No i miałam rację. Po prostu wiedziałam, że coś jest nie tak. Niby rok mieliśmy próbować, ale skoro od 10 miesięcy nam nie wychodzi to mój mózg dobrze mi podpowiadał, że coś jest nie tak. Tym bardziej, że moje wyniki wstępne wychodziły prawidłowe. Dziś odebraliśmy wyniki męża.... I wiecie co ? No może nie chcę mówić tragedia, ale wyniki dobre nie są. Jakoś tak zamiast się zdenerwować to ja odczuwam spokój. Może dlatego, że w końcu wiem gdzie leży przyczyna naszych problemów. Teraz będziemy się starali walczyć o nasze maleństwo.
A oto wyniki, które budzą duży niepokój :
Koncentracja plemników zaledwie 3,2 mln/ml ( normy > 15,0 mln/ml )
Całkowita ilość plemników 18,24 mln ( normy > 39 mln)
Ruch postępowy 25 % ( normy > 32 )
Ruch całkowity 35 % ( normy > 40 )
Plemniki o prawidłowej budowie 2,0% ( normy > 4,0 )
31t5d
I jeszcze na koniec trzeba się pomęczyć... Sezon grypowy w pełni, cała szafka leków, gardło i zatoki zawalone, dzisiaj doszło do antybiotyku. Niech już szybko odchodzi w diabły, chcę wstać już z tego łóżka, wyprasować koszulę do szpitala.
Jeszcze kilka tygodni, myślę 4-5.
Mój pamiętnik głównie będzie opierał się na objawach jakie pojawiają się u mnie podczas cyklu.
będę starała się porównywać cykle w celu zaobserwowania podobieństw, które mogą coś przewidywać np. owulacje, miesiączkę itp. Wiadomo, są już takie obserwacje, które znam i które pojawiają się od lat, ale nigdy nie przywiązywałam do tego wagi, zawsze to było zwykle złe samopoczucie przewidujące koniec cyklu, czyli nadejście @ 
Dzisiejszy dzień rozpoczął się od @
choć ostatnie dwa dni były dziwne. Myślę, że warto cofnąc się i wspomnieć o tym
Pojawiło się plamienie, nie takie jak zwykle. Przeważnie gdy zbliżała się @, noc wcześniej lub rano pojawiało się plamienie, dosyć mocne, mocno brązowe. W ostatnim cyklu w 11 i 12 dpo pojawiło się plamienie, a raczej "pobrudzenie" wkładki. W 11 dpo w kolorze lekkiego brązu, w 12 dpo bardziej różowe. Od środka, śluz był kremowy, w kolorze brunatnym, różowym bez specyficznego zapachu (który mógłby świadczyć np. o chorobie) w 13 dpo czyli 32dc pojawiła się @. Powiem szczerze, że od momentu owulacji "coś" czułam. Początkowo ból i kłucie jajników, potem ból macicy, dalej lekkie ukłucia jajników razem z ciągnącym lekko podbrzuszem. Przyznam, że wsłuchiwałam się w ciało bardziej szczegółowo, więc może zauważałam więcej niż zwykle, ale byłam prawie pewna, że jestem w ciąży
Prawie, bo do momentu kiedy robiłam test haha
pierwszy w 10dpo o czułości 10 - oczywiście negatywny, następny podczas porannej toalety w 13 dpo - negatywny (zanim zauważyłam że @ przyszła
ależ wkurzyłam się, bo zmarnowałam test, a mogłam być bardziej cierpliwa haha).
Dziś okropny ból brzucha w pracy
wiadomo @ ma swoje uroki
ale pod koniec pracy przeszło i już jest ok
takie bóle to u mnie norma 
Buźka, przesyłam mnóstwo pozytywnej energii i uśmiechu 
P.S. Kobieta podczas @ wcale nie jest taka okropna haha
ja mam baaaaaardzo dobry humor 
P.S.2 Mogłabym jeszcze więcej poopisywać na temat ostatnich objawów, ale nie wiem czy ma to sens, jak nic nie wnoszą
Skupie się bardziej na aktualnych
no chyba, że któraś z Was będzie bardzo ciekawa, to zmobilizuje się
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2017, 17:22
Mam 24 dzień cyklu.
Dokładnie 4 dni temu zrobiłam badanie progesteronu i bardzo się zdołowałam.
Wynik jaki otrzymałam to 4,42ng/ml przy normie 1,83 - 23,9 ng/ml.
Ale ponoć wynik progesteronu osiąga maksimum po 7 dniach od owulacji, a ja ją chyba miałam chwilę przed badaniem o ile w ogóle. Od tego dnia bardzo bolą mnie piersi a mnie nigdy przed okresem piersi nie bolą. Mam masę białego śluzu i pobolewa mnie podbrzusze. Kiedyś sobie powiedziałam, że ciążę poznam po bolących piersiach, bo przecież nigdy mnie nie bolą i nie bolały ale teraz o tylu niepowodzeniach wcale w to nie wierzę. Mam dość tego czekaniaaaa
Mój pamiętnik niestety nie skończy się na 3ej stronie.
Jednak grudniowy spokój niczego nie oznaczał. ...
Więc lecimy dalej. ..kolejny długi cykl...zaplanowane
choć tylko jedno trafione
no cóż życie. Zmęczenie i presja daje o sobie znać. .
Na początku cyklu byłam u gina z wynikami hormonów, 0powiedzial ze wszystko jest ok i nie zrobi nic dopóki nie zrobimy badania nasienia. Czekałam na ovu ...A teraz na @ bo a nóż nie przyjdzie
I badanie nie będzie potrzebne
Cykl mnie trochę zwiodl mam nadzieję ze to co jest wystarczy teraz czekam i odliczam.
9dpo- 18%
10dpo-35%
11dpo-54%
12dpo-68%
13dpo-80%
Odpowiem w nowym poście na komentarze z poprzedniego.
Nigdy nie dostawałam wyników badań w szpitalu państwowym
zawsze były omawiane na wizycie i słyszałam, że jest ok
Dopiero jak zakończyłam u nich leczenie poprosiłam o kserokopię dokumentacji medycznej.
Dopiero w niej profesor w poradni genetycznej dopatrzył się nieprawidłowości w nasieniu 
Ręce opadają
Jak, w poprzednich miesiącach, tak i w styczniu okres przyszedł wcale nieproszony... Przez chwilę nawet naszły mnie pewne nadzieje w tym temacie, gdyż miałam całkiem obiecujący wykres, jednak skończyło się, jak zawsze.
W związku z brakiem ciąży, kilka dni temu byłam na zabiegu przeszczepu włosów. Niestety, ale od dobrych kilku lat mam problem z włosami i zabieg ten był jedyną skuteczną metodą, aby poprawić ich gęstość. Teraz trochę się pomęczę, ale wiem, że warto bo efekt na pewno będzie. Muszę się jednak uzbroić w spore pokłady cierpliwości, bo potrzeba trochę czasu by włosy odrosły.
Dziecko jest nadal moim największym marzeniem, jednak coraz bardziej dochodzi do mnie, że naturalne poczęcie pozostanie chyba tylko w sferze marzeń. Staramy się już tyle, że ewidentnie jest jakiś problem skoro się nie udaje. Gdyby było inaczej, byłabym w ciąży już dawno. W październiku moja dobra koleżanka brała ślub. Miesiąc po nim, była już w ciąży. Mocno to przeżyłam, płakałam i byłam zła na Boga, że dzieli tak niesprawiedliwie. Jednak ta sytuacja i moje zachowanie pomogły mi, bo powoli zaczęłam rozumieć, że nie mogę nikogo winić za to, że ma coś, czego ja nie mam. Odsuwałam się od każdej koleżanki, która zaszła w ciążę. Teraz staram się powoli to zmieniać i nie obwiniać już ani ich, ani Boga za to, że ja nie mogę być w ciąży. Pewnie jeszcze długa droga przede mną i niejeden na niej zakręt, ale teraz przynajmniej już wiem, którędy mam iść. Nie wiem, co mnie na niej spotka i ile łez na nią wyleje, ale wyruszam z miejsca, bo stojąc w miejscu nie zmieni się na pewno nic.
9dpo
Zaczyna sie czas wariowania
po powrocie z pracy na porannym teście oraz na wczorajszym wieczornym widze cien... oczywiście w czasie przepisowym była biel. ech... po co te cienie wyskakują po czasie, dając nadzieje...
Natomiast temp ładnie wróciła na górę... cóż, jutro kolejny test.
Cisza, Ovu. nadal nie wykryło owulacji, a ja nie czuję, by cokolwiek się ze mną działo, ot egzystuję w świecie biologii.
5t5d
Wczorajsza wizyta potwierdziła ciążę. Na usg było widać pęcherzyk ciążowy i zoltkowy, ale nie było jeszcze zarodka. Dr mówił, że na tym etapie to możliwe i zrobimy usg za tydzień. Póki co jest tak jak być powinno. Nie zdziwił się z czym przychodzę , pamiętał mnie i ciążę z Filipem. Zrobiło mi się miło, bo nie byłam anonimowa. Przestrzegl tylko, że jeśli wszystko będzie ok, to dopiero od 30 tc trzeba będzie uważać i zgłaszać się z każdym bólem do niego, że względu na krótki czas między cc. Ale pocieszyl, że pewnie nic się nie wydarzy, bo to są bardzo rzadkie przypadki. A ciążowo? Delikatne mdłości, zawroty głowy, senność i kompletny brak apetytu... Witaj pierwszy trymestrze!!!
Zaczynam przygotowania do transferu. Fizycznie jeszcze nie, bo będziemy próbować na cyklu naturalnym, zawłaszcza, że w poprzednim cyklu owulacja jednak się pojawiła. Psychicznie się zaczynam przygotowywać, co wygląda w moim wykonaniu tak, że olałam sprawę zupełnie i zaczynam sobie wmawiać, że życie bez dzieci też będzie spoko. Będą Tatry tyle razy w roku ile dusza zapragnie, bo w końcu nie będziemy utrzymywać stada lekarzy i nic nas nie będzie ograniczać, będzie wycieczka na Mauritius i w końcu będzie mój wymarzony Everest. I będzie nas stać na działkę i na dom. Będę tak zblazowana, jak ludzie myślą, że jestem, bo przecież skoro nie mam dzieci, to jestem zblazowana, prawda? I wygodna. I karierowiczka.
Sąsiedzi już od jakiegoś czasu patrzą na nas wilkiem, bo nie włączamy się w akcje upiększania placu zabaw, czy sadzenia krzaczków pod blokiem. Jeden nawet powiedział mojemu Mężowi, że czemu nie mamy dzieci i że "ma się brać za robotę", bo w jakoś mało dzieci w naszym bloku jest, a w sąsiednim jest dużo. Tak sobie myślę, że jak człowiek ma taką motywację do posiadania dziecka, to chyba powinni mu zrobić przymusową wazektomię. Kipię ze złości, że ludzie pozwalają sobie na takie komentarze.
24 dc. Jutro beta, jak mi się uda dotrzeć do laboratorium. Objawów ciążowych brak, objawów przedokresowych brak. Nie wiem, co mam myśleć.
Mierzenie temperatury idzie mi całkiem dobrze, aż sama jestem zdziwiona, że się do tego nawet nie musiałam przyzwyczajać. Przeszkadzają mi tylko dwie rzeczy w termometrzyku, na które nie zwróciłam uwagi przed zakupem:
1. Wyświetlacz co prawda jest podświetlany, ale tylko przy włączaniu...żeby odczytać temperaturę w te zimowe noce muszę świecić latarką w telefonie.
2. Pikanie po upływie zalecanego czasu mierzenia jest tak cichutkie, że spod kołderki się nie przebije, często zasypiam, bo nie doczekuję się sygnału 
Gorzej z testem owualcyjnym - zazwyczaj zdążę się już wysikać, zanim przypomnę sobie o jego zrobieniu, chociaż pojemnik i paski leżą w łazience na widoku.
W tym cyklu test zanotował pik LH, temperatura też w sumie, chyba, na tyle na ile się na tym znam (czyli jak świnia na gwiazdach) potwierdziła owulację. Chociaż się tego nie spodziewałam, bo po tak długim czasie brania anty hormonalnej i 3 ostatnich miesiączkach, które były alarmująco skąpe (nawet bym nie musiała na dobrą sprawę żadnej podpaski zakładać), sądziłam że coś jest z moimi hormonami ostro nie halo.
Jutro idę do gina wydębić skierowanie na progesteron, estradiol, LH i FSH. Chociaż raz w moim 28.letnim kobiecym życiu chyba mi się należy możliwość "bezpłatnego" zbadania tego co przecież czyni mnie kobietą.
Na poprzedniej, październikowej wizycie, nie pogadałam z moim ginem o niczym, bo tak się złożyło, że położna tuż przed moim wejściem do gabinetu tak go wyprowadziła z równowagi, że krzyczał na nią wypisując mi receptę. Wolałam więc przełożyć pogadankę na inny termin 
Odbieram też jutro wyniki TSH, mam pewne podejrzenia, że wyjdą niziutko.
7 dpo
Pregnyl i dupek dają popalić. Słaba jestem jak mucha, mam skurcze macicy i ciągłe bóle jajników, morze białego śluzu i lekko pobolewające sutki. Oczywiście, że przez myśl mi przeszło, że może tym razem się udało. Jenak szybko gaszę takie myśli. Wszystko przypisuję lekom (10000 jednostek pregnylu to słuszna dawka hcg) Ja już nie wierzę w cuda. Wierzę w naukę, a nauka mówi, że nic z tego nie będzie.
7.02 mamy wizytę w poradni genetycznej. Mam nadzieję, że chociaż te badania wyjdą prawidłowo i nie będzie żadnych genetycznych przeciwwskazań do in vitro - na które w końcu kiedyś nazbieramy kasy.
W kwestii pracy dalej lipa. Mąż na zleceniu przez luty, potem nie wiadomo. Przynajmniej nie będzie problemów z wyjazdem do lekarza. Ja nadal intensywnie szukam i wysyłam CV. Póki co cisza. Muszę szybko uciec z mojego "miejsca nauki" bo moje nerwy są już w strzępkach. Psycholożka co raz częściej mi przypomina, że jeżeli nadal będę czuła się tak fatalnie zawsze mogę poprosić o leki. Ostatnio wspomniała też że być może terapia raz w tygodniu to dla mnie za mało i trzeba pomyśleć o dziennym oddziale leczenia nerwic. Nie chcę ani jednego ani drugiego. Tylko nie umiem pozbierać się do kupy.
3 dc.
Dzisiaj wolne jupppiiiiii. Wracam powoli do żywych, bo ostatnie 4-5 dni dały mi popalić. Zauważyłam, że na około dwa dni przed miesiaczką zaczyna łamać mnie w kościach. Okropny ból mięśni i stawów w okolicach lędźwiowo-krzyżowych, ból całych pleców, ramion... od miednicy w górę. Sam brzuch nie boli, tylko jest takie uczucie gorąca w podbrzuszu i rozpychania od środka. Natomiast krwawienia mam mniejsze. W czasach gimnazjalno-licealnych nic mnie nigdy nie bolało, za to lało się ze mnie ciurkiem. Coś za coś chyba.
W tym cyklu zamierzam przestawić się na mierzenie temperatury "dowcipne", może nie będzie takich gór i dolin na wykresie. Póki co mierzę tempkę pod językiem do zakończenia @.
Btw. zauważyłam taki trend, że jak się jak się choć trochę wysypiam to temperatura jest minimalnie wyższa.
Dziś 27dc, w kolejnym transferujemy, tak jak chciałam na sztucznym. Będą wszystkie "wspomagacze", muszę jeszcze dopytać o embryoglue. Będzie dobrze, bo kiedyś musi, bo do trzech razy sztuka, bo kto jak nie my, bo dlaczego ma nie być?
Ja już za bardzo nie wiem,jaki zrobić ten wpis,nie wiem czy czuję żal czy jak to określić,to poczucie straty czasu...Jedyne co to jestem z siebie zadowolona,że jeździłam tak uparcie od lekarza do lekarza,że znalazłam w końcu lekarza,który się mną zajął,że robiłam badania,szkoda mi tylko tych złudnych nadziei,tego,że nieświadomie robiłam siebie w trąbę,łudząc się co miesiąc.
Teraz kolejne badania przede mną,ale pora zająć głowę czymś innym/wakacyjne plany,ogród,zmiany w domu/tym co da mi trochę wytchnienia/oderwania się od pragnienia.
Byłam dziś na wizycie u tego polecanego przez moją gin dr w sprawie laparo. Najpierw przeprowadził krótki wywiad,potem badanie gin i usg.I oczywiście tradycyjnie,że tak to wygląda wszystko ok,ale jak obejrzał zdjęcie z HSG,to powiedział,że to jest podejrzenie niedrożności lewego jajowodu i zrostów macicy,że niby prawy jest drożny,ale ....i tu uwaga bardzo mnie zdziwił ,że nawet jeśli ten prawy jest ok,ale na lewym coś jest nie tak,to że jeden na drugiego tak działa,że do zapłodnienia nie dojdzie.
Mam porobić badania na te cholerstwa mykoplazma,ureoplazma i jakaś jeszcze plazma,cytologię,prześwietlenie płuc i UWAGA termin laparo z czymś tam,nie pamiętam tej nazwy,dopiero na listopad!!!nosz kurwa mać,to dla mnie każdy miesiąc jest na wagę złota,a tu sobie poczekam 4msce,żeby ruszyć z czymś dalej i dowiedzieć się czy warto pragnąć czy trzeba zapomnieć!
Ale cóż poradzę,trzeba kurna czekać i tyle,wszystko wyśle mi na meila,operacja będzie w Gorzowie bo tam ten lekarz pracuje w szpitalu.
Teraz czekam na wizytę we Wroc 31 lipca w sprawie usuwania zrostów z macicy,ciekawa jestem kiedy będzie ten termin.
No to może ja będę w ciąży w przyszłym roku???Albo zamknę ten pamiętnik w cholerę,ale na razie jeszcze podziałam,jeszcze się nie poddam,nszszsz Qwa nie poddam się i już!
4t3d
Beta po 72h : 2829.20
Chyba moge sie powoli zaczac sie cieszyc. Beta podskoczyla o 100% ,a nawet wiecej... teraz sie martwie czy znowu za duzo nie wynosi.. ale wazne ze jest ten przyrost 100% wiec odsuwam od siebie powoli mysl ze moze to byc druga pozamaciczna.
Od wczoraj odczuwam straszne mdlosci,ale n ie sa to typowe poranne.. łapia mnie one po obiedzie I trzymaja do wieczora ,az sie poloze do lozka.
W poniedzialek zapisze sie gin,moze ustali mi kiedy usg? Przy takiej becie chyba juz cos widac .
Kiedy ja przestane sie tak bac o ciebie maluchu? Chyba dopiero kiedy bede trzymala Cie na rekach..
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2017, 13:22
no i dopadły mnie mdłości...już 4 dzień...coś okropnego, czuje je cały dzień... niestety nie kończą się wymiotami ( może bym poczuła ulgę?)..ech imbir nie pomaga, przekąska przed wstaniem z łóżka też nie... Mam nadzieję że to dobry objaw...że wszystko jest ok..przeżyje jakoś...muszę..dla dziecka wszystko!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.