nadszedł dzień rozwiązania. Wczesna faza porodu była długa i bolesna, ale Amanda do nikogo nie dzwoniła. Gdy wreszcie zaprosiła swoich opiekunów, znaleźli ją w fotelu bujanym. „Czuje się świetnie”- powiedziała, po czym dodała: „ Po południu ból był tak straszny, że myślałam, że umrę”. Póżniej w rozmowie ze mną, Bethany oznajmiła” „ Nie widziałam, jak powiązać te dwa stwierdzenia w całość. Gdy zbliżał się moment rozwiązania, Amanda leżała na boku na swoim ogromnym łóżku „Staraliśmy się za nią nadążyć" - powiedziała Bethany - „kiedy ona zataczała okręgi na łóżku. Jej głowa pozostała pośrodku, a reszta jej ciała dwukrotnie zatoczyła wokół niej pełen krąg, manewr, którego nigdy wcześniej nie widziałam w szpitalu. To było bardzo pierwotne. Chociaż, nie rozumiałam tego, zaufałam, że jej potrzeba poruszania się w ten sposób jest elementem jej wyjątkowego procesu porodu.

Niewiele rozmawialiśmy. Amanda milczała i prawie nie wydawał z siebie dźwięków. Urodziła na czworakach, po czym przyklęknęła nad dzieckiem. Była gdzie indziej. Wszyscy wygłaszaliśmy komentarze na temat dziecka, ale ona nie patrzyła na noworodka. Jej ciało przyjęło pozycję świadczącą o ekstazie. Nie odpowiadała, mówiliśmy do niej. Przez moment przestraszyłam się, że może nie wrócić z miejsca w którym się znalazła. Następnie popatrzyła na niemowlę i powoli wróciła do ciała - czy też, być może, znów znalazła się poza ciałem?"

Bethany zrobiła zdjęcie Amandzie w tym ekstatycznym stanie i pokazała je na ostatnim spotkaniu lekarzy, na którym obie wygłaszałyśmy wykłady na temat zdrowia kobiet. Z historii Amandy, a także z lektury książki pt. Shakti Woman autorstwa Noble oraz Guide to Childbirth (Bantam, 2003) Iny May, dowiedziałam się, że ekstaza, której doświadczyła Amanda, potencjalnie leży w zasięgu każdej kobiety. Od tamtej pory dużo rozmawiałam z moimi pacjentkami, które rodziły w domu, no jedna z nich wyznała, że w trakcie porodu w domu „wyszła z ciała'" i stała się latającym w górze orłem. W ogóle nie doświadczyła bólu. Nigdy nikomu o tym nie mówiła. Jednak od tego momentu w pełni ufała swemu ciału.
Zbiorowo, choć niekoniecznie świadomie, kobiety nauczyły się obawiać doświadczenia porodu. Na naszej zbiorowej ścieżce pojawiła się każda z możliwych przeszkód, która uniemożliwiała nam doświadczenia mocy porodu. Jednak jak mawia Bethany: „Ten rodzaj porodu jest możliwy w wielu środowiskach, wymaga matki, która ufa swemu ciału i jest połączona z jego wszystkimi częściami. Musi kochać dziecko i pragnąć go. Musi rozumieć, że poród jest doświadczeniem natury seksualnej i czuć się swobodnie ze swoją seksualnością. Musi się czuć bezpieczna. Musi wiedzieć, że ludzie wokół niej akceptują jej ciało oraz seksualną naturę tego, co robi. Nie są tym zażenowani i nie zakłócą procesu porodu. Musi wiedzieć, że może zejść do swojego wnętrza i bezpiecznie stamtąd powrócić. Jeżeli jeszcze nigdy tam nie była, potrzebuje uziemiającej miłości rodziny i przyjaciół, którzy w razie potrzeby przywołają z powrotem".

Kobiety, które rodziły w sposób standardowy, powinny zrozumieć, że nie są odpowiedzialne za to, czego w tamtym czasie nie wiedziały. Gdy moja matka mnie rodziła, a także gdy rodziła wszystkich moich braci i siostry, była pod wpływem leków. Chociaż karmiła nas piersią, to jednak na wiele godzin pozostawiano nas dla noworodków, gdy matka się budziła. Nie chciała, żeby tak to wyglądało, ale nie widziała, że ma inny wybór.

Pamiętaj, to bycie odpowiedzialną oznacza jedynie , że ma się „możliwość odpowiedzi”. Nikt nie ma gwarancji idealnego porodu. W rzeczywistości, pojęcie „idealnego porodu” stanowi element perfekcjonizmu, systemu uzależnień. Czasami tuż po porodzie dziecko musi być poddane obserwacji na oddziale dla noworodków. Czasami niezbędne jest nagle cesarskie cięcie. Gdy tak się zdarzy, nie jest to porażką kobiety. Kobiety są jedynie elementem złożonego i tajemniczego procesu. Dziecko jest także aktywnym uczestnikiem porodu. Każdy w nosi coś wyjątkowego w ciąże i poród. Zawsze możemy czegoś się nauczyć i wykorzystać to doświadczenie dla rozwoju osobistego. Jednak bez względu na to, co się dzieje, rodzice powinni być maksymalnie zaangażowani na wszystkich etapach ciąży i porodu. Powinni zrozumieć , że ich wkład ma ogromne znaczenie dla zdrowia dziecka.

Zbiorowe odzyskiwanie mocy płynącej z porodu

Wyobraź sobie, co by się stało, gdyby większość kobiet wstała z łóżka porodowego z odnowionym poczuciem siły i mocy swoich ciał oraz ich umiejętności osiągnięcia ekstazy poprzez poród. Jeżeli wystarczająca ilość kobiet zrozumie, że poród jest czasem, który oferuje wspaniałą możliwość nawiązania kontaktu ze swoją prawdziwą mocą z porodu i gdy kobiety będą chciały wziąć za to odpowiedzialność, odzyskamy moc płynącą z porodu i pomożemy przywrócić technologii jej właściwe miejsce — czegoś, co służy rodzącym kobietom, ale nie jest ich panem.

Dla wielu kobiet poród jest pierwszym doświadczeniem połączenia z innymi kobietami oraz z ich olbrzymią kreatywnością. Może odmienić sposób, w jaki o sobie myślimy. Jedna z pacjentek powiedziała: "Czułam się jednością z każdą kobietą, która kiedykolwiek rodziła. Czułam siłę i miałam kontakt z czymś wewnątrz mnie, o istnieniu czego nie miałam nawet pojęcia. Zajęłam miejsce w szeregu kobiet matek".

<3 <3 <3

"Ciało kobiety, mądrość kobiety"-Dr Chrystiane Nortrup


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2016, 20:28

Furiatka Third time is a charme 6 października 2016, 20:30

Kolejne wyniki badań odebrane. Generalnie dno i kilo mułu.

- przeciwciała przeciwjądrowe ANA profil 1: stwierdzono obecność przeciwciał przeciwjądrowych w mianie 1:100 dających na komórkach Hep-2 obraz świecenia ziarnisty

Do tego u małża morfologia plemników na poziomie 2%. Jedyne pocieszenie, że pływaków jest sporo i są ruchliwe, ale jakości znikomej. Byliśmy dzisiaj u gina. Zakupiliśmy milion supli za kolejne milion monet i liczymy na poprawę. U niego rokowania są niezłe. Gorzej u mnie. Nie dość, że ANA dodatnie, to toczeń też dodatni, a to już pewnie wskazuje na coś grubszego... Naczytałam się o tych przeciwciałach i w sumie ani trochę nie stałam się mądrzejsza. Z jednej strony piszą, że na ciążę nie ma co liczyć, z drugiej przypadki dziewczyn choćby z tego forum potwierdzają, że w medycynie wszystko jest możliwe. Gin zalecił poczekać na resztę badań i udać się do immunologa. Wizyta już umówiona, ale aż się boję, co może jeszcze wyjść w kolejnych wynikach. Dupa, dupa, dupa. Czym sobie kurwa na to zasłużyłam?
Wydawało mi się, że mamy jeszcze tylko opcji do wykorzystania, że zawsze jest in vitro, a tu się zaraz okaże, że szanse na donoszenie ciąży nawet z pozaustrojowego zapłodnienia są znikome.

Tak na marginesie, dostałam awans, podwyżkę, służbowe auto, jutro odbieramy klucze do naszego nowego domu, ale jakoś przestało mnie to cieszyć.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2016, 20:30

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)