25 tydzień 1 dzień
Dzisiaj będzie tak melancholijnie, trochę smutno może. Bo wiecie ja tęsknię za swoim mężem. Co prawda on jest przy mnie, śmiejemy się, rozmawiamy, opiekuje się mną. Ale chodzi o zupełnie coś innego. Jak wiadomo moja szyjka nie jest monstrualnie wielka, ale chucham na zimne, odpoczywam i leżę maksymalną ilość czasu. Przez to też mam wrażenie, że jakakolwiek czułość między mną a moim mężem umarła. Jesteśmy młodym małżeństwem, a nie pamiętam kiedy ostatnio uprawialiśmy seks. Ba, nawet nie wiem kiedy się całowaliśmy.. Wiem, że narazie musimy się wstrzymać, żyć w celibacie. Czasem potrzebuję zwykłego przytulenia, pocałunku. Może to też w dużej mierze moja wina, że ja się tak odcięłam, a on się boi. Kocham naszą córeczkę nad życie, ale najzwyczajniej w świecie brak mi męża.
Wyniki badan mam:
-> p/ciala na toksoplazmozę - Negatyw
-> HBS, HCV, HIV - Negatyw
-> czystosc pochwy (bakterie, mykologia, antybiogram, itp) - Negatyw
-> Ureaplasma, Mycoplasma -> Negatyw.
-> Chlamydia - Negatyw
Dzis ide do Gin, umowic sie na HSG.
Co do cyklu, to wg mnie bezowulacyjny, robilam testy LH przez 6 dni pod rzad co 12h i zaden nie wykazal drugiej kreski i nie mialam tez zadnych objawow, typu bol jajnika, albo cos w tym stylu. Takze ten, nie nastawiam sie.
18 dc
I jestem nagle 6 dpo
Właśnie przyłapałam się na zastanawianiu, który dziś jest dc. Sprawdziłam w ovu. Czyli nie myślę już tak obsesyjnie, jak na początku.
Po wprowadzeniu temperatury owulacja została przeniesiona na 12 dc. Wcześniej zaznaczona przerywanymi liniami a dziś ciągłymi. Patrząc po tych niskich skokach w życiu bym na to nie wpadła, chociaż w zeszłym cyklu też miałam ovu 12 dc, i @ przyszła równo po 14 dniach. Tak więc: okaże się i to przed samymi świętami. Musze wybrać się do Rossmana po jakieś czułe testy bo w domu nie mam żadnego.
Poza tym czuję, że jestem w 2 fazie cyklu, bo część optymizmu uleciała ze mnie i jestem bardziej nerwowa, co nasila się przy zmęczeniu.
Kontynuuję wysypanie i aktywność fizyczną. Wybrałam sobie jazdę na rowerze, krótką trasę 8 km którą przejeżdżam w niecałe 30 minut.
Czyli to minimum ruchu mam
Problem jak zwykle jest z czasem, ale zależy mi więc staram się tak organizować dzień, aby się udało.
W poniedziałek byłam u Endo.
Jednak znowu mam brać letrox, bo ft4 mam zbyt nisko dolnej normy. Przy tak niskimi tsh powinno być znacznie wyżej.
Jak będę źle się czuła, to mam brać na zmianę pół tabletki z całą (a biorę 75)
Tak więc dziewczyny czasem warto oprócz tsh zbadać ft4. Wtedy lekarz ma pełny obraz.
Lekarz powiedział, że skoro zachodzę w ciążę bez wspomagania to olbrzymi plus, bo mam cechy pco.
Że to bardzo dużo. I pocieszył, że takie poronienia najczęściej zdarzają się z powodów wad genetycznych zarodka - selekcja naturalna. Brutalnie brzmi, ale natura woli, aby dzieci rodziły się zdrowe. Lekarz opowiadał też o przypadkach podtrzymywanych ciąż, które organizm chciał "usunąć", co w efekcie dało dzieci z zaburzeniami neurologicznymi, zespołem downa itp. Tak że tyle z pocieszenia.
Czasem jak sobie przypomnę, to dopada mnie ogromy smutek, ale potem stawiam się do pionu. Bo co mi to da? Z czasem boli mniej, zawsze będę o tym pamiętać, bo zapomnieć się nie da. Bo człowiek pragnie tego dziecka i kiedy wyczekane nagle traci - to okropny ból. Ale to już jest niezależne od nas.
Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i skupić na codziennych zajęciach.
Czeka na mnie praca, przesadzanie kwiatków, mycie okien w pracy (skąd ja wezmę taką wielką drabinę hmm), przegląd samochodu, odgruzowanie szafy, napisanie 3 wykładów i można by doliczyć przygotowania świąteczne.
Czuję ulgę, kiedy mogą przekierować myśli.
Czekam jeszcze na wyniki przeciwciał kardioliponowych. Bo to mogła być przyczyna niepowodzenia.
Moje wyniki obecne:
Tsh 0,605
FT4 1,03 ng/dl
Witamina D 34,20 ng/ml (poziom wystarczający 30-100). W październiku miałam podobny wynik i żeby go podnieść to zwiększyłam dawkę do 2000-3000 j.m na dzień. I co? I nic to nie dało. Ponoć na wiosnę spada najbardziej. Strach myśleć, co by było gdybym w ogóle nie suplementowała.
Mam dobre przeczucia w tym cyklu 
Odstawiłam książki, bo za bardzo mnie pochłaniały i nie mogłam skupić się na niczym innym. Przeczytałam ostatnio "Grzech aniołów", "W pętli" i "Drugie dziecko".
Wróciłam do ćwiczeń. Ale metodą Keizen,czyli po trochu - ćwiczę od 10 do 20 minut, ale codziennie. I lepiej mi. Jest w tym trochę skakanki, orbitreka. Jak pogoda się poprawi - pójdę na rower. Jak się da, idę na spacer.
Chętniej robię to co lubię. I zauważyłam przypływ energii w związku z tym.
8t 6d
Okruszku...to nasz ostani dzień razem.
Dziś jest tak pięknie, ciepło, słońce mocno świeci. Pójdziemy zaraz sobie na spacer, tylko Ty i ja...
Jutro się rozstaniemy ale wierzę że jeszcze do mnie wrócisz...
Jutro rano mam się pojawić na oddziale, skierowanie leży już przede mną...ciąża III, poronienie III.
Jak wszystko pójdzie ok, to wieczorem doktorek wypuści mnie do domu. Wraz z wypisem dostanę skierowanie do genetyka...
Przez ostatni tydzień oswoiłam się z tym wszystkim. Ale jest mi ciężko jak nigdy. Ciągle widzę to pikające maleństwo...przecież już miało być dobrze 
Piątek!
Weekend przed nami 
Cały tydzień się mijaliśmy więc moze chociaż w weekend uda Nam się przytulić do siebie 
W sobotę balujemy na 60. urodzinach mojego Teścia, w hotelu, w którym braliśmy ślub 
Będzie super, czujemy się tam jak w domu. Wszyscy pracownicy hotelu nas kojarzą i bardzo miło nas wspominają 
A w niedzielę kawa z dawno niewidzianą przyjaciółką 
Także weekend zapowiada się miło 
Kolejny dzień wyzwania za mną, każdego dnia odnoszę swój mały sukces 
Oby tak dalej!
Aha, i zapomniałabym - zostałam Mamą... Chrzestną 
Tzn, jeszcze nieoficjalnie, bo nawet data chrztu nie wyznaczona, ale już wiem, że będę miała Córkę Chrzestną 
To już mam parkę 
10 dc, uwielbiam ten czas w cyklu mam mnóstwo energii, chęci i pomysłów co mogę jeszcze dożucić do mojej i tak już długiej listy zajęć dodatkowych
Z urlopem może nie będzie źle. Zagadałam z kierowniczką, że potrzebuję na trzy dni 3-5 kwietnia. Brzmi to lepiej, niż cały tydzień :)Mam nadzieję, że lekarz wypisze mi L4 od 6 kwietnia mimo, że punkcja będzie raczej 3-4 dni później. Będę go bardzo, bardzo prosić.
5t5d wg usg 
Tak będę tu wpisywać, bo Belly troszkę kłamie, choć wie kiedy była owu!
A więc tak, jestem po wizycie i widziałam małą 2mm kropę z bijącym serduchem. W pięknym okrągłym pęcherzyku.
Byłam tym tak przejęta, że nie zareagowałam chyba jak powinnam
gin patrzył się na mnie, pokazywał palcem, mówił "zobacz! Serce!", a ja wywaliłam gały i nic. Po paru sekundach wyrwało się ze mnie tylko "naprawdę"?
Myślał chyba, że ze mną jest coś nie tak!

To serce naprawdę tam było! We mnie! Malutkie jak okruszek i biło!
Niesamowite 
Mam też już Mutterpass. Nie wiem jak mam wypełniać badania tu na wykresie, bo niezbyt czaję, po co im ta moja krew i siuśki. Może z czasem.
Wiem,że 6 tydzień to nadal niezbyt bezpieczny okres ciąży, ale zaczynam czuć się jak przyszła mama 
Jest nadzieja 
A to najważniejsze 

Dziś rano pojechałam pobrać drugi już wymaz na czystość pochwy, kilka dni temu zadzwonili do mnie z klinki, że laboratorium powiedziało, że nie jest w stanie zbadać dostarczonej próbki i muszę przyjechać raz jeszcze na pobranie. Wczoraj zrobiłam USG piersi, ale była obsuwa czasowa o jakieś 2 minut i lekarz nie zdążył zrobić USG, temperatura wskazuje, że owulka była więc tego się będę trzymać. Teraz pozostaje mi czekać na wyniki i 1 czy 2 dnia cyklu umówić się na wizytę i rozpocząć przygotowania do inseminacji.
Znowu najgorszy okres w miesiącu. OKRES...zawsze jak przychodzi mam straszne załamanie. Wczoraj dosłownie chodziłam i beczałam. Cały dzień...Pokłóciliśmy się z mężem o jakieś pierdoły i po prostu fala...Że jestem do dupy. Nie radze sobie z prowadzeniem domu na tip top, zawalam finanse, moje libido ostatnio pozostawia wiele do życzenia, nawet nie mogę spełnić jego największego marzenia...dziecko. Media kreują wizję idealnej pani domu. Co to pracuje, ma piękne mieszkanie, wysprzątane na błysk, do tego zawsze wyszykowana, ma czas na ćwiczenia i fit gotowanie, w ciąże zachodzi ot tak, potem też jest wszystko na 100%. A ja? Jak mam wolne to popinkalam po domu w dresie i szlafroku...sprzątam wiecznie na raty, gotuję byle szybko, albo zamawiam pizze, ćwiczę od święta do święta, ostatnio prawie nic nie jem(wiem że to źle) i waga nic nie spada. Z ciąża...no cóż. Klinika nadal się przewija, ale jestem tą wizją przerażona. Boję się tam pójść. Może to głupie ale najbardziej się boję, że mi powiedzą "Jesteś gruba, schudnij to zajdziesz". Dlaczego? Bo mąż przy każdym problemie zdrowotnym to słyszy. Chrapie Pan? Nadwaga! Bolą Pana kolana? Nadwaga! Ma Pan chrypę cały czas? Nadwaga! Ma Pan żylaka na pół łydki od dziecka? Nadwaga! I nikt nie chce słyszeć, że jak ważył 30 kg mniej to też te problemy miał...
A ja naprawdę nie mogę schudnąć. Nie mam apetytu. Jem bardzo mało. To też źle, ale waga powinna się chociaż wahać, a tu nic. Wczoraj zjadłam na śniadanie o 11 kawałek pizzy(o zgrozo!), potem około 16 drożdżówkę. I tyle. Dziś jeszcze nic. Bo nie jestem głodna. A waga? Waga pokazuje coraz więcej...dziś 89kg 
Dawno mnie tu nie było...
Jestem szczęśliwa, bo wielkiej załamce. Nie nastawiam się, dziś powinnam dostać @ i no cóż, czekam na nią. Pewnie, ze przykro bedzie, ale nie nastawiam sie w ogóle, tak mi jest łatwiej, tak jestem weselsza, na swój sposób szczęśliwsza.
Wczoraj zmarł mój wujek
jestem tym niesamowicie poruszona. Strasznie mi smutno i przykro...
38 CYKL STARAŃ
12 DZIEŃ CYKLU .
No Hej
!
Dawno mnie na ovu nie było, wpadałam tylko zaznaczałam kiedy mam miesiączkę i tyle ..
Teraz postanowiłam że się nie poddam, nie odpuszczę !
Będę silna ! 
Wykupiłam nawet pakiet premium !
Ha ! Zobaczycie, nie długo będę chodziła z pięknym brzuszkiem ! 
Ja w to wierzę ! 
Jestem mega pozytywnie nastawiona na to wszystko 
Nawet ostatnio poczułam wzrost libido

To dobrze bo płodniaki się zbliżają 



..





Znów odliczam do wizyty strasznie nie lubię tego czekania najchętniej chodzilabym co tydzień żeby mieć pewność ze wszystko dobrze...Do środy muszę jeszcze wytrzymać. Bez zmian czuję się bardzo dobrze,w tamtym tyg kupiłam już jeansy ciążowe bo nie mam w czym chodzić, brzuszek urósł
Mam nadzieję ze moją dzidzia ma się dobrze i rośnie zdrowo marzę już o tym żeby poczuć ruchy ale wiem ze na to też jeszcze muszę troche poczekać zwłaszcza ze mam łożysko na przedniej ścianie i lekarz ostrzegł ze ruchy mogą być odczuwalne później...
Cycki dalej nie bolą, w sumie to żadnych objawów pms`owych.
Od 20 marca łykam pigułki antykoncepcyjne. Mieliśmy jeszcze w tym cyklu startować z długim protokołem, ale wczoraj ustaliliśmy wspólnie, że odłożymy to do następnego cyklu.
No więc przede mną drugie opakowanie antyków i start wyciszenia 7 maja.
Do końca maja powinniśmy się z całą procedura uwinąć, no ewentualnie zahaczymy o początek czerwca.
Ja sobie trochę potrenuję, ruszę się na świeże powietrze. I może w końcu ten urlop.
W nocy milion pobudek. Moich. Bo Emil spi i sapie/jeczy przez sen. Ucisza sie po podaniu cycka. Chyba potrzeba ssania. Jak wrócę do domu, to jednak sprobuje dac mu w nocy smoczek. Dzis byl taki kochany. Dzielnie znosil tarmoszenie przez cala rodzine (goscie byli na weekend, a Emil to jedyny dzieciak w rodzinie wiec wzbudza sensacje). Nawet nie zaplakal. Cieszyl sie z atencji. Ale teraz padl mi na spacerze i spi spi spi. Jak wrócę do domu ide na terapie. Jestem klebkiem nerwow, chociaż nie mam powodow... Musze sie nauczyc uspokajac. Odnalezc rownowage. Zeby byc dobra mama. Dla niego. Polecam Wam najnowszy wpis na blogu Basi Szmydt.
41t0d
Cóż... 42 tydzień ciąży.
Wczoraj stawiłam się na 8:00 na porodówkę. Kobieta powiedziała, że tym razem mnie nie wypuści. Badanie ginekologiczne, zero rozwarcia, wszystko pozamykane. Mieli zrobić mi USG, ale chyba się rozmyślili. Doktorka (ta która była ostatnio wyjątkowo nie miła) powiedziała, że jutro indukcja. Ale data porodu jej się nie podoba i cośtam. Trzy razy robili KTG, ze dwadzieścia razy sprawdzali dopplerem. Wieczorny obchód na którym liczyłam, że powiedzą mi coś odnośnie jutrzejszej indukcji, a lekarz tylko "ale mała jest leniwa". Całe popołudnie Maciek ze mną siedział, graliśmy w planszówki. Ciężka noc, koszmary, niewygodne łóżko, położna ciągle budząca na dopplera.
Rano czekałam na obchód z niecierpliwością. Doktor powiedział, że jeszcze nawet tydzień mogę tak pochodzić, oni nie będą indukować,bo nie widzą potrzeby. Założyliby mi balonik gdyby było rozwarcie, ale nie ma. I że zaraz zrobią mi badanie. Na badaniu znów zero rozwarcia i doktor mówi, że następne badanie za 24h. Powiedziałam, że chcę się wypisać na żądanie. Nie ma sensu leżeć i czekać aż raz na 24h mnie przebadają. Może gdyby było cokolwiek nie tak to bym się zastanawiała. Malutka jest zdrowa, waży około 3700g, wszystkie przepływy sprawne, wody też są ok. Obie mamy dobre tętno i wyniki. Nie ma sensu leżeć i czekać na cud.
Wypisałam się. W poniedziałek pójdę do naszej przychodni na KTG. W środę rano pójdę do doktora po skierowanie i wrócę do Oławy. Chyba, że zdarzy się cud i mała urodzi się szybciej.
Ostatnio pisałam w listopadzie, minęły 4 miesiące - nic się nie zmieniło.
3 miesiące temu miałam sen, piękny sen. Bardzo realistyczny. Siedziałam w nim przed laptopem i widziałam tytuł wykresu: "Cykl wspomagany, 9 z OF/19 miesiąc bez zabezpieczeń" i na końcu wykresu była zielona kropka.
Min. z tego powodu poszłam wczoraj do ginekologa. Myślę, że te 3 miesiące bez stymulacji były mi potrzebne aby nabrać dystansu. W każdym razie: ginekolog martwi się, że z racji cukrzycy (choroba autoimmunologiczna przecież) mogę wytwarzać przeciwciał np. przeciwplemnikowe. Stąd wracamy do Clo, pregnylu i luteiny, ale też dodatkowo włączamy encorton (steryd).
Dziś znowu miałam sen, piękny
Śniło mi się, że trzymałam moje dziecko w ramionach i karmiłam je mlekiem z butelki. Wg sennika oznacz to: "Karmić mlekiem dziecko - dla młodej kobiety to zwiastun ciąży, dla starszej - poprawy sytuacji materialnej". OBY !
Prawie dziesięć stron wyników badań kilka dni temu odebrałam z laboratorium. Nie analizowałam ich,nie chciałam się niepotrzebnie denerwować, bo i tak w niczym by mi to nie pomogło. Dzisiaj, po pracy zabrałam je ze sobą i udałam się do mojego ginekologa - naprotechnologa. Z tego co wyczytałam na różnych forach internetowych, naprotechnolodzy zawsze zlecają całą masę badań i zanim podejmą jakiekolwiek leczenie, najpierw zabierają się za pełną diagnostykę. Polecam, każdej z Was, która czuje, że jej lekarz nie traktuje ją poważnie, wizytę u właśnie naprotechnologa.
Dzisiaj na wizycie pierwszy raz padło słowo, które podejrzewałam już u siebie, ale tak bardzo nie chciałam go usłyszeć - Endometrioza. Jak na razie to tylko podejrzenie, a więc i kolejna seria badań do wykonania, ale jeśli się to potwierdzi czeka mnie laparoskopia.
Wyrok przyjęłam ze stoickim spokojem, już i tak zbyt wiele łez wylałam, podejrzewając u siebie to paskudztwo. Ale nie poddam się, jeśli to endometrioza, to będę walczyła dalej by zostać kiedyś mamą.
Musi się udać! Nie po to Bóg obudził we mnie instynkty macierzyńskie by teraz zostawić z niczym. To by się kupy nie trzymało.
Poza tym, jestem w trakcie Nowenny Pompejańskiej. Bazując na doświadczeniach wielu ludzi - w trakcie jej odmawiania też wiele złego działo się w ich życiu, zły mącił i robił wszystko by jeszcze bardziej upaść i zwątpić. Nie należy się jednak poddawać, bo wszystko zawsze dobrze się kończyło. I u mnie też tak będzie. Matka Boża czuwa.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.