niech już ta @ ucieka...muszę się zmobilizować i iść do gin, tak na kontrolę jakości :P mąż w pracy, Miki śpi a ja rozmyślam jak to było być w ciąży :) jakie to piękne uczucie zobaczyć dwie kreski, jakie to było piękne czuć ruchy pod sercem :) chciałabym jeszcze raz...czy w tym cyklu będzie mi to dane-zobaczę dwie kreski? przekonamy sie za miesiąc :) ahhh ten czas się będzie dłużył, ale cóż nie przyspieszę go. Ważne żeby się tylko udało :) liczę i wierzę w to :)

No i jutro zapewne temperatura spadnie... nic nowego, standard...jednak jakaś nadzieja się we mnie tli.
Po co się ludzę?

32 TYDZIEŃ !!!
+/- 62 dni
+/- 9 tygodni
+18kg

Jeszcze wczoraj wyczekiwałam tego 30 tygodnia, żeby brzmiało to tak poważnie. A nim się obejrzałam zaczął się 32 tydzień !! Po 30 tygodniu czas leci niesamowicie szybko. Do wizyty pozostało nam już tylko 5 dni :) Nie mogę się jej doczekać :) No i jeśli lekarz znowu zrobi mi wizytę po 3 tygodniach, to będę 2 dni przed 36 tygodniem - ciekawa jestem czy dotrwam jeszcze w dwupaku do następnej wizyty :D
Nela waży już coś koło 1,5kg - 2 kg :) Ale ile dokładnie jej się przytyło dowiemy się na wizycie, no i zapytamy, czy Nela to nadal Nela, czy może jednak zmieniło jej się na Kasperka :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 czerwca 2018, 18:49

No to... @
Pierwszy cykl z CLO stracony, choć czułam znaczną różnicę podczas owulacji.
Dziś mam jedynie ochotę się rozpłakać, ale w pracy nie mogę - nie mam siły odpowiadać na głupie pytania. Muszę się skupić, bo sporo pracy, ale nie daję rady. Brzuch mnie boli i marzę o tym, by iść do domu. Natychmiast.

Coraz bardziej przyjmuję do wiadomości, że nigdy nie będziemy mieli dziecka.


ps. detektor ciąży 30/100 - zanotuję na przyszłość dla porównania...


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2018, 11:35

wiosa Pragnienie drugiego dziecka 7 czerwca 2018, 12:08

1 dc czas start.

Zaczynamy 9 cykl starań.

Kiedyś musi się udać.

Dc11? Tak mi się wydaję nie jestem na bieżąco po prostu nie mam czasu i będę miała go jeszcze mniej. Tak czuję że muszę zapełnić sobie jakoś życie a mała istotka w końcu się pojawi. Właśnie jak pisałam o istotce to przed oczami pojawiła mi się śliczna dziewczynka zobaczymy czy się sprawdzi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2017, 22:30

17 dc. 1 dpo.

Jak fajnie, że ten cykl jest lepszy od poprzedniego :)
A na dobranoc lampka Sangrii z pomarańczą (ehhh przywołuje wspomnienia z wakacji na Wyspach Kanaryjskich♡) /może ostatnia w tym roku :D Runa, Twoje zdrówko kochana ♡


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2017, 15:37

Mimi86 No więc ivf 16 lutego 2017, 23:31

W walentynki miałam ostatnią wizytę :)
Szyjka króciutka, ale twarda, Szymi wazy 2990, GBS dodatni :/
We wtorek mam sie zgłosić do szpitala (to bedzie 38+2) a w czwartek ma być niby cc.
oj oj :)

2dc
Dziwny ten @ wczoraj obfity z okropnm bolem plecow i brzucha, dzis jest ok. Wystarczy wkladka. W Maju lecimy do Polski, znalazlam fajnego ginekologa u Nas w miescie. Musze sie porzadnie przebadac. Nigdy nie mialam takich problemow. Mysle,ze ten implant sporo namieszal.

No i spadła... jutro @...
Jak co miesiąc moje serce rozsypało się na kawałki...
Walczymy dalej

13dc 4dpo
Ovufriend wyznaczyła mi dzisiaj owulacje
Dzisiaj prawdopodobnie odbiorę samochód z warsztatu

To mój 3 cykl po odstawieniu antykoncepcji, a pierwszy w staraniu się o dziecko (no może nie pełny pierwszy) ale trafiony w okresie owulacji (tak myślę).

Wczoraj temperatura mi podskoczyła, dzisiaj spadła o 0.02 stopnia. Mam nadzieje, że się taka utrzyma, choć jeszcze 6 lub 10 dni do planowanej miesiączki. Strasznie chciałabym już zrobić ten test. Korci mnie ale wiem, że i tak nic z tego nie wyjdzie.

Co do objawów. Coś tam mam, pytanie czy sobie moja podświadomość tego nie wmawia. Za wcześnie by mówić o ciąży. Bardzo bym chciała, jednak muszę poczekać.

Balladyna Małe szczęście!! 17 lutego 2017, 09:54

36t0d

Teoretycznie jeszcze miesiąc. A praktycznie?
Czas na wspominki: Staraliśmy się o dziecko więc kilka dni przed każdym okresem nie wytrzymywałam i robiłam testy. I ciągle nic i nic. Zaczęłam bać się robić testy, drżałam na samą myśl o jednej kresce, więc przedłużałam. Ale, że musiałam robić testy, to robiłam owulacyjne. Jedni mówią, że owulacyjne wskazują wczesną ciążę, inni, że nie. Więc to nie było jednoznaczne, a przynajmniej mogłam robić sobie testy.
W dniu testu ciążowego pojechaliśmy na 15:00 do Brukseli, bo byłam umówiona z dwoma mamami żeby omówić szczegóły zajęć, które miałam prowadzić z ich dziećmi. Byłam 8 dni przed okresem. Pobolewał mnie brzuch, więc nie robiłam sobie nadziei, że tym razem się udało. Piliśmy kawę na zewnątrz restauracji, a ja poczułam mokrość. Po spotkaniu poszłam do kawiarnianej łazienki i okazało się, że mam krew na bieliźnie. Myślałam, że zaczął rozkręcać się okres. Trudno było jednak mi się z tym pogodzić i koniecznie chciałam zrobić test, szczególnie, że następnego dnia miała przyjechać Martina z Jankiem i chciałam mieć pewność czy mogę z nimi imprezować. Kupiliśmy najtańszy test w Kruidvacie, 2 sztuki za 2,5 euro. Wróciliśmy do domu. Maciek wziął się za zmywanie, a ja kręciłam się bez sensu do domu, aż wreszcie uznałam, że nie będę czekała do rana, bo skoro mam dwa testy, to mogę jeden zmarnować już dzisiaj. Zrobiłam test i włożyłam go do szafki nocnej. Sama położyłam się na łóżku. Nie chciałam ciągle nerwowo zerkać. Cichutko zamykałam i otwierałam szufladę, żeby Maciek nic nie usłyszał. W końcu patrzę na test a tam delikatnie blada druga kreska. Bez wątpienia tam była! Wyskoczyłam jak poparzona z łóżka i pobiegłam do kuchni. I krzyczę "Maciek, będziemy mieli dziecko!". Maciek z mokrymi rękami od zmywania, z pianą na dłoniach podniósł mnie, okręcił i przytulił. Jeszcze długo nie mogliśmy uwierzyć. Teraz się śmieje, że strach zmywać.

A teraz? Z chwilę nasze cudo będzie w naszych ramionach.

Paś październik 2017:) 17 lutego 2017, 10:09

Wkręcanie jazdy:)


Tak tak mój umysł już zaczyna, wczoraj prawie płakałam;)
Dlaczego?? nie wiem

Mam jakieś wyrzut emocjonalne:) i ciesze sie z tego że wychodze z pracy i jest JASNO:)

Myśl na najbliższe dni:
Ciesz sie malymi rzeczami

Dziennik pokładowy:
133dc, ostatni dzień 19 tygodnia



Niestety, nie udało mi się umówić wcześniej niż na nadchodzący poniedziałek. Więc... czekam. Choć dalej nie wiem, czy zwłoka ma sens. W sumie nie mam żadnych przesłanek ku temu, by myśleć, że z moim dzieckiem coś jest nie tak. Nie krawię, nie mam upławów, nie swędzi, nie piecze, nie boli. Tylko tych ruchów coś się nie mogę doczekać. No ale równie dobrze mogę się ich nie doczekać jeszcze nawet ze dwa tygodnie i też będzie to w granicach normy. Chociaż nie powiem... położyłam się wczoraj, odkryłam brzuch i namiętnie go obserwowałam. Dam sobie rękę uciąć, że widziałam coś w rodzaju wybijającego się koło pępka pagórka i trochę byłam zawiedziona, że nie towarzyszyło temu żadne oszałamiające odczucie, ale w sumie czego ja oczekuję po dziecku, które stópkę i rączkę ma pewnie wielkości czubka mojego kciuka. Do tego mam trochę sadełka i łożysko na przedniej ścianie. Może faktycznie jestem zbyt narwana.

Serio, kupię sobie ten doppler z przyszłej wypłaty, co by nie katować dziecka moim stresowaniem się urojeniami. I poduszkę ciążową, którą miałam do tej pory za fanaberię, ale już teraz mam bóle pleców, więc lepiej późno niż później.

Zapisałam też siebie i męża na darmowe warsztaty z "Mamo, to ja", które dużo ludzi sobie chwali. I szukam jakiejś fajnej szkoły rodzenia online. Takie "na żywo" średnio mnie interesują. Po pierwsze ceny, po drugie dojazd, po trzecie zależy mi tylko i wyłącznie na przyswojeniu podstawowej wiedzy, która zapewni mi spokój w momencie, gdy będę rozpoznawała etapy porodu. Za bardzo angażować się nie chcę, bo wielkie wejście Bakłażana i tak będzie jedyne i niepowtarzalne, i pewnie choćbym utopiła w te spotkania pół pensji, to nie przygotuję się pewnie i tak na 70% rzeczy, które mnie spotkają. O resztę rzeczy praktycznych zapytam położnej albo ogarnę na warsztatach. Ostatecznie zostają... rodzice (fuuu!).

Poza tym zdałam sobie niedawno sprawę, że lepiej czasem nie być aż tak "oczytanym"... Tydzień temu odwiedziliśmy siostrę męża, która ma roczne dziecko. Trochę ją podpytywałam, kiedy pierwszy raz poczuła ruchy i kiedy poznała płeć. Złapałam lekkiego zonka, kiedy powiedziała, że nie wie, kiedy, bo tą ciążę to się tak jakoś "dziwnie" liczy (podejrzewam, że faktem zaskoczenia było liczenie od pierwszego dnia cyklu), a zapytana o badania prenatalne pierwszego trymestru zrobiła wielkie gały, twierdząc, że ona tego nie robiła, bo to tylko dla ludzi z chorobami i do tego jeszcze dodatkowo płatne (?), a w ogóle to nie wie, co to jest. W szoku byłam. A potem pomyślałam sobie, że kiedy ona na totalnym luzie chodziła sobie pewnie w ciąży, to ja zdążyłam przeczytać już wszystko o niedoczynności tarczycy, krwiakach macicy, skracających się szyjkach, konfliktach serologicznych, szwach, pessarach, testach pappa, amniopunkcjach, stanach przedrzucawkowych, cukrzycach ciążowych itp., robiąc przy tym pod siebie ze strachu. Bądź tu mądry, człowieku.

Ok... W sumie to nie ukrywam, że odpaliłam pamiętnik w momencie, kiedy bardzo podniosło mi się ciśnienie. Wolałabym do Was przychodzić w stanach uniesienia, ale w tą drugą, dobrą stronę. No ale muszę... muszę, muszę, muszę się wygadać. Dzisiaj po raz pierwszy raz od dawna płakałam. I to przez kogo... Przez mojego idealnego, najlepszego na świecie supermana, mojego męża.

Zacznijmy może od tego, że nasz pobyt w Poznaniu, o którym pisałam pod koniec drugiej strony, skończył się bardzo szybko. I to wcale nie tak miło, jak zaczął. Zaliczyłam sprzeczkę z kobitką z ekipy sprzątającej mieszkania służbowe (która, daję słowo, umówiła się chyba z moją matką na to, żeby nie zostawiać mnie na zbyt długo bez słownej agresji, ale nie będę Wam opisywała szczegółów), z auta zaczął nam cieknąć olej (mechanik i znowu wypieprzanie kasy, yeeey!), zaczęłam się martwić o dziecko (co już wiecie z poprzedniego wpisu) no i jeszcze jedna sprawa... Mamy bardzo napięty kalendarz, jeśli chodzi o zamknięcie kredytu, musimy zdążyć do 6 marca, ale niestety dział HR w mojej firmie działa jak jakiś pierdolony dziekanat. Straciliśmy półtora tygodnia na wypełnienie dla mnie zaświadczenia o zarobkach, bo, cytuję: "Mamy na to siedem dni roboczych", więc oczywiste, że wypisali siódmego dnia. Mało tego, pośrednik, tak jak przy poprzedniej umowie kredytowej, prosił nas tylko o skan tego dokumentu, ale kochane HR-ówki stwierdziły, że mi skanu nie wyślą, i mam w ciąży, na L4, tłuc się 30 km autobusem, żeby to odebrać osobiście. Dobijała mnie świadomość, że jestem totalnie bezsilna i nie mogę nic zrobić, tylko czekać. Czułam poczucie winy, że to "na mnie" stanął cały proces, chociaż umiałam sobie racjonalnie uzasadnić, że niepotrzebnie. Mimo wszystko każdy dzień upływał w poczuciu zażenowania.

No to wróciliśmy. Auto u mechanika, mąż w pracy, a mnie czeka wyprawa pks-em i dwoma miejskimi plus spacer do firmy. No żesz kurwa mać. Spędziłam sporo czasu na obmyślaniu idealnie zoptymalizowanej trasy i połączeniu różnych linii. Wiedziałam, że się mocno zasapię, ale wiedziałam, że warto. No bo w końcu wezmę sprawy w swoje ręce i ruszę tą farsę do przodu. Całe szczęście namalowała się moja przyjaciółka, która zaoferowała podwózkę autem pod firmę, z zastrzeżeniem, że musi je oddać rodzicom do określonej godziny. Thank God! No i miało być, kuźwa, tak pięknie...

Papier odebrałam, jak tylko "dziekanat" otworzono, zrobiłam szybki skan w firmie i pełna radości ślę do męża. " - Dostałeś? - Dostałem, już wysłałem do banku. - A sprawdziłeś, czy wszystko ok? - Tak, ok. - To super, kocham Cię, pa!". Potem musiałam trochę zwolnić kroku, bo zauważyłam, że od tego latania po schodach i przez pośpiech złapałam jakąś arytmię serca i musiałam odczekać, ochłonąć. No ale pełna radości, ze zrzuceniem poczucia winy, że tak sprawnie to załatwiłam, wrzuciłam telefon do plecaka i pojechałam z przyjaciółką na kawę. Gadałyśmy o wszystkim i niczym, było naprawdę przednio. Jakąś godzinę później wracamy i zaglądam w telefon... a tam pięć nieodebranych. Oddzwaniam... " - Rany, co się stało? Błagam, nie mów, że coś nie tak z papierkiem. - No niestety. Pośrednik chce orginał. - Jak to? Przecież chciał skan! - Ale teraz chce orginał. Dzwonię do Ciebie jak głupi, myślałem, że to zawieziesz. Gdzie jesteś? - Wracamy już na wioskę... - Aha. - Mam się zatrzymać i cofnąć? Jesteśmy jeszcze w mieście. - Nie, daj spokój". No i dałam spokój. Tylko po to, żeby się dowiedzieć w domu, że niekoniecznie powinnam była.

Patrzę na niego, a on zasępiony. Myśląc, że usłyszę: "nie, Kochanie, wiem, że chciałaś dobrze", pytam, czy jest zły. A on mi... że jest. Że śmieję się z innych, że noszą przy dupie telefon i nie odbierają, a sama tego nie robię. No i co by było, gdyby faktycznie wykryto błąd w dokumencie, a ja siedziałabym sobie dalej na plotach i kawuni, totalnie mając w dupie nasz kredyt. No i powiem Wam, że pękłam. Pytam się go, że skoro tak bardzo mu zależało, żebym dostarczyła to dzisiaj, to dlaczego powiedział, że mogę wracać do domu. Powiedział coś pokrętnego na temat tego, że musiałabym dużo się najeździć autobusami. Trzasnęło mi serce. Przecież wiedział, jak bardzo mnie to stresuje, jak bardzo mi zależy i chciałam dobrze, jak bardzo starałam się, aby dostać ten papier szybciej, no i że nie miałam samochodu na wyłączność i moja przyjaciółka nie była przygotowana na nagłe zwroty akcji. Poza tym pośrednik miał zupełnie inne wymagania i nie wiem, czemu czekał tydzień, żeby w ostatniej chwili nam powiedzieć, że jednak nie możemy tego załatwić drogą mailową. No i ile nie miał ze mną kontaktu - półtorej godziny? A mimo to mnie zrugał, jak jakąś ostatnią życiową niedorajdę. Zryczałam się jak bóbr. Poczułam się, jakby mnie ktoś kopnął między oczy.

Jak już zobaczył, że zamknęłam się w pokoju obok z gilem do pasa i maskarą na policzkach, próbował mnie przytulać i powiedział, że już mu złość przeszła i "już dobrze". Ale chuja dobrze. Wiem, że totalnie z mojej strony nierozsądne, ale mam ochotę odpłacić się cichymi dniami. Co jak co, wszyscy po mnie ostatnio cisną jak po szmacie, nawet sprzątaczka z Poznania, ale po nim się tego nie spodziewałam. I pomyśleć, że jakieś trzy godziny temu od teraz mówiłam przyjaciółce, że jeżeli jest coś, co mnie wkurza w moim mężu, to to, że nie mam o co się na niego wkurzać. Wykrakałam sobie.

To jest ten moment w życiu, kiedy pożałowałam, że nie jestem signielką na wynajmowanym mieszkaniu, ale z własnym autem. Zamiast przepraszać innych za to, nie mam wpływu na biurokrację, zrobiłabym sobie dzisiaj dzień nóg, jadła sushi i piła latte na sojowym.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2017, 15:20

Czasami mam wrażenie, że jestem świetną aktorką. Nawet sama siebie umiem przekonać, że jest okay :D
Nie jestem pewna na 100% kiedy była owu. To tylko takie wróżenie z fusów(bólu jajnika), ale teoretycznie dziś/jutro powinnam dostać okres. Zawsze przed plamię, a teraz tylko sporo kremowego śluzu. Pojawiła się iskierka, której się boję jak diabli.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2017, 16:07

An. Niepewność 9 stycznia 2021, 10:43

44 dc, 14 dpo
Ten cykl chyba jest stracony. 4 testy różnych Marek i nic. Nic. Nic. Nic. Żadnej nawet bladej kreski.
Nadzieja jakaś mała z tylu głowy jest, mała ale jest...

A.
Xx

Dooti Czekając na cud... 17 lutego 2017, 19:09

23 dc

W końcu weekend!!!
bardzo szybko mi ten cykl płynie, już 23 dc, poprzedni trwał tylko 25 dni, jak będzie teraz nie mam pojęcia...
Dwa dni temu w końcu wybrałam się do szpitala odebrać wynika badania histopatologicznego materiału pobranego podczas łyżeczkowania. Zrobiłam to dopiero teraz, ponieważ wiedziałam że ten wynik nie odpowie mi na pytanie dlaczego tak się stało. Oczywiście miałam rację, wynik: Doczesna i łożysko częściowo martwicze i ropiejące. Standardowy wynik po zabiegu łyżeczkowania przy poronieniu.
Taka zmęczona po tym tygodniu jestem, zaraz zapakuję się w piżamkę i kocyk i chyba się położę...a nie, jeszcze kolację zrobię dla siebie i mojego mężula, w planach kuskus z warzywami ;)

... Ciąg dalszy nastąpił.


Kurwa. Kurwa. Kurwa.


Nie wytrzymałam. Zaczęłam się do starego odzywać, no bo co. Dla spokoju sumienia mówię mu, żeby zadzwonił do pośrednika i zapytał o to, czy zaświadczenia o zarobkach to jedyne dokumenty, jakie musi dostarczyć. Oto, co się okazało.

Od początku moje Kochanie było poinformowane o konieczności dostarczenia oryginału, ale ups! Zapomniał chyba, jak to robiliśmy ostatnio - co fenomenalnie uzasadnia jego złość na mnie. Generalnie sam się walnął, a na mnie się zdenerwował. Kurwa, gratulacja!

Niespodzianka! Załatwianie tych zaświadczeń o zarobkach było jak psu w dupę, gdyż pośrednik mimo wszystko pochylił się nad moim skanem i zauważył, że tym razem jestem na lekarskim... Co się okazuje w związku z tym? Bank nie weźmie pod uwagę moich dochodów. Zmarnowałam tydzień, nerwy i pokłóciłam się z mężem tylko po to, żeby się dowiedzieć, że nic z tego!

Dobiła mnie też świadomość, że była już szansa, aby ten kredyt dostać. Ale odrzuciliśmy ofertę. Czemu? Bo trzeba było zapłacić 160 zl za inspekcję budynku. Kto to zaproponował? Mój mąż sknera!

Co nam z tych 160 zł oszczędności? Ano to, że musimy zaakceptować kijową ofertę, którą już dostaliśmy (a lepszej już nie będzie, bo wtedy nie byłam na l4) i bulić te 160zl co miesiąc w wyższej racie, choć mogliśmy tego uniknąć.


Wiem, że ciąża, wiem, że nie wolno, ale nie mogę. Leżę i ryczę, nie mogę opanować emocji. Dlaczego? Bo wiem, co zrobiliśmy źle, ale jest już za późno, by cokolwiek naprawić. Gdybym tylko była mądrzejsza o to, co wiem dziś, sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Plusy? Pewnie dostaniemy klucze w przyszłym tygodniu. Jestem ciekawa ile spłacimy rat, zanim przełknę fakt, że gdybym rozegrała to w inny sposób, to mogłaby być nawet dwie stówy niższa.

No i dzidzia. Nie chce mi się wierzyć, że to, co się dzieje w moim brzuchu to jelita. To nie mogą być one. Nie i już.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2017, 19:27

2+... Nadzieja nie umiera! 17 lutego 2017, 21:08

21 dc, niby 7 dpo, ale sama nie wiem, czy ona była i kiedy. Jakoś szczególnie jej nie zauważyłam w tym cyklu. Od kilku dni dziwnie się czuję. Wręcz miałam wrażenie, że bierze mnie jakaś jelitówka, bo coś mi od czasu do czasu niedobrze jest tak od żołądka. No, ale nic się ostatecznie nie rozwija na szczęście. Poza tym czuję się najzupełniej normalnie. Jedyne co mnie martwi, to plamienie dziś rano podczas podcierania. Choć nawet nie wiem, czy można to nazwać plamieniem. Taki bardziej przybrudzony śluz. Może to po nocnym serduszku? W ciągu dnia na szczęście nic już nie było na wkładce, ale przeraża mnie fakt, że jutro się rozkręci i będzie trwało aż do samego okresu..czyli prawie tydzień.. :-(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)