ehhh, jak ten czas leci.
u mnie juz rozpoczety 17 tydz.
a 24 listoada obchodzilam 33 urodziny 
dobrze, ze juz w ciazy, bo bym pewnie zlalapa dola na temat uciekajacego czasu miedzy palcami. a tak ma w 4 literach ile mam lat
jedyne co to wiek wplynal na ocene ryzyka testow Pappa. niby ogolna ocena lekarza jest, ze ryzyko niskie, ale widzialam wyniki np Lentilkki
i wiem, ze ona ma rewelacyjne.
oto co mi wyszlo:
Przezierność karku 1,1 mm
Ryzyko podstawowe:
Trisomia 21 1:405
Trisomia 18 <1:940
Trisomia 13 <1:2962
Ryzyko skorygowane:
Trisomia 21 1:5799
Trisomia 18 <1:18806
Trisomia 13 <1:20000
nie wiem o co chodzi ze skorygowanym. lekarz w ogole nie omowil wynikow, a ja dopiero je odebralam. widzialam miesiac temu komentarz lekarza w systemie, ze wszystko jets ok, wiec odebralam przy okazji najblizszej wizyty. czyli tej dzisiejszej.
bede miala USG powlokowe 2 2grudnia, wiec baaaardzo licze po cichu, ze dowiem sie pod choinke jakiej plci jest moje malenstwo.
powoli rozgladamy sie za modelem wozka. trzeba tez poszukac mebelkow i po nowym roku moz epowoli zaczne kupowac jakies ciuszki. na pomoc, jak wiele dziewczyn tutaj nie mam co liczyc niczyja. nie dostaniemy po nikim niczego. ale nie martwie sie tym. dla mnie najwazniejsze jest, aby maluch byl zdrowy. reszta sama sie ulozy. bardzo chce karmic piersia. moja matka ani mnie ani brata nie karmila, ponoc mleka nie miala. ale nie wiem czy to prawda. nie mam z nia kontaktu, wiec sie nie dowiem. ale w obecnych czasach jest tyle doradzajacych laktacyjnie, ze mam nadzieje ogarnac temat.
poza tym od dzis boli mnie gardlo i mam lekki katar. przeziebilam sie, a niestety jutro musze jechac w podroz ok 17 ok 130 km i wrocic tego samego dnia w nocy. do tego bede prowadzic auto. wiec nie wiem czy sie chrobsko nie rozkreci. a niestety na meza nie moge teraz liczyc, bo on sporo pracuje. zbliza sie koniec roku i w jego zawodzie natlok pracy przed zamknieciem rocznym. do tego pies z ktorym musze co 3 h wychodzic. a skoro jestem sama w domu, no to wiadomo kto to musi robic. takze o cieplym lezeniu pod kolderka moge zapomniec. trzymajcie kciuki zeby mnie nie rozlozylo na dobre. bo takiej prawdziwej choroby nie przechodzilam juz ze 2 lata jak nic. przeziebienia sie zdarzaly, ale rozchodizlo sie szbko po kosciach. tylko wtedy moglam szybko lyknac jakies leki.
poza tym po raz kolejny przekonalam sie, ze mozna liczyc tylko na siebie. i ZALOZE sie, ze jak urodzi sie dziecko lepiej nie bedzie. chodzi mi o tesciow. zanim powiem o co chodzi, to mala retrospekcja.
jak 4 lata temu adoptowalismy psa wzielam tydzien urlopu i pozniej tydzien zwolnienia, bo okazalo sie, ze niestety malenstow ma lek separacyjny i musialam z nia troche popracowac nad tym. poprosilam tesciowa o pomoc, zeby przyjechala do nas na 2 dni, bo musialam wtedy isc do pracy i nie chcialam jej zostawiac jeszcze. 2 DNI nie wiecej. uslyszalam, ze ona ma uniwerek 3ciego wieku, ze musi zajmowac sie babcia, ze to ze sramto. oczywiscie od slubu naszego (czyli od 7 lat) pierdoli nam, ze czas na wnuki..... bo oni sie starzeja. no fajnie, tylko ze jak co do czego to nie ma co nigdy na ich pomoc liczyc. bylo kilka akich sytuacji, ze musielismy sie z mezem nagimnatsykowac, bo sie okazalo, ze ona ma inne plany.
i w ten weekend to samo. im sie zmienily plany. wiec ja bede musiala zapierdzielac autostrada ok 1 w nocy, bo nie bedzie gdzie sie rpzekimac jedna noc. przeziebiona, w ciazy.
spoko dam rade. tylko co to pokazuje. licz na siebie i tylko na siebie.
wiem, ze narzekam. sporo zawdzieczam tesciom. nie jest tez tylko tak, ze maja wszystko gdzies. kiedys bez wahania przyjeli mnie pod swoj dach w ciagu 5ciu minut, gdy uslyszeli jak traktuje mnie matka. ale brakuje mi w nich takiej spontanicznej potrzeby naginania sie dla nas. a nie my ciagle dla nich... no ale coz. takie juz jest zycie i trzeba to wziac na barki.
no i chyba tle na dzis. przepraszam, ze tak malo optymistycznie, ale dzis tez mam gorszy dzien i jakos mi smutno.
ide pobuszowac dalej po mich ulubionych pamietnikach. sporo tam dobrych wiesci
bardzo mnie to podnosi na duchu :*
aniball dzień 2 - 22cm 
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2017, 17:56
Ahhh I zapomniałam. Waga 75.9
Jak zaczynałam ciaze, to było ponad 77. Także cieszę się, że raczej stoi w miejscu. Nie oszukujmy się, zapasy żywieniowe dla dziecka są
więc nie muszę widocznie nadrabiać hahaha. A staram sie jesc tyle ile potrzebuje. Po ciąży i tak czeka mnie niezła dieta. Chce zejść do 65... łatwo nie będzie, ale jestem zacieta.
I druga sprawa
Wybraliśmy wstępnie imiona.
Jeśli to bedzie chłopiec: Filip lub Tymon
A dla dziewczynki: Ola lub Natalia
Jeszcze nie na 100% , ale zaczynamy wizualizować temat imion 
No to piszę. Choć jest średnio dobrze.
Dobre jest to, że rozmrozili tylko jednego zarodka i jego transfetowali, więc mam na przyszłość 3 mrożaki.
Gorsze jest to, że ten mrożak nie jest najpiękniejszy. Oczywiście podczas transferu wszyscy mówili, że jest ok. Zarówno lekarz, jak i embriolog, ale nie wiedzieli jednego. Przyjechałam godzinę wcześniej na pierwszą turę atosibanu. Zanim mi go pielegniarka podłączyła, poszła sprawdzić, czy na pewno jest co transferować. Wróciła i mówi " podajemy bo zarodek jest, ale z opisem, że słaby".
Ja też tak uważam po samym wyglądzie jego. To czwarta doba, więc powinien być morulą, a wcale nią nie jest.
Jeszcze w dodatku to dziwne podawanie w czwartej dobie. Nie rozumiem tego.
Będę brać grzecznie leki. Nie skreślam transferu, nie załamuję się.
Beta 11.12.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2017, 19:05
Sięgnęłam dna rozpaczy. Wiem co piszę, bo czuję, że więcej nie jestem w stanie udźwignąć. Od kilku dni wracam z pracy przygnębiona, smutna, podłamana i z myślami, że nigdy nie zostanę matką. Dzisiaj myśli te osiągnęły swoje apogeum, do tego stopnia, że płakałam dobrych kilkadziesiąt minut, nie mogąc złapać tchu. Może to tabletki, na stymulacje, które biorę pierwszy raz w tym cyklu, może to stres przed IUI, może to strach przed tym co będzie potem? Bo wiem, że gdy się nie uda, to nie zniosę tego psychicznie. W głębi serca czuję, że to i tak nie ma sensu, że się nie uda... Tak bardzo żarliwie się modlę, ale wiem, że powodzenie mych modlitw nie zależy od ilości wylanych łez. Ludzie mają większe tragedie, większe cierpienia, a mimo to Bóg nie zawsze przychyla się do ich próśb. Wola Boża, trzeba się z nią pogodzić - ostatnio tak powiedziała mi babcia, komentując to dlaczego nie mamy dzieci.
Panicznie boję się nadchodzących świąt, tych spojrzeń, życzeń, dopowiedzeń... Boże daj nam siły.
Moja przyjaciółka jest w ciąży, w 7 tygodniu 
Cieszę się jej szczęściem.. ale obawiałam się tego .. bo dawała sygnały, mówiła, że się nie zabezpieczyła. Ale to dla mnie nadal szok, nie wierzę w to. Że ona, że z nim, że są ze sobą tak krótko, że jeden strzał i pach ! Udało się ! 
Moje serce krwawi, nie ma męża przy mnie, łzy jak groch spadają na moje kolana. Nieustannie, nie ubłagalnie, dobijając mnie jeszcze bardziej.
Wiem, ze z nikim nie mogę się tym podzielić a to tak boli ! Nie mam komu powiedzieć, nikt nie rozumie, nikt nie zna tego, nie czuje tego co ja czuję, co trzymam w środku i z czym muszę się mierzyć każdego dnia. Gdy widzę bliskich, obcych i ich dzieci i w ogóle dzieci to....chcę umrzeć !
Powracam do startu, zaczynam od nowa..
Byłam tak blisko szczytu ... i spadałam na sam dół - muszę znów wspinać się wyboistą, krętą drogą w górę, może w końcu zdobędę szczyt?
Pozdrawiam !!!
No to mam za sobą pierwsza beznadziejnie przespana noc. Jest 5.48, nie śpię od 3.30. Nawet zaliczyłam już 3km spaceru z psem w parku. Ciekawe czy to jednorazowy przypadek. Wspomnę tylko , że do tej pory spałam po min 12 godzin Plus drzemka za dnia 
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2017, 05:51
Z samego rana przyszła @. Tym samym jesteśmy po półtora roku starań. M. pociesza mnie jak może i usiłuje mnie rozśmieszyć. Tak bardzo go kocham i chciałabym być silniejsza, ale nie jestem i nie będę. Te półtora roku wyniszczyły mnie. Co miesiąc nowa nadzieja, próbowanie czegoś innego i co miesiąc ten sam finał. Co miesiąc myślę, że tym razem będę silna i co miesiąc zawodzę się na sobie. Gdyby chociaż ten brzuch nie bolał to łatwiej by to było znieść. A ten ból przypomina o kolejnej porażce.
M. chce zaczekać do dwóch lat starań i wtedy przygotowywać się do inseminacji, ale ja już nie dam rady, tym bardziej, że mamy do niej wskazanie.
A zatem: to będzie ostatni miesiąc naturalnych starań. Od następnego cyklu, tak jak polecił lekarz, USG ze stymulacją.
Plan na miesiąc:
ja: badanie AMH
M: wizyta u androloga, badanie chromatyny
Muszę jednak powiedzieć, że przeraża mnie ta inseminacja. Raz finansowo, dwa - zastrzyki, czyli dla mnie koszmar. Trzy - panicznie boję się pomyłki i wszczepienia cudzego nasienia.
znów ta sama historia i tak co miesiac... 2 dni temu "jutro się pokochamy", wczoraj "usnąłem", dziś jak skowornek szykuje się do pracy, pojechał. I jeszcze zdziwnienie o co mi chodzi... no to ja się faszeruje tymi obrzydlistwami a on dalej jaja grzeje komputerem. A tam. Już mi sie nawet wkurzać na to nie chce. Ale focha mam, truche smuteczek. Dziś zaczynnam dziekczynna czesc modlitwy. Z wielkim trudem, ale zamierzam ją ukonczyć. Brak mi nadziei. Wczoraj kolezanka mówiła mi że tak długo starałą się o ciąże.... "aż 7 miesiecy" już nic nie mówiłam... (u nas w lutym minie rok) w pierwsza zaszła od razu, w druga po dwóch miesiacach... u mnie problem z tym jajeczkowaniem;/ jeszcez gdyby były te cykle równe to wiadomo kiedy strzelać, a tu chyba łatwiej wygrać w totolotka
17 dc
i nagle 6dpo ? Niezłe jaja. Nie powiedziałabym. Ale ovufriend może się jeszcze rozmyślić. Z resztą. My się teraz serduszkujemy głownie dla funu. Spóźniłabym się do pracy przez to dziś, bo w międzyczasie piekliśmy jeszcze babeczki, a mąż wcale nie miał na myśli szybkiego numerka, tylko raczej delektowanie się. 
Fajnie, ale mamy ostatnio mało czasu dla siebie. Bardzo mało. Czuję się jak słomiana wdowa. Mówili że po ślubie często tak jest, że w narzeczeństwie to ma się więcej czasu dla siebie. Niestety prawda.
W jodze robię postępy. Umiem wykonać w końcu świecę z prostymi nogami i nie boli mnie to. Nawet relaksuje. I na leżąco w końcu daję radę dać stopy za głowię. Moje zastane ciało się rozruszało, ale chcę więcej - podobają mi się giętcy ludzie.
Poza tym dobrze mi to głowę robi.
Bo nie raz mam wahania nastroju. Zwłaszcza w piątek wieczorem mam doły, łatwo łapię focha i nerwy mam sama na siebie. To chyba zmęczenie, frustracja i jeszcze raz zmęczenie, bo w pracy wyczerpuję ogromne pokłady empatii i samokontroli.
Bo tak, ludzie mnie czasem wkurwiają. I muszę wyznaczać granie tak, aby ich nie urazić i jednoczesnie nie płaszczyc się przed nimi. Dużo mnie to kosztuje.
18 tydzień (17t1d)
Kurcze, te mdlosci mnie dobijaja. Wczoraj rano wymioty, dzisiaj narazie zero, ale czuje jak mi sie wszystko podnosi. Chciałabym wyjsc z koleżanka na zakupy, mam nadzieje ze mnie nie zemdli i dam rade. Od kilku dni boli mnie brzuch, nie sa to skurcze wiec nie martwie sie bardzo. Chociaż w nocy nawet mnie boli i trochę mnie to niepokoi. W srode wizyta, po 3 tygodniach. Zaczynam sie bac, ze dzidzia za malo rośnie, brzucha prawie nie widac. Albo moze sie okazac, ze ten wiekszy brZuszek to jakas choroba. Wiem, ze sobie wkrecam, ale co ja zrobie ze taka strachliwa jestem. Mam taka dni, ze hoho, raz pelno energii a raz zwlec z lozka sie nie moge. Wczoraj bylam u fryzjera na poprawe nastroju, padal snieg jak szlam i poczulam sie przez chwile szczęśliwa, zapomniałam na moment o wszystkich troskach. Czemu musimy sie tak cale zycie zamartwiac...
1dc leci ze mnie od 3godz w nocy jak z kranu... glowa boli...jeszcze do pracy bedzie trzeba sie wybrac wczesniej, kolezanka chce wyjsc do lekarza... ale dzieki temu zbieram u niej godziny,ktore przydadza mi sie do odbioru kiedy bede jezdzila na monitorowanie cyklu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia 2017, 07:51
4t + 1d
Jeszcze troszkę nieśmiało poruszam się po tej stronie mocy.
Dziś zrobiłam test i wyszedł pozytywny. Od razu . Nie musiałam czekać .
Tak bardzo się cieszę !
Ale próbuje zachować zdrowy rozsądek. Jutro zrobię drugi test a później poszukam lekarza .
Niestety w Anglii nie jest to takie proste. Ale damy radę. NASZA trójka da radę !
Moja mała Kruszynko bądź z nami już zawsze .
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2017, 11:36
Ciąża rozpoczęta 3 listopada 2017
Zaskoczyła nas ta ciąża. Nie było mnie tu dawno bo mieliśmy problemy związkowe i starania zostały zawieszone do odwolania. I mam nadzieję że pozytywny test dzisiejszy odwołuje te starania na dłuższy czas. Co najmniej jakieś 1.5 roku.
Jesteśmy szczęśliwi ale jeszcze z doza rezerwy .
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2017, 16:51

Witamy w 17 tygodniu
a dokładnie 17+3
mdłości powoli przechodzą, a przynajmniej wymioty. Przynajmniej czasami czuję się jak człowiek!
Dzisiaj mam lenia jakich mało, a tu trzeba podłogi umyć i kurze podcierać. Mam nadzieje, że teściowa nie bedzie chciała mi okien myć. Nudzi mi sie strasznie. R. na uczelni od rana do 17:30
Ych... ślub za 41 dni i powoli zaczynam sie stresować. Najbardziej pierwszym tańcem! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia 2017, 14:08
27dc
Niestety test negatywny...
7cs, 3cpcp, 8dpo
Comiesieczne fisiowanie czas zaczac.
Objawy ciazy: sennosc, zawroty glowy, bol brzucha, kremowy sluz, swedzace piersi, apetyt- obecne!
Wmawianie sobie ciazy-obecne!
Tym bardziej bedzie bolala porazka. 
32dc wg ovufriend powinnam dostac okresu. Nadal czekam , zastanawiajac sie czy zrobic drugi test jutro z rana... choc sama nie wiem... nie wierze ze mogloby sie udac...bardzo bym tego chciala... mam bole podbrzusza wiec zapewne jak nie jutro to w ciagu kilku dni dostane... jesli do rana jutra nie pojawi sie @ to sprobuje.
Dlugo nie pisalam w pamietniku... chyba nadszedl juz czas... od dzis biore duphaston na uregulowanie cyklu... na 24mam termin pojscia do szpitala na laparoskopie... to jest pierwszy termin... drugi jest na 27maja jakby mi sie @przedluzyl...
To juz moje 3podejscie do laparoskopii. Za pierwszym razem infekcje mialam...
Za drugim @nie dostalam wtedy co powinnam ... wiec teraz za 3 uzbroilam sie w tabletki...i w razie czego zazylam tez od infekcji ktora lekarz mi wypisal, jedna tabletka w opakowaniu... ze wzgledu na slaba odpornosc,bo mam alergie i astme, wiec lepiej dmuchac na zimno, aby w koncu sie udalo !
Takze trzymajcie kciuki abym dostala @na czas.
milego dnia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2018, 18:40
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.