Transfer w 4. dobie, czyli we wtorek. Zapisałam się najpierw na krio na rano do dr Starosławskiej. Prowadziła mnie w novum przez trzecią procedurę ogólnie, a pierwszą w novum. Na tą wieść nagle mój mąż pyta czego do niej
że on chce do dr Zamory. Zapytałam męża dlaczego??? Przecież nigdy mi nie robił nic specjalnego, asystował tylko dr Lewandowskiemu przy transferach. Mąż mi na to, że mu się wtedy spodobał i on chce dr Zamore i już
No więc zadzwoniłam jeszcze raz do kliniki i zmieniłam lekarza 
Dzień wcześniej intralipid.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2018, 18:32
Po dłuuugiej przerwie udało mi się wreszcie pójść na wizytę do ginekologa.
Są i dobre i złe wiadomości. --> Wizyta u ginekologa po długiej przerwie
No to może czas na małą aktualizację. Co u mnie?
Ten cykl i następny prawdopodobnie też, jestem na leku Visanne. Mój doktorek podejrzewa u mnie adenomiozę (endometriozę wewnętrzną), która może utrudniać zagnieżdżanie zarodka, dlatego wyciszamy ją farmakologicznie. 27.02- najbliższy wtorek- mam kontrolną wizytę, wtedy też poruszę temat zabiegu na jajnikach (jeden ma zostać poddany resekcji klinowej a drugi elektrokoagulacji), który ma sprawić że pęcherzyków będzie mniej i zyskają dzięki temu na jakości (w tym momencie moje AMH ma ponad 18!!!). Klamka zapadnie we wtorek, czy decydować się czy nie, choć już coraz bardziej oswajam się z myślą, że mnie to nie ominie. Panicznie boję się operacji. Nigdy nie leżałam w szpitalu, nie miałam żadnych zabiegów i stąd te obawy. Przy okazji tego zabiegu laparoskopowego zrobimy też drożność jajowodów- jak już dać się kroić, to za jednym razem należy wszystko załatwić.
Po zabiegu prawdopodobnie wrócimy do stymulacji Gonalem-F i Ovitrelle, ale to już będziemy myśleć po.
Reasumując, szanse na ciążę są, ale organizm wymaga podreperowania. Myślę, że wcześniej niż za 4-5 miesięcy w ciąży nie będę. Nie smucę się, staram się nie tracić nadziei.
Zapisałam się do terapeuty. W ostatnim miesiącu miałam wiele momentów, które nakłoniły mnie do podjęcia terapii. Nieuzasadnione lęki, odbijające się na zdrowiu fizycznym (ból żołądka, nie mogłam jeść) nie pozwoliły czekać z decyzją. Nie są one spowodowane bezpośrednio staraniami o ciążę, raczej są to żniwa przeżyć z przeszłości- jestem DDA (dorosłym dzieckiem alkoholika), co dało o sobie znać w ostatnim czasie bardzo dramatycznie i intensywnie. Ze swoją terapeutką na pewno poruszę temat starań o dziecko, bo uważam że wszystkie te rzeczy, które mnie dotknęły mogły spowodować, że zablokowałam się na posiadanie własnego potomstwa. Zobaczymy, jakie efekty przyniesie czas leczenia psychoterapeutycznego
ja jestem bardzo pozytywnie nastawiona (mimo że pierwsze spotkanie u psycholog prawie całe przepłakałam, tak jakby pękła tama jakiegoś krytego tyle czasu żalu i bólu...)
Nie mam problemów z uzależnieniem (nawet rzekłabym że mocno neguję nadużywanie alkoholu i denerwują mnie osoby, które przesadzają z ilością spożywanego trunku), jednak moje poczucie wartości mocno spadło i chciałabym je podreperować, bo wiem, że dzięki temu będę szczęśliwa wreszcie nie pozornie, a tak mocno, intensywnie i naprawdę!
A pisząc frazesem: szczęśliwa mama, to szczęśliwe (przyszłe) dziecko 
Moment dalszej diagnostyki i terapii wykorzystuję na rozwój zawodowy. Wróciłam na stanowisko kierownicze i staram się spełniać w tej kwestii (wspomniane lęki mocno mnie blokowały w tym zakresie). Mam teraz mniejsze poczucie "marnowania czasu". A dodatkowa gotówka przyda się w kontekście wykańczania domu, co za chwilę spadnie na moje barki
i cieszę się i boję.. Własne kąty są cudowną perspektywą, ale wykończenie tego nie będzie łatwe (rany! jak połączyć te wszystkie pomysły, kolory i style w jedność ;P ), nie mówiąc o tym ile kasy pochłonie i jaki kredyt mamy na ten dom. I nie to że nas nie stać, bo mąż jest niezwykłym przedsiębiorcą i człowiekiem wiecznie zapracowanym i zbierającym naprawdę porządne owoce swojej pracy i zaangażowania, bardziej męczy mnie to okropne myślenie, a co się stanie jeśli... Któreś z nas zostanie samo z tym uwiązaniem, bo życie jest strasznie niesprawiedliwe i zabiera tam gdzie nie powinno a daje tam gdzie się tego nie oczekuje...? I w dodatku myślę o tym egoistycznie, że ja sama tego nie dźwignę i boję się że to nie moje marzenie (ten dom) tylko męża? Temat do przepracowania z psychologiem, bo oszaleję mając ciągle takie czarne wizje (i w ogóle skąd u mnie myślenie o pieniądzach- nigdy sobie tym głowy nie zaprzątałam, bo pochodzę z domu gdzie liczyło się złotówki i uczyło gospodarności i pomysłowości by zaoszczędzić, i zawsze sobie dzięki temu sama radziłam z bardzo dobrym wynikiem). Ponadto to totalnie nie w moim stylu- zawsze staram się być optymistką i szukać dobrych stron każdej sytuacji.
No i to na tyle z aktualizowania info o moim życiu (przepraszam za głupie smęty o kasie i mojej psychice- czasem i mi coś odbija...). W ostatnim czasie wiele z użytkowniczek, które podczytuję bądź podglądam na wykresach, zaszło w ciążę co napawa dużym optymizmem i nadzieją. Wiele z nas pozostałych wojowniczek stara się już naprawdę długo i wierzę, że i na nas przyjdzie kolej
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2018, 20:17
Myślałam, że obędzie się bez płaczu, ale od wczoraj wieczorem w zasadzie ciągle ryczę. Poczytałam forum i dochodzę do wniosku, że z moją chorobą szanse na ciążę są naprawdę znikome, więc już mam wizję, że w ciąży nigdy nie będę. Nie sądziłam, że ivf tak obciąża psychicznie. Zawsze wiadomo, że może się nie udać, ale człowiek jednak zakłada mimo woli ten bardziej pozytywny scenariusz. Nawet miałam wczoraj silne przeczucie, że się udało i chyba większej krzywdy nie mogłam sobie zrobić, nastawiając się w ten sposób. Wydawało mi się, że jestem gotowa na jakieś 4 procedury, ale jak po pierwszej tak chujowo się czuję, to nie wiem, co ze mną będzie w razie kolejnych porażek. Depresja murowana.
Te ostatnie dni cyklu są najgorsze. Starając się o pierwsze dziecko nie grzeszyłam cierpliwością, obecnie już przechodzę samą siebie.
Obok mnie właśnie śpi mój zakatarzony mały ludzik, patrzę na nią i nadal nie dowierzam, że ona na prawdę istnieje a tu zaraz miną 3 lat kiedy ten cudaczek pojawił się w naszym życiu.
W tym cyklu miałam drożność jajowodów, owulacja była wcześniej niż się jej spodziewałam. Miałam nadzieje na ten cykl. Miałam tez nadzieję, że mimo braku ciąży to chociaż okres przyjdzie wcześniej po to dostałam też ten duphaston by cykle doprowadzić do 28 dni.
Dlaczego głowa nie odpuszcza? Wiem, że ciąży nie ma od kilku dni szyjka obniżona i lekko otwarta wiec wiem, że okres przyjdzie, zrobiłam też test i oczywiście biel…ale głowa dalej się łudzi ;(
Jedno dziecko już masz, jest ci łatwiej.
Gówno prawda! ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2022, 17:12
2014:
Grudzień:
- niedoczynność tarczycy: Euthyrox 25mg 1x dz.
- hiperprolaktynemia: Bromergon 2,5mg 1x dz
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2018, 10:34
Do owulacji czy cały cykl?
Cały cykl do pozytywnego testu ale nie zwykły tylko CO Q10 kaneki 100mg i najlepiej M też bo pomaga zmniejszyć fragmentacje
Flowwer, kupiłam taki https://www.aptekagemini.pl/doppelherz-aktiv-koenzym-q10forte-x-60kaps.html , nada się ?
To masz zwykły a tu ten japoński o którym piszę
http://allegro.pl/ShowItem2.php?item=6882883093
http://allegro.pl/ostrovit-ubichinon-q10-100-60caps-koenzym-coq10-i6786702671.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2018, 14:01
Próbujemy kolejny raz. Nie wiem czy nie ostatni. Aromek już był, zastrzyki były, współżycie na godzinę też już było. We wtorek beta, w środę wszystko będzie jasne.
Był dobry wpis i jest zły..
Dziecka listopadowego nie będzie bo bez sexu dziecka nie na wczoraj nie poprawiliśmy bo mąż przyszedł z pracy a wieczorem się spił i zaliczył zgon koniec bajki jestem wściekła i już.
Cześć wszystkim!
Na wstępie napiszę, że cały czas nie do końca wierzę, że znalazłam się na fiolecie. Tyle lat bezowocnych starań, dołowania się i stresu, a wystarczyło zrobić laparoskopię - serio.
Ostatnią miesiączkę miałam 13 stycznia, laparoskopię z chromotubacją 19 stycznia a dzisiaj jestem w 7 tyg. ciąży (6 tydz. + 1). Szok nie? Myślę, że to wszystko dlatego, że na swojej drodze nie spotkałam odpowiedniego lekarza, a mnie samej brakowało samozaparcia? Może liczyłam na jakiś cud? Sama nie wiem. Podsumowując byłam w szoku widząc pierwszy raz w życiu dwie czerwone kreski na teście, a było to w Walentynki 
Mąż był w nie mniejszym szoku niż ja, ale kopara mu się strasznie ucieszyła. Rodzice prze szczęśliwi - wiadomo, tylko ja jakoś na chłodno jeszcze podchodzę do tematu i studzę wszystkich dookoła, żeby poczekali do kolejnej wizyty, aż zobaczymy bijące serduszko...
Z objawów od samego niemal początku: częste wizyty w WC, bóle piesi, wrażliwość na zapachy. Jedynie wczoraj jakoś mnie nagle zemdliło, ale poza tym mdłości "odpukać" nie mam :)A i spać się chce...mogłabym cały dzień, ale nie da się bo trzeba pracować.
Moja doktor na pierwszej wizycie powiedziała, że kartę ciąży założy po kolejnej wizycie jak potwierdzimy, że wszystko jest ok. W związku z tym nikt w mojej pracy o ciąży póki co nie wie, bo wolę nie zapeszać. Jak dostanę zaświadczenie, że jestem w ciąży to wtedy pójdę, bo nie daję już rady pracować na nockach, a i dniówki (po 12h) są upierdliwe. Na pewno w pracy nie będą szczęśliwi bo automatycznie cały grafik do zmiany i ewentualnie wejdę w 8h zmiany co i moim koleżankom raczej nie będzie się uśmiechało, bo będą musiały przychodzić na 4h i brać nocki...Trochę się tym stresuje, ale z drugiej strony mam to gdzieś jak to zostanie rozwiązane i czy ktoś będzie niezadowolony, bo moja upragniona ciąża jest dla mnie ważniejsza.
Do końca zmiany zostało 2,5h, a ja już wiem, że w domu padnę trupem 
Ciąża rozpoczęta 13 stycznia 2018
21dc
Boję sie, boję się, boję sie.
Jestem idiotką. Wczoraj byli u nas znajomi, wypiłam sporo alkoholu, znowu zaczęłam podpalać. Jestem nieodpowiedzialna i niedojrzała, nie zasługuje na dziecko.
2 dni temu wyciągnęłam z szafy pudełeczko z różową wstążeczką, a w środku maleńkimi bucikami rozmiar 16 - na wierzchu jest przyklejona maleńka koperta z karteczka z napisem „gratulacje Tatusiu!”. Przyszykowałam to w maju kiedy był 34dc a okresu dalej nie było, a pewność o mojej ciąży mnie rozpierała. Okazało się, ze to nic innego jak psikus mojego organizmu po wakacjach w Grecji... Ryczałam jak głupia nad tym kartonikiem. Nigdy się nie doczeka doręczenia.
16t3d.
Miałam się uczyć przed jutrzejszym egzaminem, a co robię???
Od powrotu z pracy piorę ciuszki niemowlęce.
Kupiłam za grosze na "Baby online sales" na fejsie całe pudło używanych rzeczy dla małego
jest tu dosłownie wszystko 0-3m - ponad 80 sztuk ubranek i 30 par malusich skarpetek. Nie mogłam nie wziąć
wszystko śliczne, niezniszczone. Dokupię tylko cienką kurteczkę i czapeczki i jestem ustawiona na pierwsze miesiące 
Stary się dzisiaj trochę zdziwił jak przyjechałam z pracy z pudłem i płynami do prania dla niemowląt
ale z ochotą siedział i segregował mini bodziaki i śpioszki ♡
W końcu pokoik, który od lat stał pusty i czekał... zaczyna spełniać swoje przeznaczenie.
Pięknie wyglądają i pachną suszące się w nim miniaturowe ubranka♡
Jak wyschną popakuję wszystko do kartonu i wypiorę jeszcze raz za kilka miesięcy, kiedy już bedziemy mieli mebelki dla Leośka
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2018, 19:58
Niestety, ale nie...
Ze mną chyba jest coś nie tak...
66 Dzień cyklu, @ nie widu, ni słychu... Dziwne uczucie, że COŚ się leje, toaleta no bo to chyba @... A jednak nie.
Miałam powtórzyć test, ale jakoś nie czuję parcia. Nie mam ochoty go robić. Daję organizmowi czas do środy/czwartku jak nie zatrybi idę po test. Czuję się koszmarnie, wybrzuszona jestem strasznie i nie są to ani gazy ani wzdęcia, zawroty głowy (najbardziej dokuczające rano, po wysiłku i przy schylaniu) i dziwne mdłości do czego je porównać? hmmm do mdłości związanych z głodem. Jem na siłę, brak apetytu.
Coś wisi w powietrzu, mąż wczoraj przytulił się do brzuszka i słuchał... Czego? nie mam pojęcia, raczej nigdy tak nie robił, zaskoczyło mnie to. Czekam... Zobaczymy co los przyniesie.
Tutaj co bela mąż Amy na poprawę nasienia - efekty w postaci dwóch kresek po miesiącu 
Mąż brał FErtilman i Polfilin, a do tego duzo suplementów: mace, lkarnityne,wit c, e, d, b12, mg+b6, koenzym q10,larginine.
Ale bral to wszystko tylko 1 msc, wiec nie wiem czy zdążyło pomoc. Myślze że sonoHsG u mnei tez duzo pomoglo. Niby jajowody drozne byly, ale jednak po zabiegu zaskoczylo:)
U mnie dzisiaj 11 dpo i chyba wyrok taki sam jak zwykle. Czyli cholerny spadek temperatury do 36,80... Myślałam że przy luteinę tempka się trzyma stabilnie, a u mnie jakieś zygzaki. Koło 10 wybiorę się na spacer do Rossmana... Chociaż nie wiem czy jest sens. W podbrzuszu jakieś dziwne okresowe bóle, ale przecież biorę luteine
myślałam że to odwleka @...
Ehh wracam do egzekucji z nieruchomości.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2018, 08:16
28 dc
@ jak nie było, tak nie ma.
Test ciążowy rano walił vizirem po oczach, aż bolało.
Ku*wa!
(T_T)
Ani ciąży, ani okresu, więc nawet na to pieprzone HSG nie mogę iść. (jutro muszę zadzwonić do lekarza i to odkręcić...)
Nagle wszystko stało się bez sensu...
☹
Od kilku dni mam podwyższoną temp, w weekend było nawet 37.11. Już nie wiem co to wszystko ma znaczyć. Nic nie biorę, bo żyłam w przekonaniu, że jestem w ciąży. Nie czuję się dobrze, w pracy rozbolała mnie głowa. Biegam do łazienki z obawą zdejmując majtki, czy ujrzę krew i czar pryśnie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2018, 10:45
Tak się odzwyczaiłam od okresu, że od tygodnia w pracy przypomina mi się, że nie mam nic ze sobą w razie okresu. W czwartek naszykowałam sobie podpaski i zapomniałam wrzucić do torebki. Leżą na pralce do tej pory. Dziś 28dc. W sobotę przy odkurzaniu lekko pobolewał mnie brzuch, wczoraj dwa razy - rano i wieczorem. Śluz mocno kremowy, jak krem.
Jest już co najmniej 16 dni po owu, ale nie mam pojęcia jak cykl po danazolu może wyglądać... chyba trzeba jutro zrobić sikańca wreszcie, ale znam siebie - stchórzę.
12 dc 2cs po poronieniu
Wczoraj test owu negatywny.
Będę robić teraz codziennie az do pozytywa. I coraz bliżej na wyniki mutacji.
Boję się że nie będę mogła zajść w ciążę. Udało się raz, od razu - fajnie. I to na tyle. Skończyło się to co dobre.
Dzisiaj w ogóle wróciłam do cyklu w ktorym zaszlam ciążę.. apka wyznaczyła mi termin ovu na 15dc. No okej, ale.. 27 dc w niedziele mialam implantacje. Skąd wiem? Miałam plamienie, myslalam ze okres przyszedł za wcześnie (mial byc w środę) ale w poniedziałek rano juz było czysto! No i dopiero teraz doszłam do tego ze owu mimo 29-30dniowych cyklach nieźle musiala się przesunąć! Implantacja chyba powinna wystąpić wcześniej prawda? No ale już nie ma co gdybać. Trzeba żyć teraźniejszością i przyszłością.. skupić się na pozytywnym myśleniu.. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2018, 09:52
Jesteś w 34 tygodniu ciąży
(33 tyg. i 2 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3
Wiek płodu: 31 tydzień
Data porodu:
14 kwietnia 2018
(pozostało 47 dni)
Hej! Witam się w 34 tc, witam się w dniu wizyty u gin
znowu zobaczę swoje maleństwo, ciekawe ile będzie ważył mały rozrabiaka. Dziś dał popalić w nocy, dwie godziny tak kopał że spać nie mogłam hehe, nawet mąż czuł na plecach jego kopniaki bo przytuliłam się do niego brzuchem.
Zamówiliśmy łóżeczko z całym zestawem pościeli, materacem itp., nianię elektryczną. Także coraz więcej mamy z wyprawki dla małego. Ja w tym tyg robię mówienie w gemini i chcę skompletować torbę. Prać będę po niedzieli. Mąż kupił za granicą płyny dla dzieci do prania. Dziwne bo nie pachną ale to mi się wydaje w sumie że lepiej bo takie maleństwo lepiej chyba żeby nie miało mocno perfumowanych ubrań, nosek wrażliwy przecież.
Wizytę mam na 19:00 więc wieczorem albo jutro napiszę jak po wizycie 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.