Zastanawiam się nad tym wszystkim i nie wiem co o tym myśleć. Generalnie jestem tak zaprogramowana na staranie się, że na dobrą sprawę nic mnie nie cieszy, bo nie jest wystarczająco dobre. Nie chce mi się planować: wakacji, zmiany auta, kupna większego mieszkania. Niby mam to wszystko w planach, ale brak mi zapału, żeby to zrobić. No i tak myślę sobie, że TO NIE JA. Nie czuję się do końca sobą. Przecież wiem, że wszystko siedzi w głowie, że TRZEBA być pozytywnym, że nie można CHOROBLIWIE o tym myśleć, a jednak.. Jednak jestem wiecznie przygnębiona, myślę o tym CIĄGLE. Gdzie nie idę, to robię to na siłę. Niby później się bawię super (bo zapominam i nie myślę!), ale wychodzę zawsze wbrew sobie.
Pragnienie pierwszego dziecka jest takie dziwne, bo tak na prawdę nie wiemy co to jest, to coś, czego pragniemy. Nie wiemy z czym się to je. Nie wiemy co to jest ta matczyna miłość. Co to jest trzymać swoje dziecko w ramionach. Jak to jest chodzić z brzuszkiem. To wszystko jest tak abstrakcyjne, że wydaje się niemożliwe. Jak się zagłębię w ten temat, to nie potrafię sobie siebie wyobrazić z testem z dwiema kreskami w ręce. Patrzeć jak mi rośnie brzuch. Kupować dziecięce ubranka. Mówić "moje dziecko". Rodzić! Karmić piersią. Uczyć świata. Nie wyobrażam sobie nagle zmienić porządek całego swojego świata: tego kiedy śpię i ile; tego czy mogę iść na imprezę (czy ma kto się zająć moim dzieckiem i czy w ogóle chcę je zostawiać). To wszystko jest tak nierealne, nienamacalne, nieosiągalne. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony mam ochotę opuścić tą stronkę, nie mierzyć temperatury, nie robić testów, nie kibicować pod wykresami, nie czekać na wiadomości od innych staraczek, a z drugiej strony czuję się tu jak u siebie. Ta pustka gdzieś się minimalnie zapełnia bo mam z kim o tym wszystkim porozmawiać (gdybym w realnym świecie poświęcała temu tematowi tyle czasu co tu, dawno by mnie skierowano na leczenie).
Coś się musi zmienić! Czekam z utęsknieniem na nowy (mam nadzieję normalniejszy) cykl, na wizytę u nowej ginki, na badania, na jakieś odpowiedzi! Coś się musi zmienić bo oszaleję! Potrzebuję kroku do przodu! 
A póki co chyba się przefarbuję na jakiś inny kolor.. Tak zrobię!
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2018, 20:23
19dc mysle, ze wczoraj/dzis rano była owu. Miałam rano dość mocy ból brzucha, ale ponieważ jeszcze lekko spałam to trochę byłam snem znieczulona, temperatura wzrosła. Nie wiem jak to jutro rano bo o 6 musze wstać. Może 6:15. Teraz mam nadzieje ze cykl dobrze się ułoży. Juz bez spadków. Dzis już nie mysleliśmy nawet o serduszkowaniu. Kawka u szwagra potem rosołek u teściow. Z cera postanowiłam powoli. Musze wiedziec co na mnie wpływa, a jak za duzo na raz to potem nie bede wiedziała co brac co eliminowac. Póki co mleko i przetwory z mlekiem odstawiam. Miałam "trzymac wpisy", zeby setny był ciązowy, ale czasem się przydaje poczytac swoje zapiski. Np. dlaczego danego dnia nie było bzykanka.
wyjęłam papiery do pracy, ale same wiecie jaka jest motywacja do zrobienia czegokolwiek jak myśli na jeden temat schodzą. Nie napinam się. Tak się tylko zastanawiam. Np. czy moze isc jutro na proga? Chyba zacznę dziś zioła na II fazę, ale na razie umyję łeb, zjem coś. Póki co walcze ze swoimi nawykami, nie mówie tu o kawie, ale o takich tikach nerwowych - drapanie nosa, gryzienie palca. No paskudne natręctwa. Potem na zdjęciach wstyd.
* Zamówiliśmy z M. ciekawe gadżety, żeby nie popaść w rutyne, która moze zabić wszelkie starania. Sama jestem bardzo ciekawa. Otwieram sie na przyjemnosć. Chociaż w tym cyku jestem strasznie sucha na poczatku;/ zel na wejscie musiał byc.
CZytałam dziś pamiętniki. Jeden fajnie opisał jak męzczyźni widza ten temat - bardzo zadaniowo, a kobiety mają tysiac wersji i tysiac dwa rozwiąznia. Chcą być gotowe na każda opcję. Też tak macie?
Po zeszłomiesięcznej stracie (moge to tak nazwac bo było mi po prostu przykro), czuję jakbym dostałą pstryczka w nos od TEGO na górze. Żebym się tak nie napinała, bo czego bym nie zrobiła to i tak wszystko od Niego zależy.
36 tydzień
Malutka chyba chce wejść mi pod żebra i nie rozumie że ich to raczej nie przepchnie
czuję wtedy ogromny ucisk, nasila się jak siedzę..
Miałam kolejne ktg.. Cisza, spokój.. Czasem czuję coś w podbrzuszu.. Jakby zakwasy po ćwiczeniach albo cmienie w jajnikach..
Mam mieć wizytę 23 września , dziś 19 września i boje się strasznie co mnie czeka..... Czy to w ogóle ma sens
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2020, 07:32
Dziś dzień 2stosowania puregonu.
Jeśli chodzi o instrukcje itp to wszystko jest super tyle, że igieł powinno w zestwie być tyle ile najmniejszej dawki. Mi lekarz napisał, że mam brać 50j z 600 czyli mam 12dawek...a igieł tylko 6. Samo wkłucie obawiałam się tego, bo nie lubie specjalnie takich rzeczy ale muszę przyznać, że za 1razem w ogóle igły nie poczułam:)
Dziś byliśmy z mężem odwiedzić znajomych, którzy też rok się starali ponad i w końcu po udrażnianiu jajowodów zaszli:) Mają bliźniaczki. Są jeszcze takie malutkie bo to dopiero 2miesiąc i to niecały. Płaczą i jedzą na zmianę ale tak są spokojne i przede wszystkim zdrowe. Mniejsza tylko miała mleko zmieniane bo nie przybierała na wadze i często robiła kupki.
Tak poza nimi to całkiem niedawno bo jakoś w grudniu dowiedziałam się, że moja siostra jest w ciąży ( co mnie w pierwszej chwili zabiło bo ja ponad rok i nic a ona ledwo 2msc po ślubie i juŻ) a jeszcze do tego dołączyła moja koleżanka ze studiów. Po prostu pierwszy dzień po takiej informacji jest dla mnie ciężki - męczą mnie myśli dlaczego nie ja? Czemu nawet nie mogę zajść? Ile jeszcze czasu potrzeba?.....po kilku godzinach i kilku uronionych łzach zaczynam cieszyć się ich szczęściem bo cóż innego mi pozostało?
Mojego szwagra córka bardzo mnie lubi. Od niedawna używa coraz więcej słów i spodobało jej się chyba moje imię bo ciągle :Kasia, Kasia choć, ciociuś Kasia.... Czekam tylko kiedy ja zobaczę te wyczekane wyśnione i wytęsknione 2kreski i ktoś do mnie powie : mamusiu 
Przyszła @. W nocy. Spóźniona o 1 dzień, co rozbudziło nadzieję. Podczas wizyty u teściów. Tej samej nocy na świat przyszedł drugi wnuk teściów. Cieszę się, bo jak tu się nie cieszyć, ale przez cały dzień łzy mi się cisnęły do oczu, zasłaniałam się katarem. Dostałam od losu w pysk.
Kończę tym samym swoją przygodę z ovufriend. Nie wiem czy definitywnie, nie chcę się zarzekać. Myślałam, że regularne współżycie w owulację przyniesie mi dzidzię. Nie przyniosło. To ostatni cykl przed inseminacją. Dajemy sobie limit do 5, jeśli się nie uda, emigrujemy. Trzeba się odciąć, zostawić Polszę, w której tylko pełna rodzina się liczy, bo małżeństwo bezdzietne to jest przecież wybrakowane. Mamy 30 lat i jeszcze dużo życia przed nami, może tak ma być.
Dziękuję Dziewczyny za porady i wsparcie, życzę Wam z całego serce dwóch kresek. Anakin, trzymaj się i szczęśliwego rozwiązania!
Bobas nie dał zmierzyć przepływów. Skakał i trząsł całym obrazem tak, że dr nie mogła sprawdzić czy są ok. Dostałam profilaktycznie acard 150 i wg dr na razie nie ma się czym przejmować.
Ostatecznie wzięłam wczoraj nospę, średnio pomogła, ale ból brzucha późnym popołudniem sam przeszedł, jak ręką odjął. W sobotę i niedzielę byłam nie do życia. Przespałam pół weekendu. Dzisiaj już energii więcej, ale coś mnie pobolewa głowa. W ogóle, jak idę do pracy, to zamiast myśleć mniej, myślę więcej i czuję stres. Przychodzę do domu i wszystko przechodzi. Kurde, chyba jakoś na odwrót powinno być. Rozmyślam, czy zatestować wcześniej, ale chyba jednak wolę jeden pewnym wynik i poczekam do 27.
35 tydzień
Czuję się jak pełnoetatowa mamuśka - mam wrażenie, że starszy syn niemal nieustannie potrzebuje mojej opieki. Non stop chodzę za nim i pytam - umyłeś zęby? posprzątałeś w pokoju? Masz jakieś zadanie domowe? Spakowałeś się do szkoły? Masz jakieś sprawdziany? Kiedy poprawiasz przyrodę/angielski/niemiecki (niepotrzebne skreślić)? Umyłeś się mydłem? Do tego dochodzi oczywiście młodszy synuś w brzuszku... on też potrzebuje troski - dobrego obiadku, witamin, zakupów wyprawkowych, no i odpoczynku
To już za miesiąc moje życie zmieni się do góry nogami - boję się tego... skoro już czasem nie wyrabiam (emocje na starszego sięgnęły wczoraj zenitu kiedy uczyliśmy się 4 stron podręcznika historii aż 4 godziny!!! I to powtarzając materiał, który opanowywaliśmy w zeszłym tygodniu....)! to jak to będzie kiedy w domu pojawi się niemowlak? W dodatku high needed, który też jak starszy będzie potrzebował uwagi i troski.... Czy dam rady uczyć się przyrody, pomóc odrobić zadanie po nieprzespanej nocy? Albo z płaczącym dzieckiem na rękach? A przecież nie mogę starszemu powiedzieć - sorry, ale Twój brat mnie bardziej potrzebuje...
Ooo jak jajcory dają znać o sobie, że są i ze pracują już od rana... Trzeci dzień stymulacji dziś podgląd co tam się dzieje. A może trzeba być patologia żeby mieć dziecko???kurde znam ludzi...patole jakich mało..no i co bach jedno dziecko, a nie dawno urodziła bliźniaki....no ja cie kręcę....i weź się nie denerwuj..druga sąsiadka no plociuch jakich mało...też dziecko...nie wiem za co to wszystko. Jak to denerwuje. W tym miesiącu minęły 2 lata od poronienia, kurcze ale ten czas leci a pamiętam jakby to było wczoraj. To już dwa lata jak się staramy a inni proszę chwilą nie uwagi i już w ciąży. Dziś wizyta mam nadzieję że wszystko będzie ok..jadę sama m.nie może. Może teraz uda się dość do punkcji. Fajnie by było to już jakiś postęp by był, a tak drugi cykl zastrzyki, teraz jak się nie uda pewnie będzie czekała mnie przerwa w stymulacji....eh ale nie myślę o tym musi się udać...nie no nie wierzę ja i pozytywne nastawienie???chyba coś mi dolega
20 DC 4 dpo
Dzisiaj wreszcie wizyta u specjalisty w Rzeszowie, trochę się obawiam... Ale mam nadzieję że jak zerknie na wyniki dotychczasowych badań będzie w stanie coś powiedzieć.
Trzymam kciuki sama za siebie to chyba ok ?
Od niedzieli biorę luteine. Nie wierzę że się uda przy tym nasieniu i mojej prolaktynie, ale na wszelki wypadek. Wiem że za jakiś tydzień znowu napiszę , że @ przyszła...
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2018, 09:18
Jestem po wizycie.

I wcale się nie uspokoiłam, nawet jest chyba gorzej ;(. jak wyszłam to się poryczałam w aucie.
Na niski progesteron dostałam luteinę i coś tam jeszcze.
Pani Doktor, stwierdziła że za bardzo nic nie widzi, ale że to może być za wcześnie albo jest ślepa:(
bo ta beta też w sumie nie rewelacyjna, wskazywałaby bardzo wczesną ciążę,bo ta owulacja tak późno, po prostu umówmy się na kolejną wizytę, 6.03 to za dwa tygodnie,
Jej słowa: Jak zobaczę serduszko w jamie macicy to się uspokoję. Proszę się oszczędzać.
Ja chyba zwariuje do reszty.
Niby dobrze że poszłam bo ten progesteron trochę podreperujemy ale bardziej myślałam że... właściwe że co, że mnie pogłaszcze po głowie, przytuli, że co miała ma powiedzieć, jak nie sama nie wie.
Ech, masakra, sama nie wiem co chcę...
Może pójdę dziś do spowiedzi.
Dziękuje dziewczyny za słowa wsparcia, dobrze że jesteście
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2018, 06:23
...
Wczoraj obchodziliśmy przeniesione Walentynki. Śmiało mogę powiedzieć, że były to najlepsze Walentynki jakie kiedykolwiek mieliśmy. Czekałam na nie od czwartku, myślałam, że skoro tak ich wyczekuję to pewnie coś nam wypadnie albo będą nieudane. Och jak miło, że się myliłam. Byliśmy na drinku w jednej knajpce, później skoczyliśmy na churros podawane z gorącą czekoladą, po czym wylądowaliśmy w meksykańskiej restauracji. Oczywiście nie obyło się bez Margarity i nachos z guacamole. Rozerwaliśmy się jak nigdy. Pośmialiśmy się, pogadaliśmy i poplotkowaliśmy. Nie wiedziałam, że randki z mężem mogą być, aż tak cudowne!
Nasze starania zostały przeniesione na końcówkę czerwca, początek lipca. Z wiadomych powodów, o których pisałam już jakiś czas temu. Mąż dziś czytał o inseminacji i in vitro, o tym jak nieudane próby rzutują na związek. Podchodzi do tego bardzo dojrzale. Cieszę się. Pocieszamy się, ale też mamy świadomość, że być może nie będzie nam dane, tzn. mi urodzić dziecko. Moja wiara w to, że w końcu @ nie przyjdzie i zobaczę II upragnione kreski uleciała już jakiś czas temu. Nadzieja? Opadłam już z sił i nawet jej mam coraz mniej.
Powinien powstać jakiś instytut, który robiłby nagrody dla ludzi walczących z niepłodnością. Ile razy można się podnosić? Zdaje nam się, że każdej kolejnej szpilki nie wytrzymamy...że tym razem już nie damy rady tego udźwignąć... I przychodzi następna... Największy kolejny zawód... A my? A my znów wstajemy do walki... Nieustannie toczymy tę cholernie nie równą walkę.
Nie dawno dowiedziałam się o kolejnej ciąży, pewnej dziewczyny. Pierwsze dziecko jakieś 15-17 lat, miało urodzić się chore, więc proponowano jej aborcję, chwała jej za to, ze urodziła... Urodziła zdrowe dziecko.. Kolejne dziecko z innym facetem. A teraz znów ciąża i uwaga niespodzianka... Jeszcze z innym facetem. Kobieta w ogóle rozwojem została w gimnazjum, co prawda z tego co wiem, dzieci zadbane, ale jaki ona daje im rozwój... Daleka jestem od oceniania, ale gdzieś tam boli mnie fakt, że my mamy możliwość wychowania dziecka w pełnej rodzinie, zapewnienia mu miłości i bezpieczeństwa, a nie możemy miec dziecka... A Ci co nawet się nie starali, nie maja zbytnio dobrych warunków mają je tak o... lekko pyk i jest...
Czasem sobie myślę, że może Bóg daje takim ludziom dziecko, by było impulsem to zmiany, tylko oni tej zmiany na lepsze nie chcą... W naszym kraju? W sumie po co... Trójka dzieci, na bezrobociu i 1500zł na dzieci leci...
Jest mi okropnie przykro, że dla tych, który pragną mieć dzieci nie ma żadnych ułatwień. Leczenie właściwie trzeba całkowicie zrobić prywatnie. Leki są cholernie drogie i w sumie każde na 100%, bo w końcu lekarz prywatnie, to recepta bez zniżki, chociaż nawet na NFZ większość byłaby bez zniżki... W końcu po co Takie suplementy dawać na zniżkę...
Nikt nam nie ułatwia, gdziekolwiek się nie obejrzymy mamy trudności. Ludzie są tak nieuświadomieni, jak wiele par ma problem z płodnością, że na każdym kroku mogą popełnić jakiś nietakt. Pal licho jakieś drobiazgi... Ale czasem potrafią wbić mocniej szpilkę w serce.
Taki mój monolog...
12dc
Byłam dziś u ginekologa na NFZ. Najpierw się nasłuchałam, że 6 miesięcy starań to jeszcze nie starania, że za wcześnie jeszcze na diagnozowanie niepłodności. Że dopiero po dwóch latach jest na to czas, bla,bla,bla. Pogadał, pogadał, ale skierowanie dał
jak to powiedział z uwagi na to, że jestem obciążona genetycznie cukrzycą (chorowałam w przeszłości na cukrycę typu II). Dostałam skierowanie na FSH, LH, WOLNY TESTOSTERON, DHEAS, ANDORSTENDION. Dodatkowo jak będę robiła te badania to zrobię już prywatnie zlecone przez endo, czyli prolaktyne, glokoze na czczo i insuline. Na badania mam iść 2-3 góra 4 dnia cyklu.
Zrobił mi też usg i w lewym jajniku mam pęcherzyk 22,3mm i 20,1mm. Powiedział, że aby zobaczyć czy pęknie to powinnam przyjść w śrd, ale on w gda przyjmuje tylko raz w tyg i mi tego nie zrobi. Jak spytałam o prywatną wizytę to powiedział, że prywatnie też nie ma już miejsc. Ale na przyszły cykl idę na 100%, mam już od niego namiary na gina prywatnie, bo on przyjmuje w innej miejscowości i mówi, że nie ma sensu dojeżdżać. O ile do tej pory nie zajdę w ciąże haha
Powiedział, że mam tylko nie iść do invicty, bo wyląduje z in vitro 
Test owulacyjny zrobiony dzisiaj negatywny
ale kazał się nim nie sugerować...
Tak więc nie pozostaje nic innego jak serduszkować intensywnie!
Z uwagi na to, że mam podejrzenie tej insulinooporności profilaktycznie zaczęłam już dziś dietę bez cukrową. Masakra, cukier jest wszędzie! Nawet w każdej wędlinie w sklepie
a z uwagi na niedoczynność dołączy do tego dieta bez laktozy i bezglutenowa haha.
Spróbować warto... może w końcu schudnę, bo coraz grubsza się robię.
29 tydzien (28t3d)
Kilka dni temu wyszla.mi opryszczka na gornej wardze. Bylam w szoku, bo na poczatku 2 ciazy mialam opryszczke i bralam leki, wiec myślałam, ze mam spokoj na kilka lat. Nie wiem, czy wlasnie przez nia nie stracilam drugiej ciazy, bo w 1 trymestrze moze powodowac poronienia. Dlatego tez tym razem bardzo się wystraszylam, zaczelam czytam w Internecie i juz w ogóle sie zalamalam. Sa bardzo duze rozbieżności, jedni lekarze uwazaja ze tylko opryszczka narządów plciowych stanowi zagrozenie, a inni ze kazda jest niebezpieczna i moze powodowac poronienie w 1 trymestrze, przedwczesny porod lub uszkodzić sluch u maluszka. Moja kolezanka miala w ciąży 2 razy opryszczke i jej corka ma niedosluch.
Napisalam odrazu smsa do mojego gina i musze brać przez 5 dni 5 razy dziennie Heviran 200. Podobno jest lepiej leczyc niz nic nie robic. Mam nadzieje, ze nie zaszkodza maluszkowi
i nie bedzie powikłań...
4t+6d
Ostatni dzień 5 tygodnia. Jutro zacznie się 6 tydzień. W związku z tym idę chyba na betę, bo chcę mieć jakieś potwierdzenie, że wszystko jest ok. Nie wiem, czy w pierwszej ciąży maluszkowi biło serduszko, czy jego rozwój zatrzymał się jeszcze przed tym jak kilka dni plamiłam, nie biorąc luteiny. Teraz czuję się zabezpieczona - mam luteinę, o ciąży wiem na bardzo wczesnym etapie i łykałam kwas foliowy i inne suplementy od 1,5roku. Dietę też mam zmienioną, wiec to też powinno być na plus.
Obiecałam opisać, co wg mnie pomogło nam zajść w upragnioną ciążę:
1) Jak wiele z Was wie, mój mąż ma nawracające depresje. Jedne słabsze, drugie mocniejsze. Będąc razem 6 lat widzę jej trzeci nawrót. Od stycznia jest na L4. I dopiero teraz widzę, że to naprawdę może wracać w ciągu życia, póki nie nauczy się walczyć z lękami i nie nabierze pewności siebie. Wbrew pozorom nie mam męża ciapka, jest wrażliwy, ale potrafi być naprawdę samcem alfa (tylko za rzadko
). Dlatego teraz pogodziłam się z tym, że może być okresowo chory i że z tego powodu możemy nie mieć dzieci albo nie będzie nas na nie stać. Szczerze, naprawdę poczułam wewnętrzną ulgę, gdy to do mnie dotarło, gdy się z tym pogodziłam. Dlatego też polecam książę "Chcę mieć dziecko" Moniki Szadkowskiej. Są tam banały, ale bardzo ważne i dosadne banały.
2) Od 1 stycznia oboje w mężem jesteśmy na diecie o niskim indeksie glikemicznym. Nie jemy białego pieczywa, białego ryżu, zero cukru, zero słodyczy (czasem pozwoliliśmy sobie na zjedzenie batonika na pół). Jemy więcej warzyw i owoców, więcej kasz, nasion. Od grudnia planujemy posiłki na cały tydzień i robimy zakupy raz w tygodniu. Oszczędzamy pieniądze, czas i mogę dobrze skomponować posiłki. Czasem korzystam z aplikacji Fitatu, żeby sprawdzić, jakich mikro- i makroelementów mi brakuje w diecie.
3) Dostałam Bromergon 1/2 tabletki. Prolaktynę miałam 23 (norma do 23), a po 1h po obciążeniu 10-krotny wzrost. Myślę, że to najbardziej mi pomogło.
4) Dostałam Clostilbegyt 1 tabletka od 5dc do 9dc. To chyba było dla mnie największe zbawienie. Musiałam albo nie mieć w ogóle owulacji albo były słabej "jakości". No i Ovitrelle, dzięki czemu pęcherzyk pękł.
5) Piłam od 1dc do owulacji gluta z siemienia lnianego. A fe, ale dałam radę.
6) Od 1dc jadłam garść nasion dyni, słonecznika i żurawiny, 1 daktyla, 3 morele, 5 migdałów. Jadłam jagody Goji, nasiona Chia, spirulinę, kiełki różnorodne (własna uprawa), płatki owsiane, jaglane.
7) Mąż brał 4 dni przed owulacją po jednej tabletce ACC optima. Pił olej z czarnuszki (na szybsze plemniki).
Ja w grudniu miałam przerwę od suplementów. Od udanego cyklu wróciłam do Ovarinu, Pregny Plus, Wiesiołka (brałam tylko kilka dni przed owu, ale coś tam dało), Trivaginu, Salfazinu, a po owulacji także witamina C 1000mg.
9) Piłam dużo wody. Ćwiczyłam dość regularnie do owulacji. Rozciąganie, brzuszki.
10) Po stosunku w dniu owulacji (dzień zastrzyku) w pozycji ja na mężu, położyliśmy się na boczek, z którego była owulacja i tak leżeliśmy, aż zasnęliśmy. Czyli przeleżałam tak ponad godzinę. Potem szybko przebiegłam do łóżka i tak do rana.
Wydaje mi się, że tyle. Jak mi się coś przypomni, to jeszcze dopiszę.
14dc
Serduszkujemu ile się da:) kolejny raz mój organizm pokazuje mi jaki jest dziwny. 14dc a owulacja jeszcze nie potwierdzona, wszystkie testy negatywne, a robię je od 5 dni. Szyjka wciąż otwarta a sluz dopiero się zaczyna pojawiać taki plodny, minimalnie wczoraj, a dziś trochę bardziej wodnisty. Temperatura się nie podnosi, jest zaskakująco niska. Także to chyba jeszcze nie teraz ale dzialamy:) przynajmniej w tym cykli nie jestem zaskoczona, że owu przeszła jak burza i nie zdarzyłam z ♡ na czas:) Mąż tylko chodzi i pyta była owulacja ? 
Nie sądziłam, że on tak bardzo będzie się starał, że tak bardzo bedzie mnie w tym wspierał. Nie chodzi tu o samo zainteresowanie dniami plodnymi. Pamięta o witaminkach na plemniczki, cały czas myśli o tym jak pomóc:) Wczoraj jak się brać gorąca kąpiel nawet, zaciagnelam to spontanicznie do wanny:D uległ tylko mi mówił tylko nie lej za gorącej wody bo to nie dobre dla plemniczkow
Nie pije alkoholu nic a nic, nawet nie chce iść do znajomych w czasie moich plodnych, żeby się czasem piwa nie napic, bo chce być w pełnej gotowości zawsze i wszędzie:) Naprawdę jestem mile zaskoczona jego zaangażowaniem. Też nie naciskam na niego, mówię mu, że jeśli dziś nie ma ochoty no to odpuścimy, bo nie jest maszyna do produkcji plemników. Niektóre kobiety tak bardzo pragnąc dziecka zapominają, ze mezczyzna czasem tez nie ma siły uprawiac seks tylko dla spermy, a często to tak z biegiem czasu wygląda. Nie chce być taką kobieta. Mam nadzieję, że nigdy nie będę tak zdesperowana. Tym bardziej widząc mojego męzulka, jak bardzo mu zależy i jak się stara, nie chciałabym być egoistka i kazać mu coś robić na siłę.
Co do tematu badań, itd byłam dziś u internista po skierowanie na badania ogólne - morfologia, glukoza, tarczyca, mocz itd. Także w tym tygodniu będę robić kolejne. Niestety toxoplazmoze, rozyczke i cytomegalie musi ni zlecić ginekolog.. Tak mnie poinformowała pani internista. Yh już jej chciałam powiedzieć jakich cudownych ginekologow mają w medicoverze ale już się ugryzlam w język, bo to nic nie da. Jestem umówiona prywatnie do gin. Więc pewnie mi zleci, tylko szkoda, że zakichany medicover nie chce tego zrobić pomimo, że mam pakiet specjalistyczny.
Wyliczylam też dziś ząbki. Na pół roku spokój (chyba):p
No to chyba tyle na dziś
wracam zrelaksować się z mężem:) mamy tydzień urlopu 
W sobotę mnie koleżanka poinformowała, że jest w ciąży, ta wiadomość mnie naprawdę ucieszyła i ja też chociaż to wpadka i biorąc tabletki anty... Jestem w szoku i ona też
uparte plemniki:) Widocznie Ten z góry tak chciał
14dc
Serduszkujemy ile się da:) kolejny raz mój organizm pokazuje mi jaki jest dziwny. 14dc a owulacja jeszcze nie potwierdzona, wszystkie testy negatywne, a robię je od 5 dni. Szyjka wciąż otwarta a sluz dopiero się zaczyna pojawiać taki plodny, minimalnie wczoraj, a dziś trochę bardziej wodnisty. Temperatura się nie podnosi, jest zaskakująco niska. Także to chyba jeszcze nie teraz ale dzialamy:) przynajmniej w tym cykli nie jestem zaskoczona, że owu przeszła jak burza i nie zdarzyłam z ♡ na czas:) Mąż tylko chodzi i pyta była owulacja ? 
Nie sądziłam, że on tak bardzo będzie się starał, że tak bardzo bedzie mnie w tym wspierał. Nie chodzi tu o samo zainteresowanie dniami plodnymi. Pamięta o witaminkach na plemniczki, cały czas myśli o tym jak pomóc:) Wczoraj jak się brać gorąca kąpiel nawet, zaciagnelam to spontanicznie do wanny:D uległ tylko mi mówił tylko nie lej za gorącej wody bo to nie dobre dla plemniczkow
Nie pije alkoholu nic a nic, nawet nie chce iść do znajomych w czasie moich plodnych, żeby się czasem piwa nie napic, bo chce być w pełnej gotowości zawsze i wszędzie:) Naprawdę jestem mile zaskoczona jego zaangażowaniem. Też nie naciskam na niego, mówię mu, że jeśli dziś nie ma ochoty no to odpuścimy, bo nie jest maszyna do produkcji plemników. Niektóre kobiety tak bardzo pragnąc dziecka zapominają, ze mezczyzna czasem tez nie ma siły uprawiac seks tylko dla spermy, a często to tak z biegiem czasu wygląda. Nie chce być taką kobieta. Mam nadzieję, że nigdy nie będę tak zdesperowana. Tym bardziej widząc mojego męzulka, jak bardzo mu zależy i jak się stara, nie chciałabym być egoistka i kazać mu coś robić na siłę.
Co do tematu badań, itd byłam dziś u internisty po skierowanie na badania ogólne - morfologia, glukoza, tarczyca, mocz itd. Także w tym tygodniu będę robić kolejne. Niestety toxoplazmoze, rozyczke i cytomegalie musi mi zlecić ginekolog.. Tak mnie poinformowała pani internista. Yh już jej chciałam powiedzieć jakich cudownych ginekologow mają w medicoverze ale już się ugryzlam w język, bo to nic nie da. Jestem umówiona prywatnie do gin. Więc pewnie mi zleci, tylko szkoda, że zakichany medicover nie chce tego zrobić pomimo, że mam pakiet specjalistyczny.
Wyleczylam też dziś ząbki. Na pół roku spokój (chyba):p
No to chyba tyle na dziś
wracam zrelaksować się z mężem:) mamy tydzień urlopu 
W sobotę mnie koleżanka poinformowała, że jest w ciąży, ta wiadomość mnie naprawdę ucieszyła i ja też chociaż to wpadka i biorąc tabletki anty... Jestem w szoku i ona też
uparte plemniki:) Widocznie Ten z góry tak chciał
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2018, 16:16

Tak wyglądamy dzisiaj
Tosia robi jakieś wygibasy (coraz boleśniejsze), a dziś w nocy podobno ojca skopała. O dziwo nawet nie wiem, bo jak czuję bolesne kopniaki w nocy to staram się jak najszybciej zasnąć, bo potem jest ciężko
Zapełniłam koszyk na allegro wyprawkowymi rzeczami i znalazłam fajną komodę. Komoda jest konieczna, bo powoli kolekcjonujemy ciuszki i nie mam gdzie ich trzymać!
Jestem trochę na siebie zła, że nie zmieniłam lekarza prowadzącego i na 100% wiem, że jeśli będzie mi dane być jeszcze kiedyś w ciąży, to na pewno tego lekarza nie wybiorę. Niby wszystko ok, ale po każdej wizycie nic nie wiem. Ani razu nie zbadał mi szyjki, a na pytania nigdy nie odpowiada prosto i nic nigdy nie rozumiem. Nawet R. przyznał mi racje, bo juz myślałam, że jestem przewrażliwiona. W ogóle nie czuję się zaopiekowana
jeszcze przyplątała się do mnie infekcja, więc poszłam do innego ginekologa, w moim rodzinnym mieście, gdzie chodziłam przed przeprowadzką. Uspokoił mnie jak nigdy, zrobił USG przez brzuch i pochwę, sprawdził szyjkę, postukał Młodą, bo martwiłam się, że jest jakaś mało ruchliwa ostatnio (mój lekarz mnie zbył totalnie). Wysłałam mojemu lekarzowi w piątek wyniki krwi, bo miałam niektóre zawyżone, niektóre zaniżone i na odpowiedź czekam nadal na jakąś odpowiedź z jego strony. Cisza... Mam nadzieję, że te wyniki nie są jakieś tragiczne i nie mają wpływu na Tosie. Ostatnio nawet zaczęłam się bać, że Tosia będzie chłopcem! Bo lekarz sprzęt ma słaby, a o drugich prenatalnych/połówkowych nic nie mówił, a na ostatniej wizycie nie mógł nic zobaczyć, bo Tocha się zasłaniała. Dlatego na 13 marca umówiłam się na trzecie prenatalne... Niby trochę drogie, ale gdyby lekarz prowadzący był inny to bym nie szła. Boję się, że coś jest nie tak, bo wymmiary Tosi zawsze są jakieś mniejsze, niż na internetach i Tocha ma dziwny kształt głowy, splaszony jak piłka do rugby i lekarzowi wychodzą złe wymiary
mówi, że taka uroda (też mam trochę taki łeb
), ale mimo to się martwię ych... Kurdę no jestem na siebie taka zła, że nie zmieniłam lekarza... Już samo to, że na początku ciąży cały czas plamiłam, a on to ignorował powinien dać mi do myślenia... Dobrze, że miałam zapas luteiny i powiedziałam, że biorę, bo tak to by mi pewnie nawet nie przepisał kolejnej dawki 
AAaaa! Już tyle godziny, mąż za 30 min z pracy przychodzi, a ja obiadu nie zrobiłam jeszcze! Lecę!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.