Ciąża zakończona 22 listopada 2017
Dzień po terminie porodu urodziła się Oliwia 
W terminie oczekiwanego porodu stawiłam się z szpitalu. przyjęli mnie, wypisaliśmy dokumenty. Poszłam na porodówkę. Dostaliśmy salę rodzinna. Jakieś skurcze się pisały lecz nic specjalnego. Zrobili ktg, przyszedł lekarz i ... Kazał przejść na patologie ciąży bo stwierdził że szyjka nie jest jeszcze do końca gotowa. Myślałam że mnie coś trafi że muszę tam zostać. Poszłam do lekarza i zapytałam się czy mogę iść w takim razie do domu poczekać. Lekarz powiedział że nie ma takiej opcji że jutro będą mi zakładac balonik na szyjkę żeby ja przygotować i najwyżej dostanę kroplówkę. No to Miłosz pojechał do domu bo po co ma bez sensu siedzieć jak Mikołaj w domu czeka. Zleciał jakoś ten dzień. wieczorem znów zrobili ktg. Jedna położna powiedziała że tętno Małej jest takie średnie. Później kazali mi iść na fotel żeby mnie lekarz zbadał. zbadała powiedziała że u mnie żadnego balonika nie trzeba że samo idzie. No i się ucieszylam bo strasznie się tego bałam. nie wiem ż sumie dlaczego. Położyłam się spać. oczywiście nic nie spalam praktycznie bo laska obok strasznie się kręciła i wstawała co chwilę ponad to lekko bolał mnie brzuch. Wstałam chyba z dwa razy w nocy na siku. Plamiłam coraz bardziej bo pierwsza krew zobaczyłam w śluzie zanim pojechałam do szpitala. Wstałam chwilę przed 6 na siku. Jak Wróciłam na salę to zaczęły mi się skurcze. Przyszła w tym czasie pielęgniarka i próbowała mi podłączyć kroplówkę. Nie mogła się wbić. miałam spocone ręce nie chciało się trzymać. musiałam chodzić za nią i mówić żeby mi coś z tym zrobiła bo się odkleja. Powiedziała mi we mam siedzieć w spokoju żeby to zleciało. No to siedziałam i skurcze miałam najpierw co 6 min. Położna zbadała mnie na fotelu i okazało się ze mam rozwarcie na 5 cm. Było wpół do 7. Mówię że dzwonie do męża. to mi nie kazały bo jeszcze potrwa i zdąży. ale i tak zadzwoniłam żeby był na 7.30. W międzyczasie patrze na częstotliwośc skurczy a tam co 3 min już. Mówię pielęgniarce. No to kazała mi wziąć rzeczy dla dziecka i idziemy na porodówkę. No to poszłam. Szlam dość szybko śmiały się ze jak jeszcze lecę to potrwa chwilę zanim urodze. Zdążyłam się położyć miałam ze dwa zwykle skurcze które były mega bolesne i nie wytrzymałabym większej ich ilości a później poczułam potrzebę parcia. Akurat była zmiana położnych. Było zamieszanie. krzycze do nich że muszę przec. położna stara się mnie uspokoić i mówi żebym nie parła jeszcze. ale ja nie mogłam. Odeszły mi wody- zielone. Przyszedł lekarz. Szybko mnie ogarnęły przygotowaly i za 3 parcia Oliwia przyszła na świat. dokładnie o 7.25. Miłosz przyjechał do szpitala o 7.28. Nie zdążył na sam porod. wszystko poszło w ekspresowym tempie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 grudnia 2017, 14:14
Udało się po raz drugi 
Beta z 30.11 - 61,5. 
Zobaczmy co będzie dalej, mam nadzieje że teraz będzie szczęśliwy finał 
Ciąża rozpoczęta 8 listopada 2017
Dziewczyny, dziekuje że jesteście. Dziś 7 dzień stymulacji
.
Jesteśmy już po biopsji kosmówki. Malutka wciąż żyje, serduszko bije równym rytmem i sporo od czwartku urosła (już prawie 6,5cm
). Przed badaniem miałam wykonane miejscowe znieczulenie i to jedyne co bolało. Choć samo badanie trochę trwało i nie odważyłam się spojrzeć, gdy tak długo wiercił tą igłą mi w brzuchu. Lekarz mówił o tym, że biopsja jest trudniejsza niż amniopunkcja, bo przy amniopunkcji pobierają płyn, który łatwo się pobiera, a tutaj jednak coś gęstego i trzeba się trochę nawiercić niestety. Na usg została również zdiagnozowana niedomykalność zastawki trójdzielnej w sercu oraz w ogóle wada serca (jeszcze bliżej nieokreślona). Wyniki powinny być jeszcze w tym tygodniu, no ale niczego nowego się nie spodziewamy. Smutne to wszystko bardzo, ale dobrze, że kolejny krok za nami. Teraz mam się umówić do mojego lekarza na tydzień po biopsji, by skontrolować czy nie powstał jakiś krwiak itd. Wciąż czekamy, licząc na to, że nie przyjdzie nam podejmować tej najtrudniejszej decyzji. Choć mała z usg na usg jest coraz większa, serduszko bije równo i obawiam się, że nikt za nas nie zadecyduje. 
39t0d
Dalej w dwupaku.
Tydzień temu zapowiadało się, że pójdzie z górki. Po dzisiejszej wizycie u gina w ogóle się nie zapowiada żeby się Małej spieszyło z wyjściem na tę stronę.
Szyjka ani drgnęła przez ostatni tydzień. Powiem szczerze, że te 9 miesięcy przeleciało mi w mgnieniu oka, a ostatnie dni mi się tak dłuuuużą
lepiej by było jakby mi ktoś powiedział, że na Święta urodzę to bym się tak nie niecierpliwiła 
Do terminu równy tydzień, mam tylko nadzieję że nie zechce wyjść w weekend bo ponoć kiepsko wtedy w szpitalach.
Jutro ktg, zobaczymy co wykaże bo jako tako dolegliwości żadnych nie mam poza tym, że nic mi się nie chce
Idę poleżeć na lewym boku, bo pozycja siedząca się córce nie podoba, za bardzo wierzga.
22 tc ( 21t2d)
My już po wizycie.
Synek pozostaje synkiem i wazy 440 gr. Wszystko dobrze. Waga w mc u lekarza +4 kg ale nie wierzył. Na wadze w domu +2 kg. trochę się załamałam tą wagą
mam jeść jeszcze mniej żeby nie leciała tak do góry? 
waga 438 g
obwód brzucha 17,6 cm
obwód głowy 19,3 cm
długość kości udowej 3,3 cm
wymiar dwuciemieniowy główki: 5,3 cm
Pierwsze podejście nieudane. Wydaje mi się że dużo czynników nałożyło sie na negatywny wynik. Teraz trzeba zebrać siły do dalszej walki bo kolejną próbę planujemy na styczeń. Jeszcze tylko przetrwać ten grudzień. Kiedyś uwielbiałam święta a teraz... W okresie świątecznym jest mi bardzo ciężko, tak bardzo brakuje dziecka. I taki niesamowity żal, gdy się patrzy na innych, tych których nie dotknęła niepłodność. Gdyby oni choć trochę próbowali nas zrozumieć, a jeśli nie to żeby tak zwyczajnie dali nam spokój.
12 cs
25dc
11dpo
Test ciążowy negatywny. Po raz kolejny się nie udało... nie mam już sił. Nie będzie prezentu na Mikołaja i ogłaszanie szczęśliwej nowiny rodzinie podczas świąt....

Nie będzie IUI, nie w tym cyklu. Owulacja przyszła na weekendzie, w 7 dniu cyklu! Niewiarygodne, że tak wcześnie? A jednak. Jeśli coś ma się wydarzyć, to choćbym na głowie stawała, nie odmienię kolei rzeczy. Musimy czekać kolejne dwa cykle. Z jakiegoś powodu, wszystkie wydarzenia, które nam się przytrafiają, odwlekają nasze nadzieje o potomstwie w czasie. Tak jakby Bóg chciał nam powiedzieć - jeszcze nie teraz, cierpliwie czekajcie. No więc czekamy. Jeśli mamy być rodzicami, to będziemy nimi. Z niewyjaśnionych powodów, "później" będzie dla nas lepsze.
Klamka zapadła, zmieniamy lekarza. Nie chcę dłużej do tej kliniki chodzić, z olewczym podejściem lekarza nakierunkowanym tylko na kasę. Oj nie, więcej tam pieniędzy nie zostawimy. W tym tygodniu wizyta M. u androloga. Ciekawa jestem bardzo co powie.
6tc+5dni.
no i po wizycie. Widać pęcherzyk ale za wcześnie, by coś w środku zobaczyć, chyba, że na czulszej maszynie
Mam przyjść za 10 dni. Nie brać tranu. Teraz czytam dlaczego nie brać i widzę, że zalecają. To dlaczego nie brać? czytam dalej. Dalej też muszę czekać...
46 miesiąc starań za nami...
Policzyłam po raz pierwszy od czasu, kiedy postanowiliśmy działać bez zabezpieczeń
i nic się od tego czasu nie zmieniło, no może to, że wtedy w 2013 roku wydawało mi się to takie oczywiste, że lada dzień zostaniemy rodzicami. Nadal w to wierze, tylko przestało być to takie oczywiste.
Dzisiaj mam 25 dc, 13 dpo i OF na dziś wyznaczył mi @, która nie przyszła... nie, nie nic z tych rzeczy 
W ostatnim cyklu brałam już Plaquenil, Metypred, do tego nie wzięłam 2 albo 3 dawek Dostinexu, plus pobyt w szpitalu, może to wszystko trochę rozregulowało mi cykl?
Piersi przestały mnie już boleć, temperatura szoruje podłogę, jedyne przeczucie jakie mam to pustka, jestem empty, całkiem empty, EMPTY.
Mimo to, by upewnić się w beznadziejności...
Niepamiętam kiedy robiłam ostatni test ciążowy, chyba lata świetlne temu, bo i po co? Po pracy wygrzebałam jakiś stary test made in Rossman i go zrobiłam. Oczywiście bardziej biało niż za oknem 
Czy tylko mnie wkur..a tegoroczna reklama "Smyka"? Raz widziałam, wystarczy! Zaczyna się mniej więcej tak, że kobieta wręcza mężowi/partnerowi pudełeczko z malutkimi bucikami. On się uśmiecha, a w tle tekst mniej więcej, że to najwspanialsze święta. Takie sobie wymarzyłam na ten rok 2017, i dupa
To nie nasz święta, ale z pewnością będą najgorsze dla mnie.
I jeszcze moja mama, która tylko wspomina między wierszami o ciąży mojej młodszej o 5 lat kuzynki i o tym, że chce wreszcie dostać od nas radosną nowinę. Jej młodsza siostra w styczniu zostanie babcią, a moja mama jeszcze nie i nie dajemy jej na to bliskich perspektyw, więc daje mi czasami odczuć, że czuje się gorsza. Ona? A ja jak mam się do cholery czuć? Beznadzieja, skręca mnie jak myślę o wyjeździe na święta do rodzinnego domu.
Zostanie w Wawie nie wchodzi w grę, bo taka opcja tylko z dzieckiem, albo depresja gotowa.
Szkoda, że nie możemy pojechać w alternatywie do rodziców męża, ale tam króluje alkoholizm teścia i ani mój M. ani ja nie mamy ochoty na zakrapianą wigilię. Nie ma tam też warunków lokalowych abyśmy przenocowali u nich.
Sytuacja więc bez wyjścia ewakuacyjnego...
No, to się wyżaliłam. Pewnie dlatego, że M. w delegacji i ja sama w domu jak palec. Dobrze, że chociaż przez Skype sobie pogadaliśmy.
Zapisałam się przez znanegolekarza do psycholożki, która pracuje też w jednej z klinik niepłodności. Ale nie zapisałam się do kliniki, bo w tej innej placówce wizyta tańsza o 30 zł. Mam nadzieję, że pani psycholog jest tak dobra jak o niej piszą i że nie będę żałować.
Robilam tsh,i jest dobrze z krwi tj 2,24,to juz kolejne tsh - ale na usg lekarz stwierdzil guzki tarczycy,morfologie zrobie sobie dopiero taka ogólną,bo jestem-czuje sie bardzo przemeczona i nie moge spac mysle,ze to za duzo stresu i spraw negatywnych dzieje smłoletniej corki,bezpieczenstwo itd ,Najstarsza corka wkrotce rodzi ,będę bbci wiec moze te strni nie mj juz tkiego znczeni dl mnie,,,moja mama umiera w hiszpani,lece do niej 16grudnia,problem co zrobic z młodsza corka na czas lotu,bo nie stac mnie by ja zabrac,a chce zobaczyc mame,wiem,ze czeka na mnie i nie moze odejsc bo lekarze rozkladaja rece,ze ma tyle sily mimo agonii,6 grudnia mam 5 godzin spotkanie z psychologami bieglymi sadowymi z corka i modle sie w duszy by nie spotkac tam bylego,bo boje sie go jest psychiczny,niebezpieczny,a wiem,ze tez go wzywali,koszmar jakis ,gdyby nie moj obecny maz pewnie nie byloby mnie juz. Brak mi sil,łez).głow cigle czymś zjęta,,chyba mam depresję.
Kolejny miesiąc i kolejne nadzieje ?
Byla piekna owulacja, wylapalam pik, sexy byly. Idealny scenariusz?
Pewnie, że nie.. jak to u mnie. Jest 4dpo A ja już wiem, że nic z tego. Zarazilam się od dziecka i od wczoraj mam okropne przeziebienie ze stanem podgoraczkowym 
2i3dpo jakieś dziwne bole podbrzusza/klucie jajników..
Kolejny cykl na straty.
Jakby los nie chciał do tego dopuścić...
33 tc (32t5d)
Wielkie pranie zakończone - pozostały pojedyncze rzeczy takie jak rożek czy kocyk do wózka. Wczoraj mimo zakazu latania na odkurzaczu
posprzątałam mieszkanie i wypróbowałam tym samym mój nowy nabytek jakim jest mop parowy. Od kilku miesięcy nosiłam się z zamiarem zakupu, bo przecież małe dziecko w drodze, za jakiś czas będzie raczkować a najlepiej bakterie z podłogi usunie para. No i jest, kupiony, sprawdzony - wszystko w porządku. Sprzątanie może być dzięki temu mniej uciążliwe, aczkolwiek po wczorajszym szaleństwie dziś ledwo chodzę... Nie mam mięśni, zwyczajnie mi zanikają przez ten brak ruchu 
No i wzięłam się za pakowanie torby do szpitala. Konieczna była duża torba mojego Męża, bo w swoją się nie zmieściłam
Leży już prawie cała kompletna, ale jeszcze myślę czy czegoś nie dopakować/wypakować/zmienić. Dużo tego wyszło a i tak szampon, mydło, krem czy pastę mam w wersji mini, a podkłady poporodowe, wkładki laktacyjne itp. zapakowałam do szczelnych woreczków po kilka, żeby nie brać całych paczek. Myślę jeszcze czy nie zamienić ręczniczka dla Małej na jakiś mniejszy, który można wyrzucić (tak mi radziły koleżanki).
A z takich ciążowych dolegliwości to już nie wiem co znaczy przespać całą noc... Od jakiegoś czasu zasypianie polega u mnie na przekręcaniu się z boku na bok min. 3 razy, śnie trwającym jakieś 3h, pobudką na siusiu i praktycznie wyczekiwaniu w półśnie do rana... Zdarzyło się, że łaziłam po nocy z miejsca na miejsce albo położyłam się na kanapie i tam doczekałam do rana
Ostatnio zwykle po wyjściu mojego Męża udaje mi się dospać jeszcze ze 2h i wtedy jest jakoś lepiej. Ale doskonale rozumiem te mamy, które wpadają w śmiech na słowa "wyśpij się przed porodem, bo potem będzie ciężko" - HAHAHA. Ciekawe jak
Leżenie na boku, nawet z poduchą między nogami za chwilę kończy się bólem bioder i nóg. Na plecach nie bardzo powinno się leżeć, a każdy ruch staje się wysiłkiem i od razu kończy przebudzeniem. No ale może chodzi właśnie o to, żeby przyszła mama się zahartowała na nieprzespane noce 
No nic, nie narzekam już - zostało nam jakieś 50 dni do terminu porodu, a być może zdjęcie pessara z początkiem stycznia jeszcze przyspieszy sprawę. Ważne, żeby spokojnie doczekać świąt i sylwestra a potem czekam z otwartymi ramionami na moją Dziewczynkę 
Ostatnio z pewną prośbą napisała do mnie Magda.
Pomożecie?
--> Style radzenie sobie ze stresem i satysfakcja z małżeństwa kobiet niepłodnych
Ciąża zakończona 5 grudnia 2017
9tyg+4dni
Kilka luznych spostrzezen...
1) Gin przepisala mi antybiotyk na infekcje (tak jak mowilam, bardziej prewencyjnie w sumie, bo nie odczuwalam zadnych objawow wlasciwie): tabletki dopochwowe nystatyna (czy jakos tak). Paskudztwo! Twarde, trojkatne, trudne w aplikacji (to musial jakis mezczyzna wynalezc). W kazdym razie mam po nich takie zoltawe uplawy. Niewiele tego, ale nieladnie wyglada. Mam nadzieje, ze to po prostu te pigulki tak fatalnie sie rozpuszczaja i wyplywaja ;/ zapytam na najblizszej wizycie, bo nie ukrywam, ze wczoraj sie troszke zdenerwowalam
2) 19.12 mam usg, ktore traktuje jak takie dodatkowe... jeszcze 2 tygodnie...
3) brzuch mi wystaje... wiem, ze oczywiscie za wczesnie na `ciazowy` brzuch, ale mysle, ze powiekszajaca sie macica tez robi swoje. Jestem szczupla i raczej drobna (49 kg), przed ciaza sporo cwiczylam i myslalam, ze miesnie mam raczej silne a jednak... 3 tygodnie lezenia troche mnie `rozpuscily` no i nie moge tego brzucha wciagnac. Jeansow juz nie zaloze, bo niewygodnie. Tylko sukienka lub legginsy z gumka...
4) w niedziele bylismy na obiedzie na miescie (pierwsze wyjscie od tygodni) ale nie bylo gdzie zaparkowac i musialam isc kawalek (moze niecaly km to byl) i... tak sie zmeczylam... brzuszek mnie rozbolal, az sie przestraszylam. Naprawde, co za flak sie ze mnie zrobil. I plecy bola ;( wlosow nad wanna umyc nie moge ;( ogolnie miekka pipa sie ze mnie zrobila 
5) brakuje mi seksu... az mi sie sni po nocach
nic nie poradze. Normalnie nie mam jakiegos wybujalego libido (Maz tez podobnie), ale te kilka tygodni postu robi swoje... smutno, ale... dam (damy!) rade!
6) Lek przed poronieniem mnie nie opuszcza. Wchodze dzis na bloga jednej z moich ulubionych blogerek a tam wpis `jak zyc po poronieniu` ;-(((
7) w pracy sa juz plotki o moim stanie. Ale oficjalnie nie wydalam komunikatu wiec niech sobie gadaja.
I tyle poki co
4.12 kolejne usg malutki wazy juiz 2400g
Obecnie 32 tc wielkosc malucha odpowiada wielkosci 34 tc.
Poki co wszystko ok.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.