Kornelia skończyła wczoraj 5 miesięcy!!! Niesamowicie ten czas leci... Aż łezka się w oku kręci jak sobie uświadomię, że te chwile już nie wrócą, że może coś mi umknęło, że tyle rzeczy mogłam zrobić inaczej, że popełniłam pewnie masę błędów...

To niesamowity okres w życiu dziecka. Te zmiany, które z dnia na dzień się pojawiają są tak spektakularne, że czasem aż nie do uwierzenia. Jak patrzę teraz na nią, to nie wierzę, że jeszcze nie tak dawno była taką maleńką kruszynką, która tylko spała, jadła i robiła kupę:)A teraz... moje cudowne dziecko już tyyyle potrafi! Reaguje na swoje imię, wie kto to tata i szuka go wzrokiem. Śmieje się bez przerwy. Wystarczy na nią spojrzeć i już zaciesza:) Coraz częściej głośno i to jest takie urocze. Zajada już jabłuszko, marchewkę, ziemniaczka, gruszkę. A jak widzi, że ktoś je w jej obecności, to od razu dziubka otwiera i wyciąga rączki.

Byliśmy wczoraj u ortopedy i na szczęście z bioderkami już wszystko w najlepszym porządku. Tak się martwiłam, że będzie musiała nosić pieluchę. Niepotrzebnie, dzięki Bogu.

Kocham tą łobuzice małą nad życie! I kiedy śpi teraz już dłuższą chwilę, to mi się tęskni<3
773334394eef26cdmed.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2016, 13:47

Dziś jest taki dzien ze mam dość wszystkiego i wszystkich w kolo łącznie ze sobą.Chyba @nadciaga ze zdwojoną siłą.mowili ze zycie to nie bajka owszem tylko sie pytam czego ja mam ciągle pod górkę -jestem pechowa czy jak.Chce dobrze a jak zwykle wszystko się pierd....Lez juz brak,ciągle wszyscy powtarzają badz silna ok wszystko ładnie tylko jak do cholery jak.Niech ktos doradzi.Mam ochotę wyjść i nigdy nie wrócić.wszystko zaczyna mnie przerastać!!!!

MiMiMI 16. 7 października 2016, 14:14

16 cs.
21 dc.
6 dp.

Mój wykres w tym miesiącu ... no kurde idealny. Chyba nigdy takiego nie miałam. Jak to nie jest wykres ciążowy to nie wiem jak miałby wyglądać. Chyba przestanę mierzyć temperaturę. Bo po co ?

Objawów brak, albo są takie jak zawsze w fazie lutealnej ... więc ciąży też brak?

Eh ...

Nie uda się.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2016, 14:18

11 tygodni i 2 dni

Czuję się fizycznie dobrze, ale psychicznie chyba nie... Coraz bardziej mnie przytłacza pogoda i brak słońca. Nie tyję - chudnę... wczoraj na wadze było 64,1 kg. Nie wiem, czy powinnam się cieszyć, czy nie...
Dwa dni temu przeżyłam wielki stres. Bardzo bolał mnie brzuch, tak jak zwykle przed okresem. Nic nie pomagało. Oczami mojej wyobraźni widziałam najgroźniejsze rzeczy. Mój T. nie stanął na wysokości zadania, nic nie pocieszył, nie pomógł, bo sobota wieczór, jak tu nie wypić drinka... :( :( :(
W zeszłym tygodniu byłam na oddaniu krwi na test Pappa. 20 października badanie. Też nie będzie mojego męża na nim. Stwierdził, że nie warto brać dnia wolnego. Z jednej strony go rozumiem, ale z drugiej mi tak jakoś przykro...
W tym tygodniu nie widzę dobrych rzeczy... wcale...

ma_pi Demotywator 7 października 2016, 14:39

I co? I już po :-) Mam dwie blastki 3AB i 3CC. Może to nie są niewiadomo jakie okazy, ale są moje, w moim brzuszku, a to najważniejsze. I po rozmrażeniu ruszyły do przodu. Ta pierwsza przy mnożeniu była 3BB, a ta druga 1XX (nie wiem, jakie miała oznaczenie), więc sporo nadrobiła od rozmrażania do transferu. Dr powiedziała, że mają wolę życia :-)
I jeszcze jedno. Dr powiedziała, że przez przypadek wpisała mi w kartotekę pozytywną betę :-) I to jak pozytywną. Ponad 29tys.

Samara Oprócz błękitnego nieba... 7 października 2016, 14:44

Piątek!
Wracam do domu i kładę się spać. Mojej ciśnienie jest jakieś masakryczne. Wczoraj zmierzyłam i górne 89, dolne 60. P. mnie wyśmiał i powiedział, że niższe to już tylko wampiry.
Dziś dowiedziałam się, że koleżanka, która od 7 lat starała się o dziecko w końcu zaszła. A miała mega dużo problemów. Torbiele wielkości kurzego jaja, brak owu, zaburzenia hormonalne, jakiś totalny miks. Kiedy w końcu się poddali i odstawiła wszystko, zaskoczyło. Cieszę się, bo się jej należy.
U mnie póki co poranne mdłości przybierają na sile. Jeszcze nie wymiotowałam, ale i tak jest ciężko. A zjeść śniadanie to masakra... Dwie kromki chlebka kruchego z serkiem almette i plasterkiem drobiowej szynki wmuszam w siebie godzinę. Wszystko mam ściśnięte. W ogóle bym nie jadła, gdybym nie musiała.
Oprócz senności i mdłości nic się nie dzieje specjalnego i mam nadzieje, że już tak zostanie do samego końca.
Deszczyk sobie pada, ale jak akurat uwielbiam taką pogodę. Nie trzeba udawać, że jest się pełnym energii. Przyjdę do domu, zrobię obiadek, potem zapalę świeczki, zasłonię rolety i witaj święty spokoju!

Sunny Staraczka 8 października 2016, 11:22

Wczoraj się dowiedziałam, że moja koleżanka z pracy jest w ciąży. Również długo się starali i cieszę się z jej szczęścia jednak poczułam lekką zazdrość i smutek :( Że my jeszcze nie, że nie wiadomo czy w ogóle. Koleżanka nie wie, że się staramy ale powiedziała, że teraz czeka na mnie. To z jednej strony miłe ale z drugiej dołujące.
Jak wyłączyć emocje..?

Almanah Wznawiamy starania 7 października 2016, 16:25

12 dc, piątek

Długo nic nie pisałam, chociaż dużo się działo przez ten czas. W maju straciłam pracę, znalazłam nową, ale ponieważ warunki trochę się pogorszyły i kasy zrobiło się mniej postanowiliśmy przerwać starania. Trochę się podłamałam, odsunęłam od siebie wszystko co przypominałoby mi o tej porażce i zaczęłam myśleć o przyszłości.
Zaczął zbliżać się termin przedłużenia umowy najmu z właścicielami mieszkania, M. dalej siedział w Warszawie. Wtedy pewnego dnia dał mi znać, że jego tata zrezygnował z pracy i wrócił do domu, a jego brat/szef nie będzie mu już opłacał mieszkania. Kolejna kłoda pod nogi. W pracy dobrze mi szło, pierwsza podwyżka na horyzoncie, zaczęłam czuć się w nowym mieszkaniu jak u siebie w domu, miałam już nawet swój ulubiony pub w pobliżu, gdzie spotykałam się ze znajomymi raz na jakiś czas. Taki już etap zapuszczania korzeni i ogarniania, że do tej podstawówki pewnie pójdzie mój potomek, a tam potem do liceum. No bo na pewno kupimy mieszkanie gdzieś tutaj, no bo gdzie. A tu nagle coś takiego. W zasadzie w ciągu godziny podjęłam decyzję o przeprowadzce. Wszystko zostawiłam za sobą, nową pracę, przyjaciół, rodzinę, nawet moją ukochaną bratanicę (skubana już BIEGA i mówi "Ala"!). Podziękowałam właścicielom mieszkania za współpracę, podziękowałam szefowej za pracę, spakowałam cały mój dobytek (trzy pełne kursy Grand Vitarą), zarzuciłam koty na plecy i pojechałam do Warszawy.
Mój M. na pocieszenie kupił mi żelazko, deskę do prasowania i odkurzacz, żebym się nie nudziła. Powoli oswajam się z sytuacją. Oczywiście, czuję się samotna, znudzona, wykiwana przez świat na każdym froncie no i generalnie chujowo.

Z kwestii fizycznych, jeśli szanowny czytelnik zajrzy w moje wykresy zobaczy, że ciało też robiło mi psikusy przez te kilka miesięcy. Cykle każdej długości, dziwne plamienia i krwawienia śródcykliczne. Dopiero ten cykl jakoś się trzyma kupy. Oczywiście pomijając bóle jajników i wysyp pryszczy na mojej twarzy. Nigdy nie miałam takich problemów z cerą. NIGDY. Nawet w okresie dojrzewania. Nie wiem czy to hormony, czy klimatyzacja, czy źle dobrane kosmetyki. A może fatalna dieta? Mam wrażenie, że odkąd nie przebywam po 12 godzin dziennie w klimatyzowanym, zakurzonym pomieszczeniu, jest jakby lepiej. Ale nie wiem czy to nie jest złudzenie. Czekam, obserwuję. Jeśli w tym cyklu nie będzie żadnych niespodziewanych plamień czy innych cudów, a moja twarz wróci jako tako do normy, to póki co odpuszczę wizytę u lekarza. Od następnego cyklu zacznę mierzyć temperaturę żeby zobaczyć na czym stoję w kwestii fazy lutealnej. Póki co po prostu będziemy się kochać jak nam będzie pasowało. Może bez stresu i bez zbyt wygórowanych oczekiwań samo zaskoczy. A może nie. Jak zwykle - nigdzie mi się nie spieszy.

Do następnego.

Dziś mój 26dc mam bóle @ uczucie mokrości i bulgocze mi w brzuchu...miesiaczka pewnie za rogiem się czai .Poza tym to zimno i szarawo nic się człowiekowi nie chcę..

Josephine Uda się ! 7 października 2016, 18:18

No i wykrakałam... :p tylko wsiadłam do auta i od razu zaczęło padać ;o
Ehh tarczyca wygląda typowo jak przy niedoczynności Ale bez żadnych zmian ogniskowych :) super :p
Siedzę sobie i marzę o tym by na święta BN dzielić się z rodziną radosną nowiną... na sama myśl wypełnia mnie takie wewnętrzne ciepło... Ehh jak bym chciała to urzeczywistnić :/

Tymczasem do świąt BN zostały raptem 2 cykle starań :/


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2016, 18:21

29dc, 11dpo

W ramach rozrywki idę zaraz z mama do kina na Bridget Jones Baby - juz na tym byłam z 2 tyg temu z mężem, ale mama tez chce zobaczyć a ja chętnie obejrzę jeszcze raz hehe miłego wieczoru Kochane! Mój na pewno taki będzie :D

Ps. Skoro 43 letnia Bridget moze mieć dziecko to i MY wszystkie możemy hihi :D <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2016, 10:20

48 dc 11 dpo(?)

Czekam na @ a ona jak na złość nie chce się pojawić. Czekam aż mąż zrobi badanie nasienia żeby móc jechać do ginekologa. Czekam na ciążę, na to, że będę mamą. Czekam na urlop żeby trochę odpocząć. Jedno wielkie czekanie w moim życiu teraz...

Byłam u Pani endokrynolog i zrobiła mi USG tarczycy a tam wszystko w porządku. Prolaktyna lekko podwyższona ale też w porządku. Mam jeszcze się zgłosić do niej, stwierdziła, że na spokojnie przejrzy w domu wszystkie moje wyniki więc mam dzwonić do niej pod koniec miesiąca. Przepisała mi metforminę ale jej nie biorę. Nawet nie wiem czy jest mi potrzebna a przyznam szczerze, że nie mam jakoś zaufania do tej lekarki. Sama dawka mnie przeraża- 750 mg, tabletki o przedłużonym działaniu choć na początku przepisała mi 850 (w aptece dzwonili do niej bo nie ma Glucophage XR 850 mg a tak mi zapisała i wtedy zmieniła, że ma być 750). I tak jak czytałam to dużo osób zaczyna od dawki 500 mg a nie tej co ja mam. Więc na razie się wstrzymuję z tym ale jeszcze pójdę do niej bo jestem ciekawa co dopatrzy w tych moich wynikach.

Mąż dalej nie zrobił badań nasienia choć wiedział, że chciałam w czasie urlopu jechać do ginekologa razem z nim. Później ciężko mi będzie wziąć wolne więc wizyta znowu się odroczy. Ale on ma to gdzieś i mijają dni a on nic nie robi z tym. Nie mam siły z nim dyskutować na ten temat.

Chciałabym już wiedzieć, w którą stronę zmierza ten cykl tzn. albo @ albo ciąża choć w to drugie za bardzo nie wierzę. No bo owulacja tak późno? To jakiej jakości jest ta moja komórka jajowa, co? Także czekam co z tego wszystkiego wyniknie.

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 7 października 2016, 21:08

Nauki cd.. Gada facet o naprotechnologii i zaczyna gadać, że tam są lekarze, którzy próbują szukać bardziej niż inni, którzy nie idą na skróty.. I powiedział o kobiecie, której wszyscy wmawiali tylko in vitro, a oni przyszyli jej jajowód do macicy i urodziła naturalnie.. I oczywiście zaczęłam szukać, znalazłam jakiegoś takiego magika, który odtworzył dojście do macicy i specjalizuje się w mikrochirurgii.. Zgłupiałam wszędzie piszą, że takich defektów (który również mnie spotkał) nie da się naprawić, a tu że niby się da.. Postanowiłam, że umówię się na konsultację, a co mi tam, najwyżej powie mi to co już wiem.. Fakt, że cenę za konsultację ma facet nieziemską bo 300zł, ale przeżyję.. Jeżeli oni na serio podejmują się takich cudów to może przestanie przewracać mi się w żołądku na samo słowo naprotechnologia..

Czy jest możliwe że co miesiąc mam owulację z jednego jajnika? Praktycznie co miesiąc odczuwam kłucie w lewym jajniku a prawy cichy raz tylko w przeciągu roku kuł mnie prawy jajnik. No i od wczoraj znowy kluje mnie lewy no i chyba zbliża się owulacja bo dziś zauważyłam już rozciągliwy śluz no pozyjemy zobaczymy czy coś z tego bedzie w poniedziałek wizyta u mojego starego gina

Dzisiaj mam ten dzień kiedy myślę. Zdecydowanie za dużo myślę. Wiadomo oczywiście o czym. Kurczę zastanawiam się dlaczego? Nie chce się nakręcić ale biorę Clo .... Zaraz zaczną się dni płodne o ile będzie owulacja i starania to może te święta będą najwspanialszymi.? Uwielbiam magiczny czas świąt już na nie czekam....A wraz z przyjściem świąt czekam na to co my wszystkie....


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2016, 22:26

Zosia ma 16 miesięcy
Bliźniaki - 9 tc

CIĄŻA
Mdłości w pewnym momencie sięgnęły zenitu, w ciągu chyba godziny wymiotowałam 4 razy. No masakra. To był dzień tej wizyty. Nigdzie nie dojechałam, nie byłam w stanie z łóżka wyjść. Wizyta przepadła. A chciałam bardzo mieć lekarza na nfz, bo moja ulubiona pani Doktor przyjmuje tylko prywatnie. Ale technicznie nie mialam jak w ogóle dotrzeć do lekarza.
Po jakimś czasie straszliwych mdłości - nagle przeszło. Coś tam mnie delikatnie czasem zmuli, codziennie rano rutynowe wymioty muszą być, ale w porównaniu z tym co było - niebo a ziemia.
Więc co? oczywiście się okropnie zmartwiłam że coś nie tak z dzieciaczkami. Wyprosiłam u ginki żeby mnie przyjęła na szybciutki podgląd, i dzisiaj byliśmy podejrzeć Maluchy czy wszystko w porządku.
Cała "wizyta" z usg - 6 minut:P ale SĄ! oba! mają się dobrze! jedno machało nawet nóżką! mają po 2,20cm i 2.25 cm :D
Ależ ulga:) Co do mdłości - widocznie taka uroda tej ciąży, że raz są raz nie ma
(dziś były, wczoraj prawie wcale, dziwne) i trzeba to przyjąć na klatę i cieszyć się tymi lżejszymi dniami. Progesteron mam 40,7 więc na ten tydzień ok. Sprawdzam wg tabelki na stronie naprotechnologii, bo tam są przebadane i podane jakie potrzebne są wartości progesteronu do prawidłowego rozwoju ciąży. Dzięki temu nie muszę "na zapas" i "na wszelki wypadek" faszerować się luteiną przez całą ciążę, tylko ewentualnie dopiero wtedy gdy poziom hormonu spadnie.
Wciąż nie dociera do mnie że mam w brzuchu dwa człowieki małe:P nieprawdopodobne! Z zewnątrz nic nie widać, wręcz schudłam, i takim czasem podejrzanym wzrokiem patrzę czasem na ten płaściutki brzuch, że jak to? że to już niedługo te 20 kg, te ruchy, kopniaczki.... jak to?

ZOSIA
Strasznie mi się podoba ten okres wieku dziecka - Zosia jest rewelacyjna! Jest jednocześnie słodka i urocza, taka dzidziusiowa czasem, a jednocześnie jest taka mądra! Tyle już rozumie! gadać nie chce ni cholery, milczek uparty, ale i tak dogadujemy się znakomicie! to niesamowite, mamy naprawdę kontakt, jest jakaś relacja. To już nie jest "obsługiwanie" niemowlęcia - polegające na odczytywaniu i zaspokajaniu potrzeb, to jest prawdziwa komunikacja:) Zosia potrafi pokazać co lubi czego nie, co chce. Rozumie doskonale niemal wszystko co się do niej mówi - na różne przynieś/podaj jest bezbłędna. Czy to chodzi o bluzeczkę z łóżka z sypialni czy nocnik z łazienki... Umie sama wyrzucić śmiecia do kosza w szafce pod zlewem. Umie dopasować zwierzątka do obrazka, udawać że sama czyta lub rozmawia przez telefon, wytrzeć misiowi buzię chusteczką czy zdjąć buciki i odłożyć na swoje miejsce. Mogę ja o różne rzeczy pytać i mogę spodziewać się odpowiedzi. Ma też poczucie humoru, lubi strzelać minki i ganiać się po mieszkaniu zanosząc śmiechem. Bez najmniejszego problemu chodzi na spacery z osobami innymi niż ja i Tatuś, i również bez problemu zostaje pod ich opieką, robiąc nam tylko słodkie papa i gnając do zabawy. Jest zdrowa, radosna, spokojna.
praca nad rozwojem mowy idzie powoli ale jestem cierpliwa. Zosia zdecydowanie nie lubi mówić. za to fantastycznie wszytko pokazuje. ze słów niezmiennie króluje Tata. Powtarzać po mnie nic nie chciała. Zakupiłam rewelacyjną książkę wspomagającą rozwój mowy napisaną przez dr logopedii pt "Pucio uczy się mówić". Zosia ją pokochała bezgranicznie i dzięki wałkowaniu jej milion razy dziennie codziennie są efekty - powtarza jak robi kotek (mau) i piesek (ehyyy!) i to jest niby miniaturowy, ale dla nas milowy sukces!
Za to w pokazywaniu jest mistrzem, "czytając" książkę powtarza zawsze wszystkie gesty jakie w książce są zawarte -np. nu nu nu do gorącego garnka, bam bam do bębęnka, puk puk do drzwi czy papa do pociągu.
Jestem nią zauroczona i zakochana po uszy.

Jeszcze tylko wspomnę ze ostatnio przyłapałam się na refleksji, że ta ciąża jest trudniejsza bo dzieciaki bliźniaki są jakieś obce. Stwierdziłam że z Zosią było łatwiej - była tam nasza mała Zosia i kochałam ten brzuchal ogromnie. A teraz dziwnie - nie znam w sumie przecież tych dzieci co to tam siedzą... a potem pomyślałam ty głupia babo. Przecież Zosi też nie znałaś. Teraz ją znasz doskonale, i sobie przekładasz to na czas ciąży, a przecież w ciąży czułaś dokładnie to samo - niewiadomą i ekscytację.
Bardzo jestem naszych dzieci ciekawa:)

Poczekalnia Czy w końcu wydarzy się cud ? 7 października 2016, 23:38

Dziś nasza 9 rocznica. Dokładnie od 9 lat " chodzę " z człowiekiem, który ma być ojcem naszego dziecka. 3 lata jesteśmy już po ślubie, a przez życie idziemy już razem od 9 lat. Kocham tego chłopaka mojego. Z dnia na dzień coraz mocniej. Może przydałby się jakiś nowy chłopak do kochania :) Albo dziewczyna ? :)

Jestem po monitoringu, jest dobrze :)
Tym razem pęcherzyk z prawego jajnika, 19.77 mm. Endometrium 8,59 mm :)
Jutro rano zastrzyk a we wtorek wieczorem znów monit.

Anulka 27 Czekając na cud.... 8 października 2016, 13:55

A miało być tak pięknie a tu rano straszny ból brzucha i przyszła ta nie dobra :-( kolejne straszne rozczarowanie :-( czy kiedyś się uda......

Wczoraj wylegiwałam się z Małą, oglądałyśmy bajki, czytałyśmy książeczkę o dinozaurach, wsuwałyśmy słodycze, miałyśmy dzień dobroci dla siebie. Na badania nie poszłam, bo nie bardzo miałam jak.

Plamienia nadal trwają, na szczęście cały czas są brązowe.

Ale dzisiejsza beta 365,60 mIU/ml :-)

O mój Boże, aż się boję cieszyć, czyżbyś otworzył to okno?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)