12 dzień cyklu
Chyba owulacja się czai. Coś brzuch zaczyna pobolewać i puchnąć, bardziej mokro się robi. Jeśli cykl będzie "normalny" to powinna być jakoś niedziela-poniedziałek-wtorek. Czyli powinniśmy zacząć działać (tym bardziej, że przez ostatnie dni zmęczenie brało górę). A nas połamało
Męża po siłowni, mnie po aerobiku. Zakwasy jak diabli, zmęczenie na maxa a jeszcze z farbą siedzę na głowie, pranie czeka i spacer z psem
także nie wiem czy uda nam się wykrzesać dziś z siebie jakiś romantyzm 
Kupiłam sobie dziś kostium i postanowiłam uczęszczać na basen
Doszłam do wniosku, że niestety moje ciało rozleniwiło się bardziej niż przypuszczałam i zajęcia ze sztangami, hantlami, ketlami itp dwa- trzy razy w tygodniu to za dużo. Także jak nie będę mieć siły na zabawę żelastwem na siłowni lub po prostu jak zakwasy mi na to nie pozwolą- pójdę na basen
Co prawda trzeba pokonać wstyd pokazania się w kostiumie, ale skoro już kupiony- zapłacony to nie może się zmarnować 
6 ds
E2 436 pmol/l
PROG 0,2 nmol/l
8ds
E2 685 pmol/l
PROG 0,2 nmol/l
10 ds
Estradiol 3156 pmol/l
Progesteron 0,2 nmol/l
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2016, 13:02
I kolejny dzień ekscesów...
Rano wszystko ok, pojechałam zrobić badania tsh i ft4, bo w środę wizyta u Endo. Niestety medicover wywołuje we mnie wspomnienia ciążowe, szłam tam niechętnie. Jeszcze 2 tyg temu robiłam tam badania krwi dla 1. Trymestru.
Pani w rejestracji w komputerze wciąż ma zaznaczone że ciąża.
Spytała dla potwierdzenia. Aż wzdychnelam, bo ciężko było mi przejść przez gardło zwykle: już nie.
Łzy napłynęło mi do oczu ale chyba nikt nie zauważył, bo od razu wyszłam.
Wyniki badań już się pojawiły...tsh 2,11, ft4 19,69.
Widzę że ft4 szybuje w górę. A tsh co wizytę mniejsze. Narazie jest ok. Ale żeby się nie okazało, że z niedoczynności przechodzę w nadczynność.
W każdym razie przyczyna poronienia nie mogła być tarczyca.
Popołudnie...
Powtórka z rozrywki... dostałam strasznych skurczów i znów zaparcia. Siedziałam na kibelku próbując się oproznic i nie pomagało. Wzięłam czopek znów. 15 min leżenia. Krwawienie większe. Wczoraj nie było nic dziś się rozkrecilo. Polecialam do wc myśląc że to już ten czas że czopek zadziałał.
I co? Nagle wypływa ze mnie "COŚ". I to z pochwy. Łapie to A tam kawałek czegoś przypominajacego kawałek miesa:(( nie wiem co to naprawdę jest. Nie jest to skrzep. To się nie rozchodzilo, było twarde, miało blone i miało jakies 2cm może więcej o nieregularnych kształtach.
poplakalam się.
Nie wiem co to dokładnie było. Nie przypominało zarodka. Raczej jakieś pozostałości... wraz z wydaleniem tego. Skurcze ustały jak ręką odjal...
I teraz się boję, czy oni mnie nie dokładnie oczyscili. I stąd te skurcze... wizyta u gin to zweryfikuje. Mam nadzieję, że to było wszytko, bo przeżywam mini porody od 3 dni...
nie życzę nikomu takich przejść. To nie pozwala zapomnieć...
Ps. Dziewczyny kochane dziękuję wam za wszystkie słowa wsparcia...to naprawdę wiele dla mnie znaczy i podnosi na duchu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2018, 17:02
12 dzień cyklu
Chyba owulacja się czai. Coś brzuch zaczyna pobolewać i puchnąć, bardziej mokro się robi. Jeśli cykl będzie "normalny" to powinna być jakoś niedziela-poniedziałek-wtorek. Czyli powinniśmy zacząć działać (tym bardziej, że przez ostatnie dni zmęczenie brało górę). A nas połamało
Męża po siłowni, mnie po aerobiku. Zakwasy jak diabli, zmęczenie na maxa a jeszcze z farbą siedzę na głowie, pranie czeka i spacer z psem
także nie wiem czy uda nam się wykrzesać dziś z siebie jakiś romantyzm 
Kupiłam sobie dziś kostium i postanowiłam uczęszczać na basen
Doszłam do wniosku, że niestety moje ciało rozleniwiło się bardziej niż przypuszczałam i zajęcia ze sztangami, hantlami, ketlami itp dwa- trzy razy w tygodniu to za dużo. Także jak nie będę mieć siły na zabawę żelastwem na siłowni lub po prostu jak zakwasy mi na to nie pozwolą- pójdę na basen
Co prawda trzeba pokonać wstyd pokazania się w kostiumie, ale skoro już kupiony- zapłacony to nie może się zmarnować 
Chciałam tylko odnotować, że to mój trzeci cykl z Duphastonem - wedle pierwotnych planów ostatni przed inseminacją... Plany jednak uległy zmianom w związku z moją przeprowadzką i nie tyle może chęcią, ale koniecznością zmiany lekarza. Ale może to i dobrze? Postanowiliśmy zasięgnąć kompleksowej opinii i wybieramy się na początku grudnia do Gamety w Gdyni. Będzie to dokładnie rok nieskutecznych starań o fasolkę. Co czuję? Ulgę. Chcę żeby ktoś "wziął mnie za rękę" i poprowadził ku upragnionemu. Jestem spokojna, niecierpliwość została zawieszona gdzieś w czasoprzestrzeni i myślę pozytywnie
Bo każda z nas się doczeka
pragnę tego i wierzę w to bardzo mocno 
Ciąża zakończona 27 października 2016
17dc
Powiedziałam dzisiaj mężowi o swoich watpliwościach co do brania theraflu po inseminacji, a on ku mojemu zdziwieniu potraktował to bardzo poważnie i od razu poleciał do apteki. Powiedział Pani w aptece ze "żona jest w baaardzo wczesnej ciazy, że jest przeziębiona i pije theraflu". W odpowiedzi usłyszał ze powinnam to od razu odstawić bo moze zaszkodzić fasolce i dała mu jakies syropy dla kobiet w ciszy
mąż po powrocie do domu od razu schował theraflu wysoko do szafki i kazał mi pic tylko ten syrop plus krople do nosa dla ciężarnych Haha myśle ze Pani w aptece myśli ze ja na prawdę jestem w ciazy a tymczasem to dopiero 2 dzien po owulacji, ale niech mu bedzie
będę od teraz piła syropek dla ciężarnych i będę na siebie uważała - tak jak każe przyszły tatuś 
Troche mnie to bawi
wiem ze gdyby nie inseminacja to mąż powiedziałby ze przesadzam, że przecież w ciazy jeszcze nie jestem wiec bez sensu sie nakręcam, a teraz kiedy wydaliśmy kupę kasy na inseminacje, badania, leki i wizyty lekarskie to nagle jestem w ciąży Haha ah Ci faceci 
Oczywiście cieszę sie ze on teraz ma takie podejście i jest to miłe, ale jednocześnie troche śmieszne 
A co do mnie to nie wiem czemu, ale mam głupie myśli ze nic z tego nie bedzie, wiem doskonale ze na tym etapie jeszcze wszystko sie moze zdarzyć, ale to przeziębienie nie wróży dobrze. Z reszta czemu miałoby sie udać? A co jeśli problem nie leży tylko po stronie męża? Wiem ze z dotychczas wykonanych badań wychodzi ze ja jestem zdrowa jak ryba, ale tak miedzy nami mówiąc to ja przed mężem miałam kilku... kilku partnerów i nie zawsze sie zabezpieczyłam. Wiele razy aż dziwiło mnie jakim cudem ja jeszcze nie zaliczyłam wpadki a przecież ciagle sie o tym słyszy. Z mężem z reszta tez od początku związku zero zabezpieczenia tylko stosunki przerywane i tak od 3 lat. Wiec albo ja na prawdę mam takie szczęście ze stosunkami przerywanymi, albo inni kłamią ze na prawdę to była ciąża z zaskoczenia ze facet skończył na zewnątrz a jednak była ciąża ALBO problem tez leży we mnie.
Najpierw był smutek, żal, złość, rozgoryczenie....bo jak w poprzednich cyklach byłam przygotowana na niepowodzenie tak w tym cyklu byłam pewna, że się udało! Niestety. Dlatego tak to zabolało. Zdawałam Bogu pytanie dlaczego?? Dlaczego innym tak łatwo przychodzi ciąża? Dlaczego niektórzy mają 2 dzieci i kiedy zachodzą w trzecią ciążę decydują się na aborcję bo mają za małe mieszkanie na 3 dziecko!? I nie chce im się "bawić" w pieluchy jeszcze raz...bynajmniej nie teraz, może jeszcze kiedyś w przyszłości, ale nie teraz. (zresztą to jest temat na inny post, ale trudno mi zrozumieć jak można powiedzieć dla dziecka nr 1 tak nr 2 tak nr 3 NIE nr 4 może jeszcze kiedyś.... to jest straszne:/ jak potem temu trzeciemu dziecku kiedyś spojrzeć w oczy??
) I tak sobie siedziałam, myślałam, czytałam historie niektórych z Was...i czasem łzy cisnęły mi się do oczu...jeszcze na początku z żalu, ze smutku...ale potem coraz bardziej ze złości na samą siebie!
Tak...ze złości na samą siebie. Bo zrozumiałam, że świat jest "niesprawiedliwy" nie tylko dla mnie. Jeżeli wogóle można tu mówić o jakiejś sprawiedliwości bądź jej braku. Tak owszem jest mnóstwo dziewczyn, kobiet, którym udaje się bez problemu zajść w ciążę, ale jest też drugie tyle, które walczą o dziecko latami. Jak słyszę różne historie, że jedna dziewczyna 4 razy poroniła, do tego przeszła ciążę biochemiczną i pozamaciczną i nadal walczy, nadal ma nadzieję....nadal wierzy i pokłada ufność w Bogu, to wtedy jest mi wstyd. Dopiero zaczynam rozumieć jak dużo mam i jak mało to doceniam:/ No dobrze nie zaszłam teraz w ciążę, ale kurcze mam owulację praktycznie w każdym cyklu, okres mi się wyregulował, jestem w miarę zdrowa mam zdrowego męża! I co najwazniejsze po prostu nie zachodze w ciążę, ale zaraz przychodzi nowy cykl, nowa nadzieja... i mimo smutku...lepsze to niż zajść w ciążę, a potem ją stracić
albo przecież są kobiety, które mają nowotory i pragną dziecka...mogłabym tak wymieniać jeszcze długo.... Bo to mi uświadamia, że jest tyle rzeczy, za które powinnam Bogu dziękować każdego dnia! A trochę się zachowuje jak hipokrytka, która nie zaszła w ciążę wtedy kiedy chciała...i jest zła na cały świat, się focha...i zapomina o wszystkim innym co ma, a co w tych całych staraniach traci na wartości:( znika, jest niedocenione... cały czas wierze, że Bóg ma plan dla każdej z nas! I na pewno jest on 100 razy lepszy niż ten, który każda z nas wymyśliła sobie sama. I czasami ten Boży plan może nam się nie podobać, bo czekać za długo trzeba, bo za dużo w nim cierpienia...łez...ale o to w tym chodzi. Każde takie doświadczenie nas zmienia, uczy czegoś (i może odrazu tego nie doświadczymy, nie zrozumiemy, nie dostrzeżemy) ale ja wierzę, w to że gdybym zaszła w ciążę bez problemu i urodziła odrazu byłabym inną matką, inną żoną, innym człowiekiem (być może kimś, kto by Bogu się nie podobał) może teraz bardziej docenie to co będę miała...może podejmę inne decyzje, dzięki temu co teraz przeżywam.. nie wiem tego, ale w to wierze. W to, że nic nie dzieję bez przyczyny, z przypadku....
Dlatego Panie Boże przepraszam Cię za wszystko to, czego nie doceniam, za każde narzekanie, marudzenie, za wszystkie pretensje czemu inni mają a ja nie:(! Przepraszam Cię za brak wiary i zaufania!
Dziękuję Ci Boże za to wszystko, czego doświadczam teraz, jeżeli tylko taka jest Twoja wola. Dziękuję Ci za wszystko co mnie spotyka, nawet za te "złe" rzeczy, jeżeli tylko mają się przyczynić do tego, że stanę się lepszym człowiekiem. Wszystko to Boże ofiaruję na Twoją Chwałę! Proszę Cię Panie umacniaj mają wiarę!
Panie jesteś mą nadzieją!
Tobie ufam i bać się nie będę!!
.......
Jezu ufam Tobie...
15dc
Około południa coś zaczęło się dziać w jajnikach i podbrzuszu. Na teście owulacyjnym druga krecha zdecydowanie wyraźniejsza.
Od popołudnia do teraz czuję,że coś się kręci w dole brzucha i jajnikach, co chwila latam siku i piersi są wrażliwe.
Starania/przyjemność była wczoraj, więc następna jutro bo dziś nie dalibyśmy rady. Mam nadzieję,że przyjemność co drugi dzień,będzie strzałem w 10.
Tak,więc teraz w moim jajnika dojrzewa porządny pęcherzol, jutro nastąpi eksplozja i spotkanie, które zoawocuje na całe życie. Jutrzejsze albo sobotnie połączenie będzie bardzo brzemienne w skutkach. Zachodzę teraz w ciążę i będę w niej wystarczająco długo by spotkać się z naszym cudem,które pozostanie z nami na zawsze. Tak,to już pora na pożądną ciążę.Już słyszę te fanfary. Fajnie zajść w ciążę w październiku.Więc będę w ciąży.
Nowy Rok...Nowy cykl...a jednak
@ przyszła wczoraj wieczorem. 1 listopada - pozytywny test, 1 grudnia - szpital i zabieg, 1 stycznia - nowy cykl...ten pierwszy dzień miesiąca bardzo często zapada mi w pamięć...
Mam nadzieję że Tym razem będzie też początkiem szczęśliwego roku...
Na strychu od wieków płonęły trzy świece. Pierwszą świecą była miłość, powiedziała "tyle jest bólu na świecie, tyle niesprawiedliwości, ludzie są dla siebie źli, ranią siebie nawzajem, po co ja wam jestem" po tych słowach zgasła. Drugą świecą była wiara, powiedziała "miłość umarła, świat jest okrutny, ludzie są zagubieni, bez celów, też jestem niepotrzebna" i zgasła. W tym momencie na strych weszło malutkie dziecko, zobaczyło co się dzieje i wykrzyknęło przerażone: "co wy robicie! nie gaśnijcie, ja się boję ciemności!" wtedy odezwała się trzecia świeca, głos miała ciepły, spokojny: "nie martw się kochanie, dopóki ja płonę, możemy zapalić pozostałe świece, ja jestem NADZIEJA
to mój 2cs
Ten cykl jest jakiś dziwny.
Nie dość że @ dostałam za szybko bo nic na to nie wskazywało to jeszcze trwała tylko 3 dni
zawsze to było 5 dni.
Cały czas boli mnie brzuch i plecy. Nie wiem co się dzieje.
chyba będzie trzeba się zapisać do prywatnej przychodni i zmienić lekarza bo ten mój stały to mnie w ogóle olał 
Z dobry rzeczy mąż przestał palić papierosy bierze tabletki na lepsze nasienie:) o już nawet piwa nie pije no czasami mu się zdarzy ale to jest minimum do tego co było
jestem z niego dumna.
I chyba trzeba powtórzyć badania nasienia i zobaczyć czy coś się poprawiło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2016, 20:20
11 dpo.
dzień bety
Myślałam, że jestem odporniejsza na stres...
Miałam być silna , nie panikować i nie przeżywać....
Wczoraj nie wytrzymałam i sikańca zrobiłam...
lekki ukłucie zawodu , bo tylko I kreska ale przecież 10 dpo mógł jeszcze nie wyjść.
Spać nie mogłam, obudziłam sie półtorej godziny wcześniej niż zwykle i zmierzyłam jak co dzień temperaturę. Niestety posypała się na łeb na szyję. pytanie teraz czemu, bo nie ta godzina czy po porstu czas na @.
Płakałam jak wstałam, płakałam jak jechałam na bete, wyłam jak wracałam, wyje jak to pisze.
Cholera co jest ze mną
wynik do odbioru o 10:00. Siostra zaczyna pracę o 8:30 jak bedzie wynik to zadzwoni.
odliczanie do oczywistego czas zacząć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2016, 08:14
Najdziwniejszy cykl jaki mi zdarzył się w życiu. Wczoraj tylko rano znów plamienie brązowe, już byłam święcie przekonana, że dostałam okres, bo oczywiście ja muszę dostać okres w dniu wizyty, na którą tyle czasu czekałam. Owulacja była, co potwierdziło wczorajsze usg, endometrium ok. Na usg nic nie wskazuje, żeby miesiączka już była. Lekarka oprócz Duphastonu dowaliła mi na noc Luteinę. Dziś oczywiście przez nadmiar progesteronu, którego brak mi naturalnie czuję się jak w ciąży, mam mdłości i mózg otulony watą, ślinotok i zaciskam zęby, żeby nie zwymiotować w reakcji na zapachy. Nigdy w życiu w trakcie cyklu nie miałam żadnych plamień. Implantacja? Być może, ale dzisiejsza temperatura spadła dość znacznie i jeśli jutro nie odbije, to żadna implantacja, albo była jej próba i się nie udało. Lekarkę mam cudowną, godzina w gabinecie, analiza wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach. Pochwała za prowadzenie wykresów :)Z ostatniego wynika, że skok temperatury miałam 2-3dni przed owulacją, a testy owulacyjne muszę kupić inne, bo nie pokazały piku lh w odpowiednim momencie. Mam po miesiączce zrobić biocenozę pochwy i w oparciu o wynik będziemy myśleć o hsg, w listopadzie zrobić monitoring u mojego ginekologa, bo przed hsg i tak będzie chciał mieć swój własny. Mąż w poniedziałek badanie nasienia, we wtorek wyniki.
Jestem bardzo zadowolona z opieki lekarskiej, ta kobieta bardzo pozytywnie na mnie wpływa. Nie schizuję się nawet tą rzekomą implantacją, co ma być to będzie, niczego teraz już nie zmienię
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2016, 08:02
No więc wróciłam ze szpitala nadal zauroczona moim lekarzem;P hehe. zrobił usg i pęcherzyka już nie ma więc owulacja była teraz przez 14 dni mam brać duphaston no i później oczywiście test czy się udało także znowu najgorsze dwa tygodnie przede mną. Ehh gdyby się udało to chyba byłby mój wymodlony cud;) pomarzyć mozna...
Dawno mnie nie było... 19 cykl starań, 10 po laparoskopii... i nic nie zaskoczyło. W międzyczasie szalejące TSH (na szczęście reszta hormonów w normie).
Odkąd zaczęliśmy się starać, wiem, że tego chcemy. Mocno. Z całego serduszka. Chociaż ciągle przez głowę przelatują myśli jak już się uda to jak sobie poradzimy z takim małym stworzonkiem. I w ten weekend byliśmy u znajomych na noc. Mają miesięcznego maluszka i jak mój mąż dał mi go na ręce (mimo, że wcześniej uprzedzałam, że ja do małych dzieci nie za bardzo, nie lubię, nie wiem, nie chcę i żeby przypadkiem nie proponował, żebym wzięła je na ręce) i poczułam taki spokój. Wszystkie wątpliwości poszły w kosz.
W tym miesiącu monitoring, podpytam co dalej. Boje się, że znowu będzie konieczna laparoskopia... Mam też wizytę u endokrynologa.
Mąż był u innego androloga, i jesteśmy spokojni. U niego wszystko ok.
Wczoraj byłam na monitoring i w 9 dniu cyklu, po łykaniu 1/2 tab. CLO od 4 do 8 dnia, mamy:
W jajniku prawym i lewym po jednym pęcherzyku, każdy około 12 mm. Ten na lewym jajniku jest nieco mniejszy. Mam nadzieję, że będą równo rosły i do ovu będą dwa do pęknięcia. Bo zwykle jak miałam kilka pęcherzyków, to i tak tylko jeden wyrastał dominujący.
Endo ma 7mm
Czyli jak na razie nie jest źle.
Jedyną przeszkodą w tym cyklu są znowu święta.
14 dc. to akurat wszystkich świętych. 
Umówiliśmy się na poniedziałek na monitoring, zobaczymy jakiej wielkości są pęcherzyki i może zrobimy IUI. A jak nie, to we wtorek naturalne starania i w środę podjedziemy znowu, żeby ewentualnie zrobić IUI, jeżeli pęcherzyki jeszcze będą.
Dodatkowo moja lekarka powiedziała, że ona nas będzie już namawiała na in vitro, bo dość długo się staramy i nic z tego nie wychodzi. A poza tym ciągle przeszkadzają nam jakieś święta, przedwcześnie pękające pęcherzyki etc. i ona obawia się, że czekając na dobry moment na IUI po prostu coś przegapimy... Obawia się, że AMH za bardzo mi spadnie i może być za późno już na cokolwiek... Kazała powtórzyć AMH, bo rok temu i tak było już lekko poniżej normy.
Lubie jednak tą moją p. dr. jest dociekliwa i staranna i nawet jak ma sajgon z wizytami to i tak nas gdzieś wciśnie i jak będzie trzeba to i na IUI wyskoczy 
20dc
Od samego rana ciagnie mnie podbrzusze i jajniki. Najbardziej lewy ale prawy tez daje o sobie znac.
To pierwszy cykl, w ktorym szalejemy z
. Mam cichutka nadzieje, ze w 35dc ujrze II kreski na tescie ciazowym. Chociaz rozum podpowiada mi, ze na nic moja nadzieja bo przeciez lekarka stwierdzila, ze moje jajniki nie pracuja bez lekarstw. Ale gdzies w sercu cos mi podpowiada, ze sie uda bez Clo i innych lekarstw.
Plan na dzisiaj:
Jeszcze 
Plan na jutro:
Owutesty
Plan na najblizsze 2 tygodnie:
Spokoj, odpoczynek, praca...
Plan na 35dc (15dpo):
Test ciazowy - oby POZYTYWNY
Ciąża rozpoczęta 3 października 2016
11 dpo
Zadzwoniła siostra: BHCG 10,49 , jak emocje opadną bedzie dłuższy wpis.
13 dpo
Radość i strach. To moje obecne emocje.
Mąż się bardzo ucieszył ściskał i całował, mój tata gratulował, a mama płakała.
Ogólne szaleństwo wzruszeń.
Z oczywistych przyczyn siostra wiedziała jako pierwsza. Reszta znajomych i rodziny nic nie wie. edit. przyjaciółka zadzwoniła, wiec też została poinformowana. Wszyscy wiedzą , że to bardzo wczesna ciąża i z niecierpliwością czekają na powtórkę bety.
Dziś dzień spodziewanej miesiączki. Sikaniec o czułości 25 nadal z I kreską. 
nie mogę doczekać się jutra 
14dpo
Bata wyszła niepokojąco mała, niestety tylko 24,2 przyrost 80%.
Według kalkulatora na belly taki przyrost jest w normie.
Moja gin twierdzi, że dobrze nie jest. Ale nie ma co panikować. Mam powtórzyć wynik w środę, bo beta mogła na chwilę zwolnić. Jednak jeśli w środę wynik bedzie kiepski to raczej "bedzie po wszystkim" 
16 dpo
Beta spadła do 22.
niestety oznacza to tylko jedno ....... 
zgasła moja iskierka
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2016, 10:12
taki szarooki dzień za oknem
nostalgicznie mnie naszło na wspomnienia ( chyba za dużo wolnego czasu )
myślę o nieżyjącej babci, najbliższej mi sercem
moim zdaniem pierwsze kontakty z rodzicami, dziadkami, miłość i zbudowane na niej zaufanie, na resztę życia są tworzywem naszego emocjonalnego świata
cudownie dzień się zapowiada 
biorę się za tłumaczenia
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.