no i po punkcji -nie bylo tak zle:D dopiero teraz mnie bol lapie...ale leze w lozeczku i dzisiaj juz nie wstaje trudno:D naprodukowalam 13 jajeczek z czego 6 zaplodnia i jutro mam zadzwonic i sie dowiedziec co i jak potem bedzie decyzja czy transfer w poniedzialek czy srode..
Kurcze cena lekow mnie zaskoczyla masakra prawie 1000zl teaz wydalam za liteine,jakies zastrzyki femibion i estorfem. mam nadzieje ze wszytko sie uda:D kurcze tak bardzo bym ccia:D
17t5d
Dzisiaj trochę nieciążowo. W zeszłym tygodniu był taki wyjątkowy dzień, który jest dla Nas dniem szczególnym i który celebrujemy co roku 
11.05.2006 - data od kiedy zaczęła się nasza wspólna droga "bycia razem"
To już 11 lat naszej wspólnej tułaczki po tym ciągle niezbadanym dla Nas świecie. Zaczęło się w liceum, ba! w jednej klasie
Dwa różne światy, dwa różne temperamenty. On spokojny, raczej nie wychylający się z tłumu ludzi. Ona zakręcona pozytywnie wariatka, której wszędzie było pełno i zawsze gdy zmierzała w Twoim kierunku nie sposób było nie usłyszeć jej śmiechu
On spędzał wolny czas na samotnych przejażdżkach rowerem, paleniem papierosów pod blokiem i przesiadywaniem z kumplami na stadionie. Ona popołudniamo pędziła jak szalona na treningi taneczne, w wolnych chwilach pilnie się uczyła, a weekendy najczęściej spędzałam na turniejach i wyjazdach. I los tak chciał, że te dwie osoby połączył
Miłość umacniała się na szalonych wygłupach, rezygnowaniu z tego czego On/Ona nie tolerowała, górskich szlakach, piaszczystych plażach, przystankach autobusowych, wspólnych spacerach, tęsknocie i wierze, że to On/Ona.
O dzięki Ci losie.. Bo nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Jesteśmy tak różni, a jednocześnie tak podobni. Uzupełniamy się idealnie. Razem jesteśmy w stanie pokonać każdą przeszkodę. Zmierzyć się z każdym przeciwieństwem.
Umacniajmy to co zostało Nam dane już zawsze i na zawsze 

A & K & A

=================
Panie Boże Czuwaj Nad Nami.
No to zaczynamy przygodę z in vitro... jutro pierwsza wizyta...nie wiem czy sie bac czy cieszyc...nie wiem czy sie modlic czy starac sie zapomniec i nie myslec o tym...
Torbiel ma 7,38 jestem załamana. dostałam luteine dopochwowo 5 dni po 2 tabletki. jesli nie dostane okresu do 22 to 22 w pon zaczynam niezaleznie od tego tabletki anty. myslałam zeby brać też krwawnik bo działa przeciwzapalnie, a jak ostatnio brałam antybiotyk (notabene też działa przeciwzapalnie) to wtedy najlepiej sie zmniejszała ta torbiel.po miesiacu stosowania tabletek mam do niego przyjechac na wizyte. spr czy reaguje i znów jest 2 komorowa.
Od czwartku przyjmuje luteine dopochwowo.2tabletki. Pije krwawnik 3 razy dziennie napar z łyżki suszu. Kupię jeszcze teraz jeden raz przez internet i będę biegać po łąkach w poszukiwaniu krwawnika.(dzięki ci Panie ze mieszkam na wsi:) ) zmiany czuję. z tego co czytałam to luteina tez pomaga na zmniejszenie torbieli,Ale czy to prawda? Przy wypróżnianiu nie boli, nie czuje ucisku na tej torbieli. Nie wiem jak przy seksie,meza wygonilo na 3 tygodnie. Po miesiącu stosowania tabletek wrócić mam do ginekologa na kontrolę czy torbiel reaguje. Liczę że zaskoczę go i siebie tym że albo zniknie albo poważnie sie zmniejszy. W międzyczasie gdzieś powinien mnie wcisnąć endokrynolog. I realizacja planu by zajść w upragnioną ciążę do 31 grudnia 2017 
Nie pisałam od czasu pojawienia się @. Nie będę udawać, mocno przeżyłam to niepowodzenie. Wiem i wiedziałam, że IUI ma jakieś 10% skuteczności a pierwsza pewnie jeszcze mniej ale mimo wszystko rozum swoje a serce swoje
Dziś jest 13 dzień cyklu, w czwartek pęcherzyk 13mm, dzisiaj już 21mm, jutro rano druga IUI.
28 dzien cyklu
Sloneczko...
Wczoraj bylismy na miescie w Rzeszowie.
Trochę po rynku pochodzilimsy,po ogrodach bernardynskich.
Oczywiscie bylismy w achuanie.Tego nie moglo zabraknac w naszej podrozy.W auachan spotakalismy sasiada jaki ten swiat jest maly.hehhe 
Ogolnie niedziela udana zakonczona duzym kebabem.
Dziewczyny u mnie 28 dc.
Czekam na @...ale jej nie ma ani slychu a dychu.
Sluz obfity bialo....!!!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2017, 12:01
14/15 DC
W piątek rano wpadłam na genialny pomysł. Stwierdziłam że nie będziemy się męczyć jadąc do Poznania w tą i z powrotem. Najlepszym rozwiązaniem będzie nocleg w Poznaniu. Szukałam spanka ceny były drogie, ale po południu znalazłam ofertę za nocleg 99zł na osoby. Nie zważając na nic zamówiłam nocleg.
A więc sobotę rozpoczęłam od gina.
Myślałam że jestem po ovu, gdyż tempka wskazywała 36,96, jakie było moje zdziwienie kiedy gin powiedział że nic nie pękło. A ovu może wypaść 3 dni po wysokiej tempce.
lewy
25mm
18mm
prawy
18mm
16mm
endo 9mm
Zaniepokoiło mnie endo bo zmalało, ale wg gina jest ok.
Gin długo myślał czy podać mi zaszczyk, ale stwierdził ze powinny pęknąć.
Miałam jechać do niego na sprawdzenie we wtorek ale mi nie pasuje a więc w czwartek mam monitoring sprawdzający. Wg gina potrzeby nie ma, ale ja chcę aby być spokojną ze nie ma torbieli.
No i po ginie wyjazd do Poznania.
Normalnie szok był kiedy zostało nam 120km a 2 h drogi. A korki niesamowite. Mój stwierdził że to koniec że nie zdążyły do lekarza.
Ja mu wtedy powiedziałam cytat jaki mam na wykresie w tym cyklu.
"Nie ma sytuacji bez wyjścia. Kiedy Bóg drzwi zamyka to otwiera okno."
Patrzę znak autostrady, każe mu szybko skręcić i mówię to jest wyjście -jedziemy autostradą wiadomo zapłacimy z 30 zł ale zdążymy.
Tak zrobił.
Szybkim tempem wyjechaliśmy na miasto, a tam korki znów tempo żółwia i zcarny kot wybiega na drogę. Mój to już koniec. A ja spluwam i każe mu to samo robić.
Miałam w swoim życiu przygodę z kotem przechodzącym przez drogę przyniósł pecha, ale jak kolejnym razem go spotkałam splunęłam nie było pecha,
I jakoś szczęśliwe dojechaliśmy przed czasem do lekarza.
Mój jak zobaczył numer budynku 13 stwierdził że 13 go prześladuje. 13 sobota, 13 numer budynku, stwierdził że ma raka.
Lekarz okazał się sympatyczny. Zrobił usg pęcherza no i jąder. Ale mój się wściekł. Ale dobrze przynajmniej wiem że jądra ma zdrowe.
Inni lekarze mówili że ma prostatę, a on ocenił niebakteryjne zapalenie pęcherza.
Sama taką diagnozę mu postawiłam kiedy wszystkie wyniki otrzymałam.
Chyba lekarzem powinnam zostać 
Dostał antybiotyki, wg lekarza nie powinny za wiele wpłynąć na produkcje plemników. Ale antybiotyk to antybiotyk swoje zrobi.
Ale nie będę samolubna, on musi się wyleczyć.
Wg niego wyniki nasienia są dobre. A
kazał co 3-4 dni aby nasienie mogło się zregenerować.
A więc mój odetchnął.
Potem rozpoczęliśmy zwiedzanie Poznania. Sporo się nachodziliśmy, poszliśmy nad jeziorko tam jak dzieci zjeżdżaliśmy z letniego toru saneczkowego, super było. Już tak dawno dobrze się nie bawiliśmy. Do domku wróciliśmy po 23. O dziwo mój się na mnie napalił, a mówiłam chociaż 1 dzień przerwy nie posłuchał. Trudno. Po raz pierwszy nie żałowałam. Koniec z
na zawołanie bo teraz. Spontany są najlepsze.
Niedziela od rana zwiedzanie zoo, tak się nachodziliśmy ze do tej pry bolą mnie nogi. śniadanko -obiadek o 15 zjedliśmy bo nie było czasu na jedzonko. I o 15 powrót do domku. ah żal odjeżdżać było.
Czuliśmy się jakbyśmy byli na kilkudniowym urlopie. Tego potrzebowaliśmy.
Ten wypad to czyste szaleństwo, nieplanowane. Jedyne planowani to byli lekarze nic poza tym 
Za miesiąc też planujemy gdzieś wyjechać w rocznice ślubu
Dni płodnych nie będzie ale potrzebujemy rozluźnienia od pracy tej całej nagonki.
Już nie zależy mi na staraniach wynikach czy się uda czy nie. jak ma się udać to się uda jak nie to nie. Płakać nie będę. Jestem z miesiąca na miesiąc silniejsza.
Wiecie co spotkałam dawną koleżanką. Jest w 9 miesiącu ciąży, jakoś nie zazdrościłam jej. Stwierdziłam ze my mamy lepiej. Ona i mąż wykończeni, 1 dziecko kredyt, 2 w drodze, ona nie pracuje on mało zarabia. A dziecko było jej kaprysem bo chciał mieć 2 ale jak teraz wychować.
Jestem silna i to się liczy. Teraz nie odliczam nie kalkuluje nawet termometra nie brałam. Nie będę więcej żyła staraniami koniec z tym. Tak czuje się wspaniale.
Czasem pytam siebie- czy można żyć bez dziecka . Myślę że tak.
Czasem myślę czy tak naprawdę chce je mieć czy to czasem nie kaprys.
dziś byłam badać krzywa insulinowa i cukrową.
FUUUUJ jaka ta glukoza obrzydliwa jeszcze do teraz czuje jej smak w ustach a piłam ją o 8 i już jestem po śniadaniu.. boje sie trochę wyników ale zobaczymy co ma być to będzie. najwyżej się okaże ze będzie kolejna bitwa do stoczenia. nie dam sie tak łatwo. lepiej wiedzieć na czym się stoi i lepiej znać najgorszą prawdę niż żyć w niewiedzy lub o zgrozo nic nie robić aby poprawić swoje zdrowie i pomóc fasolce w ujawnieniu sie.
23cs / 2dc
I chyba tyle w tym temacie.
Plan na ten miesiąc : Testy owulacyjne (od 10 dc), a reszte mam w D#### !
2dc
No i okres trwa. Wyjątkowo tym razem nie było mi tak mega smutno, że się nie udało. Chyba pomału zaczynam się przyzwyczajać, że się nie udaje.
W piątek byliśmy z mężem na spektaklu Notre Dame de Paris w teatrze muzycznym, czy jakoś tak, co bardzo też poprawiło humor. Spektakl genialny! A później wino i serduszkowaliśmy, jak nigdy przedtem, było wspaniale. W sumie cieszę się, że możemy na pełnym luzie czerpać przyjemność ze zbliżeń, nie martwiąc się o konsekwencje, które de facto nie chcą się pojawić 
W każdym razie nie zamierzam się martwić, wręcz przeciwnie, chcę cieszyć się coraz ładniejszą pogodą i każdą dobrą chwilą! Amen.
6DC
Po czwartkowej wizycie u gina zaskoczył mnie mój mąż, który przytulił i mówi, musimy porozmawiać. Ja już strach, że chce odpuścić, a ten, że bardzo mnie prosi żebym się nie nakręcała na ten cykl bo jak się spinam to może coś tam się blokuje i dlatego nie możemy zaskoczyć. Jak moje serducho się ucieszyło, że On nadal mnie wspiera i chce tak jak ja nadal tego dzieciątka 
Dziś ostatni dzień przyjmowania latrazolu i w czwartek na podglądanie pęcherzyka już się nie mogę doczekać
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2017, 13:23
3dc
Jest mi ciężko. Chciałam pisać ten pamiętnik, żeby sobie ulżyć, przy okazji nie zawracając głowy moim bliskim, czy przyjaciółkom, które są na zupełnie innym etapie życia. Tak długo trzymałam w sobie wszystkie emocje, że bezskutecznie próbuje wyrzucić wszystko z siebie tu. Moje przemyślenia są dla mnie bardziej zrozumiałe, kiedy pozostają w mojej głowie. Chcąc przelać je do pamiętnika wychodzi z tego jakiś nieposkładany bełkot.
Od początku okresu walczę ze sobą, żeby się nie załamywać. Nie chodzi tu nawet o to, ze jestem w gorącej wodzie kąpana. Chciałabym, żeby ktoś powiedział mi: "przyjdzie na Ciebie pora, będziesz mieć dziecko". Chyba chodzi po prostu o to, że dopadają mnie chwilami myśli, że nigdy nie zostanę mamą. Jestem strasznym czarnowidzem i z tym najtrudniej mi sobie poradzić.
Z innej beczki, odkąd odstawiłam tabletki anty mam dosyć skąpe miesiączki, zwłaszcza w porównaniu do tego, jak wyglądały kiedyś. Niepokoi mnie to. 23.05 kolejna wizyta u mojej Pani ginekolog. Zobaczymy co powie na ten temat, oraz na temat mojego endometrium.
4 cspp. 8dpo.
Aktualnie czytana książka: "Deniwelacja" R.Mróz
Cholera jasna. Chyba jestem w ciąży urojonej. Od 2 dni czuję się zupełnie jak na początku ciąży z Zosią. Z jednej strony czuję, że może się udało, z drugiej jakiś wewnętrzny głos krzyczy "nie nakręcaj się!! Znowu nic z tego!!". Przecież te wszystkie objawy mogą mieć związek z progesteronem, który przyjmuję... I jak tu być mądrym? W tej części cyklu czas mógłby lecieć zdecydowanie szybciej...
Po tym usg zadzwoniłam do dr Dońca i opowiedziałam, co tam wyszło, że niby wszystko ok. On powiedział, że w takim razie trzeba się na histeroskopie przygotować, bo on teraz już wie, na co ma zwracać uwagę, skoro przegrody na pewno nie ma, ani zrostów po wycięciu poprzedniej. Poza tym, dr Lewandowski nie przepuści mnie dalej, jeśli tej histeroskopii nie będzie. Planuje ją pod sam koniec czerwca, zaraz po miesiączce. Nie będę na żadnych lekach, więc obraz będzie adekwatny do sytuacji.
Mam już pierwsze wyniki immunologiczne:
Test IMK (MultiTest)
Limfocyty T % 71,0 % 60,0 — 82,0
Limfocyty B % 13,0 % 7,0 — 23,0
Limfocyty helper CD3+/CD4+ % 43,5 % 30,0 — 51,0
Limfocyty supresor CD3+/CD8+ % 25,5 % 19,0 — 39,0
Współczynnik (h/s) CD4/CD8 1,7 ratio 0,8 — 2,5
Komórki NK % (CD3-/CD16+56+) 14,0 % 7,0 — 24,0
Nie znam się na tym za specjalnie, ale jak na moje oko z grubsza jest ok. Komórki NK tylko trochę za wysoko, wiec się infralipidu najem zapewne. Ale już miałam dwa transfery na intralipidzie i encortonie, więc jakoś w to nie wierzę.
Czekam na cytotoksyczność.
1 DC już 20 nie wiem czy kiedykolwiek się uda:(
Zrobilam bete
wyszlo mi 0.
Po prostu zero. nic.
3 dzień cyklu!
Dziś w pracy poczułam się jakby ktoś dał mi w mordę. Ni z gruszki ni z pietruszki padło w moim kierunku pytanie: "A Ty gdzie masz brzuszek?". K****, jak ja uwielbiam te momenty! Babka, którą ledwo co znam, w obecności innych osób zadaje mi tak prywatne pytanie. Do tego jest z siebie bardzo zadowolona, bo uśmiech ani na chwilę nie schodzi jej z twarzy. Policzyłam w myślach do 5 i odparłam, że mój brzuch znajduje się tam gdzie zawsze, na swoim miejscu. Wiem, to jedna z głupszych odpowiedzi jakie mogłam wybrać, ale w takich momentach mój mózg pracuje na zwolnionych obrotach. Ha! To nie koniec. Babeczka ciągnie temat: "Ale nie taki, taki duuuuży!". Nie pamiętam dobrze co jej odpowiedziałam, ale na pewno spaliłam przy tym solidnego buraka 
Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło
Nie minęło 5 minut, a już byłam umówiona do ginekologa. Wiem, że to nic takiego, ale od momentu poronienia (8 miesięcy temu) nie byłam jeszcze u lekarza. No, poza wizytą kontrolną po łyżeczkowaniu rzecz jasna. Widać, że lekarz oblegany, bo pierwsza wolna prywatna wizyta dopiero 8 czerwca. No, zobaczymy co mi powie...Czy zleci jakieś badania? Czy trochę mnie uspokoi?
"Jesteś szalony, brak ci piątej klepki, jesteś wariatem, ale tylko wariaci naprawdę coś są warci". - Alicja w Krainie Czarów
Hormony sa:
Estradiol: 106
LH: 9,32
Progesteron: 7,97
Endometrium 11,63mm
wszystkie 4 pecherzyki pekniete, samoistnie.
krew i plyn z jajnikow widoczny na USG.
Czyli jestem po owulacji.
i najgorsze jest to, ze seksow nie bylo!
tzn w czwartek, ale to jest zbyt wczesnie.
Owulacja najprawdopodobniej wystapila sobota/niedziela
Dzis seksy powtorzymy, ale i tak pewno nic z tego.
A tyle kasy wydalam....
eh
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2017, 16:54
Wczoraj 12 dpo negatyw i lekkie plamienie, dosłownie minimalne. Dziś znów negatyw. No i nakręciły mnie wcześniej przeczytane posty o patrzeniu na test pod światło i świecenie latarką. Słońca u mnie rano nie było tylko mgła okrutna, więc głupia wzięłam latarkę i podświetliłam no i... jak nic jest druga kreska!!!! Bez tej latarki oczywiście biel vizira. A.. i tą kreskę mąż też bez trudu zobaczył, także to nie moja wyobraźnia. No i co, pobiegłam na betę i rozczarowanie, wynik 0,100 negatywny oczywiście. Znów rozczarowanie, dół. NIGDY WIĘCEJ NIE PODŚWIETLĘ TESTU. Jak nie widać normalnie tej kreski to jej po prostu jej NIE MA i już, nie ma co się nakręcać. Mam nauczkę.
Kolejny cykl nie mierzę temp., zmierzę tylko do wyznaczenia owulacji. I ćwiczę, piję wino i jem grejfruta do owu, a po owu ananasa. Taki plan, pewnie za bardzo w moje życie nie wejdzie, ale chociaż trochę. Muszę robić coś innego niż zwykle, bo zwariuję od tej monotonni. I nie czytam forum, przynajmniej nie tak dokładnie jak wcześniej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2017, 18:18
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.