Dziś na ulicy usłyszałam jak dziecko uparcie kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt razy z rzędu krzyczało Mamo!!! I tak poczułam takie ogromne pragnienie, żeby to było już.. I zarazem ogromną nadzieję, że tak, kiedyś to usłyszę! :)

Poukładałam sobie trochę w głowie ostatnie tematy.. Trochę jeszcze muszę poukładać.. Jak sama siebie zrozumiem, naskrobię więcej:)

Witam w 2 dniu mojego cyklu!

Głupia, jeszcze do wczoraj łudziłam się, że moje krwawienie to nie miesiączka a plamienie implantacyjne. Jednak dziś rano moje wątpliwości zostały gwałtownie rozwiane. To dorodna przeklęta miesiączka, taka cholera idealna, taka regularna, taka w sam raz na 8 miesiąc starań (po pustym jajku płodowym). Na co jak na co, ale na regularność nigdy nie mogłam narzekać. Zawsze jak się umawiałyśmy to była na czas. Tak jej weszło w nawyk, że teraz się z francą nie umawiam, a ona i tak wierna jak pies!

Piękna niedziela się zapowiada. Słoneczko przygrzewa, ptaszki śpiewają. Niestety ja sama, mąż w trasie (jest kierowcą ciężarówki). Wczoraj przed pójściem spać zdążyliśmy się jeszcze lekko pokłócić. Oboje jesteśmy poddenerwowani tymi wydłużonymi staraniami. Podjęliśmy decyzję, że w tygodniu umawiam się do lekarza. Nie ma się co dłużej oszukiwać, że wszystko jest OK. Pożegnam się tym smutnym akcentem. Trzeba się doprowadzić do porządku, przywdziać jakiś makijaż. Może uda się dziś trochę poopalać? :)

"Nie powinnam była tyle płakać (...). Spotyka mnie teraz za to taka kara, że mogę się utopić w swoich własnych łzach". - Alicja w Krainie Czarów

dreamnes Marzenia 14 maja 2017, 09:39

13pdo piersi mniejbola ale nie widze oznak nadchodzacego okresu ciekawe

19 dc
Właśnie szykujemy się na lotnisko będziemy w Polsce 11 dni. Za parę dni powinna wystąpić owulacja, mam nadzieję że z Polski wrócimy już w czwórkę ☺

Dziennik pokładowy:
219dc, 32 tydzień!



Dziewczyny! Nie uwierzycie! Też bym nie uwierzyła, gdybym była stałą czytelniczką mojego pamiętnika. Ale słuchajcie... Wczoraj, tak z ciążowego punktu widzenia, zaliczyłam najwspanialszy dzień EVER.

Pomijam fakt, że od poniedziałku przez cały tydzień motałam się w pościeli, wysmarkując olbrzymie ilości gili, a pogoda też nie sprzyjała wyjściom, więc w sumie pięć dni przehulałam w pidżamie, zaczynając dzień około 12.00. W sobotę czekał mnie pierwszy z pięciu dni warsztatów "Gdy się rodzi Małyssak" no i problem - nie dość, że start o 10.00, to jeszcze trzeba z godzinę poświęcić na dojazd i odpowiednio szybko wstać, żeby zdążyć łyknąć Euthyrox, zjeść śniadanie i wyłączyć na twarzy objawy zmęczenia. Jechałam więc trochę jak zombie, ale... dotarłam.

Wchodzę na umówione miejsce spotkania, a tam całe mnóstwo przyszłych mam. Na miejscu drobny poczęstunek w postaci owoców, wafli ryżowowych, daktyli, migdałów itp. Za oknem piękne, majowe słońce. Zaczęło się dość hardkorowo, bo od projekcji filmu "Bo poród to ruch". Nie, żebym jakoś nie zdawała sobie sprawy z tego, jak to wygląda - wręcz przeciwnie, odkąd przełamałam pewnego rodzaju uczucie krępacji, to po prostu uwielbiam wszelkie naturalistyczne zdjęcia i filmy z porodówek (zwłaszcza profil 'thebirthhour' na instagramie), nie mniej coś w tym jest, że jak się taki film ogląda, to trudno nie współodczuwać. Miałam wrażenie, jakby moje ciało przechodziło przez wszystkie fazy porodu po kolei - strasznie się spięłam, wierzgałam nogami i zasychało mi w gardle, uczucie dyskomfortu rosło wraz z rozwarciami bohaterek. Oczywiście, gdy "wyskakiwały" dzieciaki, to wszystkie ryczałyśmy, a pudełko chusteczek krążyło po salce. Potem była przerwa, a po niej część, w której mogłyśmy wymienić się spostrzeżeniami.

Kiedy usłyszałam "podzielimy się na grupy" to w pewnym momencie ostro się spięłam. Nie miałam jakoś szczególnie ochoty wykonywać jakiś zadań, siłować się na dyskusje czy bycie wywoływaną do tablicy. I w sumie zupełnie niepotrzebnie się bałam. Każda z nas musiała podzielić się swoimi obawami. I powiem Wam, że odkąd jestem w ciąży - ani razu nie poczułam się tak dobrze zrozumiana. Żeby nie było - komentarze na belly zawsze dodają mi otuchy. Ale tym razem widziałam w wielu parach oczu chęć wysłuchania, zrozumienie i serdeczność. No dobra - nie zawsze. Kiedy powiedziałam, że po wysłuchiwaniu od wczesnych lat historii mojej mamy z porodówki 25 lat temu boję się, czy nie zrobię dziecku krzywdy idąc z nim np. po schodach (konikiem mojej mamy była właśnie historia o tym, jak położna na złość "wrednej" rodzącej upuściła dziecko i je trwale upośledziła), no to wiele babek klapnęło dłonią w czoło. Ale w sumie dało mi to do myślenia, że po prostu wiele moich obaw wynika ze słownego zaszczucia, a nie z rzeczywistych pobudek. Tak czy siak - uczucie nie do opisania. Pisałam Wam już ostatnio rozprawkę o braku wsparcia. Przez te dwie godziny dostałam go więcej niż kiedykolwiek.

Owszem, chwilami czułam się dość nieswojo - miałam wrażenie, że stygmatyzowano cesarkę a poród naturalny przedstawiono nam jak jakiś polinezyjski rytuał. Pani psycholog widać zresztą, że miała ostrą zajawkę na "mądrości plemion" i nie do końca miałam ochotę się z nią zgodzić, że ciąża i poród to dla każdej z nas "rytuał przejścia" a wszystkie okołodzieciowe sprawy mamy trwale zakodowane w głowie, które odpalają się same. Jednak przy okazji wynurzeń każdej z nas wychwyciłam conajmniej dwie osoby po przejściach (poronienie w dziewiątym tygodniu oraz konieczność cesarki przy jednoczesnym "nakręcaniu się" na konieczność porodu SN i przejście przez to załamania nerwowego) i widziałam w ich oczach, że z bardzo dużą dozą rezerwy słuchają tego, co się mówi. Ja zresztą też. Tak, jak wspominałam nie raz - przed ciążą bardzo o siebie dbałam, a nie uniknęłam wcale dzięki temu choroby tarczycy, krwiaków na macicy, omdleń i plamień. Wolę być gotowa w życiu na każdą ewentualność. I jakoś nie szczególnie umiem sobie wyobrazić, jak z mężem odpalamy na sali porodowej świeczki, kadzidła, w tle Barry White, a on stymuluje mi erotycznie piersi i całuje jak podczas dobrej gry wstępnej, a i takie sugestie padały, aby się rozluźnić. Noooo... nie wiem, nie wiem.

Ale palić licho te różnice w podejściu - ważne, że poczułam, iż nie mam problemów z czapy, że nas, ciężarówek, jest sporo, a siła jest kobietą. O! Podano mi namiar na jedną z położnych środowiskowych i modlę się, że jak do niej jutro zadzwonię, to zgodzi się na dojazd na moją wieś (niestety - ale dalej w tym temacie mam ogromny problem). Mało tego, mam jakieś niewątpliwe szczęście do konkursów na tych warsztatach - tym razem wylosowali mnie i dostałam ręcznie robione kolczyki. Od dłuższego czasu noszę w sumie tylko drobne, nie rzucające się w oczy złoto, ale z chęcią i tak będę je nosić. Jako symbol 13 maja 2017, w którym poraz pierwszy poczułam się naprawdę dobrze z bycia w ciąży.

Kiedy wyszłam ze spotkania to czułam się, jakbym właśnie narodziła się na nowo. W twarz buchnęło mi słońce. Na sobie miałam ciążową sukienkę w groszki. Przyjechał po mnie mąż i mieliśmy jechać do domu, ale wyciągnęłam go na obiad na mieście - siedzieliśmy na tarasie oglądając Bydgoszcz z wysoka i pałaszowaliśmy pierogi. Na zewnątrz panował wesoły gwar. Kiedy wróciliśmy, to myślałam, że pęknie mi kość ogonowa, ale dawno nie czułam się tak wypoczęta.

To był bardzo dobry dzień.


edit

... właśnie sobie zdałam sprawę, że taki atak optymizmu po tak dramatycznej wstawce może wyglądać conajmniej dziwnie. No trudno.

Po wielu analizach "za i przeciw" sytuacja niestety pozostaje taką, jaką jest.
Moglibyśmy wynajmować, ale wtedy mocno spowolnilibyśmy doprowadzenie nowego mieszkania do stanu używalności.
Mieszkania służbowe u mojego męża nie wchodzą w grę, bo to tylko baza noclegowa na wypadek delegacji, a i sam zarząd niechętnie patrzy na osoby towarzyszące, o czym się dwukrotnie przekonałam.
U teściów nie ma warunków, do miasta jeszcze dalej, bo 50km - zarżnęlibyśmy się, a i ja wcale nie czuję się tam lepiej traktowana, niż tu.

Także tego... zaciskamy dupki. To się kiedyś skończy. Musi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja 2017, 13:58

kascok Kiedy się pojawisz Bąbelku? 14 maja 2017, 15:28

Niby już kilka dni po owulacji, a mnie cały czas ćmi prawy jajnik. Niby tak jak na owulację, ale nie do końca. Zdarza się, że mam krótkie napady bólu podbrzusza, takie jak przed @, ale nie aż tak silne. Co jakiś czas zakłuje mnie lewy jajnik. Codziennie test LH wychodzi mi pozytywny. Skok tempki już był... więc wszystko wskazuje na to, że owulka była. A tutaj ciągle mnie boli ten jajnik... Oszaleję. Muszę się umówić do lekarza, bo obawiam się, że to jakaś infekcja lub zapalenie :(

Dzisiaj 6dc i tak się zastanawiam, czy mierzyć tą tempkę czy nie? Mówiłam wcześniej, że ten cykl sobie odpuszczam, ale sama teraz nie wiem... Póki co czuje duży luz psychiczny, gdy nie kontroluję swego cyklu. Wiem, że to dopiero początek, ale to takie moje spostrzeżenia " na gorąco". Wczoraj podczas serduszkowania nie myślałam o staraniach i wiecie co? Czułam się wspaniale! Mogłam się skupić na partnerze, i czerpać pełną garścią przyjemność z serduszkowania, tak samo jak mój NieMąż. Takie wspaniałe uczucie jakby wyzwolenia się z rąk czegoś co nas hamowało.

W zeszłym tygodniu zadzwoniłam, żeby się zapisać na wizytę u gin. Wiecie co mi babka w rejestracji powiedziała? Że mam zadzwonić po 8 czerwca, wtedy dopiero będzie robić zapisy na lipiec, bo teraz to nie ma miejsc, żeby się "wcisnąć" w grafik!!! Paranoja no nie?? hehehe.

W ten piątek mam wyjazd na babski weekend. Jakoś na razie nie mam ochoty wyjeżdżać. Mam nadzieję, że do piątku mi przejdzie :)

Miłej niedzieli Kobietki :*

Od ostatniego wpisu minęło już dwa tygodnie. A od pierwszego wpisu na blogu aż... 9 miesięcy! Ależ ten czas ucieka.
Tym razem przed nami... wizja inseminacji. --> Złapać chwilę oddechu

zakochanaaw A może to pomoże? 28 listopada 2019, 11:38

Już sobie nie robię nadziei.. heh... Czekamy na tę cholerne wyniki i na @ i idziemy do ginekologa, w okresie "okoloowulacyjnym" by zobaczyć czy coś tam jajniki w ogóle pracują czy dalej nic.

33 tydzień ciąży (32+3)
53 dni do porodu
32 dni do ciąży donoszonej
Jesteśmy ciągle w szpitalu. Sterydy dostałam w czwartek i piątek. Jestem trochę spokojniejsza po ich podaniu. Zaczęłam czytać o wcześniaczkach urodzonych w tym tygodniu i naprawdę większość z nich wychodzi bez szwanku, a tym bardziej mogę myśleć pozytywniej po tych sterydach.
Był u mnie też dopiero mąż, pośmialiśmy się, że mam nadzieję, że wyjdę chociaż do czerwca, a jak nie to 1 czerwca się sama wypiszę. Lepiej mi się zrobiło jak go zobaczyłam mimo, że cholernie za nim tęsknię.
Nie nastawiałam się zbytnio, że jutro wyjdę do domu. No i dobrze, bo jak się dzisiaj na porannym obchodzie okazało, wyszła mi jakaś bakteria z wymazu z pochwy i dostaję od dzisiaj duomox. Szczerze to nie zmartwiłam się bardzo tym, że skoro antybiotyk to oznacza to, że zostaniemy jeszcze co najmniej 4 kolejne dni w szpitalu. Nie pozwoliłam sobie na załamanie, że nie wyjdę do domu, że nie ma przy mnie moich bliskich, że dziewczyny, które leżą ze mną na sali jutro chyba wychodzą do domu. Nie. Odebrałam to jako kolejny tydzień bezpieczeństwa w szpitalu, mimo, że to przecież szpital, ale to kolejny tydzień razem. Nie ważne, że za oknem jest pewnie cieplutko, słońce świeci, dziewczyny z sali wychodzą na spacerki, a ja muszę leżeć. Dla mnie to dar, że jesteśmy z moją córeczką ciągle w dwupaku. A może to ta jakaś bakteria winna jest skrócenia mojej szyjki? Nie wiem, ale lepiej niech to wytępią i mam nadzieje, że po antybiotyku wymaz wyjdzie jałowy i poleżymy dalej w domu. Będziemy leżeć w szpitalu ile trzeba będzie. Tu jest chyba bezpieczniej niż w domu. Codzienne ktg, kroplówki z magnezem, dzięki którym nie mam już skurczy. Jutro powinna być moja gin na obchodzie (zarazem ordynatorka), więc zapytam się ile dni będę brała duomox. No i mimo wszystko jutro mam mieć badanie szyjki. Proszę was dziewczyny o trzymanie kciuków żeby się nic w niej nie zmieniło, a najważniejsze żeby była zamknięta.

EDIT
Rozwalaja mnie te dziewczyny, które leżą ze mną na sali. Leżą kilka dni w szpitalu, mogą spacerować i tylko narzekają, że wszystko je boli od leżenia, że jutro musi być ładna pogoda, bo wychodzą.. Myślę sobie, dziewczyny..ja na zewnątrz wychodzę tylko w dni wizyty, leżę 10 tygodni, cała wiosna mnie ominęła, tylko kilka razy miałam na twarzy promienie słońca i żyję. One jutro wyjdą ze szpitala i pójdą gdzie chcą, a ja jeszcze długo na to poczekam. Ale powiedziałam ostatnio mojej córeczce, że to nie ważne, bo na pierwszy prawdziwy spacer pójdziemy razem <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja 2017, 16:19

Majzu Przewrotność losu ???? 14 maja 2017, 19:28

8 DC ...
Było pełne serducho... Ale jakoś wcale się nie cieszę :( i tak wiem że guzik z tego będzie pozatym mój Mąż jakoś tak nie koniecznie jest zdecydowany ... Ale uległ ... Czuję piętno jakieś ...Jest mi z tym źle zeusze go namawiać ... A może sobie odpuścić ??? Jemu odpuścić ... Mamy już troje ... O a gdzieś za plecami znów tli się ta myśl ... Ciąża ciąża ciąża ... Ajajaj ...

Byłam u Gin, mówiła ze wszystko OK i progesteron na razie nieistotny, że ważny będzie dopiero po owulacji.
Pecherzyki nieznacznie urosły.
1) 21,3mm
2) 23,5mm
3) 19,2mm
4) 17,1mm

Endometrium prawie wcale, tzn 0,5mm. Gin mówi że to przez Gonal.
Także cały weekend jeszcze Gonal, ale na zmniejszonej dawce, zamiast 2x100 + 75 jedn przez trzy dni, zrobiłam 2x75 + 50 jednostek przez 3 dni.
Po prostu wypadł mi wyjazd i Gin mi napisała esa z dawkowaniem jak ja już byłam w samolocie, wiec "w podróży" nie było jak dokupić Gonalu.
W poniedziałek idę znów na badanie hormonów i Gin.
Będzie "wywoływać" owulacje, choć mi osobiście się wydaje że coś już pękło. Bo do tej pory bolał mnie lewy jajnik ( tam były te trzy 20mm) a dziś już nie boli...
Wszystko się okaże w poniedziałek.
Dziś powinny być seksy, ale macho tez jest na wyjeździe i zobaczę go dopiero w poniedziałek :/


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2017, 16:56

Wczoraj oddałam krew na badania immuno.
Zrobiłam dodatkowo jedno badanie, bo kto wie czy docent by nie wołał a nie mam czasu aby potem dorabiać.
Bo kolejki do docenta to 2 miesiące i tak miałam farta że mnie zapisano na października a wtedy były zapisy na wrzesień. Sama kobitka mi doradziła aby później się umówić na wizytę aby wszystkie badania były i sama mi doradziła październik.
A jeszcze kiedy byłam w Pieninach nie było odczynników do testu CBA i wyniki miały być w ciągu 2 miesięcy. Jak się bałam że nie zdążę. Ale jednak.....
Teraz nie ukrywam że boję się wyników. Od tego zależy leczenie.
Szczepień na 💯 mi nie da. Wtedy nie chciał a teraz by dał
Zrobiłam badania na niedokrwistośc
B12 582 (197-771)
OB 5 (0-12)
Kwas foliowy 26 (3,89-26,80)
Żelazo 54 (37-145)
Ferrytyna 15,5 (13-150). Bardzo niską
Leukocyty 5,21
Hemoglobina 12,6
Hematokryt 39
Limfocyty 36,3
Neutrofile 53,7

W cytologii która wkoncu odebrałam wyszedł stan zapalny ale to przez grzyba.
Biorę teraz do @ macmiror profilaktycznie.
Choć grzyb powoli ustaje jak w biorezonansie było 40% to jest 33% i też mam odczulanie też na to.
Przynajmniej glista ludzka znikła tepilam to 2 miesiące ziołami.

Kurde jak się boje pierwsze wyniki komórek NK wkrótce w ciągu 2-3 dni.
I test CBA oby Intel 10 wzrosła bo była bardzo kiepska.

5/6 dc
czemu taki łamaniec? bo na wykresie mam że cykl zaczął się w środę 10 maja, ale krew pojawiła się już we wtorek 9 maja więc o jeden dzień mogę to przesunąć.

Dobrze że ten tydzień taki tragiczny się już kończy. Na środę może uda mi się prywatnie dostać do dobrego ginekologa, wezmę wszystkie badania i mam nadzieję że mi pomoże. Jutro miałam robić betę ale już w pt była niska bo 8,4 więc nie kuje się więcej, i tak mam ręce sine już :( a w śr pewnie i tak zleci mi badania więc znowu igła :(
no ale czego się nie robi dla dzidzi.
Niedziela mi zleciała z rodzicami siedziałam, jutro do pracy. Dobrze bo już w domu chyba szaleje...
a tak zajmę się pracą, myśli skieruję na inny tor, i jakoś czas będzie leciał.

elinkagd Starania o drugie dziecko 14 maja 2017, 21:19

Dziś 5 dzień brania Clostilbegyt. Objawów brania brak. Chyba ze do objawów można zaliczyć humor, samopoczucie jak przed @. Bo tak miałam przez 2 pierwsze dni, ale można to tez wina zmęczenia po pracy. Może faktycznie coś nie tak u mnie z komórka jajowa. Poczekamy zobaczymy. Nic więcej mi nie zostaje.

dreamnes Marzenia 14 maja 2017, 21:26

Nie moglam doczekac jutra i zrobilam test. Bladziocha ale jest ;D


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2017, 10:45

Dżoana89 Rodzina w budowie 15 maja 2017, 06:47

Kobiety przyjmujące co najmniej 40mg żelaza dziennie, mają większą szanse na zajście w ciążę. Żelazo jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania komórki jajowej i chroni przed niepłodnością owulacyjną. Zadbaj zatem o odpowiedni jego poziom w organizmie. Wybieraj warzywa i owoce bogate w żelazo (buraki, szpinak, pestki dyni, suszone morele, botwinkę, rośliny strączkowe). Żelazo zawarte w mięsie, choć bardzo dobrze przyswajalne, zawiera inny rodzaj żelaza, nie wpływający na płodność.

18dc
Zaliczam cykl bezowulacyjny.... temperatura cały czas w dole, nic nie boli, nie kłuje, nawet piersi milczą. Zaczęłam brać duphaston, ale w tej sytuacji nie wiem czy jest sens, żeby nie przedłużyło się wszystko za bardzo.
Wezmę dupka jeszcze ze 2 dni i odstawiam, bo zabieg zbliża się wielkimi krokami.
Kurczę, jakby coś nas ustrzegało przed tą ciążą....dziwne, ale takie odnoszę wrażenie...
Cóż, jeszcze 2 tygodnie z hakiem i wszystko się wyjaśni. Wreszcie... będę mogła odetchnąć tak na dobre i będzie albo wóz, albo przewóz.
Z jednej strony nie mogę się doczekać.

6/7 dc

Nowy tydzień
nowy dzień
nowa ja haha
słońce świeci, wróciłam do pracy. nie chcę już płakać. boli dalej ale płacząc nic nie zmienię a zrobię sobie krzywdę bo mogę się zablokować. chcę myśleć pozytywnie, będę matką. a póki co nie chcę się skupiać tylko na tym. więc wracam do ćwiczeń, diety, wiosna przyszła, trzeba o siebie zadbać. o ciało bo skóra sucha, blada, włosy byle jakie. może jakiś kolorek? hymm :)
koniec z narzekaniem!
ole! :)

14 DC

Był piękny ślub i moje łzy (wiadomo :P), było super wesele, była radość i wciąż jest wielkie szczęście. <3

A my wczoraj zrobiliśmy pierwsze ognisko na naszym ogrodzie. :D


A co do cyklu? Jakaś dziwna cisza... Zawsze o tej porze występował już u mnie typowy, płodny śluz. Teraz nie ma zupełnie nic. No nic, czekamy. ;)

edit: Trochę popsioczyłam na śluz i od razu się pojawił :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2017, 15:34

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)