Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
myślałam ze limit nieszczęścia wyczerpany...jakże sie myliłam...na prawym jajniku 2 bardzo małe pecherze, na lewym 1 bardzo mały pęcherzyk..lekarz załamany..powinno byc więcej i większe przy takiej dawce i o tej porze (7dc)..zwiększył dawkę na 300j gonalu i 150j menopuru..usg w czwartek 20.10
2 dzień cyklu
Miałam nie mierzyć temperatury żeby nie dokładać sobie stresu, ale doszłam do wniosku, że po 1: pozwoli mi to mieć choć trochę kontroli nad cyklem- będę mogła mniej więcej przewidzieć okres a po 2: gdyby jakiś czas nam się nie udawało (eh...) to będę miała z czym iść do lekarza.
15 dc.
Dzień oczekiwania i stresu.
O 7:00 rano jechałam do laboratorium po ostatni wynik.
O 8:00 wyruszylismy z męzem do Kliniki. O 10:00 mąż oddał nasienie i zaczęło się 3 godzinne oczekiwanie. Przed 13:00 okazało się , że przed nami jeszcze czekają 2 pary także na inseminację... oczekiwanie przeciągnęło się o kolejną godzinę. Mnie od rana bolał jajnik - panikowałam, że już pęcherzyk pękł. Całe szczęscie byłam w błędzie. Na usg się okazało , że pęcherzyk jeszcze jest w całosci i że ma 27mm, endometrium pięknie podrosło od piątku z 5,8mm do 10,5mm viagra dopochowo zadziałała.
Inseminacja zupełnie bezbolesna. Obyło się bez kulociągu 
Od dziś clexane, od jutra luteina i estrofem. jutro lub w srodę mam sprawdzić czy pecherzyk pękł.
beta 27.10.
aaa przypomniało mi się. Na poprzedniej wizycie pani doktor sama poprosiła o wynik wymazu na chlamydię , ja też dodatkowo podałam jej częsc innych moich wyników.
Na dzisiejszej wizycie nie chciała zobaczyć ani jednego naszego badania. w sumie to wyników męza nie widziała wcale.
Pytam się wiec po co to naciąganie?
11 dc
Egzamin zdany - jeden stres mniej
teraz "TYLKO" pozostaje kończyć badania, napisać pracę, zdać egzamin końcowy i obrona... mam nadzieję że wyrobię się w tym roku akademickim. Ciekawe w jakim miejscu będę za rok? Czy dalej będziemy się starać czy może będziemy już we trójkę? Ostatnio znowu wysyp ciąż... po koleżance przyszedł czas na żonę kuzyna i podejrzewam, że jeszcze jedna znajoma jest w ciąży tylko jeszcze nie chce powiedzieć. Dalej mam takie skurcze serca jak się dowiaduję, że znowu ktoś czeka na fasolkę... ale ten ból towarzyszy mi tylko wśród "realnych" znajomych. Na forum jest zupełnie odwrotnie, kibicuje wszystkim i szczerze się cieszę jak się którejś udało. Jak jest czas na betę to siedzę jak na szpilkach i czekam na wiadomość. Dlaczego? Nie wiem... jeszcze nie pojęłam tego mechanizmu.
No a co do weekendowych narzekań to chyba mnie pokarało... Dzisiejszy poranek spędziłam na podłodze w łazience. Dopadł mnie tak okrutny ból prawego jajnika, że nie mogłam wytrzymać i do tego straszne mdłości. Po tym czasie jakoś się ogarnęłam i mogłam się umyć i przygotować do wyjścia. Potem w ciągu dnia też bolał mnie brzuch i trochę mdliło. Rano pojawił się też wyczekany śluz, po południu też był
więc wieczorkiem będzie podwójne świętowanie - winko i seks 
24 dzień cyklu.
Cykl po HSG niestety zakończył się bez uśmiechu i stosunkowo szybko, więc mam takie przeczucie, że przegapiliśmy te dni. 2 dni po HSG dopiero rozpoczęliśmy starania i tak szczerze przyznam, że jakoś nie czułam się zbyt swobodnie. Przed oczami miałam ten stół, lekarza, przypomniałam sobie ten ból i jakoś tak nie byłam w nastroju. Jak się okazało mój 18 cykl zakończył się jak zwykle.
Aktualnie czekam na zakończenie 19 cyklu. Tym razem nie próżnowaliśmy z mężem i nie mogę spisać cyklu na straty, ale... Ale nic nie czuję. Nic, co dałoby mi jakiś cień nadziei. Jest tak jak zwykle, tak jakby zaraz znowu zaraz trzeba było zaczynać od początku. Tak bardzo chciałabym coś poczuć, cokolwiek co będzie się wyróżniało i obudzi we mnie jakiś entuzjazm. A tu nic, zupełnie nic. Więc właściwie znowu tylko odliczam dni. I pewnie znowu napiszę za miesiąc o kolejnym dołku przedokresowym.
Miłego weekendu dziewczyny.
Takie niusy dookoła.. że tylko zamknąc się w sobie i wyć z rozpaczy... i tak nikt się nie zaiteresuję.. 
Dziś same nieprzyjemne informacje. Rano pokłuciłam się z mężem. Potem dostałam informację, że blacharz nie odda mi dziś samochodu. Jutro będzie, a miał być w czwartek w tamtym tygodniu. Potem poszłam na betę. Następnie po trzech godzinach dostałam okres
a na dokładkę aż do tej pory nie było wyniku. No ale w końcu jest. Całe 0,19 czegoś tam, ale w sumie nie ważne czego, bo to przecież po prostu zero.
W tym roku już nic nie robię w temacie. Nie mam ochoty, mamy inne wydatki, nie mam urlopu, nie uda się i tak.
Dziennik pokładowy:
42 dc,
według belly: 6t7d
według usg: 4w5d
Początek oswajania się z ciążą był jedną wielką informacyjną pustynią, która dziś w końcu wypełniła się miłymi wiadomościami.
Po pierwsze - dziś piątek (co samo z siebie jest dobrą wiadomością
). We wtorek beta wynosiła 1901,2. W czwartek 4377,3, co oznacza przyrost ponad 130% w ciągu 48 godzin. Super! Wszystko jest dobrze. 
Po drugie - zaliczyłam dodatkową wizytę u endokrynologa. To będzie moje pierwsze leczenie hormonalne - wcześniej nie brałam nawet pigułek antykoncepcyjnych. Smutno było usłyszeć, że wymagam leczenia, ale wierzę, że skoro zajęłam się tym na tak wczesnym etapie, to się musi udać! Od jutra wjeżdża Euthyrox N 50.
Po trzecie - w końcu USG! Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu aparatura pokazuje wiek ciąży jako 4 tygodnie i 5 dni, czyli jakieś 33 dni. A mój cykl trwa już 42. Jak to działa ja się pytam?
9 dni zrobiło PUFF! Ale w sumie wszystko jest możliwe przy moich nieregularnych miesiączkach, cyklach ponad 30 dniowych i owulacji, która nie wiem, kiedy wystąpiła (w szczęśliwym cyklu nic nie mierzyłam). Tak wygląda mój Kropulek:

Po czwarte - strasznie bałam się, że przeziębieniem zaszkodzę maluszkowi, który wykształca serduszko. Otóż teraz się okazuje, że taki wał - serduszka jeszcze nie ma, bo ciąża jest za młoda.
Dobrze, że przeszłam (mogę już chyba użyć czasu przeszłego) tę zarazę zanim dzieciątko na dobre się rozgościło. A i tak dość krzepiącym faktem jest, że w momencie mojego największego plucia flegmą potrafiło podkręcić betę tak wysoko. Alleluja!
Po piąte - wszystko wygląda na to, że w poniedziałek powiem szefowi, że jeszcze w tym roku robię out z biura... Co napawa mnie nieokiełznaną radością.
Ciąża jaka jest każdy widzi - wczoraj wyłam w poduszkę, dziś jestem szczęśliwa.
Edit. następnego dnia
Moja głupota nie zasługuje na osobny post.
Wygląda na to, ze nie umiem liczyć.
4w5d to nie 4 tygodnie i 5 dni, tylko 5 dzień w ramach 4 tygodnia. Co daje nie tyle ukończonych 33 dni, co 26. Przypomnę,że w dniu badania wg OM był dzień 42. 16 dni różnicy! Ponad dwa tygodnie!
Ok, nie martwiłam się, ale juz zaczęłam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 16:50
24 dc, 11 dpi
NIE BĘDĘ SOBIE ROBIĆ NADZIEI, ŻE JESTEM W CIĄŻY! NIE BĘDĘ SOBIE ROBIĆ NADZIEI, ŻE JESTEM W CIĄŻY! NIE BĘDĘ SOBIE ROBIĆ NADZIEI, ŻE JESTEM W CIĄŻY!
ARGUMENTY PRZECIWKO:
- pęcherzyki do IUI mogły być niedojrzałe, bo nie pękły w ustalonym (dość szerokim) zakresie czasu, a ich wzrost i rozwój zostały zahamowane przez zastrzyk, w efekcie czego dalsze etapy nie miały szans zaistnieć,
- nie wiadomo czy pęcherzyki w ogóle pękły, a tym razem nie zlecono mi zrobienia USG,
- temperatura wzrosła w momencie, gdy zaczęłam brać progesteron i trzymała się bezlitośnie na równym poziomie do czasu przeziębienia, dopiero wtedy raczyła zaliczyć wzrost,
- dzisiejszy pomiar temperatury może być zaburzony przez fakt, że od 4:00 praktycznie nie spałam i wstawałam z łóżka, a poza tym w przeciwieństwie do poprzedniego dnia (gdzie temp. zaliczyła spadek) odkręciłam kaloryfer, który nagrzał się jak porządny piecyk,
- przeziębienie znacznie osłabia organizm co może utrudniać zagnieżdżanie, a pewne wyjątki w postaci ovufriendowiczek lub ich rodzin, mogą być tylko cudownymi wyjątkami od smutnej reguły:(,
- od rana męczy mnie coraz większy kaszel, powodujący znaczne skurcze brzucha, a to przecież podczas zagnieżdżania nie wskazane:(
- nie mam praktycznie żadnych objawów świadczących o tym, że coś się dzieje inaczej niż dotychczas...
NIEŚMIAŁE WĄTPLIWOŚCI ZA, KTÓRE MUSZĘ PRZEPĘDZIĆ:
- może choć częściowo, choć jedna z temperatur powyżej 37 stopni jest jednak związana z faktem zagnieżdżenia, które nastąpiło w ostatnich dniach pomimo niesprzyjających warunków??
- może te dzisiejsze poranne mdłości to podwyższony progesteron, a nie wynik pierońskiego bólu zatoki nosowej i bólu głowy, które były wynikiem przeziębienia???
Moja druga gin. nie chciała mi dać dzisiaj skierowania na potrzebne do następnej IUI badania (wszystkie wkrótce mi wygasają), twierdząc, że "nie będziemy zapeszać". Dostałam jedynie skierowanie na betę, którą zgodnie z zaleceniami kliniki mam zrobić 20.10. No to czekamy...
Oczywiście kilka dni temu zaczełam kolejny cykl starań ;(
Jesień od kilku lat nie jest sprzyjajaca mi porą roku...za niecałe 2 tyg rocznica śmierci mojej małej Uli. Czuję jak sie powoli rozpadam mentalnie. Na rocznice Jej smierci akurat mam potencjalne dni płodne ;/ i jak tu serduszkować jak w sercu taki ból. Mam tylko cichą nadzieję że "może akurat tego roku będzie innaczej"
Na forum też czuć jesienną depresje...
25 dc, 12 dpi
A jednak temperatura spadła: 36.41......
Ryk rozpaczy.......
Nie wiem jak ja dam radę dłużej to ciągnąć.
Ciąża rozpoczęta 8 czerwca 2017
25dc, 9dpo
Dobrze, że mam ten pamiętnik...
Dziś temperatura lekko w dół, mam przeczucie, że to początek końca marzeń o cudzie w tym cyklu. Bardzo chciałabym się mylić, ale jakoś brak mi już wiary.
Na nowo zaczynam psychiczne przygotowania do następnych starań. Ile jeszcze będzie tych miesięcy, lat?
Dobija mnie nowa reklama ikei, gdzie grają kobiety w ciąży. Uparli się czy co? Szlag mnie trafia...
Mam dziś słabszy dzień, niech ten czas do @ zleci szybko bo czekanie mnie dobija.
Dlaczego facetowi trzeba zafundować "terapię wstrząsową", żeby coś do Niego dotarło? Mam nadzieję, że pomogło i starczy mu silnej woli przynajmniej do kolejnej owu, ale obiecał, że już nie nawali i taka sytuacja się więcej nie powtórzy
i bierzemy się za dokładną diagnostykę męża, skoro kolejny gin twierdzi, że moje problemy to nic z tym co mamy u męża, a przy tempie diagnostyki obecnego androloga to jeszcze przez 5 lat nic się nie zmieni.
Mam powiększone węzły chłonne na szyi... to dziwne, bo nie mam żadnej infekcji, albo nie mam żadnych objawów...
Mam nadzieję, że nie złapałam jakiegoś wyrusa typu toxoplazoza, żółtaczka, albo jakieś inne świństwo, bo się wczoraj już wystarczająco naczytałam o tych węzłach chłonnych.
Poza tym żle się czuję - tak ogólnie - jestem zmęczona (mimo, że długo śpię).
W miarę regularnie ćwiczę, co powinno dać efekty w postaci poprawy samopoczucia i zwiększenia odporności... A na razie jest odwrotnie.
A tak poza tym to czekam na @. tempka spadła i lada dzień pewnie się pojawi.
Ciąża zakończona 6 listopada 2016
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2016, 21:36
No dobra.... na prawym jajniku dopiero dojrzewa pęcherzyk i na dzień dzisiejszy, czyli 15dc ma 16mm. Co do lewego jajnika to mogło coś być i pękło, ale ciałka żółtego nie widać. Zatem wszystko jeszcze przed nami
Trochę się uspokoiłam, ale w listopadzie idę już do swojego ginekologa i chcę monitoring całego cyklu: czy dojrzewa i czy pęka pęcherzyk i mam zamiar rozmawiać od razu albo o hsg z możliwą dopłatą za znieczulenie
albo od razu o laparoskopii, zobaczymy jakie będzie miał zdanie. Za dwa tygodnie robię też kontrolny posiew, czy jestem już zdrowa (innej opcji nie dopuszczam) i jak dostanę okres to badamy nasienie.Nadszedł czas wytaczania najcięższych dział
koniec zabawy w wykresy, skoki temperatur i wróżenie z kart, należałoby konkretnie podejść do tematu.
Okres zmiany pracy wykorzystam na ostatnie marne próby ogarniania organizmu. Póki co jestem na etapie co ma być to będzie. Zaczynam ratować się witaminami, odstawiam luteinę. Zamówiłam witaminę C (200 i 1000 mg), zestaw wit. B, cynk, A+E, castagnus. Cały zestaw mam z polecenia koleżanki.
Będzie tak:
Przed owulacją
A+E, C 200mg, B, cynk, castagnus, wiesiołek, kwas foliowy, acard(po @), magnez.
Po owulacji
Odstawiam wiesiołka, a wit.C zmieniam na 1000mg.
Luteinę zastąpi wit. C, która ma wydłużyć fl.
Serduszka regulujemy mniej więcej co 2 dzień, bez szału "bo owulacja" 
Temperaturę mierzę bo lubię wiedzieć kiedy się spodziewać @ 
Mam nadzieję, że wyluzowanie da pozytywne efekty w kombinacji z witaminami 
Chciałam się dostać do ginekolog z polecenia na NFZ. Mam umówioną wizytę na 19 grudnia...żenada 
Dzisiejszej nocy miałam sen...
...przyjechał ktoś z małym zawiniątkiem, spojrzał na nas z uśmiechem po czym położył zawiniątko na łóżku i pomału je rozwinął...
Spojrzał na nas raz jeszcze i powiedział: zobaczcie... to jest Wikusia, wasza Wikusia.
Pośpiesznie podbieliśmy do łóżka, przyklękliśmy po jego obu stronach, spojrzeliśmy na siebie, później na urocze maleństwo, które obdarzyliśmy uśmiechem, który miałw sobie tyle miłości... a dzieciątko odwdzięczyło się tym samym.
Już wiem na kogo czekamy i kto czeka na nas.
Wiki - odnajdziemy cię...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.