Ciąża rozpoczęta 20 grudnia 2016
Robiąc rutynowe badanie TSH i FT4 pokusiłam się o betę - dokładnie 9 dpo. Wyszła 19,44.
Cieszę się i troszkę boję jednocześnie, bo jest tak bardzo wcześnie... Wiem, że wszystko może się wydarzyć.
Wynik mnie zszokował, sprawdzałam online w pracy.
W piątek zrobię powtórkę i zobaczę jak przyrasta.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2017, 20:05
11 dc
Ale mnie dzisiaj nosi, zła jak osa chodzę. Śluz jakiś tam jest, wygląda na płodny, szyjka też dość wysoko, wygląda to wszystko dobrze. Jajników jeszcze nie czuję.
No to jestem po wizycie. Jest pęcherzyk ciążowy z cialkiem zoltkowym w macicy. Zarodka jeszcze nie widać, ale profesor powiedział, że na tym etapie ciąży wszystko wygląda prawidłowo. Boże dziękuję Ci, że to nie kolejna ciąża pozamaciczna. Tak bardzo się tego balam.
Pojechałam z koleżanką i fajnie nam się gadało, dzięki temu jakoś przetrwałam czas oczekiwania na swoją kolej.
Kolejna wizyta za 2 tygodnie. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze tym razem. Czuję się już spokojniejsza, staram się być dobrej myśli, ale obawy i lęki są dalej. Wytrzymałam tyle, to wytrzymam jeszcze te 2 tygodnie, wyjścia nie mam. Wczoraj poszłam jeszcze raz na betę i wynik znów po 72 godzinach wynosi 8815,2.Teraz już nic nie będę badać, będę spokojnie czekać.
Ale jeszcze nie gratulujcie, poczekajmy na serduszko.
Ściskam mocno każdą z Was 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2017, 23:30
22 dc.
Test digital dalej z uśmiechniętą, migającą buźką, to był mój ostatni pasek, poddaję się, już więcej ich nie robię w tym cyklu, teraz tylko te zwykłe, które i tak nic nie pokazują. Temperatura dalej w okolicach 36 stopni, na bank nie będzie owulacji, ciekawe, kiedy teraz dostanę @ w takim razie...
Do tego chyba przyplątała się jakaś infekcja pęcherza, zapodałam sobie furaginę i nici z seksu przez najbliższe dni. Tak to jest, jak się trzyma siuśki na żądanie.. tego nie pij, tamtego nie pij, bo test nie wyjdzie, do clearblue użyj porannego moczu, do innych wieczornego, siurów nie rozcieńczaj sratytaty i tak się kończy... wkurzona jestem coś dzisiaj. Od samego rana...
Popołudnie:
O kurczeee! Sprawdziłam sobie ślinę jak co dzień na mikroskopie owulacyjnym, zazwyczaj było widać tylko bąbelki, a właśnie zobaczyłam, że częściowo zaczęły robić się tzw. "paprotki". Szok. To mój pierwszy cykl z tym urządzeniem, jeszcze nie bardzo umiem się nim posługiwać. Pęcherz odpuścił jak narazie.

I jeszcze jedno:

Późny wieczór:
Naprawdę, moje ciało nie przestaje mnie zaskakiwać. Jeszcze kilka godzin temu test był tylko z kreską kontrolną, a teraz wyglada tak:

Jutro powinien być pozytywny. A póki co czekam na małża z kolacją... i deserem ♡
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2017, 23:20
Drugi cykl starań i chyba spokojniejszy, bo w pierwszym byłam strasznie nakręcona i wsłuchiwałam się w każdy możliwy objaw. Jak jakaś wariatka! W tym cyklu odpuściłam całkowicie i nie odnotowywałam każdego kujnięcia w boku w kalendarzyku. Byłam na cytologi i Bogu dzięki wszystko jest ok.
Ćwiczę cały czas badanie szyjki macicy. Skutki są różne. Dochodzę do wniosku, że moja szyjka jest trochę zwariowana, bo raz taka raz siaka. Albo może tylko mi się tak wydaje? Zaniepokoiło mnie to, że o ile zauważałam u siebie zawsze kremowy, białawy śluz, to nie za bardzo wiedziałam co mają na myśli dziewczyny, które piszą o śluzie podobnym do białka kurzego. Cholera, no za chiny ludowe nie pamiętam, żebym coś podobnego kiedykolwiek u siebie zauważyła. Uparcie wpatrywałam się w tym cyklu w swoje "wydzieliny" i stwierdziłam, że nic takiego u mnie nie wystąpiło. Nawet w dniach płodnych! Oczywiście jak przystało na znawcę mojego pokroju, od razu postawiłam diagnozę, że po prostu nie produkuję płodnego śluzu... Mąż spojrzał na mnie z politowaniem i podsumował krótkim "Odbija Ci". No tak, rzeczywiście, moja skłonność do stawiania genialnych diagnoz i rozpoznawania na każdym kroku objawów ciąży może budzić zastrzeżenia. Ale pozostaję czujna! I tak oto doczekałam się czegoś co idealnie pasowało do opisu: rozciągliwe, podobne do białka kurzego. HA! A jednak! Niestety ów wytwór pojawił się w kilka dni po domniemanej (i potwierdzonej testami) owulacji. I bądź tu mądry człowieku! Mój organizm robi sobie ze mnie normalne jaja.
Od kilku dni strasznie bolą mnie piersi. No normalnie bolą jak nigdy. Najgorzej jest w nocy, bo wtedy robią się aż rozpalone. Moja rozsądna część natury mówi mi: zbliża się @, natomiast ta szalona wariatka mówi: ha jesteś w ciąży! Do tego ból prawego jajnika... ciąża jak ta lala! A czy ten spadek temperatury o 0.1 C w czwartym dniu po ovu nie jest idealnym oznakiem implantacji? Dzisiaj pognałam do apteki po test ciążowy. Pomimo wszelkich rozsądnych argumentów, że to przecież za wcześnie, że to przecież są też objawy zbliżającej się @, że przecież obiecałaś sobie, że nie zrobisz testu wcześniej niż dzień po terminie @ bla bla bla... Nie, nie, nie, siedząca we mnie wariatka wie lepiej... i co? i nico... NEGATYW!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2017, 12:58
Dziewczyno! Nie słuchaj tej wariatki drzemiącej gdzieś głęboko w Tobie. Choć wiadomka... weź tu nie słuchaj, skoro tak strasznie chcesz, żeby ta wariatka miała rację. Jednak spokój i dystans do tych wszystkich wykresów, wykresików i wykresiczków jest czymś najbardziej wskazanym w moim położeniu. Spokojnie i z wiarą, co ma być to będzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2017, 13:02
13+4
Od poniedziałku minęło już troszkę a malutka jak na złość nie daje o sobie znać. Uparciuch malutki :*
Mam nadzieję, że znowu da o sobie znać bo przynajmniej wiem, że wszystko jest ok 
W zeszly czwartek mialam badanie prenatalne + pobranie krwi na pappa. Niby do 6 dni sie czeka na wyniki i niby maja mi je wysłać na emaila. A ja czekam, czekam i nic nie ma. Niby jutro dopiero mija termin wyników ale jakoś strasznie się nimi stresuje...
Miałam ich nie robic, mialam oszczedzic sobie tych nerwów i co? W sumie zostalam postawiona przed faktem ze mam je zrobić i koniec. Bo to wszystko w ramach NFZ...
Ech... No masakra jakaś.
Ide zaraz załatwić kilka rzeczy i jak wrócę do domku to pojde sie zdrzemnąć. Ostatnio codziennie musze zrobic sobie popoludniowa drzemke.
A no i myślę, żeby zamówić detektor tetna. Bylam na nie ale po poniedziałkowym smyraniu chciałabym chociaz wiedziec czy z malutka wszystko ok. Tylko drogie te detektory. Nawet tw używane
musze chyba swojego namowic abysmy sie zlozyli na pół.
Ja chyba zeswiruje w tej ciazy...
Bylismy u lekarza. Wszystko ok z malenstwem ale... Ale odkleja sie kosmowka 1.5cm no i trzeba uwazac, nie dzwigac i sie oszczedzac, tylko jak to zrobic przy 7 miesiecznym raczkujacym z predkoscia blyskawicy czlowieczkiem... Ale jakos trzeba dac rade... Termin mamy na 17 sierpnia. Dzidzia o 1 dzien mlodsza niz z miesiaczki wychodzi, serduszko 182/min, clr 1.85cm... Jestem bardzo szczesliwa
Wczoraj moj szef zza biurka mial 58 urodziny, odkad jest w naszej firmie (3 lata) zawsze bierze na ten dzien urlop. W czasie godzinnej przerwy na lunch postanowilam wybrac sie do centrum miasteczka na spacer, m.in. dlatego ze ladnie swiecilo slonce. Taki spacer od mojej firmy to 15min w jedna i 15min w druga strone takze pozostale 30min pozostaje na cokolwiek np. bank, zakupy, odpoczynek na lawce z kawa (mamy tutaj takie piekne miejsce gdzie sa super widoki na doline i rzeke - oczy od komputera na max odpoczywaja, oczywiscie jesli nie uzywa sie komorki
). Wczoraj rano pomyslalam, ze musze kupic nowa mascare (tusz do rzes), bo moj juz sie konczy, wiecie - wysycha. Od meza pod choinke dostalam odzywke do rzes 'Revitalash' i juz po 2 tygodniach widze, ze rzeski ladnie dluzsze sie robia
. A wiec wracajac do sedna, w internecine sprawdzialam promocje i wybralam drogerie, w ktorej promocja byla lepsza tzn 'kup jeden produkt a drugi za pol ceny'. Wiec poszlam, spacerkiem, pogoda sie szybko popsula, jak to w Anglii, ale to nic, wazne ze nie pada. Ludzi w sklepie (tej drogerii) na palcach policzyc, poogladalam sobie dokladnie rozne kosmetyki, wrzucilam 2 tusze (dokladnie te, ktore zaplanowalam), wzielam dla meza krem do stop i jeszcze kilka kosmetykow. Do kasy nie bylo nikogo wiec podalam sprzedawczyni koszyk, pani poskanaowala i wyszlo prawie £30 minus promocja to jakos ciut powyzej £25. Pani przejechala w systemie moja karta stalego klienta (akurat w tej drogerii bylam, NA SERIO, ponad rok temu, ale karte kiedystam wyrobilam) i mowi do mnie: 'Pani zakupy sa FREE. Wszystko co pani dzis kupila, to co znajduje sie w Pani koszyku WYGRALA pani, oto potwierdzenie (i tu wreczyla mi 2 swistki) to wszystko ma pani zupelnie ZA DARMO. WYGRALA PANI'. WOW!!! Nie pamietam kiedy cos wygralam, ale sie ucieszylam niezmiernie i jak to mowia Anglicy 'It's made my day!' Rogala na twarzy mam do dzis
)))))))))
A moze to nagroda za to ze przed swietami uczestniczylam w pewnej akcji i podarowalismy z mezem paczke z ubrankami, pieluchami i kosmetykami dla dzieci uratowanych od aborcji??? Tak sobie dzis pomyslalam...
I już po urlopie. Wszystko co dobre szybko się kończy. Wyszaleliśmy się na śniegu, ręce mnie bolą od ciągania na sankach Michasi, ale co tam
dziecko pierwszy raz od dwóch lat było na sankach bo u nas to nigdy śniegu nie ma. Było super, nawet tak nie myślałam o tym cyklu, nie mierzyłam temperatury, tylko wchodziłam codziennie na forum, żeby zobaczyć komu los sprzyja 
No i zobaczymy. Oczywiście jak każdego miesiąca czuję się ciążowo. Teraz nawet kłucie w macicy czułam w nocy ok. 4-5 dpo jak na zagnieżdżenie. Człowiek jak czeka to wszystko sobie wmówi.
Teraz grzecznie czekam jeszcze 3 dni i robię test, zobaczymy.
Od roku leczę się na tarczycę u endokrynologa. Do listopada przyjmowałam Thyrozol z powodu nadczynności. Własnie zrobiłam nowe wyniki badań:
TSH - 1,42
FT3 - 3,04
FT4 - 1,23
Czuję sie dobrze i ogromnie się cieszę, że wyniki są ok. W innym przypadku musiałabym wrócic do leczena i znowu odłozyć starania na poźniej. Ten lek ma fatalny wpływ na ciążę, tak więc sama diagnoza o zaawansowanej nadczynności i konieczności terapii nas dobiła. Mnie i mojego męża.
Czekamy już tak długo, żeby nie tyle zostac rodzicami co rozpocząc starania.
Wczesniej musiałam przejsc dwie operacje pod narkozą, potem oczekiwanie na diagnozę i generalnie prawie dwa lata z życia wyjete. Dzisiaj każdy lekarz daje nam zielone światło z naciskiem, żeby się starać ile fabryka dała. Mam wrażenie, że nam wszystkiego nie mówią. Za 3 miesiące mam kolejną wizytę u gin i monitoring. Jeśli nie będzie ciżży to ma mnie i męża wysłac na szczegółowe badania i wspomaganie. Nikt w naszym przypdku nie wspomina o konieczności minimum roku bezowocnych starań żeby w ogóle ruszyć z leczeniem. Kwestia wieku i historii leczenia.
Ciąża rozpoczęta 14 grudnia 2016
To powinien być czas na pierwszy pozytywny, szczęśliwy wpis ale nie będzie.
Szczęście jest zbyt ulotne, więc je póki co pooszczędzam i przepraszam za wyrażenie ale po prostu sram w gacie ze strachu.
Trzeba czekać cierpliwie.
Zuzaczu ale masz kropka i to jest najwazniejsze 
Ja mam wrazenie ze ciagly stres w pracy znacznie utrudnia mi zajscie w ciaze.
18 dc
Śluzu płodnego ogrom mnie zalewa, wiec zrobiłam test owu - gruba krecha. Hehe, czyli wszystko pozmieniałam na wykresie, jednak to dopiero teraz zaczynają się dni płodne, wow
Muszę wziąć faceta w obroty
Szkoda, że nie zmierzyłam temperatury, bo myślałam, że to już po dniach płodnych, a tu się bardzo sytuacja rozkręciła dopiero.
Jutro 27 tydzień 
Odebrałam wyniki mam jakieś bakterie w moczu wrr... Dobrze że z cukrem wszystko okej
Morfologia też. A ten mocz? Mam pretekst żeby jutro iść umówić się szybko na prywatną wizytę do swojego lekarza. A niech strace. Może 13 w piątek okaże się być dla nas szczęśliwy i poznamy Twoją płeć? Ejj no nie po to płacę żeby nie mieć USG ! 
Jestem podekscytowana !! 
Jutro mam kontrolny monitoring, ale wyszła jedna rzecz- jestem straszna gapa. Powiedziałam ginowi że to mój piąty cykl ze stymulacją, a to już szósty. Czyli hsg bliżej niż myślałam...
Lewy jajnik pieruńsko boli, ciężko mi jest nawet siadać i chodzić. Jeśli chodzę to czuję napięte podbrzusze,leżę kiedy tylko mogę. Z tych objawów wnioskuję, że pęcherzyk z lewego jajnika na pewno nie pękł, już raz miałam coś podobnego- również z lewym jajnikiem.
A taka byłam pewna że będę miała bliźnięta
Kilka godzin po podaniu pregnylu miałam dość "wyraźnie' plamienie, utrzymywało się ok dwóch dni. Czytałam że to około owulacyjne, że tak może się zdarzyć i wszystko jest ok. Teraz nie jestem tego taka pewna 
Ech...
Kilka dni temu napisała do mnie kuzynka (tak btw, mieszka na innym kontynencie). Samo w sobie było to dziwne bo od jej ślubu nie miałyśmy kontaktu. Próbowała mnie pocieszyć i dodać otuchy- okazało się że też długo się starali o dziecko a że dowiedziała się od swojej mamy że i my "mamy pod górkę" to chciała mnie trochę wesprzeć. Było to bardzo miłe i faktycznie poczułam się lepiej.
Pytanie, skąd się o tym dowiedziała? Nasz front (mój i męża) jest taki: nasz problem-nasza sprawa. Wiedzą o tym tylko ludzie nam najbliżsi. Wbrew pozorom- praktycznie nikt z rodziny. A że mama w.w. kuzynki jest siostrą cioteczną mojej mamy i ostatnio często się odwiedzają to... mamy zdrajcę.
Nie mam żalu do cioci czy kuzynki. Nawet do mamy nie mam żalu że jej powiedziała o tym. Mam żal że zdradziła sekret, który nie należał do niej. Trochę pokręcona logika ale tak jest. Zawiodła moje zaufanie.
Dlaczego nie chcę żeby moja rodzina wiedziała?
Na początku starań, po pierwszych niepowodzeniach jako niedoświadczona jeszcze staraczka, nieopatrznie zwierzyłam się jednej z młodszych kuzynek że staramy się o dziecko. Rozmowa nie była znacząca, wkrótce o tym zapomniałam. Parę miesięcy później spotkałam się z nią, była akurat ze swoją bratową (której nie znałam) i wyjechała mi z tekstem "a ty co, jeszcze nie zaszłaś?". Także ten... Czułam się upokorzona, miałam poczucie winy że "jeszcze nie zaszłam". Półtora roku temu złapała mnie za brzuch (przy rodzinie, znajomych i mnóstwie innych ludzi na jakimś festynie) i spytała czy ktoś tam jest bo jakiś brzuch duży mam (sukienka specyficzna+kilka dodatkowych kg).
Od półtora roku nie mamy kontaktu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2017, 20:32
Mam pierwsze wyniki hormonów. Są całkiem niezłe, jak na mój wiek i przejścia in vitrowe(3 dc):
FSH 8,45 mIU/ml - norma f.pęcherzykowa 3,5-12,5
LH 7,48 mIU/ml - norma f.pęcherzykowa 2,4-12,6
Stosunek LH/FSH bliski 1, więc dobrze.
28t6d
USG mózgu wykazało nieznaczne powiększenie komory tylnej lewej, czyli asymetria się powiększa. Wg lekarza prowadzącego - wciąż w granicach normy. Nie chcę roztrząsać, nie myślę. 17.01. idziemy na USG III trymestru, niech tam specjalista się wykaże.
Wyprawka w 90% gotowa, jejku ile tego się nazbierało. Czasami zastanawiam się czy się nie pospieszyłam z zakupami, przecież tych ciuszków dla bliźniaków starczy. No nic, będę kombinować i wystawiać na Allegro za jakiś czas. Kupię sobie jeszcze inny szlafrok, cieńszy, no i spróbuję znaleźć jakieś kapcie na moje stopy, a to naprawdę nie jest łatwe przy tej opuchliźnie 
Nadal stawia mi się macica i, co w sumie zrozumiałe - stawia mi się coraz bardziej. Zażywam 3x1 MagneB6 forte, może czas zwiększyć dawkę? Dzisiaj dla spokoju własnego sumienia udałam się do położnej w celu wykonania KTG, w sumie nie zaszkodzi przecież sprawdzić czy nie mam skurczy. Ale wywiązała się cała afera... Lekarza nie było, położna od razu do niego zadzwoniła, lekarz przez telefon wysyła mnie na IP, ja nie chcę bo mnie zostawią w szpitalu, mąż przerażony, no meksyk. Stanęło na tym że po kilku godzinach przyjechałam ponownie, zrobili mi to nieszczęsne KTG, lekarz przyjął na normalną wizytę. Można? Można.
Skurczy nie ma, na szczęście. Gośka skopała dokładnie każdy detektor z każdej strony, aż mi brzuch podskakiwał. Przy okazji oberwało się żołądkowi, żebrom, jelitom, pęcherzowi, nerkom, kręgosłupowi, nie wiem komu jeszcze. Zuch dziewczynka, walczy o swoje 
Opuchlizna znów wróciła. Na poprzedniej wizycie ważyłam 2 kg mniej (tydzień temu), aż mnie lekarz pochwalił że schudłam. Niestety dzisiaj już mam te 2kg na plusie. Powinnam się chyba cieszyć że nie więcej ale nie przesadzajmy. Macica na widok lekarza mięciutka gładziutka, nawet Gośka przerwała akrobacje na chwilę. Lekarz nadal kładzie nacisk na kontrolę ciśnienia, dietę wysokobiałkową, no i mam nakaz leżenia. O tyle dziwne że ja naprawdę niewiele więcej robię, poza leżeniem, ugotowaniem obiadu co 2 dzień, czasami pranie rozwieszę.
Nie wiem dziewczyny ile z was miało problem z hemoroidami w ciąży. Ja miałam je przed ciążą, w 16tc miałam epizod zaparć i od tamtej pory jest coraz gorzej. Nie boli, nie krwawi, ale wygląda to tak jakby mi wszystko powychodziło. Krępujące jest nawet pisać o tym... Widziałam że lekarz dzisiaj to zauważył, nie pytam go co z tym zrobić bo w ciaży mogę niewiele. Poczytałam trochę na necie, ponoć to pozostałosci po zaawansowanych hemoroidach, niektórzy decydują się na plastykę operacyjną, lekarze odradzają... OK, spoko, ale to jest okropne. Jak ja się pokażę mężowi po porodzie? Z czymś takim???
najgorsza jest samotność...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.