Ten miesiac to totalna huśtawka nastrojow. Raz super optymizm, innym razem totalna załamka. Właczyłam do swoich starań pyłek kwiatowy, inofem i magnez i tabletki witaminowe fertilmen dla meza. Mierze nowym termometrem temperaturę (w ustach, nie mogę się przemoc do pomiarow na dole ;) i w myślach błagam o cud. Staram się cieszyć 10 cs. To jednak przywilej starać się do 12 cs bez nerwów i stresujących badań. Lekarz miał rację. Nie chcę przyspieszać czasu do badań, bo kochanie się bez tego cięzaru na plecach jest błogosławieństwem. Dopiero teraz to rozumiem. Nie udostępniam wykresów od kilku miesięcy. Porazki na forum bardziej mnie dołowały. Muszę się uporać z tym sama. Czasem mysle, ze moze problem siedzi w mojej głowie. Jestem jedynakiem, a rodzice cale moje zycie mowili mi ze dzieci to tylko problem... i boje sie ze mi to zakodowali i gdzies podswiadomie sie tego boje. Moi rodzice nigdy nie przywiazywali wagi do pojecia rodzina. Tak mi ise przynajmniej wydaje. A przeciez rodzina to najwazniejsza "rzecz" jaka mozna posiadac. Po takim ciezkkm dniu, jaki dzis mialam w pracy marzę o tym, żeby zagrzać miejsce przy ognisku domowym i cieszyć się osobami, ktore kocham. Narazie musze sie cieszyć tylko meżusiem, ale chciałabym by w naszym życiu pojawiła się iskierka, albo nawet dwie.

2dc???

Kurna, kurna, kurna. Przeklęte laboratorium, w którym zrobiłam dzisiaj Progesteron! Wyraźnie prosiłam, że to pilne i muszę mieć wyniki do 19:00. Pani nawet nakleiła żarówiastą naklejkę i co? I przysłali za późno - gdy my zrezygnowani, wstrzyknęliśmy już na ślepo oba zastrzyki. A patrząc na wynik 3ng/ml powinniśmy tylko wziąć Gonapeptyl! Co teraz??


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2017, 20:07

Hmm dzisiaj poczułam coś ciekawego, zobaczyłam wyniki bety jednej z dziewczyna i był taki piękny, że zaczęłam się rozpływać marząc o takim wyniku. Myślę sobie, jakie to było by piękne. Jak radość i szczęście.
Bije mi chyba...

27dc
@ już powinna być od 2 dni, a jej nie ma. Testy negatywne.
Szlag by to wszystko trafił, we wtorek termin w szpitalu ustalony, w pracy wszystko dograne, w przedszkolu u Młodego, mąż urlop tygodniowy zaplanowany, teściowa w gotowości. Normalnie ryczeć mi się chce.
Może po wczorajszych przytulankach coś ruszy, choć wątpię. Temperatura wysoka jak na mnie, cycki naparzają, boli brzuch i krzyż.
Myślałam, że z pechem już skończyłam, @ proszę przyjdź dziś, najpóźniej jutro!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kaczuszka86 Aniołkowa mama 24 maja 2017, 08:04

Dziś jest dzień przyjęcia mnie do szpitala :) jutro ma być zabieg który wykona mój lekarz prowadzący. Cieszę się że wkoncu się udało ale i " sram po gaciach" z myślą co będzie dalej... Mam nadzieję że szew spełni zadanie i będę choć trochę mogła się cieszyć swoboda w ciąży i nie będę ciągle musiała leżeć.
Zależało mi żeby w niedzielę pojechać na komunie do bliskiej rodziny ale po zabiegu wolę chuchac i dmuchać żeby ładnie się tam wszystko zagoilo. Trzymajcie kciuki :)

AleksandraW Udało się! cud ! 24 maja 2017, 08:30

wczoraj wydaje mi sie że bolała mnie ta torbiel. albo jajnik z torbiela. juz nic nie wiem. martwi mnie to. ruszam sie troche wiecej. może zrzuce te pare kg. ale na hormonach troche trudno.

Marta1990 Starania o pierwsze dziecko 24 maja 2017, 08:46

12dc

Dziś spory spadek temperatury o 0,3 stopnia, więc jajeczko chyba startuje. Chociaż testy owulacyjne wciąż wychodzą negatywne, ale może za krótko trzymałam je w moczu, bo dopiero przed chwilą wyczytałam, że powinno się to robić 10 sekund, a ja tak tylko zamoczyłam i tyle. Człowiek całe życie się uczy :D
Od okresu mało myślę o owulacji, poczęcie wydaje mi się rzeczą prawie nierealną, wręcz cudem po tych 8-9 miesiącach starań. W sumie dobrze, bo przynajmniej nie skupiam się na tym obsesyjnie. W sobotę wyprawiam urodziny męża, więc całkowicie poświęcam wolny czas na gotowanie i pieczenie. Uwielbiam przygotowywać różne pyszne smakołyki, aby później goście mogli mnie wychwalać jako wspaniałą kucharkę :P
A poza tym jestem na diecie, bo od ślubu przytyłam 10 kg. W ciągu 2 tygodni udało mi się zgubić 1kg, więc idzie dobrze :)

gozik "Miłość na szkle" po stracie 24 maja 2017, 08:54

9dc, 16cs, 3cpp

A więc....
-ANA2 DODATNIE
-ANA3 DODATNIE
-antykoagulant tocznia - ujemny
-przeciwciała antykardiolipinowe IgG i IgM - wyników wciąż brak

Jak tak poczytałam, poryczałam to istnieje duże prawdopodobieństwo,że to toczeń...dziś 12.20 wizyta u reumatologa i modlę się o to,by dał mi badania na poszerzenie diagnostyki i by nie był to toczeń...W każdym bądź razie coś z immunologią nie gra. Ciekawa jestem czy w ogóle możemy się starać w obecne sytuacji. Ile złego może spaść na człowieka ?!? Ile jeszcze ?!?Dziś może czegoś więcej się dowiem...Ryczeć mi się chce...SZLAG BY TO WSZYSTKO TRAFIŁ !

Mąż dziś pojechał na rozmowę o pracę. Z jednej strony bardzo się ciesze z drugiej strony... ostatnie kilka miesięcy byliśmy non-stop razem. Ja na rencie ze względu na sarkoidozę, on też na rencie po błędzie lekarskim... Ja na razie nnie mam możliwości by wrócić do pracy, mój stan zdrowia jest zbyt kiepski...

I tu pojawia się we mnie złośc, chciałabym wrócić do pracy, kocham mój zawód, kocham tę pracę... z drugiej strony nie ma lekarstwa na sarkoidozę... najczęściej ustępuje sama lub po ciąży ...

Jest mi źle, bo wiem, że mąż bardzo chce byśmy mieli wspólne dziecko, bym czuła się spełniona jako mama, żona... a tu półtora roku i nic... podświadomie się obwinia, że nie zrobiliśmy badań przed ślubem, że może wtedy byłoby inaczej. Wiem, że nawet gdyby mu powiedzieli, że nie możemy mieć dzieci, to i tak bym za niego wyszła, bo go kocham obojętnie co się dzieje. Wiem, że mój mąż gdzieś podświadomie czuje się źle, bo on ma dwóch wspaniałych synów, dorosłych, dla których jestem żoną ojca, którzy mnie bardzo lubią, ale to nie to samo co dziecko na które tak czekamy.

Nie wiem, co myśleć, co robić. Nie umiem odpuścić, przestać myśleć. Tak bardzo chciałabym być mamą... z drugiej strony, każdy miesiąc który mija, to dla mnie koszmar. Płacze gdy słysze płacz dziecka, gdy słysze śmiech... A z zawodu jestem nauczycielką takich właśnie maluchów - jak mam wrócić w takim stanie psychicznym do pracy...

An1 Mama dwòch aniołkòw 24 maja 2017, 10:25

46 dc
Zauważyłam że zaczynam plamić więc w końcu rozkręca się okres co cieszy mnie i nie cieszy. Cieszy bo w końcu coś się dzieje a nie cieszy bo prawdopodobnie początek cyklu może się nie zgrać z wizytą u ginekolożki i jakby co to będę musiała czekać do następnego cyklu gdyby mi coś przepisała.

An1 Mama dwòch aniołkòw 24 maja 2017, 10:28

A druga opcja jest taka że poszalałam wczoraj razem z mężem i może dlatego jakieś plamienie występuje.

AJA_S Czy nadzieja matką głupich? 24 maja 2017, 10:28

Jedna z OF-przyjaciółek zadała mi pytanie czy mój B widzi jak cierpię, o to moja odpowiedź :
"Wątpię czy widzi, staram się przed nim ukrywać bo on i tak nie rozumie... dla niego jedyne rozwiązanie to psycholog dla mnie... jestem słaba psychicznie z innego powodu, ale to długa i ciężka historia... i owszem próbowałam gadać z psychologiem jeszcze w szkole- przestałam pod jego wpływem ufać ludzią... dlatego też jestem wredna, wręcz odpychająca dla obcych ;) tu jest inaczej... nie muszę zakładać maski radosnej osoby, która poprostu lubi być wredna dla innych... pewnie myślisz że depresja... może jeszcze trochę tak, ale co byś powiedziała poznając mnie 6-7lat temu? Wtedy był najgorszy kryzys w moim życiu, wychodzę z niego sama bo żaden psycholog nie był wstanie mi pomóc bez leków... po prostu potrzebuje się wygadać, wypłacać... i jak na ironie zawsze jest to dzień przed @... My life is a bitch, but I learned to play the game hey..."

Jak sama poradziłam sobie z depresją? Może to głupie i zbyt banalne... Ale to przecież te banalne rozwiązania są najlepsze ;)
Pewnego wieczoru, matko miałam wtedy 16 może 17 lat byłam w liceum... Byłam już z B, wielki zazdrośnik któremu na mnie zależało... wracając do wieczora, poszłam do sklepu po coś słodkiego i zamknęłam się w pokoju włączyłam na komputerze horror "pokój 1408", korzystałam z faktu, że byłam sama w domu... oglądam go już wcześniej i znów nie zrobił na mnie większego wrażenia (mówię że tylko ci słabi, z problemami boją się na tym filmie) i zrozumiałam mój "problem"... naiwność byłam cholernie naiwna, ufałam każdemu i nie jednokrotnie byłam przez to skrzywdzona, psychicznie zwłaszcza... nawet przez własnych rodziców i najstarszą siostrę... Ale ja nie o tym... tego demona zostawiłam za sobą... nie umiem rozmawiać z B tak bardzo szczerze, to źle wiem... Ale nauczyłam mówić mu gdy jest naprawdę ciężko... zagryzam żeby gdy wspomina o psychologu... znów zboczyłam z tematu... wracając- czym się wyleczyłam? Czekoladą i horrorami bądź kryminałami- te drugie tylko w formie książek (polecam dziewczynę z pociągu i zapisane w wodzie^^), do tego mogę jeszcze dodać przytulenie kochanej osobie w ciszy... w ciszy mojej głowy...
Ale zawsze w miesiącu pojawia się ten jeden cholerny dzień... dzień przed @ gdzie moje nerwy puszczają gdzie się prawie poddaje... i to jest ciekawe zjawisko bo wcześniej (od może 2lat co kilka cykli sprawdzam temp) nie obserwowałam cyklu, ale zawsze ta chwila załamania ma miejsce w ostatnim dniu cyklu.... dlaczego? Nie mam zupełnie pojęcia, ale wiem że jutro obudzę się zmierzę temp, wytrę termometr mokrą chusteczką i wstanę do pracy... pewnie zbesztam jakiegoś pijaczka że nasz sklep to nie skup pustych, brudnych butelek ze śmietnika... Ale dzień jak codzień, ja to ja... trochę opryskliwa, wredna z udawanym uśmiechem na twarzy, wrzeszcząca już od progu własnego mieszkania na psa by ten się uspokoił... zrobię obiad dla B, poczym zrobię talerzowi zdjęcie by móc za kilka dni wrzucić na swoją stronę Fb kolejny przepis, pomarudze B że znowu się zaczynają nadgodziny i jeszcze załatwianie tej jego firmy i ja zostaje sama i będę się nudzisz chociaż roboty w domu nie mało :P

To znów będę JA! Mała, złośliwa, ale ja! Znów będę mogła się cieszyć ciążami innych, maluszkami w wózkach. Znowu będę ciotką wszystkich dzieci, bo to będę JA- ta prawdziwa :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2017, 10:21

4DPO

Na wizycie którą miałam dowiedziałam się, że wychodowałam jeden pęcherzyk na lewym jajniku, dostałam wskazania jak postępować i kiedy zrobić zastrzyk. Wszystko zrobiłam i teraz czekam pełna nadzieii :)
Oczywiście jeszcze daleko do testowania ... jakoś muszę dać radę :)
Planuje 3 czerwca już zatestować :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2017, 13:30

Ewa99 nasze starania o mały cud 24 maja 2017, 10:54

55 dzień cyklu. POnad 3 tygodnie opóźnienia @.
W pierwszym tygodniu opóźnienia objawów żadnych, test negatyw.
W drugim tygodniu opóźnienia pobolewania w podbrzuszu jak podczas okresu, test negatyw.
W trzecim tygodniu bolące sutki, test negatyw.

Dzisiaj mam w końcu wizytę u ginki, ciekawe co się ze mną porobiło.
Nigdy nie miałam takiego opóźnienia, @ zawsze jak w zegarku 28-32 dzień. Musi być grubo.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2017, 10:51

Nie do końca wiem, dlaczego zaczęłam tu pisa...
Bzdura. Wiem.
Zafiksowałam się na punkcie zajścia w ciążę, a nie bardzo mam już z kim na ten temat rozmawiać. Nie chcę wyjść na monotematyczną i nie chcę zasypywać innych moimi problemami i fiksacją. Z mężem i mamą jeszcze rozmawiam o badaniach i wynikach, ale dość zdawkowo. Mama ma na głowie pracę i opiekę nad leżącym dziadkiem z demencją, jest wykończona psychicznie i fizycznie. A mąż jak zwykle zamyka swoje uczucia i przeszłość, i idzie dalej z nastawieniem "co ma być, to będzie". Wiem, że tak mu łatwiej, więc nie naciskam. Na razie całą moją obsesję, jeśli chodzi o chęć posiadania dziecka, skieruję tutaj, na portal. Mam nadzieję, że choć trochę ujarzmię moje uczucia i będę miała z kim porozmawiać. Traktuję ten pamiętnik jako wentyl bezpieczeństwa, dla higieny umysłowej.

Czasem dopadają mnie wątpliwości. Czy powinnam w ogóle się starać, czy powinnam mieć dzieci. Czy jestem wystarczająco zorganizowana, czy mamy wystarczające środki. Czy dam sobie radę. Czasem dopada mnie przekonanie, że absolutnie nie, że koty powinny mi wystarczyć. I nie wiem, czy to rozum, czy echa depresji, zdiagnozowanej ponad rok temu i nieleczonej.
Ale pragnienie mojego serca jest tak rozpaczliwe, że aż boli. Nie mam zbyt wielkiego kontaktu z małymi dziećmi, jestem najmłodsza w rodzinie i nie miałam nigdy okazji opiekować się młodszym rodzeństwem czy kuzynostwem. Wśród moich znajomych też jesteśmy pierwszą parą starającą się o dziecko. Ale tak strasznie tęsknię za własnym; mam wrażenie, że odkryłam swoje powołanie - opiekować się.

Jak to jest, że tak wielkie słowa zawsze brzmią tak banalnie i kiczowato? Zawsze tego unikałam, starałam się podchodzić do wszystkiego racjonalnie i zdroworozsądkowo, zawsze działać na chłodno, analizować i rozwiązywać problemy. Może przez to, że kiedyś często słyszałam, że jestem histeryczką i chciałam udowodnić, że to nieprawda. Ale tutaj mam to gdzieś. Tutaj pozwolę sobie na róż, kicz i ckliwość. Mam wrażenie, jakbym część mojej osobowości dawno temu zamknęła pod kluczem, a teraz pozwalam jej wyjść na zewnątrz i zaczęła ją akceptować.

No, to się rozpisałam na dzień dobry :). A teraz może wykorzystam chorobowe i pokrzątam się po mieszkaniu w ten chłodny, pochmurny dzień.
Do kogokolwiek, kto zechce tu wejść i poczytać moje wypociny - miłego dnia! :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2017, 19:57

Podjęliśmy decyzję o pierwszym podejściu do IVF. Lekarka nas namówiła, że warto spróbować z własnymi komórkami. Ja mam dużą rezerwę jajnikową, a przeciwciała P. w in vitro nie przeszkadzają. Jestem już w trakcie stymulacji. 2 zastrzyki gonalu za mną. Poza opłatą za pakiet, zapłaciłam jeszcze 1400 zł za badanie i zastrzyki. Podjęłam tez decyzję o zamrożeniu komórek, jeśli uda mi się ich na tyle wyprodukować. Po podliczeniu wszystkich kosztów, doszłam do wnioski, że marzenia o macierzyństwie bardzo drogo kosztują. A inni dostają je zupełnie za darmo. Gdybyśmy my - niepłodnie przyszłe mamy, wyliczyły koszty całego naszego leczenia, nasze dzieci miałyby za to prawdziwie królewską wyprawkę.

Gdybym miała zilustrować swoją sytuację to widzę ją tak: inni jadą z górki na sankach z ogromna prędkością, mijają mnie i uśmiechają się czasem ze współczuciem, rzadko ze zrozumieniem, a czasem niestety z wyższością, a ja stale ciągnę te sanki pod górkę, na tych sankach jest wielki głaz, który mnie blokuje, a najgorsze jest to, że ja szczytu tej górki nie widzę. Nie wiem czy tam dojdę, nie wiem kiedy tam dojdę i nie wiem czy jeśli tam dotrę, to czy uda mi się bezpiecznie zjechać w dół.

emi2016 Nasze marzenie 24 maja 2017, 13:00

4t 2d
Niestety nie podłączyłyśmy dziś pompy - nie wiem co miałam w głowie ale zapomniałam rozpiski od diabetologa i musiałyśmy przełożyć podłączenie na poniedziałek.

Dietetycznie jest nieźle, ale zjadłam trochę za dużo na drugie śniadanie i pierwszy raz przekroczyłam 140 mg% cukru po 1 h od posiłku, miałam 149 :( No nic, będę już wiedziała ile mogę jeść ;/ Zamiast "na oko", zacznę przeliczać węglowodany na WW ;/

Po za tym nadal boli mnie brzuch, ale mniej niż wczoraj. Mam zgagę, czasem lekkie mdłości i jestem strasznie śpiąca i zmęczona... No i mam masakryczne gazy ;/ Ale to, żadne dolegliwości :)

Po za tym co chwilę odświeżam stronę w oczekiwaniu na wynik betaHCG - mam nadzieję, że przyrost będzie piękny !

Jezu, ufam Tobie !


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2017, 12:51

Dziś jest ostatni dzień 29 tygodnia :)

Wczoraj byłam na wizycie u gina. Poprosiłam by zrobił usg, bo sam by na to nie wpadł . Mały waży niecałe 1100 g. Trochę mnie zamurowało, bo spodziewałam się 1300-1500 g, ale doktor twierdzi że jest w normie.

Oczywiście wielkie gówno widzieliśmy na usg. Mały jak zwykle tak się ułożył,że nic nie było widać. Jedynie co mogłam podziwiać bez problemu,to kręgosłup :) . Kocham tego urwisa nad życie ,a jak kopie to już w ogóle jestem w niebie :) .
Dziś mi się śnił .Pierwszy raz śnił mi się piękny, jak z bajki. Miał piękne,błyszczące ,czarne oczy,co mnie trochę zmartwiło, bo oboje z mężem mamy niebieskie :D, ale potem okazało się,że tak padło światło i synek ma jednak oczy po nas :) . No i miał pomalowany paznokieć palca wskazującego i serdecznego srebrnym lakierem z brokatem .

Wcześniejsze sny były dziwne. Jakieś chore dziecko, chude, długie, albo bliźniaki. Jeden murzyn,drugi biały :D ,ale to przez moje myśli, bo bałam się przedwczesnego porodu,albo że w klinice pomylili próbki i przy porodzie okaże się,że dziecko jest czarne :D , także tego :)

Przez ten miesiąc przytyłam 1,1 kg. Całkiem nieźle, bo w poprzednim aż 3... jak na razie 6,5 kg na plusie. Chciałabym nie przekroczyć 12 ,ale zobaczymy jak będzie.

Zadzwoniłam do ośrodka żeby jeszcze z kimś pogadać, dowiedzieć się czy możemy jeszcze coś zrobić..najpierw zadzwoniłam do Pani pedagog, która nas prowadzi, ale ta odesłała mnie do psychologa..a Pani Psycholog..ehh...powiedziała ze duzo siedzi w moim mężu. Opowiedziałam o tym jak zareagował po wizycie u nich ( nie ściemniałam nic) a ona na to, że to ze płakał świadczy o tym ze się odblokował, ale długa droga jest przed nim..ze powinien iść na terapie..ale powiedziała żeby poczekać do przyszłego piątku bo nic nie jest przesądzone bo jeszcze nas nie omawiali..takze no...


Z każdej strony wszystko mi mówi, że nie zostanę nigdy mamą..głupia jestem bo jak mnie nie chcą wpuścić drzwiami to pcham się oknem ale i tak z tego nic nie wychodzi..

Naturalnie nie zaszłam nigdy w ciążę, in vitro się nie udało, adopcja zarodka tez nie wychodzi, adopcja dziecka to jak widać juz w ogóle masakra..to chyba znak żebym sie poddała..zaczyna mi brakować siły
:( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :( :(

dłukachna NADZIEJA 24 maja 2017, 14:07

dziś w lepszym humorze. w sumie będzie co ma być. jak to mówią "nadzieja umiera ostatnia". podobno mówią też, że "nadzieja matką głupich", trudno może i jestem głupia. ale nie stracę nadziei. drugie dziecko jest moim marzeniem, tak jak i pierwsze. a czym jest życie bez marzeń? niczym. dziewczyny wszystkim Wam życzę tego najpiękniejszego marzenia, niech się spełni. życzę Wam łez, ale tylko tych najpiękniejszych łez wzruszenia.
ps. doceniam to co mam. moja córcia to całe moje życie. bez niej nie miało by sensu.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)