wg usg 19t0 czyli witamy się w połowicznym 20 tyg ciązy!
Oj był wczoraj zabiegany dzień
pojechałam po ukochanego na lotnisko, stanełam przed wyjściem i czekałam z karteczka z napisem "tata Laury
" mąz sie ucieszyl:)
na wizycie wszystko super, szyjka zamknieta twarrda 4,2 cm wszystko tam ogólnie ok
W brzuszku na 99% jest córeczka:) na pierwszy strzał pokazała co ma między nóżkami a głowkę schowała gdzieś tak głęboko, że ledwo widzieliśmy heh Waży 240 gram (moja kosteczka masła
) jej kość udowa ma 3 cm rozpływam się nad tą informacją, takie to maleńkie:)
brzuszek co jakiś czas podskakuje, tatuś też widział
Trzeba się znowu brać do roboty, z okazji świąt życzę:
- starającym się, z całego serca, widoku pięknych dwóch kreseczek i serduszek i tego wszystkiego
- w ciąży dużo wytrwałości, twardych długich szyjek i przyjemnych porodów
-mamuśkom więcej przespanych nocy, bezbolesnych ząbkowań i samych radości!
Wesołych świąt:)
Kochane moje Przyjaciółki:
Życzę Wam wszystkim i każdej z osobna ciepłych, rodzinnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Abyście zawsze nie tylko od święta czuły się kochane, potrzebne, ważne i wyjątkowe. By nigdy nie brakło Wam miłości i życzliwości ludzi, by spełniały się plany i marzenia. By to dobro i wsparcie, które dajecie innym zawsze do Was wracało.
Ściskam każdą z Was bardzo mocno i dziś stojąc przy wigilijnym stole będę miała Was wszystkie w pamięci i sercu
20t3d
W Polsce jeszcze nie jestesmy. Lecimy dopiero w Boxing Day. Mam nadzieje, ze wiatr troche odpusci, bo poki co nie wyobrazam sobie lotu.
Zycze Wam wesolych, rodzinnych Swiat. Aby Wasze marzenia sie spelnily. Czytalam dzis zyczenia od kolezanki z zeszlego roku. Zyczyla nam upragnionego dzidziusia. Moje marzenie powoli sie spelnia:-) Nastepne swieta spedzimy juz we trojke:-)
Wesolych Swiat!
Dziś dzięń Bożego Narodzenia! Miałam cichą nadzieje ze wydarzy się cud!i w wigilie zobaczcze 2 tłuste krechy na teście ciążowym.W życiu juz prawie nic mnie nie ździwi.Ten rok był okropny!
Nadchodzi nowy i nawet w pracy sie zle zapowiada!Jak mieć nadzieje?Jak zobaczeć swiatło pośród takiej ciemnośći?
1 dc
I zawitała @
bez plamień przed, bez bólu przed tak niezauważalne
to zaczynamy nowt i ostatni cykl starań samodzielnych. Od nowego cyklu monitoring i zaczynamy zabawę.
Zaslyszane z kazania na pasterce - "rzucmy budy, warty, stada niechaj nimi Pan Bog wlada" oddajmy sie Bogu, On o wszystko zadba.
Ot, taka Bożonarodzeniowa kropla nadziei...
Owulacja juz powinna nadejsc, a tu na tescie owul. tylko jakas bladziutka kreska, jajniki sie nie odzywaja, wiec nadal czekam na ten magiczny moment owulki...
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2016, 11:57
Z tej calej pogoni swiatecznej zapomialam by zlozyc Wam zyczenia 
A wiec zycze wam zdrowych i rodzinnych swiat. Wieze, ze wigilijna kolacja byla udana, byli bliscy i radosc. Prezenty byly trafione. Zdrowia kochani! Staraczka by jak najszybciej dostaly swoj wymarzony preznt
ciezaroweczka szczesliwych rozwiazan i calej reszcie po prostu duzo zdrowia!
Ja wczoraj duzo podjadlam a dzis od rana tulkam porcelane
mdlosci w swieta
rzecz piekna haha
O matko alez polecialo. Christian ma juz osiem tygodni i od tygodnia nie mial ataku kolkowego. Licze wiec ze juz mamy to za soba. Ladnie sie juz usmiecha, guga i robi babelki. Coraz wiecej sie zabawi wiec jest juz z nim duzo lzej. No ale jak jeden jest spokojny to za to drugi- Julian zlapal dziwnego wirusa ( bolal go jezyk) i zapalenie spojowek przez co byl bardzo placzliwy. A gdy jemu przeszlo to znowu Maximilian dostal tego wirusa. Tak ze spokoju nie bylo a tymczasem roboty bylo sporo jako ze trzeba bylo przygotiwac swieta. Lekko nie bylo ale sie udalo
W tym roku jednak nie czuje tej atmosfery. Jest choinka, byla uroczysta kolacja, byly prezenty ale mnie jakos jest smutno. Moze przez to ze nie dogaduje sie z Arkiem abrakuje mi milego towarzystwa. Tej swiatecznej beztroskosci, milosci.... Bo z Arkiem to ostatnio ciagle sie klocimy. Nie wiem co robie zle ale nie potrafie go zadowolic. Zawsze jest cos nie tak, sa nerwy i krzyki na mnie na dzieci...Fakt chlopcy sie bardzo rozpuscili i sa niegrzeczni. Daja nam w kosc i wogole nie sluchaja, ciagle sie tluka i dokuczaja sobie. Probujemy nad nimi zapanowac ale to nam nie wychodzi i zawsze konczy sie klotnia. Arek mi zarzuca ze jestem za nalo stanowcza a ja mu ze jest za surowy. Klocimy sie wiec przy dzieciakach o nie a one tego sluchaja i wykorzystuja nasza bezradnosc 
11+1
Święta, święta i po świętach 
Święta minęły nawet dobrze. O dziwo nic mi nie było z przejedzenia. No w sumie niby nic bo już 3 dzień mnie brzuch boli tylko nie wiem czy z przejedzenia czy ze śmiechu czy z czego innego...
Już kombinuje aby iść we wtorek do lekarza na NFZ aby sprawdzić czy wszystko ok z maluszkiem i tym nieszczęsnym krwiakiem. A w środę z rana skocze zrobić badania, które mi ginka zleciła. Chcę mieć je za sobą...
A tak z innej beczki te hormony doprowadzą mnie do szaleństwa!!
Wkurzam się na mojego D. Niby mam o co ale wczoraj aż się poklocilismy i z tego powodu jest mi trochę smutno...
Miał problem z alkoholem, chociaż i tak duuuuzo się ograniczył i wogole. Ale odkąd dowiedział sie o ciąży to jakby zaczął więcej sięgać po niego...
Wiadomo święta były to i porzadzil z moim tata ale jakby jeszcze nie wyglupial sie przy tym, nie zaczepial. W szczegolnosci ze naprawde zle sie wczoraj czulam..
No i powiedzialam kilka słów za duzo... O wiele za duzo. Musze nauczyc sie hamować ze słownictwem 
Buuu... Nie wiem co to będzie... Czasami mam myśli, że może za wczesnie jest na dziecko... ;(
Boooosssshhhheee... Co za hormony...
21 dc.
Clearblue dalej sobie miga, testy paskowe - zero.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2017, 07:01
13dc, obstawiam ze dzisiaj bedzie owulacja. Wczoraj test owu prawie pozytyw, dzisiaj pozytyw. Niestety przytulanki były tylko 3 dni temu...
bo potem ja dostalamjelitowke, a dzien pozniej - wczoraj moj M.. moze dzisiaj wieczorem cos sie uda poprawić... ale czuje podbrzusze, mysle ze owu tuż tuż, a moze juz była rano? Oby nie. Trudno, bedzie co bedzie
a nuz plemniki przeżyją 3 dni w oczekiwaniu na jajeczko...
P.S. Udało sie, serduszko było wczesnym popołudniem! Na pewno zdążyliśmy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2016, 14:43

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2016, 11:05
Mam nadzieję, że to były ostatnie święta we dwoje.
Dałam radę, dopiero w nocy trochę poplakalam.
Ostatnio bardzo źle śpię.
Jutro już wracam do nas.
I prawie po świetach. Smutno jakoś te święta mnie nie cieszyły. Biorę luteinę pod język ale wiemże niebawem przyjdzie@ będzie mnie boleć głowa i wszystko się zacznie od początku. Co jak takiego zrobiłam że los mnie tak doświadcza nie pozwala się cieszyć upragnioną dzidzią????
A nadzieja znów wstąpi w nas,
Nieobecnych pojawią się cienie.
Uwierzymy kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie.
Jeżeli któraś z Was nie zna jeszcze tej pięknej kolędy to zachęcam do posłuchania...Kolęda Dla Nieobecnych. Ja zawsze sobie przy niej popłacze ale i tak bardzo pomaga i naprawdę daje nadzieję...
Postanowiłam nie płakać i prawie mi się udało...oczywiście w życzeniach pojawiał się temat dziecka...tylko garstka osób wie o mojej drugiej stracie...i to oni życzyli mi spełnienia tego mojego największego marzenia...
Generalnie jakoś mało cieszą mnie te Święta, nie wiem, po prostu nie umiem się nimi cieszyć...
1 dzień prawdziwego cyklu starań się
Potrzebuję tu być, potrzebuję wygadać się 
Te starania są zupełnie inne niż pierwsze. Są lepsze, bo mam już ARturka, który wypełnia moje serce. Nie czuję pustki, a wciąż pamiętam, co się czuje, starając się dłużej o pierwsze dziecko. Pamiętam, jakim bólem jest poronienie, przynajmniej to do 10 tc.Pamiętam strach przez pierwsze 10 tygodni ciąży. Pamiętam leżenie plackiem z dawką 19 tabletek dziennie. Poza tym potrzebuję rozmowy, słów, aby uwolnić się od wszelkich negatywnych emocji: oczekiwania na testowanie, stresu w pracy. Chcę mieć jak najwięcej pozytywnych emocji na kolejne starania. Dlatego chcę tu być 
"Plany są niczym. Planowanie - jest wszystkim." Dwight D. Eisenhower
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2016, 18:12
Jak to dobrze, że te święta się już kończą. Nie lubię świąt, powodują u mnie smutek, przygnębienie i jeszcze większe niż zwykle poczucie osamotnienia. A kiedyś marzyłam o pięknych, rodzinnych świętach, marzyłam, że spojrzę w roześmiane oczy mojego dziecka i znów poczuję magię świąt i rozlewającą się w sercu radość. Marzę dalej, ale z każdym kolejnym rokiem wiara w spełnienie tych marzeń ucieka jak powietrze z dziurawego balonika.
Ostatnio moje samopoczucie przez dłuższy czas było dobre, pomagały codzienne obowiązki, zaangażowanie w pracę, zdanie na los. To zatrzymanie i wolny czas bardzo mi nie służy, zaczynam rozmyślać o tym, czego tak bardzo mi brakuje. Bardzo się starałam pozytywnie nastawić się na święta. I na początku było ok, pochłonęły mnie przygotowania, w wigilię też dzielnie się trzymałam. Ale wczoraj dopadły mnie ze zdwojoną siłą te wszystkie negatywne uczucia, przed którymi się tak broniłam. Typowo przedmałpowe samopoczucie. Wiem, że znów nici z ciąży. Niby na nic się nie nastawiałam, ale skoro to był cykl stymulowany, z takim samym zestawem leków, jak w tym szczęśliwym cyklu, jakaś malutka iskierka nadziei się pojawiła. Tymczasem nie czuję nic, oprócz czającej się za rogiem @. Tak mi się chciało wczoraj ryczeć. Ale z mężem i mamą wypiliśmy flaszkę i dzięki temu nie rozsypałam się na milion kawałków i trochę mi się humor poprawił. Mój biedny mąż nawet nie ma z kim się napić w święta. Ja nie mam rodzeństwa, on nie ma więc szwagrów. Teściowa i siostra męża są specyficzne i nie za bardzo go do nich ciągnie. A bracia męża, którzy są super są daleko. Tak więc pustka i samotność. Zazdroszczę ludziom, którzy mają duże rodziny, rodzeństwo, kuzynów, siostrzeńców i razem w dużym gronie spędzają wigilię i święta. Wtedy na pewno jest wesoło, a u nas cicho i spokojnie i pusto.
Właśnie wróciliśmy od mojej mamy do naszego mieszkania. Cisza i pustka, a u sąsiadów za ścianą słychać śmiech i głosy dzieci.
Jak ja mam się cieszyć, jak czuć tą wszechobecną radość z Bożego Narodzenia???
Wszędzie roześmiane dzieci, za ścianą, na Facebooku wszyscy dodają zdjęcia swoich dzieci pod choinką z Mikołajem z prezentami. Nawet jak byliśmy w kościele to akurat trafiliśmy na chrzty. Jak ja mam się cieszyć Panie z Twojego narodzenia jak moje serce krwawi, jak czuje do Ciebie żal. Stworzyłeś najpiękniejszy dar dla ludzi - dziecko, jako owoc miłości małżeńskiej. Ale ten dar jest tylko dla wybrańców, nie dla wszystkich jest dostępny. Rozumiem, że życie jest niesprawiedliwe, że ludzie są niesprawiedliwi, że od ludzi spotykają mnie czasem przykrości i niesprawiedliwość, ale tej niesprawiedliwości od Ciebie nie jestem w stanie pojąć w żaden sposób.
Czuję, że to jest tak, jakby kochający ojciec miał kilkoro dzieci dla których przygotowałby najpiękniejszy prezent, jaki tylko można sobie wymarzyć, a potem ten prezent dał połowie swoich dzieci, a drugiej połowie kazał tylko patrzeć, jak Ci obdarowani się cieszą. Niektórzy obdarowani wcale nie szanują prezentu, nie cieszą się z niego, a nawet wyrzucają go do śmieci. Ci którzy nie dostali prezentu przez cały rok proszą ojca, by im też dał ten piękny prezent, starają się na niego zasłużyć. I mija kolejny rok, znów są święta i znów Ci którzy cały rok prosili o prezent nie dostają go, dostają go inni, dostają Ci, co nie prosili, dostają go nawet Ci którzy rok temu wyrzucili go do kosza. Ci którzy po raz kolejny nie dostali prezentu próbują się cieszyć szczęściem obdarowanych, życzą im jak najlepiej, ale nie potrafią, bo ich serce rozrywa ból, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. I choć starają się wyzbyć tych uczuć, zawierzyć ojcu, że nie zostawi ich z krwawiącym sercem, że w końcu się nad nimi ulituje, to właśnie w takie dni jak święta cierpią najbardziej.
Staram się wierzyć, że wszystko jest po coś, że wszystko ma swój sens. Ale jakoś tak trudno mi doszukać się pozytywnych stron tego, że prawie od 3 lat walczę z niepłodnością. Przez ten czas stałam się bardziej nerwowa, płaczliwa, drobnostki potrafią mnie wyprowadzić z równowagi, chodzę smutna, przygaszona, cały czas jest we mnie stres i pytanie czy kiedykolwiek nam się uda. Moje poczucie własnej wartości bardzo spadło, choć i tak nigdy nie było wysokie, schudłam mimo, że i tak miałam niedowagę, zachorowałam na niedoczynność tarczycy i Hashimoto, nasiliły mi się nerwobóle, na widok ciąż i malutkich dzieci robi mi się smutno i przykro, zazdroszczę innym rodzicielstwa, straciłam sens i taką zwykłą radość życia, a przed staraniami cieszyły mnie drobnostki. Jeśli chodzi o wiarę, to przed staraniami też się modliłam, chodziłam do kościoła, starałam się dobrze żyć. Naprawdę trudno znaleźć mi choć jeden pozytyw tej sytuacji.
Wczoraj dowiedziałam się, że kuzynowi urodziło się dziecko, dziś na Facebooku znajomi powstawiali zdjęcia z brzuszkiem, inni zdjęcia usg. Czasem czuję się jakbym żyła w dwóch światach. W świecie Ovufriend, gdzie mnóstwo kobiet cierpi tak samo jak ja, zmaga się z tym samym problemem. Tu w tym świecie czuję się wartościowa i rozumiana. I ten drugi świat, ten z mojego otoczenia, gdzie wszyscy mają dzieci, zachodzą w ciążę zgodnie z planem, nie przeżywają poronień, ciąż pozamacicznych, gdzie bez problemu maja po 3 dzieci, gdzie wszystko, od nich zależy. W tym świecie czuje się jak czarna owca, gorsza, wybrakowana, pusta, naznaczona, gdzie jestem jakimś marnym substytutem kobiety. Niby wyglądam jak kobieta, na pierwszy rzut oka niby wszystko ok, ale jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że do niczego się nie nadaję.
Ostatniego dnia pracy przed świętami miałam spotkanie wigilijne z rodzicami w mojej grupie. Mamy moich dzieciaczków rozmawiały o dzieciach, ciążach, a ja stałam i uśmiechałam się tylko, no bo co ja wiem o ciąży, porodzie, wyprawce, wybieraniu imienia dla dziecka. Połowa mam ma po 3 dzieci, dwie są akurat w ciąży z trzecim dzieckiem i mają śliczne brzuszki. Mam w grupie tylko 2 jedynaków, ale mamy młode więc pewnie jeszcze będzie rodzeństwo, w ogóle większość tych mam, to takie młode kobitki, młodsze ode mnie i maja po 2,3 dzieci,a ja ani jednego. Słyszałam jak mama jednego z tych moich jedynaków mówiła, że jakoś tak nie może się zdecydować na drugie dziecko. Pomyślałam sobie: Boże kobieto, jakie Ty masz szczęście, że Ty możesz decydować, czy chcesz mieć dziecko, czy nie ile chcesz mieć dzieci, dużo bym dała żeby też mieć taki wybór. Ciekawe, czy te kobitki zdają sobie sprawę jakie WIELKIE maja szczęście. Pewnie dla nich to takie normalne, naturalne, że mają dzieci i nie rozpatrują tego w kwestii Cudu. No nic pora chyba kończyć to smęcenie.
W świąteczny wieczór zamiast radować się świętami, siedzę przed monitorem, rozmyślam o moim cierpieniu i czytam Wasze pamiętniki. Dzięki Wam, długodystansowym staraczkom, nie czuję się taka samotna, myślę o Was i przytulam Was do serca.
Teraz marzę tylko o tym, żeby schować się pod kocem i płakać, płakać, płakać, aż wypłaczę choć połowę tego żalu i bólu.
Ale jeszcze chwila, jeszcze moment i święta się skończę. Na Sylwestra jedziemy z mężem do jego brata na Śląsk, więc mam nadzieję, że już nie będę miała takiego wisielczego humoru, bo u nich zawsze jest przyjemnie i wesoło. A potem wrócę do pracy, do obowiązków, planów, dekoracji i będzie lepiej.
Niech Nowy Rok będzie dla Was łaskawy moje Kochane, niech przyniesie dużo radości i spełnienie marzeń 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2016, 18:41
6 dzień cyklu.
święta i po świętach.
jutro wizyta u gina. na 20.
I po świętach. Dla nas trochę smutne, byłam pewna, że w poprzednim cyklu się udało, ale niestety znów porażka. Już jestem w sumie do tego przyzwyczajona. Jakoś niby planuję życie z jeszcze jednym dzieckiem a jednocześnie tracę powoli nadzieję, że może się udać. Jak zobaczyłam w oczach męża rozczarowanie tak się trochę podłamałam. Zawsze to On mnie wspierał, a teraz nawet nie miał sił powiedzieć, że jak nie w tym cyklu to będzie następny, nic nie powiedział. Też ma już pewnie dość. Ale dzielnie będziemy walczyć. Musimy.
Mama chyba się przejęzyczyła i życzyła mi pociechy z dzieci, mam jedno. No cóż, albo sugestia, a może dobra wróżba 
W piątek wizyta i zobaczymy czy pęcherzyk jakiś jest i może pregnyl.
dziś 18 dc.
Ten cykl niestety jakiś do du... Nie zarejestrowałam do tej pory owulacji. Nie wiem czy już była, czy jeszcze czekać, czy brać luteinę. Oczywiście jak postanowiliśmy, że w następnym cyklu idziemy na inseminację to się wszytko posypało. Miałam się umówić w klinice w 3 dc by wykonać wszystkie badania razem z mężem i jak będzie ok to inseminacja, a jak mam to zrobić skoro nie wiem co z owulacją i nie wiem tym samym kiedy będzie @... Weź kobieto coś zaplanuj, chyba zwariuję.
Ogólnie po świętach, było rodzinnie. Teraz tyle sprzątania co przed 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.