Operacja się udała. Raczej nie ma przerzutów. Mama mówi, nie uszkodzili strun głosowych. Jestem 100 kg lżejsza po tym jak spadł mi kamień z serca!

Dziękuję Wam dziewczyny za wszystkie ciepłe słowa i wsparcie. Jesteście nieocenione<3

Dooti Czekając na cud... 15 grudnia 2016, 18:37

Dziś mijają dwa tygodnie od zabiegu, organizm chyba już doszedł do siebie, plamienia minęły, wrócił biały, gęsty śluz. Chyba wszystko jest ok. czekamy na @
Miałam dziś wizytę u mojej hematolog, hemoglobina tak jak pisałam wcześniej w porządku, w końcu nie mam anemii.
Mam sobie sprawdzić witaminę B12 i przeciwciała przeciwjądrowe ANA. Jak wyjdą dobrze to nie muszę przychodzić, dopiero do kontroli z morfologią w marcu. Oczywiście wspomniałam jej o moich ostatnich przeżyciach i stąd te ANA.
Kuźwa tak mi ciężko, w dzień jeszcze jakoś funkcjonuję ale wieczorami to kompletnie się rozsypuję, czuję taką cholerną pustkę...wszystko wraca, jeden zabieg, drugi zabieg...a ja ciągle zakładam maskę silnej kobiety. Chciałabym być silna, staram się być silna ale to wszystko mnie powoli przerasta. Czasem jak mąż wraca wieczorem z pracy, to nawet nic nie mówię tylko szlocham mu w bluzę. Takie powitanie...

17 dc (3/4 dpo)

Temperatura pnie się do góry. Od wczoraj niemal bez przerwy czuję podbrzusze. Po południu aż nie mogłam wysiedzieć na kanapie, ciągłe kucie. Sama nie wiem, czy to jajniki czy jelita pracują. Ból promieniuje do krzyża. W nocy kilka razy wstawałam na siku, aż koło 3 łyknęłam znowu Furaginę, bo wydawało mi się, że czuję pęcherz.

W pracy znowu ciągle latam do WC, zauważyłam też dość sporą ilość lepkiego śluzu. Dużo siedzę na Ovufriend, tak bardzo chciałabym już coś wiedzieć. Jeszcze niedawno zastanawiałam się, czy testować w święta czy później, a teraz już wiem, że do wigilii będę co najmniej po kilku testach :P

Nadal NIE w ciąży.
Było CLO, był zastrzyk na pęknięcie Ovitrelle, były 2 dni rzygania po tym cudownym zestawie i... NIC - jak zwykle.

Jutro sonoHSG i sprawdzamy drożność jajowodów i znów na CLO...

Jestem już zmęczona tym wszystkim...

Paś październik 2017:) 15 grudnia 2016, 14:34

W teorii dziś powinna być owulacja, ale jedyne co czuje to bardziej łaskotanie po lewej stronie:) no cóż czekam i obserwuje dalej ;)

Mamax Walka o Bobo. 15 grudnia 2016, 23:06

Od srody jestem sama z dzieciakami w domu bo w przedszkolu jest malo personelu wiec dzieci ktorych rodzice nie pracuja maja nie przychodzic lub byc szybciej odbierane. Wole wiec ich nie prowadzac bo po co meczyc sie tym wczesnym wstawaniem i szykowaniem jak po trzech godzinach musialabym odbierac. I jeszcze z maluszkiem dwa razy wychodzic bez sensu. Z trojka w domu spokojnie sie ogarniam. Dzieci sa w miare grzeczne a maluszek coraz dluzej polezy w lezaczku czy na matce wiec co mam porobic to zrobie. I nawet mam w domu czysto i poprasowane :-) Jedynie dla siebie mam malo czasu ale coz zrobic tak to jest jak sie chce miec duzo dzieci. A jeszcze przez zwiekszony instynkt macierzynski a przynajmniej tak to sobie tak tlumacze marzy mi sie kolejne dziecie chociaz to juz pozostanie tylko w swerze marzen ;-) Bylam u ginki na kontroli poporodowej i wszystko jest w porzadku. Rana ladnie sie zagoila nic a nic mnie juz nie boli, macica jeszcze lekko powiekszona ale mam byc spokojna bo z czasem sie obskurczy. Do pol roku ma czas ;-) Dostalam recepte na pigulki antykoncepcyjne i mam dylemat. Czy je brac czy nie??? Tak mi sie ladnie cykl wyregulowal. Miesiaczki mam bezbolesne, owlosienie znikome ( a mialam z tym probkem) ze boje sie ze piguly na nowo zaburza mi organizm. Z drugiej strony jakos zabezpieczac sie musimy...Ot dylemat zycia. Najpierw czlowiek bierze leki zeby miec dzieci a teraz zeby ich nie miec- co za parodia.

Christianek wyglada juz ladne. Czerwone place na buzi znikly po odstawieniu lefaxu wiec chyba byl na niego uczulony. Ciemieniuchy tez jest juz malutko a kolka mija. Czasami zdarza sie jeszcze bol brzuszka ale nie codziennie i nie dlugo wiec nie jest tak zle. Od kilku dni malutki robi zielone kupki. Martwilam sie tym ale Arek byl z malym u lekarza i wszystko jest dibrze a takie kupki nie sa oznaka choroby. Poprostu uklad pokarmowy maluszka nie jestjheszcze w pelni dojrzaly i za szybko przetrawia jedzonko. To moze trwac jeszcze pare tygodni ale z czasem kupki zmienia barwe. Przy okazji maluszek zostal zwarzony i ma juz 5,5 kg :-)

Julian zaczyna nam sie rozgadywac. Miesiac temu praktycznie nic nie mowil a teraz powtarza wszystko co mu powiemy. Oczywiscie nie zawsze jest to wyrazne ale mowi ba nawet spiewa i musze powiedziec ze poki co na dobra pamiec bo szybko zapamietuje tekst piosenek :-)

Maximilian rosnie jak na drozdzach. Znowu musialam obkupic go w nowe ciuchy i ciapy bo w strych palce dziury porobily. Bylismy na wystepie swiatecznym w przedszkolu i Maximilian wraz z dziecmi ladnie spiewal piosenki. Troche byl zmeczony ale dal rade nie marudzic jak to wtedy u niego bywa :-) Bylismy tez z dziecmi na jarmarku swatecznym. Napilismy sie z mezem cieplego winka, zjedlismy pyszne gofry. Dzieci poogladaly zwierzatka a Maximilian nawet pojezdzil na koniku :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2016, 23:13

26 dzień cyklu.

7 dni po owu.

jutro jadę po wyniki. :O


boję się.

Dziennik pokładowy
69dc, kończymy 9 tydzień



Nie było mnie tu raptem 5 dni, bo chciałam przestać Was katować swoimi wynurzeniami. W planach było zaczekać do jutra na wizytę u endo, ale ja piszę, piszę i piszę i już mam rozprawkę, więc reszta o moim TSH w kolejnym wpisie.

Dni sprzed wizyty u ginekologa…

Fantastycznie, naprawdę. Doszły 3 nowe dziwactwa.
Po pierwsze - mam PORĄBANE sny. Śni mi się wszystko - od horrorów, przez dramaty obyczajowe i science-fiction, po tak zbliżoną do oryginału wersję rzeczywistości, że rano budzę się i nie wiem, czy to jawa czy może ciągle jestem po drugiej stronie powiek. Wszystko co widzę w ciągu dnia może być przyczynkiem do dziwnego snu. Przykład - w jakiejś reklamie mignął mi Will.I.Am, po czym w nocy śniłam, że znów mam 8 lat, a do mojej świetlicy w podstawówce w naszej zapyziałej wsi przyjechało grać dla dzieci... Black Eyed Peas!, i nikt poza moją podstawówką w Polsce o tym nie wiedział. Do tego jakieś dziwne wariacje na temat "Gry o Tron", który to serial wciągnęliśmy nosem ze starym chyba w miesiąc przy okazji mojego leżakowania, jakieś apokalipsy i zagrożenia nuklearne, przed którymi ratuję świat (tak, ja - powodzenia, świecie!), no i w końcu… wisienka na torcie, najbardziej popieprzony sen - ciąża się kończy, a ja rodzę… KOTA! Nikt nie wierzy mi, że to moje dziecko, więc ja, w akcie rozpaczy, popełniam efektowne samobójstwo jak w Makbecie. JA PIERDZIU! Boję się zasypiać!
Po drugie - jest mi przykro z pewnego powodu, bo mój mąż to złoto. Pracuje ze względu na mnie z domu niemalże codziennie, gotuje mi, wozi mi tyłek, jest turbo kochany i do rany przyłóż, a ową przykrą okolicznością jest to, iż… zaczął mi śmierdzieć. A konkretnie jego skóra, która śmierdzi nawet po umyciu. Muszę leżeć dupką do niego, gdy zasypiam, więc wyobraźcie sobie, co ja przeżywam każdej nocy - na męża nie mogę patrzeć, a jak nie patrzę, to śni mi się, że jestem kocią mamą. FUCK.
Po trzecie - dziąsła krwawią przy myciu zębów. I to jest najbardziej lajtowa rzecz.

Przestałam brać lutkę, kiedy ostatnio Wam o tym pisałam, i faktycznie - śluz przestał straszyć, wygląda normalnie.

Do tego naszło mnie jedno dodatkowe przemyślenie, z którego jestem dumna. Te wszystkie plamienia, problemy z TSH… jak wiecie, wszystko to nie nastrajało mnie pozytywnie w myśleniu o ciąży. Nawet bałam się z nią zaprzyjaźnić - jakaś dziwna fobia przed uczuciem, że jak tylko się z nią emocjonalnie zwiążę, to wydarzy się coś złego, opanowała moją głowę. A potem nagle natrafiłam na fajną grafikę w czeluściach Internetu, która brutalnie, niczym plaskacz w twarz, mówi o tym, że martwienie się jest po prostu BEZ SENSU!

25276-7154-masz-problem.jpg

W końcu dotarło do mnie, że bez względu na to, co będzie się działo, to ja kurczę jestem w ciąży, i niezależnie od tego, ile dane będzie mi ją przeżywać, to nie ma to kompletnie żadnego znaczenia w tym, jak mogę ją przeżyć. Więc decyduję się ją przeżyć z radością. Czuję się, jakby mi spadło 10 kg tłuszczu z mózgu.

15 grudnia, czwartek - DZIŚ...

No to wizyta u ginekologa.
Bakłażan rozdupca mnie na kawałeczki. No zobaczcie jaki słodziak:

muhd6x.jpg

Niestety, byłam tak zaaferowana jego machającą nogą i biciem serca, że nie usłyszałam, jak bardzo urósł i nie mam tego nigdzie na zdjęciu. W ogóle sam fakt, że ma już rączki i nóżki to ogromna radość!

W macicy niestety znów pokazał się potwór - krwiak o szerokości 3 cm. Widziałam, jak przepływa przez niego krew. Okropność! Z opisu pani doktor dalej nie wiem, czy jest on umiejscowiony w jakiś naprawdę dramatyczny sposób czy nie. Może specjalnie tak pokrętnie o tym mówi, żebym się nie martwiła. Scenariusze są dwa - cholerstwo albo się wchłonie, albo w końcu pęknie. A wtedy klękajcie narody, mam jechać od razu na IP. Dziwi mnie, że po tej informacji dalej jestem spokojna, nawet pomimo faktu, iż czuję się jak tykająca bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć czerwienią. Ale naprawdę mocno wierzę w Bakłażana, bo on totalnie zdaje się mieć tą całą sytuację w poważaniu. Muszę mu zaufać. I dalej leżeć. I dalej żreć leki. I niestety… wrócić do luteiny.

Zadzwonił dziś do mnie szef. Niby zapytać jak tam zdrowie, ale w sumie dał mi tylko kilka sekund na odpowiedź. Odniosłam wrażenie, że "krwiak w macicy" nie zrobił na nim totalnie żadnego wrażenia. W zasadzie to nie oszukujmy się, dzwonił tylko, aby zapytać, co zamówionymi przeze mnie gadżetami do komputera i czy myślę, że stawię się na szkoleniach czy nie, bo on je musi zatwierdzić. Gdzieś pomiędzy wierszami zdaję mi się, że słyszę "nie taką mieliśmy umowę - czemu robisz mi problem?", ale możliwe, że to tylko moje przewrażliwienie. Tak czy siak wracam do pracy w poniedziałek, ale nie mam zamiaru opuszczać domu i pozycji półleżącej.

Umówiłam się na prenatalne w pierwszym tygodniu stycznia. Cóż… cykam się.


Jutro endokrynolog, odezwę się!



Tu mogłabym zakończyć mój wywód, ale martwię się o coś… z moich obserwowanych pamiętników jeden nagle niespodziewanie zniknął. Kochana - wysłałam Ci jakiś czas temu zaproszenie do przyjaciółek. Odezwij się, jeśli możesz. Jeżeli tu zajrzałaś, to jestem pewna, że wiesz, iż piszę o Tobie. Proszę o jakiś znak!


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 16:54

Postanowiłam sobie tutaj spisać wszystkie badania jakie dostałam do zrobienia po poronieniu.
Ja nie zapomnę, nie zgubię, a może jeszcze komuś się przyda :-)

Przeciwciała antykardiolipiniowe IgG, IgM
białko C
Białko S
Homocysteina
Przeciwciała beta-2-glikoproteinowe
Mutacja cz. V Leiden
Mutacja genu protrombiny
Antykoagulant tocznia

Czas oczekiwania na niektóre do 35 dni...

badanie cytogenetyczne (kariotyp) - u obojga.

21 tydzień 0 dzień

Sprzątanie przedświąteczne, a poniżej moje zdjęcie z dziś...

d3b897755b296a5bmed.jpg

Urosłam?

Balladyna Małe szczęście!! 15 grudnia 2016, 20:20

26t6d

W końcu zdecydowaliśmy się kupić farby żeby pomalować małej pokoik. Nobel miał dzisiaj operację usunięcia jajek, więc mieliśmy trzy godziny jeżdżenia po mieście i załatwiania spraw. Kupiliśmy prezenty na sekretnego mikołaja. I wybraliśmy farby. Szarą i miętową. Miętowa ma piękny delikatny odcień. Szara może być zbyt ciemna, żeby pomalować nią trzy z czterech ścian. Ale poczekamy aż jedna ściana jutro wyschnie i zobaczymy jak to wygląda w świetle dziennym.

Jestem potwornie zmęczona. Najpierw całą noc nie spałam, bo koty skakały, bo były głodne, a nie mogłam dać im jeść, bo Nobel miał mieć pusty brzuszek przed operacją. Z samego rana pojechaliśmy do tego lekarza i na zakupy i dopiero na 14:00 byliśmy w domu. Potem odkurzanie, mycie podłóg, czyszczenie kuwet, ogarnianie obiadu i całego domu. No i w końcu malowanie. Miętowa farba jest już położona i prezentuje się fantastycznie.

Ostatnio bardzo urósł mi brzuch. Widocznie Michasia miała jakiś skok rozwojowy, bo w ciągu jednej nocy bardzo mi go wybiło. Męczę się coraz mocniej, ale staram się nie odpuszczać, bo nie chcę całej ciąży przesiedzieć i przytyć tysiąc kilo. Wyobrażam ją sobie każdego dnia, jestem ciekawa jaka będzie.

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 15 grudnia 2016, 21:18

24t6c
No i wizyta u gina za mną. Uczucia mam mieszane. Pobrał wymaz, za tydzień zobaczymy czy bakterie jakieś zbędne mi w środku nie siedzą. Bardzo zainteresował się moją cukrzycą i ciśnieniem, musiałam pokazywać wyniki codziennych pomiarów, nic nie dało tłumaczenie że jestem pod opieką specjalistów.
Zmartwiła go moja opuchlizna... W sumie ma rację, od 2 tygodni nie widzę kostek u stóp, piję hektolitry wody, leżę z nogami w górze, nic nie pomaga. Morfologię i mocz mam w normie. Powiedział że bardziej go to niepokoi niż asymetryczny rozwój mózgu Gosi. Mam być gotowa na pójście do szpitala w każdym momencie. Spakować torbę dla siebie i dla Gosi... Zaniepokoił go też mój ostatni epizod ze stawianiem się macicy, gdzie mąż musiał jechać po mnie autem bo nie dałam rady zrobić ani kroku dalej już. Zobowiązał męża do pilnowania abym się nie przemęczała. Tak więc koniec wolności... Jeśli nie poprawi się mój stan to czeka mnie leżąca końcówka ciąży, w 37tc CC.

Nie mam siły do swojego organizmu. Znowu infekcja grzybiczna, znowu dwa tygodnie leczenia tego ciorta, potem okres, czyli kolejny tydzień z głowy.

Matematyka jest prosta: 3 tygodnie do 1 - reasumując jestem nieużytkiem dla męża i rośnie we mnie coraz większa flustracja z tego powodu.

Wogóle to co chwila coś mi dolega. Aż mi głupio przed ślubnym, że młoda kobita a tu albo infekcja, albo jajniki bolą, albo kręgosłup, albo kolano wysiada, albo "gaś światło bo oczy mnie bolą", albo skok ciśnienia, albo kołatanie serca, albo mi słabo i kręci mi się w głowie, albo jeszcze co innego.

Czuje się coraz częściej niepełnowartościowa... choć zapenia mnie, że to tylko moje odczucia.

Kochany jest i ma anielską cierpliwość do mnie...

Dzis siedzimy w domku, niestety mnie wzielo jakies przeziebienie.. :/ dawno nie bylam chora. Tak tego nie lubie..

Moje Miski <3
smq648.jpg
29azc45.jpg
20k62h5.jpg

JaAneta89 Aneciowy pamiętnik 16 grudnia 2016, 07:07

Dużo czasu spędzam na swoim stoisku na jarmarku świątecznym. Widzę bardzo dużo kobiet w ciąży i nie wiem czemu, boli mnie to. Myślałam, że ten widok mnie już nie rusza, ale niestety smutno mi za każdym razem jak widzę ciężarną i czuję okropną zazdrość. Jedynie ciąża siostry mnie nie rusza, a widzę ją (i jej brzuszek) ostatnio bardzo często.
Jestem już po owulacji. Fajnie wiedzieć kiedy się ją ma, szkoda tylko, że nic to nie daje :( We wtorek miałam mieć wizytę kontrolną u ginekologa, sprawdzić, czy polip wciąż jest, czy się wydalił, ale niestety musiałam ją odwołać. Mam tak dużo teraz na głowie w związku z jarmarkiem i zamówieniami internetowymi, że nie wyszarpałabym tych dwóch godzin na wizytę i dojazdy. Umówię się jakoś po nowym roku.
Parę razy mówiłam mojemu Mężowi, że jak mam zajść w ciążę, to zajdę w grudniu, bo w grudniu mam tyle pracy, że o staraniach nie myślałabym wcale. Mamy ten grudzień, pracy ogrom i mam maleńką nadzieję, że jeszcze przed końcem roku dowiem się o ciąży. Serduszkowaliśmy mało, bo tylko dwa razy, co i tak moim zdaniem jest sukcesem, bo czasu ciągle brakuje, a po <3 trzeba przecież jeszcze chwile poleżeć.
Wracam do roboty :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2016, 07:10

małżowinka Been there, done that 16 grudnia 2016, 07:26

Nie wiem po co mi ten pamiętnik.
Nie napiszę tu nic odkrywczego - im częściej zaglądam na ovu, tym bardziej się w tym utwierdzam. Ta historia była napisana już setki razy przez takie jak ja, choć zupełnie inne.
Może będzie to przestrogą dla mnie, żeby nie nakręcać się w kolejnych cyklach. Ale czy ja jestem w stanie posłuchać kogokolwiek? Nawet siebie sprzed miesiąca? Pewnie nie.
Widzę swoją przyszłość (nie, nie jestem wróżką, jestem realistką) - kolejny miesiąc nadejdzie i znowu się zacznie:
1. długie oczekiwanie na zielone światło i dwie kreski na owuteście
2. smarowanie się dziwnymi specyfikami (rzekomo plemnikofriendly) i hop do łóżka
3. powtarzanie sobie, że nic takiego się nie stało, jeśli nie wyszło i że nie będę robić testów jak nakręcona wariatka
4. po tygodniu/10 dniach odezwie się chochlik w mojej głowie:
"chyba jesteś w ciąży, bo bolą cię cycki" (nieważne, że ostatnio urosły od ciągłego wsuwania)
"chyba jesteś w ciąży, bo brzuch ci urósł" (nieważne, że brzuch nie rośnie od samego zapłodnienia, a ty ostatnio ciągle wsuwałaś)
"chyba jesteś w ciąży, bo masz dreszcze" (nieważne, że zakręciłaś ogrzewanie, a w domu jest chłodno)
"chyba jesteś w ciąży, bo masz wyczulony węch i wszystko ci śmierdzi" (nieważne, że to normalne przed okresem)
"chyba jesteś w ciąży, bo kręci ci się w głowie" (nieważne, że za szybko wstałaś i zawsze wtedy ci się kręci w głowie)
"chyba jesteś w ciąży, bo nie masz apetytu",
"chyba jesteś w ciąży, bo masz apetyt"....
i tak w nieskończoność... w końcu jak zwykle nie wytrzymam, nasiuram do pojemnika, wkropię ile trzeba, cierpliwie odczekam iiiiiiiiii.......
zobaczę jedną kreskę.
Tak... no cóż...
Wiedziałam, że nie będzie łatwo, przygotowywałam się na to psychicznie od jakichś 4 lat - bo długo brałam tabletki antykoncepcyjne, bo zdarzyły się chwilowe wahnięcia hormonów, bo macica nie do końca taka jak trzeba, bo przecież to tak nie działa, że ktoś chce i ma. Powtarzałam to sobie, bo nie chciałam rozczarowań jak się od razu nie uda. I co? I NIC. Rozczarowanie jest takie samo.

18 dc (3/4/5 dpo)?

Wydaje mi się, że 4 dpo, choć ovu przesunęło owulację na wtorek. JEstem prawie pewna, że wtedy nie mogło jej być. Nie było już śluzu, ja nic nie czułam. Ale głównie ten śluz zdaje się to potwierdzać, no i poniedziałkowy wzrost temperatury. No nic, pożyjemy zobaczymy. W zasadzie nie ma to aż tak wielkiego znaczenia, bo do poniedziałku włącznie codziennie było <3.

Dziś ok. 9 rano miałam 3-4 silne ukłucia po prawej stronie. To nie były skurcze, raczej takie "wiercenie". Może coś się zagnieżdża? Trudno nie mieć oczekiwań i się nie nakręcać, choć wiem, że brzmię jak wariatka.

Ania85 Walka o rodzeństwo 16 grudnia 2016, 10:27

Pamiętaj, że kiedy starasz się o dziecko, sport i odchudzanie w wydaniu ekstremalnym nie są najlepszym pomysłem. Nadmierne odchudzanie i wysiłek fizyczny wysyłają komunikat do mózgu, że nie jest to najlepszy czas dla organizmu na rozmnażanie. Umiar i zdrowy rozsądek to dwie rzeczy, o których nie powinnaś teraz zapominać.
Bardzo mądre-tylko że lekarze każą schudnąć jeśli waży się trochę więcej niż powinno -a z tym wiążą się już problemy -wiem bo sama je mam od momentu kiedy moja gin kazała się odchudzić ;)

17 dc
W tym cyklu owu przyszła wcześniej. O ile przyszła w ogóle. Wszystko na nią wskazuje oprócz temperatury. Za 2 tygodnie bedzie wiadomo. Więc nie ma co się stresować, bo niczego tym nie zmienię.
Źle śpię. Zawsze tak miałam. Najpierw nie mogę zasnąć, bo za dużo myślę, potem budzę się co jakiś czas. Oczywiście moj organizm przyzwyczaił się już do tego i normalnie wypoczywa. Tylko mierzenie temperatury jest ciężkie.

W tym cyklu jest luzik. Do tej pory zrobiliśmy to 3 razy huhu :D czyli coś normalnego przy naszym libido :D a nie jak w zeszłym cyklu, jak króliczki. I tak nic z tego nie wyszło, przy książkowej owulacji, więc po co tak szaleć? Zmuszać się?

Zbliżają się święta, za tydzień przyjeżdża rodzina męża.
Osobiście nie wierzę, ale wspominam ten okres dobrze. Do pewnego czasu w mojej rodzinie były to dni, gdy zbliżaliśmy się do siebie. Śpiewaliśmy kolędy, były prezenty. Te dni były lepsze. To nic, że zaraz, parę dni później zawsze wszystko wracało do normy, a ja znów chciałam uciec. To nic, bo będę zawsze pamiętać te dobre chwile. To nic, bo te złe pokazały mi, jaki dom stworzę swojemu dziecku. Całkiem inny! Moje dziecko nigdy nie przeżyje tego co ja. Dam mu wszystko to czego ja nie miałam. Miłość, spokój, wiedzę...

Jaki to dziwny traf. Ja byłam dzieckiem z wpadki. Na początku niby planowanym, potem gdy nie wychodziło, oni się rozstali. A jednak ja już powstałam. Bogaty ojciec chciał, żeby mnie usunąć. Jego rodzicom przeszkadzało, że mama jest "biedna", a on? No cóż, jak to cześć młodych chłopców. Odkochał się. Może wcale nie kochał?
Mama miała 18 lat. Chciała mnie, ale nie była gotowa. Nie dało rady połączyć imprez z rodzicielstwem, nie robiąc przy tym krzywdy dziecku. Potem drugiemu. Moim zdaniem ona nie uważała tego za nic złego. Dlaczego?
Tak bardzo NIE chciała bym powtórzyła ten "błąd" co ona. Na każdym kroku mi o tym mówiła. I co? Mam 26 lat, męża, pracę i dziecko w planach. Pierwsze poroniłam. Chciałam dać mu wszystko co najlepsze.
Siostra zawsze była imprezowiczką. Agresywna, niezbyt mądra (może to dziwne,ale tak jest, mamy mało wspólnych tematów), jest 22 letnią alkoholiczką. Od kilku lat ciągle się kłociłyśmy. Ona mówiła,że jestem przemądrzałą damą, a ja nazywałam ją "patolą". Miała chłopaka, przrz 5 lat, z którym piła, biła się i starała o dziecko ( mądre nie?). Zerwali, poznała nowego i po dwóch miesiącach zaszła w ciążę. Zadzwoniła do mnie tydzień po moim zabiegu. To był dla mnie strzał w twarz. Patrząc na jej test (skype) i jej radość, ja sama zapewniałam, że jest super. Po rozłaączeniu padłam na ziemię i wyłam.
Dziś jest już na półmetku, dzidzia rośnie sobie zdrowo, gdy matka śniadanie zaczyna od piwa, zapalająć fajka i rzygając potem cały dzień. Gdzie tu jest sprawiedliwość??? Dlaczego to mi się przytrafiło? Dlaczego następne dziecko będzie rosło w patologii u rodziców bez perspektyw? Bez miłości? Siedzę i płacze, jestem tak zła na tą idiotkę! Dzidzia nie prosiła się o przyjście na świat,niech rośnie zdrowo, ale co to za życie? Ja miałam nadzieję, że ta ciąża coś zmieni. Prosiłam ja o ograniczenie palenia, żeby dbała o siebie.. . Jak mi babcia o tym alkoholu powiedziała to po prostu zgasłam. Jak ona może? Po tym wszystkim co my przeżyłyśmy?

Musiałam to gdzieś wyrzucić... wstyd mi komukolwiek o tym mówić. Ona mnie nie słucha gdy staram się zwrócić uwagę. Zaraz jestem ta "mądralińska".
Ciągle myślę o tym dziecku. Jaka przyszłość je czeka? Jestem tylko jednego pewna. Choć mieszkam za granicą, nie pozwolę by stała się mu krzywda. To też moja krew...

Dziennik pokładowy:
70dc, zaczęliśmy 10 tydzień!



Dzisiaj będzie krótko. I do tego miła odmiana, bo zazwyczaj moje krótkie wpisy są pełne dramaturgii, a ten będzie wyjątkowo radosny. :)

Już po wizycie u endokrynologa. TSH spadło z diabelnego 6 do 3! Oczywiście dalej szału nie ma, zwiększamy dawkę euthyroxu do 75, ale co tam. Poprawa o połowę! I wykluczono Hashimoto. Jak dla mnie to cudowna wiadomość.

Ciąża uczy mnie pokory. Miałam być mamuśką, która gotuje mężowi, chodzi na delikatny fitness, je warzywa i z pigułek łyka co najwyżej kwas foliowy do śniadania. "Miałam". Niestety, jestem za to mamuśką na prochach, która je może 1000 kalorii dziennie, leży jak kaleka od tygodni i wszędzie muszę jeździć w asyście męża. Co w tym takiego radosnego? Chyba to, że już wrzucam na luz. Koniec planowania życia z dokładnością co do dnia. Moje ma na mnie widac inny plan. Grunt, że dostosowuję się do sytuacji, reaguję i to pomaga. Jednego diabła już zwalczamy. Jeszcze wchlon się Ty, paskudny krwiaku! I będę najszczęśliwsza na świecie.

To moje wigilijne marzenie. :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)