Czuję potrzebę wygadania się, zrzucenia z wątroby paru spraw, które mnie trochę gniotą. Od wczoraj czuję pobolewania w dole brzucha. Nasila się to po długim siedzeniu. Dziś miałam 2 godziny nauczania indywidualnego i pod koniec poczułam pobolewania, jakby napięcie. Podobnie wczoraj, kiedy pracowałam na komputerze siedząc na kanapie. Dziś po pracy poleżałam pół godzinki, poszłam na spacer po obiedzie i przeszło.
Druga sprawa to wkurw na pracę. Tych małych i większych niedogodności jest trochę, ale ogólnie, jak nie widzę dyrekcji, to da się znieść.
Ostatnio moim "pain in the ass" są niektórzy rodzice. Zaczęło się od bójki na przerwie jednego dnia. Dwie płaczące uczennice zgłosiły, że zostały skopane przez chłopaka. Poinformowałam wychowawców (chłopaka i dziewczyn), napisałam wiadomości do rodziców dziewczyn, wychowawca chłopaka zaprosił rodziców, by stawili się w szkole dnia następnego, bo tego dnia, jak mi to dziewczyny zgłosiły, była to ostatnia lekcja, a wychowawców już nie było w szkole. Na drugi dzień okazało się z monitoringu, że chłopak owszem kopnął jedną w brzuch (druga ściemniała, by poprzeć koleżankę), ale on sam był przez jedną z dziewczyn zaczepiany. Sytuacja się wyjaśniła. Każdy był tam trochę winny. Ale potem zaczęłam dostawać na dziennik wiadomości od matki chłopaka, że zafundowałam mu stres, że wymiotował z nerwów, że powinnam sama przeprowadzić śledztwo, ściągnąć go z lekcji z drugiego końca szkoły i wyjaśniać, nie informować wychowawców, ani rodziców itd, itp. Tłumaczyłam grzecznie dwa razy, że nie mogłam ściągnąć go z lekcji, bo raz, że to drugi koniec budynku, dwa - nie mogę wyjść z lekcji i zostawić całą klasę bez opieki, 3 - nie jestem wychowawcą, 4 - sprawę należało wyjaśnić z udziałem wszystkich dzieci i rodziców (nie pierwsze zarzuty wobec tego chłopaka), a że wówczas była to ostatnia lekcja to nic by się tego dnia nie załatwiło, bo ani wychowawców, ani rodziców by się już tego dnia nie ściągnęło. Sprawa została wyjaśniona następnego dnia rano i o to chyba chodziło. No, ale mamy to nie przekonało. Tyle, że ja już nie odpisywałam. Postąpiłam zgodnie z przyjętymi procedurami, nikt nie ucierpiał, była reakcja na agresję.
Druga sytuacja, wczoraj dzwoniła do mnie mama jednej z uczennic (mam jej numer w telefonie), ale nie mogłam odebrać, bo byłam w drugiej pracy. Drugi raz nie dzwoniła. Zdarzyło się również w tym roku szkolnym, że dzwoniła w sobotę rano (spałam jeszcze) i jeszcze kiedyś jak byłam na zwolnieniu, czułam się podle, nie odebrałam wówczas. Generalnie, po tych wszystkich zmianach w szkole (na gorsze) stwierdziłam, że nie mam obowiązku odbierać telefonów od rodziców po godzinach, nie mam służbowego numeru, szkoła nie dokłada mi się do abonamentu, podałam telefon w dobrej wierze, że będzie wykorzystywany w nagłych wypadkach, a nie np. w niedzielę wieczorem matka (ta sama) dzwoni, że Mateuszka nie będzie jutro, bo ma czerwone gardło. Albo dzwoni i gada pół godziny swoje żale na nauczyciela biologii. Stwierdziłam, że muszę postawić granice i nie będę odbierać, kiedy nie mam czasu/ siły, ani oddzwaniać. Jest tyle form kontaktu: e-dziennik, zeszyt korespondencji, konsultacje, telefon w szkole, a nikt w pracy nie docenia tych telekonferencji z prywatnego telefonu, więc czas trochę ludzi oduczyć. Nie mówię, jakby była wycieczka, czy choroba dziecka w szkole. Generalnie nikt poza tą jedną panią do mnie tak nie wydzwania.
A dziś dzwoni inna mama (miałam czas, odebrałam) i mówi do mnie, że tamta mama jej się pożaliła na mnie, że jestem niekulturalna, bo nie oddzwaniam, że nie odbieram rozmów, że jak jeszcze raz nie odbiorę to... ona idzie prosto do dyrektorki. HA! HA! HA! Kurwa, koń by się uśmiał! Już widzę rozmowę na dywaniku z dyrektorką, chyba bym ją postraszyła sądem pracy! Podziękowałam tej pani za uprzejme doniesienie i nadmieniłam, że nie posiadam służbowego telefonu, że kiedy mogę to odbieram, a kiedy nie mogę to nie. A jeśli komuś bardzo zależy na kontakcie, to jest wiele możliwości kontaktu i polecam e-dziennik, ew. można nawet wysłać sms.
Generalnie można powiedzieć, że mam wylane na to, ale wciąż jeszcze potrafi mnie zaskoczyć bezczelność niektórych ludzi! Co sobie ta baba (urzędniczka nota bene) myśli! Czy ona też daje swój numer petentom i odbiera od nich telefony z zapytaniami, jak tam ich sprawa się toczy? I jeszcze mnie dyrekcją straszy! Nosz kuźwa!
Tak mam tego wszystkiego DOSYĆ, że po prostu marzę, by spierdolić na L4. Oby tylko ta ciążą nie zrobiła mi brzydkiego numeru!! Miałam się umówić na wizytę do byle jakiego gina w tym tygodniu, ale postanowiłam przetrzymać atak paniki. Może nie będę żałować.
8+1d
Przepraszam ze nie komentuje pamietnikow i wykresow ale o Was wszystkich pamietam i kibicuje.
Co u nas? Lekko nie jest, zaliszylismy wczoraj 5te usg bo ciagle cos sie dzieje. Caly czas ten strach ze cos nie tak. Od niedzieli bolal mnie brzuch, z kropkiem wszystko w porzadku ale moge miec zapalenie nerki albo pecherza, czekam na wyniki dzisiaj wieczorem. A poza tym to ogolnie jest do d***. Mdlosci non stop, wymioty z zaskoczenia, nie znosze robienia sobie zastrzykow, dramat jest kazdego wieczoru. Nie moge spac a padam z nog. No i ten wieczny strach ze cos sie stanie. Chodze i placze bez powodu.
Bylam kilka dni w pracy a teraz przez kilka dni bede pracowac z domu. Prenatalne panstwowo mam miec 8 listopada ale zastanawiam sie nad pojsciem prywatnie a takze nad rodzeniem prywatnie bo jestem zalamana opieka nad ciezarnymi w tym kraju. Mialam przed ciaza problemy z sercem no i zaczynaja sie nasilac, a wizyte u kardiologa moge miec w grudniu. No i poniewaz wada jest dziedziczna to powinno sie tez dziecko sprawdzic.
1dc
Zaczynamy od początku. Muszę temu wszytskiemu jakoś dopomóc, za długo już to trwa.
Trochę poczytałam o PCO. Muszę zmienić dietę - zero cukru, zero mąk; więcej warzyw i owoców. Suplementy: duże dawki wit. D, wracam do picia ziół nr 3 ojsa Sroki, kisiel z siemienia lnianego na śluz i może jeszcze coś dorzucę. Oczywiście kwas foliowy.
Powoli zaczyna mi to wszystko obojętnieć. Widocznie mam mieć jedno dziecko. Za rok Zosia pójdzie do przedszkola więc zacznę rozkręcać swój własny biznes. Mam 26 lat, nie będę pół życia siedzieć w pieluchach. Chciałam szybko odchować dzieci i wiać się za siebie i swoją pracę. Chcieliśmy 2 lub 3 dzieci. Chciałam w miarę małych odstępach czasu, żeby w wieku ok 30 lat mieć już wszystkie dzieci w przedszkolu i żebym sama mogła się realizować. Na początku poświęciłam się rodzinie. Taka była moja decyzja i razem z mężem uznaliśmy to za plan idealny
Widocznie nie było to mi pisane. Także życie - można cokolwiek sobie ustalić haha
Trudno 
Jeszcze ten rok i tak spędzam w domu, także zobaczymy. Ale powoli godzę się z losem 
Mogę się pochwalić, że Zosia od swoich 2 urodzin, to jest od końca sierpnia funkcjonuje bez pieluchy
także jestem bardzo dumna. Liczba wpadek to 1 na tydzień także super 
Pozdrawiamy!
Piździernik...
nic tylko leje i wieje... i jeszcze zimno... 
I jeszcze ten dziwny śluz... tyle go jest, że czasami mam wrażenie uczucia jakbym w majtki naszczała.. 
Co na obiad zrobić... nawet niechce mi sie iść na żadne zakupy przez tą pogodę... 
Jeszcze jakiś ból jajnika na dokładkę 
Ojj… ostatnimi czasy nie jest dobrze. Jesienne przygnębienie? Chandra? Depresja? Ciągłe nerwy, stres, płaczliwość, przykre myśli. Co to? I czy w ogóle ma coś wspólnego z obecną porą roku? Same pytania, a żadnych odpowiedzi.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Czuje się jakbym rozsypała się na kawałki. Dawno tak nie miałam. Nawet nie wiem czy kiedykolwiek coś podobnego się ze mną działo. Wszystko mnie irytuje, denerwuje, przygnębia. Chodzę zła i sfrustrowana. Nic mi nie wychodzi. Próbuje skupić się na pracy – nie mogę. Próbuje się odprężyć to czuje ścisk w środku. Ciągle czuje się zestresowana… --> Jesienne przygnębienie?
Pomożecie wrócić do formy? 
II wynik
Ocena cytokin i współczynnika Th1 / Th2
Interferon gamma 386,0 pg/ml 290,0 — 1050,0
Czynnik martwicy nowotworu 735,0 pg/ml 320,0 — 1380,0
Interleukina 10 2529,0 pg/ml 1530,0 — 3830,0
Interleukina 4 83,0 pg/ml 20,0 — 120,0
Interleukina 5 70,0 pg/ml 20,0 — 95,0
Interleukina 2 ↑ 456,0 pg/ml 20,0 — 45,0
Wskaźnik IFN/IL4 ↓ 4,7 ratio 47,3 — 135,8
Wskaźnik TNF/IL4 8,9 ratio 3,2 — 31,2
Wskaźnik IFN/IL10 ↓ 0,2 ratio 1,1 — 2,8
Wskaźnik TNF/Il10 0,3 ratio 0,2 — 0,5
Wysłałam maila do dr i czekam...
PS teściowa ma raka złośliwego płuc, przerzuty na węzły chłonne i wątrobę..nic więcej nie napisze..
Ciąża rozpoczęta 17 września 2016
Ogarnął mnie Wielki Strach. Beta-HCG - 34. W piątek powtórka. Dzisiaj (13.10.2016r.) bardzo blada kreska na teście z allegro (właściwie cień) i różowe plamienie na papierze, podobne do tego z 7 dnia po owulacji. I ten cholerny ból brzucha. Boję się.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2016, 07:48
19dc, prawdopodobnie 3dpo...
Nie nakręcaj się, kurde nie nakręcaj się!!! Przecież wiesz, jak potem boli rozczarowanie! Lepiej po cichutku liczyć na przyjemną niespodziankę, wyciszyć się, zapomnieć na te dwa tygodnie... Tylko jak ??? Jak to zrobić ??? Tyle nadziei w tym cyklu. Teraz wiem, że przez endometriozę i przegrodę na macicy byłam praktycznie bezpłodna. Teraz po zabiegu jest 1 cykl, w którym tak naprawdę może się udać. Rozsądek mówi: spokojnie, co ma być to będzie. Zrobiłaś wszystko co mogłaś. Jak się nie uda to będziemy próbować dalej, przecież to nie będzie pierwsze niepowodzenie, masz twardą dupę, jeszcze dasz radę. Problem w tym, że moje serce i mój rozum już są w tej ciąży i głosu rozsądku nie chcą słuchać... Pierwsze objawy już nawet zaobserwowałam: od wczoraj cały czas jestem głodna jak wilk.
Potrzebuję psychiatry chyba 
38t6d - 8 dni do przewidywanej daty porodu.
Na razie nie wygląda na to, żeby małemu gdziekolwiek się spieszyło. Wczoraj kolejna wizyta, na której usłyszałam, że na poród w najbliższych dniach raczej się nie zanosi. Szyjka wysoko, zamknięta na głucho. Na KTG zero skurczy. Młody trochę niżej, ale to tyle. Mam skierowanie do szpitala na przyszły tydzień, z tym że ginka nr 1 chce, żebym zgłosiła się już w poniedziałek lub wtorek (data porodu wg USG), a ginka nr 2 proponuje czwartek (data porodu wg OM). Nie wiem jeszcze, której posłucham. Głównie mam nadzieję, że zanim się zdecyduje, coś się samo zacznie dziać.
Czuję się nieźle, choć oczywiście końcówka ciąży do najprzyjemniejszych stanów nie należy
Brzuch przeszkadza mi dość konkretnie, praktycznie co noc mam napady bezsenności, czuję się zmęczona i ociężała, a znalezienie wygodnej pozycji graniczy z cudem. Do tego niespokojne nogi, które męczyły mnie przez większą część ciąży, zwłaszcza wieczorami, i okazjonalna zgaga. Ale jak słyszę, jakie dolegliwości miewają dziewczyny na tym etapie, uważam się za szczęściarę. W zasadzie gdyby nie niepokój o małego i strach przed wywoływaniem porodu, mogłabym spokojnie pochodzić w tej ciąży jeszcze ze dwa tygodnie.
No właśnie, ale strach o małego jest - w tych ostatnich dniach naprawdę trudno jest mi opędzić się od obaw. Szczęście jest tak blisko, że paranoja znowu wyłazi z podświadomości i kąsa nieustannie. Tak się boję, że coś mu się stanie
To, że ustawił się plecami na zewnątrz i kopie głównie w łożysko, więc czuję go znacznie gorzej, wcale nie pomaga
Tak bym chciała, żeby był już bezpiecznie po drugiej stronie brzucha, gdzie będę mogła go przytulić i zobaczyć na własne oczy, że wszystko z nim ok!
Co do potencjalnego wywoływania porodu, to głównie boję się, że namęczę się z tym jak głupia, a ostatecznie i tak skończy się cesarką. Nie mam do dziś zdecydowanych preferencji pomiędzy sn a cc, ale opcja 2w1 wyjątkowo mi się nie podoba. Do tego odstręcza mnie myśl o pobycie w szpitalu przed porodem, nie wiadomo na jak długo, i związanej z tym bezradności, samotności i zdaniu się na lekarzy, którzy z mojego doświadczenia nie są zbyt skłonni do dzielenia się informacjami na temat swoich planów dla mnie, a jeszcze mniej do konsultowania się ze mną na ten temat
Mam jednak cały czas nadzieję, że może jednak akcja się sama rozkręci zanim tam trafię...
No to na dzień dzisiejszy 4tydzień 6 dzień Beta -HCG 1325, progesteron 18. W sobotę kolejne badanie ciekawe co tym razem będzie.
Tydzień!
W piątek idę do lekarza po ostatnią receptę na anty.
Zapytam się też co zaleca przed rozpoczęciem starań o dziecko. Mam nadzieję, że powie chociaż o kwasie foliowym i wit.D, a nie zbyje w stylu - jak pani nie zajdzie przez pół roku, to porozmawiamy, teraz nie ma się czym martwić na zapas.
Dokoła tyle znajomych par ma problemy z zajściem, że i tak wydaje mi się, że jestem całkiem spokojna na ich tle. Zobaczymy po pół roku 
Termometr owulacyjny czeka już na swoją kolej, basal z geratherm. Wygląda porządnie, to był chyba dobry wybór. Od 23.01 ruszamy z obserwacją 
Wczoraj, w niedziele 26 marca, w Swieto Zwiastowania (w dzien ten niestety przyszla moja @), podjelam swoja druga Adopcje Dziecka Poczetego
... a dzis przypadkiem trafilam na to swiadectwo (zobacz nizej)
Wierze, ze nie ma 'przypadkow'...
Czy masz swoje dzieciatko/dzieci czy tez nie, z calego serca zachecam do ratowania dzieci nienarodzonych, niechcianych, ktorych zycie jest tak glupio zagrozone (az serce mi krwawi jak pomysle, jak wogole mozna przez ulamek sekundy pomyslec o usunieciu plodu!!!!!).
Wiem, ze podjecie modlitwy jest trudnym zadaniem zwlaszcza wtedy, gdy sie utracilo dzieciatko/dzieciatka (ja w ub.r. utracilam moje dwie ciaze), ale wierze, ze Bog Blogoslawi kazdej kobiecie, ktora wrecz zaprze sie siebie i modli sie codziennie przez te 9 miesiecy za takie zagrozone dzieciatko (modlitwy nauczylam sie juz na pamiec, jest bardzo ladna, konkretna). Pragne uratowac to drugie dzieciatko, ktore Bog mi wyznaczyl!!!

Jeśli Bóg jest przy nas, to któż przeciwko nam?
15 kwietnia 2013
Cecylia
Moje świadectwo nie jest może nadzwyczajne, pragnę się jednak nim podzielić i zachęcić innych do podejmowania Duchowej Adopcji.
Kiedy poroniłam moje pierwsze wyczekane i wymodlone dziecko (mam chorobę, która powoduje problemy z płodnością) poszłam się pomodlić do kościoła Najświętszego Zbawiciela przed cudownym obrazem świętego Judy Tadeusza. Żaliłam się Bogu i pytałam się Go, co mam zrobić, żeby mieć żywe dziecko. Wtedy zobaczyłam wyłożone tam ulotki o Duchowej Adopcji. Pomyślałam: "Czy to ma być odpowiedź Boga?". Przecież kilka dni po stracie swojego dziecka, którego tak pragnęłam, nie jestem w stanie modlić się o życie cudzego, które ten ktoś ma pewnie bez żadnych starań i wcale go nie chce. To zbyt trudne zadanie. Ale gdy minęło kilka miesięcy i miałam ponownie starać się o dziecko, postanowiłam je podjąć. Czułam, że powinnam.
Duchową Adopcję podjęłam w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego. Tydzień później zaszłam w ciążę. Nie obyło się bez problemów. Wyglądało na to, że znowu poronię, ale mimo komplikacji, które nękały mnie dużą część ciąży, miesiąc przed terminem urodziłam zdrowe dziecko. Gdyby mój syn urodził się w terminie, Duchową Adopcję ukończyłabym równocześnie z jego przyjściem na świat, a tak kontynuowałam ją do Bożego Narodzenia z dzieckiem obok siebie.
Ale to nie koniec historii. Zaraz po Bożym Narodzeniu mój miesięczny synek zaraził się grypą. Trafił do szpitala, gdzie przyplątała mu się sepsa szpitalna. Był w bardzo ciężkim stanie, o krok od śmierci. Sama go chrzciłam leżącego pod respiratorem. Ale i tym razem z Bożą pomocą daliśmy radę. Obecnie ma skończone dwa miesiące, jest zdrowy, rośnie i rozwija się prawidłowo. Teraz moim przykładem chcę podzielić się z innymi. Być może będzie on komuś pomocą lub zachętą do modlitwy.
ZRODLO: http://www.duchowa-adopcja.pl/artykuly/swiadectwa/cecylia
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2017, 11:54
Ciąża zakończona 28 maja 2017
Wspomnienie pierwszej ciąży, to będzie długi wpis, ale muszę to z siebie wyrzucić.
To był nasz pierwszy cykl starań, wsłuchiwałam się niczym maniak w sygnały organizmu wiedząc, że u niektórych kobiet ciąża daje się rozpoznać jeszcze przed pierwszą miesiączką, byłam podekscytowana i pełna optymizmu. Około 9 dpo czułam się od rana bardzo wyciszona, spokojna, lekko senna i optymistycznie nastawiona do świata (co wydało mi się dziwne, bo przeważnie rano odczuwam ból istnienia, niechęć do świata, nienawiść do budzika – oczywiście później wszystko przechodzi, ale taki odmienny nastrój zaraz po przebudzeniu to było coś BARDZO niespotykanego). Popołudniu wyczułam w górnej części prawej piersi bolesny guzek, i miałam kilka lekkich wybuchów gorąca. Tego dnia wieczorem uznałam, że jestem nienormalna, bo nie jest możliwe aby tak szybko odczuwać objawy ciąży, popukałam się w myślach w głowę, wyśmiałam samą siebie i poszłam spać. Oczywiście nikomu o tych objawach nie mówiłam, bo nie chciałam aby uznano mnie za wariatkę. Nie sądziłam, że coś z tego wyjdzie za pierwszym razem nie miałam też jakiegoś wielkiego parcia, po prostu „będzie, to będzie”, ale myśl o tym, że być może się udało była trudna do wywalenia z głowy. 12 dpo od rana kiepsko się czułam, nie miałam apetytu, chciało mi się spać, miałam uczucie jakbym przedawkowała cukier. Jak zakładałam stanik zauważyłam, że biust zaczął być dziwnie tkliwy (stwierdziłam, że od tej obserwacji objawów już chyba całkiem odlatuje od rzeczywistości). Jednak popołudniu kupiłam ulubionego batona, ugryzłam dosłownie raz i stwierdziłam, że jest obrzydliwy. Można sobie wkręcić mdłości, wybuchy gorąca, nawet bolesne cycki, ale za nic w świecie nie wkręciłabym sobie, że ulubiony baton nie smakuje (no way). Z resztą nawet nie wiedziałam, że tak może być, poszłam do apteki po test, z racji, że było jeszcze przed pierwszym dniem spodziewanej miesiączki, wybrałam najbardziej czuły. Kupiłam dwa, nie czekałam do rana. Miałam rację – byłam w ciąży. Euforii nie było końca, pierwszy cykl starań i takie szczęście! Oczywiście nie dało rady utrzymać tego w tajemnicy, od razu powiedzieliśmy całej rodzinie, nasi rodzice się popłakali ze szczęścia. Lekarz potwierdził ciążę na usg, wszystko było ok, a mój organizm z każdym dniem z większą intensywnością informował o stanie w jakim jestem, mdłości, mdłości, mdłości, od otwarcia oczu do zamknięcia, turbo senność i opróżnianie pęcherza kilka razy w nocy. Cieszyłam się, bo lekarz mówił, że kobiety które mają takie objawy, mają też większą szansę donosić ciążę, bo to znaczy że hormony są w porządku.
Cóż ciąża obumarła kilka dni przed badaniem prenatalnym, w połowie 11tc. Jak to możliwe przecież dwa tygodnie temu słyszałam i widziałam bicie serca.. przecież nadal mam wszystkie objawy ciąży..
Ponoć nadzieja umiera ostatnia.. w moim przypadku umarła dość szybko, w chwili kiedy lekarz pokazał monitor, na monitorze widziałam śpiącą pod mym sercem kruszynę, której serduszko było przerażająco milczące, dzieciątko wyglądało tak spokojnie, jakby zwyczajnie spadło, ale to niestety nie był zwykły sen.. myśli odbijały się echem w mojej głowie. Obraz z usg zostanie ze mną na zawsze.
Skierowanie na zabieg.. gonitwa myśli i przeglądanie stron dla rodziców po promieniach. Poczytałam co jest napisane na wszelkiego rodzaju forach w tej tematyce, z jednej strony poczułam, że nie jestem z tym wszystkim sama, z drugiej naczytałam się rzeczy, które wcale nie ułatwiły tego co nieuchronnie mnie czekało, miałam w głowie tylko więcej pytań.
Wyłyżeczkowanie jamy macicy
W szpitalu lekarz potwierdził w badaniu usg ciążę obumarłą, mogłam spojrzeć na naszą kruszynkę ostatni raz.. nie dałam rady utrzymać emocji, łzy popłynęły po policzkach.
Rano dostałam dopochwowo 3x Cytotec, na wywołanie poronienia. Miałam czekać na krwawienie, jeżeli wystąpi wezmą mnie na sale zabiegową. Czekałam nie jedząc i nie pijąc cały dzień, miałam lekkie skurcze brzucha, nie za bardzo bolesne, po za tym nic się nie działo. Wieczorem przyszedł lekarz powiedział, że jak do tej pory jest cisza to mogę zjeść lekki posiłek i się napić. Rano dostanę kolejną porcję leku, po której będę mieć zabieg. Wieczorem zaczęłam krwawić, wyglądało to jak dość intensywny okres, dużo skrzepów, bardzo ciemna krew, nie było to jakoś specjalnie fizycznie bolesne. Poszłam spać, po krótkim czasie obudził mnie rozrywający ból w podbrzuszu, ból jakiego nigdy wcześniej nie znałam. Nie wiedziałam co się dzieje, nawet nie wiedziałam jak sie nazywam, po ok. 30 sekundach ból minął. Wiedziałam, że mogą występować bolesne skurcze, ale żeby aż tak? Jeszcze nie wiedziałam, że to zapowiedź bólu jakiego nigdy w życiu nie zaznałam.. Kolejny skurcz pojawił się po niecałych 10 minutach, trwał podobnie, zmiana pozycji nie przynosiła ulgi, jednak ból był tak silny, że pozostanie w pozycji ,w której byłam było niemożliwe. Skurcze wracały z bezlitosną systematycznością, co kilka min. Myślałam, że oszaleje, ale wiedziałam, że muszę to przetrwać. Po dwóch godzinach, poprosiłam o leki przeciwbólowe, nie pomogły (równie dobrze mogłabym dostać witaminy). Pomiędzy skurczami zasypiałam z wycieńczenia, czas pomiędzy nimi się skracał, same skurcze z kolei trwały coraz dłużej. Odchodziłam od zmysłów. Z każdą kolejną godziną skurcze przychodziły coraz częściej i trwały coraz dłużej, trwały nieskończenie długo.. czas między skurczami zaczął się zlewać, jeden skurcz się kończył drugi zaczynał. Nieprzerwany ból doprowadzający na skraj wytrzymałości, doprowadzający do szaleństwa. To był moment, w którym nic już nie miało znaczenia, chciałam umrzeć, dotarłam do granicy wytrzymałości, nawet już nie myślałam o dziecku, chciałam tylko aby to się wreszcie skończyło.. i kiedy w myślach mówiłam sobie, że już dłużej nie dam rady.. Długi skurcz napiął organizm tak bardzo, że coś we mnie pękło.. Ból ustał, skurcze ustały, ciało się rozluźniło. Wszystko się uspokoiło, uczucie fizycznej ulgi. Zdziwiłam się bo wyleciała ze mnie tylko zwykła woda.. poszłam wymienić podkład, usiadłam na WC i wtedy poszło jak z kranu ogromna ilość nawet nie wiem czego, krwi.. skrzepów.. tkanek.. czy to było moje dziecko? Nie miałam siły sprawdzić, krew zasłaniała wszystko, byłam wycieńczona, kręciło mi się w głowie, obraz się rozmazywał. Wszędzie było pełno krwi, próbowałam posprzątać, ale nie dałam rady, zaczęły się odruchy wymiotne, dreszcze, w końcu straciłam przytomność. Obudzono mnie na sali zabiegowej abym podpisała zgodę na narkozę, podpisałam, dalej pustka.
Z narkozy wybudziłam się w pokoju, nie czułam bólu.. Boże nie czułam bólu, ale nie tylko bólu nie czułam.. nie czułam dziecka, nie czułam siebie, nie wiedziałam już nawet kim jestem. Chciałam zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić, wymazać wszystko to co się wydarzyło. Chciałam zapomnieć. Chciałam być sama.
Notatka z 20.11.2018r.
3 dzień po zabiegu (w sumie noc) insomnia
W ciągu dnia marzę o wieczorze, o chwili, w której zamknę oczy, a kiedy jestem już w łóżku, nie mogę zasnąć. Ironia losu, gonitwa myśli.. próbuje to wszystko jakoś poukładać, ale utrata nienarodzonego dziecka jest czymś co nie mieści się w żadne ramy. Jest czymś z czym kobieta musi zmierzyć się sama, nawet jeżeli ma największe w świecie wsparcie bliskich osób.
Staram się o tym nie myśleć.. w dzień nawet się udaje, najgorsze są noce, w nocy wszystko wraca. Chwila kiedy usłyszałam „nie ma akcji serca” , chwila kiedy i moje własne zamarło, gdy sekundy się dziwnie rozciągnęły a słowa lekarza jakby nie były skierowane do mnie, ale w gabinecie byliśmy tylko my..
Medycyna mówi „płód”. Czy tak myśleć i nazywać nie byłoby łatwiej? 3 miesiące.. niby niedługo, ale wystarczyło by wyraz płód przestał pasować. Zwłaszcza gdy od samego początku ciąża jest stanem wiadomym (trudno się nie zorientować kiedy mdłości trwają 24h). Miałam wystarczająco dużo czasu by pomiędzy budowaniem nowej dziwnej relacji z miską, niepostrzeżenie zbudowała się relacja między mną a powstającą pod sercem obietnicą życia.
Czy nienarodzeni trafiają do nieba?
Notatka z 28.11.2018r.
Świadomość, że jeszcze nie tak dawno temu biło we mnie małe dziecięce serduszko, sprawia że czuje w sobie pustkę, patrzę na zmniejszający się brzuch.. pamiętam jak obserwowałam kiedy rósł. Czytałam jak szybko rośniesz mój Aniołku, jak zmienia się Twoje ciało, a jak moje. Miałeś lub miałaś 3cm.. zmieściłabym Cię na dłoni.. nawet nie podejrzewałam, że coś jest nie tak.. byłam na usg raptem 2 tygodnie wcześniej, widziałam malutkie rączki, nóżki, bijące serduszko. Ciążę czułam każdą częścią ciała, miałam pełen pakiet dolegliwości, nawet kiedy Twoje maleńkie życie we mnie zgasło.. rozpędzony hormonami organizm nic nie dał po sobie poznać.. milczenie lekarza w trakcie badania odbija się echem w mojej głowie..
Notatka z 09.12.2018r.
Jedyne dowody tego, że byłam w ciąży to zachowane nagranie małego dziecięcego serduszka, kiedy jeszcze biło i dziura w moim własnym.. fizycznie ciało wróciło do stanu sprzed ciąży, a ja wróciłam do pracy i do obowiązków domowych. Życie toczy się dalej.. mam wrażenie, że tylko ja o Tobie pamiętam mój Aniołku, z mężem nie rozmawiamy o tym co się stało.
Would you know my name if I saw you in Heaven?
Would it be the same if I saw you in Heaven?
I must be strong and carry on,
Cause I know I don't belong here in Heaven.
Eric Clapton
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2022, 22:21
10t1d
Faktycznie, nie ma co za wczesnie sie cieszyc. Bo po kilku dniach spokoju przyszedl czas na rzyganko. Zdazylam poleciec do wc, a droge mam dluuuga (w pracy bylam). Dwa razy wisialam nad kiblem, na szczescie tylko raz bylo wiadome zakonczenie. Nie narzekam. Wiem, kolezanki maja gorzej.
Kolejna ciaza w pracy. Szefowa dzis byla przerazona. Nie dziwie sie. Coraz mniej nas zostaje z podstawowego skladu. Jedne zaciazyly, inne odeszly z innych wzgledow. Kilka osob przebakuje o zmianie pracy. Lataja braki ludzmi z agencji. Ale zanim ich przeszkola na wszystkie stanowiska minie sporo czasu. Ale to nie moj problem. Ja tylko marzylam o ciazy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2016, 21:26
24dc,11dpo
czekam na @Po wznawiam dietę i powracam do ćwiczeń.Przez najbliższe 2,5 m-ca nie pozostaje mi nic innego.
Kolejny wpis z cyklu: zagadka 
Od dwóch dni odczuwam kłucie w podbrzuszu, obstawiam, że to może być prawy jajnik. Obecnie 14 dc, temperatura spada, więc mam nadzieję, że zaliczy skok i tak już się utrzyma. Czy to możliwe, że moja owu w tym cyklu postanowiła się nawrócić i objawić? Wiem, że dwa poprzednie cykle były bez owu, jeszcze wcześniejsze nie wiem jakie, bo tego nie sprawdzałam...czy się jednak przetrenowałam i dlatego coś mnie kłuje/ciągnie? A i jeszcze śluz ładny jak ta lala
już dawno takiego nie było...
tylko jeden problem, mąż zamiast mnie woli film, a ja go prosić nie będę :
Właśnie niedawno wróciłam z siłowni, nie wiem czy dobrze robię ćwicząc tak często, ale muszę, bo to było moje zajęcie przez ostatnie 2 lata. Zajmuje mi to myśli.
Lubię obserwować swoje ciało, jak zmienia się pod wpływem diety, ćwiczeń. Przy tej przykrej ciąży strasznie wystraszyłam się jej efektów. Rozstępy, zatrzymana woda... Patrząc na swoje szczupłe ciało, panikowałam, że będę brzydka. A to był dopiero drugi miesiąc. Bałam się porodu, myślałam o cesarce na życzenie... Głupie podejście!
Teraz cieszę się na wszystko. Chcę tyć, wymiotować, krzyczeć z bólu przy porodzie. Patrzeć na ciało z jeszcze większą dumą niż teraz. A potem opiekować się tą kruszynką z moimi oczami i noskiem męża... ahh zamarzyłam się 
Może to dlatego, że nachodzi mnie jakiś PMS i musiałam nalać sobie winka. Nie wiem, może nie powinnam? Ale nie chcę czuć się w ciąży, jeśli w niej nie jestem. Niefajne uczucie dostać potem @...
Z koteczkiem na kolankach, dopiję resztkę i idę spać.
21t+2d 21/22tydzien
Dni mijają. Już nie mogę doczekać się listopada , bo wtedy wezmę chorobowe i wreszcie zabiorę się za odpoczynek i przygotowania pokoiku i wyprawki do szpitala.
Byłam tydzień temu na badaniach połówkowych i wszystko było ok.
Znamy już plec - dziewczynka!
Imię już dawno wybraliśmy to znaczy tylko Martynka nam się spodobała 
Malutka jest zwinna i gimnastykuje się nieźle. Od zeszłego tygodnia czuje tak wyraźnie Ze jest i rozrabia
a może po prostu bawi się nieźle 
Brzuch już tak urósł ze wszystkie kurtki i jesienne i zimowe da za ciasne! Szukałam kurtek w sklepach i trochę porażka! Odwiedziłam siostrę i zaradziła . Pożyczyła mi swoja kurtkę ktora nosila w ciąży. Martwię się bo po zapięciu się mam jakieś 3-4 cm luzu tylko a tu jeszcze 4 miesiące! Co ??? Tylko 4 zostały ? Chyba źle policzyłam...w połowie lutego może się akcja zacząć to raczej tak może wyjść.nie wierze.
Mdłości ciut odpuściły a waga wskazuje 58.7. Czyli +5kg. Na buzi, w udach i w tyłki to widać. Oczywiście brzusio i cycki tez ale to wiadomo 
Teraz malutka rośnij zdrowo!jeszcze niegotowi, ale czekamy na Ciebie kochanie :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.