15dpt
Od wczoraj na prima aprilis snieg zaczal padac.
Dzisiaj bylo duzo sniegu... maz na szczescie wolne od pracy- rzadkosc. Nie musialam malej wyprawiac ani odsniezac auta.
Pojechalam na bete... kazali sporo czekac z wynikami. Ale tez jakos wiecej ludzi bylo.
Przypomne reszte wynikow.
5dpt 24 prog 33.20
7dpt 62
10dpt 202.90 prog 46.430- INNE LABO
12dpt 457
15dpt 1479, prog 23.60 💣⚠️⚠️⚠️⚠️⚠️
Mąż zadowolony z wyniku. I to ostatni raz robione. Od jutra sprobuje zamiast prolutexu to agolutin robic... moze juz tylek zregenerowal sie i bedzie wspolpracowac.
Moja Historia:
CZERWIEC 2017: wychodzę od lekarza po wynikach pobrania wycinka z kolposkopii i łyżeczkowania.
Płaczę, stan przed nowotworowy. Lekarz mówi ,że leczenie wyklucza późniejsze ciążę. Daje mi pół roku . Jeśli zajdę w ciążę, stan może się polepszyć. Zmiany mogą się zmniejszyć. Jestem załamana , bo nie planowałam dzieci. Miałam 27 lat a dziecko chciałam na 30. Czarna rozpacz, co zrobić ? przecież nie stać mnie na dziecko. Razem z mężem podjęłam decyzję, staramy się o to dziecko ,żeby za parę lat nie pluć sobie w twarz, że nie próbowaliśmy.
Pierwsza owulacja, sprawdzona testem . Staramy się bez przekonania. Bo przecież bardzo trudno zajść w ciążę. Jedyne trudności. Po dwóch tygodniach dwie kreski. Nie mogłam się nadziwić, że tak szybko się udało. Czułam się taka zajebista. Kiedy rozmawiam z siostrą i ona mówi żebym szła do lekarza za 3 tyg bo wtedy już będzie widać zarodek, nie wiem o co jej chodzi. Przecież jestem w ciązy i już nic nie może sie stać. Przecież cała trudność to zajsć w ciąże reszta już idzie sama....
Trzy dni po terminie miesiączki zaczełam plamić, czytam w internecie, że to normalne także uspokajam się. Jestem po pierwszej wizycie u lekarza. Lekarka wyśmiała mnie, że przyszłam z tak młodą ciążą bo jeszcze nic nie widać. Ja dalej nie rozumiem o co jej chodzi.Przecież jestem w ciąży. Tydzień później zobaczyłam krew, pojechałam na pogotowie. Lekarz na samym początku poinformował mnie po co tu przylazłam ze ciąż w 6tyg sie nie ratuje. Zbadał stwierdził, że nic nie widzi.Ale ogląda moje wyniki odnośnie cin2 i wydziera się na mnie dlaczego zaszłam w ciąże z takimi wynikami. Przecież to trzeba usunąć.Stwierdziłam, że to burak i pojechałam do domu. Minął kolejny tydzień jadę na wizytę do lekarza . Nowa pani robi usg mówi że widzi tylko pęcherzyk. I pyta się czy ktoś mi już mówił, że mam macice dwurożną. Robie duże oczy, pierwszy raz słyszę to określenie. Pytam się czy ma to wpływ na ciąże , lekarka odpowiada zobaczymy.Po tygodniu bez plamień rano znajduję krew. Jadę szybko do lekarza prywatnie. Pani oznajmia puste jajo. Z tej ciąży nic już nie będzie. Mam czekać na poronienie.
Zaczęła się rozpacz . Nie rozumiałam tego , jak to możliwe przecież byłam w ciąży a teraz już nie jestem.Świat się zawalił, zaczęłam czytać . Doszła do mnie okrutna prawda. Nie spotkało mnie nic nadzwyczajnego, tak się dzieje. To ja żyłam w świadomości, że problemem jest zajść w ciążę . To ja byłam naiwna i to ja musiałam z tym żyć. Wtedy pierwszy raz poczułam,że muszę mieć dziecko...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2018, 15:56
6 DC
W sobotę przyszedł okres, więc oficjalnie WRACAMY DO GRY! 
Jest we mnie sporo wiary, ale też wciąż gdzieś w sercu głęboki smutek.
Oby ten rok wynagrodził nam choć część cierpień. Nie musi udać się od razu, mogę przepłakać i przeczekać niejeden cykl, bylebyśmy tylko finalnie doczekali się zdrowego Maluszka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2018, 08:30
Strach mnie opanowal i nie zrobilam testu rano. Wstalam godzine szybciej i temperatura o 2 kreski nizsza. Niby to mozna jakos przeliczac dodawac czy odejmować ale nie znam sie na tym. To byl glowny powod dla którego nie testowalam. Dzis po poludniu beta. Strach mnie paraliżuje. Ale musze to zrobic. Zeby wiedziec zeby sobie przypadkiem nie zaszkodzic lekami czy czymś. Boże miej nnie w swojej opiece.
Nie wiedziałam czego mogę spodziewać się po poronieniu.Wieczorem zaczął boleć mnie brzuch, zaczęłam mocno krwawić. Cały czas czytałam historie kobiet w internecie, nie wierzyłam, że to jest takie częste. W nocy krwawienie ustało. Myślałam , że to już koniec. Rano wstałam, poszłam do pracy. Musiałam wszystkich powiadomić, że nie jestem już w ciąży. Nigdy nie czułam się tak źle. Ale byłam twarda . W pracy zaczął się horror. Poszłam do toalety i zaczęło się. Zobaczyłam co ze mnie wylatuje. Czułam się strasznie , ronię moje dziecko w obrzydliwej toalecie w galerii handlowej.Ból nie do wytrzymania a przecież jestem w pracy. Prowadzę zmianę i nie mogę wyjść. Wytrzymałam cały dzień, krew leciała mi po nogach a ja obsługiwałam ludzi. Nigdy nie czułam się tak źle ale tłumaczyłam sobie, że muszę to przeżyć, by znowu zajść w ciążę ....
Minął miesiąc , dostaje zielone światło. Lekarka znowu dziwnie patrzy na moje wyniki ale mówi,że skoro chce mam się starać. Pytam o przegrodę i dwurożność. Dostaje odpowiedź, że jeśli poronie jeszcze raz wtedy ją usuną.
PAŹDZIERNIK 2017: Jestem znowu w ciąży. Szczęśliwa , że znowu udało się w pierwszym cyklu. Nauczona już doświadczeniami, nie cieszę się na wyrost. Szukam lekarza, który będzie prowadzić moją ciąże. Pierwsza wizyta w 7 tyg . Jest pęcherzyk, jest ciałko żółte . Młodziutki, miły lekarz optymistycznie gratuluje. Ogląda wyniki i mówi, ze nie rozumie dlaczego zaszłam w ciążę, czemu ten lekarz mi tak powiedział. Ale ja nie wnikam , w sumie nie słucham. Jestem w ciąży i tylko to się liczy. Odliczam każdy dzień , żeby tylko zobaczyć serduszko. Lekarze straszą, że z dwurożnością może być różnie. Nie cieszę się na wyrost. Mijają kolejne tygodnie, nie plamię . Dochodzę do 12 tygodnia . Badania prenatalne , lekarka dokładnie wszystko ogląda, mówi że będzie dziewczynka, że wszystko jest ok. Czuję się świetnie, zaczynam powoli wierzyć , że ta ciąża ma sens.16 tydzień kolejna wizyta serduszko bije. Lekarz nie widzi nic nie prawidłowego. Zaczynam czuć się pewnie. Oglądam rzeczy dla małej.Kupuje ubrania ciążowe. Czuje się już bardzo pewnie. Jestem w piątym miesiącu ciąży, mam malutki brzuszek , odliczam dni aż urośnie i już każdy będzie wiedział ze jestem w ciąży.
21 tydzień badania połówkowe. Szczęśliwa idę do lekarki. Chce potwierdzić płeć i już mebloważ pokoik.
Lekarka przykłada sondę i widzę ze maleństwo się nie rusza. Zaczął się największy horror mojego życia...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2018, 16:00
Przepraszam Was Kochane za nieobecność ale moje konto odmówiło posłuszeństwa..
Widzieliśmy sie
Widziałam Bubusia i jego malutkie pulsujące serduszko! Radość nieopisana!! Nie wiem jakim cudem po 1,5 dnia od wizyty na której 'nie było niczego' zobaczyłam maleństwo z bijącym serduszkiem..
Zobaczymy się znowu we wtorek 
Nasze starania przesunęły się na lipiec/sierpień/wrzesień 2019
Ale ja już jestem w trakcie leczenia. Zrobię wszystko co się da, żeby kolejne starania nie zajęły dłużej niż 6 miesięcy.
Obecnie okazało się, że mam niedoczynność tarczycy.
Mam też znowu torbiel, oby tym razem obeszło się bez operacji a torbiel niech się sam wchłonie.
15t 5d
My po wizycie, klusek waży 165 gram...usg prawidłowe, łożysko na tylnej ścianie. Mogę zapisywać się na połówkowe, termin porodu przesunął się z 10 sierpnia na 2 sierpnia
dostałam kolejne zwolnienie, nadal będziemy leniuchować i gotować obiadki tatusiowi 
Następna wizyty 7 marca i 21 marca, tak co dwa tygodnie. Do zrobienia mam morfologię i WR.
Teraz chyba się położę bo coś się śpiąca zrobiłam 
Wreszcie mogę powiedzieć, że przestałam się stresować i mam całkiem dobry humor. Aż sama się sobie dziwię. Dolegliwości jakiejkolwiek maści brak, poza mega bolącymi cyckami, ale u mnie po owu to standard. Dostałam dzisiaj info, że piąty zarodek nie przetrwał. W ogóle to zaczęłam się zastanawiać, czy mamy 2 czy 3 mrozaczki, bo gin powiedział, że wszystkie komórki się zapłodniły i w sumie jeden zarodek był pod obserwacją. Z tych emocji jakiś zaburzony dotarł do mnie przekaz. Muszę zapytać przy najbliższej okazji. Biję się z myślami, kiedy zatestować. Powinnam we wtorek, ale chyba zrobię betę w sobotę. Przynajmniej niedziela będzie na płacze, w razie co. Chyba 9 dpt powinno już coś wyjść. Pytanie, czy jak wyjdzie 0, jest sens powtarzać wynik we wtorek. Nie wiem, kuźwa. Pewnie do samej soboty będę się biła z myślami. Z drugiej strony, co miało się wydarzyć, już się wydarzyło, więc rzeczywistości swoją cierpliwością nie zaklnę.
Jutro przed nami kolejny ważny dzień (jeden z wielu) a my nic spokój, zero nerwów. Jedziemy rano na 9 mamy być w OA. Nie wiem czego mamy się spodziewać, nie lubię nie wiedzieć. Od kiedy dowiedziałam się o spotkaniu nie czytałam internetu, niczego nie szukałam. Idziemy na żywioł. Musi być dobrze, będziemy razem to najważniejsze. Nie damy się. Kolejny krok do naszego dziecka przed nami....żebyśmy się tylko nie potknęli.
Dzisiaj 7 dpo i szczególny dla nas dzień!
Dokładnie 7 lat temu się poznaliśmy i poszliśmy na pierwszą randkę 
Tyle czasu już minęło a ja pamiętam jakby to było wczoraj. Pamiętam jak mówiłam siostrze o chłopaku z którym zaczęłam pisać i mi się spodobał
ehhh. Początki są zawsze takie fajne. Teraz też jest fajnie, ale wiadomo. Inaczej
nie zamieniłabym Go na nikogo innego!
Dzisiaj idziemy na Mszę Święta o uzdrowienie. Wierzę że akurat to nie jest przypadek że dziś w nasza rocznicę jest ta Msza
emek te widzę że chce pójść. Jestem bardzo ciekawa jak to wygląda. Wszystko się naprawi i wiem że jeszcze ta baba ginekolog by się zdziwiła jak by się dowiedziała że jednak zaszłam... Czekam tylko na ten dzień.
Stwierdzam że nigdy mieć dzieci nie będziemy. Nie i tyle.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2018, 21:22
41 dc
Okresu brak
Od 16dc-25dc brałam duphaston. Potem czekałam na okres 7 dni. Okresu nie dostałam. Zgłosiłam się do ginekologa bo akurat przysły wyniki czystości pochwy( szykuję się do hsg) i musiałam mieć zapusane tabletki na przeleczenie więc skorzystałam z okazji i zapytałam co z tym moim nie pojawiającym się okresem???cd...
Zamiast okresu miałam tylko podbarwiony lekko śluz( nawet tego plamieniem nie można było nazwać) od 3 dni i to się w okres nie może przekształcić. No i te moje złe samopoczucie od kilku dni tzn. Bóle brzucha przedmiesiączkowe, bolące piersi. Ogólnie zle znosiłam dupgaston. Cd...
Zapisał mi orgametril(zamiennik duphastonu) na 5 dni. Powinnam dostać miesiączki w trakcie jego brania,lub do 3-4 dni po odstawieniu. Jeżeli się nie pojawi to to mam się do niego zgłosić. Cd...
15 dc
Temperatura względem wczoraj skoczyła ogromnie. Wczoraj 36,28, dzisiaj 37. Jednak nie ogarnęłam i zmierzyłam temp. dzisiaj 2h później niż zawsze, bo zapomniałam zmierzyć o 6
a tak to zawsze mierzyłam jak mąż wstawał do pracy.
Tak czy inaczej jeżeli owulacja miała być to moim zdaniem była, bo we wt miałam śluz płodny rozciągliwy.
Wydaje mi się jednak, że mam lekką infekcje pochwy... 
Czas rozpocząć nakręcanie się na ciąże!
hahaha
Także podsumowując to:
-Jestem w 41 dc
- duphaston i orgametril nie wywołały miesiączki
-test ciążowy w 30 dniu negatywny
-czuję się bardzo predmiesiączkowo
-pobolewa mnie brzuch(wczoraj wydawał mi się lekko twardy i wzdęty)
-od jakiegoś czasu mam zaparcia
-temperatura jest podwyższona od 36,7 do nawet 37,00 (w pierwszej fazie około 36,3-36,4)
- bolą mnie piersi od wielu dni
- mam napady gorąca
Nie wiem dlaczego tak się to ws ystko dzieje i dlaczego nie dostaję miesiącki? Może to jakieś zawirowania hormonalne??? Czy któraś z was kiedyś tak miała?
12 tc+ O dni.
Dziś byliśmy na usg prenatalnym i pobraniu wyników na test pappa. Dzidzia ma prawie 6cm, ma dwie dłonie, dwie stópki, kość nosową, przezierność karkową 1,9 NT, zatem według usg wszystko jest w normie.Dziecię siedziało spokojnie, zupełnie przodem i nie było szans zajrzeć między nogi, bo swoje przyrodzenie ukrywało bardzo skrzętnie ;)Serduszko pięknie biło, przepływy ok, łożysko i kosmówka też wg lekarza wyglądały ok, ja tam się nie znam, patrzyłam tylko na Maluszka 
Po wprowadzeniu danych do systemu, na tą chwilę wszystko jest w normie. Po teście pappa, którego wyniki wraz z interpretacją otrzymamy za około 2 tygodnie listownie, do domu, nie spodziewam się szału. Nawet jeśli wyniki białka i bety będą ok, to wzrośnie ogromnie ryzyko ze względu na wiek. Zatem nie zamierzamy jakoś bardzo stresować się tą statystyką.
Ponoć 20% dzieci z ZD wygląda normalnie w obrazie usg, ale jeśli dziecko jest badane przez trzech lekarzy, na różnym sprzęcie, to nikt by niczego nie zauważył?
Czekam cierpliwie na poprawę samopoczucia, która powinna pojawić się w drugim trymestrze, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki 
Mdłości jednego dnia odpuszczają całkowicie, a innego męczą cały dzień. Od wczoraj bardzo boli mnie głowa,nic na to nie biorę, zaraz może przejdzie.
Zamiast mózgu mam kalafior i po zrobieniu minimum z minimum w domu, to kulam się z jednej strony kanapy na drugą i tylko kanały w tv przełączam. Chociaż już książki powoli zaczęły mi wchodzić, tzn jestem w stanie śledzić fabułę i nie zapominać, co było kilka stron wcześniej 
Każdy czeka z niepokojem na płeć Maluszka ;)Każdy mówi: "oby było zdrowe" ha ha, a każdy chciałby dziewczynki:) Po zdecydowanej dominacji "jajec" w naszej rodzinie, to przydałoby się miłe przełamanie trendu w postaci Małej Panienki.
Mi jest to obojętne. Mamy już Synka, zatem fajnie, gdyby była Córeczka, z drugiej strony wiem już jak te "jajca" obsługiwać 
Będzie co będzie
A będzie to z pewnością waleczne dziecko, a skoro takie waleczne, to przecież nie facet ha ha

Dziś w Lidlu był rzut ciążowych ciuchów i ubranek dla dzieci. Ale na nic nie mogłam się zdecydować...choć asortyment był już mocno przebrany. Nie lubię spodni zakładanych na brzuch, a jak już będę miała taki brzuch, żeby w nich chodzić, to będzie wiosna lub lato, to bym się chyba ugotowała
Odpuściłam sobie 
15 DC
Już po kolejnym monicie no i...ruszyło! Ale baaardzo powoli bo w poniedziałek miałam dwa pęcherzyki 10mm i 11mm i dostałam kolejne zastrzyki aż do niedzieli czyli 7 ehh.... z każdym dniem coraz gorzej je znoszę może już troszkę psychicznie mi ciężko nie wiem...zostało 4 ale jakoś łatwiej było przyjąć te 10 niż te dodatkowe..nie wiem czemu
mój brzuch już zaczyna wyglądać jak pole minowe bo niektóre zastrzyki pozostawiły ślady i siniaki.. Przyjęłam ich już 13! Jej.... czemu tak dużo jestem trudnym przypadkiem wiem bo ciągle coś mi dolega ale nie spodziewałam się że cykl stymulowany zastrzykami będzie tak długi 
Ostatnio byłam u swojej chrześniaczki siostra poprosiła mnie żebym się nią zaopiekowała bo ona miała pogrzeb w rodzinie męża. Boziuuuu co za cud maleństwo!!! Izunia ma rok i 3 miesiące niedawno zaczęła chodzić ostatnio troszkę choruje i nie ma tyle energii jak zawsze...jak przyjechałam mała spała a siostra już się stroiła no więc ja sobie czekałam na malutką aż się wyśpi. Jak się obudziła no...nie ukrywam troszkę się bałam że może się przestraszy że to nie mama przyszła ale jak mnie zobaczyła to od razu piękne dołeczki w policzkach się ukazały ciocia ma takie same i każdy mówi że jesteśmy do siebie podobne. Bawiłyśmy się troszkę ale później już chyba chorubsko się odezwało do maleńkiej bo ciągle chciała na ręce nie chciała w ogóle chodzić i jak już tak sobie ją trzymałam na rękach to kochana się przytuliła do mnie i tak sobie patrzyła na bajeczki...jejku właśnie w takich chwilach wiem że walczę właśnie o to uczucie! O tak silną więź i miłość to jest coś nie do opisania...codziennie modlę się o ten cud. Izunia to taka mała kruszynka taka iskiereczka w naszej rodzinie nawet mój M się z nią bawi bo ona jest taka śmieszka kochana.
Ha! a wracając do wizyty u dr to on nam kazał teraz używać antykoncepcji do poniedziałku! Cooooo???!!!
Jesteśmy razem już prawie 8 lat i od 3 nie wiemy co to antykoncepcja
Byłam w lekkim szoku jak mi to powiedział
oczywiście musimy się stosować do zaleceń lekarza od dziś zaczynam testy owu a wieć już oczekiwanie...
Powikłań po HSG ciąg dalszy, czyli wczorajsze perypetie. Pojechałam do szpitala wczoraj przed 12... Nie mogłam się podnieść z bólu, ledwo szłam, ale jakoś się doczołgałam. Na izbie przyjęć pobrali krew, czekałam 1,5 h na wyniki. Później lekarz przyszedł, o zgrozo ten konował co wczoraj. Zrobił badanie, usg. Stwierdził że on nic tam nie widzi, że może boleć. A ja z minuty na minutę coraz gorzej, nie mogłam unieść nogi i prawie zemdlałam. Wyniki z krwi niby ok były. Wyszłam ok 15 ze szpitala dopiero, z ogromnym bólem i receptą na jakieś leki. Od razu pojechałam na wizytę do mojego ginekologa, którą umówiłam z rana. I dobrze, że się wybrałam, bo jemu ufam, a temu w szpitalu to nie bardzo.
Mój ginekolog stwierdził, że ten lekarz jest niedouczony (a go zna, bo z nim pracował w szpitalu przecież). Że mnie skrzywdzili, nie powinni mnie do domu też wypuszczać. Możliwe, że dostałam też uczulenia na kontrast. Ogólnie mam wszystko w środku bardzo podrażnione, szyjka pocharatana tym sprzętem - dlatego boli przy siadaniu i siku. Jajniki i jajowody też dostały niezłą dawkę wszystkiego, mam mocno podrażnione wszystko. Macica ok jest, 7 mm (więc trochę chyba słabiutko). Mam jakby "spuchnięte" jajniki. I powiedział mój lekarz, że dzisiaj już nie powinno mnie boleć. A że boli mocno, to mam do wtorku jak na razie leżeć i nie wstawać, broń Boże nie dźwigać. I jakby coś się działo to mam do niego kontakt i mam pisać.
Już dzisiaj po lekach przeciwbólowych i przeciwzapalnych jest lepiej. Ale nadal odczuwam dyskomfort przy siadaniu, szyjka mnie boli i brzuch. Dzisiaj też znowu pojawiło się trochę krwi... 28 lutego i 7 marca jestem zapisana do mojego ginekologa na kontrolę, a jak na razie odpoczynek. Leżę i oglądam seriale jak na razie, później planuję rozpocząć czytanie nowej książki 
No wreszcie mam trochę więcej czasu i mogę popisać.
Wczoraj zostawiłam w aptece receptę na naltrekson, oczywiście w Poznaniu i tak zaraz go nie będę miała bo robią na zamówienie i ktoś musi odebrać.
Naltrekson podobno pomaga przy chorobach autoimmunologicznych, w zasadzie jak patrzyłam w internecie to pomaga na wszystko, więc może być tak,że nie podziała na nic ale nie szkodzi spróbować.Ponoć poprawia jakość owulacji i pomaga w zagnieżdżeniu i takie działanie już by mi wystarczyło.
U genetyka porażka: kobieta gadała i gadała a sens był taki, że akurat u mnie mutacja nie ma dużego znaczenia bo jest tylko ta C677T a pai są w lżejszej formie. Ale za względu na wiek i tak mam duże ryzyko wad, pokazywała mi jakieś tabelki,że w wieku 40 lat prawdopodobieństwo wynosi 1:110 a ponieważ już i tak jakbym urodziła w wieku 41 lat to 1:85.
Najlepiej jak byśmy sobie z Fumem zbadali kariotypy.
Powiedziała,że jak jestem mocna psychicznie to mogę próbować ,może się uda.
Wkurzyła mnie tym,że sugerowała,że miałam poronienia bo zarodek był wadliwy i natura sama go wyeliminowała.Zapewne były jakieś wady , może zespół Downa.
Tak, wszystkie miały Zespół Downa , w tym pierwsza i druga ciążą przed 35 rokiem życia.
Podjęliśmy decyzję,że kariotypów nie badamy bo nie widzimy w tym sensu i zdajemy się na napro lekarza.
Dodatkowo- urodziła bratowa Fuma i chyba ma jakąś poporodową depresję bo ciągle płacze. Już zaczęła przed porodem,że się boi, potem płakała,że musi sama wstawać do dziecka a to położna powinna nad nią stać całą dobę i jej pomagać. Potem twierdziła,że nie tak to sobie wyobrażała i już ma tej kluchy ( to o dziecku) dosyć.Jak wróciła do domu to dalej ryczy,że dziecko ciągle płacze, nie chce spać ani pić z piersi.Jej mąż się dzieckiem opiekuje ale kilka razy musiał jechać do pracy i wtedy ja się tam musiałam fatygować,żeby się zająć małym. Dwa razy byłam z tesciową ale ona popadła w niełaskę bo się ośmieliła zasugerować psychologa bo to może depresja poporodowa. Teraz bratowa Fuma nie chce zostawać sama i najchętniej jakbym ja tam siedziała bo przy mnie mały jest spokojny. Zapewne ona się denerwuje i mały to wyczuwa a ja jestem spokojna to jest cicho.
Zycie jest dziwne, jedni bardzo chcą a nie mają a inni, nie chcą, mają ale nie doceniają.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.