Nadal w dwupaku...
Termin mam teoretycznie na czwartek. Lekarz jednak nie pozostawił złudzeń. Szyjka wysoko i zamknięta na cztery spusty. Nic nie zapowiada rychłej akcji.
Jestem już trochę zmęczona i chciałabym się już rozpakować. Z drugiej strony małż chory i to nie byłby dogodny termin na poród i sprowadzanie do zarazy noworodka.
W czwartek mam ostatnią wizytę u gina. Powiedział mi że jak nie wykluje się do czwartku to w piątek do szpitala, a najpóźniej 01-06 na oddział na wywołanie.
Kończę ryczeć. @ się rozkręca. Zjadłam tabliczkę czekolady. Dobra była, ale teraz jestem na siebie zła i nastrój mam jeszcze bardziej ch...y. Wyników P. jeszcze nie ma. Boję się, co wyjdzie. Boję się kolejnej wizyty u lekarza. Wiem, nie powinnam się negatywnie nastawiać, ale mój głos wewnętrzny szepcze, że może nie być ok...Z drugiej strony nawet jeśli okaże się, że ze starań du...a, to przynajmniej szybciej zacznę się z tym oswajać.
Skończyłam wyć i zanosić się płaczem (to była kolejna faza po ryku i chwili spokoju). P. pomógł rozśmieszając mnie no i ja sama stwierdziłam, że muszę się ogarnąć, bo zachowuję się jak histeryczka. Gdybym chociaż miała sprawną nogę - mogłabym odreagować sportem , a tak to nawet bluzki sama nie wyprasuję tylko muszę prosić P. o przyniesienie deski a po chwili stania stopa mi puchnie. Nic, przeczekać muszę. Z innej beczki: Za jakieś 3 tygodnie chcemy wyskoczyć na tygodniowy urlop na południe Europy. Muszę to wszytko odreagować, zresetować się.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2017, 21:02
Torbiel jest mniejsza. Jupii! Sprawdzone z mężem.
Mężuś popiera mój 8 stopniowy plan. Pozostaje cierpliwość. I tak wiem,że się uda.
Kolejny tydzien szybko polecial. Pogoda ladna byla wiec wiekszosc czasu soedzilismy na placu zabaw . W srode Arek byl z Maximilianem u lekarza na kontroli mowy. Ladnie juz mowi literke "n" ale nadal ma problemy z literka "sz" wiec jeszcze bedzie chodzil do logopedki ale juz tylko und az w tygodniu. W sumie to fajnie bo terazlogopede mial w poniedzialek i srode ale w srody ma tez karate wiec to troche bylo za duzo i zawsze byl zmeczony a przez to gorzej cwiczyl. Teraz do logopedki bedzie chodzil tylko w poniedzialki.
Maximilian zdal dzisiaj egzamin na karate i ma juz pomaranczowy pas. Jestem dumna i ciesze sie bo naprawde dobrze mu poszlo. Popoludniu pojechalismy na dmuchane zamki. Chlopcy sie wyskakali i obejrzeli mini cyrk tak ze fajny mielismy dzien.
Dzwonili z kliniki i sie okazalo ze na ta prowokacje pojdziemy dopiero za jakies piec miesiecy bo narazie Christian za malo jada. No i w sunie to bedziemy tam nie trzy dni a siedem.... No zobaczymy co z tego bedzie.
Dzisiaj dailsmy papiery do szkoly katolckiej. Ciekawe czy maly sie dostanie. Cos czuje ze lekko nie bedzie zwlaszcza ze jest duzo chetnych. Filip od Mirkow ma juz miejsce pewne bo Mirki bardzo dobrze znaja sie z dyrektorem,ma tam tez juz siostre a po za tym ni naleta do elity bo Mirek jest przedszkolanka wiec wszyscy w okolcy ich znaja a my to obcy jestesmy. Do tego wielodzietni a ludzie roznie na to patrza..Jedni podziwiaja a inni krytykuja.... Ja nie mowie po niemiecku wiec tez minus no ale bedzie co ma byc. Innej szkoly nie szukamy bo w poblizu nic dobrego nie ma a za daleko dowozic tez nie chcemy. Jak sie nie dostanie do tej katolickiej to pojdzie do rejonowki bo podobno az taka zla nie jest a przynajmniej bedzie blsko. No i bedzie tam chodzilo kilkoro dzieci z okolicy wiec Maximilian bedzie czul sie pewniej...Czas pokaze jak z tym bedzie a mnie juz wszystko jedno gdzie. Jak bedzie sie dobrze uczyc to i w rejonowce moze to zrobic i po niej dostac sie do dobrego gimnazium a jak ma miec zle oceny to i katolicka szkola mu nic nie da.
29 dc
USG wykazało brak torbieli. Dostaliśmy zielone światło do kolejnej IMSI (mamy już wpisaną kwalifikację). Rozpisano nam również "grafik kłucia". Tym razem po pierwszym dniu Gonapeptylu (+ drugiego dnia w parze), od drugiego dnia włączamy 300 IU Menopuru zamiast Gonalu, który przy poprzedniej stymulacji opornie pobudzał mój organizm. Lekarka prognozuje góra 2 tygodnie "zabawy" i potem punkcja. Miejmy nadzieję, że jej przewidywania się sprawdzą! Zastrzyki już czekają w lodówce.
Dzisiaj rano dość mocno rozbolał mnie brzuch, typowo na @. Myślę więc, że przyjdzie najpóźniej jutro. Póki co cieszę się ostatnimi chwilami spokoju i popijam czerwone winko;)
Aha! Muszę odnotować, iż USG pokazało również następującą ilość małych pęcherzyków w jajnikach (tych, które zostaną poddane wkrótce stymulacji):
- jajnik lewy: 4
- jajnik prawy: 4
Podobno jest to wynik o 1 lepszy niż przed poprzednią stymulacją
No to jestem 
Miałam pisać częściej ,tymczasem minęły już dwa miesiące od poprzedniego wpisu. Czas tak szybko pędzi, że czasem nie ogarniam. Kto by pomyślał, że okres ciąży będzie dla mnie takim intensywnym okresem w życiu. Nadal pracuje, mam nadzieję, że jakoś dociągnę do końca roku szkolnego, choć robi się coraz ciężej. Oprócz pracy sporo papierowej roboty w domu i jeszcze studia, nauka i teraz będą zaliczenia. Łatwo nie jest, ale, kto powiedział, że będzie łatwo 
Z utęsknieniem czekam na wakacje, żeby mieć wreszcie trochę więcej czasu dla siebie i spokojnie przygotować się na pojawienie się maluszka.
Powoli powinnam zacząć gromadzić wyprawkę, a nie mam jeszcze nic. Po pracy jestem zmęczona, że już nie chce chce mi się wybierać do miasta i chodzić po sklepach, czekam na dni wolne, żeby zrobić to na spokojnie, bez pośpiechu, żeby się tym nacieszyć, w końcu tyle czekałam, żeby móc kupić te malutkie ubranka 
A wracając jeszcze na moment do pracy, to mam już umowę na czas niekreślony, więc będę miała gdzie wracać
Dyrektor jest cudowny, takiego pracodawcy życzę wszystkim.
A my zaczynamy już właśnie 25 tydzień. Aż nie wierzę, tak szybko to się dzieje. Pewnie dlatego, że jestem zapracowana, a jak nie pracuję, to śpię
Może to i dobrze, że mam mało czasu wolnego, dzięki temu nie mam czasu na zamartwianie się, czytanie internetu i wyszukiwanie sobie problemów, którymi mogłabym się martwić. Ufam Bogu i tak jest dobrze.
Jesteśmy już po usg połówkowym i jak na razie na tym etapie wszystko dobrze. Będziemy mieli synka
I kompletnie nie mamy pomysłu na imię 
Od jakiś 3 tygodni czuję ruchy mojego maluszka.Zaczęłam je czuć w 22 tygodniu. To znaczy pewnie wcześniej czułam, ale dopiero od 22 tygodnia byłam pewna, że to jest właśnie to. Teraz ruchy stają się coraz bardziej intensywne i już trudno byłoby je pomylić z pracą jelit
To jest takie niesamowite i piękne, uwielbiam jak się rusza 
Pozdrawiam ciepło wszystkie moje dziewczyny 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2017, 23:04
Tak... Ten cykl jest neutralny ... Szkoda ... Bo wiem ,że nie ma możliwości by był zielony ... No cóż ! Może czerwiec, lipiec ,sierpień będzie Nasz ?!? Może?! A jeśli nie ???? To wrzesień , październik w kolejności itd ... Kiedyś tam się uda
teraz trzymam ogromnie kciuki za te piękne wasze wykresy
Agusia ?? Może ty?? A może Karolina ??? Nawet nie wiecie jaka radość byście mi sprawiły swoją zielona łączka ... Trzymam za wszystkie staraczki na ovu ogromne kciuki
ja poczekam
może kiedyś przyjdzie mój czas ? Albo i nie ... Jestem bardzo wierząca i ciągle mam wrażenie że Góra już wyczerpała dla mnie limit ... Echhhhhhh...
Wczoraj spędziłam bardzo miło dzień. Pojechałam razem z mężem w jego rodzinne strony. Wzieliśmy moją chrześnice na spacer na łąki,pochodziliśmy, zebraliśmy troche kwiatków, nacieszyliśmy się spokojem, ciszą, słońcem. Tak bym chciała żeby takich spokojnych dni było więcej. Moje myślu nie błądziły wokół braku okresu(zaznaczam że ciąży brak),następnej wizyty u gina,remontu mieszkania. Poprostu spokój
dzisiaj wizyta 
stresuje sie 
nawet mąż jest zestresowany 
ciekawe co to bedzie..odliczamy...
20t4d
Dzis po 13 usg. Maluch mnie skopał z samego rana ,chyba chcialo powiedziec :Matka odpuść,nie stresuj się będzie dobrze .
Dawno nic nie pisałam. Bo i w sumie nie było o czym.
Mam niedobór przeciwciał allo MLR, a właściwie nie tyle niedobór co po prostu ich brak.
Rada - szczepienia z limfocytów męża, które są robione, bodajże w Łodzi i gdzieś jeszcze ale nie pamiętam gdzie. Koszt w sumie nieduży + koszty dojazdu. Tylko ze tych szczepionek trzeba kilka + potem kontrola czy przeciwciała są. I jak są to kolejne in-vitro, czyli kolejne tym razem ogromne koszty zabiegu i leków. Szansa? Lekarz nie chce oceniać. Powiedział tylko, że coraz więcej dzieci ze szczepień przychodzi więc pomaga. Ale ilu parom i po ilu próbach nie potrafił powiedzieć.
Więc u nas zapadła decyzja - znamy przyczynę, więc koniec. Głównie mąż tak mówił, bo finanse. In-vitro, leki, szczepionki, badania to wszystko kosztuje ogromne pieniądze. A pewności, że się uda nie ma żadnej. Więc stwierdził, że na razie póki co kończymy z tym wszystkim bo i tak nie mamy wystarczających środków.
Wydawało mi się, że pogodziłam się z tą decyzją. Na razie się nie staramy, ale kiedyś wrócimy do tematu dzieci i albo in-vitro albo adopcja - mąż obie opcje dopuszczał, tylko nie teraz a KIEDYŚ. I to właśnie kiedyś zaczyna mnie dobijać...
Wczoraj osiągnęłam oficjalnie kres wytrzymałości. Praktycznie cały dzień (z małymi przerwami) płakałam. Dlaczego? Ano dlatego, że zrobiło się cieplej. I gdzie się nie ruszę widzę szczęśliwych rodziców z dziećmi.
Plac zabaw pod blokiem - pełen roześmianych dzieci w każdym wieku
Parki gdzie chodzę z psem - jeszcze więcej wózków + na placu zabaw dzieci, a w mniej uczęszczanych zakamarkach w parku najwięcej wózków z małymi dziećmi (bo spokój i cisza) lub matki karmiące (bo właśnie tam mają ciszę i spokój.
Sklepy - to samo.
Nawet w lasku, niedaleko mieszkania. A jest to taki prawdziwy, lasek gdzie ścieżki są po prostu wydeptane przez ludzi chodzących tam z psami i pełno na nich wystających korzeni czy kamieni, więc warunki dla prowadzenia wózka fatalne. Ale nawet tam, na tych wertepach spotykam matki/ojców z wózkami.
Tak jak wczoraj. Chciałam wyjść na chwilę z domu, z psem bo pogoda piękna więc co się ma zwierzak w domu męczyć. Ale parki okupowane przez matki/ojców i wózki, a tych widoków miałam dość. Więc idziemy do tego lasku. Na taką polankę. Początkowo wszystko było fajnie, pies biegał za kijkiem, ja mam cisze i spokój. Ale długo to nie trwało. Wstajemy i idziemy dalej z psem do innej części lasku, a na drodze stoi facet, przed nim wózek, a on na rękach tuli maleństwo. Nie miało więcej jak miesiąc. Spało na jego rękach, zaciskając delikatnie piąstkę na jego koszuli. Było takie malutkie, takie drobne, takie śliczne. To było dla mnie za dużo. Nie zniosłam tego widoku, więc z płaczem uciekłam do domu, gdzie ryczałam praktycznie całe popołudnie i wieczór, aż padłam w końcu z wycieńczenia.
Mąż był cały czas przy mnie i próbował pocieszyć, przytulał i podawał chusteczki. Dopytywał się co mi jest, ale nie potrafiłam mu powiedzieć. Bo i co miałam powiedzieć? Zwłaszcza, że wiem jaka byłaby odpowiedź. Nie ważne, że ja każdą komórką mojego ciała pragnę mieć dziecko, skoro wiem że to niemożliwe? Że moje ciało samo zwalcza ciążę. A nawet gdyby tak nie było, to i tak nas nie stać na leczenie i zabiegi, bo nawet jak na jeden czy dwa starczy to co z resztą? Ile ich muszę jeszcze przeżyć? Za sobą mam już 5 transferów, 8 straconych zarodków. Ile jeszcze musiałabym stracić, aby wreszcie doczekać się upragnionego szczęścia?
Powiecie - zawsze jest adopcja. Ale to nie takie proste. To też wymaga czasu i pieniędzy, a i tak nie ma pewności jak się skończy (wystarczy poczytać historie zamieszczane na tym portalu, jest wiele par które niby już przeszły wszystkie etapy, ba dziecko do nich do domu przyjeżdżało, a potem padała decyzja że jednak nie będzie adopcji, ale mogą państwo zacząć od nowa z innym dzieckiem).
Ja już nie mam siły. Mam po prostu dość. Nie chcę takiego życia. Nienawidzę swojego życia.
Są takie chwile (ostatnio coraz częstsze), że chciałabym pójść do lekarza i kazać mu wyciąć wszystko - macice, jajniki i wszystko co tam mam w środku. Wszystko co tylko raz w miesiącu przypomina mi jak bardzo beznadziejną i bezużyteczną kobietą jestem. Bo po co mi to?
Mam dość. Nie zniosę już więcej... mam po prostu dość...
Wczoraj skończyłam 25 lat. Życzę sobie zdrowia, spokoju, cierpliwości, miłości no i oczywiście abym została mamą zdrowego bobasa w 2018 roku. Sytuacja opanowana z mężem. Dogadaliśmy się i muszę być trochę mniej wybuchowa. Wczoraj byliśmy na komuni i cały czas czułam brzuch. Takie rozpychanie jak na owulke. A dziś ovu zaznaczyło mi ją na piątek. Jeśli faktycznie wtedy była to nie ma szans, bo ostatnio tyle spraw, że na serduszka nie było czasu. Po cichu myślę jednak, że owulacja była wczoraj i wczorajsze urodzinowe serduszko da nam plusika za dwa tygodnie. Czekam co będzie. Temperatury niskie bardzo w tym cyklu.
10dc
Powoli zaczynają się lekkie kłucia jajników. Raz lewego, raz prawego. Czy to aby na pewno oznaki zbliżającej się owulacji? Chyba trochę wcześnie... Zakładam, że owulacja w tym cyklu może wystąpić jeszcze odrobinę wcześniej niż ostatnia (18dc?), ponieważ po odstawieniu tabletek każdy cykl u mnie jest coraz krótszy. Zanim zaczęłam stosować hormony moje cykle trwały 28-31 dni, ale pewności niestety nie mam, bo wtedy zupełnie mnie to nie obchodziło. Za jakieś 4 dni zacznę robić testy owulacyjne.
Dziś zaczęłam mierzyć temperaturę. Postanowiłam przerzucić się z mierzenia jej w ustach, na mierzenie w pochwie. Ponoć jest to bardziej pewna metoda, a wyniki mniej skaczą.
A jeśli chodzi o moje zdrowie psychiczne, to powoli zaczynam się o siebie martwić. Swoją drogą wśród moich znajomych ciąże pojawiają się jak grzyby po deszczu. Nie jest to ani pokrzepiające, ani motywujące, ani mnie to nie cieszy. Wręcz przeciwnie. Ogarnia mnie wtedy paskudna zazdrość i okropny smutek.
Testy owulacyjne najlepiej robić około południa. Poziom hormonu LH wykrywanego przez testy często zaczyna rosnąć nad ranem i osiąga swój szczyt w godzinach porannych. Jeśli zbyt wcześnie rano wykonasz test może się zdarzyć, że ominiesz jego najwyższą wartość.
21/22 DC
Jestem wykończona po weekendzie, ale zadowolona.
3 dni picia, wiadomo nie za dużo, z umiarem, ale wylałam smutki z całego roku.
Od razu się lepiej czuję, choć mam zawroty w głowie.
Tempka u mnie powoli spada, mężowi już powiedziałam, że niestety nie tym razem.
Przejął się, ale powiedział że walczymy dalej 
Wiele nadziei pokładał, ja nie. Bo czułam że nie wyjdzie.
Mąż dziś bierze ostatni dzień antybiotyk, skarżył się że wczoraj że ma na siusiaku nalot od grzyba. Jeszcze tego brakowało. Miał dziś kupić maść i się smarować. Jak nie urok to sraczka.
Może ktoś się z was zna brał antybiotyki ze składnikiem lewofloksacyna i azytromecyna.
Wg gina i androloga nie powinny zmniejszyć liczby.
Ale coś mi się wierzyć nie chce, że tak naprawdę jest.
Coś mi mówi aby w kolejnym cyklu nie faszerować się lekami bo po antybiotyku mała szansa będzie ze się uda. Teraz liczba plemników była 27mln a w całości chyba 76ml
To jaka będzie po antybiotykach, pewnie jeszcze gorsza.
Ponoć 16 dni po braniu antybiotyków wyjdzie zła partia plemników.
I dumam co robić, brać leki czy nie.
Może ten nowy cykl odpuścić, zrobić przerwę od leków, ale starać się. Pod warunkiem ze grzybica minie. A od kolejnego leki brać. I zrobić badanie nasienia. I będę wiedziała na czym stoję.
Mam dylemat, lekarze mówią co innego a intuicja moja każe robić co innego nie słuchać lekarzy.
Niestety @... a już myślałam, że może... No cóż. Życie jest brutalne. W poniedziałek idę di gina, bo te bóle, które miałam mnie bardzo niepokoją. Do tego cały cykl pokiełbaszony. Coś jest nie tak. Oby to nic poważnego.
18t5d

Niezawodny sposób na Tosinkowe Fikołki? Zjedź pyszny ale niezbyt obfity posiłek: śniadanie/obiad/podwieczorek/kolację, połóż się, 3.. 2.. 1.. i mamy istne MMA a o brzuch odbija się jak o ring 
Właściwie powoli dochodzę do faktu, iż niedługo będzie połowa ciąży. Szczerze, to naprawdę nie mam bladego pojęcia kiedy to zleciało. Czerwiec tuż, tuż, a ja zarzekam się że od sierpnia chcę być w gotowości, bo mimo wszystko nie wiem co mi los przyniesie. Taaaaak. Takie plany a rzeczywistość? Wczoraj Małż przyniósł mi kartony z ubrankami po dzieciach siostry (dziewczynka i chłopiec). Poszperałam, zostawiłam nawet trochę niebieskich śpiochów, bo kto mi tak będzie patrzył na to w czym Moja Tosinka śpi
W gruncie rzeczy jeden cały pojemnik to mam od 74 wzwyż, drugi od 56-68 i potem masę ciuszków męskich które razem z siostrą zadecydowałyśmy, że sprzedamy bo nie wiadomo kiedy młodsza siostra zdecyduje się na Maluszka, a moda przemija 
Wczoraj zakupów ciąg dalszy. A że w 5-10-15 była weekendowa promocja -40% to trochę ciuszków dokupiłam
Muszę jeszcze grzecznie zaczekać na możliwość podjechania sobie do Pepco, po kolejne łowy.
Aaaaa! No i roztargnienie ciążowe poziom hard. Tak obliczyłam sobie Duphaston, że zamiast do przyszłej wizyty mam tabletki do czwartku
Małż dzisiaj po pracy podskoczy po receptę. Pomijam wszelkie potykanie się, wypuszczanie z rąk dosłownie wszystkiego i ogólną mega niezdarność 
TosinkoweLove

=============
wizyta u gina
30.05
13.06
==========
Duphaston 3x1
Letrox 125mg 1x1
Magne B6 3x1
MamaDHA Premium Plus 2x1
Cyclo3fort 2x1
==========
Panie Boże Czuwaj Nad Nami.
dziś jest pierwszy wpis.
od kilku dni siedzę i czytam forum. dobrze wiedzieć, że nie jestem sama. nikt tak nie zrozumie, jak druga osoba z takim samym problemem. rodzina i znajomi ciągle mówią " odpuścisz to zajdziesz". no właśnie odpuścisz. ale ja nie chce. ja chce o tym myśleć, mówić. chce żeby ktoś w końcu mnie wysłuchał i nie mówił w kółko wszystko będzie dobrze.
co miesiąc to samo, na początku spokój i tylko optymistyczne nastawienie. później przychodzą wątpliwości, a na końcu jest rozczarowanie. staram się nie płakać, nie pokazywać jak mi jest źle, bo i tak nikt tego nie zrozumie. mąż przytuli i oczywiście pocieszy ale nie zrozumie bólu. on ma inne podejście. jak będzie to będzie, a jak nie to mamy niunie. ja tak nie potrafię. kocham moją córeczkę nad życie. ale nie chce żeby była sama.
Ciąża rozpoczęta 24 kwietnia 2017
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.