Poddałam się. Już nie mam nadziei na ten cykl. Z dwóch stron oberwałam - stan zapalny od wyrzynającej się "ósemki" i zapalenie spojówki tak się wczoraj rozkręciły, że nie miałam sił na nic. Wczorajsza kolacja i dzisiejsze moje śniadanie to musy dla dzieci. Tak spuchłam. Także antybiotyk poszedł w ruch. Oby szybko pomógł.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2022, 13:45
Optymistka? Zawsze wesoła? Chwila zwątpienia? nie możliwe.... a jednak...
Zwątpiłam... Zwątpiłam w mój organizm, w jego normalne funkcjonowanie. 62 dzień cyklu, a ja czekam... Powinnam już myśleć o kolejnych dniach płodnych, a tu nic dalej czekam na @. od 23 grudnia powinnam przejść przez 2 @. Mój wigilijny cykl dalej buja w świątecznej aurze, choinki i ozdób świątecznych już dawno nie ma, po świętach zostały tylko wspomnienia, prezenty i cykl, cykl niezmiernie wydłużający się!
To straszne... co psychika potrafi zrobić z człowiekiem, a facet? cieszy się bo może sobie użyć kiedy tylko chce bez obawy, że akurat teraz jest TEN dzień. Brutalnie zabrzmiało? Tak właśnie się czuję. Maszynka do seksu, są uczucia, jest namiętność, tli się żar, ale brakuje nadziei że ten właśnie raz sprawi, że doznam szczęścia, że będę wyczekiwać rosnącego brzuszka, a każdy kilogram będzie jak szczęśliwe ziarenko składające całość. Chciała bym móc planować! Wyjazd na weekend? Super ale wiesz ten 26 i 27.03 odpada, będę czuła się fatalnie i niekompleksowo.... Ja tak nie potrafię powiedzieć, wyjedziemy i co? Weekend spędzę w pokoju z bólem. Lub wersja nr 2: Wyjechaliśmy, jest wilgotno, a może to @? Wyjście na miasto? Może założę spodnie, a co jak @ przyjdzie?
Myszko nie przejmuj się, nie cierpisz z tego powodu, wiesz jak cierpisz w pierwsze dni cyklu, teraz możesz chwile odetchnąć. Mąż na medal! potrafi pocieszać i znaleźć plusy zaistniałej sytuacji. A ja chce krzyczeć! Dlaczego??? Ile jeszcze??? Dlaczego nic nie chodzi jak w zegarku? Dlaczego tyle muszę czekać?
Weź głęboki wdech, i wydech... Powtórz tą czynność kilka razy... I co lepiej? Jak ma być lepiej, w czym ma mi pomóc nieustanna czynność, bez której serce przestaje pracować? Mam być spokojna? Ale ja jestem spokojna, nie rzucam wszystkim, nie wyzywam, nie latam jak potrzeszczona. To co się dzieje? Moja dusza wariuje.
Promyczku czekam! I będę czekać, do końca, aż się doczekam!
9 luty 2018. Godzina 10 dowiaduję się,że moje dziecko nie żyje. Lekarka szuka przyczyny , ogląda wszystko dokładnie. Nie rozumie co się stało.Ja milczę nie rozumiem tego, przecież miałam być najszczęśliwszą mamą na świecie a ja znowu słyszę te słowa.Nie umiałam się z tym pogodzić, dwa dni wcześniej byłam u lekarza nie zrobił mi usg ale mówił że jest idealnie. A tu okazuje się , że w tym czasie moje dziecko już nie żyło, nie żyło tydzień. A ja nic nie czułam. Kiedy wyszliśmy z gabinetu razem z mężem musieliśmy stanąć na nogi i jechać do szpitala.I nawet nie mogłam płakać , bo nagle muszę się spakować do szpitala , muszę myśleć o wszystkim. Zdecydowałam się jechać do szpitala gdzie pracuje mój lekarz, nie było miejsc. Następny tez nie. Trzeci szpital karzą czekać. Pełen korytarz ludzi , panie z brzuchami wchodzą i wychodzą . Poród za porodem a ja czekam. Patrze na mój mały brzuch i wiem, że zaraz go nie będzie. Przyjęli mnie na oddział, wszyscy są dla mnie mili, leże sama na sali i w końcu mogę popłakać. Przerywa mi lekarz , informuje co się ze mną stanie. Dowiaduje się, ze muszę urodzić. Podpisuje dużo dokumentów, dostaje dokument o pogrzebie. Nie mogę uwierzyć, że to mnie dotyczy. Jakbym to nie była ja .Pierwsza doba , pierwsze leki poronne i nic. Leżę i odpisuje na sms-y, w których każdy pyta, czy potwierdziła się dziewczynka. Następnego dnia dyżur miał ordynator, obchodził się ze mną jak z jajkiem. Informuje mnie, że wywołanie porodu, może potrwać nawet do tygodnia. Jest mi to w sumie obojętne bo już nic nie czuję.Kolejne środki, kroplówki, znowu środki. Niedziela 12 w nocy zaczyna się poród. Ból jakiego nie czułam, nie jest tak jak sobie wyobrażałam. Nikt nie trzyma mnie za rękę, nikt nie mówi jak mam oddychać.Nie jest to poród jaki sobie wyobrażałam. Ból był nie do wytrzymania, skurcze co dwie minuty .Boję się dzwonić po pielęgniarki . W końcu nie wytrzymuje błagam o coś przeciwbólowego, przecież mi to obiecali.Przychodzi młoda pięlęgniarka, daje kroplówkę i mówi ze wie że cierpię ale nie może mi pomóc. Leki nic nie dają, wyje z bólu i czekam kiedy zacznie się akcja.Cały czas się mnie pytają czy plamię, a ja nic. Przez to wyobrażałam sobie , że to jeszcze długa droga.O 5 20 przyszła pielęgniarka, pobiera mi krew , ja nie mam siły dojść do łóżka. Idę po raz 30 do łazienki . Chce zrobić siku a czuję ból, którego nigdy nie poczułam. I nagle jest po. Siedzę na toalecie z wiszącym łożyskiem. Potem już szybka akcja, pielęgniarka zabezpiecza dziecko, biorą mnie do zabiegowego, wzywają lekarza. A ja siedzę. I nie mam siły płakać, nie mogę uwierzyć w to co się stało. Przychodzi lekarz, pokazuje mi dziecko. Dowiaduję się , że urodziłam syna. Moje największe marzenie , mieć syna. Czekam już tylko, żeby mnie uspali, chce żeby to się skończyło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2018, 16:07
We wtorek badania prenatalne tylko kurde maluch jest mniejszy o 5 dni i ma jak na razie 31 mm a powinien do badań miec 45 mm mam nadzieje, że urośnie. Wczoraj na wizycie maluch spał
a tak jest wszystko ok tylko cisnienie mi cos szwankuje
Wojtek rosnie ma prawie 10 miesięcy chodzenie w chodziku opanował perfekt baaa nawet stoi sam
siedzi też ładnie choć leniwy jest co do różnych nowych rzeczy 
Właśnie zauważyłam, że nie dodałam opisu mojego porodu, a Czarek ma na liczniku już ponad 4 miesiące. 😱
No to cofnijmy się w czasie.

Na początku chciałam podziękować za ciepłe i miłe słowa wsparcia każdej z osobna. Jesteście kochane ;*. Nie odzywałam się tutaj bo potrzebowałam się trochę odciąć od neta.
Byłam dziś na wizycie u innego ginekologa. Człowiek bardzo miły, troskliwy, ciągle pytał czy mam jakieś pytania, jak się czuję, czy miałam jakieś plamienia ostatnio. Bez gadania dał numer powiedział, że mam dzwonić od razu gdyby się coś działo. Dzidziuś ma się bardzo dobrze. Gin powiedział, że bardzo ładnie się rozwija. Jesteśmy w 6t4d ciąży. Termin mam wyznaczony na 17 października. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie to, że serduszko naszej fasolki już bije. Cudowna wiadomość, której dziś w ogóle się nie spodziewałam. Ten wariat w tamtym tygodniu tak mnie nastraszył że bałam się iż dziś usłyszę proszę Pani tam nic nie ma. Kolejną wizytę mam na 15 marca. Dostałam listę badań do zrobienia. Boję się trochę bo wówczas będę zbliżać się do tygodnia w którym poroniłam. Mam jednak nadzieję, że tym razem będzie dobrze. Wracając do domu popłakałam się w aucie zeszły ze mnie wszystkie te emocje, które od 14 lutego nosiłam w sobie.
Ps. Przez tego wariata poleciałam w poniedziałek na betę bo mnie nastraszył, że nie będzie min 10 tyś a beta wyniosła 14 793. Dzisiejszy lekarz powiedział, że to piękny przyrost, że nie ma się do czego przyczepić. Miłego wieczoru Wam życzę Kochane
.
deprecha....
Znalazłam dziś w pracy pająka. Matko, co za egzemplarz... Żal mi się zrobiło nieboraka i mu darowałam (pewnie skubany zeżre mi jutro śniadanie i ukradnie torebkę). I teraz moje pytanie - czy myślicie, że Św. Franciszek doceni moje dobre serduszko i szepnie słowo Panu Bogu? Bo miło by mi było urodzić naszego wymarzonego Frania 
Dokumenty w novum podpisane. Standardowo był zgrzyt. Byłam u jakiegoś starego lekarza. Przy wypełnianiu papierów nagle wypalił, że on nie zgadza się na transfer dwóch zarodków. Ja mu tłumaczę, że to bez sensu, że to już mój 9. transfer, że już nie raz miałam dwa podawanie, że dwa zarodki są razem zamrożone. A ten nie i już, no chyba że szef kliniki "weźmie na siebie odpowiedzialność". Żebym sobie teraz dr Lewandowskiego poszukała i to załatwiła.... Myślę sobie, co ten dziad pieprzy???? Szukac mam sobie lekarza po klinice????? W końcu zadzwonił do asystentki szefa, poprosił o zabranie naszej dokumentacji i zapytanie dr L, czy się zgadza. Szef zgodził się bez problemów i Dziad wszystko podpisał.
Paranoja. Muszę się jak najszybciej wymiksować z tej kliniki.
16t0d.
Dzisiaj krótko i zwięźle. W 17 tydzień ciąży wkroczliśmy z cieknącymi sutkami
kupiłam sobie wkładki laktacyjne, bepanthen na rozstępy i krem na brodawki, bo myślałam wczoraj, że mi odpadną 
Chyba muszę zacząć spać w miękkim staniku z wkładkami, żeby nie moczyć piżamy, zobaczymy czy się w ogóle tak da wytrzymać.
Dobranoc ♡
No to mamy tak: wyniki z Polski raczej wyszystkie ok, procz krzywych cukrowych, angielska dr GP konsultowala z labolatorium wyniki z Polski i jest podejrzenie hiperglukemii reaktywnej, na to metformina, ale narazie od 6 lutego mam glukometr i sie nakuwam (sie wytrenowalam w tych iglach!) a ze bylam/jestem na Dabrowskiej to sporadycznie tylko mierze, zaczne po diecie.
Wyszedl u mnie nieprawidlowy kariotyp: mozaikowy mos45,X[3]/46,XX[47] (jeszcze sie nie umowilam na konsultacje z moja dr genetyk), u meza jest prawidlowy 46,XY. Pare dni przed tym zostal zredukowany moj etat, od 14 lutego juz nie pracuje, i dobrze, i tak chcialam odejsc w ub roku tylko, ze zaraz bylam w 3 ciazy z nasza (aniolkiem) Lucjanka...
Jest ciezko, nie powiem, jedyne co mi teraz wychodzi to dieta dr Dabrowskiej, bo to jest cos na co mam wplyw! Nie zalamujemy sie, staramy sie nadal, maz wspiera (Boziu jak ja Ci zan dziekuje!), ogladam czesto 'Dotyk Boga' random na youtube a tam takie uzdrowienia, ze nie moge w Niego nie wierzyc! Goraco polecam ogladac tym, ktorzy traca wiare i/lub potrzebuja uzdrowienia, tam naprawde dzieja sie CUDA.
Juro wizyta lekarska GP i pragne namowic na badanie subpopulacji limfocytow (komorki NK - natural killers), chcialabym jednak zeby mi to sprawdzili, oczywiscie jesli moga, bo w Polsce probka z krwia za pozno trafila do badan i mi zwrocil pieniazki.
Przyszlo pisemko ze szpitala jakis tydzien temu z hakiem, 5 marca mam usg macicy, to sie nie spodziewalam ze sami od siebie mnie wysla na to usg 
Pracuje codziennie nad swoim optymistycznym patrzeniem w przyszlosc, mam szukac pracy a nie ma we mnie takiego myslenia, pozwalam sobie narazie na 'odpoczynek', ale modle sie o zmiane w te czy inna strone. Cos sie wydarzy. Wiem to. UFAM, z calych sil.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2018, 14:25
Dziś @ więc 1 dc i II iui w tym cyklu
Od 3 do 6 dc clo
od 4 dc Encorton 10mg - 1tab rano,1/2 w południe przy posiłkach
W 7 i 8 dc Fostimon
Znowu mam nadzieję i czuję To!czuję,że w końcu w tym roku się uda!
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2018, 00:00
24 DC
Dostałam rano jakiejś biegunki... Staram się sobie przetłumaczyć, zeby pozostać realistka i nie bujać w obłokach, bo wiem że nadchodzi ten najgorszy czas w cyklu E lada dzień może pojawić się @. Chce się nie rozczarowywać znowu. Dobrze że wywiozlam te testy do domu bo pewnie już bym nie kusiły.
W tym cyklu trenuje silna wolę. Nie nasikam. Nie nie nie. To forum jest głupie. Po co tak wcześnie te dziewczyny się nakręcają o wydają pieniądze na marne na bety i testy.... Wystarczy poczekać na @.
30 tydzień (29t0d)
Maly wazy juz ok. 1400gram. Tak sobie razem rosniemy. U mnie na plusie 10kg, waze równe 60kg. A tak sie martwilam, ze nie przytyje. Teraz staram sie jesc mniejsZe porcje, bo strach pomyslec, co bedzie potem. Srednio jem, co dwie godziny, bo mam taki wilczy glod.
Opryszczka zniknęła. Pozostaje miec nadzieje, ze nie bedzie zadnych konsekwencji i sie juz wiecej.nie pojawi.
Remont skonczony. Byly male komplikacje, ale już jest ok. I najważniejsze, ze cale mieszkanie posprzatane jak nigdy. Odrazu lepszy nastroj. Aaa mlody mial tetno 135 na wizycie. Jeszcze miesiac temu co wizyte mial dosyc wysokie, w granicach 160, a teraz takie niskie, dr mowi ze ok.
a juz nie bede czarowac rzeczywistości
24dc, 6dni po owu (wg wykresu, testów, i tez mi sie tak wydaje)
miałam ten setny wpis zostawic na dobre nowiny, ale czas strasznie mi się dłuży, mysli kłebią sie po głowie i czas to z siebie wylać.
We wtorek byłam na progu w 21 dc 14,70. W poprzednim cyklu było 12,71 a jeszcze w poprzednim 1,07 więc pnie się w gore lub owu przychodzi coraz wczesniej. Nie powtarzam. Szkoda mi kasy i nerwów. Po badaniu krwi nieciekawe informacje. Mój organizm wytworzył przeciwciała i musiałam znów łatwić skierowanie i ponownie pobierac tym razem próbki poszły na warszawe wiec juz tym razem wyniki bede miała. Po poprzednim nic nie dostałam. Tesciowa mówi że mąż ma 0Rh+ i serolożka mi powiedziała ze jesli mam Rh- to mój organizm bedzie odrzucał zarodki z grupą krwi dziedziczona przez dziecko po męzu. A ta niestety jest dominująca. W necie czytałam że mozna brac jakies imunoglobuliny wiec jak przyjda wyniki (czas oczekiwania około 10 dni) to moze mój gin sie mna zajmie. Jak nie to znajde innego.
Bardzo chce myśleć że Malutka jest juz we mnie. Poprzednim razem czułam że to On, teraz inaczej jakoś.Oglądam już łóżeczka, wymierzam miejsce obok naszego łóżka. Dotychczas chodziło też o to że już mi się nie chce do pracy chodzić i ciąża byłaby "w samą porę". Czasem ktos niechcący wetknie kij w mrowisko " a Ty dzieci nie masz to masz czas" i tego typu. Przez chwilę chciałam to wszystko rzucić i pomyslec o tym żeby trochę gdzieś pojechać, znajomi nas do Anglii zapraszali, ale ja mam ciągle tę obawę że potem będzie coraz trudniej. Nie spinam się, ale często przychodzi mi taka sentencja na myśl,że "niewykorzystane okazje lubia się mścić". Odbieram dziś seks gadzety, ale przez najblizszy czas nie bedą nam potrzebne.
aktualnie ogarniam cerę (co drugi dzień parówka z ziołami, wczoraj zaaplikowałam odrobinę olejku arganowego - póki co ok, dieta bezmleczna, fiołek rano, rozwazam zmianę kosmetyków, ale nie wszytko na raz bo nie bede wiedziała co działa) jeszcze sa małe grudki. o i te cholerne plamy, ale je mozna zatuszowac krostki trudniej.
Serce walczy z rozumem, zeby nie robic teściorów bo i tak za wcześnie.
W nocy była owulacja. Czułam ją bardzo, bardzo wyraźnie.
Rano o godz. 8.00 pojawiłam się u gina w Krakowie, żeby to potwierdzić w usg i żeby podał mi accofil do macicy. Ten ginek namawia mnie na dalsze stosowanie accofilu, tym razem podskórnie, z monitorowaniem poziomu leukocytów. Boje się tego, nie będę tak robić. Na razie trzymam się zdania immunologa dr Paśnika z Łodzi, żeby tylko raz wziąć. Dostałam receptę na dalsze zastrzyki, ale je nie wykupię.
Jeśli chodzi o samo usg, to owulacja potwierdzona, bardzo świeża, więc dziś dzień "0". Endometrium bardzo ładne, nigdy takiego nie miałam - 13,5 mm. Po południu dzwonię do dr Lewandowskiego z novum i umawiamy datę transferu.
25 dc
do @ pozostał... jeden dzień.
Wczoraj zasnęłam podczas oglądania filmu, o 19...
Brzuch jak bolał, tak boli nadal. To już chyba drugi tydzień taki. Przedwczoraj czułam wyraźne kłucie prawego jajnika (mam wrażenie, że lewy to jakiś uśpiony, bo nie pamiętam, żeby kiedykolwiek bolał). Mam wyższą temp niż zazwyczaj, niby tylko 36,99 / 36,77, ale ja rzadko kiedy miałam 36...
Nadal czuję się wzdęta. Jest 11:30, a ja już 4 razy byłam siku. Zaraz chyba pójdę znowu...
Brak typowych objawów @...
Weekend poza domem, spędzę trochę czasu na świeżym powietrzu. Nie będę miała możliwości, żeby zatestować - i dobrze. Uczę się pokory i cierpliwości, ale nie tracę nadziei.
Test w poniedziałek rano.
Optimism is the faith that leads to achievement. Nothing can be done without hope and confidence.
◕‿◕
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2018, 17:42
Tym razem cykl zupełnie zwariowany.. chyba bezowulacyjny, choć ta temperatura taka pomiędzy moimi wyższymi a niższymi... nigdy jeszcze tak nie było. No i niższa temp wskazywałaby chyba na niski progesteron, a piersi mam wrażliwe jak nigdy... to od czego tak? Wcześniej raz się zdarzyło, po dupku. A teraz?Efekt uboczny ovarinu? Nawet tym razem luteiny nie biorę czekałam na wyższe temp. I coś się nie doczekałam. Jakaś zrezygnowana jestem. Już zupełnie starać mi się nie chce, suplementować ani nic.... chyba do końca wakacji, na ile potrafię dam sobie spokój ze wszystkim. Szkoda, że ciąża nie jest zaraźliwa, bo koleżanka w pracy zaszła 😂
Dalej jest mi ciężko, ale juz lepiej. coraz więcej zaczynam rozumieć i sobie układać. Jeszcze troszkę czasu i powinno być dobrze, a potem znowu będę szczęśliwa. Ostatnie doświadczenie nauczyło mnie, że nie wolno żyć przyszłością, tym co może się wydarzyć, marzeniami. Trzeba żyć obecną chwilą. nikt nie wie co będzie kiedyś. przekonamy się o tym właśnie kiedyś. nie będę wypatrywać szczęścia w przyszłości. Poszukam je tu i teraz.
-25 dc- a zaraz pewnie zmienię na - 1 dc-
Małpka zbliża się wielkimi krokami. Pierwszy raz na nią czekam. I na poniedziałek i wizytę! Niech coś w końcu ruszy!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2018, 12:26
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.